26 stycznia 2014

Zimowe bieganie

Witajcie!
Wreszcie odwiedziła nas zima czyli bardzo trudny okres dla wszystkich, którzy uwielbiają aktywności outdoorowe. Pora się jednak zastanowić czy śnieg, wiatr i mróz to dobre wytłumaczenie by się poddać i zaprzestać uprawianiu sportów na zewnątrz. 

Ja uważam, że ABSOLUTNIE NIE!
Jestem zdeterminowana i skupiona na osiągnięciu swoich celów dlatego nawet bardzo złe warunki atmosferyczne nie są w stanie mnie zatrzymać!



 Zimowe bieganie nie jest faktycznie łatwe i ostatnio mogłam tego doświadczyć, ale nie jest też niemożliwe. Po śniegu biegałam raptem dwa razy, ale już wiem, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Oczywiste jest, że musiałam trochę ostrożniej stawiać nogi i przede wszystkim zwolnić ze względu na śliską nawierzchnię, ale suma sumarum muszę przyznać, że biegało mi się lepiej niż przy plusowej temperaturze i po suchym asfalcie. Mimo wszystko są i plusy i minusy tej aktywności przy trudniejszych warunkach pogodowych.


PLUSY ZIMOWEGO BIEGANIA wg mnie:

  • AMORTYZACJA
    Lepsza amortyzacja podczas biegu co daje się odczuć biegając szczególnie po świeżym, jeszcze nie ubitym śniegu, na którym nogi aż tak się nie ślizgają co zmniejsza ryzyko poślizgnięcia się i upadku.Do tej pory nie udawało mi się biegać "lekko" i myślałam, że za to odpowiada moja waga, ale jednak myliłam się.
  • ODDYCHANIE
    Dzięki mrozom i niskiej temperaturze nauczyłam się równo oddychać podczas biegania co eliminuje problem z męczącą mnie do tej pory zadyszką. Już po kilku kilometrach czułam się jak biegający, sapiący pies z wywalonym na wierzch jęzorem. Im jednak zimniej, tym łatwiej jest mi oddychać przez nos mimo marznącego kataru. Oddychanie przez usta naraziłoby mnie na infekcje gardła więc wolałabym nie ryzykować.
  • TECHNIKA BIEGANIA I POSTAWATracąc przyczepność do nawierzchni podczas biegu nauczyłam się poprawnej techniki biegania oraz zachowywania dobrej postawy. Wreszcie po tak długim czasie wiem co powodowało u mnie problemy ze ścięgnami i inne kontuzje - brak odpowiedniej techniki! Teraz potrafię lądować dużo lżej, na przedniej części stopy jednocześnie wybijając się wyżej do góry. W taki sposób stabilizuje krok i zmniejszam ryzyko upadku. Ważna jest tutaj także wyprostowana sylwetka, której wcześniej nie udawało mi się zachować ze względu na moje gabaryty czyli biust, który ciągnął mnie w dół. Do tego biegając po krzywych, krakowskich chodnikach często patrzyłam pod nogi więc pochylałam się automatycznie. Na śniegu gdybym biegła pochylona zaczęłabym "buksować" i ślizgać więc próbuję tego unikać.
  • ROZGRZEWKA
    Wreszcie postawiłam na długą rozgrzewkę przed biegiem!!! Wcześniej muszę przyznać, że wystarczyło mi kilka minut truchtu w miejscu i lekkie rozciąganie, co było sporym błędem. Teraz wiem, że muszę się rozgrzać przed wyjściem na zewnątrz. 


Oczywiście jest też sporo minusów takiego zimowego biegania, ale mi w ogóle one nie przeszkadzają. Nie boję się aż tak kontuzji, bo znając siebie, wiem, że mogę "zaliczyć glebę" nawet na prostej (i suchej!) drodze - przerabiałam to! Dzięki bieganiu hartuje swój organizm i odganiam od siebie wszelkie przeziębienia i choróbska, a do tego mogę się całkowicie zresetować. Zimno to niewielki koszt takiej niewątpliwej przyjemności, a do tego dochodzą jeszcze bezcenne miny ludzi, którzy patrzą na mnie jak na kosmitkę. UWIELBIAM TO! :)






 

Jestem z tych osób, które uwielbiają zimę i śnieg, w końcu kiedyś intensywnie trenowałam snowboard i nie były mi straszne nawet gigantyczne mrozy. Dlaczego więc taka pogoda miałaby mnie powstrzymać przed bieganiem i realizowaniem swoich celów? Na chwilę obecną przygotowuję się do dwóch biegów: 
23.02 - VI Bieg ku Rogatemu Ranczu - 8,15 km z czego połowa po lesie.
23.03 - XI Krakowski Półmaraton Marzanny - 21,097 km 

Nie wiem czy dam radę, ale bardzo mocno w to wierzę! Na chwilę obecną biegam około 3 razy w tygodniu po 5/6 km, ale już od lutego planuje biegać częściej i przynajmniej 2 razy w tygodniu chcę robić dystans powyżej 10 km. Zobaczymy co z tego będzie. Wreszcie znalazłam coś co daje mi poczucie wolności i sprawia, że czuję się silniejsza, bo pokonuje własne słabości. Plany mam bardzo ambitne i wierzę, że na tych biegach się nie skończy. Kto wie? Może kiedyś wystartuje w maratonie? ;) 

A Wy biegacie zimą czy raczej wybieracie inne aktywności??? 

Trzymajcie się ciepło i nie dajcie się zimie! Przecież nam nie obcy taki klimat ;)
Pamiętajcie, że plażowe ciało wypracowujemy właśnie zimą! <3
Buziaki! 


12 stycznia 2014

MOJA RELACJA - 2. Bieg Wielkich Serc

Witajcie!
Podobnie jak poprzednim razem postanowiłam od razu i "na świeżo" napisać relację z dzisiejszego 2. Biegu Wielkich Serc, w którym miałam przyjemność uczestniczyć. W dniu dzisiejszym zajęłam 664 miejsce na 728 i osiągnęłam czas 34:38. Najśmieszniejsze jest to, że dziś miałam proroczy sen o tym jaki uzyskam czas. W kategorii kobiet zajęłam 232 miejsce na 270, a w kategorii wiekowej 120 na 133. Mimo wszystko zeszłam poniżej 7 min / km i z tego powodu bardzo się cieszę. 


Nie uważam się jeszcze za "biegacza" i traktuję to tylko jako możliwość wyładowania złej energii i formę dodatkowej outdoorowej aktywności fizycznej. Dlaczego ponownie postanowiłam uczestniczyć w takim zbiorowym biegu? To dla mnie niezwykła motywacja i zabawa, chociaż dzisiaj nie do końca było tak kolorowo jak myślałam. 




Po 1... POGODA!
Dzisiejszej pogody nie sposób było przewidzieć! Jedni prognozowali śnieg, inni deszcz, a jeszcze inni słońce przez co musiałam nastawić się na każdą ewentualność. Gdy wychodziłam z domu, gdzieś za chmurami widziałam lekkie słońce, które niestety bardzo szybko znikło. Było około 4 stopni, a już podczas rozgrzewki zaczął sypać lekki śnieg, a wiatr dawał się konkretnie we znaki.  Przez pierwsze 2,5 km zmarznięty deszcz ze śniegiem nawiewany przez wiatr zasypywał mi oczy, które strasznie zaczęły łzawić - biegłam całkowicie na oślep, ale nie poddałam się! Wiatr wpadając do gardła strasznie je wysuszył, aż marzyłam o tym by napić się czegoś "mokrego". W drugiej połowie biegu było już dużo lepiej, bo wiatr zostawiłam daleko z tyłu ;)



Po 2... UBRANIE!
Ubrałam się zdecydowanie za grubo!!! Gdy obudziłam się rano i usłyszałam tą wyjącą za oknem wichurę to zaczęłam żałować, że nie kupiłam jeszcze ciepłej i wodoodpornej kurtki biegowej, ale już po pierwszym kilometrze bardzo cieszyłam się, że tego jeszcze nie zrobiłam, bo chyba ugotowałabym się "na miękko"!


Dziś miałam na sobie po raz pierwszy moją nową bieliznę funkcyjną (legginsy + koszulkę), która [ tak na marginesie ] sprawdziła się w 100%, ale o tym napiszę Wam w osobnym poście. Do tego na wierzch założyłam swoje legginsy do biegania i bluzę. Oczywiście nie mogłam nie ubrać również czapki i rękawiczek, a do tego na szyi zawiązałam lekki szaliczek. Nie obeszłabym się także bez zimowego kremu do twarzy i pomadki ochronnej do ust. Wydawało mi się, że na taki wiatr nie mogę ubrać się lżej, ale myliłam się! Okazało się, że pierwsza warstwa w ogóle nie była mi potrzebna, a czapka i rękawiczki są dla mnie zdecydowanie zbyt grube. Przynajmniej teraz wiem, że muszę do swojej listy zakupowej dopisać jeszcze opaskę do biegania.

Było mi gorąco, niewygodnie i w ogóle fatalnie, ale nie zniechęciłam się!


Po 3... ORGANIZACJA!
Wszystko doskonale rozumiem, także to, że był to bieg w pełni charytatywny, ale to nie jest równoznaczne z tym by pozwolić uczestnikom na wychłodzenie organizmu! Po Krakowskim Biegu Sylwestrowym każdy uczestnik otrzymał folię by móc doczekać wyników stojąc na zamglonym, lodowatym Krakowskim Rynku. Tutaj tego akurat zabrakło co przy takim wietrze nie było przyjemne. Dodatkowo na mecie skończyła się kawa i kazano nam czekać 20 minut [ grunt to przygotowanie ]. Na szczęście po powrocie do biura zawodów mój humor się poprawił gdy dostałam herbatę i napój Oshee [ przynajmniej na to nie musiałam czekać ]. Dodatkowo, z tego co pamiętam, w planie imprezy była wspólna rozgrzewka, której nie było. Każdy rozgrzewał się we własnym zakresie i na własny sposób, a szkoda.

Być może nie bawiłam się tak dobrze jak na moim pierwszym biegu, ale i tak nie było źle. Dałam z siebie [ prawie ] wszystko, a co ważne nie przestraszyłam się tej paskudnej pogody i wbrew wszystkim przeciwnościom dobiegłam w swoim żółwim tempie do mety zdobywając tym samym swój drugi medal, tym razem w kształcie serduszka. <3 

Dodatkowo dostałam kilka napojów izotonicznych Oshee w różnych smakach, a także 15% zniżkę na buty New Balance oraz wejściówkę do Parku Wodnego, z której na pewno w najbliższym czasie skorzystam. 



Już myślę o kolejnym starcie, ale póki co muszę trochę odbudować swoją kondycję :) 
Pozdrawiam Was ciepło w ten zimny, wietrzny i śnieżny dzień.
Buziaki! <3



P.S Znajdź niepasujący element na poniższym zdjęciu ;)


11 stycznia 2014

KOLEJNE WYZWANIE - 2. Bieg Wielkich Serc

Witajcie kochani!
Już jutro wystartuję w kolejnym biegu na 5 km, który odbędzie się w Krakowie, a mianowicie w 2. Biegu Wielkich Serc. Mimo wielu przeciwności losu postanowiłam jednak, że się zgłoszę, bo nie mam przecież nic do stracenia! Oprócz tego zdecydowanie wolę w takiej formie wesprzeć WOŚP niż wrzucać pieniądze do puszki, bo nie mam pewności czy trafią tam gdzie powinny. A w tym przypadku łączę przyjemne z pożytecznym... biegając wspieram potrzebujących. 




2. Bieg Wielkich Serc odbędzie się już jutro o godzinie 12 na Bulwarach Wiślanych na dystansie 5 km. Organizator ustalił limit osób biorących udział w wydarzeniu na 600 osób i właśnie w tej chwili na FB zobaczyłam post mojego znajomego, który zapisał się jako ostatni uczestnik.
Ja będę startować z numerem 312, który może przyniesie mi szczęście.

Koszty zapisania się na bieg wcale nie były wysokie, bo to tylko 25 zł przy czym cała ta kwota zostanie przekazana na WOŚP, a medal za uczestnictwo jest bezcenny, tym bardziej, że podobno ma być w kształcie serduszka.

Trasa 2. Biegu Wielkich Serc w Krakowie

Przez ostatnie kilka dni próbowałam się trochę przygotować do tego biegu tak by wydobyć z głębi siebie te największe pokłady energii, ale jednocześnie nie zmarnować jej. Poniekąd mi się udało, ale jednocześnie mam wrażenie, że trochę przetrenowałam swoją kontuzję, która nadal trochę mnie męczy. Wierzę jednak, że dam z siebie wszystko choć nie ukrywam, że straszliwie się denerwuje! Dopadł mnie prawie taki stres jak przed maturą ;) Dlaczego? Trudno powiedzieć. Może dlatego, że nie jestem szczupła jak większość osób, które biegają? Sama nie wiem...

Tym razem nie biegnę w przebraniu jak podczas 10. Krakowskiego Biegu Sylwestrowego, więc wszystko jest w moich rękach, a raczej... nogach! Dam z siebie wszystko... OBIECUJĘ!!!
Nie wiem tylko jaka będzie pogoda, ale zapowiada się niestety nieciekawie. Dobrze, że niedawno dokonałam zakupu bielizny funkcyjnej przez co jestem przygotowana także na trochę chłodniejszy dzień. Oby tylko nie było wiatru, bo to żadna przyjemność czuć mroźny podmuch na swojej twarzy.

Ostatnio biegnąc w moim "pudełku" osiągnęłam słabiutki wynik 39:49. Mam nadzieję, że tym razem go poprawię! Chciałabym zejść chociaż poniżej 35 minut. Do tej pory moim najlepszym [ ale nie do końca dokładnym ] wynikiem było ok. 27:29. Nie sądzę by ten wynik udało mi się kiedykolwiek pobić, ale będę próbować.

Na chwilę obecną staram się biegać 3 razy w tygodniu po około 9/10 km, a także pedałuję na rowerku stacjonarnym i czuję, że moja kondycja zaczyna się znacznie poprawiać. W styczniu przebiegłam już 30 km, a to [ jak na moje możliwości ] naprawdę bardzo dużo.

No cóż... nie za każdym razem udaje mi się zrealizować swoje plany treningowe i bywa, że jestem wściekła gdy ulegnę temu głosowi w mojej głowie, który podpowiada mi, że nie dam rady. Niedawno jednak ktoś powiedział mi, że "ZŁY TRENING TO TAKI, KTÓRY SIĘ NIE ODBYŁ", więc się nie poddaje! Te słowa niezwykle mnie podbudowały i bardzo, bardzo za nie dziękuję!


Trzymajcie za mnie jutro kciuki, żebym tylko nie poległa i zmieściła się w czasie 60 minut ;)
A może któraś z Was także ma w planach start w tym biegu? 

Oczywiście relacja z biegu także znajdzie się niebawem na blogu!
Ściskam Was mocno, a wszystkim startującym życzę POWODZENIA! <3


6 stycznia 2014

Nowa, sportowa oferta LIDLA

Witajcie!
Myślę, że większość z Was na bieżąco śledzi nowości, które pojawiają się w Lidlu, ale postanowiłam przypomnieć Wam o tym co będziecie mogli upolować już od jutra czyli od 7.01. 



Jutro w Lidlu pojawi się całkiem nowa, oferta sportowa, w której będziecie mogli znaleźć sporo sprzętu sportowego do ćwiczenia w domu, a także bielizna, odzież i buty sportowe.
Całą kolekcję odzieży sportowej możecie zobaczyć < TUTAJ >
Całą kolekcję sprzętu sportowego możecie zobaczyć < TUTAJ >


Ja na pewno będę polować na:
  • czarne spodnie dresowe nr. 2, a także 3 albo 4.



  • różową torbę sportową (przyda się na siłownie)


  • różowy top 



Kto wie? Być może zwrócę uwagę także na inne rzeczy, bo tym razem naprawdę jest z czego wybierać. 


Na pewno przyjrzę się także:
  • bieliźnie sportowej, choć wydaje mi się, że topy będą zapewne na mnie za małe



  • opaskom uciskowym ze względu na moje kontuzje.


  • przydałby się także drążek, taśmy oraz obciążniki



W swojej "kolekcji" mam już trochę ciuchów sportowych z Lidla i muszę przyznać, że ich jakość jest bardzo dobra, a cena wyjątkowo atrakcyjna. Nie należę do tych osób, które uprawiają sport wyczynowo więc nie potrzebuje drogich, profesjonalnych ciuchów. Nie chciałabym także wydawać ciężkich pieniędzy na ubrania, które używam (powiedzmy) przez godzinę dziennie. Fakt, lepiej mi się ćwiczy w czymś ładnym, w czym się dobrze czuję, ale nie ma znaczenia czy ma metkę "Adidas", "Nike" czy też inną. 
Ważne przecież by było wygodnie! 

Póki co jestem na etapie poszukiwania kurtki do biegania i w sumie już jedną sobie upatrzyłam. Niestety w ofercie Lidla nic odpowiedniego nie udało mi się znaleźć. Swoją drogą kurtka to chyba jedyna rzecz, na którą jestem w stanie wydać trochę więcej pieniędzy (byle by była porządna!), ale gdy widzę ceny w firmowych sklepach to wręcz odechciewa mi się biegać. Muszę powiedzieć, że gdybym kupiła kurtkę do biegania za 500 zł, a nawet więcej to chyba bałabym się w niej biegać, bo obawiałabym się, że ją uszkodzę i zainwestowane w nią pieniądze zostaną wyrzucone w błoto :)


Na chwilę obecną upatrzyłam sobie kurtkę z 4F (zdjęcie powyżej) < klik >, bo również bardzo lubię ich odzież sportową. Do tej pory biegałam w ich czapeczce i z etui na telefon, a co najważniejsze jeździłam na snowboardzie ubrana od stóp do głów w ich ciuchy tj. ciepłe podkolanówki, spodnie, kurtka, czapka, rękawiczki. Kurtka, którą planuje kupić na chwilę obecną kosztuje 239 zł. Nie jest to bardzo wygórowana cena za jakość jaką 4F prezentuje, ale tanio niestety też nie jest. Kurtka, o której mówię jest w świetnym kolorze fuksji czyli będzie idealnie pasować do reszty moich ubrań do biegania. Wyposażona jest w system Aquatech 3000 i klejone szwy dzięki czemu jest wodoodporna i idealnie odprowadza wilgoć podczas uprawiania sportu. Do tego posiada wentylację pod pachami, a to dosyć istotne gdy robi się troszkę większe dystanse, bo dzięki temu unikamy przegrzania organizmu,no i "wietrzymy" się ;) Kurtka posiada także kaptur, który będzie chronił przed deszczem i wiatrem.

Na chwilę obecną nie będę jednak inwestować, bo póki co temperatura nie jest aż tak niska bym potrzebowała cieplejszej kurtki, ale gdy tylko rozpocznie się prawdziwa zima będzie trzeba dokonać zakupu. O ile zima w ogóle przyjdzie :)


A Wy planujecie w najbliższym czasie dokonać jakichś zakupów sportowych? 
Może wybieracie się jutro do Lidla na "polowanie"? Na co będziecie zwracać szczególną uwagę?

Trzymajcie się ciepło i koniecznie pochwalcie się co udało Wam się kupić! :)



1 stycznia 2014

Podsumowanie roku 2013

Witajcie kochani w Nowym Roku 2014!!! 


Jak widać przeżyłam wczorajszą noc i nadal jestem z Wami :) 
Muszę przyznać, że bardzo dziwnie jest obudzić się w Nowy Rok bez kaca, ale za to z potężnymi zakwasami. W sumie rok temu było podobnie, bo zamiast pić na umór wybrałam się wówczas na sanki i sporo się przy tym nachodziłam. Ten rok z kolei przywitałam w babskim gronie na Krakowskim Rynku co okazało się niestety lekkim niewypałem ze względu na tłum, nad którym nikt nie był w stanie zapanować. No cóż... czasem najlepiej po prostu pozostać w domu :) 

A Wy jak spędziliście Sylwestra? 


Ja mimo wszystko uważam ostatni dzień 2013 za najlepszy dzień całego minionego roku ze względu na 10. Krakowski Bieg Sylwestrowy, o którym pisałam wczoraj. To była pierwsza moja impreza tego typu, ale na pewno nie ostatnia, bo już planuję kolejne starty, tym razem bez przebrania. Zastanawiam się tym samym nad udziałem w Biegu Wielkich Serc, który odbędzie się 12 stycznia w ramach WOŚP. Trochę będzie mi to kolidować z innym planem czyli z oddaniem krwi, ale to akurat mogę zrobić zawsze.

Być może zacznę kolekcjonować pamiątkowe medale z każdego, kolejnego Krakowskiego biegu? To się jeszcze okaże...

Póki co wolę zbyt wiele rzeczy na ten rok nie planować, bo ostatnio wszystkie moje plany się posypały więc nie będę ryzykować. Nie zwolniło mnie to jednak od rozliczenia się z zeszłorocznych postanowień, a do tego od sporządzenia nowej listy postanowień na rok 2014. Tym razem chcę się skupić także na trochę innych aspektach mojego życia, a nie tylko na treningach, ćwiczeniach i zdrowym odżywianiu i życiu.

A zatem... 
W zeszłym (już) roku, konkretnie w styczniu zapisałam swoje postanowienia na tablicy, którą otrzymałam od NesVity. (całego posta możecie przeczytać << TUTAJ >> )



Nadeszła pora by się z tego rozliczyć...
Postanowiłam wtedy, że:


1. Zrzucę kolejne 7 kg i utrzymam ten efekt! 

Udało mi się zrzucić 5 kg od stycznia 2013 roku, jednak efektu nie utrzymałam i znów będę mieć co zrzucać ;)

2. Wymażę ze słownika:

  • "nie umiem"
  • "nie mogę"
  • "nie dam rady"
  • "JUTRO"
Czasem zdarzało mi się używać tych słów, ale tylko w chwilach zwątpienia gdy na prawdę wierzyłam, że to wszystko nie ma sensu. Mimo wszystko było tego sporo mniej niż do tej pory i dzięki temu poczułam się zdecydowanie bardziej szczęśliwa!

3. Ograniczę słodycze!

Udało się, ale do momentu gdy nadeszła jesień i mój organizm zaczął się domagać słodkości, a ja chciałam osłodzić sobie życie w momencie gdy świat zaczął walić mi się na głowę. Jestem jednak z siebie bardzo dumna, bo zamiast słodyczy sięgałam po jogurty, owoce suszone, własnoręcznie upieczone ciasta i ciasteczka czy też świeże owoce. To postanowienie zrealizowałam prawie w całości! 

4. Będę wsparciem dla innych!

Częściowo mi się udało, bo stałam się wzorem do naśladowania i motywacją dla wielu kobiet, które postanowiły zmienić coś w swoim życiu, ale niestety nie byłam w stanie odpowiedzieć na wszystkie wiadomości. Nic jednak straconego, bo wszystkie maile od Was oznaczyłam sobie w skrzynce pocztowej jako ważne więc będę mieć jeszcze okazje na nie odpisać. Oprócz tego starałam się wspierać znajomych i przyjaciół w tym jakże trudnym dla większości roku. 

5. Wyeliminuje fast-foody!

Naprawdę się udało! Po "śmieciowe jedzenie" sięgałam bardzo rzadko i tylko w ekstremalnych sytuacjach. Jestem z siebie niezmiernie zadowolona, że potrafiłam się powstrzymać, bo nie ukrywam, że bardzo lubię smak tłustych hamburgerów itd. Dzięki temu jednak jestem o wiele zdrowsza i mój cholesterol na pewno teraz jest w normie. 

6. Nigdy nie będę mówić "nigdy"!

No i nie mówiłam! Uwierzyłam, że wszystko jest możliwe i dzięki temu znalazłam swoją miłość życia (chyba), i choć miałam mocno pod górkę to nadal wierzę. O tym postanowieniu przypomina mi także mój tatuaż na nadgarstku "amore, fede, speranza" (miłość, wiara, nadzieja). Przestałam myśleć, że "nadzieja jest matką głupich" i uwierzyłam, że wszystko jest możliwe. W dalszym ciągu nie będę mówić nigdy, bo nie mogę wykluczyć niczego w moim życiu. Wszystko może się wydarzyć, a ja wiem, że poradzę sobie z każdą przeciwnością losu i przeskoczę każdą kłodę, która zostanie mi rzucona pod nogi. 

7. Będę mniej jeździć samochodem, a więcej rowerem!

Faktycznie sporo jeździłam na rowerze, ale mogło być zawsze lepiej. W roku 2012 to jazda na rowerze stała się moją największą pasją, a w 2013 została częściowo zastąpiona bieganiem. W końcu ruch to ruch, prawda?

8. Będę żywą motywacją - dowodem, że CHCIEĆ TO MÓC!

Udało się w 100%!!! Zmotywowałam bardzo wiele osób to zmiany trybu życia i ćwiczeń, choć nie udało mi się zmotywować najważniejszych osób w moim życiu czyli moich rodziców :(

9. Będę jeść zdrowo!

Udało się!!! Ograniczając fast foody przerzuciłam się na moją własną kuchnię dzięki czemu polepszyłam swoje umiejętności kulinarne i... zaczęłam jeść zdrowo! Zwiększyłam liczbę warzyw i owoców w swojej diecie, a ciężkie potrawy zamieniłam na lżejsze i czuję się z tym o niebo lepiej!  

10. Nigdy nie będę się poddawać!

Kilka razy w tym roku natrafiłam na ścianę i nie byłam w stanie przebić się przez mur więc owszem... poddałam się kilka razy. Kilka razy też całkowicie przestałam wierzyć w swoje możliwości jednak nie przestawałam wierzyć! 

11. Zadbam o swoją duszę i ciało!

O duszę zadbać było mi niezmiernie ciężko i choć odzyskałam w pewnym momencie równowagę to bardzo szybko pewne sytuacje zaczęły mnie z niej wyprowadzać. O ciało zadbałam jak tylko mogłam zarówno pod kątem treningów jak i kosmetyków, które stosowałam. 

12. Będę sobą w wersji 2.0!

Faktycznie się zmieniłam, udało mi się to bez dwóch zdań! Dzięki zmianie trybu życia stałam się nową sobą w wersji 2.0 i nie mam zamiaru wrócić do poprzedniej siebie. Wyeliminowałam ze swojego życia wszystkie czynniki, które wyzwalały u mnie agresję, które powodowały smutek, stres... Czuję się o wiele spokojniejsza, zdrowsza i po prostu lepsza w każdym względzie. Mimo wszystko to jeszcze nie jest ten etap, którego oczekuję... Pora na wersję 3.0 i wyeliminowanie kolejnych problemów. 

13. Zrealizuje swoje marzenia i cele!

Ze względu na studia nie udało mi się zrealizować głównych marzeń i celów, ale to nastąpi w roku 2014 na 100% (no chyba, że wydarzy się coś nieoczekiwanego w moim życiu). Póki co udało mi się spędzić we Włoszech więcej czasu niż do tej pory, zwiedzić wiele cudownych miejsc, których nie miałam okazji wcześniej zobaczyć, a do tego zdążyłam się również bardzo mocno zakochać choć szczęście nie trwało długo. Miniony rok był także bardzo owocny jeśli chodzi o zlecenia w modelingu, bo pozowałam do kilku katalogów bielizny, kostiumów kąpielowych oraz do magazynu Superlinia (numer już wkrótce będzie dostępny w kioskach). Jestem jednak niepoprawną marzycielką i nie znalazłam czasu na to by spełnić swoje wszystkie marzenia, ale będę mieć jeszcze na to czas. 


Muszę przyznać, że jestem zadowolona z tego co udało mi się osiągnąć w roku 2013, bo przecież także udało mi się w ogóle nie palić przez ponad pół roku!!! Znalazłam w sobie siłę, która pod koniec roku trochę zmalała, ale wierzę, że ten rok 2014 pozwoli mi rozwinąć skrzydła ponownie i wreszcie być szczęśliwą w 100%, bo to moje największe marzenie. Wzloty i upadki jednak uświadamiają mi, że żyję, a życie to nie bajka choćbyśmy tego bardzo chcieli. Linia życia musi być pełna i tych dobrych momentów i tych złych, by równowaga została zachowana... bo gdyby linia życia była prosta to znaczyłoby tylko jedno... ZGON!


Mam nadzieję, że i Wam udało się spełnić zeszłoroczne postanowienia, a jeśli nie to warto teraz zastanowić się nad tym co chcemy osiągnąć w tym roku 2014, który wierzę, że będzie o niebo lepszy od poprzedniego.  Niech wszystkim uda się spełnić przynajmniej jedno marzenie i po prostu być szczęśliwym na 100%!!! Życzę Wam tego z całego serducha!!! Nie pozwólcie by strach przed działaniem wyeliminował Was z gry! Bądźcie silni i wytrwali, a los się Wam odwdzięczy. 

Buziaki!