Kochani! Jestem całkowicie zawalona nauką, ale nie mogę pozwolić żebyście czekali zbyt długo na kolejny post. Ostatnio przyszedł mi do głowy pomysł jak utrzymać swoją „dobrą” dietę i dosłownie mnie olśniło! Bardzo często pytacie mnie o inspiracje, przepisy dotyczące jedzenia więc postanowiłam od teraz pisać posty o tym co mi wpada do brzucha
Czasem i mnie brakuje pomysłów na gotowanie, a do tego mam specyficzny gust i nie wszystko mi smakuje. Staram się jednak trzymać zasady zdrowego odżywiania i nawet póki co mi to wychodzi. Najgorzej jest gdy mam mało czasu, bo wtedy wcinam coś na szybko i to dosłownie co mam pod ręką. Uwielbiam gotować, ale przygotowywanie jakichś bardzo skomplikowanych posiłków to dla mnie koszmar. Niestety mieszkając samemu często wpada się w taki ciąg niezdrowego jedzenia więc postaram się udowodnić, że i to można zmienić! Będzie to także dla mnie motywacja do urozmaicania moich posiłków!
Dziś jednak nie o tym chciałam napisać… Ostatnio spotkałam się z kilkoma opiniami, że moje efekty w postaci utraty kilogramów i centymetrów nie są wynikiem ćwiczeń. Rozumiem, że możecie się w tych „literkach”, które wychodzą spod moich palców dopatrywać różnych oszustw, ale możecie wierzyć mi na słowo! Wszystko co piszę jest 100% prawdą! Kilka osób twierdzi, że fakt iż miałam trudności z wykonaniem SKALPELA II świadczy o tym, że nie mogłam ćwiczyć wcześniej, bo gdybym trenowała to ten program byłby dla mnie dużo łatwiejszy. Chciałam to sprostować, bo nie jest przyjemne i nazbyt motywujące czytanie takich opinii. Oczywiście rozumiem, że możecie się z czymś nie zgadzać, każdy ma prawo do własnego zdania, ale tutaj, na blogu staram się być otwarta i szczera. Bardzo często z zazdrością czytam posty innych blogerek, które również ćwiczą, zastanawiając się wówczas „Jak one to robią?”, „Skąd mają tyle siły?”, „Dlaczego ja nie mogę tak jak One?”. Naprawdę! Dziewczyny, chylę czoła jeśli z uśmiechem na ustach poddajecie się najróżniejszym, katorżniczym treningom. Zdaje sobie jednocześnie sprawę, że mnie to nigdy nie czeka. Prawdę mówiąc te 50 treningów znacznie poprawiły mi kondycję oraz sprawność ruchową, o której braku dowiedziałam się podczas zeszłorocznej wizyty u lekarza, ale może zacznę od początku…
Od wielu lat moja aktywność fizyczna sprowadzała się tylko do zejścia z I piętra, dojścia do auta (ok 10 m.) i kręcenia kierownicą, wciskania pedałów i zmiany biegów. Dodatkowo używałam też nadmiernie palców do pisania na klawiaturze zalegając na kanapie z krótkimi przerwami na wyjście do toalety. Ostatni raz doświadczyłam większego ruchu jeszcze chyba będąc w liceum. Około 2 lata temu polubiłam pilates i basen, ale chodziłam regularnie tylko przez 2 miesiące.Kondycje miałam koszmarną! Jedna długość basenu i było po mnie… Achhh! Zapomniałam o bardzo wyczerpujących ćwiczeniach podczas których papieros trafiał do moich ust, a strzepywanie popiołu było ekstremalnie męczące 😉 Od około 2 lat, aż do kwietnia nie ruszałam się prawie w ogóle! Zajadałam głód papierosami i fast-foodami, a całe dnie leżałam przed telewizorem wpatrując się dodatkowo w komputer.
Tak właśnie wyglądało moje życie!
Prawda, że żałosne? Tak, też tak myślę!
W kwietniu zaczęłam jeździć na rowerze i wówczas nawet jazda z górki była dla mnie męcząca! Potem wakacje i BOOOOM!Zaczęłam ćwiczyć we wrześniu. Na początku były łzy, ale próbowałam zaciskać zęby i parłam do przodu. Miałam tyle determinacji, że nie mogłam pozwolić sobie na porażkę! Często płakałam, byłam sfrustrowana, zdołowana! Mój puls sięgał czasem 160/170. Nie widziałam efektów, a do tego czułam się jakwielki guziec afrykański mimo, że wcześniej wcale się tak nie czułam. Podziwiałam efekty tych szczuplutkich dziewczyn zFP Ewy Chodakowskiej i zastanawiałam się „Po cholerę one ćwiczą?” albo „Gdybym ja tak wyglądała to leżałabym na kanapie i wpieprzała chipsy!”. Tak! To prawda! Początkowo te ćwiczenia wcale nie sprawiały mi przyjemności, a wręcz doprowadzały mnie na skraj wytrzymałości psychicznej. Uśmiech i euforia pojawiała się PO TRENINGU! Cieszyłam się, że go wykonałam, że dałam radę. Czułam, że mogę góry przenosić, ale cały czas wpatrywałam się ślepo w lustro w poszukiwaniu efektów. Pierwsze w zasadzie dostrzegłam dopiero na zdjęciu porównawczym w październiku i to dodało mi pewności siebie! Znajomi też mówili, że ciało zaczyna się zmieniać, ale wiedziałam, że daleka droga przede mną, i że z każdym miesiącem będzie coraz trudniej. Nie myliłam się! Moja motywacja początkowo spadała wraz z utratą centymetrów, a wiem, że powinno być odwrotnie. Zaczęłam jednak trzymać się diety i poprawiło się. Frustrowałam się tym, że po każdym wykonanym SKALPELU byłam oblana potem, że nie mogę zrobić KILLERA czy TURBO. Cały mój entuzjazm po prostu runął! Nie poddałam się jednak i walczyłam dalej! Po drugim miesiącu dostałam strasznego powera! Założyłam bloga i wiedziałam, że nie mogę się już wycofać. Wiem, że wiele z Was zastanawia się „jak można lubić się męczyć?”. Szczerze? NIE MAM POJĘCIA!
U mnie przyjemnością nie są same ćwiczenia, ale ta chwila po treningu gdy już wiem, że to koniec, że dotrwałam! Potem jednak często siadałam do komputera i dołowałam się, że i tak nigdy nie będę wstanie zrobić tego co inni i mój cudowny humor pryskał jak bańka mydlana.
Nauczyłam się jednak nie porównywać z innymi! Każdy z nas ma inną wytrzymałość, wagę, budowę… inną wytrwałość w dążeniu do celu! Musiałam darować sobie ćwiczenia w całym miesiącu nr 4 ze względu na ból kolan. Do dziś zastanawiam się czy nie była to tylko wymówka. Ten miesiąc jednak okazał się dla mnie przełomem, bo zaczęłam grzebać w internecie w poszukiwaniu innych programów treningowych, które może sprawią mi większą przyjemność. Jest ich tyle, że przecież każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Kiedyś uwielbiałam taniec brzucha, ale jakoś w domu już mnie to nie cieszyło. Gdy skończyłam kurs na poziomie zaawansowanym to przerwałam. Ze wszystkim zawsze było tak samo, bo mam SŁOMIANY ZAPAŁ! Mój udział w PnŚ był dla mnie niezwykle ważny, bo uświadomił mi jak wiele osób podobnych do mnie szpera w internecie w poszukiwaniu motywacji i inspiracji! Zaczęłam dostawać dziesiątki wiadomości z pytaniami i niezmiernie mnie to cieszyło napędzając tym samym swoją metamorfozę. Wiedziałam, że muszę spiąć poślady i ćwiczyć dalej! Już nie dla siebie, a DLA WAS!
Chcę udowodnić, że można, że wystarczy chcieć! No i jestem tutaj… Z niezwykłym entuzjazmem podeszłam doSKALPELA II i nie chciałam zawieźć. Walczyłam jak lwica, aż do samego końca! Bolało, pot lał się ze mnie strumieniami, ale nie poddawałam się. Momentami robiłam przerwę i kładłam się na podłogę. Po kilku sekundach dopadały mnie jednak wyrzuty sumienia i wracałam! Wiem, że to żadne wyjaśnienie… Nie chcę ćwiczyć na siłę, a tego dnia trochę tak to wyglądało. Czułam się fatalnie o czym pisałam nawet na blogu. Dopadła mnie jakaśzimowa melancholia, a do tego moja odporność zdecydowanie spadła. Zniknął również mój apetyt i na samą myśl o jedzeniu robiło mi się niedobrze. Wystraszyłam się, że ta moja walka może znów doprowadzić mnie do takiego stanu w jakim już kiedyś byłam. Szybko jednak podniosłam się i zaczęłam z tym walczyć. Tego dnia gdy robiłam swój pierwszy skalpel przeszłam kryzys! Cały dzień nie wstawałam z łóżka, ze wszystkimi się kłóciłam, nawet oglądanie filmów mnie dobijało. Byłam wściekła, bo miałam tyle planów, które odpuściłam. Jak zwykle odżyłam trochę około 22 w nocy i poczułam, że chcę potrenować, ŻE MUSZĘ! Długo trwało zanim wstałam z kanapy, bo dopiero około 12 w nocy włączyłam najnowszą płytę Ewy Chodakowskiej i zaczęłam ćwiczyć. Zmusiłam się! Było mi niesamowicie źle, że nie mogłam poradzić sobie z tym wstawaniem z krzesła i pompkami o czym pisałam, ale uznałam, że tak już widocznie musi być. Było to dziwne, bo kilka dni wcześniej zrobiłam po raz pierwszy TURBO i KILLERA, niby z przerwami, ale zrobiłam. Podzieliłam się swoją opinią, o tym, że trening jest bardziej dynamiczny i intensywniejszy niż podstawowy SKALPEL, ale napisałam także, że te dwa ćwiczenia sprawiły mi największą trudność. Byłam w szoku, że przy takim osłabieniu organizmu w ogóle byłam w stanie zacząć, a co dopiero skończyć. Po wszystkim mimo wszystko poczułam radość! Niesamowicie cieszyłam się, że postawiłam na swoją determinację, a nie lenistwo.
Dodam jeszcze, że nigdy nie lubiłam się pocić i dlatego nie biegałam, nie chodziłam na siłownie, a także nie ćwiczyłam na WF-ie. Uprawiałam wyczynowo sporty zimowe, a konkretnie snowboard i lubiłam pływać! Preferowałam zatem sporty, w których nie sposób było się spocić. Nawet w klubach nie lubiłam tańczyć gdy było za gorąco. Nienawidzę również upałów i opalania się leżąc plackiem! Taka już jestem, a raczej byłam, bo postanowiłam to zmienić!
To jak nerwica natręctw… Zawsze gdy robi mi się bardzo gorąco mam wrażenie, że za chwilę zemdleję… robi mi się ciemno przed oczami i najzwyczajniej w świecie padam na matę! Wtedy o mały włos faktycznie nie zemdlałam, bo każde ćwiczenie chciałam wykonać z jak największą precyzją co okazało się nie na moje siły. Jestem słaba fizycznie, ale nie psychicznie! Moim największym atutem jest teraz SIŁA WALKI i chęć zmian!
Myślałam, że gorzej nie będzie, ale drugi trening ze SKALPELEM II okazał się jeszcze gorszym. Bolał mnie brzuch, ale zrobiłam wszystkie powtórzenia, aż zrobiło mi się niedobrze i musiałam na chwilę przerwać. Od razu poskarżyłam się chłopakowi, że mi słabo, że się boje, ale że CHCĘ TO ZROBIĆ DO KOŃCA! Chwile odpoczęłam i ZROBIŁAM TO! Po obydwu treningach rozpierała mnie duma, aż do momentu gdy dowiedziałam się jak słaba jestem w oczach wielu innych osób.
Nie każdy we wszystkim musi być najlepszy, a ja bym chciała, bo jestem cholerną PERFEKCJONISTKĄ. Jedna osoba z trudem robi SKALPEL, a inna z łatwością wykona wszystkie ćwiczenia w TURBO. Nie czuję się wcale gorsza przez to, że nie mogę! Cieszę się, że mimo wszystko próbuję, bo gdzie bym teraz była gdybym szła na łatwiznę? Często piszecie, że nie możecie zrobić całego SKALPELA, ale nie poddawajcie się! Wiem, że to frustrujące, ale uwierzcie, że kiedyś go zrobicie!
„Nie od razu Rzym zbudowano!”
Za każdym razem daje z siebie 100% i jestem szczęśliwa, że mi się to udaje. Pokonuje swoje słabości i to czyni mnie silniejszą. Dla niektórych przejechanie samochodem 1000 km ot tak byłoby nie lada wyzwaniem, prawda? Dla mnie to łatwizna, bo jazda samochodem sprawia mi niezwykłą przyjemność! Tak samo jest z treningami… To, że miałam trudności ze SKALPELEM II nie oznacza, że nigdy nie ćwiczyłam, że nie próbowałam!
Każdy ma swoją wytrzymałość, a najczęściej odpowiada za nią nie nasza siła fizyczna, a psychiczna. Tego dnia moja psychika zadziałała na moją niekorzyść. Wiem, że mogę, że potrafię, ale i tak błądząc w ciemnościach mogę natknąć się na ścianę. Mimo wszystko pokochałam to uczucie BŁOGOŚCI po treningu i błagam… NIECH NIKT MI TEGO NIE ODBIERA! Domyślam się, że nigdy bez trudu nie zrobię w pełni żadnego programu, chociaż na początku też tak myślałam o SKALPELU, który teraz robię z łatwością i to z obciążnikami. Być może po prostu NIE LUBIĘ ZMIAN i w każdą muszę się dopiero wdrożyć? W końcu za każdym razem gdy zmieniam metodę treningową i program czuję się jakbym zaczynała od początku. Pracują inne mięśnie, ruchy są inne… Zauważyłam, że największą trudność sprawiają mi sekwencje ćwiczeń, które powtarzamy te kilka razy, bo jakoś nie mam po każdym tej satysfakcji, że skończyłam, i że mogę podejść do kolejnego.
Kiedyś wreszcie znajdę trening idealny dla siebie, do którego nie będę musiała się zmuszać i będę mogła pochwalić się tym, że wykonuję go z uśmiechem na ustach. Póki co przy większości „rzucam mięsem” i walczę o każdy oddech, każde powtórzenie, ale właśnie to daje mi satysfakcję, bo czuję, że walczę!
ZAWALCZCIE WIĘC I WY!
Nie czekajcie na efekty estetyczne, ale zastanówcie się nad efektami, które nie są widoczne dla naszych oczu! Nad zmianami, które zachodzą głęboko w Nas! To one napędzają cały proces!
Nie czuję tego, że schudłam… czuję, że nie chodzę wzdęta, że przy każdej czynności napinam mięśnie brzucha, których kiedyś nie miałam, że zachowuję prostą postawę. Czuję się zdrowo, a do tego wreszcie mogę bez problemu dotknąć palcami podłogi! Może niektórym z Was wyda się to śmieszne, ale to są właśnie te rzeczy, które cieszą mnie najmocniej! Zaniedbałam się, zaniedbałam swoje ciało, swoje zdrowie, ale opamiętałam się!!!
Wszystko zgodnie z tym, że to ZDROWIE JEST PIĘKNE, a wymarzona sylwetka to tylko skutek uboczny!
Tego jak cudownie się czuje nie odbierze mi nikt! <3