2 grudnia 2014

TRUE LOVE STORY - Girl and the gym

Witajcie!

Po kontuzjach, depresjach, grypie żołądkowej... nadal jednak obciążona przewlekłym zapaleniem zatok powróciłam z hukiem do treningów, a wszystko za sprawą wyjątkowego wsparcia! Mówię tu o wsparciu ukochanego mężczyzny, bo to dzięki niemu w dniu dzisiejszym powróciłam na siłownię. Jestem jeszcze osłabiona, a On nie odwiedzał siłowni od 12 lat tak więc oboje trochę się oszczędzaliśmy, ale podejrzewam, że jutro i tak będziemy cierpieć na zakwasy choć dla mnie ten ból jest cudowny! Uwielbiam zakwasy... no tak, chyba jestem walniętą masochistką, ale tak to działa! :D



Tym razem odwiedziłam kolejną siłownie z sieci Platinium Fitness, która znajduje się bliżej miejsca zamieszkania mojego faceta. Ja niestety nie będę bywać tam zbyt często ze względu na odległość, ale muszę przyznać, że w Solvay Parku na ul. Zakopiańskiej w Krakowie podobało mi się bardziej niż na ul. Mogilskiej. Klub jest o wiele mniejszy, brakuje w nim strefy dla kobiet, która dla mnie i tak jest rzeczą zbędną, bo śmieszą mnie te małe, słodziutkie, różowe hantelki... Są tak cholernie urocze, że aż szkoda mi je zapocić. Atmosfera w klubie też zdecydowanie lepsza, bo mniej ludzi, którzy odwiedzają fitness klub tylko żeby się polansować w swoich nowych ciuchach Adidasa by Stella McCartney, a więcej osób, które przychodzą faktycznie po to żeby się spocić i zmęczyć. To lubię! Nikt nie patrzył na mnie krzywo co w niektórych sieciówkach zdarzało się nagminnie.



Nie o tym jednak chciałam pisać... 

Otóż od dwóch miesięcy (tylko tyle jesteśmy razem) próbowałam wyciągnąć mojego mężczyznę na siłownie, ale bezskutecznie. Miał ciekawsze zajęcia, głównie motocykl... Teraz jednak gdy odwiedził nas mróz, a motocykl poszedł w odstawkę chyba znudziło mu się siedzenie w domu (jak na 30-sto letniego "emeryta" przystało). Ostatnio nie robiliśmy już praktycznie nic... dopadło nas jesienne lenistwo więc nawet do knajp nie chciało nam się już wychodzić, a ileż można siedzieć w domu i oglądać telewizję? Byłam w szoku gdy w piątek powiedział: "Od poniedziałku idziemy!", a dziś nawet sam mi przypomniał, że mieliśmy iść. Oczywiście zapewne gdybym nie poszła z nim na te "pierwsze koty za płoty" to by stchórzył. Mimo wszystko zrobił to chyba bardziej dla mnie i poszliśmy... To było dziwne! Jakoś przywykłam do treningów w samotności, a tu taka niespodzianka. Muszę przyznać, że podobało mi się! Spędziłam na bieżni 45 minut przy czym spociłam się jak w dobrej saunie, ale mimo wszystko nie czułam się jakoś spięta, że nie wyglądam jak zawsze... No wiecie... normalnie perfekcyjne ciuchy, makijaż, fryzura i inne bzdety, a tu nic! Mokra, spocona kura! Wkręcił się!!! On naprawdę się wkręcił w siłownię i jeszcze chce zacząć trenować MMA. Uwierzcie mi... nigdy nie byłam tak szczęśliwa! Nie ma nic cudowniejszego niż mężczyzna, który podziela Twoją pasję!!! No, ale są też tego minusy... gdy tylko przyjdzie wiosna będę musiała wsiąść z nim na motocykl. Yyyy, aaaa... no niby to nic takiego, ale mimo wszystko paraliżuje mnie przed tym strach, bo ten człowiek jest nieobliczalny! Ja jednak jestem z gatunku tych kobiet, które akceptują czyjeś pasje, baaa... wręcz ciesze się, że jakąś ma, i że kocha to co robi. Teraz On pokochał moją pasję i coś mi się wydaje, że szybciej ja odpuszczę treningi niż On... Jeśli to wszystko będzie szło w tym kierunku nadal to do przyszłorocznych wakacji (tak ja już myślę o wakacjach, bo nie miałam żadnych w tym roku!!!) będziemy wyglądać niczym greccy bogowie!


Warto więc moje drogie namawiać najbliższych na wspólne realizowanie pasji... na wspólne wypady treningowe, które jeszcze mocniej umacniają więzi między ludźmi. Jeśli nie masz odwagi iść sama weź faceta! Nie masz faceta? Weź przyjaciółkę! Nie masz przyjaciółki to szukaj w internecie, nawet na facebooku grup ludzi, którzy szukają towarzyszy do wspólnych treningów. A nuż widelec takie znajomości się rozwiną w coś więcej? 

Kochane! Nie uwierzycie jak cudownie się czuje taka wypompowana po bieżni i ćwiczeniach na nogi i klatkę piersiową... Ach! Dawno nie czułam się tak wspaniale, a jutro... jutro nadejdą jeszcze zakwasy... No żyć nie umierać! Pomijam jeszcze, że jutro również się wybieramy na wspólną siłownię. "Zajeżdżę" tego biedaka, ale cóż... PRZECIEŻ SAM CHCIAŁ! :) 

A Wy kochane trenujecie same czy z kimś? A może macie problemy, żeby namówić Waszego mężczyznę na aktywne spędzanie czasu??? Służę pomocą (i dobrą radą) chociaż sama nie wiem jak mi się to udało :D Jeszcze wyeliminuję u niego papierosy, alkohol i... CHRAPANIE!!! i będzie mężczyzna idealny ;) 

Yyyyy... nieeeee, to niewykonalne...
... a może jednak? :D

Buziaczki <3

14 komentarzy:

  1. mnie na siłownie namówił mój mąż :) I tak od roku chodzimy razem 2 razy w tygodniu. Dodam jeszcze, że dzięki niemu zostałam instruktorem fitness :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja biegam sama, ale mój facet jest dobrym "workiem treningowym" ;-P Jak chodziłam na samoobronę ćwiczyłam na nim chwyty, teraz trenujemy razem technikę na kick-boxing, ja się podszkalam, on się ode mnie uczy ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy facet jest swietnym workiem treningowym :D Szczegolnie podczas okresu...

      Usuń
    2. hahahaha muszę zapamiętać tę maksymę, już za kilka dni będę mogła ją wcielić w życie :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Ja chodzę razem z chłopakiem od 2 tygodni, nawzajem się motywujemy :) Ogólnie na siłownie chodzimy raczej zimą, gdy nie da się jeździć rowreem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam nadzieje, że my też będziemy chodzić na stałe :)

      Usuń
  4. To korzystne brać motywację od osób, które znają się na tym co robią, szczególnie w sporcie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej, czytam Twojego bloga od dawna i chcialam tylko wspomnieć że naprawdę bardzo się cieszę że Ci się układa i że masz faceta, ale nie uzależniaj swojego życia od niego! Na siłownię z nim, pomieszkiwac z nim, cały czas wspominasz o nim w postach, kiedy przede wszystkim to co robisz powinnaś robić dla siebie :) żeby kiedy on (odpukać!) odejdzie, nie zostac w kawałkach, albo jako silna i niezależna kobieta... taką właśnie zawsze mi się wydawałaś i dlatego przerazilas mnie tym że nagle w każdym poście tutaj i na fb tematem przewodnim jest Twój nowy facet... na pierwszym miejscu zawsze powinnaś zostać Ty sama, nie zapominaj o tym ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie uzależniam od faceta swojego życia :) Spokojnie... Gorzej było przy poprzednim związku, który z dnia na dzień się zakończył. W tej chwili moj obecny zaproponował mi wspólne mieszkanie, ale skapitulowałam, bo to baaaardzo nadwyrezyloby moja niezaleznosc :) Buziaki!

      Usuń
  6. Siłownia jest świetna. Chodzę od dwóch miesięcy i nigdy nie czułam się tak dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Najważniejsze to iść przed siebie z podniesioną głową. Tak bywa, że raz jest gorzej a raz lepiej. Ale ważne, żeby mieć głowę wysoko uniesioną do góry i stawić wszystkiemu czoła. Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  8. Hello! JejkU jakbym siebie widziała prawie :) Mój niemąż (8 lat razem) też jest motocyklistą więc znam ten ból :) Odkąd mamy dzieciaki mam chociaż jakąś wymówkę żeby nie wsiadać na moto (choć jak już na nim siedzę to banan od ucha do ucha).
    Aktywność fizyczna to dla mnie codzienność od pól roku. Z tym, że ja ćwiczę w domu. Głównie programy Ewki Chodakowskiej, bo bardzo mi podpasowały. Możesz o tym poczytać na moim blogu www.nice-looking-blog.blogspot.com Zapraszam :)
    A co do facetowego chrapania to przeszłam z tym gehennę. Mój niemąż chrapał jak szalony, co zmuszało mnie często do nocnych przeprowadzek do drugiego pokoju. Chrapanie się skończyło jak zrzucił 13 kg :) Takze może w tym tkwi sekret męskiego chrapania? Za duży brzuszek? :) Życzę Wam wytrwałości w walce o ciała Apolla ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Zapraszam na nathalyia.blogspot.de :-)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz dodaje mi skrzydeł i motywuje mnie do dalszego pisania... Napisz, zmotywuj mnie oraz innych! Dziękuję <3