Piekne Zdrowie - Blog o zdrowiu i urodzie

7 listopada 2014

Moje plany jak... BYĆ KOBIETĄ, BYĆ KOBIETĄ

Witajcie kochane!

W moim życiu wreszcie zaczęła się pojawiać iskierka nadziei, że kolejny dzień będzie lepszy niż poprzedni. Co sprawia, że znów zaczęłam myśleć pozytywnie? Nie trudno zgadnąć... wielki powrót do zdrowszego trybu życia! Moja kuchnia znów została zasypana przez setki brudnych naczyń po gotowaniu zdrowych przysmaków i mimo, że dołożyłam sobie więcej sprzątania to przecież jest to tego warte! Powoli wracam także do treningów choć póki co skupiłam się tylko na brzuchu i ramionach, a to wszystko za sprawą zapalenia ścięgna. Od zeszłego piątku mnie nosi, ale z każdym dniem noga przestaje boleć więc jest nadzieja, że od poniedziałku wrócę do biegania. 


Mam bardzo ambitne plany, których nie porzuciłam nawet na sekundę! Planuję starty w trzech imprezach biegowych... Zaczynamy oczywiście od Krakowskiego Biegu Sylwestrowego, na który już mam zaplanowane przebranie jeszcze lepsze niż zeszłoroczny strój Barbie w pudełku. Już nie mogę się doczekać!!! Tutaj raczej skupię się na dystansie 5 km, bo w tym co sobie wymyśliłam trudno będzie mi biec na dłuższą odległość. W ten sposób rozpocznę także przygotowania do Półmaratonu Marzanny podobnie jak to było w zeszłym roku! Połowa marca okaże się tutaj kluczowa, bo już w maju czeka mnie największy wyczyn... CRACOVIA MARATON!!! To postanowione i nawet jeśli nie zmieszczę się w czasie to dołożę wszelkich starań by dobiec lub doczołgać się do mety! Możliwe, że porywam się z motyką na słońce, ale takie plany sprawiają, że chcę się żyć! Chcę pokonać wszystkie swoje słabości i uwolnić się od nich, bo już wiem, że dla chcącego nic trudnego. Wiem, że decyduje się na nadludzki wysiłek, ale tylu ludzi daje radę więc dlaczego nie ja?

Od połowy listopada zbieram się do kupy i przynajmniej 3 razy w tygodniu będę odwiedzać siłownię, bo mam jeszcze do zrealizowania darmowy karnet do sieci Platinium, który wygrałam w zeszłorocznym Biegu Sylwestrowym. Co jeszcze? BASEN!!! Choć podobno łączenie biegania i pływania nie jest do końca dobrym rozwiązaniem to pamiętam, że basen bardzo dobrze mi robił.



Najważniejsze jest jednak to, że WRÓCIŁAM!!!
Obecnie nie pracuję i chciałam skupić się na pisaniu pracy magisterskiej, w której notabene mam nadzieję, że mi pomożecie ponieważ jej temat jest ściśle związany z aktywnością fizyczną. Niestety (lub stety) mój mężczyzna pracuje, a do tego ma pewne zobowiązania, przed którymi nie jest w stanie uciec, a zatem ja muszę wreszcie zająć się czymś co zabije tą masę wolnego czasu. Siedząc na swoich czterech literach zaczynam myśleć... a moje myśli bardzo trudno nazwać pozytywnymi. Aktywność fizyczna będzie tutaj dla mnie pełnić trzy funkcje... Dzięki treningom zajmę się CZYMŚ, nie będę mieć czasu na dołowanie się i myślenie, a do tego mój facet będzie mieć świadomość, że nie jestem w każdej sekundzie na jego wezwanie. Kolejną funkcją będzie oczywiście zmiana mojej sylwetki... Ja nadal chcę ważyć 65 kg! Chcę znów odzyskać pewność siebie, która została mi zabrana, chcę się ubierać tak jak lubię - kobieco, na co nie mogę sobie teraz do końca pozwolić. Co jest trzecie? Oczywiście zdrowie i dobre samopoczucie!!! Pamiętam jak kiedyś byłam szczęśliwa po każdym wykonanym treningu i cholernie mi teraz tego brakuje!


Moje plany nie dotyczą tylko aktywności, ale także pielęgnacji ciała, włosów, paznokci... Nie wiem skąd mi się to wzięło, bo do tej pory kończyło się na organicznym żelu pod prysznic, szamponie, balsamie do włosów i to wszystko! Ostatnio był nawet taki moment, że przestałam się malować, bo mój EX uważał, że tak wyglądam lepiej - BZDURA! Wiem w jakiej wersji podobam się sobie i niech tak pozostanie.


Fakt, że kocham samochody, motocykle, gokarty nie zmienią tego, że mimo wszystko JESTEM KOBIETĄ! Lubię sukienki, spódnice, dekolty... ale rzadko się tak ubieram, bo w towarzystwie mężczyzn nigdy nie czułam się w takiej wersji swobodnie. Koniec z tym! Mam dosyć bycia dla facetów "równą babką" do której czasem im się wyrywało "ej stary!". Nie jestem ich kumplem!!! Mój mężczyzna to 100% facet... nie spędza pół dnia przed lustrem (no chyba, żeby nałożyć żel na włosy :P), nie popierdziela w rurkach i nie boi się dostać po ryju, bo jak to mówi "morda nie szklanka" więc będąc przy nim muszę Wam powiedzieć, że czuję się naprawdę kobietą. Odkrywam się na nowo!


 

Heee? Że co? Niby ja nie potrafię być kobieca??? 


Będę się dzielić z Wami na bieżąco etapami swojej dalszej przemiany w kobietę!!! 
Nawet nie wiecie jak mi tego brakowało! 

BUZIAKI!!! <3
Ściskam baaaardzo mocno i już niedługo wracam :) 

30 października 2014

PRYWATA - Trudne próby powrotów do normalności

Witajcie kochane...

Tak wiem, znów mnie nie było, ale tym razem nie będę obiecywać powrotów, bo nie wiem co czas pokaże... Będę się starać! Pewnie nadal bym nic nie napisała gdyby nie to, że dosłownie kilka minut temu poczułam nieodpartą chęć podzielenia się z Wami tym co w ciągu ostatnich kilku miesięcy kompletnie zbiło mnie z tropu. 


Na chwilę obecną moje życie zaczyna się stabilizować, wracają mi chęci do treningów, wracają chęci do zdrowszego odżywiania, do dbania o siebie i swoje zdrowie, bo... MAM DLA KOGO, a przynajmniej tak mi się wydaje. W dniu dzisiejszym dostałam swój pierwszy (i to mocno spóźniony okres) po prawdopodobnym poronieniu. Tak, niestety to najprawdopodobniejsza opcja... Dlaczego przestałam ćwiczyć? Nie wiem... przestałam chyba wierzyć w swoje możliwości i to był powód dlaczego przestałam pisać. Nie potrafiłam pisać o czymś w co sama przestałam wierzyć. Początkowo byłam szczęśliwa bez treningów, bo miałam na tamtą chwilę (jak mi się wydawało) cudownego faceta, rewelacyjną pracę i przyjaciół. Nie wierzę w to jak bardzo mogłam się pomylić. Sądziłam, że treningi nie są mi już potrzebne, że nie muszę odreagowywać złych emocji, bo ich nie mam. Pod koniec lipca zaczęłam się słabo czuć, nie miałam energii, nie miałam apetytu, nie miałam na nic ochoty. Zmuszałam się wówczas tylko do roweru i spacerów. Później zaczęły się problemy natury nerwowej związane z pracą. Zaczęłam wymiotować, objadać się lub wręcz przeciwnie potrafiłam nie jeść nic!!! Nic mnie nie cieszyło, a w moim związku coś zaczęło się psuć. W efekcie tego w połowie sierpnia mój "idealny" facet odszedł z dnia na dzień, zrywając ze mną smsem. Pogrążyło mnie to kompletnie. Początkowo wracając z pracy kładłam się do łóżka i przesypiałam cały dzień. Po jakimś czasie zaczęłam odreagowywać spotykając się z ludźmi i to do tego stopnia, że wychodziłam do pracy o 6:55, a wracałam o 2, a nawet 3 w nocy. Wróciły stare nawyki: imprezy, alkohol, papierosy, ale także zapisałam się na siłownie. Niestety zabrakło mi już na nią czasu, a ja potrzebowałam aktywności podczas których nie myślałam. Byłam rozbita... Chwilę później zaczęły się bóle brzucha, bo potrafiłam nic nie jeść, a piłam hektolitry kawy i wypalałam paczkę papierosów dziennie i pewnego dnia dostałam jakiegoś ponadprogramowego krwawienia. To chyba był ten moment gdy uświadomiłam sobie, że nerwy nic nie dadzą, ale dosłownie chwilę później pod koniec września wylądowałam w szpitalu z okropnym bólem brzucha. W międzyczasie na mojej drodze pojawił się ktoś inny i choć nie potrafiłam zaufać poddałam się temu, trzymając jednak dystans. Sprawił, że zaczęłam bardziej dbać o siebie...

Wychodzi na to, że każda z Nas musi mieć taki moment w życiu gdy wszystko nagle przestaje mieć sens. No cóż, ja sama nie sądziłam, że porzucę pasję, że porzucę treningi, pisanie, zdrowe jedzenie... Stało się! Już wracam do siebie po tym wszystkim. Nie pracuję, domknęłam sprawy związane z uczelnią i mam termin obrony pracy magisterskiej na styczeń. Spędzam więcej czasu w domu, a nie w barach i to tylko kwestia czasu aż znów zacznę biegać i ćwiczyć. Koleżanki chcą zapisać się na siłownie, a to dla mnie idealna sytuacja, bo razem będzie raźniej. Potrzebuję tego! Widocznie ta przerwa, ta kompletna rozpierducha życiowa była mi potrzebna.



Przepraszam Was bardzo, że zniknęłam tak bez słów wyjaśnień, ale nie chciałam stać się hipokrytką... 

Teraz czuję, że będzie dobrze, bo wracam na dobre tory... 
Zaczynam swoje życie od nowa, z daleka od starych problemów, które mogły mnie zniszczyć, ale nie dałam im się! Nie jestem jeszcze silniejsza niż byłam, ale to kwestia czasu. 

Teraz ja potrzebuję Waszego wsparcia... TRZYMAJCIE KCIUKI! 
W końcu... co mnie nie zabije to wzmocni, prawda?

Buziaki! 

10 września 2014

MotionSense - Z Rexoną możesz więcej!

Witajcie!
Dziś postanowiłam w całości poświęcić posta marce REXONA, no i właśnie… z czym kojarzy Wam się ta firma? Mnie do niedawna  jedyne skojarzenie jakie przychodziło na myśl to oczywiście niezawodne antyperspiranty do zadań specjalnych z opatentowaną przez firmę technologią MotionSense, która uwalnia większą dawkę zapachu podczas aktywności fzycznej oraz w innych przypadkach gdy tylko mocniej się pocimy. Od niedawna Motion Sense kojarzy się jednak również z najnowszą aplikacją na smartfona…



Jak wiecie korzystałam z wielu aplikacji na smartfona w celu monitorowania moich treningów (głównie biegania i jazdy na rowerze). Uzależniłam się od tych małych programików i powiem szczerze, że trudno było mi wykonywać jakąś aktywność bez późniejszego sprawdzenia statystyk po treningu. MotionSense to prosta aplikacja, która podobnie jak inne tego typu programy mierzy naszą aktywność fizyczną pod kątem czasu, ilości spalonych kalorii czy np. przebytego dystansu.





Motion Sense ma jednak jeszcze jedną, dodatkową funkcję, która jeszcze bardziej motywuje do aktywności fizycznej, a mianowicie można podłączać się do rywalizacji w grupach i wygrywać kosmetyki REXONA, a także różne fit-gadżety. W końcu która z nas nie potrzebuje dodatkowej ochrony przed nieprzyjemnym zapachem podczas treningu? :) Wiecie co tutaj jest mega istotne? Że tutaj mamy szansę rywalizować z osobami o podobnych możliwościach do nas, a nie z profesjonalnymi sportowcami, których wyników nigdy nie będziemy w stanie pokonać. Motywujące nieprawdaż?


Sama aplikacja jest bardzo przyjemna w użytkowaniu, dość prosta w obsłudze (chociaż na początku nie do końca wiedziałam co i gdzie kliknąć). Oprócz tego interfejs jest bardzo ciekawy dla oka… taki kobiecy i kolorowy. Do każdego monitorowanego treningu można dodawać komentarze, zdjęcia i dzielić się nimi na naszym facebooku. To niby nic nowego, ale uważam, że takich motywujących aplikacji nigdy nie jest za wiele.


W aplikacji można oczywiście zarejestrować się przez facebooka (ale nie tylko) i udostępniać swoje sukcesy znajomym. Możemy wybierać monitorowanie naprawdę wielu aktywności fizycznych o różnej intensywności co jest np. niemożliwe w przypadku innych aplikacji – mówię tu o skakaniu na skakance, squashu czy choźby tańcu lub aerobiku w wodzie. To typowa aplikacja kobieca, która w jednym miejscu mieści większość typowych dla płci pięknej aktywności.  Mamy tutaj również krokomierz, który jednak w moim przypadku nie do końca się sprawdza, ale to chyba dlatego, że mam długie nogi i robię wielkie kroki (haha). Nawet niedawno w pracy wpadłam na genialny pomysł żeby sprawdzić ile robię kroków, bo często zdarza się tak, że przy biurku nie siedzę prawie w ogóle.

Ogólnie wszystko chodzi płynnie, aplikacja się nie zawiesza, nie gubi sygnału i nie przerywa (przynajmniej do tej pory na moim Samsungu Galaxy S4 nic takiego się nie działo)… Może jest kilka szczegółów, które warto by było dopracować, ale MotionSense jest nowością więc REXONA ma jeszcze sporo czasu na doprowadzeniu aplikacji do perfekcji.


Dlaczego warto? APLIKACJA JEST CAŁKOWICIE BEZPŁATNA i może korzystać z niej każdy, którego telefon jest wyposażony w system operacyjny Android lub iOS.

…lub z poziomu Waszych telefonów w sklepach.


I jak? Przyjmujesz wyzwanie MotionSense i REXONA? Ja chętnie powalczę o nagrody, bo ostatnio brakuje mi motywacji… a nic tak nie motywuje jak możliwość rywalizacji z innymi (przynajmniej w moim przypadku). Może chcecie trochę ze mną porywalizować i zbliżyć się jeszcze bliżej do wymarzonej sylwetki? ;)

O aplikacji możecie więcej dowiedzieć się z facebookowej strony REXONY (https://www.facebook.com/RexonaPolska) lub z kanału YT (https://www.youtube.com/channel/UCfxqWXQuRQwbpyKgkVEIOhA)



4 września 2014

Kosmetyki NEUTRAL - dbaj o siebie... NATURALNIE!

Witajcie!
No tak… znów nie było mnie jakiś czas, ale ciągle zmagałam się z trudnościami, które postawił na mojej drodze złośliwy los. Wakacje były dla mnie bardzo trudnym czasem. Ze szczęścia wleciałam na orbitę, z której następnie naglę spadłam roztrzaskując swoje marzenia o szczęściu w drobny mak. Zaniedbałam swoje pasje, bloga… zaniedbałam samą siebie, ale nagle jak z nieba spadła mi kampania nowej linii kosmetyków NEUTRAL, które można znaleźć w drogerii ROSSMANN i od razu poczułam nieodpartą chęć zadbania o siebie, bo kto inny to za mnie zrobi?



Jak wiecie (pisałam o tym wiele razy) mam bardzo wrażliwą skórę, skłonną do alergii i wysuszania. Szczególnie po wylewaniu z siebie siódmych potów na treningu moja skóra była spragniona pielęgnacji! Jestem twarda… silna… nie poddaję się słabostkom i lubię naprawdę ciężkie treningi, które mocno dają w tyłek, ale mimo wszystko jestem kobietą i przynajmniej moja skóra udowadnia jak wrażliwa potrafi być.

Do tej pory wiele razy pisałam o kosmetykach organicznych, z których dobrodziejstw najwięcej korzystam, bo w drogeriach nigdy nie znajdywałam nic odpowiedniego dla siebie, ale wygląda na to, że to się zmieni. Gdy przetestowałam wyżej wymienione kosmetyki Neutral od razu poczułam nieodpartą chęć by się podzielić z Wami swoimi spostrzeżeniami… No to zaczynamy!

Neutral to linia kosmetyków (ale nie tylko), która swoją delikatnością otuli nawet najbardziej wrażliwą skórę. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że oprócz podstawowych rzeczy codziennego użytku jak szampon, balsam, żel pod prysznic, dezodorant, mydło firma w swojej ofercie posiada również środki do prania! O tak! Tego mi właśnie brakowało! Do tej pory stosowałam ogólnie dostępne proszki i żele do prania, ale nie ukrywam, że w wielu przypadkach gdy coś zmieniłam moja skóra pokrywała się paskudnymi krostkami. Znam też osoby, które nie mogły znaleźć dla siebie żadnego środka do prania, który np. nie szkodziłby delikatnej skórze ich małych dzieci. Oczywiście cała linia Neutral nie jest przeznaczona tylko dla osób z problemem wrażliwej skóry, ale także dla tych, którzy nie chcą stosować setki preparatów, które zawierają chemię – slsy, parabeny, sztuczne barwniki. Te wszystkie związki wnikają do naszego organizmu przez skórę, a w końcu w dzisiejszych czasach każda kobieta trochę takich „mazideł” używa na co dzień więc warto je ograniczyć!

Z całej linii przypadły mi do gustu szczególnie 3 rzeczy, a mianowicie…

Antyperspirant w kulce NEUTRAL – to strzał w samą dziesiątkę! Podczas stosowania większości antyperspirantów w kulce czułam, że moja skóra pod pachami jest taka „polepiona” i miałam wrażenie, że na skórze tworzy się warstwa, która w ogóle nie przepuszcza powietrza, a skóra też musi oddychać, a nie… kisić się! Często stosuję również perfumy i niestety trudno było mi znaleźć dezodorant czy antyperspirant, który nie „gryzł” by się z moimi ukochanymi zapachami. Neutral jest całkowicie bezzapachowy i nie zostawia białych śladów, co jest bardzo ważne gdy noszę ciemne rzeczy. Czy jest skuteczny? O tak! Ostatnio testowałam go na bieżni (około godzina biegania) i mimo, że się normalnie pociłam to pot nie miał żadnego zapachu. Co śmieszne… użyłam go o 7 rano przed wyjściem do pracy, a na siłowni byłam dopiero późnym wieczorem! Naprawdę fajny produkt wart polecenia, szczególnie gdy uprawiamy jakiś sport… U mnie sprawdził się idealnie. 

Balsam NEUTRAL – bardzo fajny kosmetyk! Nie wiem jak Wy, ale ja nie zawsze chcę pachnieć balsamem czy żelem pod prysznic, również ze względu na perfumy. Balsam ma fajną konsystencję i choć jest dosyć gęsty to nie trzeba długo czekać na jego wchłonięcie. Skóra po jego użyciu się nie klei, a jest bardzo dobrze nawilżona i elastyczna. Ostatnio trochę (a raczej bardzo) wystawiałam się na słońce i zgadnijcie jakie były tego efekty…  sucha, ziemista, łuszcząca się skóra! Ciekawe jakby sobie wtedy poradził ten balsam? W każdym razie na chwilę obecną chętnie korzystam z jego delikatności i jestem bardzo zadowolona, bo już po kilku użyciach zauważyłam, że moja skóra jest wyjątkowo gładka i miękka w dotyku, no i wreszcie… PRZESTAŁA SIĘ ŁUSZCZYĆ! Lubicie lekkie, naturalne i delikatne dla skóry, bezzapachowe balsamy? Spróbujcie przetestować ten kosmetyk, a pozytywnie się zaskoczycie!



Największe wrażenie zrobił jednak na mnie płyn do prania białych ciuchów (bo na chwilę obecną tylko ten miałam czas przetestować). Akurat robiłam białe pranie więc pomyślałam, że chętnie sprawdzę czy moje mega brudne, białe skarpetki się dopiorą. Miałam zawsze złe doświadczenia z delikatnymi produktami , ponieważ z jednej strony ok– dbały o moją wrażliwą skórę, ale z drugiej… NIE DOPIERAŁY! Nie lubię chodzić w kapciach i najczęściej paraduję właśnie w skarpetkach i to one ze śnieżnobiałych potrafią zamienić się w szare. Ostatnio również po „błotnym bieganiu” też nie mogłam doprać skarpetek przy użyciu zwykłego płynu. Byłam sceptycznie nastawiona, no ale… raz kozie śmierć! Wlałam płyn do pralki i około godzinę później wyjęłam z niej swoje wyprane ciuchy. Ku mojemu zdziwieniu doprały się tak jak przy użyciu zwykłego płynu, a więc skuteczność jest porównywalna do tych środków, które wykorzystywałam wcześniej. A po praniu mogłam bez wyżeczenia użyć swojego ulubionego płynu do płukania tkanin, którego zapach wreszcie był wyczuwalny, a nie jak dotąd zmieszany i przytłoczony zapachem samego płynu do prania. Jeśli macie malutkie dzieci to polecam, bo ten środek na pewno ich nie uczuli!




Wiadomo, że każda skóra jest inna i ma inne potrzeby czy wymagania, ale seria Neutral jest bardzo uniwersalna! Kosmetyki są bezpieczne właśnie dlatego, że nie zawierają szkodliwych substancji i mocnych zapachów, a do tego są przetestowane i zatwierdzone dermatologicznie. Cała linia kosmetyków to: szampon do włosów normalnych, szampon przeciwłupieżowy, żel pod prysznic,mydło, balsam i antyperspirant. Brakuje mi jedynie środków do pielęgnacji twarzy – jakiegoś żelu czy pianki, toniku i kremu. Wierzę jednak, że firma NEUTRAL prędzej czy później poszerzy swoją linię kosmetyków.

Natomiast jeśli chodzi o środki do prania to przede wszystkim są delikatne i bezzapachowe! Nie zawierają szkodliwych fosforanów, barwników i wypełniaczy, są bardzo mocno skoncentrowane i prawdopodobnie mniejsza butelka, na którą przynajmniej umiem znaleźć miejsce w łazience, wystarczy mi porównywalnie na tyle samo prań co te większe, które stosowałam do tej pory. Jeśli lubicie dbać o środowisko to ucieszy Was fakt, że środki te są całkowicie dla niego bezpieczne. Posiadają także certyfikaty niezależnych, skandynawskich organizacji. Na chwilę obecną możemy dostać proszki i płyny  do prania rzeczy białych i kolorowych, a także genialny płyn do płukania po którym ubrania są miękkie, delikatne i miłe w dotyku. Nie wiem jak Wy, ale ja zawsze bałam się prać swoje sportowe ciuchy w zwykłych proszkach czy płynach, bo nie chciałam ich zniszczyć. Odważyłam się wyprać swoje ulubione legginsy i koszulkę do biegania w Neutralu i powiem Wam, że zupełnie nie miałam się czego obawiać.

Lubię żyć zgodnie z naturą… lubię żyć zdrowo… lubię żyć naturalnie! Skoro los nie jest dla mnie łaskawy i delikatny to przynajmniej sama mogę o siebie zadbać i być dla siebie delikatna niczym piórko, bo zasłużyłam na to!

Dla wszystkich zainteresowanych… kosmetyki z linii NEUTRAL można zakupić w drogeriach ROSSMANN. Więcej na ich temat znajdziecie na stronie www.neutral.pl

A Wy? Macie jakieś doświadczenia z takimi delikatnymi produktami? Stosowałyście już coś z linii NEUTRAL?

Całuję i już wkrótce do Was wracam <3



23 czerwca 2014

AKTYWNOŚĆ W CIEPŁE DNI - Mój niezbędnik!

Witajcie!
Ostatnio pogoda spłatała mi niezłego figla ponieważ gdy tylko zaplanowałam napisać Wam posta o moim niezbędniku aktywnej dziewczyny na upalne dni, temperatura nagle spadła... Z resztą całkiem niedawno w górach spadł nawet śnieg więc już chyba nic mnie nie zdziwi. 

Nie przeszkodzi mi to jednak z podzieleniem się z Wami tym bez czego nie wyobrażam sobie treningów gdy słoneczko coraz mocniej przygrzewa... W końcu mamy już oficjalnie LATO!!!


Oczywiście gdy tylko zrobiło się cieplej od razu wskoczyłam na rower, a ostatnio nawet przeżyłam swój pierwszy raz (od bardzo dawna, ok 8 lat) na rolkach i to na nocnym przejeździe rolkowym po ulicach Krakowa - "KRAKÓW, ROLKI I MY". W wolnych chwilach będę też sporo spacerować i uprawiać nordic walking, bo wreszcie liczę, że uda mi się znaleźć trochę więcej wolnego czasu. Niestety nie mam odwagi jeszcze na powrót do biegania i praktycznie od 13 kwietnia gdy biegłam w PERŁACH MAŁOPOLSKI w Ojcowskim Parku Narodowym nie biegałam ze względu na kontuzję. Niby już nie boli, niby wszystko okej, ale ciągle coś mnie hamuje... Będę jednak musiała przeciwstawić się lękom i spróbować. Gdy nie będę na siłach to trudno! Jest jeszcze tyle innych aktywności. W zamian za to jednak postanowiłam zapisać się na basen i chodzić regularnie np. 2, 3 razy w tygodniu, bo pływanie bardzo mi służyło!


Ale przecież nie o tym miałam pisać... 
TAK WYGLĄDA MÓJ LETNI NIEZBĘDNIK "FIT DZIEWCZYNY" (kolejność przypadkowa):

1. Suplement diety VIGOR UP - Oto jedna z wielu rzeczy bez której nie mogę się obejść podczas wiosennych aktywności. Jakiś czas temu dostałam je do testowania i po zużyciu jednego opakowania na śmierć o nich zapomniałam! Ostatnio dopadło mnie przesilenie wiosenne, brakowało mi energii i niechętnie wstawałam z łóżka więc postanowiłam znów się z nimi "zaprzyjaźnić". Ten suplement diety zawiera guaranę, która naturalnie pobudza organizm do działania, a witaminy sprawiają, że siły witalne powracają. Vigor Up można dostać w dwóch opcjach czyli w zwykłych tabletkach oraz w formie musującej. Dla mnie wybór jest prosty ponieważ osobiście nie jestem zwolenniczką musujących suplementów, które zawierają cukier lub substancje słodzące.



2. Kosmetyki z filtrem np. Avene z wodą termalną - odkąd w aptece dostałam kilka próbek tego kosmetyku nie wyobrażam sobie stosować inny! Na plaży muszę dbać o tatuaże więc zawsze nakładam na nie odpowiednią warstwę tego specyfiku, ale także podczas biegania czy jeżdżenia na rowerze muszę bardzo uważać. Niby mam ciemną karnację, ale moja skóra bardzo często ulega podrażnieniom dlatego wolę być ostrożna gdy przebywam w pełnym słońcu dłużej niż godzinę. Do tego w ciągu ostatnich kilku lat borykałam się z fotouczuleniem i paskudną wysypką, którą spowodował nadmiar słońca. Na tatuaże stosuję filtr SPF50, a normalnie zadowalam się SPF15 lub SPF20 z EVELINE. Dlaczego też stosuję kremy, które zawierają filtry? Ostatnio poszłam na rower w okularach przeciwsłonecznych i wróciłam do domu z opalonymi śladami co wyglądało dosyć dziwacznie, a że przebywam na zewnątrz sporo czasu to muszę uważać ;)


3. Żel / pianka do higieny intymnej GREEN PHARMACY - to także jeden z produktów, który otrzymałam do przetestowania w ramach akcji ambasadorskiej Green Pharmacy. Dlaczego te kosmetyki znalazły się w moim niezbędniku aktywnej dziewczyny? A czy jeździcie codziennie na rowerze? ;) Myślę, że ta odpowiedź wystarczy... Niestety zawsze gdy tylko robiło się ciepło, a ja wsiadałam na rower czułam spory dyskomfort w okolicach intymnych dlatego też od dłuższego już czasu stosuję najróżniejsze płyny do higieny intymnej. Jeszcze niedawno moim numerem jeden była konwaliowa Ziaja, ale teraz jej miejsce w mojej łazience zastąpiła pianka z wyciągiem z drzewa herbacianego z Green Pharmacy. Mając wybór między płynem, a pianką wybieram właśnie ją! Jest niesamowicie wydajna, pięknie pachnie, a do tego odświeża, łagodzi i minimalizuje powstawanie podrażnień i odparzeń. To kosmetyk wart polecenia. Jeśli jednak chodzi o płyn to już nie zachwycił mnie aż tak. Niby to ta sama receptura, ale pianka nie ma sobie równych!

4. Ochronna pomadka do ust FARMONA, którą wygrałam w konkursie na najlepsze przebranie X Krakowskiego Biegu Sylwestrowego. Generalnie przeznaczona jest dla osób aktywnych zimą, ale idealnie sprawdza się także teraz. Wcześniej stosowałam Neutrogenę, ale niestety nie pomagała na moje mocno spierzchnięte usta. Podczas biegania na wietrze zawsze oblizuje usta, a potem mam bardzo nieprzyjemne tego efekty. Pomadka ochronna Farmony zabezpiecza delikatną skórę, nawilża ją i sprawia, że staje się niesamowicie gładka.


5. Napój izotoniczny ACTIV LAB HOT, który od czasu gdy cierpiałam na odwodnienie organizmu towarzyszy mi podczas każdej aktywności fizycznej. Dlaczego stosowanie izotoników jest ważne? Właśnie dlatego by nie doprowadzić do takiego odwodnienia, bo to nic przyjemnego. Wybrałam Activ Lab ze względu na wysoką zawartość potasu i l-karnitynę, ale myślę, że następnym razem sięgnę po coś bardziej naturalnego. Muszę jednak przyznać, że podczas półmaratonu izotonik sprawdził się idealnie!!!


6. Sportowe legginsy NESSI SPORT to moja ostatnia i największa jak do tej pory miłość!!! Gdy tylko je zobaczyłam pomyślałam, że muszę je mieć i ku mojej radości właśnie tak się stało. Od firmy NESSI SPORT ( klik ) otrzymałam do przetestowania dwie pary niesamowicie kolorowych, poprawiających humor legginsów - jedną parę długich i jedną parę z nogawką 3/4. Jestem w nich kompletnie zakochana i już pierwszego dnia musiałam ubrać je na rower! Póki co testowałam legginsy także podczas jazdy na rolkach i biegania, ale już wkrótce będę musiała zastąpić je krótkimi spodenkami. Legginsy te jednak sprawiają, że za każdym razem gdy tylko je włożę mam ochotę wyjść na zewnątrz!



7. Ważne jest by wiosną i latem chronić także nasze oczy przed szkodliwym działaniem promieniowania słonecznego dlatego warto rozejrzeć się za dobrymi okularami sportowymi, które nie będą uwierać podczas aktywności fizycznej. Ja właśnie jestem na etapie poszukiwań, ale chyba wybiorę jeden z tańszych modeli jaki wpadł mi w ręce, a mianowicie okulary DECATHLON za 59 zł.



8. Woda termalna VICHY lub AVENE - do tej pory stosowałam VICHY, ale w tym roku planuję już zakup wody firmy AVENE podobnie jak kosmetyki, które stosuję na słońce. Wodę termalną mam zawsze w plecaku lub w torebce gdy jeżdżę na rowerze, bo niesamowicie odświeża moją skórę, ale także nawilża i likwiduje podrażnienia. Dodatkowo woda termalna z Avene ma także wysoki filtr SPF 50+.

9. Nawilżone, odświeżające chusteczki np. Clinic (ja wybieram chłodzące "ICE") - idealne na dłuższe wycieczki rowerowe czy dłuższe wybieganie, ale przydają się także podczas spacerów czy rowerowych dojazdów do pracy czy na uczelnie. Za ich pomocą można się w błyskawicznym tempie odświeżyć i dalej móc podbijać świat bez potu kapiącego z czoła ;)



A czy Wy macie taki swój niezbędnik aktywnej dziewczyny? Co byście do niego włożyły? 
Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii! Wierzę, że Wasze pomysły mogą mnie zainspirować jeszcze bardziej. 





... a więc? 
Idziemy na zewnątrz? :)
Ciszmy się latem!!!  <3