6 lutego 2013

MOJA HISTORIA - "Dlaczego nie mogę być jak One?"

Kochani! Jestem całkowicie zawalona nauką, ale nie mogę pozwolić żebyście czekali zbyt długo na kolejny post. Ostatnio przyszedł mi do głowy pomysł jak utrzymać swoją "dobrą" dietę i dosłownie mnie olśniło! Bardzo często pytacie mnie o inspiracje, przepisy dotyczące jedzenia więc postanowiłam od teraz pisać posty o tym co mi wpada do brzucha :) Czasem i mnie brakuje pomysłów na gotowanie, a do tego mam specyficzny gust i nie wszystko mi smakuje. Staram się jednak trzymać zasady zdrowego odżywiania i nawet póki co mi to wychodzi. Najgorzej jest gdy mam mało czasu, bo wtedy wcinam coś na szybko i to dosłownie co mam pod ręką. Uwielbiam gotować, ale przygotowywanie jakichś bardzo skomplikowanych posiłków to dla mnie koszmar. Niestety mieszkając samemu często wpada się w taki ciąg niezdrowego jedzenia więc postaram się udowodnić, że i to można zmienić! Będzie to także dla mnie motywacja do urozmaicania moich posiłków!

Dziś jednak nie o tym chciałam napisać... Ostatnio spotkałam się z kilkoma opiniami, że moje efekty w postaci utraty kilogramów i centymetrów nie są wynikiem ćwiczeń. Rozumiem, że możecie się w tych "literkach", które wychodzą spod moich palców dopatrywać różnych oszustw, ale możecie wierzyć mi na słowo! Wszystko co piszę jest 100% prawdą! Kilka osób twierdzi, że fakt iż miałam trudności z wykonaniem SKALPELA II świadczy o tym, że nie mogłam ćwiczyć wcześniej, bo gdybym trenowała to ten program byłby dla mnie dużo łatwiejszy. Chciałam to sprostować, bo nie jest przyjemne i nazbyt motywujące czytanie takich opinii. Oczywiście rozumiem, że możecie się z czymś nie zgadzać, każdy ma prawo do własnego zdania, ale tutaj, na blogu staram się być otwarta i szczera. Bardzo często z zazdrością czytam posty innych blogerek, które również ćwiczą, zastanawiając się wówczas "Jak one to robią?", "Skąd mają tyle siły?", "Dlaczego ja nie mogę tak jak One?". Naprawdę! Dziewczyny, chylę czoła jeśli z uśmiechem na ustach poddajecie się najróżniejszym, katorżniczym treningom. Zdaje sobie jednocześnie sprawę, że mnie to nigdy nie czeka. Prawdę mówiąc te 50 treningów znacznie poprawiły mi kondycję oraz sprawność ruchową, o której braku dowiedziałam się podczas zeszłorocznej wizyty u lekarza, ale może zacznę od początku...

Od wielu lat moja aktywność fizyczna sprowadzała się tylko do zejścia z I piętra, dojścia do auta (ok 10 m.) i kręcenia kierownicą, wciskania pedałów i zmiany biegów. Dodatkowo używałam też nadmiernie palców do pisania na klawiaturze zalegając na kanapie z krótkimi przerwami na wyjście do toalety. Ostatni raz doświadczyłam większego ruchu jeszcze chyba będąc w liceum. Około 2 lata temu polubiłam pilates i basen, ale chodziłam regularnie tylko przez 2 miesiące. Kondycje miałam koszmarną! Jedna długość basenu i było po mnie... Achhh! Zapomniałam o bardzo wyczerpujących ćwiczeniach podczas których papieros trafiał do moich ust, a strzepywanie popiołu było ekstremalnie męczące ;) Od około 2 lat, aż do kwietnia nie ruszałam się prawie w ogóle! Zajadałam głód papierosami i fast-foodami, a całe dnie leżałam przed telewizorem wpatrując się dodatkowo w komputer.
Tak właśnie wyglądało moje życie!
Prawda, że żałosne? Tak, też tak myślę!

W kwietniu zaczęłam jeździć na rowerze i wówczas nawet jazda z górki była dla mnie męcząca! Potem wakacje i BOOOOM! Zaczęłam ćwiczyć we wrześniu. Na początku były łzy, ale próbowałam zaciskać zęby i parłam do przodu. Miałam tyle determinacji, że nie mogłam pozwolić sobie na porażkę! Często płakałam, byłam sfrustrowana, zdołowana! Mój puls sięgał czasem 160/170. Nie widziałam efektów, a do tego czułam się jak wielki guziec afrykański mimo, że wcześniej wcale się tak nie czułam. Podziwiałam efekty tych szczuplutkich dziewczyn z FP Ewy Chodakowskiej i zastanawiałam się "Po cholerę one ćwiczą?" albo "Gdybym ja tak wyglądała to leżałabym na kanapie i wpieprzała chipsy!". Tak! To prawda! Początkowo te ćwiczenia wcale nie sprawiały mi przyjemności, a wręcz doprowadzały mnie na skraj wytrzymałości psychicznej. Uśmiech i euforia pojawiała się PO TRENINGU! Cieszyłam się, że go wykonałam, że dałam radę. Czułam, że mogę góry przenosić, ale cały czas wpatrywałam się ślepo w lustro w poszukiwaniu efektów. Pierwsze w zasadzie dostrzegłam dopiero na zdjęciu porównawczym w październiku i to dodało mi pewności siebie! Znajomi też mówili, że ciało zaczyna się zmieniać, ale wiedziałam, że daleka droga przede mną, i że z każdym miesiącem będzie coraz trudniej. Nie myliłam się! Moja motywacja początkowo spadała wraz z utratą centymetrów, a wiem, że powinno być odwrotnie. Zaczęłam jednak trzymać się diety i poprawiło się. Frustrowałam się tym, że po każdym wykonanym SKALPELU byłam oblana potem, że nie mogę zrobić KILLERA czy TURBO. Cały mój entuzjazm po prostu runął! Nie poddałam się jednak i walczyłam dalej! Po drugim miesiącu dostałam strasznego powera! Założyłam bloga i wiedziałam, że nie mogę się już wycofać. Wiem, że wiele z Was zastanawia się "jak można lubić się męczyć?". Szczerze? NIE MAM POJĘCIA! :) U mnie przyjemnością nie są same ćwiczenia, ale ta chwila po treningu gdy już wiem, że to koniec, że dotrwałam! Potem jednak często siadałam do komputera i dołowałam się, że i tak nigdy nie będę wstanie zrobić tego co inni i mój cudowny humor pryskał jak bańka mydlana.


Nauczyłam się jednak nie porównywać z innymi! Każdy z nas ma inną wytrzymałość, wagę, budowę... inną wytrwałość w dążeniu do celu! Musiałam darować sobie ćwiczenia w całym miesiącu nr 4 ze względu na ból kolan. Do dziś zastanawiam się czy nie była to tylko wymówka. Ten miesiąc jednak okazał się dla mnie przełomem, bo zaczęłam grzebać w internecie w poszukiwaniu innych programów treningowych, które może sprawią mi większą przyjemność. Jest ich tyle, że przecież każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Kiedyś uwielbiałam taniec brzucha, ale jakoś w domu już mnie to nie cieszyło. Gdy skończyłam kurs na poziomie zaawansowanym to przerwałam. Ze wszystkim zawsze było tak samo, bo mam SŁOMIANY ZAPAŁ! Mój udział w PnŚ był dla mnie niezwykle ważny, bo uświadomił mi jak wiele osób podobnych do mnie szpera w internecie w poszukiwaniu motywacji i inspiracji! Zaczęłam dostawać dziesiątki wiadomości z pytaniami i niezmiernie mnie to cieszyło napędzając tym samym swoją metamorfozę. Wiedziałam, że muszę spiąć poślady i ćwiczyć dalej! Już nie dla siebie, a DLA WAS! 

Chcę udowodnić, że można, że wystarczy chcieć! No i jestem tutaj... Z niezwykłym entuzjazmem podeszłam do SKALPELA II i nie chciałam zawieźć. Walczyłam jak lwica, aż do samego końca! Bolało, pot lał się ze mnie strumieniami, ale nie poddawałam się. Momentami robiłam przerwę i kładłam się na podłogę. Po kilku sekundach dopadały mnie jednak wyrzuty sumienia i wracałam! Wiem, że to żadne wyjaśnienie... Nie chcę ćwiczyć na siłę, a tego dnia trochę tak to wyglądało. Czułam się fatalnie o czym pisałam nawet na blogu. Dopadła mnie jakaś zimowa melancholia, a do tego moja odporność zdecydowanie spadła. Zniknął również mój apetyt i na samą myśl o jedzeniu robiło mi się niedobrze. Wystraszyłam się, że ta moja walka może znów doprowadzić mnie do takiego stanu w jakim już kiedyś byłam. Szybko jednak podniosłam się i zaczęłam z tym walczyć. Tego dnia gdy robiłam swój pierwszy skalpel przeszłam kryzys! Cały dzień nie wstawałam z łóżka, ze wszystkimi się kłóciłam, nawet oglądanie filmów mnie dobijało. Byłam wściekła, bo miałam tyle planów, które odpuściłam. Jak zwykle odżyłam trochę około 22 w nocy i poczułam, że chcę potrenować, ŻE MUSZĘ! Długo trwało zanim wstałam z kanapy, bo dopiero około 12 w nocy włączyłam najnowszą płytę Ewy Chodakowskiej i zaczęłam ćwiczyć. Zmusiłam się! Było mi niesamowicie źle, że nie mogłam poradzić sobie z tym wstawaniem z krzesła i pompkami o czym pisałam, ale uznałam, że tak już widocznie musi być. Było to dziwne, bo kilka dni wcześniej zrobiłam po raz pierwszy TURBO i KILLERA, niby z przerwami, ale zrobiłam. Podzieliłam się swoją opinią, o tym, że trening jest bardziej dynamiczny i intensywniejszy niż podstawowy SKALPEL, ale napisałam także, że te dwa ćwiczenia sprawiły mi największą trudność. Byłam w szoku, że przy takim osłabieniu organizmu w ogóle byłam w stanie zacząć, a co dopiero skończyć. Po wszystkim mimo wszystko poczułam radość! Niesamowicie cieszyłam się, że postawiłam na swoją determinację, a nie lenistwo.

Dodam jeszcze, że nigdy nie lubiłam się pocić i dlatego nie biegałam, nie chodziłam na siłownie, a także nie ćwiczyłam na WF-ie. Uprawiałam wyczynowo sporty zimowe, a konkretnie snowboard i lubiłam pływać! Preferowałam zatem sporty, w których nie sposób było się spocić. Nawet w klubach nie lubiłam tańczyć gdy było za gorąco. Nienawidzę również upałów i opalania się leżąc plackiem! Taka już jestem, a raczej byłam, bo postanowiłam to zmienić!
To jak nerwica natręctw... Zawsze gdy robi mi się bardzo gorąco mam wrażenie, że za chwilę zemdleję... robi mi się ciemno przed oczami i najzwyczajniej w świecie padam na matę! Wtedy o mały włos faktycznie nie zemdlałam, bo każde ćwiczenie chciałam wykonać z jak największą precyzją co okazało się nie na moje siły. Jestem słaba fizycznie, ale nie psychicznie! Moim największym atutem jest teraz SIŁA WALKI i chęć zmian!

Myślałam, że gorzej nie będzie, ale drugi trening ze SKALPELEM II okazał się jeszcze gorszym. Bolał mnie brzuch, ale zrobiłam wszystkie powtórzenia, aż zrobiło mi się niedobrze i musiałam na chwilę przerwać. Od razu poskarżyłam się chłopakowi, że mi słabo, że się boje, ale że CHCĘ TO ZROBIĆ DO KOŃCA! Chwile odpoczęłam i ZROBIŁAM TO! Po obydwu treningach rozpierała mnie duma, aż do momentu gdy dowiedziałam się jak słaba jestem w oczach wielu innych osób.

Nie każdy we wszystkim musi być najlepszy, a ja bym chciała, bo jestem cholerną PERFEKCJONISTKĄ. Jedna osoba z trudem robi SKALPEL, a inna z łatwością wykona wszystkie ćwiczenia w TURBO. Nie czuję się wcale gorsza przez to, że nie mogę! Cieszę się, że mimo wszystko próbuję, bo gdzie bym teraz była gdybym szła na łatwiznę? Często piszecie, że nie możecie zrobić całego SKALPELA, ale nie poddawajcie się! Wiem, że to frustrujące, ale uwierzcie, że kiedyś go zrobicie!
"Nie od razu Rzym zbudowano!"

Za każdym razem daje z siebie 100% i jestem szczęśliwa, że mi się to udaje. Pokonuje swoje słabości i to czyni mnie silniejszą. Dla niektórych przejechanie samochodem 1000 km ot tak byłoby nie lada wyzwaniem, prawda? Dla mnie to łatwizna, bo jazda samochodem sprawia mi niezwykłą przyjemność! Tak samo jest z treningami... To, że miałam trudności ze SKALPELEM II nie oznacza, że nigdy nie ćwiczyłam, że nie próbowałam!


Każdy ma swoją wytrzymałość, a najczęściej odpowiada za nią nie nasza siła fizyczna, a psychiczna. Tego dnia moja psychika zadziałała na moją niekorzyść. Wiem, że mogę, że potrafię, ale i tak błądząc w ciemnościach mogę natknąć się na ścianę. Mimo wszystko pokochałam to uczucie BŁOGOŚCI po treningu i błagam... NIECH NIKT MI TEGO NIE ODBIERA! Domyślam się, że nigdy bez trudu nie zrobię w pełni żadnego programu, chociaż na początku też tak myślałam o SKALPELU, który teraz robię z łatwością i to z obciążnikami. Być może po prostu NIE LUBIĘ ZMIAN i w każdą muszę się dopiero wdrożyć? W końcu za każdym razem gdy zmieniam metodę treningową i program czuję się jakbym zaczynała od początku. Pracują inne mięśnie, ruchy są inne... Zauważyłam, że największą trudność sprawiają mi sekwencje ćwiczeń, które powtarzamy te kilka razy, bo jakoś nie mam po każdym tej satysfakcji, że skończyłam, i że mogę podejść do kolejnego.

Kiedyś wreszcie znajdę trening idealny dla siebie, do którego nie będę musiała się zmuszać i będę mogła pochwalić się tym, że wykonuję go z uśmiechem na ustach. Póki co przy większości "rzucam mięsem" i walczę o każdy oddech, każde powtórzenie, ale właśnie to daje mi satysfakcję, bo czuję, że walczę! 

ZAWALCZCIE WIĘC I WY! 
Nie czekajcie na efekty estetyczne, ale zastanówcie się nad efektami, które nie są widoczne dla naszych oczu! Nad zmianami, które zachodzą głęboko w Nas! To one napędzają cały proces!
Nie czuję tego, że schudłam... czuję, że nie chodzę wzdęta, że przy każdej czynności napinam mięśnie brzucha, których kiedyś nie miałam, że zachowuję prostą postawę. Czuję się zdrowo, a do tego wreszcie mogę bez problemu dotknąć palcami podłogi! Może niektórym z Was wyda się to śmieszne, ale to są właśnie te rzeczy, które cieszą mnie najmocniej! Zaniedbałam się, zaniedbałam swoje ciało, swoje zdrowie, ale opamiętałam się!!!

Wszystko zgodnie z tym, że to ZDROWIE JEST PIĘKNE, a wymarzona sylwetka to tylko skutek uboczny!
Tego jak cudownie się czuje nie odbierze mi nikt! <3




33 komentarze:

  1. hej.nie przejmuj się tymi negatywnymi komentarzami(jasne,wiem,że łatwo powiedzieć a gorzej zrobić).Moim skromnym zdaniem,tacy "hejterzy"(jak to się teraz o tego typu ludziach mówi) zazdroszczą Ci,że masz tyle samozaparcia,żeby ćwiczyć a potem siedzieć i to wszystko opisywać. Osobiście,bardzo Cię podziwiam i zamierzam łączyć się z Tobą w poceniu się przy programach ćwiczeniowych Ewy Chodakowskiej. Od wielu lat zamierzam wziąć się za siebie i zmienić swoją sylwetkę,ale osiągnęłam do tej pory mistrzostwo w mówieniu sobie:"od jutra","od pierwszego...","od poniedziałku".czytając Twojego bloga jest mi głupio,że leżę na kanapie i wyszukuję sobie jakiś głupich usprawiedliwień. Podsumowując-głowa do góry! Nie przejmuj się negatywnymi opiniami,bo zaczynasz mieć naprawdę bardzo fajną sylwetkę:p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Radzę poczytać komentarze do tamtego posta... Ja jako zdaje się jedyna z osób, które miały wątpliwości podpisałam się swoim nickiem i w mojej wypowiedzi nie było "hejtowania" ;) i przykro mi, że każdy tego typu komentarz jest odbierany za atak itp. A mówiąc o zazdrości, również się mylisz, bo osobiście mogę pochwalić się o wiele większymi sukcesami jeśli chodzi o dążenie do szczupłej sylwetki (teraz i w przeszłości). Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. masz rację. Ja też nie jestem typem, który jara się i cieszy bo się spoci i zmęczy ale ta satysfakcja po wysiłku,że dało się radę - to dopiero coś! I nie przejmuj się, ja zaczynałam od skalpela, potem doszedł pilates i zumba potem miałam przerwe, teraz po ok 1,5 miesiaca nie ćwiczenia (tyko zumba raz w tyg) wymęczyłam się na skalpelu 2. I nie wiem czy to moja psychika, ale mniej mi sie podobał niż 1, moze tu kwestia,że na efekty trzeba codziennie ćwiczyć? I też nie zrobiłam wszystkiego idealnie, ćwiczenie na wstawanie na jednej nodze robiłam łatwiejszą wersję po ledwie 3 dźwignięciach normalnych. Do wszystkiego się dojdzie,ale spokojnie i stopniowo! I tak jesteśmy na lepszej pozycji niż osoby, które nic nie próbują ćwiczyć:)

    OdpowiedzUsuń
  3. kochana tylko Ty potrafisz tak zmotywować człowieka:*

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi niestety nie udaje się zrobić Skalepla II od deski do deski. Wymiękam na pompkach na krześle. W między czasie jak Ewa wykonuje to ćwiczenie, ja robię coś innego, a potem wracam i ćwiczę dalej. :) Grunt to się nie poddawać i robić swoje. Nie przejmować się negatywnymi opiniami, one będą zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzisiaj miałam malutką chwilę zwątpienia i dziękuję, że napisałaś ten post. Teraz wiem, że za nic w świecie sobie nie odpuszczę ćwiczeń. Przeglądałam Twoje efekty, niesamowite i skoro Ty dałaś rade to i ja dam radę. Wydaje mi się, że negatywne komentarze są od tych, które podjęły walkę i się poddały, a teraz tłumaczą się przed sobą " że oszukujesz", a efekty mimo wysiłku się nie pojawią.
    Pozdrawiam i życzę fruwających endorfinek po każdym treningu ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. wow;) niesamowite rezultaty! ;) Musze się twardo zabrać za siebie;) bo przez ostatnią mocną anginie dość, że odpuściłam bo nie miałam siły nawet chodzić to nadal uzupełniam siły i witaminy owocami bo jakaś taka osłabiona jestem po tej chorobie i antybiotyku;( a u mnie jojo robi sie od razu jak odpuszcze na kilka dni;( Zazdroszczę tych mięśni i jędrności! Bo na tym mi najbardziej zależy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Powiedz mi ...ile razy w tygodniu cwiczysz, że doszłaś w takim czasie tak daleko ?! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc nie jakoś bardzo dużo... Średnio wychodzi 3 razy w tygodniu + inne aktywności

      Usuń
  8. Bardzo fajny ten post. Moglabym rzec, iz z latwoscia przychodzi mi zrozumienie twojej sytuacji, zwlaszcza iz patrzac na zdjecia gora sylwetki u nas podobna. Ja rowniez za kazdym razem jak zaczynam nowy program treningowy czuje jakbym zaczynala od poczatku. Ponadto mimo faktu, iz silownie odwiedzam regularnie od killku lat (4-5 razy na tydzien - laczenie cardio i silowego), a rowniez Skalpel II okazal sie dla mnie wyczerpujacy i choc zrobilam wiekszosc cwiczen zgodnie z tempem Ewy, to zdecydowanie nie bez zmeczenia i walki samej ze soba. Jedno wybiorcze (na triceps) mnie totalnie powloklo...

    Pozdrawiam Cie mega cieplutko z cholernie zimnego i wietrznego UK i trzymam za nas obie kciuki !

    OdpowiedzUsuń
  9. tak zdrowie jest piekne i brawa za dalsze dzialanie. jestes prawdziwa motywacja!

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak, dokładnie! Ja dziś się zarżnęłam....żadnego treningu nie było, ale poszłam biegać wyszło 50 minut :) plus rozgrzewka, ledwo zipię:))


    Co ty się martwisz! Rób swoje ;))

    OdpowiedzUsuń
  11. Pięknie wyglądasz, gratuluję. :)
    Od pewnego czasu, jesteś dla mnie przykładem. Czekam codziennie na nowy wpis, zdecydowanie motywujesz mnie do ćwiczeń i mniejszej ilości jedzenia w dodatku nie byle czego (z tym mam największy problem ;) ). Cieszę się, że patrzysz na wszystko tak pozytywnie. Powodzenia w nauce w najbliższych dniach - odpowiednie odżywianie też pomaga. I dziękuję za to co robisz, dziękuję za motywację i nadzieję! ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. PS. Z ćwiczeniami, skalpelem itd mam dokładnie tak samo jak Ty, więc się nie przejmuj komentarzami niedowiarek. Wszystkie zmiany po prostu potrzebują czasu i pracy. To normalne, że nasza aktywność fizyczna i psychiczna zmienia się w ciągu dnia czy miesiąca. A po za tym zawsze trzeba pamiętać, że każdy jest inny i to co jest dla mnie normalne, nie dla każdego takie będzie i na odwrót.
    Choć się nie znamy, to ściskam ciepło! :)
    Ula

    OdpowiedzUsuń
  13. powiedz mi jak pozbyłaś się skóry na brzuchu ? masz bardzo ładną i napiętą . ja jestem po 3 ciążach i moja skóra jest wisząca i pomarszczona , jednym słowem ochydna :( jesteś dla mnie mega motywacją :), ja poćwiczę 2-3 tyg. i sie poddaję bo jestem załamana że moje brzuszysko jest ciągle takie same, a jak już w końcu jest jakiś mały efekt to znowu zaczynam się objadać i wracam do punktu wyjścia :( , i od początku: ćwiczenia , ograniczenie jedzenia , załamka i objadanie się . za każdym razem obiecam sobie że tym razem bedzie inaczej ale tak nie jest :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim sporym szczęściem jest to, że mam bardzo elastyczną skórę, o którą ostatnio wyjątkowo dbam zarówno od wewnątrz jak i od zewnątrz. Zauważyłam sporą poprawę skóry od momentu gdy zażywam suplementy na kolana, które zawierają kolagen. Oprócz tego brzuch smaruję kosmetykami nawilżającymi i ujędrniającymi. Dochodzi do tego też to, że bardzo szybko przytyłam i od razu wypowiedziałam wojnę moim nadmiernym kilogramom więc skóra nie zdążyła się trwale rozciągnąć. Nigdy też nie byłam w ciąży... Z tego co wiem po ciąży wyjątkowo trudno jest doprowadzić brzuch do normy, ale może spróbuj smarować i zasięgnąć opinii kosmetyczki? Tyle kobiet w końcu po ciąży odzyskuje figurę i idealny brzuch...

      Usuń
  14. Sama prawda :) Ćwiczę dopiero od miesiąca i mam taką samą sytuacje jak Ty ... mam wszystkie płyty Ewy a tak czy siak ćwiczę tylko ze skalpelem bo po I ćwiczenie się tam nie powtarzają, a po II jestem w stanie wykonać go całego na 100%, moja kondycja jest zbyt słaba na turbo czy killera nie wspominając o szok treningu, przymierzyłam się do skalpela II i wymiękłam ... wstawanie z krzesła na jednej nodze... nie do zrobienia .. chwieje się na wszystkie strony .. dlatego dałam sobie jeszcze czas .. kolejny miesiąc ze skalpelem I żeby bardziej wzmocnić mięśnie i do boju .. trzeba się przemóc i zrobić II :) Chociaż moim absolutnym ulubieńcem jest Skalpel I ponieważ tak jak pisałam wcześniej nie przepadam za treningami które opierają się na powtarzaniu w kilku seriach tych samych ćwiczeń.. po prostu nudzi mnie to i nie sprawia przyjemności .. lubię urozmaicenie :) Gratuluję Twoich efektów i wytrwałości .. Patrzę na Twoje aktualne zdjęcie z efektami i uśmiecham się na widok Twojego brzuszka który jest śliczny .. :) ale w tym wszystkim mama nadzieję że do wakacji uda mi się osiągnąć tak powalające efekty jak Twoje :) Pozdrawiam Marlena :))

    OdpowiedzUsuń
  15. Kochana jesteś mega :) walcz dalej nawet nie wiesz jak wiele osób jest z tobą mam nadzieje że będę miała okazje spotkać cię na narodowym podczas bicia rekordu w Maju pozdrawiam buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że tam będę, bo nie odmówię sobie takiej przyjemności :)

      Usuń
  16. Gratuluje ! super metamorfoza,zycze trwania w tym dalej. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo się cieszę, że znalazłam twój blog, dzięki twoim efektom powróciłam do ćwiczeń.Mam nadzieję ,że też mi tak dobrze pójdzie.

    OdpowiedzUsuń
  18. świetne rezultaty i bardzo mądre słowa. Bardzo lubię twój blog!:) Pozdrawiam serdecznie i życzę dalszej wytrwałości :)

    OdpowiedzUsuń
  19. jejku czytając to jestem po prostu w szoku, jak można zmienić coś walcząc z całych sił.
    nic tylko gratulować, czapki z głów :)!

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo życiowy post :) Popieram Cię jak najbardziej - nie należy dążyć do czyjegoś wzorca i sugerować się tym, że ktoś może mniej czy więcej ;) Jestem z Ciebie dumna, że tyle osiągnęłaś i najważniejsze jest to, że nie spoczęłaś na laurach tylko dalej walczysz :) Motywujesz mnie niesamowicie :) Nawet czasem Ci zazdroszczę, że zaszłaś już tak daleko, a ja nadal "dreptam" SKALPEL :) Ale na każdego przyjdzie czas więc może i ja pójdę kiedyś o poziom wyżej :) I tak nie jest źle, bo zrobiłam już 2x SKALPEL II i raz SZOK TRENING :)

    Nadal jestem z Tobą i trzymam mocno kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Świetny post! :)

    Ps. Też nigdy nie lubiłam w-fu :P I co za tym idzie moja kondycja była zerowa. Ale na szczęście potem polubiłam aktywność fizyczną :)

    OdpowiedzUsuń
  22. super post! Mogłabyś jeszcze powiedzieć jakie ćwiczenia Ewy wykonywałaś naczęściej i doprowadziły Twoją figurę do tak pięknego stanu?


    Pozdrawiam!



    www.eva-style.blogpsot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak pisałam we wpisie... Głównie robiłam skalpel :)

      Usuń
  23. Gratuluję samozaparcia i efektów. Jak juz pisałam na fb - jesteś dla mnie motywacją :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Witam.
    Trafiłam do Ciebie i od razu czuję, że gdybyśmy mieszkały bliżej, mogłybyśmy się zaprzyjaźnić :)
    Póki co, będę przyjaźnić się z Twoim blogiem, rewelacyjnym wsparciem motywacyjnym, pisanym lekkim i przyjemnie czytającym się językiem. Jesteśmy podobne wagowo (zazdroszczę biustu!!!!!) i wymiarowo, ja mam nieco więcej :/
    Ach...nie sposób opisać, ile dajesz siły, tak, właśnie w głowach każdej z nas dzięki swojej ciężkiej fit pracy i ciężkiej pracy tu, na blogu, że masz ochotę i siłę, żeby się tym z kimś, kto czeka na Twoje dobre słowo podzielić.
    Fantastyczny blog, bardzo przemyślany post (mam na myśli to, że dobitnie wyrażasz swoje uczucia i spostrzeżenia). wiesz, mam przy swoim boku bardzo asertywnego partnera, którego nazywam nadasertywnym i nauczył mnie 1 ważnej rzeczy: krzywdzące opinie innych osób kwitować w myślach: "jebie mnie to" i Tobie radzę zrobić to samo!
    Osiągnęłaś fantastyczną metamorfozę, walczysz o jeszcze w słonym smaku potu, łez i obrzydliwej lepkości skóry... skąd wiem? też nie znoszę się pocić, od tego robi mi się jeszcze bardziej gorąco, natomiast na trening cardio ubieram się na cebulkę :) tak, jak bokserzy, żeby stracić jeszcze dodatkowe dekagramy.
    Podziwiam, uwielbiam, kibicuję, jestem z Tobą!

    OdpowiedzUsuń
  25. TEN post bardzo mi się podobał kiedy go czytałam poczułam się jak byś pisała o mnie. Jestem w tym miejscu gdzie piszesz że twoje ćwiczenia to kręcenie kierownicą i przerzucanie nogi na pedał i z pedału. Porażka.
    Poćwiczyłam wreszcie spróbowałam i przeżyłam szok. Skalpel był nie do zrobienia dla mnie. Zobaczyłam że praktycznie nie mam kondycji. Odechciało mi się zmian ale wiem że muszę wreszcie coś ze sobą zrobić. Może dzięki tobie mi się uda.
    Maja

    OdpowiedzUsuń
  26. Na zdjęciach wyglądasz super. Niesamowita zmiana. Gratuluję schudnięcia!!!

    OdpowiedzUsuń
  27. Gratuluje!
    Ja też ćwiczyłam z Ewą i byłam bardzo zadowolona z efektów. Choć wolę jednak pójść klasycznie na fitness na siłownie. Raźniej jest trenować z innymi ludźmi (nie tylko kobiety spotkam na zajęciach ;) )
    Zapraszam na blog mojej koleżanki: srodkiodchudzajace com pl

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz dodaje mi skrzydeł i motywuje mnie do dalszego pisania... Napisz, zmotywuj mnie oraz innych! Dziękuję <3