Piekne Zdrowie - Blog o zdrowiu i urodzie

10 września 2014

MotionSense - Z Rexoną możesz więcej!

Witajcie!
Dziś postanowiłam w całości poświęcić posta marce REXONA, no i właśnie… z czym kojarzy Wam się ta firma? Mnie do niedawna  jedyne skojarzenie jakie przychodziło na myśl to oczywiście niezawodne antyperspiranty do zadań specjalnych z opatentowaną przez firmę technologią MotionSense, która uwalnia większą dawkę zapachu podczas aktywności fzycznej oraz w innych przypadkach gdy tylko mocniej się pocimy. Od niedawna Motion Sense kojarzy się jednak również z najnowszą aplikacją na smartfona…



Jak wiecie korzystałam z wielu aplikacji na smartfona w celu monitorowania moich treningów (głównie biegania i jazdy na rowerze). Uzależniłam się od tych małych programików i powiem szczerze, że trudno było mi wykonywać jakąś aktywność bez późniejszego sprawdzenia statystyk po treningu. MotionSense to prosta aplikacja, która podobnie jak inne tego typu programy mierzy naszą aktywność fizyczną pod kątem czasu, ilości spalonych kalorii czy np. przebytego dystansu.





Motion Sense ma jednak jeszcze jedną, dodatkową funkcję, która jeszcze bardziej motywuje do aktywności fizycznej, a mianowicie można podłączać się do rywalizacji w grupach i wygrywać kosmetyki REXONA, a także różne fit-gadżety. W końcu która z nas nie potrzebuje dodatkowej ochrony przed nieprzyjemnym zapachem podczas treningu? :) Wiecie co tutaj jest mega istotne? Że tutaj mamy szansę rywalizować z osobami o podobnych możliwościach do nas, a nie z profesjonalnymi sportowcami, których wyników nigdy nie będziemy w stanie pokonać. Motywujące nieprawdaż?


Sama aplikacja jest bardzo przyjemna w użytkowaniu, dość prosta w obsłudze (chociaż na początku nie do końca wiedziałam co i gdzie kliknąć). Oprócz tego interfejs jest bardzo ciekawy dla oka… taki kobiecy i kolorowy. Do każdego monitorowanego treningu można dodawać komentarze, zdjęcia i dzielić się nimi na naszym facebooku. To niby nic nowego, ale uważam, że takich motywujących aplikacji nigdy nie jest za wiele.


W aplikacji można oczywiście zarejestrować się przez facebooka (ale nie tylko) i udostępniać swoje sukcesy znajomym. Możemy wybierać monitorowanie naprawdę wielu aktywności fizycznych o różnej intensywności co jest np. niemożliwe w przypadku innych aplikacji – mówię tu o skakaniu na skakance, squashu czy choźby tańcu lub aerobiku w wodzie. To typowa aplikacja kobieca, która w jednym miejscu mieści większość typowych dla płci pięknej aktywności.  Mamy tutaj również krokomierz, który jednak w moim przypadku nie do końca się sprawdza, ale to chyba dlatego, że mam długie nogi i robię wielkie kroki (haha). Nawet niedawno w pracy wpadłam na genialny pomysł żeby sprawdzić ile robię kroków, bo często zdarza się tak, że przy biurku nie siedzę prawie w ogóle.

Ogólnie wszystko chodzi płynnie, aplikacja się nie zawiesza, nie gubi sygnału i nie przerywa (przynajmniej do tej pory na moim Samsungu Galaxy S4 nic takiego się nie działo)… Może jest kilka szczegółów, które warto by było dopracować, ale MotionSense jest nowością więc REXONA ma jeszcze sporo czasu na doprowadzeniu aplikacji do perfekcji.


Dlaczego warto? APLIKACJA JEST CAŁKOWICIE BEZPŁATNA i może korzystać z niej każdy, którego telefon jest wyposażony w system operacyjny Android lub iOS.

…lub z poziomu Waszych telefonów w sklepach.


I jak? Przyjmujesz wyzwanie MotionSense i REXONA? Ja chętnie powalczę o nagrody, bo ostatnio brakuje mi motywacji… a nic tak nie motywuje jak możliwość rywalizacji z innymi (przynajmniej w moim przypadku). Może chcecie trochę ze mną porywalizować i zbliżyć się jeszcze bliżej do wymarzonej sylwetki? ;)

O aplikacji możecie więcej dowiedzieć się z facebookowej strony REXONY (https://www.facebook.com/RexonaPolska) lub z kanału YT (https://www.youtube.com/channel/UCfxqWXQuRQwbpyKgkVEIOhA)



4 września 2014

Kosmetyki NEUTRAL - dbaj o siebie... NATURALNIE!

Witajcie!
No tak… znów nie było mnie jakiś czas, ale ciągle zmagałam się z trudnościami, które postawił na mojej drodze złośliwy los. Wakacje były dla mnie bardzo trudnym czasem. Ze szczęścia wleciałam na orbitę, z której następnie naglę spadłam roztrzaskując swoje marzenia o szczęściu w drobny mak. Zaniedbałam swoje pasje, bloga… zaniedbałam samą siebie, ale nagle jak z nieba spadła mi kampania nowej linii kosmetyków NEUTRAL, które można znaleźć w drogerii ROSSMANN i od razu poczułam nieodpartą chęć zadbania o siebie, bo kto inny to za mnie zrobi?



Jak wiecie (pisałam o tym wiele razy) mam bardzo wrażliwą skórę, skłonną do alergii i wysuszania. Szczególnie po wylewaniu z siebie siódmych potów na treningu moja skóra była spragniona pielęgnacji! Jestem twarda… silna… nie poddaję się słabostkom i lubię naprawdę ciężkie treningi, które mocno dają w tyłek, ale mimo wszystko jestem kobietą i przynajmniej moja skóra udowadnia jak wrażliwa potrafi być.

Do tej pory wiele razy pisałam o kosmetykach organicznych, z których dobrodziejstw najwięcej korzystam, bo w drogeriach nigdy nie znajdywałam nic odpowiedniego dla siebie, ale wygląda na to, że to się zmieni. Gdy przetestowałam wyżej wymienione kosmetyki Neutral od razu poczułam nieodpartą chęć by się podzielić z Wami swoimi spostrzeżeniami… No to zaczynamy!

Neutral to linia kosmetyków (ale nie tylko), która swoją delikatnością otuli nawet najbardziej wrażliwą skórę. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że oprócz podstawowych rzeczy codziennego użytku jak szampon, balsam, żel pod prysznic, dezodorant, mydło firma w swojej ofercie posiada również środki do prania! O tak! Tego mi właśnie brakowało! Do tej pory stosowałam ogólnie dostępne proszki i żele do prania, ale nie ukrywam, że w wielu przypadkach gdy coś zmieniłam moja skóra pokrywała się paskudnymi krostkami. Znam też osoby, które nie mogły znaleźć dla siebie żadnego środka do prania, który np. nie szkodziłby delikatnej skórze ich małych dzieci. Oczywiście cała linia Neutral nie jest przeznaczona tylko dla osób z problemem wrażliwej skóry, ale także dla tych, którzy nie chcą stosować setki preparatów, które zawierają chemię – slsy, parabeny, sztuczne barwniki. Te wszystkie związki wnikają do naszego organizmu przez skórę, a w końcu w dzisiejszych czasach każda kobieta trochę takich „mazideł” używa na co dzień więc warto je ograniczyć!

Z całej linii przypadły mi do gustu szczególnie 3 rzeczy, a mianowicie…

Antyperspirant w kulce NEUTRAL – to strzał w samą dziesiątkę! Podczas stosowania większości antyperspirantów w kulce czułam, że moja skóra pod pachami jest taka „polepiona” i miałam wrażenie, że na skórze tworzy się warstwa, która w ogóle nie przepuszcza powietrza, a skóra też musi oddychać, a nie… kisić się! Często stosuję również perfumy i niestety trudno było mi znaleźć dezodorant czy antyperspirant, który nie „gryzł” by się z moimi ukochanymi zapachami. Neutral jest całkowicie bezzapachowy i nie zostawia białych śladów, co jest bardzo ważne gdy noszę ciemne rzeczy. Czy jest skuteczny? O tak! Ostatnio testowałam go na bieżni (około godzina biegania) i mimo, że się normalnie pociłam to pot nie miał żadnego zapachu. Co śmieszne… użyłam go o 7 rano przed wyjściem do pracy, a na siłowni byłam dopiero późnym wieczorem! Naprawdę fajny produkt wart polecenia, szczególnie gdy uprawiamy jakiś sport… U mnie sprawdził się idealnie. 

Balsam NEUTRAL – bardzo fajny kosmetyk! Nie wiem jak Wy, ale ja nie zawsze chcę pachnieć balsamem czy żelem pod prysznic, również ze względu na perfumy. Balsam ma fajną konsystencję i choć jest dosyć gęsty to nie trzeba długo czekać na jego wchłonięcie. Skóra po jego użyciu się nie klei, a jest bardzo dobrze nawilżona i elastyczna. Ostatnio trochę (a raczej bardzo) wystawiałam się na słońce i zgadnijcie jakie były tego efekty…  sucha, ziemista, łuszcząca się skóra! Ciekawe jakby sobie wtedy poradził ten balsam? W każdym razie na chwilę obecną chętnie korzystam z jego delikatności i jestem bardzo zadowolona, bo już po kilku użyciach zauważyłam, że moja skóra jest wyjątkowo gładka i miękka w dotyku, no i wreszcie… PRZESTAŁA SIĘ ŁUSZCZYĆ! Lubicie lekkie, naturalne i delikatne dla skóry, bezzapachowe balsamy? Spróbujcie przetestować ten kosmetyk, a pozytywnie się zaskoczycie!



Największe wrażenie zrobił jednak na mnie płyn do prania białych ciuchów (bo na chwilę obecną tylko ten miałam czas przetestować). Akurat robiłam białe pranie więc pomyślałam, że chętnie sprawdzę czy moje mega brudne, białe skarpetki się dopiorą. Miałam zawsze złe doświadczenia z delikatnymi produktami , ponieważ z jednej strony ok– dbały o moją wrażliwą skórę, ale z drugiej… NIE DOPIERAŁY! Nie lubię chodzić w kapciach i najczęściej paraduję właśnie w skarpetkach i to one ze śnieżnobiałych potrafią zamienić się w szare. Ostatnio również po „błotnym bieganiu” też nie mogłam doprać skarpetek przy użyciu zwykłego płynu. Byłam sceptycznie nastawiona, no ale… raz kozie śmierć! Wlałam płyn do pralki i około godzinę później wyjęłam z niej swoje wyprane ciuchy. Ku mojemu zdziwieniu doprały się tak jak przy użyciu zwykłego płynu, a więc skuteczność jest porównywalna do tych środków, które wykorzystywałam wcześniej. A po praniu mogłam bez wyżeczenia użyć swojego ulubionego płynu do płukania tkanin, którego zapach wreszcie był wyczuwalny, a nie jak dotąd zmieszany i przytłoczony zapachem samego płynu do prania. Jeśli macie malutkie dzieci to polecam, bo ten środek na pewno ich nie uczuli!




Wiadomo, że każda skóra jest inna i ma inne potrzeby czy wymagania, ale seria Neutral jest bardzo uniwersalna! Kosmetyki są bezpieczne właśnie dlatego, że nie zawierają szkodliwych substancji i mocnych zapachów, a do tego są przetestowane i zatwierdzone dermatologicznie. Cała linia kosmetyków to: szampon do włosów normalnych, szampon przeciwłupieżowy, żel pod prysznic,mydło, balsam i antyperspirant. Brakuje mi jedynie środków do pielęgnacji twarzy – jakiegoś żelu czy pianki, toniku i kremu. Wierzę jednak, że firma NEUTRAL prędzej czy później poszerzy swoją linię kosmetyków.

Natomiast jeśli chodzi o środki do prania to przede wszystkim są delikatne i bezzapachowe! Nie zawierają szkodliwych fosforanów, barwników i wypełniaczy, są bardzo mocno skoncentrowane i prawdopodobnie mniejsza butelka, na którą przynajmniej umiem znaleźć miejsce w łazience, wystarczy mi porównywalnie na tyle samo prań co te większe, które stosowałam do tej pory. Jeśli lubicie dbać o środowisko to ucieszy Was fakt, że środki te są całkowicie dla niego bezpieczne. Posiadają także certyfikaty niezależnych, skandynawskich organizacji. Na chwilę obecną możemy dostać proszki i płyny  do prania rzeczy białych i kolorowych, a także genialny płyn do płukania po którym ubrania są miękkie, delikatne i miłe w dotyku. Nie wiem jak Wy, ale ja zawsze bałam się prać swoje sportowe ciuchy w zwykłych proszkach czy płynach, bo nie chciałam ich zniszczyć. Odważyłam się wyprać swoje ulubione legginsy i koszulkę do biegania w Neutralu i powiem Wam, że zupełnie nie miałam się czego obawiać.

Lubię żyć zgodnie z naturą… lubię żyć zdrowo… lubię żyć naturalnie! Skoro los nie jest dla mnie łaskawy i delikatny to przynajmniej sama mogę o siebie zadbać i być dla siebie delikatna niczym piórko, bo zasłużyłam na to!

Dla wszystkich zainteresowanych… kosmetyki z linii NEUTRAL można zakupić w drogeriach ROSSMANN. Więcej na ich temat znajdziecie na stronie www.neutral.pl

A Wy? Macie jakieś doświadczenia z takimi delikatnymi produktami? Stosowałyście już coś z linii NEUTRAL?

Całuję i już wkrótce do Was wracam <3



23 czerwca 2014

AKTYWNOŚĆ W CIEPŁE DNI - Mój niezbędnik!

Witajcie!
Ostatnio pogoda spłatała mi niezłego figla ponieważ gdy tylko zaplanowałam napisać Wam posta o moim niezbędniku aktywnej dziewczyny na upalne dni, temperatura nagle spadła... Z resztą całkiem niedawno w górach spadł nawet śnieg więc już chyba nic mnie nie zdziwi. 

Nie przeszkodzi mi to jednak z podzieleniem się z Wami tym bez czego nie wyobrażam sobie treningów gdy słoneczko coraz mocniej przygrzewa... W końcu mamy już oficjalnie LATO!!!


Oczywiście gdy tylko zrobiło się cieplej od razu wskoczyłam na rower, a ostatnio nawet przeżyłam swój pierwszy raz (od bardzo dawna, ok 8 lat) na rolkach i to na nocnym przejeździe rolkowym po ulicach Krakowa - "KRAKÓW, ROLKI I MY". W wolnych chwilach będę też sporo spacerować i uprawiać nordic walking, bo wreszcie liczę, że uda mi się znaleźć trochę więcej wolnego czasu. Niestety nie mam odwagi jeszcze na powrót do biegania i praktycznie od 13 kwietnia gdy biegłam w PERŁACH MAŁOPOLSKI w Ojcowskim Parku Narodowym nie biegałam ze względu na kontuzję. Niby już nie boli, niby wszystko okej, ale ciągle coś mnie hamuje... Będę jednak musiała przeciwstawić się lękom i spróbować. Gdy nie będę na siłach to trudno! Jest jeszcze tyle innych aktywności. W zamian za to jednak postanowiłam zapisać się na basen i chodzić regularnie np. 2, 3 razy w tygodniu, bo pływanie bardzo mi służyło!


Ale przecież nie o tym miałam pisać... 
TAK WYGLĄDA MÓJ LETNI NIEZBĘDNIK "FIT DZIEWCZYNY" (kolejność przypadkowa):

1. Suplement diety VIGOR UP - Oto jedna z wielu rzeczy bez której nie mogę się obejść podczas wiosennych aktywności. Jakiś czas temu dostałam je do testowania i po zużyciu jednego opakowania na śmierć o nich zapomniałam! Ostatnio dopadło mnie przesilenie wiosenne, brakowało mi energii i niechętnie wstawałam z łóżka więc postanowiłam znów się z nimi "zaprzyjaźnić". Ten suplement diety zawiera guaranę, która naturalnie pobudza organizm do działania, a witaminy sprawiają, że siły witalne powracają. Vigor Up można dostać w dwóch opcjach czyli w zwykłych tabletkach oraz w formie musującej. Dla mnie wybór jest prosty ponieważ osobiście nie jestem zwolenniczką musujących suplementów, które zawierają cukier lub substancje słodzące.



2. Kosmetyki z filtrem np. Avene z wodą termalną - odkąd w aptece dostałam kilka próbek tego kosmetyku nie wyobrażam sobie stosować inny! Na plaży muszę dbać o tatuaże więc zawsze nakładam na nie odpowiednią warstwę tego specyfiku, ale także podczas biegania czy jeżdżenia na rowerze muszę bardzo uważać. Niby mam ciemną karnację, ale moja skóra bardzo często ulega podrażnieniom dlatego wolę być ostrożna gdy przebywam w pełnym słońcu dłużej niż godzinę. Do tego w ciągu ostatnich kilku lat borykałam się z fotouczuleniem i paskudną wysypką, którą spowodował nadmiar słońca. Na tatuaże stosuję filtr SPF50, a normalnie zadowalam się SPF15 lub SPF20 z EVELINE. Dlaczego też stosuję kremy, które zawierają filtry? Ostatnio poszłam na rower w okularach przeciwsłonecznych i wróciłam do domu z opalonymi śladami co wyglądało dosyć dziwacznie, a że przebywam na zewnątrz sporo czasu to muszę uważać ;)


3. Żel / pianka do higieny intymnej GREEN PHARMACY - to także jeden z produktów, który otrzymałam do przetestowania w ramach akcji ambasadorskiej Green Pharmacy. Dlaczego te kosmetyki znalazły się w moim niezbędniku aktywnej dziewczyny? A czy jeździcie codziennie na rowerze? ;) Myślę, że ta odpowiedź wystarczy... Niestety zawsze gdy tylko robiło się ciepło, a ja wsiadałam na rower czułam spory dyskomfort w okolicach intymnych dlatego też od dłuższego już czasu stosuję najróżniejsze płyny do higieny intymnej. Jeszcze niedawno moim numerem jeden była konwaliowa Ziaja, ale teraz jej miejsce w mojej łazience zastąpiła pianka z wyciągiem z drzewa herbacianego z Green Pharmacy. Mając wybór między płynem, a pianką wybieram właśnie ją! Jest niesamowicie wydajna, pięknie pachnie, a do tego odświeża, łagodzi i minimalizuje powstawanie podrażnień i odparzeń. To kosmetyk wart polecenia. Jeśli jednak chodzi o płyn to już nie zachwycił mnie aż tak. Niby to ta sama receptura, ale pianka nie ma sobie równych!

4. Ochronna pomadka do ust FARMONA, którą wygrałam w konkursie na najlepsze przebranie X Krakowskiego Biegu Sylwestrowego. Generalnie przeznaczona jest dla osób aktywnych zimą, ale idealnie sprawdza się także teraz. Wcześniej stosowałam Neutrogenę, ale niestety nie pomagała na moje mocno spierzchnięte usta. Podczas biegania na wietrze zawsze oblizuje usta, a potem mam bardzo nieprzyjemne tego efekty. Pomadka ochronna Farmony zabezpiecza delikatną skórę, nawilża ją i sprawia, że staje się niesamowicie gładka.


5. Napój izotoniczny ACTIV LAB HOT, który od czasu gdy cierpiałam na odwodnienie organizmu towarzyszy mi podczas każdej aktywności fizycznej. Dlaczego stosowanie izotoników jest ważne? Właśnie dlatego by nie doprowadzić do takiego odwodnienia, bo to nic przyjemnego. Wybrałam Activ Lab ze względu na wysoką zawartość potasu i l-karnitynę, ale myślę, że następnym razem sięgnę po coś bardziej naturalnego. Muszę jednak przyznać, że podczas półmaratonu izotonik sprawdził się idealnie!!!


6. Sportowe legginsy NESSI SPORT to moja ostatnia i największa jak do tej pory miłość!!! Gdy tylko je zobaczyłam pomyślałam, że muszę je mieć i ku mojej radości właśnie tak się stało. Od firmy NESSI SPORT ( klik ) otrzymałam do przetestowania dwie pary niesamowicie kolorowych, poprawiających humor legginsów - jedną parę długich i jedną parę z nogawką 3/4. Jestem w nich kompletnie zakochana i już pierwszego dnia musiałam ubrać je na rower! Póki co testowałam legginsy także podczas jazdy na rolkach i biegania, ale już wkrótce będę musiała zastąpić je krótkimi spodenkami. Legginsy te jednak sprawiają, że za każdym razem gdy tylko je włożę mam ochotę wyjść na zewnątrz!



7. Ważne jest by wiosną i latem chronić także nasze oczy przed szkodliwym działaniem promieniowania słonecznego dlatego warto rozejrzeć się za dobrymi okularami sportowymi, które nie będą uwierać podczas aktywności fizycznej. Ja właśnie jestem na etapie poszukiwań, ale chyba wybiorę jeden z tańszych modeli jaki wpadł mi w ręce, a mianowicie okulary DECATHLON za 59 zł.



8. Woda termalna VICHY lub AVENE - do tej pory stosowałam VICHY, ale w tym roku planuję już zakup wody firmy AVENE podobnie jak kosmetyki, które stosuję na słońce. Wodę termalną mam zawsze w plecaku lub w torebce gdy jeżdżę na rowerze, bo niesamowicie odświeża moją skórę, ale także nawilża i likwiduje podrażnienia. Dodatkowo woda termalna z Avene ma także wysoki filtr SPF 50+.

9. Nawilżone, odświeżające chusteczki np. Clinic (ja wybieram chłodzące "ICE") - idealne na dłuższe wycieczki rowerowe czy dłuższe wybieganie, ale przydają się także podczas spacerów czy rowerowych dojazdów do pracy czy na uczelnie. Za ich pomocą można się w błyskawicznym tempie odświeżyć i dalej móc podbijać świat bez potu kapiącego z czoła ;)



A czy Wy macie taki swój niezbędnik aktywnej dziewczyny? Co byście do niego włożyły? 
Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii! Wierzę, że Wasze pomysły mogą mnie zainspirować jeszcze bardziej. 





... a więc? 
Idziemy na zewnątrz? :)
Ciszmy się latem!!!  <3


3 czerwca 2014

REAKTYWACJA PO DŁUŻSZEJ PRZERWIE!

Witajcie kochani!
Wybaczcie mi tą długą nieobecność, ale miałam sporo kłopotów z komputerem, a do tego całkowicie wypadłam ze swojego treningowego trybu życia i cała motywacja również do dalszego prowadzenia bloga tak po prostu zniknęła. 


Kontuzje chodzą stadami... 
Gdy po wizycie u lekarza dowiedziałam się, że póki co muszę odstawić bieganie aż do całkowitego wyleczenia byłam kompletnie załamana, a potem wszystko się tylko pokomplikowało. Zamiast biegania postawiłam na rower i dłuższe dystanse jednak po krótkim czasie też musiałam przestać, a wszystko ze względu na kolejną kontuzję, która tym razem dopadła mój bark. Musiałam odpuścić jedyne czynności, które przynosiły ukojenie mojej znerwicowanej (ostatnio aż za bardzo) duszy. Załamałam się na amen więc wróciłam do mniej zdrowych zajęć jak np. imprezowanie i wyjścia ze znajomymi. Jednak na dzień dzisiejszy jestem już tym zmęczona, a kontuzja chyba niedługo pozwoli mi wrócić do treningów więc czego tu chcieć więcej.

Kondycja pewnie spadła do zera, ale bez obaw... SZYBKO NADROBIĘ! 
A czy żałuję, że wpadłam w wir zabawy, imprez i spotkań z ludźmi? ABSOLUTNIE NIE!

Przez ostatni miesiąc w moim życiu zmieniło się wszystko i dzięki temu teraz jestem najszczęśliwszą kobietą pod słońcem, chociaż do pełni szczęścia brakuje mi jeszcze właśnie biegania i treningów. Podejrzewam jednak, że dłużej już nie wytrzymam i wrócę do ćwiczeń jeszcze w tym tygodniu.

Co się wydarzyło, że i tak jestem taka szczęśliwa? 
Znalazłam swoją drugą połówkę, a żeby było śmieszniej to On był ciągle obok... Jestem pewna, że ten związek wyjdzie mi na dobre, bo On sam jest osobą, która bardzo dba o siebie i regularnie trenuje na siłowni plus jeździ na rowerze (chociaż jeżdżenie z nim nie jest jeszcze na moje siły). Ostatnio pojechaliśmy pojeździć po lesie i muszę Wam przyznać, że już dawno pedałowanie mnie tak nie zmęczyło. Mój mężczyzna niestety w kwestii górskiej jazdy na rowerze jest niereformowalny i ciągle zostawałam sama, bo on rozpędzał się do niewiarygodnych prędkości w momencie gdy ja katowałam swoje hamulce. Pomijam, że ten sam człowiek np. dziś rano przyniósł mi dwa ciacha z kremem - MNIAM, choć zapewne wszystko poszło prosto w tyłek! Przeraża mnie tylko to, że On nie widzi u mnie żadnych ponadprogramowych kilogramów co jest z jednej strony super, bo mnie akceptuje i kocha taką jaka jestem, ale z drugiej same wiecie jak to działa... Oby mnie to ni rozleniwiło.

Muszę Wam powiedzieć, że póki co jestem jednak w szoku, bo moja waga ani trochę się nie zmieniła od ostatniego ważenia, ale... niestety mięśnie, które wypracowałam treningami do półmaratonu częściowo zniknęły.

No cóż... Ostatni miesiąc poświęciłam dla innych, ale pora znów zaopiekować się sobą i nadal brnąć do celu, który już nie wydaje mi się taki odległy. Teraz mam pałera i mogę wszystko!!!


WRACAM DO WAS SZCZĘŚLIWA JAK NIGDY!!! <3
Będzie ciężko ze względu na sesję na uczelni, pisanie pracy magisterskiej (z resztą na temat pokrewny, bo wpływ aktywności fizycznej na psychikę człowieka), szukanie pracy i moich cudownych przyjaciół i faceta, którym chciałabym poświęcić jak najwięcej czasu. 

Mimo wszystko moje plany się nie zmieniły... 
Chcę ważyć 65 kg, a do tego rozbudować mięśnie, i wiecie co? Uda mi się! 
Buziaki! 

28 marca 2014

MOJA METAMORFOZA PO PÓŁTORA ROKU

Witajcie kochani!
Po zakończeniu moich przygotowań do PÓŁMARATONU wreszcie postanowiłam spełniłnić Wasze życzenia i zamieścić post, o które wiele z Was pytało, a mianowicie PODSUMOWANIE PÓŁTORA ROKU MOJEJ METAMORFOZY! 

Póki co nie dodaję wymiarów, ani nie podsumowuje treningów ze względu na to, że mam bardzo niewiele czasu na napisanie tej notki, a także dlatego, że jeśli chodzi o wagę to wiele się nie zmieniło od września 2013 roku. No może z wyjątkiem tego, że dziś moja waga pokazała: 69,1 kg, 27,1% tłuszczu, 50% wody i 36,2% mięśni.

Dodam, że jeszcze miesiąc temu moja waga pokazywała 72 kg i około 29% tłuszczu! Mój organizm potrzebował trochę czasu by przygotować się do nowego sposoby odżywiania i pilnowania rozkładów B/W/T. W zasadzie od września do grudnia ćwiczyłam bardzo niewiele, ale w styczniu mocno wzięłam się za bieganie i wreszcie coś zaczęło się ruszać!

Może wreszcie uda mi się spaść na wadze do 65 kg? Byłoby cudownie, bo od razu biegało by się lepiej :)