28 lutego 2013

WIOSNA, WIOSNA ACH... TO TY!

Witajcie! 
Wiem, że obiecywałam pisać częściej, ale ostatnio ciągle brakuje mi czasu. Dosłownie mam wrażenie, że budzę się, mija godzina i dzień się kończy. Nie wiem po co ten czas tak szybko leci, bo pewnymi chwilami chciałabym się nacieszyć, a nawet nie mam kiedy. 


Nie wiem jak u Was z pogodą, ale u mnie jest PIĘKNIE! 

W powietrzu czuje się już WIOSNĘ, ale śnieg podobno ma się jeszcze pojawić w weekend... na szczęście to będą tylko przelotne opady śniegu. Stoki w górach są nadal białe więc wszyscy maniacy białego szaleństwa będą mieli jeszcze okazję na szusowanie :) Sama wreszcie planuję jechać do rodziców na trochę dłużej i pojeździć na ukochanej desce, bo byłam dopiero raz. Dla wszystkich pozostałych pogoda ma być już podobno wiosenna i piękna!
Cieszycie się? 
Ja powoli zaczynam planować typowe wiosenne, outdoorowe aktywności fizyczne i nie mogę się już doczekać! Rower stoi i czeka z utęsknieniem na tą chwilę gdy odkurzę go i wyniosę na zewnątrz :) Podobnie chyba powrócę do rolek... Ochraniacze mam, bo kupiłam je sobie na łyżwy więc będę czuć się bezpieczniej. Pomyśleć, że jako nastolatka jeździłam po rampach... Jednak poziom lęku z wiekiem się zmienia i teraz nie miałabym już tyle odwagi, ani umiejętności. Spróbuję chyba też znaleźć czas na częstsze bieganie. Nawet te 3 km, ale to zawsze coś! Mieszkam w przyjemnej okolicy na uboczach Krakowa więc mogę nawet biegać po łąkach.

Oprócz tego wprowadzę sobie typowo wiosenną dietę, która będzie bogata w warzywa i owoce, a do tego trochę lżejsze potrawy. Wczoraj, z czystej ciekawości udałam się do sklepu ze zdrową żywnością i muszę przyznać, że niektóre produkty przeszły moje najśmielsze oczekiwania. W zasadzie kupiłam sobie tylko syrop z agawy jako alternatywę mojego ukochanego syropu klonowego, a także tofu, na które "polowałam" od dłuższego czasu. Nie miałam za dużo czasu żeby dokładnie zapoznać się z całym asortymentem sklepu, ale myślę, że mam na to jeszcze czas.
Robicie czasem zakupy w sklepach z żywnością EKO? 



Moim zdaniem to wszystko jest trochę naciągane pod modę na "ekologiczny" styl życia. Ceny w takich sklepach nie są niskie co widać po produktach, które dostępne są także w innych miejscach. Oczywiście sytuacja jest inna w przypadku żywności dla osób z nietolerancjami pokarmowymi lub uczuleniami, bo takie produkty nie są dostępne w normalnych marketach.

Na chwilę obecną zdrowe odżywianie znaczy dla mnie bardzo wiele i nie wyobrażam sobie, żebym mogła wrócić do starego trybu życia. W najbliższym czasie napiszę Wam jaką różnicę odczułam po tych 6 miesiącach treningów i zdrowego odżywiania. Mam nadzieję, że w taki sposób uda mi się Was przekonać, że ZDROWO wcale nie znaczy GORZEJ! Moje posiłki są zdrowe i smaczne, a do tego ich porcje wcale nie są małe. Ostatnio łapię się na tym, że nie jestem w stanie zjeść całej porcji jaką jadłam do tej pory...
WIELE SIĘ ZMIENIŁO! Ale o tym już wkrótce!

Tymczasem znikam pomóc mojej przyjaciółce w czymś co mogę nazwać "pracą", bo obudziły się we mnie instynkty altruistyczne. Dzisiejszy dzień jest dla mnie wyjątkowo piękny, bo właśnie chwilę temu dowiedziałam się, że zdałam egzamin, którego panicznie się bałam. W efekcie została mi tylko jedna poprawka, a w końcu STUDENT BEZ POPRAWKI JEST JAK ŻOŁNIERZ BEZ KARABINU! 


Miłego dnia kochani! <3

26 lutego 2013

JANE FONDA - Żywa legenda i ikona!

Witajcie Kochani!

Przeglądając dzisiaj zdjęcia z WIELKIEJ GALI ROZDANIA OSKARÓW natknęłam się na fotografię przedstawiającą legendę fitnessu, której kasety video z aerobikiem robiły niegdyś furorę! Myślę, że niejedna z NASZYCH MAM miała w swojej kolekcji jej kasety VHS i ćwiczyły razem z nią!

O kim mowa?
Oczywiście... JANE FONDA! Żywa legenda i ikona...

Jane Fonda w 1963 r.
Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że swój wygląd zawdzięcza głównie chirurgom plastycznym i ingerencji skalpela, ale same powiedzcie... Czy na 76 letnią kobietę nie trzyma się ona wprost rewelacyjnie? Moim zdaniem tych operacji plastycznych nie było aż tak wiele, bo jednak zmarszczki ta Pani posiada co widać w kampanii L'oreal, której twarzą została właśnie Jane Fonda. Myślę, że to głównie zabiegi z botoksu i ćwiczenia, a także zdrowy tryb życia sprawiły, że ta kobieta jest normalną BABCIĄ - "TERMINATORKĄ"! 
W końcu, która kobieta w takim wieku może pochwalić się taką formą i kondycją?

W latach 90' JANE FONDA zajęła się aktywnie propagowaniem wegetarianizmu, jogą, a także nadal maniakalnie uprawiała aerobik. Czyżby jej figura i zdrowie były zasługą prowadzenia właśnie takiego trybu życia?

Na chwilę obecną możemy już nawet dostać jej programy ćwiczeń na płytach DVD, a także znaleźć aktualne treningi na YOUTUBE!



Dla mnie jest niesamowitą motywacją pomimo jej wieku, a do tego jest ponadczasową IKONĄ!
Niejedna 20-sto lub 30-sto latka nie dorównałaby tej Pani kroku... W tych czasach już młodsi ludzie mają spore problemy ze zdrowiem, a co dopiero w wieku 76 lat?

Jane Fonda na GALI OSKARÓW 2013

Jestem pod BARDZO wielkim wrażeniem!
Na GALI ROZDANIA OSKARÓW wyglądała ZJAWISKOWO! Aż chce się na nią patrzyć!
Pozostaje nam liczyć na to, że w jej wieku będziemy trzymać się podobnie, ale w tym celu musimy już teraz zabrać się aktywnie za siebie i wejść na zdrową stronę życia...

Jestem bardzo ciekawa co Wy myślicie na temat TEJ PANI?
Może motywować??? <3


ACH! Chciałabym tak wyglądać za... 50 lat!!! ;)

25 lutego 2013

Uwierzyć, że "WSZYSTKO JEST MOŻLIWE!"

Witajcie ponownie :)
Przepraszam Was bardzo za moje ostatnie częste znikanie... Nie obawiajcie się! Nie porwali mnie ani kosmici, ani inne, podejrzane istoty :)

 "Wciągnęła" mnie natomiast uczelnia i nauka do ostatnich egzaminów, które już mam za sobą! Póki co szykuje się tylko jedna poprawka z przedmiotu, którego chyba najbardziej się obawiałam i byłam pewna, że nie zdam. Na wyniki pozostałych czekam... Teraz już nic nie zależy ode mnie więc tylko modlenie się o pozytywne wyniki i czekanie mi pozostaje.
Podczas gdy będę czekać na wyniki egzaminów nie odpuszczę oczywiście treningów, bo znów zaczęło mnie (dosłownie) nosić! W tym przypadku WSZYSTKO zależy ode mnie i nic nie wydarzy się samo. Ostatnio byłam trochę niekonsekwentna w ćwiczeniach, ale teraz wierzę, że wszystko się zmieni! Gdy tylko przyjdzie wiosna nabiorę trochę więcej chęci do życia i konsekwencja przyjdzie sama. Muszę zmienić kilka nawyków, głównie żywieniowych, a do tego opracować nowy plan treningowy. Rozważam możliwość powrotu na siłownie, ale to się dopiero okaże.



Wczoraj, mimo tego, że nie wszystko w moim życiu układa się perfekcyjnie to wydarzyło się coś co sprawiło, że nie mogę przestać się uśmiechać! Ubierając się na egzamin pomyślałam, że zmierzę spodenki, w których nie chodziłam od lat z prostego powodu... BYŁY ZA MAŁE! Pamiętam, że jeszcze niedawno nie chciały mi przejść przez biodra, a wczoraj...?
Zobaczcie same!



A wiecie co jest najśmieszniejsze? Kilka lat temu wyprałam spodenki w zbyt wysokiej temperaturze, a ze względu na to, że jest to wełna to skurczyły mi się! Od tamtego czasu nie mogłam się w nie wcisnąć, a wczoraj się to udało! Jestem niesamowicie szczęśliwa, że mój tyłek zmieścił się w spodenki w rozmiarze M! Może nie leżą idealnie, ale lepsze to niż nic :) W końcu długa droga przede mną!

Dostałam kolejną porcję energii do działania chociaż ostatnio z entuzjazmem u mnie kiepsko... Wiem, że wszystko jest kwestią czasu, i że wreszcie osiągnę swój cel! Niedługo wybiorę się na badania krwi, żeby sprawdzić swój poziom cholesterolu, a wcześniej zacznę się rozglądać za jakąś interesującą ofertę klubów fitness i siłowni. Tak jak pisałam ostatnio muszę wprowadzić kilka zmian, bo jak tak dalej pójdzie to upragnionej "6" z przodu nie zobaczę :) Będzie trochę innych form aktywności fizycznych i trochę zmodyfikowana dieta.

Póki co "zakochałam" się w TURBO JAM i skupię się na regularnych treningach z Chalene Johnson. O treningach napiszę Wam trochę więcej już wkrótce więc cierpliwości! Najpierw chcę zobaczyć jak działają. Na chwilę obecną jestem po kilku z nich i czuję się świetnie! Był pot, a na następny dzień zakwasy... Niestety też jednym z treningów trochę obciążyłam sobie kolana mimo, że byłam bardzo ostrożna. W rezultacie skończyło się to lekkim bólem, który jednak szybko minął.



Wczoraj odpoczywałam, ale dziś nie mam zamiaru odpuszczać! Miałam iść na basen, ale chcę wreszcie ogarnąć swoje mieszkanie (póki znalazłam na to czas). Oprócz tego zaczynam intensywnie szukać pracy, bo męczy mnie takie "nic nie robienie". Może wreszcie coś się znajdzie też dla mnie :) Ta zmiana trybu życia i moja dotychczasowa metamorfoza sprawiła, że czuję się o niebo lepiej w swojej skórze, a to z kolei widać gołym okiem! Jestem dużo pewniejsza siebie więc będę walczyć żeby wszystkie marzenia się spełniły...


A tymczasem uciekam z powrotem do sprzątania!
Myślę, że to odpowiednia pora na odgruzowanie całego swojego życia <3


23 lutego 2013

10 najczęściej popełnianych błędów podczas diety - cz. 3

Witajcie! Zgodnie z Waszymi prośbami postanowiłam kontynuować wątek o 10 NAJCZĘŚCIEJ POPEŁNIANYCH BŁĘDACH PODCZAS DIETY. Bardzo Was przepraszam, że posta podzieliłam na kilka części, ale nie jestem w stanie napisać całego za jednym zamachem. Jest to tak ważny temat, że nie mogę dopuścić byście nie przeczytały go dokładnie i w całości.

Zanim przystąpisz do czytania zapoznaj się z poprzednimi częściami:

10 NAJCZĘŚCIEJ POPEŁNIANYCH BŁĘDÓW PODCZAS DIETY - cz. 1
10 NAJCZĘŚCIEJ POPEŁNIANYCH BŁĘDÓW PODCZAS DIETY - cz. 2


Dziś postanowiłam opisać Wam kolejne 3 błędy, które moim zdaniem są najczęściej popełniane przez osoby będące na diecie i usiłujące schudnąć za wszelką cenę...


4. Spożywanie 1-3 posiłków dziennie.



Nie sposób nie zgodzić się z zasadą, że powinniśmy spożywać w ciągu dnia jak najwięcej niezależnych, pełnowartościowych posiłków o ile oczywiście mamy taką możliwość. Kiedy jednak jemy 1-3 razy dziennie nasz organizm zaczyna się bronić tak jak podczas głodówki i zatrzymuje metabolizm. Wówczas w krótkim momencie czasu opychamy się jedzeniem przez co czujemy się ociężali, a to na pewno nam nie pomoże.

Kiedyś jadłam 1-2 razy dziennie co było największą głupotą jaką mogłam sobie sprezentować. Najczęściej rzucałam się wtedy na wszystko co tylko wpadło mi w ręce. Najadałam się do takiego stopnia, że mój brzuch wyglądał jak w 7 miesiącu ciąży, a do tego robiło mi się niedobrze, a potem miałam problemy z żołądkiem ze względu na to, że mój organizm nie był w stanie strawić takiego wielkiego posiłku. 

Czasem zdarza mi się jeść główne 3 zbilansowane posiłki w ciągu dnia, ale staram się jednak zwiększać ich ilość, a zmniejszać trochę porcje tak by nie czuć głodu. Na chwilę obecną po około 3 godzinach od np. śniadania czuję głód, który muszę niemal natychmiast zaspokoić, bo niezaspokojony zamieniłby się w wielką "głodomorrę"!

Oczywiście ilość spożywanych posiłków jest również kwestią indywidualną, bo są osoby, które nie czują się dobrze jedząc 4-5 razy dziennie, a wręcz przeciwnie... Wówczas wystarczą 3 posiłki i dodatkowo niewielkie przekąski jako II śniadanie i podwieczorek. W końcu każdy z nas jest inny. Ważne jest by nie doprowadzić do "zagłodzenia" organizmu!




5. Eliminowanie tłuszczy w diecie.

womenshealthmag.com

Z czym kojarzy Ci się bycie na diecie? Z produktami "light" i ograniczaniem cukrów i tłuszczy... Nic bardziej mylnego! Nasz organizm nie bez powodu jest tak skonstruowany, że potrzebuje by dostarczać mu wszystkiego, ale w konkretnych ilościach. Powinniśmy także dostarczać naszemu organizmowi tłuszcze, ale tylko TE DOBRE! Chodzi oczywiście o "tłuszcze nienasycone"

Przede wszystkim już dawno powinnaś odpuścić sobie kupowanie produktów "light", które są dietetyczne tylko pozornie. Chude mleko, jogurt czy twaróg też nie koniecznie wyjdzie nam na zdrowie. Ostatnio spotkałam się z opinią, że jedna z moich czytelniczek nie rozumie dlaczego jem tłuste ryby i używam oliwy z oliwek, oleju rzepakowego, a dodatkowo stosuję suplementację kwasów Omega-3. Dobre tłuszcze mogą okazać się przydatne i pomóc nam nawet zniwelować otyłość brzuszną! 

Miałam w swoim życiu krótki moment gdy praktycznie całkowicie wyeliminowałam tłuszcze unikając nawet orzechów, migdałów, siemienia lnianego, avocado itd. Chwilę później zaczęły się moje problemy ze stawami do czego częściowo doprowadziła moja dieta. Teraz pozwalam sobie na tłuste ryby, siemię lniane, orzechy, avocado, mango, migdały, oliwki, oliwę, olej rzepakowy, masło itd. Wybieram również mleko 2%, a nie jak kiedyś odtłuszczone! Podobnie jest z jogurtami. Jaki jest tego efekt? Zaczęłam chudnąć! Moja skóra stała się jędrniejsza i mniej sucha. Tłuszcz można ograniczyć, ale nie próbować go eliminować, bo możemy sobie tylko zaszkodzić. 

Trochę więcej o tłuszczach pisałam <<TUTAJ>>



6. Spożywanie zbyt małych posiłków.

gawker.com


I oto kolejny powód, który jest również popełniany notorycznie przez odchudzających się. Oczywiste jest, że w momencie gdy staramy się schudnąć próbujemy ograniczyć porcje spożywanych posiłków. U mnie nasuwa się to samo ze względu na zwiększenie ilości posiłków, bo gdybym zjadała takie porcje jak kiedyś to chyba bym pękła.

Kiedy dostarczamy organizmowi zbyt małe posiłki i zbyt ubogie w wartości odżywcze faktem będzie to, że będziemy czuć się lżej i lepiej, ale tylko z pozoru. Organizm może nie zareaguje jak w innych przypadkach, ale istnieje ryzyko spowolnienia metabolizmu. Oprócz tego skąd będziemy czerpać energię na kolejne treningi? Jedząc zbyt mało możemy doprowadzić swój organizm na skraj wytrzymałości i to w bardzo krótkim czasie.

Ostatnio cierpiałam na spory brak apetytu, nie mogłam w ogóle patrzeć na jedzenie i od zjedzenia niewielkiej ilości czułam się źle! Musiałam się zmuszać by mieć siłę, choć łatwo nie było. Jadłam częściej, ale mniej dzięki czemu nie byłam głodna ani przez chwilę. Nie czułam ssania w żołądku, a do tego miałam energię na cały dzień, także na trening. Zawsze istnieje jakieś rozwiązanie!

tumblr.com


Niektóre nawyki żywieniowe są jak pułapki... ciężko się z nich wydostać, ale z odrobiną chęci wszystko się może udać! Ja jestem jedną z tych osób, która kiedyś traktowała swój brzuch jak śmietnik, a teraz? Teraz pomagam innym! Mam nadzieję, że choć trochę swoimi postami rozjaśniam Wam w głowach i naprostowuje :) Część nawyków wydaje nam si,ę całkowicie naturalna i normalna, ale to wcale nie oznacza, że tak jest! 

W sumie pisząc ten kolejny już wpis o błędach związanych z żywieniem przyszły mi do głowy kolejne... Ten temat jest jak wielka, głęboka rzeka! Trudno byłoby opisać go w całości, ale postaram się. 

C.D.N <3

22 lutego 2013

Nowa, szczęśliwsza i... szczuplejsza - JA!

Witajcie :)
Rzeź niewiniątek czyli ostatnie (i najgorsze) egzaminy zbliżają się nieubłaganie... Znalazłam jednak jeszcze chwilę żeby podzielić się z Wami kilkoma sprawami, a potem? Potem zniknę na niemal cały weekend! Zostanę "wessana" przez uczelnię, ale mam nadzieję, że mi się to opłaci i zakończę tą sesję bez żadnej poprawki, bo nie chcę wystawiać się na kolejne stresy, wystarczą mi te, które powoli zaczynają mnie dopadać.

W najbliższym czasie podzielę się z Wami moimi kolejnymi zakupami, których dokonałam wczoraj za przysłowiową "złotówkę"... no może trochę więcej, ale to nie istotne! Ważne, że będę zmuszona przejrzeć swoją garderobę i... WYMIENIĆ JĄ! Mam w szafie stosy ciuchów, które najprawdopodobniej już pasować nie będą. Ach! DZIĘKI BOGU, ŻE MAMY ALLEGRO! :) Komuś się te szmatki na pewno przydadzą. Jakoś nie mogę w to uwierzyć, ale zmieniłam rozmiar na M! Jeszcze do niedawna nosiłam głównie XL ze względu na biust, który na szczęście też troszkę mi zmalał. Powoli zaczyna do mnie docierać co udało mi się zdziałać. Może te 6 miesięcy to nie jest krótki okres czasu, ale nie istotne. Małymi kroczkami dochodzę do celu, tylko już do końca nie wiem jaki mam cel. Jeden na pewno już osiągnęłam! Jestem zdrowa i szczęśliwa, a do tego pełna wigoru i energii!

Właśnie w związku z tym nadmiarem energii postanowiłam pokombinować trochę z innymi programami treningowymi i udało mi się znaleźć coś w czym się prawie zakochałam!


 To łagodniejsza i o wiele prostsza forma treningów jak TURBO FIRE, z tą samą prowadzącą czyli Chaleen Johnson, którą wręcz uwielbiam! Babeczka zaraża entuzjazmem i radością, już nie pamiętam kiedy uśmiechałam się ćwicząc. Do tego uśmiałam się przeokropnie, bo oczywiście ja z moim konfliktem półkul mózgowych i zerową koordynacją ruchową ledwo wykonywałam te wszystkie ćwiczenia, ale to nie o to przecież chodzi. Potykałam się na swoich nogach i wyglądałam zapewne dziwnie, ale ważne są efekty i chęci! Akurat na pierwszy rzut poszedł bardzo intensywny (jak dla mnie) trening cardio czyli FAT BLASTER, w którym najważniejszy był sam ruch, a nie dokładność wykonywanych ćwiczeń. Z czasem przecież i tego się nauczę. Zostałam zarażona entuzjazmem prowadzącej i po zakończonym treningu miałam wrażenie, że minęło 10 minut, a okazało się, że minęło... 30! Ćwicząc z TURBO JAM czułam się jakbym wygłupiała się ze znajomymi, a nie ćwiczyła. Dowód na to, że jednak ćwiczyłam pojawił się następnego dnia w postaci... ZAKWASÓW! Ale oczywiście było warto... UWIELBIAM! Różnorodność pozwoli mi ćwiczyć częściej, a gdy dorzucę do tego jeszcze rower, rolki, pływanie to efekty będą po prostu cudowne! TAK! WIERZĘ W TO! :)



Powoli zaczynam więc odchodzić od treningów Ewy Chodakowskiej i w sumie sama nie wiem czemu. Dojrzałam do czegoś nowego? :) Przyszła pora na większe zmiany, na pozbyciu się jeszcze dolnej partii brzuszka, która w dalszym ciągu mi dokucza. Muszę się również skupić nad ramionami i klatce piersiowej. Nogi jednak najszybciej doprowadziły się do "porządku" i już teraz wyglądają bardzo dobrze (przynajmniej jak dla mnie). Kilka dni temu moja Mama zrobiła mi zdjęcie porównawcze całej sylwetki (<-to z prawej) w sukience, o której jakiś czas temu Wam pisałam. Sukienka, rozmiar M! Bardzo obcisła i nie rozciągająca się, a ja w nią weszłam nawet podczas okresu gdzie byłam opuchnięta i przybyło mi w czarodziejski sposób 2 kg! Przepraszam za jakość zdjęcia, ale było robione zwykłą, malutką cyfrówką mojej mamy, nie o wartości estetyczne zdjęcia tu w końcu chodziło!


Ciekawe co będzie do lata? :)

Postanowiłam również postawić na intensywniejszą pielęgnację skóry, bo ta tego wyjątkowo potrzebuje. Nie mam dużych skłonności do cellulitu ani rozstępów, ale wszystko kiedyś się w końcu pojawia. Myślę jednak, że sobie z łatwością z tym problemem poradzę.




Mimo iż nadal nie mam wymarzonej, upragnionej wręcz, 6 z przodu, która pewnego, pięknego dnia pokaże się na mojej wadze to i tak czuję się o wiele szczęśliwsza i spokojniejsza. Uśmiecham się, a nie zaciskam zęby jak to robiłam jeszcze całkiem niedawno. Odstawiłam również hormony, które powodowały u mnie dosyć intensywną nerwicę i najprawdopodobniej zatrzymywanie wody również, a do tego uczulenie, które mam na ramionach.

Mam teraz do radości wiele powodów! 
Moja ukochana "psica" - LANA, która jest gigantycznym Nowofunlandem choruje na dysplazję biodrową, a do tego ma problemy z kręgosłupem i kardiomiopatie. Od roku było już z nią krucho... nie mogła chodzić i patrzyła na Nas tymi swoimi pięknymi, brązowymi oczkami w taki smutny sposób, że serce aż się krajało! Ostatnio dostała zastrzyki: COCARBOXYLAZA i postawiło ją to na... łapy, a to do tego stopnia, że Lana zaczęła podskakiwać i momentami zapominając się próbuje biegać. Zawsze była szalonym psem, bo w końcu wdała się w swoją Panią czyli we mnie. Dodam jeszcze, że dostałam ją jako "niewielką" kuleczkę gdy miałą 3 miesiące... Była moim prezentem na 18 URODZINY! Gdy patrzę na nią teraz czuje się niesamowicie szczęśliwa, bo widzę, że psisko odzyskało swoją energię z przed lat! Mam nadzieję, że taki efekt utrzyma się jak najdłużej, bo chyba nikt z mojej rodziny nie będzie prędko gotowy na rozstanie z naszym, czarnym, wielkim, włochatym "aniołkiem" <3
Moje "Maleństwo" <3


Nie warto się załamywać i tracić wiarę w żadnej sytuacji, bo wszystko może się odwrócić na naszą korzyść! Każdy z nas ma tendencje do czarnowidztwa, ale często możemy się mile zaskoczyć. Za młodu byłam chyba największą optymistka jaką znałam, a z wiekiem stałam się zgorzkniałą pesymistką! Teraz jednak zaczęłam wierzyć i znów widzieć świat w pięknych barwach! Gdy coś nam się udaje to rozsiewamy wokół aurę szczęścia, która zaczyna zarażać inne osoby. Spróbujcie! Na pewno się uda :)
Trochę wiary w siebie i w ludzi... nigdy nikomu nie zaszkodziło...

Ja jestem teraz niesamowicie szczęśliwa i mam nadzieję, że tym szczęściem ZARAŻAM! 
Trzymajcie się cieplutko <3


P.S. Wczoraj znów upiekłam ciacha, ale tym razem trochę zmodyfikowałam przepis i dodałam więcej składników :)


Tym razem dodałam:
- płatki owsiane
- płatki orkiszowe
- 2 banany
- trochę jogurtu naturalnego
- 2 łyżki prawdziwego miodu (wielokwiatowego)
- dodatki: żurawina, rodzynki, 3 kostki gorzkiej czekolady 60%, papaja kandyzowana, migdały.

Pyszne, słodkie i... BEZ DODATKU CUKRU! :)
Zniknęły w okamgnieniu i nawet moim rodzicom zasmakowały! <3



P.S.p.s
Przypominam również, że u mnie na BLOGU trwa nadal konkurs, który przygotowałam dla Was z firmą "SyS"! Jeśli macie ochotę spróbować pysznych DAŃ BABCI ZOSI to serdecznie zapraszam Was do udziału!

Szczegóły tutaj:


20 lutego 2013

WĄTEK ZBIORCZY, czyli trochę o tym i o tamtym!

Witajcie Kochani!
Nie zasypało Was przypadkiem, bo u mnie w górach na Podhalu sypie dosyć konkretnie. Wygląda na to, że znów będę mieć przymusowy trening podczas odśnieżania samochodu :) Dziś trochę krótszy post niż zwykle choć zaległości mnie gonią... Po sesji będzie już lepiej! Obiecuję!

Na początek chciałabym podzielić się z Wami swoją radością! Wasza obecność tutaj, na Blogu i na moim FP na Facebooku jest dla mnie niesamowicie ważna, bo to ona motywuje mnie do działania! Im więcej Was przybywa tym trudniej jest mi odmówić sobie treningu, bo przecież chcę Wam udowodnić, że się da! Trzeba tylko chcieć! Ja chcę, a Wy?

W dniu dzisiejszym około 1 w nocy na mój Fan Page na Facebooku dopisała się osoba nr. 1.000! To dla mnie wielki wyczyn! I to właśnie z tego powodu pragnę Wam wszystkim i każdemu z osobna podziękować z całego serca! Wierzę, że to dopiero początek mojej dalekiej drogi, ale z takimi czytelnikami to będzie banalnie proste ;)



Kolejna rzecz, którą muszę się z Wami podzielić to mój "talizman szczęścia", który niedawno dostałam od chłopaka na Walentynki. Z pozoru są to zwykle kolczyki z moim ukochanym Hello Kitty, ale przyniosły mi dużo szczęścia podczas ostatniego, szalonego weekendu na uczelni ;) Do tej pory moim talizmanem było wygrane w sklepie z biżuterią YES, jakieś 4 lata temu srebrne serduszko z cyrkoniami, z którym od tego czasu prawie w ogóle się nie rozstawałam. Teraz mam już dwa "talizmany"! Oby przyniosły mi tyle szczęścia w ten weekend co w poprzedni, a wierzcie na słowo... PRZYDA SIĘ! Mam ostatnie trzy egzaminy więc mam nadzieję, że będziecie trzymać kciuki. Po tym weekendzie moje życie studenckie wróci do normy i będę mogła znów zająć się ciekawszymi zajęciami niż nauka ;)


Miesiąc z suplementem diety SLIMETTE



W niedzielę zakończyłam miesięczną "kurację odchudzającą" z preparatem Slimette, który otrzymałam do testowania przez dystrybutora. Jak wiecie stosowałam wcześniej różne suplementy diety, gdzie jedne działały lepiej, a inne gorzej, ale wszystkie w jakiś sposób działały. Byłam bardzo pozytywnie nastawiona na produkty Slimette, ale niestety muszę przyznać, że zawiodłam się. 

Slimette stosowałam przez miesiąc, po dwie kapsułki dziennie, ale od miesiąca moja waga stoi w miejscu. Co najśmieszniejsze, w tym miesiącu bardzo przykładałam się do zdrowego odżywiania oraz starałam się zachować minimalne ilości aktywności fizycznej, która jeszcze pół roku temu nie pojawiała się u mnie w ogóle. Niestety moim zdaniem preparat nie działa, lub działa bardzo kiepsko! Wiem, że niektórym użytkowniczkom dodawał on energii, a mnie? Nie koniecznie... Mogłam sobie oczywiście wmówić, że mam więcej energii, ale to nie o to nie chodzi przecież o efekt placebo.

Póki co nie zauważyłam na sobie żadnych efektów mimo, że stosowałam dietę i ćwiczenia, wręcz mam wrażenie, że mój metabolizm się zatrzymał, ale już niedługo będę próbowała go reaktywować. Od dystrybutora Slimette otrzymałam do testów 2 opakowania i właśnie rozpoczynam drugi miesiąc. Zobaczymy jakie będą efekty i czy w ogóle będą... Z doświadczenia wiem, że przy stosowaniu suplementacji zawsze trzeba było odczekać co najmniej miesiąc lub dwa by pojawiły się efekty. Może i tak będzie w tym przypadku? To zapewne okaże się już za miesiąc :) 
Zaglądajcie więc na bloga w oczekiwaniu na dalszą recenzję po testach Slimette... tym razem pełną!

slimette.pl



Dziś planuję wrócić do Krakowa, mam nadzieję, że uda mi się to bez żadnych niespodzianek, a tymczasem pora zabrać się za drukowanie stosów notatek. Niech ten tydzień się już skończy :) 
Nie dajcie się sesji, zimie i lenistwu... jeszcze miesiąc i będziemy mieć WIOSNĘ! 

Mnie powoli zaczyna się podobać to co widzę... brzuch robi się coraz bardziej płaski, mięśnie lekko widoczne... Jeszcze długa droga przede mną, ale powoli wiem, że to do czego dążę jest możliwe. Jeszcze kilka miesięcy do lata chociaż nie wykluczam tego, że już pod koniec marca wyląduje we Włoszech, bo już zdążyłam zatęsknić! Mam nadzieję, że do tego czasu będę miała się czym pochwalić, i że wreszcie będę mieć więcej zdjęć ze swoich podróży, których nie będę wstydziła się pokazać publicznie...


19 lutego 2013

#2 Wtorkowo... KOSMETYCZNIE!

Witajcie!
Wybaczcie, że tak długo nie pisałam, ale wydarzenia dni ostatnich całkowicie wybiły mnie z rytmu, ale już powróciłam! Przeżyłam ten straszny weekend na uczelni i uzbierałam pełny pakiet "autografów" od moich wykładowców :) Póki co idzie świetnie! Ostatni 3 egzaminy już w ten weekend no i tym razem będę musiała poświęcić trochę więcej czasu na naukę. Żeby tego było mało miałam bardzo ambitne plany na wczorajszy dzień, które doszczętnie zrujnowała mi firma Tauron (ta od energii). Przyszli wyłączyć mi prąd, bo jak się okazało mój brat (właściciel mieszkania) nie zapłacił rachunków z kilku miesięcy! Pomieszało mi to szyki do tego stopnia, że musiałam wyładować całą zawartość lodówki i zamrażarki i przewieźć ją do rodziców czyli prawie 90 km od Krakowa. Akurat pech chciał, że zawartość mojej lodówki była dosyć pokaźna i szkoda by było żeby to wszystkie się zepsuło. Jak się jednak okazało pojechałam na marne, bo już kilka godzin po wyłączeniu prąd został włączony ponownie. W sumie nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło, bo nie wykluczam, że przynajmniej zrealizuje swoje skierowanie i wreszcie pojadę z tym kręgosłupem do lekarza.
Póki co jednak postaram się uzupełnić moje ostatnie braki w pisaniu :)


Kilka dni temu brak dezodorantu sprawił, że byłam zmuszona udać się do sieci ROSSMAN na zakupy mimo, że bardzo nie lubię tego sklepu. I tym oczywiście razem kupiłam więcej niż planowałam, bo zawsze tak jest gdy idę robić zakupy w ROSSMANIE! 



Akurat miałam wyjątkowe szczęście i wszystkie produkty, które kupiłam był przecenione :) Takie O! Szczęście w nieszczęściu...

Udało mi się upolować jeden z moich absolutnych numerów jeden za 14,99 zł czyli BALSAM DO CIAŁA nawilżająco-ujędrniający z firmy EVELINE COSMETICS, który moja skóra po prostu uwielbia! Z resztą wszystkie balsamy z tej serii są rewelacyjne. Ja osobiście nienawidzę kremów i balsamów, które zostawiają na skórze takie uczucie lepkości więc wybieram zawsze kosmetyki, które mają lekką konsystencję i szybko się wchłaniają. Nie mogłam więc się oprzeć mimo, że w domu mam jeszcze prawie pełny inny balsam z tej linii, ale w końcu jestem kobietą, prawda? Mogę mieć więcej niż jeden balsam na półce ;)





Drugim strzałem w dziesiątkę okazał się balsam do ust CARMEX. Słyszałam o nim wiele dobrego więc postanowiłam go wypróbować. Akurat dopadłam go za 5,99 więc to żaden majątek, a przy wiecznie pierzchnących ustach przyda się taki specyfik w torebce. Balsam jest faktycznie bardzo dobry, ale używałam chyba już lepszych. Największym minusem jest jego zapach, bo pomieszanie truskawki z miętą daje efekt hmmm... przejrzałych truskawek? :) Bez rewelacji w każdym razie. Jestem jednak w stanie ten zapach zaakceptować, bo balsam ma cudowne działanie. Nawet przy mocno piekących, zaczerwienionych i popękanych ustach przynosi szybką ulgę i działa regenerująco. Ostatnio nie mogłam zwalczyć tej przypadłości, ale CARMEX wreszcie mi pomógł. Do tej pory stosowałam sztyft Neutrogeny, ale również rewelacji nie było. CARMEX jest o niebo lepszy! Następnym razem sięgnę jednak po inny zapach, bo ten wyjątkowo mi nie odpowiada.

Na marginesie dodam jeszcze, że na wszelkie problemy z opryszczką, zajadami i również z pierzchnącą skórą na ustach polecam maść BLISTEX Lip Relief. Mój chłopak kupił mi ją kiedyś w aptece za namową farmaceutki i od tego momentu nie wyobrażam sobie żeby nie mieć tej maści w swojej kosmetyczce. Kilkukrotnie uchronił mnie przed opryszczką i zajadami, a nawet gdy pierwsze objawy już się pokazały to BLISTEX Lip Relief bardzo szybko je zniwelował. Dla mnie to absolutny HIT i numer jeden jeżeli chodzi o pielęgnację ust! Muszę w najbliższym czasie przetestować inne produkty tej firmy, bo do tej pory miałam styczność tylko z Intensywnym "Lip Relief".


Kupiłam także olejek do masażu ALTERRA, z którym już się chyba nigdy nie rozstanę! Jest wręcz rewelacyjny i dołączył do mojej półki z absolutnymi "must have"! Uzależniłam się od jego zapachu, który dodaje mi energii do życia!

Na wielu blogach czytałam o jego zbawiennym wpływie na skórę, ale także... NA WŁOSY! Postanowiłam zabrać się za "olejowanie" włosów poprzez wcieranie w nie różnych specyfików. Czynniki takie jak czapka, farbowanie no i oczywiście nieszczęsna trwała, która w tej chwili jest jeszcze na końcach moich włosów nie wpłynęły pozytywnie na moje włosy, które zawsze były dosyć "trudne". Postawiłam więc na intensywniejszą kurację i od kilku dni wcieram we włosy na ich długości olejek ALTERRA. Muszę przyznać, że po kilku dniach już zauważam różnicę, bo włosy są miękkie, łatwiej się rozczesują i nie elektryzują się tak jak zawsze. Oprócz tego moje przesuszone, puszące się od trwałej końce wreszcie zaczynają odzyskiwać swój normalny, zdrowy wygląd. Ciekawe jak będą wyglądać moje włosy za jakiś czas? Najgorsze jest jednak to, że muszę częściej myć włosy, a bardzo tego nie lubię, ale czego się nie robi dla pięknych, zdrowych włosów?

Pomijając to dobroczynne działanie na włosy, Alterra działa także cuda na skórze! Dodaje jej jedną kroplę do balsamu i efekt jest widoczny niemal natychmiast. Skóra jest nawilżona, gładka i pięknie rozświetlona. Już nie traci wilgoci tak szybko jak zawsze. Kiedyś stosowałam oliwki dla dzieci, ale teraz chyba przerzucę się na Alterrę choć kosztuje stosunkowo sporo, bo kupiłam ją za 17,99 zł. Myślę jednak, że jest absolutnie warta swojej ceny i warto w nią zainwestować! Jako entuzjastka kosmetyków naturalnych muszę wypróbować całą linię specyfików tej firmy. Mam nadzieję, że ich działanie również mnie zachwyci.

Na koniec oczywiście kupiłam to po co wybrałam się do ROSSMANA czyli dezodorant. Ostatnio miałam spore trudności w wyborze, bo wszystkie, które stosowałam do tej pory mam wrażenie, że przestały działać jak należy. Kiedyś uwielbiałam Lady Speed Stick, potem Rexona, Garnier Mineral, a w międzyczasie stosowałam również dezodorant Nivea. Wszystkie w jakiś dziwny sposób przestały działać! Moja Mama ostatnio stwierdziła to samo, więc coś musi być na rzeczy. Zaczęłam więc wypróbowywać inne dezodoranty, bo jest ich dosyć sporo na rynku kosmetycznym. Dla osób takich jak ja, które ćwiczą i często spotykają się z problemem nadmiernej potliwości jest to bardzo ważny wybór, tym bardziej, że ja naprawdę NIE LUBIĘ SIĘ POCIĆ! Od jakiegoś czasu przestawiłam się właśnie na dezodoranty FA i działają świetnie!  Poprzednim razem stosowałam srebrny FA Sport, ale teraz wybrałam różowy Anti-Perspirant z linii NutriSkin, który akurat był na promocji za 6,99 zł. Niestety zostawia on trochę białych śladów, bo nie zwróciłam uwagi, że nie jest to "Inivisible Control", który miałam wcześniej. Dodam też, że antyperspiranty FA mają bardzo ładne i długotrwałe zapachy. Dostępne są w sprayu, sztyfcie i w kulce. Ja najczęściej wybieram sztyfty, bo wystarczają mi na dłużej i nie kleją skóry.

Ogólnie ostatnio przypasowały mi kosmetyki FA, które przez jakiś czas nie służyły mojej skórze. Teraz często stosuje żele pod prysznic, a także mydełka FA (siabada siabada!) niemal jak w słynnej discopolowej piosence ;)



Obiecuję Wam, że będę pisać więcej i jeszcze więcej gdy tylko skończy się ta bieganina za "autografami" na uczelni. Od jutra biorę się za intensywną naukę i mam nadzieję, że wszystko zdam! Zostały mi jeszcze tylko 3 egzaminy więc wiadomo, że większej liczby poprawek mieć nie będę :) To chyba pierwsza sesja, która trwa tak krótko, bo zaledwie 2 weekendy. Oczywiście w przerwach od nauki postaram się pisać, bo mam trochę do nadrobienia...


Tymczasem przesyłam Wam uściski i pozdrowienia, a także troszkę pozytywnego myślenia w dniu dzisiejszym, bo podejrzewam, że u Was aura tak samo szaro-bura jak i u mnie!
NIE DAMY SIĘ! Wiosna już wkrótce :)


14 lutego 2013

FIT WALENTYNKI na talerzu!

Witajcie Kochani!

Wreszcie wróciłam do swojego krakowskiego życia po ostatnich dwóch dniach przerwy. We wtorek trochę się wyjeździłam na snowboardzie i stwierdzam, że właśnie tego mi brakowało. Niestety pofolgowałam sobie również z dietą, ale po tym weekendzie biorę się ostro za siebie. Dlaczego po weekendzie? Okazało się, że w ten weekend mam 3 egzaminy, a do tego muszę poprawić swoją ostatnią pracę i napisać trzy kolejne. Nie wiem czy będę mieć w ogóle czas na sen, a co dopiero ćwiczenia... Po weekendzie będzie już trochę luźniej.

Dziś w każdym razie spędziłam pół dnia w kuchni i to ze względu na określony cel, ale okazało się jednak, że nie miało to najmniejszego sensu. Miało być wyjątkowo, pysznie i co najważniejsze... Walentynkowo...


A oto moje dzieło czyli pierwsze w życiu DIETETYCZNE ciasteczka owsiane! :)

Do upieczenia ciasteczek wykorzystałam musli, które otrzymałam od sklepu "Musli - Tak Jak Chcesz".
Pomyślałam, że najlepsza do nich będzie mieszanka, którą nazwałam "Smakuska" czyli płatki 6 zbóż, pestki dyni, żurawina, truskawki liofilizowane krusz, maliny liofilizowane, rodzynki królewskie, migdały, kulki ciastkowe w czekoladzie, ciemna czekolada z Belgii.

SKŁADNIKI:
2 szklanki mojej mieszanki "Musli - Tak Jak Chcesz". 
2 dojrzałe banany

PRZYGOTOWANIE:
Banany rozgniotłam na gładko widelcem, a następnie dodałam do nich 2 szklanki mojego ulubionego musli. Mogą to być również płatki owsiane np. z rodzynkami lub żurawiną. Można stworzyć najróżniejsze smaki, a jedynym ograniczeniem jest wasza wyobraźnia. Płatki dokładnie wymieszałam z bananami i odstawiłam na 15 minut. 

Silikonową foremkę wypełniłam dosyć grubą warstwą powstałej masy. Ponieważ moje ciasteczka są dosyć grube piekłam je w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni Celsjusza przez 20 minut. Dla cieńszych ciasteczek wystarczy 10-15 minut. 


Palce lizać! <3
Kto wie... jak tak dalej pójdzie może polubię Walentynki? :) 

Oprócz ciasteczek owsianych chciałam również upiec ciasto marchewkowe jednak pierwsza wersja się nie udała... W tym momencie w piekarniku jest wersja druga z lekko zmodyfikowanego przepisu i jestem bardzo ciekawa co z tego wyjdzie. Ciasto to jest trochę mniej dietetyczne niż ciastka, ale w dni takie jak ten nawet i ja potrzebuję osłodzić sobie życie!

Zarówno ciastka jak i ciasto miały być prezentem, ale chyba nic z tego nie wyjdzie :(
Nie ma jednak tego złego co na dobre by nie wyszło... Sama wszystko spałaszuje ze smakiem! 
To na pewno nie będą moje ostatnie wypieki!!!

A Wy?
Jak spędziliście lub spędzacie Walentynki (lub jak kto woli WalęDrinki czy też WalęTynki z Dynki)? :)
Mam nadzieję, że chociaż Wy miałyście udany dzień...

Ja w tym dniu z całego, mojego, zdrowego serducha życzę Wam dużo, dużo i jeszcze więcej miłości... szczególnie tej do samych siebie! 
Kochajcie siebie, swoje ciało i dopieszczajcie je sporą dawką zdrowia! 
Dlaczego? BO NA TO ZASŁUGUJECIE <3




12 lutego 2013

10 najczęściej popełnianych błędów podczas diety - cz. 2

Witajcie Kochani!

Dziś specjalnie dla Was przygotowałam drugą część wpisu  "10 najczęściej popełnianych błędów podczas diety". Wiem, że trochę się na niego wyczekaliście, ale już rozwijam temat. Dostaję od Was tyle próśb, propozycji tematów i wiadomości, że w połączeniu z moją pracą, nauką i leniwym trybem życia, który próbuję przekształcić w aktywny - NIE MAM NA NIC CZASU! :) 
Ja po prostu wstaje i potrafię wsiąknąć odpisując na wiadomości czy wyszukując nowe inspiracje, a także czytając, bo przecież nie chcę sprzedać Wam nie sprawdzonych informacji! Już wkrótce napiszę Wam o kilku bzdurach, które mnie rozbawiły, a zostały znalezione na stronach o tematyce FIT. Może nie znam się jeszcze aż tak bardzo na ćwiczeniach, ale wiem coraz więcej, a tematyka odchudzania i zdrowia często też pojawia się u mnie na uczelni. Przecież wszystko zależy od naszego podejścia... 

No, ale wracając do tematu... 
10 najczęściej popełnianych błędów podczas diety poznaliście już w poprzednim poście.
Tym razem postanowiłam Wam wyjaśnić dlaczego te błędy mogą zaważyć o skuteczności naszego odchudzania, a także jak je zmienić! W dzisiejszym poście przybliżę Wam pierwsze 3...

1. Nie jedzenie po treningu.

weight-lifting-complete.com

To chyba jeden z najczęściej popełnianych błędów podczas odchudzania i to on ma spory wpływ na nieskuteczność naszej metody na idealną sylwetkę. Też kiedyś nie jadłam po treningu, bo myślałam, że kalorie trzeba spalić, a potem ich nie uzupełniać. BZDURA! To jeden z mitów, w które nie warto wierzyć. Przyznam, że dowiedziałam się o tym w przeciągu ostatnich 6 miesięcy więc nie przejmujcie się! Wszystkie nawyki można zmienić! 

Postaram się przedstawić to najbardziej obrazowo jak potrafię. Podczas treningu wyzbywamy się energii, czyli inaczej mówiąc spalamy kalorie, które spożyliśmy w ciągu dnia, ale absolutnie nie oznacza to, że nie powinniśmy ich potem uzupełnić. Jeżeli po treningu nie uzupełnimy energii nasz organizm zacznie się bronić przed jej utratą jednocześnie spowalniając nasz metabolizm lub też spalając mięśnie zamiast znienawidzonego tłuszczyku. 

Jak sobie z tym poradzić?
Jeśli ćwiczysz rano lub w ciągu dnia to i tak uzupełniasz spaloną energię. Jeśli jednak jesteś "nocną marą" i najbardziej lubisz trenować wieczorem lub w nocy to po treningu (choćby był tuż przed snem) powinnaś uzupełnić kalorię. Ja trenuje w godzinach 23-02 więc uzupełniam energię jogurtem lub serkiem wiejskim, białym. Czasem zdarzało mi się również wypić szklankę mleka. W zasadzie wszystko co zawiera białko będzie dobrym rozwiązaniem. 


2. Nie jedzenie po godzinie 18.

singlemindedwomen.com

Wybaczcie, że bardzo często Was za to ochrzaniam, ale to największy i najgłupszy błąd jaki możecie popełnić! Jeżeli chodzicie spać o godzinie 20 to akurat ten punkt Was nie dotyczy! Możecie wówczas śmiało spożywać ostatni posiłek o godzinie 18. Jeśli jednak jesteś osobą, która chodzi późno spać to próbujesz tym sposobem zagłodzić swój organizm!

Oczywiście, ja również popełniałam ten błąd gdy byłam nastolatką, a także kilka lat temu. Jednak ostatnio nie potrafiłabym już zasnąć z pustym żołądkiem i burczeniem w brzuchu. Często nawet potrafiłam obudzić się w nocy żeby tylko zjeść. 

Powiedzmy, że chodzisz spać o północy, i że wstajesz o godzinie 8 rano czyli po pełnych 8 zalecanych godzinach snu. Ostatni posiłek zjadasz o 18 więc przez jeszcze 6 godzin Twój organizm nie otrzymuje energii ani wartości odżywczych w postaci pokarmu. Do tego doliczmy te 8 godzin snu, co daje nam już 14 godzin bez jedzenia! DOBA MA 24 GODZINY! Powinniśmy jeść minimum 5 razy dziennie... Mam rozumieć, że jesz przez 10 godzin co 2 godziny, a potem przez 14 nic? Myślisz, że tak jest lepiej, bo chudniesz? OK! WSPANIALE! Chudniesz, bo robisz pierwszy krok w stronę głodówki, która jak wiesz zapewni Ci utratę kilku kilogramów, które jednak bardzo szybko i jak bumerang do Ciebie powrócą ze zdwojoną siłą! Podobnie jak w punkcie 1... Organizm musi otrzymywać pokarm regularnie, bo w innym przypadku zatrzyma nasz metabolizm i o efektach będziemy mogli pomarzyć. 

Nie chodzi tutaj o same efekty, prawda? Najważniejsze jest zdrowie! Musimy zatem jeść... 
Jak sobie z tym problemem poradzić? To proste! Wystarczy jeść ostatni posiłek na około 2 godzin przed snem! Czyli powiedzmy około 22 korzystając z powyższego przykładu. Wówczas głodzimy się tylko przez 10 godzin, a przez 14 mamy czas na rozłożenie 5 zbilansowanych posiłków. 

Co warto zjeść na kolację? U mnie najczęściej jest to sałatka lub jogurt. W każdym razie sięgam zawsze po coś co ma niską zawartość węglowodanów. W końcu cukry są pokarmem dla mózgu, a mózg o 22 już nie musi pracować ;) 


3. Nie jedzenie śniadań.

123rf.com
Oj tak! To chyba mój "ulubiony" błąd, który popełniałam odkąd tylko sięgnę pamięcią! Nigdy nie byłam entuzjastką śniadań więc moja Mama wmuszała mi je przed szkołą na siłę! Wolałam rano pospać o te 5 minut dłużej, więc przygotowane śniadania najczęściej przeżuwałam jeszcze będąc na wpół nieprzytomna. Gdy zamieszkałam sama obiecywałam sobie, że będę zjadać śniadania, ale w efekcie nigdy nie starczyło mi czasu! Zawsze się spieszyłam... to do pracy, to na uczelnię... Nie miałam nawet czasu kupić drożdżówki w piekarni obok. Do tej pory walczę z tym koszmarnym nawykiem, ale udaje mi się wygrywać. Może nie jem tuż po przebudzeniu, ale staram się najpóźniej do 2 godzin. 

Doskonale rozumiem wszystkich, którzy śniadań nie jedzą ze względu na lenistwo i brak czasu, ale wygląda na to, że śniadanie wcale nie zajmie nam tak dużo czasu jak myślimy. Skrytykowaliście wielokrotnie, że rano często sięgam po owsianki błyskawiczne, ale czasem to jedyna możliwość zjedzenia czegoś rano. Oczywiście sięgam po nie gdy się śpieszę i nie mam czasu. W innych przypadkach warto spróbować np. musli z jogurtem lub mlekiem, własnoręcznie przygotowanej owsianki, kaszy jaglanej z rodzynkami lub jabłkami i cynamonem, jajecznicy, omleta z warzywami, jajka na miękko, a do tego pełnoziarnistego pieczywa np. z miodem, masłem orzechowym, białym serem, twarożkiem. Możliwości jest wiele! Ważne by dostarczyć rano organizmowi energii na następne kilka godzin. Ja lubię śniadania na słodko, bo dodają mi energii i sprawiają, że od razu się budzę! 

Niektóre z Was mają także poranny rytuał, w którym zjadają ciastko i popijają kawę. Zamiast ciastka można sięgnąć po inne substytuty słodkości, albo choćby ciastka owsiane, które własnoręcznie możecie przyrządzić w kilka chwil. Już wkrótce pochwalę się Wam moimi pierwszymi próbami upieczenia takich ciasteczek. Oczywiście możecie pozostać przy tym nawyku o ile nie przekraczacie zbyt dużej ilości słodkości na dzień :) Jedno ciastko do kawy jest lepsze niż kilogram słodkości później. 

Śniadania warto jeść również dlatego, że choćby w zimie dogrzewamy od środka nasz organizm. Z tego też powodu bardzo lubię ciepłe, zimowe śniadanka i świeżo wyciskany sok z pomarańczy, który z kolei dostarczy mi witaminy C, która wspomagać będzie odporność. Do tego zawsze rano staram się wypić herbatę! Nauczyłam się nie wychodzić bez tego z domu. Jedni piją kawę, inni herbatę, ale WSZYSCY POWINNI JEŚĆ ŚNIADANIA! Usprawni to także działanie naszego metabolizmu!


Na dziś to tyle! Kolejne BŁĘDY opiszę Wam w kolejnych postach więc zaglądajcie do mnie na bieżąco! 
Pamiętajcie, że nie warto odchudzać się za wszelką cenę, a poczuć przyjemność z całego procesu. Nawet nie wiecie jak czuję się wspaniale w momencie gdy przestałam traktować swoje ciało jak śmietnik. Chyba nigdy już do tego nie doprowadzę... 
Wierzymy, działamy i WALCZYMY! 
Musi się udać, PRAWDA?
C.D.N <3

Miłego dnia kochani! Ja swój spędzam na śnieżnym szaleństwie ze znajomymi <3 


11 lutego 2013

KONKURS z firmą SYS "DANIA BABCI ZOSI"

Witajcie ponownie!
Tak jak obiecałam i zapowiadałam, wraz z firmą SYS przygotowałam dla Was specjalny KONKURS! O produktach firmy SYS pisałam niedawno w poście "Szybko, a zdrowo" - jak to możliwe?" Oczywiście jest to możliwe dzięki linii produktów DANIA BABCI ZOSI z którymi związany jest KONKURS!








ZADANIE KONKURSOWE:
Chciałabym abyście napisali:
"Co Waszym zdaniem ukrywa się pod nazwą SYS?"
Chodzi oczywiście o Waszą, indywidualną interpretację i skojarzenia :)


Nagrodzone zostaną 3 najciekawsze, najbardziej kreatywne odpowiedzi!

KONKURS JEST DLA WSZYSTKICH OBSERWATORÓW BLOGA!
Wpisz w komentarzu pod tym postem:
- swoją odpowiedź, 
- adres maila 
NAZWĘ pod jaką obserwujesz BLOGA
(na facebooku: facebook.pl/PiekneZdrowie lub tutaj na bloggerze)
Jeśli obserwujesz na Facebooku wpisz "imię i nazwisko" lub "nazwę swojej strony".
Jeśli obserwujesz tutaj na blogu wpisz swój "pseudonim".


Ze zwycięzcami skontaktuję się mailowo!
(najpóźniej w ciągu 7 dniu)

KONKURS TRWA od dnia dzisiejszego tj. 11.02.2013 do 25.02.2013 do godz. 23:59


Zapraszam również na stronę firmy SYS:
oraz 


Nagrodą będą 3 wybrane przez Ciebie produkty SYS. 


ZUPY:

SUSZONE WARZYWA:



Serdecznie zapraszam WSZYSTKICH do udziału!!!
Życzę Wam POWODZENIA!