14 grudnia 2012

GRUDNIOWY SPADEK FORMY - nie poddam się!

Dziś był ciężki dzień, zarówno pod kątem mojej formy fizycznej, która z niewiadomych powodów spada z dnia na dzień, jak i formy psychicznej, która to też nie ma się najlepiej. Pomyślałam, że skorzystam wreszcie z siłowni, bo nie pamiętam kiedy na niej byłam, ale w sumie chwilę później zdecydowałam się jednak na spacer z przyjaciółką, a potem basen... 


W sumie wszystko byłoby zapewne całkowitą normą, bo przepłynęłam prawie tyle co wczoraj, gdyby nie to jak się fatalnie czułam pływając! Już nie pamiętam kiedy tak źle mi się pływało i chyba po raz pierwszy nie sprawiało mi to przyjemności. Irytowali mnie ludzie, dźwięki i dosłownie wszystko co było dookoła mnie. Dziwne, bo od wczoraj nic się przecież nie zmieniło. Pomijam, że było dziś wyjątkowo zimno i jakoś odechciewa mi się pływania kiedy chwilę później muszę marznąć i szczękać zębami. Nawet w gorącym, solankowym jakuzzi nie było mi ciepło. W każdym razie przepłynęłam tyle ile chciałam, trochę się zrelaksowałam i choć wściekłam się na mój czepek przez który włosy miałam i tak mokre to swój cel osiągnęłam.

Chwilę później ogarnął mnie wielki GŁÓD! Smaki na wszystko! Postanowiłam iść do sklepu kupić coś na kolację, bo przecież coś musiałam zjeść, a tutaj idąc przez supermarket z jednej strony pączki, z drugiej strony ciastka... NO KOSZMAR! W każdym razie jestem z siebie dumna, bo udało mi się wytrwać! Nie pokusiłam się na żadne słodkości, no z małym, zdrowym wyjątkiem. Kupiłam kilogram suszonych owoców, a konkretnie daktyle i morele. Postanowiłam więc, że już wkrótce napiszę wam kilka ciekawostek o suszonych owocach tym bardziej, że na Święta chyba każdy robi kompot z suszonych owoców. Ciekawe czy wiecie, że to samo zdrowie, ale to już nie dzisiaj :)

Mam tyle pomysłów na posty, tyle rzeczy którymi bym się chciała z wami podzielić, ale wiem, że co się odwlecze to nie uciecze, a Wy przynajmniej będziecie mieć co czytać w długie, mroźne wieczory. Dziś jestem wam wdzięczna, bo to myśl o Was - moich czytelniczkach sprawiła, że nie połakomiłam się na te pięknie wyglądające pączki i inne słodkości! Nie wiem co mnie dzisiaj napadło, ale sama nie wierzyłam jak żarłoczna się stałam. Nie zawiodłam was, choć tak jak wszyscy i ja czasem popełniam błędy i grzeszę... ale o tym już wkrótce ;)

6 komentarzy:

  1. Niech wygra silna wola! :)

    Bardzo lubię Twój blog :) zaglądnij czasem do mnie :)

    http://sniadaniowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam za Ciebie kciuki :)

    Podoba mi się Twój blog. Nie odchudzam się, ale tutaj znajdą się rady i motywacje dla każdego, kto chce żyć zdrowo, i to jest świetne!

    Pozdrawiam,
    whiness

    OdpowiedzUsuń
  3. brawo, super, świetnie że się nie poddałaś :))
    ja wczoraj poległam na całej linii...
    ale najaważneijsze to się podnosić i dalej kroczyć wyznaczoną drogą :)

    OdpowiedzUsuń
  4. hmm ja tak miewałam często w wakacje, bo zbytnio ograniczyłam kaloryczność jedzenia, jadłam zdecydowanie za mało tłuszczów. od kiedy zaczęłam jeść więcej, moja siła zdecydowanie wzrosła. waga w ogóle nie drgnęła, wymiary spadły a mięśnie pieknie sie wyrzezbily!!
    uwazaj na siebie prosze!:*

    OdpowiedzUsuń
  5. W grudniu też mi się nie chciało ćwiczyć

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz dodaje mi skrzydeł i motywuje mnie do dalszego pisania... Napisz, zmotywuj mnie oraz innych! Dziękuję <3