7 listopada 2014

Moje plany jak... BYĆ KOBIETĄ, BYĆ KOBIETĄ

Witajcie kochane!

W moim życiu wreszcie zaczęła się pojawiać iskierka nadziei, że kolejny dzień będzie lepszy niż poprzedni. Co sprawia, że znów zaczęłam myśleć pozytywnie? Nie trudno zgadnąć... wielki powrót do zdrowszego trybu życia! Moja kuchnia znów została zasypana przez setki brudnych naczyń po gotowaniu zdrowych przysmaków i mimo, że dołożyłam sobie więcej sprzątania to przecież jest to tego warte! Powoli wracam także do treningów choć póki co skupiłam się tylko na brzuchu i ramionach, a to wszystko za sprawą zapalenia ścięgna. Od zeszłego piątku mnie nosi, ale z każdym dniem noga przestaje boleć więc jest nadzieja, że od poniedziałku wrócę do biegania. 


Mam bardzo ambitne plany, których nie porzuciłam nawet na sekundę! Planuję starty w trzech imprezach biegowych... Zaczynamy oczywiście od Krakowskiego Biegu Sylwestrowego, na który już mam zaplanowane przebranie jeszcze lepsze niż zeszłoroczny strój Barbie w pudełku. Już nie mogę się doczekać!!! Tutaj raczej skupię się na dystansie 5 km, bo w tym co sobie wymyśliłam trudno będzie mi biec na dłuższą odległość. W ten sposób rozpocznę także przygotowania do Półmaratonu Marzanny podobnie jak to było w zeszłym roku! Połowa marca okaże się tutaj kluczowa, bo już w maju czeka mnie największy wyczyn... CRACOVIA MARATON!!! To postanowione i nawet jeśli nie zmieszczę się w czasie to dołożę wszelkich starań by dobiec lub doczołgać się do mety! Możliwe, że porywam się z motyką na słońce, ale takie plany sprawiają, że chcę się żyć! Chcę pokonać wszystkie swoje słabości i uwolnić się od nich, bo już wiem, że dla chcącego nic trudnego. Wiem, że decyduje się na nadludzki wysiłek, ale tylu ludzi daje radę więc dlaczego nie ja?

Od połowy listopada zbieram się do kupy i przynajmniej 3 razy w tygodniu będę odwiedzać siłownię, bo mam jeszcze do zrealizowania darmowy karnet do sieci Platinium, który wygrałam w zeszłorocznym Biegu Sylwestrowym. Co jeszcze? BASEN!!! Choć podobno łączenie biegania i pływania nie jest do końca dobrym rozwiązaniem to pamiętam, że basen bardzo dobrze mi robił.



Najważniejsze jest jednak to, że WRÓCIŁAM!!!
Obecnie nie pracuję i chciałam skupić się na pisaniu pracy magisterskiej, w której notabene mam nadzieję, że mi pomożecie ponieważ jej temat jest ściśle związany z aktywnością fizyczną. Niestety (lub stety) mój mężczyzna pracuje, a do tego ma pewne zobowiązania, przed którymi nie jest w stanie uciec, a zatem ja muszę wreszcie zająć się czymś co zabije tą masę wolnego czasu. Siedząc na swoich czterech literach zaczynam myśleć... a moje myśli bardzo trudno nazwać pozytywnymi. Aktywność fizyczna będzie tutaj dla mnie pełnić trzy funkcje... Dzięki treningom zajmę się CZYMŚ, nie będę mieć czasu na dołowanie się i myślenie, a do tego mój facet będzie mieć świadomość, że nie jestem w każdej sekundzie na jego wezwanie. Kolejną funkcją będzie oczywiście zmiana mojej sylwetki... Ja nadal chcę ważyć 65 kg! Chcę znów odzyskać pewność siebie, która została mi zabrana, chcę się ubierać tak jak lubię - kobieco, na co nie mogę sobie teraz do końca pozwolić. Co jest trzecie? Oczywiście zdrowie i dobre samopoczucie!!! Pamiętam jak kiedyś byłam szczęśliwa po każdym wykonanym treningu i cholernie mi teraz tego brakuje!


Moje plany nie dotyczą tylko aktywności, ale także pielęgnacji ciała, włosów, paznokci... Nie wiem skąd mi się to wzięło, bo do tej pory kończyło się na organicznym żelu pod prysznic, szamponie, balsamie do włosów i to wszystko! Ostatnio był nawet taki moment, że przestałam się malować, bo mój EX uważał, że tak wyglądam lepiej - BZDURA! Wiem w jakiej wersji podobam się sobie i niech tak pozostanie.


Fakt, że kocham samochody, motocykle, gokarty nie zmienią tego, że mimo wszystko JESTEM KOBIETĄ! Lubię sukienki, spódnice, dekolty... ale rzadko się tak ubieram, bo w towarzystwie mężczyzn nigdy nie czułam się w takiej wersji swobodnie. Koniec z tym! Mam dosyć bycia dla facetów "równą babką" do której czasem im się wyrywało "ej stary!". Nie jestem ich kumplem!!! Mój mężczyzna to 100% facet... nie spędza pół dnia przed lustrem (no chyba, żeby nałożyć żel na włosy :P), nie popierdziela w rurkach i nie boi się dostać po ryju, bo jak to mówi "morda nie szklanka" więc będąc przy nim muszę Wam powiedzieć, że czuję się naprawdę kobietą. Odkrywam się na nowo!


 

Heee? Że co? Niby ja nie potrafię być kobieca??? 


Będę się dzielić z Wami na bieżąco etapami swojej dalszej przemiany w kobietę!!! 
Nawet nie wiecie jak mi tego brakowało! 

BUZIAKI!!! <3
Ściskam baaaardzo mocno i już niedługo wracam :)