31 grudnia 2013

10. Krakowski Bieg Sylwestrowy...

... a mój pierwszy! :)

Witajcie!
Dziś jak zapowiadałam na facebooku, wystartowałam w 10. Krakowskim Biegu Sylwestrowym na 5 km czyli w tak zwanej "Smoczej Piątce". Jeszcze nigdy do tej pory nie brałam udziału w takiej imprezie sportowej i zaczynam żałować, że tak było! Muszę przyznać, że jestem w szoku organizacji i trudu jaki włożyli w nią organizatorzy.


Oczywiście ja biegam tylko rekreacyjnie (i z kontuzją) więc nie miałam co liczyć na wysokie miejsca, nawet nie chciałabym. Bieg zakończyłam na 615 miejscu (nie ostatnim!!!) z czasem 00:39:49 Poszłam się tam dobrze bawić i jestem zachwycona! To zdecydowanie nie ostatnia taka impreza w której brałam udział, bo atmosfera była niesamowita! Nadal mam banana na gębie :D

W tym biegu ja postawiłam na przebranie, bo jak niektórzy z Was zapewne wiedzą podczas biegów Sylwestrowych nagradzane są także pomysłowe stroje. Skąd wpadłam na pomysł mojego stroju nie mam pojęcia, ale (UWAGA) zajęłam 5 miejsce!!! Dostałam świetne nagrody, z których bardzo się cieszę, a mianowicie - gigantyczny zestaw herbatek Tekane (na zimę jak znalazł), kosmetyki firmy Farmona, miesięczny karnet do fitness Platinium, do którego miałam się właśnie zapisywać (che coincidenza!) Do tego oczywiście pamiątkowy medal, który dostawał każdy, kubeczek termiczny i miniaturkę szampana. Wszystkie kobiety więc i ja były także witane na mecie różyczką - bardzo miłe, bo nie pamiętam kiedy ostatnio dostałam kwiatka ;)





A za co się przebrałam?
Za BARBIE W PUDEŁKU ;)

Dostarczyłam "gapiom" (szczególnie dzieciom) naprawdę sporo rozrywki i właśnie oto chodziło!




W każdym razie kochani... bierzcie udział w takich imprezach, bo naprawdę warto!!! Nawet dla samego pamiątkowego medalu i oczywiście atmosfery jaka na nich panuje. Ja na pewno będę za rok więc może się spotkamy?

Tymczasem zmykam przygotowywać się do Sylwestrowej Nocy, którą spędzę z moimi kumpelami. Bawcie się dobrze i pamiętajcie, że Nowy Rok to idealny moment by zacząć walczyć o lepszą siebie. 
Buziiaki!!! 

P.S Więcej zdjęć i życzenia z okazji Nowego Roku będą jutro (O ile przeżyję dzisiejszą noc).

20 grudnia 2013

Mój list do "Świętego Mikołaja"

Witajcie!
Ciekawe czy udzielił Wam się już świąteczny nastrój? Ja muszę przyznać, że do środy w ogóle nie czułam tego, że zbliżają się Święta. Być może to z powodu całkowitego braku śniegu (przynajmniej tu - w Krakowie). Mimo wszystko po raz pierwszy w życiu na kilka dni przed Świętami kupiłam wszystkie prezenty. Ba! Nawet już je zapakowałam :) Zazwyczaj zostawiałam wszystko na ostatnią chwilę... 



W tym roku kupiłam dla taty elektryczną maszynkę do golenia Remington F5800, dla mojego brata koszulkę z Kermitem z Muppetów, a do tego pendrive także z Kermitem. Udało mi się także upolować kolejną koszulkę ze słynną żabą w sklepie Cropp i to tylko za 19,99 zł. Na szczęście była jeszcze jedna sztuka w rozmiarze XXL. Notabene mój brat ma 32 lata, ale Kermita zawsze bardzo lubił więc w tym roku to właśnie Muppety będą "sponsorować" jego prezenty :) Tego co kupiłam dla mamy nie zdradzę, bo doskonale wiem, że ona podczytuje mojego bloga i nie chcę zepsuć jej niespodzianki, a muszę przyznać, że też udało mi się upolować same cudeńka! Kupiłam także symboliczny prezent dla mojej przyjaciółki, który to jest książką "Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy". Wiem, że bardzo spodobała się jej pierwsza część więc uznałam, że to będzie trafiony podarunek szczególnie, że jakiś czas temu prosiła mnie o pożyczenie jej tej książki. Zawsze dla mnie pod choinką lądował jeszcze prezent od mojego chłopaka, ale tym razem wyjątkowo musiałam coś sobie kupić sama, bo faceta brak. Postawiłam więc na książki, a konkretnie trzy kolejne części "Pretty Little Liars" (X, XI, XII), które liczę, że kiedyś wreszcie będę mieć okazję przeczytać.

A Wy? Co kupiliście swoim bliskim? A może jeszcze szukacie? 



Ja podobnie jak w zeszłym roku postanowiłam sporządzić listę wszystkich rzeczy, które chciałabym dostać pod choinkę, a raczej rzeczy, które w niedalekiej przyszłości będę prezentować sobie sama (o ile będzie mnie na to kiedykolwiek stać). No cóż... Pomarzyć zawsze można :) Prawda?



Oto mój list do Św. Mikołaja:

1. Rowerek treningowy, bo mój poprzedni już całkowicie zaniemógł (a szkoda!). To właśnie rowerek bardzo przyczynił się do moich początkowych efektów z odchudzaniem, bo potrafiłam, oglądając film czy seriale pedałować na nim nawet 2-3 godziny dziennie!

A gdyby jeszcze przypadkiem był w takim kolorze to już w ogóle byłabym zachwycona <3


2. Kolejną rzeczą, o której marzę od dawna jest konsola do gier Xbox lub Playstation koniecznie z kilkoma grami ruchowymi no i z moją ukochaną Fifą!!! Oprócz tego, że to fajna zabawa to także ruch dla całej rodziny. No, może nie całej... z wyjątkiem naszego rodzinnego "połamańca" czyli mojego taty, który na ruch musi trochę poczekać.


3. Worek treningowy i koniecznie różowe rękawice!!! Wszyscy pytają mnie po co mi to... Otóż po to żeby wyładować nadmiar negatywnej energii, która we mnie drzemie i póki co nie ma ujścia.



4. Podobnie też jak i w zeszłym roku, kolejnym punktem na mojej liście jest nowa deska snowboardowa z jakąś fajną grafiką. W tym przypadku nie pogardziłabym bym deską z włókna węglowego, która jest niezwykle lekka, a do tego giętka i idealnie nadaje się do jazdy w puchu.



5. Klasyczną sukienkę np. w pepitkę. Widziałam bardzo podobną w Mango i kiedyś w Mohito, ale zniknęły i w taki oto sposób zostałam bez kreacji na Wigilię :)


6. Kurtkę do biegania np. Asics, która strasznie wpadła mi w oko. Chcę koniecznie wrócić do biegania, a na bluzę robi się już trochę za zimno więc kurtka zdecydowanie by się przydała.




7. Komplet bielizny termoaktywnej - przyda się zarówno do biegania jak i na snowboard.




8. Podobnie jak w zeszłym roku - porządny obiektyw Canon lub Tamron, bo wróciły mi siły do realizowania mojej największej pasji jaką jest fotografia.



9. Coś zupełnie dla mnie nie osiągalnego czyli... szpilki od Christiana Louboutina <3 A z resztą kto wie? Może kiedyś będę mogła pozwolić sobie na takie cudeńka? 


W tej kategorii znajdzie się także klasyczna torebka Fendi "Peek A Boo"



10. Odtwarzacz mp3... Do tej pory podczas uprawiania sportu słuchałam muzyki z telefonu, ale ze względu na to, że mój Samsung już pierwszej świeżości nie jest to zawsze po godzinnym biegu jego bateria była prawie wyładowana. W związku z tym postanowiłam sobie, że muszę bezwzględnie kupić odtwarzacz by wilk był syty i owca cała :)


A o co Wy poprosiłybyście Świętego Mikołaja gdybyście mogły dostać wszystko czego pragniecie??? 
Ja trochę zmodyfikowałam swoją listę w porównaniu z zeszłym roku, ale mimo wszystko wierzę, że kiedyś będę mogła pozwolić sobie na wszystko. Z drugiej jednak strony gdybym mogła mieć wszystko od razu to byłoby trochę zbyt nudno, nie sądzicie? 


Mimo wszystko ja najbardziej w tym roku proszę o... 

Życzę Wam udanych zakupów świątecznych :) 
Buziaki! 

16 grudnia 2013

Zdrowa i natauralna słodycz - STEWIA

Witajcie!
Zastanawiam się czy Wy również tak macie, że gdy tylko nadchodzi jesień i zima to sięgacie po słodkości by dostarczyć sobie chociaż odrobiny przyjemności w te szare i ponure dni? Ja potrafię powstrzymać się przed słodyczami przez praktycznie całą wiosnę i lato, ale gdy tylko robi się zimno to nie mogę się opanować! Słodycze potrafią zawładnąć całkowicie moim umysłem :) 

Ale właśnie odkryłam jak sobie z tym poradzić!

Już kiedyś pisałam Wam, że słodkości warto zastąpić jogurtami, suszonymi lub świeżymi owocami, albo własnoręcznie upieczonymi ciastami czy ciasteczkami bez cukru. A dlaczego bez cukru? Bo to on najbardziej może nam zaszkodzić...


A co gdybyśmy mogli kupić słodkości bez cukru ani żadnych sztucznych chemicznych słodzików, a z czymś naturalnym? 

Ha! No właśnie to możliwe! 
Na pewno każdy z Was słyszał kiedyś o STEWII - naturalnej substancjo słodzącej pochodzącej z liści rośliny Stevia Rebaudiana. Badania wskazały korzystne działanie stewii przy chorobach związanych z nadciśnieniem oraz cukrzycą, więc jeśli nie możesz lub nie chcesz jeść cukru choćby ze względu na dbanie o sylwetkę czy nawet zęby to warto zapoznać się bliżej z produktami słodzonymi tym naturalnym słodzikiem.

Głównymi zaletami tej substancji są:

  • całkowita naturalność, pochodzenie roślinne
  • ma ZERO kalorii!!!
  • Jest dużo słodszy od cukru
  • jest rozpuszczalna w wodzie i alkoholach
  • odporna na wysoką temperaturę (do 200 stopni) więc może być używana do gotowania i wypieków
  • ma długą datę ważności
  • nie powoduje próchnicy zębów!!!
  • jest bezpieczna dla diabetyków - nie podnosi poziomu cukru we krwi
  • jest bezpieczna dla osób chorych na fenyloketonurię
  • nie jest toksyczna - nie wywołuje niepożądanych efektów


Co Wy na to? 
Chcesz schudnąć, a nie wyobrażasz sobie picia herbaty lub kawy bez cukru? 
Do tej pory stosowałaś chemiczne słodziki? 
To jest coś odpowiedniego dla Ciebie!!!

Ja stewię wykorzystuje w kuchni już od dłuższego czasu, a ponieważ czasem jak każda kobieta potrzebuję słodkości to substancja ta sprawdza się idealnie. Zazwyczaj piję niesłodzoną herbatę i kawę, ale często przy wypiekach wykorzystuję właśnie stewię

Do tej pory nie sądziłam, że istnieją już gotowe produkty gdzie wykorzystuje się stewię zamiast cukru, a jednak! Dziś dotarł do mnie prezent od stewiarnia.pl na którego widok aż pociekła mi ślinka... 
Dostałam same pyszności!!! 


  • pięć belgijskich czekolad o różnych smakach, 

  • praliny z belgijskiej czekolady w kształcie muszelek, 

  • cztery różne batoniki, 

  • czekoladę do smarowania chleba, 

  • a także stewię w kryształkach i pastylkach. 


Muszę Wam powiedzieć, że bardzo POZYTYWNIE ZASKOCZYŁ mnie smak stewii w kryształkach natusweet, która w smaku jest prawie identyczna jak cukier! Ta, którą używałam do tej pory była lekko gorzkawa i jedna jej łyżeczka odpowiadała 3 łyżeczką cukru. Tutaj jest zupełnie inaczej ponieważ 1 łyżeczka stewii natusweet odpowiada jednej łyżeczce cukru. Teraz moje wypieki będą jeszcze pyszniejsze! <3


Na słodkości firmy CAVALIER przeznaczę cały post (bo uwierzcie mi, jest o czym pisać) i to już w najbliższej przyszłości po tym gdy pochłonę wszystkie te pyszności, a trochę to na pewno potrwa, bo mimo braku cukru słodkości wcale nie mają o wiele mniej kalorii niż te normalne. 

Jeśli zależy Wam na zdrowych produktach o niskim indeksie glikemicznym to warto zwrócić uwagę właśnie na tą substancję. Ja, jako, że jestem wyjątkowym łasuchem muszę spróbować dosłownie wszystkiego! 


Próbowałyście już kiedyś stewii oraz np. czekolad z jej zawartością??? 
Co o nich sądzicie? 


15 grudnia 2013

Mój powrót do zdrowia... PIĘKNEGO ZDROWIA!!!

Witajcie kochani!
Jakiś czas mnie tu nie było (ponad miesiąc), ale obiecuje, że teraz powrócę na dobre do prowadzenia bloga, a oprócz tego do regularnych treningów i zdrowego odżywiania. Trochę się w moim życiu wszystko pogmatwało... zaczynając od życia w ciągłym biegu, poprzez kontuzje i choroby, na fatalnym samopoczuciu kończąc. Nic jednak nie potrafi wygrać z moją niewątpliwą pasją... 


Postanowiłam sobie, że grudzień będzie punktem zwrotnym w mojej dalszej metamorfozie i tak też się stało. Wczoraj całkowicie wymieniłam zawartość swojej lodówki i szafek. Pozbyłam się wszystkiego co do zdrowych nie należało i absolutnie tego nie żałuję. Ponieważ ze względu na kontuzję w dalszym ciągu muszę ograniczać aktywność fizyczną do spacerów i bardzo statecznych treningów postanowiłam, że zacznę jeść nieco lżej. Z tego właśnie powodu w mojej lodówce zagościły głównie warzywa i chude mięso.


Całkiem niedawno wróciłam z kolejnego wyjazdu do Włoch, gdzie przez 11 dni (między 23.11, a 4.12) przeszłam niemal 120 km podczas zwiedzania, a przy okazji spaliłam całą masę kalorii. Tego mi właśnie było trzeba! Niestety nie mogłam pozwolić sobie na bieganie mimo, że zabrałam ze sobą cały ekwipunek, ale obiecałam, że jeszcze to nadrobię.


Wiele z Was w swoich wiadomościach pytało mnie jak po osiągnięciu celu wrócić do normalnego trybu życia. Za każdym razem odpowiadałam, że takie zmiany muszą zachodzić stopniowo, i że każdy produkt należy wprowadzać bardzo powoli do swojej diety, a wszystko to, żeby nie utracić efektów, które uzyskałyśmy. Niestety u mnie zmiany nastąpiły nagle, do tego pojawiły się antybiotyki, sterydy i hormony i inne paskudztwa, po których do dziś nie doszłam jeszcze do siebie, podobnie jak niestety mój żołądek. Może gdybym w między czasie ćwiczyła to utrzymałabym efekty mojego odchudzania. Nic jednak nie jest dla mnie niemożliwe skoro doszłam do tego co już osiągnęłam. Ile przytyłam? Trudno powiedzieć, bo moja waga ze względu na poważne zaburzenia hormonalne waha się o kilka kilogramów dziennie. Przyjmijmy jednak, że jest to około 2-3 kg więcej niż w okresie gdy byłam najszczuplejsza. Wymiary zmieniły się nie znacznie, bo o około 1-2 cm. Najgorzej niestety wygląda w tej chwili mój brzuch, który ciągle jest spuchnięty i wygląda na wzdęty. Oczywiście hormony spowodowały również, że moje piersi powiększyły się o rozmiar lub nawet o dwa co oczywiście odczuwa mój kręgosłup. Co jest dziwne? Wiele osób mówi, że schudłam właśnie teraz czego kompletnie nie rozumiem. Do tego zmagam się jeszcze z cellulitem, którego nigdy nie miałam! Ostrzegano mnie, że hormony mogą tak na mnie działać, ale nic nie mogę niestety na to poradzić. 


Jaki jest mój plan? Moim planem jest całkowity brak planu! Chcę w tym momencie zrzucić około 6/7 kg, ale nie wyznaczam sobie żadnego terminu. Wróciłam już do racjonalnego żywienia, a od dziś zaczyna treningi. Nie będę narzucać sobie dużego tempa, bo obawiam się, że mogłabym nie podołać, ale wierzę, że skoro raz się udało to uda się i drugi raz!

Jaka jest moja rada dla tych, których waga stanęła w miejscu lub, którzy zetknęli się z efektem jojo? Nie poddawać się! Jak widać może to spotkać każdego i spotkało również mnie. Zwalczcie wszystkie przeciwności losu i problemy, a życie znów stanie się piękniejsze. Ja chyba jeszcze nigdy tak jak teraz nie potrzebowałam ruchu, treningów, potu.. tego uczucia błogości i szalejących endorfinek! Wiem, że teraz będę znów mogła góry przenosić skoro przetrwałam taki trudny okres w życiu, a efekty będą jeszcze lepsze niż te wcześniej! 


Cały czas mocno trzymam kciuki za Was i z niedowierzaniem oglądam zdjęcia z Waszych metamorfoz! 
JESTEŚCIE WIELKIE!!! Tym razem to ja potrzebowałam motywacji i to właśnie Wy mi ją zapewniłyście... 
Chcę nadal walczyć, motywować i pomagać innym, bo dzięki temu czuje się o wiele silniejsza i wiem, że mogę wszystko! 

DZIĘKUJĘ!!! <3

4 listopada 2013

MOJA RECENZJA - Buty do biegania New Balance 890v3

Jakiś czas temu dobrze wszystkim znana firma New Balance zaskoczyła mnie proponując nie lada wyzwanie podczas którego miałam przetestować najnowsze buty do biegania 890v3. Moje wyzwanie miało polegać na przebiegnięciu w nich 100 km i zrecenzowania produktu i mimo wielu przeciwności losu udało mi się to wykonać! 

Na recenzję musieliście trochę poczekać, ale uwierzcie mi... buty przetestowałam tak, że wreszcie mogę o nich powiedzieć dosłownie wszystko! 


Buty otrzymałam pod koniec lipca i od tego czasu udało mi się przebiec 118,3 km, czyli MISSION COMPLETE! A zatem teraz nadeszła pora na moją pełną recenzję butów New Balance 890v3, które okazały się dla mnie wielkim, pozytywnym  zaskoczeniem.


1. Wygląd

Buty z wyglądu może i nie zachęcają do kupna, bo nie różnią się niczym wyjątkowym od przeciętnego obuwia sportowego jakiego wszędzie pełno. Z doświadczenia wiem, że każdy początkowo sięga po Reeboki albo Nike, co jak się okazuje wcale nie jest dobrym wyborem jeśli chodzi o bieganie, bo wygląd to niestety to nie wszystko. Porównując wygląd 890v3 do moich drugich butów biegowych czyli Reebok RealFlex to rewelacji faktycznie nie ma chociaż przyznam, że buty na pierwszy rzut oka i tak bardzo mi się spodobały. Wiadomo, że raczej nie poszłabym w nich na spacer czy nie ubrałabym ich jako dopełnienie codziennego stroju sportowego, bo w końcu nie do tego zostały stworzone. Jest to typowy model sportowy. Ja akurat zakochałam się w ich kolorystyce: mięta-róż, która została chyba stworzona specjalnie dla mnie, bo obydwa kolory wprost uwielbiam i nawet moje letnie stroje biegowe obfitowały właśnie w takie kolory.

2. Rozmiarówka

To coś co zapewne spodoba się wszystkim osobom, które nie chcą być drugim Kopciuszkiem wciskając swoją pokaźną stópkę w damskie obuwie sportowe, które najczęściej występuje w rozmiarach do 39 lub 40.

Uwaga!!! NEW BALANCE MA NORMALNĄ ROZMIARÓWKĘ także dla osób o trochę większej stopie. Większość modeli damskich jest dostępna w rozmiarach aż do 42,5 i co najważniejsze... rozmiar jest dokładnie taki jak być powinien. Ani nie zaniżony, ani zawyżony... Idealny! Ja akurat dostałam rozmiar 41, który mimo, że początkowo uznałam za trochę za duży, po kilku treningach okazał się wprost idealny.

Dzięki dobrze dopasowanemu rozmiarowi mogłam pokonywać dłuższe dystanse i spędzać na tym co kocham znacznie więcej czasu. Oprócz tego w rozmiarówce New Balance istnieją także określenia szerokości wkładki buta czyli coś dla osób o niestandardowej szerokości stóp. Moje stopy są akurat dosyć wąskie, a rozmiar spory. Do tego problemem, który od zawsze spędzał mi sen z powiek był mój gigantyczny duży paluch, który zawsze wychodził po za szereg. W efekcie każde buty musiały mnie właśnie w niego uwierać co było mało komfortowe szczególnie podczas sportu. 890v3 mają jednak idealnie wyprofilowany przód buta przez co nic podczas biegów mnie nie obcierało, a to dla mnie niezwykła nowość. W moim przypadku rozmiar 41 i szerokość standardowa B sprawdziły się idealnie!

3. Wrażenie ogólne 

Początkowo jako niedoświadczony biegacz nie wiedziałam jaką rolę dokładnie powinny spełniać odpowiednio dobrane buty do biegania, ale teraz bardzo wiele rozjaśniło mi się w głowie za sprawą moich New Balance 890v3! Buty są niezwykle lekkie przez co w ogóle nie czuć ich na nodze podczas uprawiania sportu. Przy rozmiarze 7 (37,5) ważą tylko 217g, a nadają się dla osób cięższych, powyżej 60 kg. Przy bieganiu miałam wrażenie, że odbijam się od asfaltu niczym taka mała, kauczukowa, szczęśliwa piłeczka! Zauważyłam, że dzięki nim przestałam szurać nogami i potykać się na wystających płytach chodnikowych czy innych "przeszkodach", które los rzucał mi pod nogi. W taki oto sposób moje bieganie nabrało całkiem innego znaczenia i stało się nieodzowną częścią mojego aktywnego, zdrowego życia codziennego. Niestety nawet tak dobre buty jak 890v3 nie uchroniły mnie przed kontuzją, której nabawiłam się ostatnio, i którą właśnie próbuję zaleczyć, a mianowicie przed zapaleniem ścięgien i mięśnia strzałkowego (nie polecam nikomu - ból okropny!). Wierzę jednak, że gdybym ostatnie biegi uprawiała w moich RealFlexach to z kostką mogłoby być jeszcze gorzej!

Jeśli nadal jesteście jednymi z tych, którzy uważają, że biegać można w każdych butach to chętnie odwiodłabym Was od takiego myślenia, bo nie ma nic bardziej błędnego od takiego stwierdzenia! W tych butach czuję się o wiele silniejsza, szybsza i wytrzymalsza! Moje stopy są bezpieczne podobnie jak kręgosłup ponieważ podeszwa z systemem REVlite bardzo dobrze tłumi i amortyzuje uderzenia, których przy większej wadze nie sposób uniknąć. Teraz nie straszna mi żadna trasa biegowa pod warunkiem, że jest twarda, bo właśnie do takiej nawierzchni stworzono to obuwie. Biegałam w nich po asfalcie, chodniku, drogach dla rowerów, ścieżkach polnych, ścieżkach wysypanych kamyczkami, a nawet po plaży! Niestety przy tym ostatnim New Balance w ogóle się nie sprawdziły. Tutaj o niebo lepsze były moje stare, poczciwe RealFlex'y.

Co mogę jeszcze powiedzieć o tych butach? Oprócz biegania próbowałam również ćwiczyć w nich w domu i muszę przyznać, że równie dobrze się sprawdziły! Ich podeszwa nie jest tak śliska jak w przypadku innych butów sportowych, których jestem posiadaczką więc te i podczas treningów znalazły swoje zastosowanie. Jaki z tego morał? To obuwie wielofunkcyjne! 

Ważne jest również to, że mimo tylu treningów i przebiegnięcia ponad setki kilometrów buty nic, a nic się nie zmieniły! Nic się nie pozałamywało, ani nie pogniotło, a amortyzacja stopy działa nadal tak jak powinna. Jedno jest pewne... szybko tych butów nie "zajeżdżę", a raczej "zabiegam".



Naprawdę z trudem musiałabym szukać jakichś negatywnych cech tego obuwia, które myślę, że mogę Wam z czystym sumieniem do całorocznego biegania zarekomendować! Ja niechętnie zamieniłabym je na inne... no chyba, że na NOWSZY MODEL! :) 

Przez całe 27 lat swojego życia żyłam z przeświadczeniem, że ja po prostu nie nadaję się do biegania, bo jestem za ciężka i zbyt słaba kondycyjnie, a tutaj okazało się coś zupełnie innego. Pewnego, pięknego, słonecznego dnia w Italii udało mi się przebiec swoje pierwsze 10 km, z którego jestem niezwykle dumna biorąc pod uwagę to, że jeszcze kilka tygodni wcześniej nie potrafiłam przebiec pełnym ciągiem nawet 3 km. Postępy widać, a ja już nie mogę doczekać się kiedy znów będę mogła wrócić do biegania... oczywiście w moich śliczniutkich New Balance 890v3. 

Niniejszym chciałabym bardzo gorąco podziękować firmie New Balance Polska za umożliwienie mi przetestowania tego obuwia, po które zapewne sama nigdy bym nie sięgnęła! Mam nadzieję, że to nie będą ostatnie buty New Balance w mojej kolekcji :)

Więcej o butach przeczytacie w oficjalnym sklepie New Balance: www.newbalancesklep.pl


A jakie buty Wy wykorzystujecie podczas treningów czy biegania??? 
Biegaliście kiedyś w obuwiu firmy New Balance? 

Ściskam ciepło! 

25 października 2013

PROBLEM OTYŁOŚCI W POLSCE tuż po Światowym Dniu Walki z Otyłością!

Witajcie!
Wczoraj, jak zapewne wiecie obchodziliśmy Światowy Dzień Walki z Otyłością. Niektórzy świętowali swoje sukcesy, a inni postanowili walkę rozpocząć. Ja niestety tylko leżąc pod kołdrą z walizką antybiotyków i innych leków mogłam pomarzyć sobie o czynnym obchodzeniu tego dnia, ale w końcu mam jeszcze czas. Powoli przestaję frustrować się tym, że póki co nie mogę ćwiczyć, ale już niedługo! Teraz zbieram siły do walki z chorobą, która być może też nie przyplątała się bez powodu... 

Cieszy mnie fakt, że z każdym dniem coraz więcej się mówi o dobroczynnych właściwościach ruchu i zdrowego trybu życia, bo jeszcze niedawno wiele znajomych mi osób wyśmiewało się z tego, że przekroczyłam granicę lenistwa i wkroczyłam na nową drogę życia. Nie każdy rozumiał, że wolę iść na rower czy pobiegać od pójścia na imprezę i leczenia kaca kolejnego dnia. Teraz to wszystko wygląda inaczej, bo wypośrodkowałam to...

Jednak mimo, że tak wiele mówi się o ryzyku związanym z nadwagą i otyłością ludzie nadal prowadzą swój fatalny tryb życia i nic sobie z tych ostrzeżeń nie robią. Fakty niestety mówią same za siebie i w Polsce statystycznie ponad 50% ludzi cierpi na nadwagę, a tylko 10% z nich chce to zmienić i coś w tym kierunku działa.

Uwierzcie mi... to nie jest trudne by zabrać się za siebie. Najtrudniejsze jest wytrwanie w tym postanowieniu i dlatego próbuję Wam w tym pomagać z całych sił i każdego dnia służąc wsparciem i dobrą radą.


Jak jednak zacząć taką walkę by ustrzec się przed miażdżycą, chorobami serca, krążenia czy choćby nowotworami? 

Wystarczy zmienić swoją dietę, a konkretnie wyeliminować z niej produkty, które nie są naszemu organizmowi potrzebne. Pamiętajcie! Zdrowo, nie znaczy gorzej i niesmacznie. Na początek wystarczy przestać spożywać fast foody, smażone mięso zastąpić gotowanym czy pieczonym, jasny makaron czy pieczywo, ciemnym - pełnoziarnistym. Zrezygnować z większości słodkości, a także tłustych, tradycyjnych dla polskiej kuchni potraw jak choćby golonka. Do diety należy dołączyć sporo owoców i warzyw, a co najważniejsze... RUCH!!! Wystarczy 40 minut dziennie, 3 razy w tygodniu by utrzymać zadbaną, zdrową sylwetkę i czuć się zdrowo. Dietetycy uważają jednak, że najważniejsze, a bardzo niedoceniane jest po prostu CHODZENIE! Powinniśmy częściej wybierać się na spacery, i krótkie dystanse jak np. po bułki do sklepu pokonywać na piechotę, a nie samochodem. W ten sposób dbamy o swoje ciało i dotleniamy swój organizm.

Oczywiście w przypadku walki z większą ilością kilogramów trzeba wprowadzić trochę więcej zmian do swojego życia, ale dla chcącego nic trudnego! Przecież wszyscy chcemy żyć dłużej... 

Problemy z nadmiarem kilogramów to nie kwestia estetyczna! Najważniejsze powinno być dla nas nasze zdrowie, a więc zróbmy coś dla siebie. Statystyki są przerażające choć do Ameryki sporo nam jeszcze brakuje.

Jeśli cierpicie z powodu nadmiaru kilogramów i brakuje Wam wiary w siebie, a Wasze BMI wskazuje więcej niż 25 wybierzcie się koniecznie do lekarza pierwszego kontaktu po skierowanie do dietetyka. Obecnie w Polsce funkcjonuje bardzo wiele Klinik Leczenia Otyłości, które współpracują z NFZ więc osoby, które kwalifikują się na leczenie (osoby z BMI powyżej 30) mogą taką pomoc uzyskać bez ponoszenia kosztów. Nie bójcie się, bo naprawdę nie ma czego! Możecie tylko zyskać. Wstyd trzeba schować pod poduszkę... niech Ci, którzy wolą zalegać na kanapie i nic nie robić się wstydzą, a pod opieką specjalistów o wiele łatwiej będzie wytrwać Wam w postanowieniu.

Osoby mieszczące się w normach zdrowej wagi są mniej podatne na przeziębienia oraz inne, ciężkie choroby, a także mają więcej energii każdego dnia i są zdecydowanie szczęśliwsze! Czego chcieć więcej? 

Może Wy, moje czytelniczki macie jakieś rady do osób, które dopiero zaczynają? Wy też macie swoje doświadczenia w odchudzaniu i na pewno osiągnęłyście niesamowite efekty! Od czego warto zacząć swoją walkę by w przyszłym roku 24 października móc z podniesioną głową obchodzić Światowy Dzień Walki z Otyłością? 

Jestem ciekawa Waszych doświadczeń! 

Ściskam mocno! <3


23 października 2013

MOTYWACJA - Twoja praca, Twoje efekty!

Witajcie kochani!
Ilekroć dostaję od Was wiadomość, w której opowiadacie mi swoją historię, pokazujecie efekty i uparcie twierdzicie, że to moja zasługa dostaję potężnego kopa motywacyjnego zarówno do treningów, które ostatnio porzuciłam jak i do pisania, z którym też było kiepsko. Przyglądając się codziennie setkom metamorfoz na różnych grupach, forach czy blogach w internecie zastanawia mnie tylko jedno... 



Dlaczego usilnie próbujecie wmówić całemu światu, że Wasze efekty to zasługa kogoś innego?

Tutaj najchętniej oczywiście biorę jako przykład fanpejdż niemalże wszystkim znanej Ewy Chodakowskiej i metamorfozy takich dziewczyn jak ja czy Ty... Niektóre osoby opisując swoje historię wychwalają trenerkę ponad wszystko, ale czy słusznie? Wirtualny trener z którym ćwiczymy, bloger, który motywuje to tylko impulsy, które sprawiają, że dostajemy kopa w tyłek i ruszamy go z kanapy. Tak było przecież ze mną i doskonale to pamiętam. Moja niewiara w efekty treningów sprawiła, że postanowiłam przetestować to na największym leniuchu jakiego w życiu znałam... NA SOBIE! Na efekty nie czekałam, nie spodziewałam się, że nadejdą, ale... hola, hola! CZYJE EFEKTY???

Na czyje efekty tak naprawdę czekałam? Swoje czy programu, który zaczęłam ćwiczyć?
Czy te efekty, które osiągałam były efektami Ewy Chodakowskiej, trenerki, która nigdy na problemy z figurą nie narzekała? Czy były to efekty MOJE... MAGDALENY M; która swoją determinacją, wyrzeczeniami i ciężką pracą osiągnęła swój własny SUKCES?!

Tak, nazywam to SUKCESEM, bo warto nazywać rzeczy po imieniu... Tak samo jak warto uświadomić sobie, że za WASZYM SUKCESEM nie stoi trener ze szklanego ekranu czy ktokolwiek inny. Przestańcie przypisywać innym swoje zasługi! 

Czy to Ewa Chodakowska, Mel B czy Jillian zwijały się z bólu na macie podczas katorżniczych ćwiczeń?
Czy to Ewa Chodakowska, Mel B czy Jillian wylewały z siebie hektolitry potu?
Czy to Ewa Chodakowska, Mel B czy Jillian traciły oddech i padały jak długie na matę?
Czy to Ewa Chodakowska, Mel B czy Jillian odwracały głowę w drugą stronę ilekroć przechodziły obok cukierni z wartymi grzechu pączkami?

WASZE EFEKTY TO WASZ SUKCES!!! 
To bezdyskusyjnie ogromny wyczyn i nawet utrata tego jednego kilograma, która nie zostanie doceniona np. przez "trenerki", czytelniczki blogów czy fanpejdżów, jest czymś ważnym! Jest krokiem do lepszego jutra, które postanowiłaś zmienić. Uwierz więc, że Twoje efekty są zasługą ciężkiej pracy i przestań się zastanawiać czy "te" czy "tamte" ćwiczenia przyniosą lepsze efekty w krótszym czasie.

Prawda jest taka, że wybieramy tych trenerów, którzy mają lepszy marketing, a nie tych, których fani uzyskują lepsze efekty. Im więcej ludzi z nimi ćwiczy tym więcej cudownych metamorfoz w internecie. Pomyśl jak wiele może dać Ci np. bieganie... ale nikt tutaj nie porównuje "przed" i "po", bo każdy ma inne tempo, inne odległości itd. Nie porównamy naszych efektów do efektów innych osób i nawet gdybyśmy mieli dokładnie takie same osiągi to najzwyczajniej takie porównanie nie ma żadnego sensu. Ludzie biegają dla poprawy nie tylko sylwetki, ale też dla poprawy osiągów, kondycji... Tego się nie porównuje, a szkoda, bo bieganie daje niesamowite efekty! Każdy sport daje efekty gdy trenujemy go skrupulatnie kilka razy w tygodniu. Im więcej czasu poświęcamy na zdrowe zajęcia tym lepsze efekty uzyskujemy!

My jednak lubimy porównywać się do innych i ćwiczyć programy, które ćwiczyli nasi znajomi by udowodnić im, że też potraficie dorównać im kroku. Rzadko kiedy sięgamy po coś co jest dobre dla nas i to nie jest dla nas dobre! Wybieramy to co modne i "na czasie". Wybieramy to o czym najwięcej wyczytamy w internecie.

Dla przykładu takie proste porównanie...
Mamy bardzo modną Ewę Chodakowską, z której ćwiczą setki tysięcy kobiet w całej Polsce (i nie tylko!). Dajmy na to, że przez miesiąc Ewka opublikuje metamorfozy około 40 z nich, które będą spektakularne i zjawiskowe. Sama byłam początkowym przykładem na potwierdzenie efektów jej treningów, ale prawda jest taka, że spędzałam na ćwiczeniach około 2-3 godzin dziennie w momencie gdy moje ciało zmieniało się najbardziej. Potem niezależnie od tego co ćwiczyłam, to efekty się pojawiały. Grunt, że robiłam to systematycznie! Do czego zmierzam? Moje efekty zachęciły setki dziewczyn do treningów z Ewą Chodakowską, które to po upływie kilku miesięcy były sfrustrowane tym, że same nie osiągnęły takich efektów... i koło się zamyka.

Powiedzmy, że mamy też dobrą trenerkę, która wymyśla bardzo fajne i efektywne programy, ale wrzuca je tylko na youtube. Mało osób z nią ćwiczy więc dziewczynie może raz na dwa miesiące uda się pochwalić jakąś spektakularną metamorfozą jednej z osób, która z nią ćwiczy.

Czy jedna świetna metamorfoza powiedzmy raz na miesiąc wśród grupy kobiet liczącej np. 100 nie jest bardziej wymowna od 40 spektakularnych metamorfoz na 500 000? 

Przestańmy sobą manipulować!!!
Nie róbmy tego dla innych... Nie róbmy tego dla reklamy metody...
ZRÓBMY TO DLA SIEBIE!

Wielu trenerów właśnie w takich, ciężko pracujących nad sobą osobach pokłada nadzieję i wierzy, że to dzięki naszym ciężko wypracowanym efektom wypromują się na cały świat! NO WAY! Co innego gdy 4 razy w tygodniu chodzicie na fitness do klubu i ktoś poświęca Wam tam sporo czasu i uwagi pomagając, doradzając i będąc przy Was! Co innego gdy macie męża "tyrana", który uwielbia biegać 4 razy w tygodniu i oczekuje, że będziecie biegać z nim... To już nie są formy motywacji, ale pomocy, której oczekujemy lub też nie.

Mimo wszystko jest to jednak pomoc, której nie udzieli nam uśmiechnięta, nieskazitelna Pani w pełnym makijażu krzycząca do nas z ekranu "Dawaj!", "Nie przestawaj!", "Nie zostawiaj mnie samej!", "Nie poddawaj się!". To nie jest Twoje osobiste wsparcie, bo przecież te słowa kierowane są do wszystkich...

BĄDŹ MOTYWACJĄ SAMA DLA SIEBIE!!! 
Nie oglądaj się na innych i bierz się do pracy...
Niech ludzie podziwiają efekty TWOJEJ ciężkiej pracy, a nie "pracy" wirtualnego trenera, który tylko trochę ułatwił Ci sprawę nagrywając przez kilka godzin program treningowy, który będzie służył tysiącom ludzi.

NIE OCZEKUJ EFEKTÓW!!! 
WYPRACUJ JE!

Kochane moje!
Jeśli macie ochotę pokazać światu (tak jak ja), że się da schudnąć, że można zawalczyć o spełnienie swojego marzenia o zdrowym trybie życia... ZAŁÓŻCIE WŁASNEGO BLOGA LUB STRONĘ NA FACEBOOKU! Nie pozwólcie by ktoś perfidnie przypisywał sobie Wasze zasługi, okradał Was z Waszych efektów... ale MOTYWUJCIE! Nie ma znaczenia jaką metodę treningową wybieracie... 
TRENING TO TRENING!!! 
Buziaki! <3





13 października 2013

MOJE ZDROWIE - Zachęta do dalszego niepalenia!

Witajcie!
Nie wiem czy pamiętacie, ale jakiś czas temu pisałam o moim mocnym postanowieniu rzucenia palenia i nie będę się na ten temat już rozpisywać. Tego posta możecie znaleźć [ TUTAJ ]. 

Korzyści, które wynikły z tego, że przestałam palić są nieocenione, ale najbardziej zauważalne i odczuwalne są zmiany, które zaszły oczywiście w moim portfelu! W ciągu całego tego czasu zaoszczędziłam ok. 525 zł. Skąd wiem? W liczeniu pomogła mi aplikacja na smartfona: iCoach. Obstawiłam, że palę średnio pół paczki dziennie za około 12 zł więc dziennie puszczałam z dymem 6 zł. Oczywiście nie jest to dokładne obliczenie, bo często w weekendy potrafiłam wypalić paczkę dziennie, albo i więcej z czego niestety nie jestem dumna.

Nie mniej jednak zaoszczędziłam już sporo pieniędzy i choć przyznam się bez bicia, że czasem podpalałam "do towarzystwa" to jestem już bliżej zamierzonego efektu, bo niektórzy moi znajomi zainspirowani przeze mnie też postanowili spróbować rzucić.
Skoro mnie się udaje wytrzymać bez papierosa to dlaczego im miało by się nie udać? 

Niedawno zaczęłam się zastanawiać co zrobić z zaoszczędzonymi pieniędzmi i wymyśliłam! Kupiłam sobie wielką kocią skarbonkę, do której już wrzuciłam połowę tego co udało mi się zaoszczędzić. Wrzucam drobne, ale najczęściej monety 1 zł, 2 zł i 5 zł. Kociak robi się coraz cięższy i pełniejszy co niezmiernie mnie cieszy. Postanowiłam zainwestować w taką skarbonkę, która się nie otwiera żeby nie kusiło mnie przedwczesne wyciąganie zaskórniaków. Otworzę ją dopiero gdy się wypełni, a uwierzcie mi... to trochę potrwa!

Długo zastanawiałam się czym powinnam nagrodzić swój sukces... 
Zawsze na wszystko było mi szkoda pieniędzy, no może z wyjątkiem butów. Natomiast zawartość mojego portfela i tak malała za sprawą głupich, drobnych wydatków. Znalazłam jednak coś co sprawi mi niesamowitą przyjemność i zainwestowałam w siebie i w coś czego zawsze pragnęłam!


Sprawiłam sobie nowe, wyjątkowe perfumy, a mianowicie nowość: "Si" Giorgio Armani. Ich zapach jest niesamowity! Są piękne! To śmieszne, ale zakochałam się w nich jeszcze zanim je powąchałam... tuż po tym jak obejrzałam reklamę!



Mimo wszystko trochę się wahałam pomiędzy moimi starymi, ulubionymi perfumami jak np. Flower by Kenzo czy Miss Dior, Lady Million albo J'adore. Wykosztowałam się... BAAARDZO!!! mimo, że dziś w drogeriach Douglas te perfumy były tańsze o 15%. Dodatkowo dostałam także mleczko do ciała o tym samym zapachu. Mimo wszystko od razu dostałam zastrzyku energii i mam coraz większą motywację by odmawiać papierosów, bo wolę zdecydowanie żeby ludzie wyczuwali ode mnie zapach TYCH perfum, a nie dymu tytoniowego!!!

A jakie są Wasze ulubione zapachy?

Taka skarbonka jest także dobrym rozwiązaniem dla leniuchów czy osób, które nie potrafią trzymać diety. Każdego dnia gdy nie poćwiczymy, albo coś podjemy czego nie powinnyśmy wrzucamy np. 5 zł do puszki lub skarbonki. To świetna alternatywa oszczędzania dla tych, którzy nie palą :)


A więc do dzieła! 
Ja naprawdę nie zauważam tego, że co 2 dni wrzucam 5 zł do skarbonki, a pieniądze się zaczynają kumulować. Któregoś pięknego dnia w roku 2014 będę pewnie w stanie wyjechać za te pieniądze na wakacje. Ważne by utrzymać swoje postanowienie... 

A Wy? Macie coś co zawsze chciałyście sobie kupić, a było Wam szkoda pieniędzy? Na co chciałybyście zaoszczędzić?
W moim przypadku perfumy okazały się strzałem w dziesiątkę!!! Dziękuję wszystkim "doradzaczom" z mojego Fan Page'u na Facebooku za pomoc! <3

Buziaki!


12 października 2013

HELLO OCTOBER czyli moje plany na jesień!

Witajcie!
Wybaczcie mi, że tak dawno mnie tu nie było, ale dopadło mnie prawdziwe życie i całkowicie sponiewierało. W ciągu ostatniego miesiąca nie miałam na nic czasu! Znów wróciłam do starych, destrukcyjnych żywieniowych nawyków, a do tego aktywność fizyczną doprowadziłam do zera. Dosłownie jak za starych, złych czasów! 

Postanowiłam znów powrócić, bo ile można? Miesiąc jedzenia w pośpiechu śmieciowego żarcia i brak aktywności doprowadził mnie do skraju wytrzymałości. Znów zrobiłam się nerwowa, a stres zaczął mnie zjadać od środka. Ten tryb życia nie spowodował jednak w tak krótkim czasie jakichś zmian w mojej sylwetce, ale ważniejsze jest tutaj wpływ na samopoczucie. Znów zaczął boleć mnie kręgosłup i kolana, a oprócz tego muszę się zmagać z potężną, jesienną chandrą, która też spowodowana jest tym, że 2 października skończyłam 27 lat, a ja jakoś za swoimi urodzinami nigdy nie przepadałam.


Zostały mi tylko dwa tygodnie października więc trudno mówić tutaj o jakichś ambitnych planach, ale postanowiłam, że muszę wrócić do zdrowego trybu życia, bo zwariuję! Zaplanowałam, że za około 2 tygodnie wyjadę do Włoch i liczę, że do tego czasu odzyskam dobre samopoczucie, o wyglądzie już nie wspominając. Strasznie tęsknię...

A zatem w ciągu kolejnych dwóch tygodni planuję wrócić do biegania minimum 3 razy w tygodniu, a do tego treningi w domu 5 razy w tygodniu! Nie wiem za jakie treningi się tym razem złapię, ale na pewno chcę popracować trochę nad brzuchem i pośladkami. Może przyjmę wyzwanie squatowe? Wszystko się okaże! Chciałam zacząć znów chodzić na basen, ale to niestety musi poczekać, bo w czwartek stałam się posiadaczką nowego tatuażu, który znaczy dla mnie bardzo wiele! W zamian za to dziś planuję kupić sobie nowy rowerek treningowy, bo starego niestety nie uda mi się już zreanimować. W moim przypadku rowerek treningowy jest bardzo efekty, bo sporo swojego wolnego czasu spędzam przed telewizorem lub laptopem oglądając filmy czy seriale, albo czytając książkę. To mnie bardzo relaksuje! Warto więc połączyć przyjemne z pożytecznym i wykonywać takie normalne czynności pedałując na rowerku, a nie zalegając niczym wieloryb na kanapie.

Podsumowując:
- bieganie 3 razy w tygodniu po min. 5 km
- rowerek treningowy (jak tylko go kupię) po min. 1 godz. dziennie
- treningi domowe (głównie z obciążeniem) min. 4/5 razy w tygodniu.
- porzucam fast foody i knajpiane jedzenie na rzecz własnej kuchni
- postaram się znaleźć więcej czasu na relaks i prowadzenie bloga!!!

Mam nadzieję, że z Waszym wsparciem wytrwam w swoich postanowieniach!
W każdej chwili zwątpienia będę patrzyć na swój nadgarstek... AMORE, FEDE E SPERANZA!


A Wy jak planujecie przetrwać ten przygnębiający okres jesienny? 
3majcie się cieplutko!
Buziaki!

27 września 2013

MOTYWACJA - Plażowe ZDROWIE na urlopie!

Plaża to miejsce corocznego kultu ludzkich ciał, które wypracowaliśmy sobie wylewając siódme poty na siłowni przez cały rok, no może pół… no dobra, kilka miesięcy, a może tygodni? Nie ważne! Tam latem wszyscy tłoczą się niczym zwierzęta u wodopoju prężąc swoje niemal nagie, muskularne ciała, nasmarowane olejkami do opalania. Z roku na rok kostiumy kąpielowe i kąpielówki zaczynają się kurczyć… wręcz przeciw proporcjonalnie do faktycznego rozmiaru właściciela… i to jest niestety brutalna prawda na temat tego jak teraz wyglądamy.

Źródło: www.freeoboi.ru 

Długie, samotne spacery po plaży przyczyniły się u mnie do rozważań na temat wszystkich powodów otyłości i tego dlaczego tak łatwo ulegamy złym nawykom żywieniowym. Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ale naprawdę zaczęłam intensywniej o tym myśleć gdy moim oczom ukazywały się wręcz książkowe przykłady osób, które totalnie o siebie nie dbają, a swoje ciało traktują jak kubeł na odpadki. Wiem, że to nie zbyt miłe z mojej strony, ale czasem nie mogłam uwierzyć własnym oczom! Kobiety, mężczyźni, a także dzieci! Wszyscy jakby z roku na rok stawali się więksi! We Włoszech kobiety mają problemy głównie z dolnymi partiami ciała czyli z biodrami i udami, a panowie wyglądają jak mieszanka rzymskich gladiatorów z Arnoldem Schwarzenegerem w filmie Junior… O dzieciach nawet boję się wspominać, a i tak śnić mi się to będzie po nocach. Tu nie chodzi o to żeby wszyscy chodzili w rozmiarze XS czy S, bo byłoby nudno! Sama takiego nie mam i wiele brakuje mi do idealnej sylwetki więc nie mogę wymagać tego od innych. Mimo wszystko przykro patrzyć co się na tych plażach porobiło. Owszem, biegając mijałam wiele osób, które uprawiały jakiś sport, ale byli to głównie turyści! Z resztą na własne oczy widziałam jak Włosi potrafią wsiąść do samochodu i pojechać 500 metrów dalej po bułki, a ich aktywność fizyczna ogranicza się bardzo często tylko do wciskania pedałów sprzęgła i gazu w samochodzie. Miałam przecież ten sam problem, bo to samochód (i lenistwo) spowodował u mnie największy przyrost wagi ciała. 

We Włoszech zdecydowaną większością byli Niemcy, Słowacy i Czesi i niestety z bólem przyznaje, że rdzenni mieszkańcy Italii wypadają „blado” na tle innych narodowości. Z czym to idzie? Dlaczego ludzie w kraju gdzie choćby pogoda sprzyja outdoorowym aktywnością fizycznym są tak niesamowicie zaniedbani? Największy szok przeżyłam gdy próbowałam w kioskach dostać magazyny dotyczące fitnessu jak choćby nas Woman’s Health czy Shape, a okazało się, że nie znalazłam nic! Same plotkarskie tabloidy i kilka magazynów kobiecych. Totalnie nic na temat zdrowia czy ćwiczeń. Może wynika to z tego, że włosi są leniwi? Naprawdę nie wiem! Chciałam zrobić przegląd włoskiej prasy na temat fitnessu jak inne blogerki, ale wygląda na to, że muszę obejść się smakiem, bo nie mam o czym pisać.


W Polsce zauważyłam już znaczną poprawę! Ludzie zaczęli dbać o swoje zdrowie i uprawiają sport choćby z tego powodu. We Włoszech to głównie mężczyźni próbują o siebie dbać, a kobiety? Trudno się dziwić, że mieszkanki innych krajów cieszą się w Italii takim powodzeniem u mężczyzn. ;) 

A jak Wy uważacie? Czy dbanie o swoje zdrowie i ciało ma jakiś związek z naszą narodowością? Czy Polacy zaczęli dbać o siebie tylko dlatego, że coraz częściej media nagłaśniają problem otyłości?

Do dzieła moje kochane Polki!!! W przyszłym roku zawstydzimy inne narodowości!!! <3




23 września 2013

MOJA METAMORFOZA - PODSUMOWANIE ROKU

Witajcie kochani!
Nadszedł czas na podsumowanie całego roku mojej metamorfozy, a zdecydowanie jest co podsumowywać. Przez cały rok krok po kroku zmieniałam swoje życie tracąc kilogramy i centymetry, a zyskując to co w życiu najważniejsze - ZDROWIE!

Cały proces mojego odchudzania trwał dosyć długo i nie obyło się bez kilku naprawdę poważnych kryzysów podczas których wracałam do starego trybu życia. Mimo wszystko nie zaprzepaściłam tego o co walczyłam i udało się! Po roku stałam się zupełnie inną osobą i to nie tylko z zewnątrz, ale głównie wewnątrz. Największe zmiany są niewidoczne gołym okiem!!! Największe zmiany zaszły we mnie!



 Wymiary: 


Moje efekty po roku:



Jest cudownie! 
Znajomi nie poznają mnie na ulicy, chwalą i zazdroszczą, a ja czuję się świetnie! 

To jednak jeszcze nie wszystko! Zostały mi jeszcze 4 kilogramy do pokonania i kilka procent tłuszczu do zlikwidowania. Chciałabym także zyskać trochę więcej tkanki mięśniowej i ładnie wymodelować brzuch, ale na to przyjdzie jeszcze czas. Powoli już planuję kolejne miesiące i postanawiam dać sobie trochę więcej wycisku podczas treningów, ale jednocześnie nie zrezygnuje ze zdrowej diety! No, może czasem pozwolę sobie na jakieś niewielkie grzeszki. Niestety w ciągu najbliższych kilku tygodni muszę przystopować i nie schudnąć, ale potem oczywiście powrócę do walki. To uzależnia!

W Waszą przemianę także wierzę i wiem, że jeśli mnie się udało dojść do tego miejsca, w którym jestem teraz to i Wam się uda!!! Naprawdę niewiele trzeba by spełnić swoje marzenia i poczuć się naprawdę cudownie! 

Dziewczyny pochwalcie się koniecznie swoimi efektami! Przesyłajcie mi zdjęcia na maila lub na FB. Chcę wiedzieć, że moje posty i moja metamorfoza przyczyniła się choćby w minimalnym stopniu do zmiany Waszego myślenia! To niesamowicie dodaje mi skrzydeł! 

Buziaki <3