11 marca 2014

MOTYWACJA - Nie jestem superbohaterką...

Witajcie kochane!!!
Znów ( jak zapewne zdążyłyście zauważyć ) pojawiam się i znikam co niestety na chwilę obecną jest nieuniknione. Właśnie udało mi się sukcesywnie pokonać przedostatni już semestr studiów, a to wszystko w pierwszych terminach! Do tego w dalszym ciągu bardzo intensywnie próbuję się przygotować do Półmaratonu Marzanny, do którego zostało już mniej niż 2 tygodnie. Niestety od kilku dni zaczęła dokuczać mi kontuzja, której przy tak intensywnych treningach nie mogę zbagatelizować więc próbuję wyleczyć ją na wszystkie możliwe sposoby... w końcu nie chcę odpuścić sobie startu w moim pierwszym półmaratonie. 


Jednak dziś nie tym chciałam się z Wami podzielić... 
Od jakiegoś czasu zauważyłam, że blog jest odwiedzany przez coraz to większą rzeszę osób za co jestem mega wdzięczna!!! Momentalnie gdy widzę aktualne statystyki dostaję kopa do dalszego działania, bo w dalszym ciągu mam sporo do wywalczenia. W związku z tym, że liczba czytelników rośnie dostaję też coraz więcej zapytań i próśb o pomoc w schudnięciu. Pamiętajcie, że nie jestem cudotwórczynią, ani "alfą i omegą", ale bardzo chętnie pomogę każdej z Was!!! Dlatego też prowadzę bloga i staram się dzielić swoją skromną ( jeszcze ) wiedzą na ten temat...


Najczęściej pytacie mnie o to jak to jest możliwe, że ja nigdy nie miewam chwil zwątpienia, że ciągle walczę, że prę do przodu... 

Uwierzycie, że chwile zwątpienia i absolutnej demotywacji dopadają mnie średnio kilka razy w tygodniu???
Wybaczcie, że Wam to mówię... Mam nadzieję, że nie przeżyłyście szoku co najmniej jakbyście dowiedziały się, że Święty Mikołaj nie istnieje ;)

Jesteście już jednak na tyle dorosłe, że muszę Wam to wyznać... 
( jeśli macie słabe nerwy to... lepiej nie czytajcie dalej, bo możecie przeżyć szok xD )



Jestem taka sama jak Wy! Żadna ze mnie superbohaterka... 
Jestem zwykła kobietą, która mogłaby spędzić całe swoje życie narzekając jak mi źle, ale... NIE ROBIĘ TEGO!!! To mój klucz do sukcesu, to moja metoda na te chwile zwątpienia. Gdy one tylko się pojawiają, ja odwracam się na pięcie i pokazuje im środkowy palec ( "A kysz mi stąd myśli przebrzydłe!" )

Kilka dni temu wróciłam do domu po bardzo kiepskim biegu. Byłam zmęczona i sfrustrowana, bo nie udało mi się przebiec takiego dystansu w takim tempie jak chciałam. Faktycznie... miałam powód do zdenerwowania! Dziś chce mi się z tego śmiać, bo najwidoczniej miałam po prostu gorszy dzień... Podczas kolejnego treningu udało mi się poprawić zarówno dystans jak i czas, bo wierzyłam, że mogę.

W niedzielę będąc u rodziców zjadłam sporo słodyczy... może nawet więcej niż sporo i wiecie co? Początkowo czułam się fatalnie! Czułam się ciężka, gruba i miałam wrażenie, że fałdy tłuszczu wylewają się z nad moich spodni. Prawda jest taka, że widziałam to co chciałam widzieć. Miałam tak krzywy obraz siebie, że nie widziałam tego, że moje ciało nadal wygląda tak samo jak przed zjedzeniem kolejnego kawałka ciasta. Przecież nie będę sobie odmawiać wszystkiego, bo życie nie polega na samych zakazach, nakazach i wyrzeczeniach! Ja chcę żyć pełną parą i korzystać z niego w pełni! Nie da się schudnąć w ciągu jednego dnia więc i przytyć może być ciężko.


Kiedyś ważyłam się codziennie i co tu dużo mówić... SZLAG MNIE TRAFIAŁ! Teraz praktycznie w ogóle nie staje na wagę, bo to nie ma najmniejszego sensu. Jestem o wiele szczęśliwsza bez tego czego nie wiem. Widzę efekty w lustrze, po ubraniach, a waga? No cóż... pewnie mi zazdrości samozaparcia i oszukuje ;)

Za każdym razem gdy dopada mnie chwila zwątpienia, gdy zaczynam użalać się nad sobą i wydaje mi się, że to wszystko nie ma sensu, przypominam sobie od czego zaczynałam, gdzie byłam jeszcze półtora roku temu i jak od tego czasu zmieniło się moje życie i priorytety. To dotyczy każdej płaszczyzny życia, a nie tylko tematu odchudzania, diet i treningów. Wiele rzeczy mi się w życiu nie udaje, ale nauczona doświadczeniem, gdy życie kopie mnie w dupę to ja podnoszę się i kopię je ze zdwojoną siłą. Ciągle wierzę (a może łudzę się) że jeszcze kiedyś nadejdą lepsze chwile i wszystko to co teraz doprowadza mnie do łez zniknie.

Dziewczyny!!! Proszę Was z całej siły... cieszcie się tym co macie i nie narzekajcie! Zacznijcie czerpać przyjemność z treningów i nawet gdy się Wam nie udaje pokonać swoich słabości to idźcie przez życie z podniesioną głową, bo to Wy robicie coś niesamowitego... Wy walczycie podczas gdy inni leżą na kanapie i obżerają się chipsami oglądając kolejny durny odcinek jakiegoś serialu.

Ja pokonuje swoje słabości, bo czasem trzeba podejmować ryzyko i ono odpłaca nam się w formie efektów... jakichkolwiek!!! Dla mnie największym wyzwaniem do tej pory będzie udział w półmaratonie i chociaż wiem, że nie jestem przygotowana tak jak powinnam to i tak dam radę, bo postawiłam na przygotowanie psychiczne. To mój cel... sprawdzenie moich możliwości i pokonanie słabości! Jeszcze rok temu z trudem przebiegałam 3 km, a dziś bez większej trudności robię 18 km ciągłego biegu. Będę walczyć i się nie poddam, i choćbym miała dobiec na metę ostatnia to pobiegnę, bo wiecie co? Biegnę w imieniu każdej kobiety, która nie ma siły walczyć, która się poddaje, bo nie udaje jej się osiągnąć tego czego pragnie. Kochane... NIE MA RZECZY NIEMOŻLIWYCH i ja ciągle próbuję Wam to udowodnić... Jeśli czegoś bardzo chcemy to uda się... prędzej czy później. Nie pozwólcie by negatywne myśli przysłoniły Wam to co osiągnęłyście do tej pory... ZACZĘŁYŚCIE!


 Często spotykam się z bardzo nieprzychylnymi reakcjami ludzi gdy mówię, że biegam czy, że biegnę w półmaratonie... niektórzy bardzo powierzchowni ludzie mierzą mnie wzrokiem od stóp do głowy i z głupim wyrazem twarzy i szyderczym uśmieszkiem odpowiadają "oł rly?". To boli jak cholera, ale ja i tak wiem, że jestem krok przed nimi, bo ja o coś walczę i prędzej czy później osiągnę cel i pokonam swoje słabości, a oni będą zawsze wylewać swoją frustrację na innych.

Usłyszałaś kiedyś, że jesteś gruba? Odpowiedz jak ja kiedyś mojemu "znajomemu":
"Może i jestem gruba, ale ja kiedyś schudnę, a Ty już na zawsze pozostaniesz kompletnym imbecylem!"
AMEN!

... i nie ważcie się poddawać ani na chwilę! 
Każdy z nas jest tylko człowiekiem więc udowodnijmy innym, że możemy stać się nadludźmi i zacznijmy zdobywać nasze niedostępne dotąd szczyty! 

TRZYMAM ZA WAS KCIUKI I ANI NA CHWILĘ NIE PRZESTAJĘ WALCZYĆ!!! 
Siedzimy w tym wszystkie razem! 
Buziaki! <3


P.S Tuż po Półmaratonie Marzanny gdy uda mi się pokonać czas 3h 15min mam w planach kolejny tatuaż, który przypomni mi w każdej sytuacji to co jest w życiu najważniejsze... PODEJMOWANIE RYZYKA!!!

20 komentarzy:

  1. Super post :) Dziękuję za ten kopniak pozytywnej energii :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ważny temat podjęłaś, świetny post.

    OdpowiedzUsuń
  3. Magda ja też zacznę od innego tematu. Pamiętaj zdrówko jest najważniejsze! Maraton będzie jeszcze nie jeden. Z kolei zdrowie mamy jedyne. Kuruj się i nic na siłę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ motywacja !!!! Dzięki !!!
    Dałaś nam dużo energii takim postem, jestem tak pozytywnie nastawiona że zaraz idę na trening !!! :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo pozytywny wpis,podoba mi się:)

    Najważniejsze żebyś się wykurowała,no i oczywiście trzymam kciuki za półmaraton,z takim nastawieniem zdobędziesz to o czym piszesz:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja również bardzo dziękuję za dawkę motywacji :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak! artykuł bardzo przemawia. Madzia, stwierdzam, że masz żelazny charakter :]

    OdpowiedzUsuń
  8. Święta prawda :) Jak to kiedyś powiedziała mi Ewa Chodakowska : "Najlepszą motywacją dla nas jest motywowanie innych". Odkąd ćwiczę i moje koleżanki zaczęły do mnie pisać : Julka ale masz figure, co mam zrobić też chce taką to zrozumiałam, że to prawda. Śledzę twoją historię od początku i z całego serca jestem z Tobą bo przeszłaś piękną przemianę, zarówno wewnętrzną i teraz motywujesz innych - to jest piękne :)) Buźka Madzia :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolejna dawka motywacji :) Teraz mi to potrzebne :) Dziękuję :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Baardzo motywujesz! Szkoda tylko, że masz teraz mniej czasu na pisanie, bo bardzo lubię czytać Twoje wpisy! 3mam kciuki za realizację wszystkich Twoich celów :) !

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo mądra z Ciebie kobieta, proszę o więcej takich postów.

    OdpowiedzUsuń
  12. Najważniejsza jest wiara w swoje możliwości :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dzięki za przedefiniowanie OKROPNEGO DNIA w "po prostu gorszy dzień". Każdemu się zdarza!
    Nawet po najgorszym dniu wstanie nowy dzień!

    OdpowiedzUsuń
  14. Nawet nie wiesz ile dziewczyn uśmiecha się po przeczytani tego postu. Uśmiecham się do siebie, do swoich marzeń i do szczytów które mam zamiar zdobyć już wkrótce. Najgorszy błąd jaki popełniamy to patrzenie na wielki cel nie zaważając na małe sukcesy jakie spotykają nas każdego dnia. I chociaż są bardzo małe, prawie niewidoczne to one właśnie budują nasz sukces! A więc główki do góry i lecimy do przodu, a jak dopadnie nas kryzys to oczekujemy od Ciebie kochana kolejnego motywacyjnego kopniaka :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Gratuluję efektów, samozaparcia i jeszcze motywowania innych! Ja też miewam chwile zwątpienia (głównie przez brak efektów ćwiczeń), ale nadal ćwiczę (od ponad pięciu lat staram się 4-5razy w tygodniu). Mam wrażenie, że mój organizm przyzwyczaił się do ćwiczeń i nie reaguje na nie. Poziom mięśni i tłuszczu mam taki sam (niewielkie zmiany). Przez ostatnie 3 miesiące ćwiczyłam z Chodakowską (siłownia i rowerek znudziły mi się) i efektów nie widzę żadnych (ani w centymetrach, ani na wadze). Pomimo tego nie poddaję się. Gdyby ktoś pytał o dietę to odpowiadam, że racjonalnie odżywiam się, jak przystało na kobietę pracującą i zajmującą się domem. Pozdrawiam wszystkie zmotywowane i zniechęcone :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Fajny post. Motywacja zawsze w cenie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jesteś niesamowita ;) Ja jestem wściekła na siebie, bo dobrze mi szło przez kilka miesięcy i widziałam jakieś efekty. Niestety, po powrocie do domu musiałam przestawić się na trochę inny tryb odżywiania, życia i w ogóle. Teraz mam praktyki, a po nich jeszcze różne zobowiązania i brakuje mi tych paru minut dla siebie. Niedługo kończę "pracę", a wraz z nią siedzenie na tyłku i mam nadzieję pożegnam się z kilogramami, które znów zebrałam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Najważniejsza jest cierpliwość i determinacja. Kroczek po kroczku i mi się udaje - 7kg mniej w 4 miesiące. ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Witaj Kochana!
    cudownie piszesz, bardzo się z Tobą zgadzam, działanie, uświadamianie sobie, że idę do przodu jest bardzo potężne!
    Uczę się od Jima Rohna, który mówi na przykład, by spisywać swoje wrażenia z dnia wieczorem. pisać co się udało zrobić, i póżniej gdy się to przeglądnie, jest wielkie zaskoczenie, bo widać jak na dłoni progress.
    Ja tak robię, i smutki coraz krócej mnie nawiedzają

    Wiele dobrego, trzymam kciuki :)
    Joasia

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz dodaje mi skrzydeł i motywuje mnie do dalszego pisania... Napisz, zmotywuj mnie oraz innych! Dziękuję <3