11 grudnia 2014

MOTYWACJA - Moje miesięczne wyzwanie!!!

Kochane moje... 
Okazuje się, że ja też jestem tylko człowiekiem i bardzo często brakuje mi motywacji. Powiem Wam szczerze, że nie wiem skąd wcześniej czerpałam swoją determinację do zmian, bo na chwilę obecną kompletnie się w treningach pogubiłam. Kiedyś codziennie w domu potrafiłam ćwiczyć, a dziś? Dziś już mnie to nie bawi! Na siłowni czasem nie czuję się komfortowo, bo jednak wiele brakuje mi do tego idealnego wyglądu o jakim marzę od dawna. Sporo osiągnęłam i przez własną głupotę zaprzepaściłam naprawdę wiele. 


Wy też tak macie, że bywają dni kiedy ostatnią rzeczą o jakiej myślicie jest trening? Cholera... skąd to się bierze? Wczoraj przepłakałam w poduszkę cały dzień i byłam kompletnie załamana swoją sylwetką. Nie wiem czy kiedykolwiek coś uda mi się zmienić... w takie dni jak ten wczorajszy zaczynam we wszystko wątpić! Od listopada już trochę poprawiłam swoją sylwetkę, ale czeka mnie bardzo długa droga. Nie jestem maszyną, którą byłam wcześniej, która cieszyła się każdym treningiem, każdą aktywnością. Co mi teraz brakuje, że nie mogę wrócić do takiego stylu życia jaki prowadziłam wcześniej? Coraz częściej mam ochotę się poddać zupełnie jak niektóre z Was! Teraz rozumiem jak trudno było Wam zacząć i spróbować przejść na tą zdrowszą stronę życia. To cholernie wkurzające, że chcę, ale coś mnie blokuje. Jakiś głos w głowie mówi mi ciągle "nie dasz rady". Od dłuższego czasu boję się nawet stanąć na wadze, ale przecież widzę, że "szału nie ma".

Kiedyś podziwiałyście mnie za determinację i chęć do zmian... motywowałam, a teraz? Teraz sama potrzebuję motywacji! Oglądając zdjęcia innych kobiet najnormalniej na świecie się załamuje, bo przecież nigdy mogę nie osiągnąć takiego efektu. Dlaczego muszę być taką perfekcjonistką? Dlaczego wszystko co robię chcę robić na maksa, a czasem brakuje mi sił? Skąd wtedy brałam energię? NIE WIEM!

Pojawił się u mnie epizod siłowni i myślę, że szybko z niej nie zrezygnuję. Jutro umówiłam się z Anią, moją znajomą, która dąży do swojego wymarzonego efektu i nie boi się ciężarów. Ania pomoże mi w doborze ćwiczeń, rozpisze trening na cały najbliższy miesiąc, a do tego doda pewności siebie w strefie, w której na chwilę obecną 90% to mężczyźni czyli oczywiście mówię tutaj o ciężarach. Trochę się gubię w tych wszystkich maszynach, sztangach, hantlach. No niby są, ale co z nimi robić? No szlag by to trafił, ale nie mam pojęcia! Czuję się jak dziecko we mgle. Dlaczego nie spytam instruktora na siłowni co można byłoby zrobić? Boje się! Kto by pomyślał, że okażę się takim tchórzem :)

Bardzo chcę móc stanąć przed lustrem i powiedzieć - "Osiągnęłam upragniony efekt!". Ponownie chcę pokazać, że nawet po takiej przerwie można wrócić i zacząć. Mam nadzieję, że energia do treningów przyjdzie z czasem. Póki co jestem silnie motywowana przez mojego mężczyznę, który bardzo polubił siłownię. W końcu to na chwilę obecną czasem jedyna okazja by móc spędzić z nim czas. Początkowo frustrowało mnie to, że być może mu się nie podobam, że moje ciało nie jest dla niego atrakcyjne, ale teraz wszystko się zmieniło. Czuję, że robię to dla siebie! Chcę sama czuć się pewniej tak jak było wcześniej! Chcę widzieć w sobie tą silną kobietę, którą przecież jestem. Pogubiłam się, ale powoli się odnajduję.

Nie przejmujcie się więc chwilowymi spadkami wiary w siebie i w swoje możliwości... Jak widać to nic nienaturalnego, tak po prostu jest! Jesteśmy kobietami więc mamy prawo do złych dni... do chwil załamania. Każdy ma do tego prawo! Załamujesz się tym jak wyglądasz? Stań przed lustrem, zaciśnij pięści i powiedz "Jestem superbabką i dam radę! Za pół roku gdy przyjdą wakację wszyscy będą mnie pytać jak to osiągnęłam." Jest tyle dziewczyn, którym się udało to nam też się uda. Przyłącz się do mnie! Zejdź z kanapy, uśmiechnij się do siebie i weź się w garść tak jak zrobiłam to dziś ja! Właśnie wybieram się na siłownię i wiecie co? Może mi się nie chce... na zewnątrz tak szaro, buro i ponuro, że aż się nie chce wychodzić z łóżka, ale przecież leżąc nie zbliżę się nawet o krok do tego efektu, który chcę. Kiedyś nie czułam się źle w swojej skórze tak jak teraz, być może dlatego, że wiem, że da się zbliżyć do spełnienia marzeń o wakacyjnym bikini.

Powiem tak... W poniedziałek zrobię zdjęcia i dokładne pomiary (również na Tanicie). W sobotę kończę antybiotyk więc myślę, że energia wreszcie zacznie do mnie wracać.


PROPONUJĘ WAM TO SAMO!!!
Zróbmy sobie wszystkie zdjęcia i pomiary 15 grudnia i porównajmy je za miesiąc. Nic tak przecież nie motywuje jak rywalizacja!!! Taka motywacja przyda się zarówno mnie jak i Wam! Nie czekajmy do Nowego Roku z chęcią zmian, zacznijmy od razu! 


Brzmi to trochę niedorzecznie, ale czemu by nie spróbować? 
W poniedziałek na blogu i na facebooku oficjalnie ogłaszam MIESIĘCZNE WYZWANIE! Niech każda z Was robi to co lubi... czy będzie to trening z Ewą Chodakowską, czy siłownia, bieganie, czy choćby treningi nordic walking... To nie ma znaczenia. Każda aktywność się opłaci. Wspierajmy się i razem dolećmy do celu :)


Buziaki kochane! 
Trzymam bardzo mocno za Was kciuki, a Wy... Wy trzymajcie za mnie! <3

6 grudnia 2014

List do Świętego Mikołaja

Witajcie kochane!

Byłyście grzeczne? Dziś Mikołajki czyli dzień rozdawania i dostawania prezentów. Ja chyba byłam niegrzeczna, bo póki co Święty jeszcze mnie nie odwiedził. Nie dostałam nawet rózgi! Normalnie chamstwo :) 


A dziś jak zawsze w Mikołajki zamieszczam swój list do Świętego Mikołaja czyli 10 pozycji, które najchętniej bym przygarnęła.



1. Legginsy KappAhl - zobaczyłam je wczoraj w sklepie i się normalnie w nich zakochałam! Są świetne i oryginalne, a ja bardzo lubię trenować w ładnych ciuchach sportowych.

2. Biustonosz Sportowy Panache Sport GEO Print - już jeden Panache mam, ale ten jest tak śliczny, że nie mogę się powstrzymać i prędzej czy później pewnie ta perełka dołączy do mojej kolekcji. 


3. Play Station 4 - w końcu odrobina rozrywki należy się każdemu :) 



4. Opaska Jawbone - myślę o niej już od dłuższego czasu i fajnie byłoby ją mieć w swojej kolekcji.




5. Motocykl Aprilia RS 125 - bo postanowiłam wreszcie po wielu latach zrealizować jedną ze swoich mocno ukrytych pasji i przesiąść się z czterech kółek na dwa... 



6. Klasyczne szpilki od Christiana Louboutina których przedstawiać chyba nikomu nie trzeba!



7. Perfumy - Nowe Giorgio Armani "SI "



8. Perfumy - Paco Rabanne Lady Million "Eau My Gold!"




9. Nowe buty do Biegania - najchętniej New Balance W1080PY4





10. Thermomix - najnowszy model uniwersalnego robota kuchennego!!!




A Wy o czym marzycie? 
Pochwalcie się koniecznie co dostałyście :)

Buziaki kochane!!! 


2 grudnia 2014

TRUE LOVE STORY - Girl and the gym

Witajcie!

Po kontuzjach, depresjach, grypie żołądkowej... nadal jednak obciążona przewlekłym zapaleniem zatok powróciłam z hukiem do treningów, a wszystko za sprawą wyjątkowego wsparcia! Mówię tu o wsparciu ukochanego mężczyzny, bo to dzięki niemu w dniu dzisiejszym powróciłam na siłownię. Jestem jeszcze osłabiona, a On nie odwiedzał siłowni od 12 lat tak więc oboje trochę się oszczędzaliśmy, ale podejrzewam, że jutro i tak będziemy cierpieć na zakwasy choć dla mnie ten ból jest cudowny! Uwielbiam zakwasy... no tak, chyba jestem walniętą masochistką, ale tak to działa! :D



Tym razem odwiedziłam kolejną siłownie z sieci Platinium Fitness, która znajduje się bliżej miejsca zamieszkania mojego faceta. Ja niestety nie będę bywać tam zbyt często ze względu na odległość, ale muszę przyznać, że w Solvay Parku na ul. Zakopiańskiej w Krakowie podobało mi się bardziej niż na ul. Mogilskiej. Klub jest o wiele mniejszy, brakuje w nim strefy dla kobiet, która dla mnie i tak jest rzeczą zbędną, bo śmieszą mnie te małe, słodziutkie, różowe hantelki... Są tak cholernie urocze, że aż szkoda mi je zapocić. Atmosfera w klubie też zdecydowanie lepsza, bo mniej ludzi, którzy odwiedzają fitness klub tylko żeby się polansować w swoich nowych ciuchach Adidasa by Stella McCartney, a więcej osób, które przychodzą faktycznie po to żeby się spocić i zmęczyć. To lubię! Nikt nie patrzył na mnie krzywo co w niektórych sieciówkach zdarzało się nagminnie.



Nie o tym jednak chciałam pisać... 

Otóż od dwóch miesięcy (tylko tyle jesteśmy razem) próbowałam wyciągnąć mojego mężczyznę na siłownie, ale bezskutecznie. Miał ciekawsze zajęcia, głównie motocykl... Teraz jednak gdy odwiedził nas mróz, a motocykl poszedł w odstawkę chyba znudziło mu się siedzenie w domu (jak na 30-sto letniego "emeryta" przystało). Ostatnio nie robiliśmy już praktycznie nic... dopadło nas jesienne lenistwo więc nawet do knajp nie chciało nam się już wychodzić, a ileż można siedzieć w domu i oglądać telewizję? Byłam w szoku gdy w piątek powiedział: "Od poniedziałku idziemy!", a dziś nawet sam mi przypomniał, że mieliśmy iść. Oczywiście zapewne gdybym nie poszła z nim na te "pierwsze koty za płoty" to by stchórzył. Mimo wszystko zrobił to chyba bardziej dla mnie i poszliśmy... To było dziwne! Jakoś przywykłam do treningów w samotności, a tu taka niespodzianka. Muszę przyznać, że podobało mi się! Spędziłam na bieżni 45 minut przy czym spociłam się jak w dobrej saunie, ale mimo wszystko nie czułam się jakoś spięta, że nie wyglądam jak zawsze... No wiecie... normalnie perfekcyjne ciuchy, makijaż, fryzura i inne bzdety, a tu nic! Mokra, spocona kura! Wkręcił się!!! On naprawdę się wkręcił w siłownię i jeszcze chce zacząć trenować MMA. Uwierzcie mi... nigdy nie byłam tak szczęśliwa! Nie ma nic cudowniejszego niż mężczyzna, który podziela Twoją pasję!!! No, ale są też tego minusy... gdy tylko przyjdzie wiosna będę musiała wsiąść z nim na motocykl. Yyyy, aaaa... no niby to nic takiego, ale mimo wszystko paraliżuje mnie przed tym strach, bo ten człowiek jest nieobliczalny! Ja jednak jestem z gatunku tych kobiet, które akceptują czyjeś pasje, baaa... wręcz ciesze się, że jakąś ma, i że kocha to co robi. Teraz On pokochał moją pasję i coś mi się wydaje, że szybciej ja odpuszczę treningi niż On... Jeśli to wszystko będzie szło w tym kierunku nadal to do przyszłorocznych wakacji (tak ja już myślę o wakacjach, bo nie miałam żadnych w tym roku!!!) będziemy wyglądać niczym greccy bogowie!


Warto więc moje drogie namawiać najbliższych na wspólne realizowanie pasji... na wspólne wypady treningowe, które jeszcze mocniej umacniają więzi między ludźmi. Jeśli nie masz odwagi iść sama weź faceta! Nie masz faceta? Weź przyjaciółkę! Nie masz przyjaciółki to szukaj w internecie, nawet na facebooku grup ludzi, którzy szukają towarzyszy do wspólnych treningów. A nuż widelec takie znajomości się rozwiną w coś więcej? 

Kochane! Nie uwierzycie jak cudownie się czuje taka wypompowana po bieżni i ćwiczeniach na nogi i klatkę piersiową... Ach! Dawno nie czułam się tak wspaniale, a jutro... jutro nadejdą jeszcze zakwasy... No żyć nie umierać! Pomijam jeszcze, że jutro również się wybieramy na wspólną siłownię. "Zajeżdżę" tego biedaka, ale cóż... PRZECIEŻ SAM CHCIAŁ! :) 

A Wy kochane trenujecie same czy z kimś? A może macie problemy, żeby namówić Waszego mężczyznę na aktywne spędzanie czasu??? Służę pomocą (i dobrą radą) chociaż sama nie wiem jak mi się to udało :D Jeszcze wyeliminuję u niego papierosy, alkohol i... CHRAPANIE!!! i będzie mężczyzna idealny ;) 

Yyyyy... nieeeee, to niewykonalne...
... a może jednak? :D

Buziaczki <3

7 listopada 2014

Moje plany jak... BYĆ KOBIETĄ, BYĆ KOBIETĄ

Witajcie kochane!

W moim życiu wreszcie zaczęła się pojawiać iskierka nadziei, że kolejny dzień będzie lepszy niż poprzedni. Co sprawia, że znów zaczęłam myśleć pozytywnie? Nie trudno zgadnąć... wielki powrót do zdrowszego trybu życia! Moja kuchnia znów została zasypana przez setki brudnych naczyń po gotowaniu zdrowych przysmaków i mimo, że dołożyłam sobie więcej sprzątania to przecież jest to tego warte! Powoli wracam także do treningów choć póki co skupiłam się tylko na brzuchu i ramionach, a to wszystko za sprawą zapalenia ścięgna. Od zeszłego piątku mnie nosi, ale z każdym dniem noga przestaje boleć więc jest nadzieja, że od poniedziałku wrócę do biegania. 


Mam bardzo ambitne plany, których nie porzuciłam nawet na sekundę! Planuję starty w trzech imprezach biegowych... Zaczynamy oczywiście od Krakowskiego Biegu Sylwestrowego, na który już mam zaplanowane przebranie jeszcze lepsze niż zeszłoroczny strój Barbie w pudełku. Już nie mogę się doczekać!!! Tutaj raczej skupię się na dystansie 5 km, bo w tym co sobie wymyśliłam trudno będzie mi biec na dłuższą odległość. W ten sposób rozpocznę także przygotowania do Półmaratonu Marzanny podobnie jak to było w zeszłym roku! Połowa marca okaże się tutaj kluczowa, bo już w maju czeka mnie największy wyczyn... CRACOVIA MARATON!!! To postanowione i nawet jeśli nie zmieszczę się w czasie to dołożę wszelkich starań by dobiec lub doczołgać się do mety! Możliwe, że porywam się z motyką na słońce, ale takie plany sprawiają, że chcę się żyć! Chcę pokonać wszystkie swoje słabości i uwolnić się od nich, bo już wiem, że dla chcącego nic trudnego. Wiem, że decyduje się na nadludzki wysiłek, ale tylu ludzi daje radę więc dlaczego nie ja?

Od połowy listopada zbieram się do kupy i przynajmniej 3 razy w tygodniu będę odwiedzać siłownię, bo mam jeszcze do zrealizowania darmowy karnet do sieci Platinium, który wygrałam w zeszłorocznym Biegu Sylwestrowym. Co jeszcze? BASEN!!! Choć podobno łączenie biegania i pływania nie jest do końca dobrym rozwiązaniem to pamiętam, że basen bardzo dobrze mi robił.



Najważniejsze jest jednak to, że WRÓCIŁAM!!!
Obecnie nie pracuję i chciałam skupić się na pisaniu pracy magisterskiej, w której notabene mam nadzieję, że mi pomożecie ponieważ jej temat jest ściśle związany z aktywnością fizyczną. Niestety (lub stety) mój mężczyzna pracuje, a do tego ma pewne zobowiązania, przed którymi nie jest w stanie uciec, a zatem ja muszę wreszcie zająć się czymś co zabije tą masę wolnego czasu. Siedząc na swoich czterech literach zaczynam myśleć... a moje myśli bardzo trudno nazwać pozytywnymi. Aktywność fizyczna będzie tutaj dla mnie pełnić trzy funkcje... Dzięki treningom zajmę się CZYMŚ, nie będę mieć czasu na dołowanie się i myślenie, a do tego mój facet będzie mieć świadomość, że nie jestem w każdej sekundzie na jego wezwanie. Kolejną funkcją będzie oczywiście zmiana mojej sylwetki... Ja nadal chcę ważyć 65 kg! Chcę znów odzyskać pewność siebie, która została mi zabrana, chcę się ubierać tak jak lubię - kobieco, na co nie mogę sobie teraz do końca pozwolić. Co jest trzecie? Oczywiście zdrowie i dobre samopoczucie!!! Pamiętam jak kiedyś byłam szczęśliwa po każdym wykonanym treningu i cholernie mi teraz tego brakuje!


Moje plany nie dotyczą tylko aktywności, ale także pielęgnacji ciała, włosów, paznokci... Nie wiem skąd mi się to wzięło, bo do tej pory kończyło się na organicznym żelu pod prysznic, szamponie, balsamie do włosów i to wszystko! Ostatnio był nawet taki moment, że przestałam się malować, bo mój EX uważał, że tak wyglądam lepiej - BZDURA! Wiem w jakiej wersji podobam się sobie i niech tak pozostanie.


Fakt, że kocham samochody, motocykle, gokarty nie zmienią tego, że mimo wszystko JESTEM KOBIETĄ! Lubię sukienki, spódnice, dekolty... ale rzadko się tak ubieram, bo w towarzystwie mężczyzn nigdy nie czułam się w takiej wersji swobodnie. Koniec z tym! Mam dosyć bycia dla facetów "równą babką" do której czasem im się wyrywało "ej stary!". Nie jestem ich kumplem!!! Mój mężczyzna to 100% facet... nie spędza pół dnia przed lustrem (no chyba, żeby nałożyć żel na włosy :P), nie popierdziela w rurkach i nie boi się dostać po ryju, bo jak to mówi "morda nie szklanka" więc będąc przy nim muszę Wam powiedzieć, że czuję się naprawdę kobietą. Odkrywam się na nowo!


 

Heee? Że co? Niby ja nie potrafię być kobieca??? 


Będę się dzielić z Wami na bieżąco etapami swojej dalszej przemiany w kobietę!!! 
Nawet nie wiecie jak mi tego brakowało! 

BUZIAKI!!! <3
Ściskam baaaardzo mocno i już niedługo wracam :) 

30 października 2014

PRYWATA - Trudne próby powrotów do normalności

Witajcie kochane...

Tak wiem, znów mnie nie było, ale tym razem nie będę obiecywać powrotów, bo nie wiem co czas pokaże... Będę się starać! Pewnie nadal bym nic nie napisała gdyby nie to, że dosłownie kilka minut temu poczułam nieodpartą chęć podzielenia się z Wami tym co w ciągu ostatnich kilku miesięcy kompletnie zbiło mnie z tropu. 


Na chwilę obecną moje życie zaczyna się stabilizować, wracają mi chęci do treningów, wracają chęci do zdrowszego odżywiania, do dbania o siebie i swoje zdrowie, bo... MAM DLA KOGO, a przynajmniej tak mi się wydaje. W dniu dzisiejszym dostałam swój pierwszy (i to mocno spóźniony okres) po prawdopodobnym poronieniu. Tak, niestety to najprawdopodobniejsza opcja... Dlaczego przestałam ćwiczyć? Nie wiem... przestałam chyba wierzyć w swoje możliwości i to był powód dlaczego przestałam pisać. Nie potrafiłam pisać o czymś w co sama przestałam wierzyć. Początkowo byłam szczęśliwa bez treningów, bo miałam na tamtą chwilę (jak mi się wydawało) cudownego faceta, rewelacyjną pracę i przyjaciół. Nie wierzę w to jak bardzo mogłam się pomylić. Sądziłam, że treningi nie są mi już potrzebne, że nie muszę odreagowywać złych emocji, bo ich nie mam. Pod koniec lipca zaczęłam się słabo czuć, nie miałam energii, nie miałam apetytu, nie miałam na nic ochoty. Zmuszałam się wówczas tylko do roweru i spacerów. Później zaczęły się problemy natury nerwowej związane z pracą. Zaczęłam wymiotować, objadać się lub wręcz przeciwnie potrafiłam nie jeść nic!!! Nic mnie nie cieszyło, a w moim związku coś zaczęło się psuć. W efekcie tego w połowie sierpnia mój "idealny" facet odszedł z dnia na dzień, zrywając ze mną smsem. Pogrążyło mnie to kompletnie. Początkowo wracając z pracy kładłam się do łóżka i przesypiałam cały dzień. Po jakimś czasie zaczęłam odreagowywać spotykając się z ludźmi i to do tego stopnia, że wychodziłam do pracy o 6:55, a wracałam o 2, a nawet 3 w nocy. Wróciły stare nawyki: imprezy, alkohol, papierosy, ale także zapisałam się na siłownie. Niestety zabrakło mi już na nią czasu, a ja potrzebowałam aktywności podczas których nie myślałam. Byłam rozbita... Chwilę później zaczęły się bóle brzucha, bo potrafiłam nic nie jeść, a piłam hektolitry kawy i wypalałam paczkę papierosów dziennie i pewnego dnia dostałam jakiegoś ponadprogramowego krwawienia. To chyba był ten moment gdy uświadomiłam sobie, że nerwy nic nie dadzą, ale dosłownie chwilę później pod koniec września wylądowałam w szpitalu z okropnym bólem brzucha. W międzyczasie na mojej drodze pojawił się ktoś inny i choć nie potrafiłam zaufać poddałam się temu, trzymając jednak dystans. Sprawił, że zaczęłam bardziej dbać o siebie...

Wychodzi na to, że każda z Nas musi mieć taki moment w życiu gdy wszystko nagle przestaje mieć sens. No cóż, ja sama nie sądziłam, że porzucę pasję, że porzucę treningi, pisanie, zdrowe jedzenie... Stało się! Już wracam do siebie po tym wszystkim. Nie pracuję, domknęłam sprawy związane z uczelnią i mam termin obrony pracy magisterskiej na styczeń. Spędzam więcej czasu w domu, a nie w barach i to tylko kwestia czasu aż znów zacznę biegać i ćwiczyć. Koleżanki chcą zapisać się na siłownie, a to dla mnie idealna sytuacja, bo razem będzie raźniej. Potrzebuję tego! Widocznie ta przerwa, ta kompletna rozpierducha życiowa była mi potrzebna.



Przepraszam Was bardzo, że zniknęłam tak bez słów wyjaśnień, ale nie chciałam stać się hipokrytką... 

Teraz czuję, że będzie dobrze, bo wracam na dobre tory... 
Zaczynam swoje życie od nowa, z daleka od starych problemów, które mogły mnie zniszczyć, ale nie dałam im się! Nie jestem jeszcze silniejsza niż byłam, ale to kwestia czasu. 

Teraz ja potrzebuję Waszego wsparcia... TRZYMAJCIE KCIUKI! 
W końcu... co mnie nie zabije to wzmocni, prawda?

Buziaki! 

10 września 2014

MotionSense - Z Rexoną możesz więcej!

Witajcie!
Dziś postanowiłam w całości poświęcić posta marce REXONA, no i właśnie… z czym kojarzy Wam się ta firma? Mnie do niedawna  jedyne skojarzenie jakie przychodziło na myśl to oczywiście niezawodne antyperspiranty do zadań specjalnych z opatentowaną przez firmę technologią MotionSense, która uwalnia większą dawkę zapachu podczas aktywności fzycznej oraz w innych przypadkach gdy tylko mocniej się pocimy. Od niedawna Motion Sense kojarzy się jednak również z najnowszą aplikacją na smartfona…



Jak wiecie korzystałam z wielu aplikacji na smartfona w celu monitorowania moich treningów (głównie biegania i jazdy na rowerze). Uzależniłam się od tych małych programików i powiem szczerze, że trudno było mi wykonywać jakąś aktywność bez późniejszego sprawdzenia statystyk po treningu. MotionSense to prosta aplikacja, która podobnie jak inne tego typu programy mierzy naszą aktywność fizyczną pod kątem czasu, ilości spalonych kalorii czy np. przebytego dystansu.





Motion Sense ma jednak jeszcze jedną, dodatkową funkcję, która jeszcze bardziej motywuje do aktywności fizycznej, a mianowicie można podłączać się do rywalizacji w grupach i wygrywać kosmetyki REXONA, a także różne fit-gadżety. W końcu która z nas nie potrzebuje dodatkowej ochrony przed nieprzyjemnym zapachem podczas treningu? :) Wiecie co tutaj jest mega istotne? Że tutaj mamy szansę rywalizować z osobami o podobnych możliwościach do nas, a nie z profesjonalnymi sportowcami, których wyników nigdy nie będziemy w stanie pokonać. Motywujące nieprawdaż?


Sama aplikacja jest bardzo przyjemna w użytkowaniu, dość prosta w obsłudze (chociaż na początku nie do końca wiedziałam co i gdzie kliknąć). Oprócz tego interfejs jest bardzo ciekawy dla oka… taki kobiecy i kolorowy. Do każdego monitorowanego treningu można dodawać komentarze, zdjęcia i dzielić się nimi na naszym facebooku. To niby nic nowego, ale uważam, że takich motywujących aplikacji nigdy nie jest za wiele.


W aplikacji można oczywiście zarejestrować się przez facebooka (ale nie tylko) i udostępniać swoje sukcesy znajomym. Możemy wybierać monitorowanie naprawdę wielu aktywności fizycznych o różnej intensywności co jest np. niemożliwe w przypadku innych aplikacji – mówię tu o skakaniu na skakance, squashu czy choźby tańcu lub aerobiku w wodzie. To typowa aplikacja kobieca, która w jednym miejscu mieści większość typowych dla płci pięknej aktywności.  Mamy tutaj również krokomierz, który jednak w moim przypadku nie do końca się sprawdza, ale to chyba dlatego, że mam długie nogi i robię wielkie kroki (haha). Nawet niedawno w pracy wpadłam na genialny pomysł żeby sprawdzić ile robię kroków, bo często zdarza się tak, że przy biurku nie siedzę prawie w ogóle.

Ogólnie wszystko chodzi płynnie, aplikacja się nie zawiesza, nie gubi sygnału i nie przerywa (przynajmniej do tej pory na moim Samsungu Galaxy S4 nic takiego się nie działo)… Może jest kilka szczegółów, które warto by było dopracować, ale MotionSense jest nowością więc REXONA ma jeszcze sporo czasu na doprowadzeniu aplikacji do perfekcji.


Dlaczego warto? APLIKACJA JEST CAŁKOWICIE BEZPŁATNA i może korzystać z niej każdy, którego telefon jest wyposażony w system operacyjny Android lub iOS.

…lub z poziomu Waszych telefonów w sklepach.


I jak? Przyjmujesz wyzwanie MotionSense i REXONA? Ja chętnie powalczę o nagrody, bo ostatnio brakuje mi motywacji… a nic tak nie motywuje jak możliwość rywalizacji z innymi (przynajmniej w moim przypadku). Może chcecie trochę ze mną porywalizować i zbliżyć się jeszcze bliżej do wymarzonej sylwetki? ;)

O aplikacji możecie więcej dowiedzieć się z facebookowej strony REXONY (https://www.facebook.com/RexonaPolska) lub z kanału YT (https://www.youtube.com/channel/UCfxqWXQuRQwbpyKgkVEIOhA)



4 września 2014

Kosmetyki NEUTRAL - dbaj o siebie... NATURALNIE!

Witajcie!
No tak… znów nie było mnie jakiś czas, ale ciągle zmagałam się z trudnościami, które postawił na mojej drodze złośliwy los. Wakacje były dla mnie bardzo trudnym czasem. Ze szczęścia wleciałam na orbitę, z której następnie naglę spadłam roztrzaskując swoje marzenia o szczęściu w drobny mak. Zaniedbałam swoje pasje, bloga… zaniedbałam samą siebie, ale nagle jak z nieba spadła mi kampania nowej linii kosmetyków NEUTRAL, które można znaleźć w drogerii ROSSMANN i od razu poczułam nieodpartą chęć zadbania o siebie, bo kto inny to za mnie zrobi?



Jak wiecie (pisałam o tym wiele razy) mam bardzo wrażliwą skórę, skłonną do alergii i wysuszania. Szczególnie po wylewaniu z siebie siódmych potów na treningu moja skóra była spragniona pielęgnacji! Jestem twarda… silna… nie poddaję się słabostkom i lubię naprawdę ciężkie treningi, które mocno dają w tyłek, ale mimo wszystko jestem kobietą i przynajmniej moja skóra udowadnia jak wrażliwa potrafi być.

Do tej pory wiele razy pisałam o kosmetykach organicznych, z których dobrodziejstw najwięcej korzystam, bo w drogeriach nigdy nie znajdywałam nic odpowiedniego dla siebie, ale wygląda na to, że to się zmieni. Gdy przetestowałam wyżej wymienione kosmetyki Neutral od razu poczułam nieodpartą chęć by się podzielić z Wami swoimi spostrzeżeniami… No to zaczynamy!

Neutral to linia kosmetyków (ale nie tylko), która swoją delikatnością otuli nawet najbardziej wrażliwą skórę. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że oprócz podstawowych rzeczy codziennego użytku jak szampon, balsam, żel pod prysznic, dezodorant, mydło firma w swojej ofercie posiada również środki do prania! O tak! Tego mi właśnie brakowało! Do tej pory stosowałam ogólnie dostępne proszki i żele do prania, ale nie ukrywam, że w wielu przypadkach gdy coś zmieniłam moja skóra pokrywała się paskudnymi krostkami. Znam też osoby, które nie mogły znaleźć dla siebie żadnego środka do prania, który np. nie szkodziłby delikatnej skórze ich małych dzieci. Oczywiście cała linia Neutral nie jest przeznaczona tylko dla osób z problemem wrażliwej skóry, ale także dla tych, którzy nie chcą stosować setki preparatów, które zawierają chemię – slsy, parabeny, sztuczne barwniki. Te wszystkie związki wnikają do naszego organizmu przez skórę, a w końcu w dzisiejszych czasach każda kobieta trochę takich „mazideł” używa na co dzień więc warto je ograniczyć!

Z całej linii przypadły mi do gustu szczególnie 3 rzeczy, a mianowicie…

Antyperspirant w kulce NEUTRAL – to strzał w samą dziesiątkę! Podczas stosowania większości antyperspirantów w kulce czułam, że moja skóra pod pachami jest taka „polepiona” i miałam wrażenie, że na skórze tworzy się warstwa, która w ogóle nie przepuszcza powietrza, a skóra też musi oddychać, a nie… kisić się! Często stosuję również perfumy i niestety trudno było mi znaleźć dezodorant czy antyperspirant, który nie „gryzł” by się z moimi ukochanymi zapachami. Neutral jest całkowicie bezzapachowy i nie zostawia białych śladów, co jest bardzo ważne gdy noszę ciemne rzeczy. Czy jest skuteczny? O tak! Ostatnio testowałam go na bieżni (około godzina biegania) i mimo, że się normalnie pociłam to pot nie miał żadnego zapachu. Co śmieszne… użyłam go o 7 rano przed wyjściem do pracy, a na siłowni byłam dopiero późnym wieczorem! Naprawdę fajny produkt wart polecenia, szczególnie gdy uprawiamy jakiś sport… U mnie sprawdził się idealnie. 

Balsam NEUTRAL – bardzo fajny kosmetyk! Nie wiem jak Wy, ale ja nie zawsze chcę pachnieć balsamem czy żelem pod prysznic, również ze względu na perfumy. Balsam ma fajną konsystencję i choć jest dosyć gęsty to nie trzeba długo czekać na jego wchłonięcie. Skóra po jego użyciu się nie klei, a jest bardzo dobrze nawilżona i elastyczna. Ostatnio trochę (a raczej bardzo) wystawiałam się na słońce i zgadnijcie jakie były tego efekty…  sucha, ziemista, łuszcząca się skóra! Ciekawe jakby sobie wtedy poradził ten balsam? W każdym razie na chwilę obecną chętnie korzystam z jego delikatności i jestem bardzo zadowolona, bo już po kilku użyciach zauważyłam, że moja skóra jest wyjątkowo gładka i miękka w dotyku, no i wreszcie… PRZESTAŁA SIĘ ŁUSZCZYĆ! Lubicie lekkie, naturalne i delikatne dla skóry, bezzapachowe balsamy? Spróbujcie przetestować ten kosmetyk, a pozytywnie się zaskoczycie!



Największe wrażenie zrobił jednak na mnie płyn do prania białych ciuchów (bo na chwilę obecną tylko ten miałam czas przetestować). Akurat robiłam białe pranie więc pomyślałam, że chętnie sprawdzę czy moje mega brudne, białe skarpetki się dopiorą. Miałam zawsze złe doświadczenia z delikatnymi produktami , ponieważ z jednej strony ok– dbały o moją wrażliwą skórę, ale z drugiej… NIE DOPIERAŁY! Nie lubię chodzić w kapciach i najczęściej paraduję właśnie w skarpetkach i to one ze śnieżnobiałych potrafią zamienić się w szare. Ostatnio również po „błotnym bieganiu” też nie mogłam doprać skarpetek przy użyciu zwykłego płynu. Byłam sceptycznie nastawiona, no ale… raz kozie śmierć! Wlałam płyn do pralki i około godzinę później wyjęłam z niej swoje wyprane ciuchy. Ku mojemu zdziwieniu doprały się tak jak przy użyciu zwykłego płynu, a więc skuteczność jest porównywalna do tych środków, które wykorzystywałam wcześniej. A po praniu mogłam bez wyżeczenia użyć swojego ulubionego płynu do płukania tkanin, którego zapach wreszcie był wyczuwalny, a nie jak dotąd zmieszany i przytłoczony zapachem samego płynu do prania. Jeśli macie malutkie dzieci to polecam, bo ten środek na pewno ich nie uczuli!




Wiadomo, że każda skóra jest inna i ma inne potrzeby czy wymagania, ale seria Neutral jest bardzo uniwersalna! Kosmetyki są bezpieczne właśnie dlatego, że nie zawierają szkodliwych substancji i mocnych zapachów, a do tego są przetestowane i zatwierdzone dermatologicznie. Cała linia kosmetyków to: szampon do włosów normalnych, szampon przeciwłupieżowy, żel pod prysznic,mydło, balsam i antyperspirant. Brakuje mi jedynie środków do pielęgnacji twarzy – jakiegoś żelu czy pianki, toniku i kremu. Wierzę jednak, że firma NEUTRAL prędzej czy później poszerzy swoją linię kosmetyków.

Natomiast jeśli chodzi o środki do prania to przede wszystkim są delikatne i bezzapachowe! Nie zawierają szkodliwych fosforanów, barwników i wypełniaczy, są bardzo mocno skoncentrowane i prawdopodobnie mniejsza butelka, na którą przynajmniej umiem znaleźć miejsce w łazience, wystarczy mi porównywalnie na tyle samo prań co te większe, które stosowałam do tej pory. Jeśli lubicie dbać o środowisko to ucieszy Was fakt, że środki te są całkowicie dla niego bezpieczne. Posiadają także certyfikaty niezależnych, skandynawskich organizacji. Na chwilę obecną możemy dostać proszki i płyny  do prania rzeczy białych i kolorowych, a także genialny płyn do płukania po którym ubrania są miękkie, delikatne i miłe w dotyku. Nie wiem jak Wy, ale ja zawsze bałam się prać swoje sportowe ciuchy w zwykłych proszkach czy płynach, bo nie chciałam ich zniszczyć. Odważyłam się wyprać swoje ulubione legginsy i koszulkę do biegania w Neutralu i powiem Wam, że zupełnie nie miałam się czego obawiać.

Lubię żyć zgodnie z naturą… lubię żyć zdrowo… lubię żyć naturalnie! Skoro los nie jest dla mnie łaskawy i delikatny to przynajmniej sama mogę o siebie zadbać i być dla siebie delikatna niczym piórko, bo zasłużyłam na to!

Dla wszystkich zainteresowanych… kosmetyki z linii NEUTRAL można zakupić w drogeriach ROSSMANN. Więcej na ich temat znajdziecie na stronie www.neutral.pl

A Wy? Macie jakieś doświadczenia z takimi delikatnymi produktami? Stosowałyście już coś z linii NEUTRAL?

Całuję i już wkrótce do Was wracam <3



23 czerwca 2014

AKTYWNOŚĆ W CIEPŁE DNI - Mój niezbędnik!

Witajcie!
Ostatnio pogoda spłatała mi niezłego figla ponieważ gdy tylko zaplanowałam napisać Wam posta o moim niezbędniku aktywnej dziewczyny na upalne dni, temperatura nagle spadła... Z resztą całkiem niedawno w górach spadł nawet śnieg więc już chyba nic mnie nie zdziwi. 

Nie przeszkodzi mi to jednak z podzieleniem się z Wami tym bez czego nie wyobrażam sobie treningów gdy słoneczko coraz mocniej przygrzewa... W końcu mamy już oficjalnie LATO!!!


Oczywiście gdy tylko zrobiło się cieplej od razu wskoczyłam na rower, a ostatnio nawet przeżyłam swój pierwszy raz (od bardzo dawna, ok 8 lat) na rolkach i to na nocnym przejeździe rolkowym po ulicach Krakowa - "KRAKÓW, ROLKI I MY". W wolnych chwilach będę też sporo spacerować i uprawiać nordic walking, bo wreszcie liczę, że uda mi się znaleźć trochę więcej wolnego czasu. Niestety nie mam odwagi jeszcze na powrót do biegania i praktycznie od 13 kwietnia gdy biegłam w PERŁACH MAŁOPOLSKI w Ojcowskim Parku Narodowym nie biegałam ze względu na kontuzję. Niby już nie boli, niby wszystko okej, ale ciągle coś mnie hamuje... Będę jednak musiała przeciwstawić się lękom i spróbować. Gdy nie będę na siłach to trudno! Jest jeszcze tyle innych aktywności. W zamian za to jednak postanowiłam zapisać się na basen i chodzić regularnie np. 2, 3 razy w tygodniu, bo pływanie bardzo mi służyło!


Ale przecież nie o tym miałam pisać... 
TAK WYGLĄDA MÓJ LETNI NIEZBĘDNIK "FIT DZIEWCZYNY" (kolejność przypadkowa):

1. Suplement diety VIGOR UP - Oto jedna z wielu rzeczy bez której nie mogę się obejść podczas wiosennych aktywności. Jakiś czas temu dostałam je do testowania i po zużyciu jednego opakowania na śmierć o nich zapomniałam! Ostatnio dopadło mnie przesilenie wiosenne, brakowało mi energii i niechętnie wstawałam z łóżka więc postanowiłam znów się z nimi "zaprzyjaźnić". Ten suplement diety zawiera guaranę, która naturalnie pobudza organizm do działania, a witaminy sprawiają, że siły witalne powracają. Vigor Up można dostać w dwóch opcjach czyli w zwykłych tabletkach oraz w formie musującej. Dla mnie wybór jest prosty ponieważ osobiście nie jestem zwolenniczką musujących suplementów, które zawierają cukier lub substancje słodzące.



2. Kosmetyki z filtrem np. Avene z wodą termalną - odkąd w aptece dostałam kilka próbek tego kosmetyku nie wyobrażam sobie stosować inny! Na plaży muszę dbać o tatuaże więc zawsze nakładam na nie odpowiednią warstwę tego specyfiku, ale także podczas biegania czy jeżdżenia na rowerze muszę bardzo uważać. Niby mam ciemną karnację, ale moja skóra bardzo często ulega podrażnieniom dlatego wolę być ostrożna gdy przebywam w pełnym słońcu dłużej niż godzinę. Do tego w ciągu ostatnich kilku lat borykałam się z fotouczuleniem i paskudną wysypką, którą spowodował nadmiar słońca. Na tatuaże stosuję filtr SPF50, a normalnie zadowalam się SPF15 lub SPF20 z EVELINE. Dlaczego też stosuję kremy, które zawierają filtry? Ostatnio poszłam na rower w okularach przeciwsłonecznych i wróciłam do domu z opalonymi śladami co wyglądało dosyć dziwacznie, a że przebywam na zewnątrz sporo czasu to muszę uważać ;)


3. Żel / pianka do higieny intymnej GREEN PHARMACY - to także jeden z produktów, który otrzymałam do przetestowania w ramach akcji ambasadorskiej Green Pharmacy. Dlaczego te kosmetyki znalazły się w moim niezbędniku aktywnej dziewczyny? A czy jeździcie codziennie na rowerze? ;) Myślę, że ta odpowiedź wystarczy... Niestety zawsze gdy tylko robiło się ciepło, a ja wsiadałam na rower czułam spory dyskomfort w okolicach intymnych dlatego też od dłuższego już czasu stosuję najróżniejsze płyny do higieny intymnej. Jeszcze niedawno moim numerem jeden była konwaliowa Ziaja, ale teraz jej miejsce w mojej łazience zastąpiła pianka z wyciągiem z drzewa herbacianego z Green Pharmacy. Mając wybór między płynem, a pianką wybieram właśnie ją! Jest niesamowicie wydajna, pięknie pachnie, a do tego odświeża, łagodzi i minimalizuje powstawanie podrażnień i odparzeń. To kosmetyk wart polecenia. Jeśli jednak chodzi o płyn to już nie zachwycił mnie aż tak. Niby to ta sama receptura, ale pianka nie ma sobie równych!

4. Ochronna pomadka do ust FARMONA, którą wygrałam w konkursie na najlepsze przebranie X Krakowskiego Biegu Sylwestrowego. Generalnie przeznaczona jest dla osób aktywnych zimą, ale idealnie sprawdza się także teraz. Wcześniej stosowałam Neutrogenę, ale niestety nie pomagała na moje mocno spierzchnięte usta. Podczas biegania na wietrze zawsze oblizuje usta, a potem mam bardzo nieprzyjemne tego efekty. Pomadka ochronna Farmony zabezpiecza delikatną skórę, nawilża ją i sprawia, że staje się niesamowicie gładka.


5. Napój izotoniczny ACTIV LAB HOT, który od czasu gdy cierpiałam na odwodnienie organizmu towarzyszy mi podczas każdej aktywności fizycznej. Dlaczego stosowanie izotoników jest ważne? Właśnie dlatego by nie doprowadzić do takiego odwodnienia, bo to nic przyjemnego. Wybrałam Activ Lab ze względu na wysoką zawartość potasu i l-karnitynę, ale myślę, że następnym razem sięgnę po coś bardziej naturalnego. Muszę jednak przyznać, że podczas półmaratonu izotonik sprawdził się idealnie!!!


6. Sportowe legginsy NESSI SPORT to moja ostatnia i największa jak do tej pory miłość!!! Gdy tylko je zobaczyłam pomyślałam, że muszę je mieć i ku mojej radości właśnie tak się stało. Od firmy NESSI SPORT ( klik ) otrzymałam do przetestowania dwie pary niesamowicie kolorowych, poprawiających humor legginsów - jedną parę długich i jedną parę z nogawką 3/4. Jestem w nich kompletnie zakochana i już pierwszego dnia musiałam ubrać je na rower! Póki co testowałam legginsy także podczas jazdy na rolkach i biegania, ale już wkrótce będę musiała zastąpić je krótkimi spodenkami. Legginsy te jednak sprawiają, że za każdym razem gdy tylko je włożę mam ochotę wyjść na zewnątrz!



7. Ważne jest by wiosną i latem chronić także nasze oczy przed szkodliwym działaniem promieniowania słonecznego dlatego warto rozejrzeć się za dobrymi okularami sportowymi, które nie będą uwierać podczas aktywności fizycznej. Ja właśnie jestem na etapie poszukiwań, ale chyba wybiorę jeden z tańszych modeli jaki wpadł mi w ręce, a mianowicie okulary DECATHLON za 59 zł.



8. Woda termalna VICHY lub AVENE - do tej pory stosowałam VICHY, ale w tym roku planuję już zakup wody firmy AVENE podobnie jak kosmetyki, które stosuję na słońce. Wodę termalną mam zawsze w plecaku lub w torebce gdy jeżdżę na rowerze, bo niesamowicie odświeża moją skórę, ale także nawilża i likwiduje podrażnienia. Dodatkowo woda termalna z Avene ma także wysoki filtr SPF 50+.

9. Nawilżone, odświeżające chusteczki np. Clinic (ja wybieram chłodzące "ICE") - idealne na dłuższe wycieczki rowerowe czy dłuższe wybieganie, ale przydają się także podczas spacerów czy rowerowych dojazdów do pracy czy na uczelnie. Za ich pomocą można się w błyskawicznym tempie odświeżyć i dalej móc podbijać świat bez potu kapiącego z czoła ;)



A czy Wy macie taki swój niezbędnik aktywnej dziewczyny? Co byście do niego włożyły? 
Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii! Wierzę, że Wasze pomysły mogą mnie zainspirować jeszcze bardziej. 





... a więc? 
Idziemy na zewnątrz? :)
Ciszmy się latem!!!  <3


3 czerwca 2014

REAKTYWACJA PO DŁUŻSZEJ PRZERWIE!

Witajcie kochani!
Wybaczcie mi tą długą nieobecność, ale miałam sporo kłopotów z komputerem, a do tego całkowicie wypadłam ze swojego treningowego trybu życia i cała motywacja również do dalszego prowadzenia bloga tak po prostu zniknęła. 


Kontuzje chodzą stadami... 
Gdy po wizycie u lekarza dowiedziałam się, że póki co muszę odstawić bieganie aż do całkowitego wyleczenia byłam kompletnie załamana, a potem wszystko się tylko pokomplikowało. Zamiast biegania postawiłam na rower i dłuższe dystanse jednak po krótkim czasie też musiałam przestać, a wszystko ze względu na kolejną kontuzję, która tym razem dopadła mój bark. Musiałam odpuścić jedyne czynności, które przynosiły ukojenie mojej znerwicowanej (ostatnio aż za bardzo) duszy. Załamałam się na amen więc wróciłam do mniej zdrowych zajęć jak np. imprezowanie i wyjścia ze znajomymi. Jednak na dzień dzisiejszy jestem już tym zmęczona, a kontuzja chyba niedługo pozwoli mi wrócić do treningów więc czego tu chcieć więcej.

Kondycja pewnie spadła do zera, ale bez obaw... SZYBKO NADROBIĘ! 
A czy żałuję, że wpadłam w wir zabawy, imprez i spotkań z ludźmi? ABSOLUTNIE NIE!

Przez ostatni miesiąc w moim życiu zmieniło się wszystko i dzięki temu teraz jestem najszczęśliwszą kobietą pod słońcem, chociaż do pełni szczęścia brakuje mi jeszcze właśnie biegania i treningów. Podejrzewam jednak, że dłużej już nie wytrzymam i wrócę do ćwiczeń jeszcze w tym tygodniu.

Co się wydarzyło, że i tak jestem taka szczęśliwa? 
Znalazłam swoją drugą połówkę, a żeby było śmieszniej to On był ciągle obok... Jestem pewna, że ten związek wyjdzie mi na dobre, bo On sam jest osobą, która bardzo dba o siebie i regularnie trenuje na siłowni plus jeździ na rowerze (chociaż jeżdżenie z nim nie jest jeszcze na moje siły). Ostatnio pojechaliśmy pojeździć po lesie i muszę Wam przyznać, że już dawno pedałowanie mnie tak nie zmęczyło. Mój mężczyzna niestety w kwestii górskiej jazdy na rowerze jest niereformowalny i ciągle zostawałam sama, bo on rozpędzał się do niewiarygodnych prędkości w momencie gdy ja katowałam swoje hamulce. Pomijam, że ten sam człowiek np. dziś rano przyniósł mi dwa ciacha z kremem - MNIAM, choć zapewne wszystko poszło prosto w tyłek! Przeraża mnie tylko to, że On nie widzi u mnie żadnych ponadprogramowych kilogramów co jest z jednej strony super, bo mnie akceptuje i kocha taką jaka jestem, ale z drugiej same wiecie jak to działa... Oby mnie to ni rozleniwiło.

Muszę Wam powiedzieć, że póki co jestem jednak w szoku, bo moja waga ani trochę się nie zmieniła od ostatniego ważenia, ale... niestety mięśnie, które wypracowałam treningami do półmaratonu częściowo zniknęły.

No cóż... Ostatni miesiąc poświęciłam dla innych, ale pora znów zaopiekować się sobą i nadal brnąć do celu, który już nie wydaje mi się taki odległy. Teraz mam pałera i mogę wszystko!!!


WRACAM DO WAS SZCZĘŚLIWA JAK NIGDY!!! <3
Będzie ciężko ze względu na sesję na uczelni, pisanie pracy magisterskiej (z resztą na temat pokrewny, bo wpływ aktywności fizycznej na psychikę człowieka), szukanie pracy i moich cudownych przyjaciół i faceta, którym chciałabym poświęcić jak najwięcej czasu. 

Mimo wszystko moje plany się nie zmieniły... 
Chcę ważyć 65 kg, a do tego rozbudować mięśnie, i wiecie co? Uda mi się! 
Buziaki! 

28 marca 2014

MOJA METAMORFOZA PO PÓŁTORA ROKU

Witajcie kochani!
Po zakończeniu moich przygotowań do PÓŁMARATONU wreszcie postanowiłam spełniłnić Wasze życzenia i zamieścić post, o które wiele z Was pytało, a mianowicie PODSUMOWANIE PÓŁTORA ROKU MOJEJ METAMORFOZY! 

Póki co nie dodaję wymiarów, ani nie podsumowuje treningów ze względu na to, że mam bardzo niewiele czasu na napisanie tej notki, a także dlatego, że jeśli chodzi o wagę to wiele się nie zmieniło od września 2013 roku. No może z wyjątkiem tego, że dziś moja waga pokazała: 69,1 kg, 27,1% tłuszczu, 50% wody i 36,2% mięśni.

Dodam, że jeszcze miesiąc temu moja waga pokazywała 72 kg i około 29% tłuszczu! Mój organizm potrzebował trochę czasu by przygotować się do nowego sposoby odżywiania i pilnowania rozkładów B/W/T. W zasadzie od września do grudnia ćwiczyłam bardzo niewiele, ale w styczniu mocno wzięłam się za bieganie i wreszcie coś zaczęło się ruszać!

Może wreszcie uda mi się spaść na wadze do 65 kg? Byłoby cudownie, bo od razu biegało by się lepiej :)


24 marca 2014

MÓJ PIERWSZY PÓŁMARATON czyli od grubasa do biegacza!

Witajcie kochani!
Jak już zapewne wiecie w dniu wczorajszym tj. 23.03.2014 biegłam w swoim pierwszym w życiu (i zapewne nie ostatnim) półmaratonie, a konkretnie w XI Krakowskim Półmaratonie Marzanny. Ten post miał się ukazać już wczoraj, ale kompletnie nie miałam kiedy więc chwalę się Wam dziś, że... 


UKOŃCZYŁAM PÓŁMARATON!!!

Nie było łatwo, oj nie było, ale UDAŁO SIĘ!!! Gdy dobiegłam do mety miałam ochotę skakać mimo, że nie czułam już nóg po tych 21,097 km ciągłego biegu. 


W sobotę odebrałam swój pakiet startowy i przygotowałam się psychicznie na ten nieziemski wysiłek podczas mojej wizyty w Parku Wodnym. Byłam zdziwiona, że wystarczyła godzina spędzona w jakuzzi solankowym by zszedł ze mnie cały stres. Stres niestety powrócił w dniu startu...


22 marca 2014

Na dzień przed PÓŁMARATONEM MARZANNY...

Witam Was na dzień przed moim pierwszym półmaratonem... 

Jak się dziś czuję? Muszę przyznać, że fatalnie! Oczywiście nie chodzi mi o stan fizyczny, bo tutaj nic się nie zmieniło i dalej nie czuję się przygotowana na 100% ze względu na tą kontuzję, która dopadła mnie 2 tygodnie temu. Mam wrażenie, że psychika zaczyna płatać mi figle... Miałam dziś bardzo dziwne sny przez co zupełnie się nie wyspałam. 



Wiem, że dla niektórych to tylko PÓŁMARATON, tylko 21,092 km, ale dla mnie to coś więcej. Dla mnie to możliwość przezwyciężenia swoich największych lęków i słabości, pokazanie, że nie tylko super wysportowane i szczupłe osoby mogą biegać nawet w tak długich dystansach.

Mimo wszystko zaczyna mnie to wszystko przerażać pomimo, że nie próbuję nawet myśleć o dniu jutrzejszym. Z tego właśnie względu dzisiejsze popołudnie planuję spędzić w Parku Wodnym i się całkowicie zrelaksować. Już nie pamiętam kiedy ostatnio przesiadywałam w jakuzzi i w saunie i mogłam aż tak poleniuchować :)

Niestety nie miałam okazji jeszcze sprawdzić trasy, ale znajomy, który biegł w zeszłym roku poinformował mnie, że w dwóch miejscach są niewielkie podbiegi. Myślę jednak, że nie będzie to dla mnie duża przeszkoda, bo w zasadzie na co dzień biegam pod górkę. Zastanawiałam się czy nie pojechać sobie rowerem po odbiór pakietu startowego i sprawdzić przy okazji trasę, ale nie wiem czy to ma sens na dzień przed biegiem. Nie chcę się w końcu forsować i powinnam pozwolić mięśniom odpocząć by jutro miały siłę doprowadzić mnie do mety, ale w taką pogodę to aż szkoda nie skorzystać z roweru.

Jaki mam plan na jutro? Wyspać się, wstać z samego rana z pozytywnym nastawieniem, zgarnąć przyjaciółkę, która będzie towarzyszyć mi na starcie, a następnie WYSTARTOWAĆ i DOBIEC DO METY!

11 marca 2014

MOTYWACJA - Nie jestem superbohaterką...

Witajcie kochane!!!
Znów ( jak zapewne zdążyłyście zauważyć ) pojawiam się i znikam co niestety na chwilę obecną jest nieuniknione. Właśnie udało mi się sukcesywnie pokonać przedostatni już semestr studiów, a to wszystko w pierwszych terminach! Do tego w dalszym ciągu bardzo intensywnie próbuję się przygotować do Półmaratonu Marzanny, do którego zostało już mniej niż 2 tygodnie. Niestety od kilku dni zaczęła dokuczać mi kontuzja, której przy tak intensywnych treningach nie mogę zbagatelizować więc próbuję wyleczyć ją na wszystkie możliwe sposoby... w końcu nie chcę odpuścić sobie startu w moim pierwszym półmaratonie. 


Jednak dziś nie tym chciałam się z Wami podzielić... 
Od jakiegoś czasu zauważyłam, że blog jest odwiedzany przez coraz to większą rzeszę osób za co jestem mega wdzięczna!!! Momentalnie gdy widzę aktualne statystyki dostaję kopa do dalszego działania, bo w dalszym ciągu mam sporo do wywalczenia. W związku z tym, że liczba czytelników rośnie dostaję też coraz więcej zapytań i próśb o pomoc w schudnięciu. Pamiętajcie, że nie jestem cudotwórczynią, ani "alfą i omegą", ale bardzo chętnie pomogę każdej z Was!!! Dlatego też prowadzę bloga i staram się dzielić swoją skromną ( jeszcze ) wiedzą na ten temat...


Najczęściej pytacie mnie o to jak to jest możliwe, że ja nigdy nie miewam chwil zwątpienia, że ciągle walczę, że prę do przodu... 

Uwierzycie, że chwile zwątpienia i absolutnej demotywacji dopadają mnie średnio kilka razy w tygodniu???
Wybaczcie, że Wam to mówię... Mam nadzieję, że nie przeżyłyście szoku co najmniej jakbyście dowiedziały się, że Święty Mikołaj nie istnieje ;)

Jesteście już jednak na tyle dorosłe, że muszę Wam to wyznać... 
( jeśli macie słabe nerwy to... lepiej nie czytajcie dalej, bo możecie przeżyć szok xD )

26 lutego 2014

TCHIBO - Oferta sportowa

Witajcie!
Tym razem przygotowałam dla Was kolejnego posta z serii OFERT SPORTOWYCH. Był już Lidl, była Biedronka, a teraz przyszła kolej na markę Tchibo. Ostatnio kilka z Was polecało mi ciuchy sportowe z tego sklepu więc postanowiłam, że lepiej się im przyjrzę i muszę przyznać, że jestem bardzo zaciekawiona... 

Tchibo przygotowało dla nas zarówno odzież damską jak i męską, przeznaczoną do wykonywania różnych sportów między innymi mojego ukochanego biegania. Generalnie ceny są troszkę wyższe niż te, które oferuje choćby Lidl, ale z tego co słyszałam to i jakość jest nieporównywalnie lepsza. 



Mnie szczególnie do gustu przypadły te rzeczy:

BLUZA BIEGOWA Z KAPTUREM

Miękki, lekki materiał i wyjątkowo płaskie szwy
Wstawki z dzianiny dziurkowanej zapewniają optymalne środowisko dla ciała
Fason: normalny
dwa kolory do wyboru



SPORTOWE PODKOLANÓWKI

Wyjątkowo miękka warstwa w miejscach narażonych na największe obciążenie i ucisk.



SPODNIE SPORTOWE 3/4 

Oddychające i odprowadzające wilgoć z powierzchni ciała dzięki powłoce DryActive Plus.
Szerokie, elastyczne wykończenie w pasie z wewnętrznymi troczkami.
Dostępne w dwóch wersjach kolorystycznych.



SKARPETY SPORTOWE

Z zawartością włókna TACTEL®: przyjazne dla skóry, wytrzymałe i oddychające.
Dostępne w kilku kolorach.



OPASKI ODBLASKOWE

2 elastyczne opaski o regulowanej długości, każda z 4 diodami LED – na ręce lub nogi



CIEPŁOCHŁONNA KURTKA DO BIEGANIA

Odporna na wodę i zabrudzenie dzięki przyjaznej dla środowiska impregnacji ecorepel®
Miękko drapana strona wewnętrzna zapewnia optymalną izolację cieplną
Fason: normalny.
Dwie wersje kolorystyczne.



CIEPŁOCHŁONNE SPODNIE DO BIEGANIA

Miękko drapana strona wewnętrzna zapewnia optymalną izolację cieplną.
Dół nogawek z zamkiem błyskawicznym i elementami odblaskowymi.
Fason: blisko ciała.



WIATRÓWKA DO BIEGANIA

Odporna na zabrudzenie dzięki przyjaznej dla środowiska impregnacji ecorepel®
Ergonomiczny krój zapewnia idealne dopasowanie
Dwie wersje kolorystyczne
Fason: wąski



BUTY DO BIEGANIA


Wyjątkowo lekkie – z poduszką żelową w partii pięty i podeszwą środkową z phylonu.
Wytrzymały, oddychający materiał wierzchni z dzianiny dziurkowanej zapewnia przyjemne środowisko dla stopy.
Wyjmowana podeszwa wewnętrzna.



CHUSTKA WIELOFUNKCYJNA

7 wariantów noszenia: bandanka, czapka, szal, chustka na głowę, kominiarka, chustka na szyję i przepaska na włosy.
Powłoka Polygiene® zapewnia dłuższe uczucie świeżości.
dostępna w 3 kolorach.



Pełną kolekcję możecie zobaczyć << TUTAJ >>

Osobiście bardzo żałuję, że ta oferta pojawiła się dopiero teraz, bo przed zimą bardzo chciałam kupić sobie ciepłochłonne spodnie do biegania, a także kurtkę. Teraz już zaczęłam rozglądać się za odzieżą wiosenną i letnią, a kurtkę kupiłam w sklepie DECATHLON.

Minusem jest też to, że oferta jest dostępna tylko ONLINE w sklepie internetowym TCHIBO, a ja lubię sobie wszystko dotknąć i "pomacać" więc nie sądzę, że zdecyduję się na zakup jednej z tych rzeczy, ale z tego co widzę dziś DOSTAWA GRATIS!

Jeśli interesują Was tanie ciuchy sportowe lub choćby buty to warto rozejrzeć się także w sklepach typu DECATHLON gdzie na chwilę obecną jest sporo przecen. Nawet kilka dni temu widziałam w Krakowie billboardy z reklamą butów do biegania Kalenji za 59,99 zł. 



Piszę o tym ze względu na to, że chyba najczęściej pytacie mnie o to jak zacząć bieganie, jakie buty kupić na początek żeby nie wydać majątku itd. Doskonale rozumiem to, że nie każdego stać na "super wypasione" ciuchy Nike czy Adidas, a także drogie buty jak np. Asics (na które w tej chwili się czaję) dlatego myślę, że zawsze jest jakieś tańsze rozwiązanie.


Kupowałyście już jakieś produkty sportowe TCHIBO? 
A może teraz macie w planach dokonać jakichś zakupów? 
Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii! 

Buziaki!