Piekne Zdrowie - Blog o zdrowiu i urodzie

17 stycznia 2015

11. Krakowski Bieg Sylwestrowy

Witajcie :)

Wybaczcie, że posta na ten temat dodaję po 2 tygodniach od momentu odbycia się tej imprezy, ale ciągle liczyłam na to, że w internecie znajdę jakieś fajne zdjęcia z biegu i lepiej będę mogła zdać Wam swoją relację... 




Jak pamiętacie debiutowałam w 10. Krakowskim Biegu Sylwestrowym i od tamtego momentu postanowiłam brać udział w biegowych imprezach masowych. Niestety przez cały rok nie było imprezy, która przebiłaby Bieg Sylwestrowy... z oczywistych względów, a mianowicie... PRZEBIERAŃCY! Poprzednim razem moim strojem Barbie w pudełku zajęłam 5 miejsce, a jak było w tym roku? 





Powiem Wam szczerze, że już od 1 stycznia 2014 myślałam nad przebraniem, a pomysł pojawił się nagle po wakacjach... Nie miałam jednak kompletnie pomysłu jak zrealizować mój plan, ale UDAŁO SIĘ!

Rok 2014 żegnałam w przebraniu SYRENKI!!!!!! 



 Wymyślając przebranie nie sądziłam, że jego stworzenie będzie kosztować mnie (i nie tylko) tyle pracy. Z tego miejsca pragnę więc podziękować moim kochanym rodzicom: mamie, która szyła ogon i tacie, który pomagał przy konstrukcji mojego niemal 2 metrowego ogona. Dziękuję również mojemu chłopakowi, który... który... który siedział, marudził i pił whisky :D a tak serio, który również miał swój wkład w konstrukcję ogona, którą i tak musiałam poprawiać ;) Ach te chłopy...


Najpierw zamówiłam legginsy z rybią łuską przez allegro, które wyobraźcie sobie do dnia dzisiejszego nie dotarły, a wyraźnie pisałam, że potrzebuję ich na sylwestra! Potem kupiłam materiał i zamówiłam błękitną perukę... Ogon okazał się niemal niewykonalny, ale udało się go zamocować tak by nie wlekł się po ziemi i jednocześnie nie przeszkadzał w biegu. Mimo wszystko najbardziej czasochłonny okazał się biustonosz z muszelkami! Wzięłam swój stary, za duży strój kąpielowy i każdą pojedynczą muszelkę musiałam do niego dokleić klejem uniwersalnym. Sprawiało to spory problem, bo jak wiecie jestem posiadaczką sporego biustu i nie wystarczyło dokleić kilku muszelek, ale sporo więcej. Oczywiście wszystkie muszelki były przez nas zbierane na wakacjach nad morzem :) Do tego jeszcze trochę pracy nad płetwą i koroną.


Wszystko było zaplanowane i dopięte n ostatni guzik, a tuż po świętach prognoza pogody podawała około 5 stopni na plusie i słoneczko na dzień biegu. Niestety... Nie przewidzieli dużego ochłodzenia! Przeddzień biegu temperatura wskazywała -12 stopni co mnie kompletnie załamało, bo przebranie nie było przystosowane do takich temperatur. Musiałam więc wymyślić coś innego, ale skończyło się na kilku warstwach bluzek. Podobnie musiałam podziałać w przypadku nóg, bo przecież do ostatniej sekundy liczyłam, że legginsy do mnie dotrą.


Ciężka praca nad projektem przebrania się jednak  opłaciła, ale o tym za chwilę...

Podczas biegu spotkałam różne ciekawe przypadki takie jak UFO (pozdrawiam Cię Paweł!), człowiek z wnętrznościami na wierzchu, Kapitan Makrela czy choćby kobieta pod prysznicem! Były również zwierzątka, team Formuły 1 i samuraj z gejszą i nawet... Adam Małysz :) Było zimno, ale skutecznie rozgrzewaliśmy się przed startem przy genialnym przebraniu jakim był PIEC!!! Pomijam, że podczas biegu próbował mnie złowić pewien rybak, ale w rezultacie wystarczyła mu tylko rybka.

Warunki były trudne mimo, że świeciło słoneczko. Było zimno, baaaaardzo ślisko i co najgorsze MEGA CIASNO! W tym roku ponownie biegłam w Smoczej Piątce czyli biegu na 5 km gdzie trasa łączyła się z biegiem na 10 km. Trasa niestety była węższa niż w zeszłym roku przez co już po kilometrze mój ogon musiałam nieść w ręce, bo już na starcie urwała się jedna z taśm mocujących konstrukcję ogona na moich plecach.





BYŁO JEDNAK GENIALNIE!!! 
Ubawiłam się jak nigdy :) 

Konkurencja była ogromna, ale ku mojemu zdziwieniu zostałam wyczytana jako druga, a mój kolega kosmita w statku kosmicznym, który rok temu zajął pierwsze miejsce jako trzeci... 



TAK! Właśnie tak! Zajęłam 2 miejsce na najlepsze przebranie biegu!!!!
Spodziewałam się miejsca za podium, ale nie tego, ze stanę na podium i to na drugim miejscu! Podobnie zaskoczona była moja przyjaciółka, która przyszła mi potowarzyszyć. 




Wiecie co było najdziwniejsze? Musiałam wsiąść do samochodu z makijażem i przejechać tak 12 km! Miny kierowców gdy zdejmowałam okulary przeciwsłoneczne były przednie. Najśmieszniejszą sytuacją było jednak pójście do jednego ze sklepów w okolicy rynku w celu rozmienienia pieniędzy na parkomat. Kobieta ze sklepu prawie padła ze śmiechu, bo nie wiedziała dlaczego mam coś dziwnego na twarzy. Gdy przebrałam się w biurze zawodów samo przejście na Rynek Główny nie było już problemem, bo cóż... do wariatów świat należy :) Ludzie od razu zaczęli sobie ze mną robić zdjęcia!

Niektórzy nie rozumieją takiej formy zabawy, ale cóż... ja już teraz wymyślam nowe przebranie na kolejny rok :) 

P.S Wyobraźcie sobie, że wolałam pobiec w 11. Biegu Sylwestrowym niż pojechać na Sylwestra do Paryża z moim lubym!!! Tak, zdecydowanie nie jestem normalna. 


Rybie buziaki kochani :* CMOOOK!

15 stycznia 2015

ZACZĄĆ OD NOWA...

Witajcie!
Tytuł posta jest jak najbardziej prawdziwy, bo wreszcie dojrzałam by zacząć od nowa walczyć o lepszą siebie i to nie dla podziwu innych, ale dlatego by samej czuć się lepiej. Póki co mamy zimę, chodzimy w kurtkach, płaszczach, ale lada moment przyjdzie wiosna i będzie trzeba zrzucić z siebie zbędne warstwy ubrań, a pod nimi co? No tradżedyja!!! Przynajmniej tak jest w moim przypadku... Aktywność fizyczna stała się czymś sporadycznym, a nie uzależnieniem jak wcześniej. A jedzenie? Koszmar... 


Myślałam, że jak WSZYSCY zacznę od nowego roku, ale wiedziałam, że to nie ma racji bytu... że jak 70% ludzi gdzieś po drodze porzucę swoje noworoczne postanowienia i dlatego też nawet nie próbowałam o nich pisać, bo to nie ma sensu! Musiałam odczekać na moment, aż sama będę potrzebować tego by znów móc się zmienić. Jestem na początku drogi podobnie jak niektóre z Was i muszę zadecydować, którą drogą chcę teraz podążać. Przestaję się oglądać na innych i porównywać, bo przestałam widzieć w tym najmniejszy sens.

Od 1 stycznia moje życie nabrało rozpędu... pracy jak nie było tak nie ma więc postanowiłam wrócić do starej działalności i znów zacząć pracować na swoje własne konto i nie ukrywam, bo jestem z tego powodu niezmiernie szczęśliwa. Powróciły również suplementy, dzięki którym powoli odzyskuję równowagę fizyczną i psychiczną. Do tego jestem właśnie w trakcie gruntownego remontu całego mieszkania... więc jak widać u mnie ZMIANY i jeszcze raz ZMIANY! Przestałam również podporządkowywać swoje życie innym... odwróciłam się od fałszywych znajomych i na chwilę obecną zaczęłam dbać o swoje dobro, a nie innych. Trochę mniej czasu również poświęcam mojemu mężczyźnie, a teraz z czasem będzie jeszcze gorzej... Jeśli nasz 4 miesięczny związek przetrwa tą próbę to będę wiedzieć, że to właśnie jest ten jedyny, z którym chcę spędzić całe życie.

Co jeszcze się zmieniło? Głównie moja dieta, bo z każdym dniem jest coraz lepiej... Nie rzucam się już na słodycze - WALCZĘ Z TYM!!! Piję odpowiednio więcej niesłodzonej herbaty i wody, a także odrzuciłam fast foody!!! Znów gotuję, planuję dziennie posiłki i panuję nad tym co układam na talerzu. Do mojej diety wróciły również warzywa, kasze, ryż, na które jeszcze niedawno nie miałam zupełnie ochoty.

Będzie dobrze? Musi być... 
Jestem cholernie energiczną osobą, która znów czuje się fatalnie w swojej skórze... Nie mam ochoty wychodzić, widywać się z ludźmi. Mam wrażenie, że w każdym ciuchu wyglądam nie atrakcyjnie. Czuję się jak wieloryb!!!!!! Mój związek też zaczyna na tym cierpieć, bo przez to, że nie czuję się wystarczająco atrakcyjna ciągle wkręcam sobie, że mój facet znajdzie sobie lepszą. Zła dieta, brak ruchu, stres, alkohol, papierosy... to wszystko spowodowało, że zaczęłam borykać się z depresją i atakami paniki. To wszystko miało piekielny wpływ na moje życie o czym pisałam już Wam wcześniej. Ciągle kontuzje doprowadzały mnie do szału... bałam się ćwiczyć by się nie załatwić i potem nie spędzać kolejnych dni w łóżku. Strasznie dużo też chorowałam, a wcześniej nie było w moim słowniku nawet takiego słowa!!!

Na chwilę obecną ważę 78,4 kg co oznacza, że w 10 miesięcy przybyło mi około 9 kg. Mięśnie utrzymują się na podobnym poziomie jak były wcześniej, ale zawartość tłuszczu w organizmie znacząco się zwiększyła choć i tak jest jej mniej niż w momencie gdy po raz pierwszy wypowiedziałam wojnę swoim kilogramom.

Tak jest kochani moi... Przytyłam... Mnie jak widać to nie ominęło. 
Jest mi cholernie wstyd, ale co poradzę? Tak wyszło... 
JA TEŻ JESTEM TYLKO CZŁOWIEKIEM!!!

Ważne jest jednak to, że się opamiętałam zanim moja waga pokazała ponownie 8 z przodu, bo drugi raz w życiu już bym chyba tego nie zniosła...

Wiecie, że nie lubię planować, ale tym razem wierzę, że się uda... Przez najbliższe 3 miesiące będę się ponownie wdrażać do aktywności fizycznej lekkim bieganiem na dystansach około 5-7 km, siłownią minimum 3 razy w tygodniu (już jestem posiadaczką karnetu, a ja nie lubię tracić pieniędzy), a także basenem o ile nie będzie jakichś większych mrozów i o ile czas mi na to pozwoli. Póki co będąc na bezrobociu muszę zacząć zabijać czas czymś bardziej owocnym niż oglądanie telewizji i przeglądanie fb, a wiem, że ten rok będzie dla mnie mega trudny i będę musiała znosić masę wolnego czasu czego NIENAWIDZĘ!!! Odstawiam fast foody, słodzone napoje typu cola, słodycze i smażone mięso... Znów witam w swoim życiu zdrowe produkty... warzywa, owoce, kasze, a także duże ilości niegazowanej wody mineralnej i ziołowych herbatek.

NIECH SZCZĘŚCIE ZNÓW ZAGOŚCI W MOIM ŻYCIU NA DOBRE!!! 
A skoro samo nie chce przyjść to już ja mu w tym pomogę :) 


Kochani!!! Nie skaczcie od razu na głęboką wodę i nie próbujcie zmienić od nowego roku dosłownie każdego złego nawyku, bo szybko dacie sobie z tym spokój! Małe kroczki!!! Niech zdrowy tryb życia kiełkuje w Was z dnia na dzień, a zobaczycie, że za parę miesięcy będziecie się śmiać z tych złych nawyków, z którymi obecnie walczycie. 

Wiem, że minęły już 2 tygodnie tego Nowego Roku 2015, ale ja szczerzę chcę Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia!!! Wierzę, że Wam się uda zrealizować postanowienia noworoczne! Nie bójcie się iść do przodu, nie poddawajcie się gdy nadejdzie chwila zwątpienia i PRZYJCIE DO PRZODU!!! Niech właśnie ten rok będzie dla Was tym lepszym początkiem... 



11 grudnia 2014

MOTYWACJA - Moje miesięczne wyzwanie!!!

Kochane moje... 
Okazuje się, że ja też jestem tylko człowiekiem i bardzo często brakuje mi motywacji. Powiem Wam szczerze, że nie wiem skąd wcześniej czerpałam swoją determinację do zmian, bo na chwilę obecną kompletnie się w treningach pogubiłam. Kiedyś codziennie w domu potrafiłam ćwiczyć, a dziś? Dziś już mnie to nie bawi! Na siłowni czasem nie czuję się komfortowo, bo jednak wiele brakuje mi do tego idealnego wyglądu o jakim marzę od dawna. Sporo osiągnęłam i przez własną głupotę zaprzepaściłam naprawdę wiele. 


Wy też tak macie, że bywają dni kiedy ostatnią rzeczą o jakiej myślicie jest trening? Cholera... skąd to się bierze? Wczoraj przepłakałam w poduszkę cały dzień i byłam kompletnie załamana swoją sylwetką. Nie wiem czy kiedykolwiek coś uda mi się zmienić... w takie dni jak ten wczorajszy zaczynam we wszystko wątpić! Od listopada już trochę poprawiłam swoją sylwetkę, ale czeka mnie bardzo długa droga. Nie jestem maszyną, którą byłam wcześniej, która cieszyła się każdym treningiem, każdą aktywnością. Co mi teraz brakuje, że nie mogę wrócić do takiego stylu życia jaki prowadziłam wcześniej? Coraz częściej mam ochotę się poddać zupełnie jak niektóre z Was! Teraz rozumiem jak trudno było Wam zacząć i spróbować przejść na tą zdrowszą stronę życia. To cholernie wkurzające, że chcę, ale coś mnie blokuje. Jakiś głos w głowie mówi mi ciągle "nie dasz rady". Od dłuższego czasu boję się nawet stanąć na wadze, ale przecież widzę, że "szału nie ma".

Kiedyś podziwiałyście mnie za determinację i chęć do zmian... motywowałam, a teraz? Teraz sama potrzebuję motywacji! Oglądając zdjęcia innych kobiet najnormalniej na świecie się załamuje, bo przecież nigdy mogę nie osiągnąć takiego efektu. Dlaczego muszę być taką perfekcjonistką? Dlaczego wszystko co robię chcę robić na maksa, a czasem brakuje mi sił? Skąd wtedy brałam energię? NIE WIEM!

Pojawił się u mnie epizod siłowni i myślę, że szybko z niej nie zrezygnuję. Jutro umówiłam się z Anią, moją znajomą, która dąży do swojego wymarzonego efektu i nie boi się ciężarów. Ania pomoże mi w doborze ćwiczeń, rozpisze trening na cały najbliższy miesiąc, a do tego doda pewności siebie w strefie, w której na chwilę obecną 90% to mężczyźni czyli oczywiście mówię tutaj o ciężarach. Trochę się gubię w tych wszystkich maszynach, sztangach, hantlach. No niby są, ale co z nimi robić? No szlag by to trafił, ale nie mam pojęcia! Czuję się jak dziecko we mgle. Dlaczego nie spytam instruktora na siłowni co można byłoby zrobić? Boje się! Kto by pomyślał, że okażę się takim tchórzem :)

Bardzo chcę móc stanąć przed lustrem i powiedzieć - "Osiągnęłam upragniony efekt!". Ponownie chcę pokazać, że nawet po takiej przerwie można wrócić i zacząć. Mam nadzieję, że energia do treningów przyjdzie z czasem. Póki co jestem silnie motywowana przez mojego mężczyznę, który bardzo polubił siłownię. W końcu to na chwilę obecną czasem jedyna okazja by móc spędzić z nim czas. Początkowo frustrowało mnie to, że być może mu się nie podobam, że moje ciało nie jest dla niego atrakcyjne, ale teraz wszystko się zmieniło. Czuję, że robię to dla siebie! Chcę sama czuć się pewniej tak jak było wcześniej! Chcę widzieć w sobie tą silną kobietę, którą przecież jestem. Pogubiłam się, ale powoli się odnajduję.

Nie przejmujcie się więc chwilowymi spadkami wiary w siebie i w swoje możliwości... Jak widać to nic nienaturalnego, tak po prostu jest! Jesteśmy kobietami więc mamy prawo do złych dni... do chwil załamania. Każdy ma do tego prawo! Załamujesz się tym jak wyglądasz? Stań przed lustrem, zaciśnij pięści i powiedz "Jestem superbabką i dam radę! Za pół roku gdy przyjdą wakację wszyscy będą mnie pytać jak to osiągnęłam." Jest tyle dziewczyn, którym się udało to nam też się uda. Przyłącz się do mnie! Zejdź z kanapy, uśmiechnij się do siebie i weź się w garść tak jak zrobiłam to dziś ja! Właśnie wybieram się na siłownię i wiecie co? Może mi się nie chce... na zewnątrz tak szaro, buro i ponuro, że aż się nie chce wychodzić z łóżka, ale przecież leżąc nie zbliżę się nawet o krok do tego efektu, który chcę. Kiedyś nie czułam się źle w swojej skórze tak jak teraz, być może dlatego, że wiem, że da się zbliżyć do spełnienia marzeń o wakacyjnym bikini.

Powiem tak... W poniedziałek zrobię zdjęcia i dokładne pomiary (również na Tanicie). W sobotę kończę antybiotyk więc myślę, że energia wreszcie zacznie do mnie wracać.


PROPONUJĘ WAM TO SAMO!!!
Zróbmy sobie wszystkie zdjęcia i pomiary 15 grudnia i porównajmy je za miesiąc. Nic tak przecież nie motywuje jak rywalizacja!!! Taka motywacja przyda się zarówno mnie jak i Wam! Nie czekajmy do Nowego Roku z chęcią zmian, zacznijmy od razu! 


Brzmi to trochę niedorzecznie, ale czemu by nie spróbować? 
W poniedziałek na blogu i na facebooku oficjalnie ogłaszam MIESIĘCZNE WYZWANIE! Niech każda z Was robi to co lubi... czy będzie to trening z Ewą Chodakowską, czy siłownia, bieganie, czy choćby treningi nordic walking... To nie ma znaczenia. Każda aktywność się opłaci. Wspierajmy się i razem dolećmy do celu :)


Buziaki kochane! 
Trzymam bardzo mocno za Was kciuki, a Wy... Wy trzymajcie za mnie! <3

6 grudnia 2014

List do Świętego Mikołaja

Witajcie kochane!

Byłyście grzeczne? Dziś Mikołajki czyli dzień rozdawania i dostawania prezentów. Ja chyba byłam niegrzeczna, bo póki co Święty jeszcze mnie nie odwiedził. Nie dostałam nawet rózgi! Normalnie chamstwo :) 


A dziś jak zawsze w Mikołajki zamieszczam swój list do Świętego Mikołaja czyli 10 pozycji, które najchętniej bym przygarnęła.



1. Legginsy KappAhl - zobaczyłam je wczoraj w sklepie i się normalnie w nich zakochałam! Są świetne i oryginalne, a ja bardzo lubię trenować w ładnych ciuchach sportowych.

2. Biustonosz Sportowy Panache Sport GEO Print - już jeden Panache mam, ale ten jest tak śliczny, że nie mogę się powstrzymać i prędzej czy później pewnie ta perełka dołączy do mojej kolekcji. 


3. Play Station 4 - w końcu odrobina rozrywki należy się każdemu :) 



4. Opaska Jawbone - myślę o niej już od dłuższego czasu i fajnie byłoby ją mieć w swojej kolekcji.




5. Motocykl Aprilia RS 125 - bo postanowiłam wreszcie po wielu latach zrealizować jedną ze swoich mocno ukrytych pasji i przesiąść się z czterech kółek na dwa... 



6. Klasyczne szpilki od Christiana Louboutina których przedstawiać chyba nikomu nie trzeba!



7. Perfumy - Nowe Giorgio Armani "SI "



8. Perfumy - Paco Rabanne Lady Million "Eau My Gold!"




9. Nowe buty do Biegania - najchętniej New Balance W1080PY4





10. Thermomix - najnowszy model uniwersalnego robota kuchennego!!!




A Wy o czym marzycie? 
Pochwalcie się koniecznie co dostałyście :)

Buziaki kochane!!! 


2 grudnia 2014

TRUE LOVE STORY - Girl and the gym

Witajcie!

Po kontuzjach, depresjach, grypie żołądkowej... nadal jednak obciążona przewlekłym zapaleniem zatok powróciłam z hukiem do treningów, a wszystko za sprawą wyjątkowego wsparcia! Mówię tu o wsparciu ukochanego mężczyzny, bo to dzięki niemu w dniu dzisiejszym powróciłam na siłownię. Jestem jeszcze osłabiona, a On nie odwiedzał siłowni od 12 lat tak więc oboje trochę się oszczędzaliśmy, ale podejrzewam, że jutro i tak będziemy cierpieć na zakwasy choć dla mnie ten ból jest cudowny! Uwielbiam zakwasy... no tak, chyba jestem walniętą masochistką, ale tak to działa! :D



Tym razem odwiedziłam kolejną siłownie z sieci Platinium Fitness, która znajduje się bliżej miejsca zamieszkania mojego faceta. Ja niestety nie będę bywać tam zbyt często ze względu na odległość, ale muszę przyznać, że w Solvay Parku na ul. Zakopiańskiej w Krakowie podobało mi się bardziej niż na ul. Mogilskiej. Klub jest o wiele mniejszy, brakuje w nim strefy dla kobiet, która dla mnie i tak jest rzeczą zbędną, bo śmieszą mnie te małe, słodziutkie, różowe hantelki... Są tak cholernie urocze, że aż szkoda mi je zapocić. Atmosfera w klubie też zdecydowanie lepsza, bo mniej ludzi, którzy odwiedzają fitness klub tylko żeby się polansować w swoich nowych ciuchach Adidasa by Stella McCartney, a więcej osób, które przychodzą faktycznie po to żeby się spocić i zmęczyć. To lubię! Nikt nie patrzył na mnie krzywo co w niektórych sieciówkach zdarzało się nagminnie.



Nie o tym jednak chciałam pisać... 

Otóż od dwóch miesięcy (tylko tyle jesteśmy razem) próbowałam wyciągnąć mojego mężczyznę na siłownie, ale bezskutecznie. Miał ciekawsze zajęcia, głównie motocykl... Teraz jednak gdy odwiedził nas mróz, a motocykl poszedł w odstawkę chyba znudziło mu się siedzenie w domu (jak na 30-sto letniego "emeryta" przystało). Ostatnio nie robiliśmy już praktycznie nic... dopadło nas jesienne lenistwo więc nawet do knajp nie chciało nam się już wychodzić, a ileż można siedzieć w domu i oglądać telewizję? Byłam w szoku gdy w piątek powiedział: "Od poniedziałku idziemy!", a dziś nawet sam mi przypomniał, że mieliśmy iść. Oczywiście zapewne gdybym nie poszła z nim na te "pierwsze koty za płoty" to by stchórzył. Mimo wszystko zrobił to chyba bardziej dla mnie i poszliśmy... To było dziwne! Jakoś przywykłam do treningów w samotności, a tu taka niespodzianka. Muszę przyznać, że podobało mi się! Spędziłam na bieżni 45 minut przy czym spociłam się jak w dobrej saunie, ale mimo wszystko nie czułam się jakoś spięta, że nie wyglądam jak zawsze... No wiecie... normalnie perfekcyjne ciuchy, makijaż, fryzura i inne bzdety, a tu nic! Mokra, spocona kura! Wkręcił się!!! On naprawdę się wkręcił w siłownię i jeszcze chce zacząć trenować MMA. Uwierzcie mi... nigdy nie byłam tak szczęśliwa! Nie ma nic cudowniejszego niż mężczyzna, który podziela Twoją pasję!!! No, ale są też tego minusy... gdy tylko przyjdzie wiosna będę musiała wsiąść z nim na motocykl. Yyyy, aaaa... no niby to nic takiego, ale mimo wszystko paraliżuje mnie przed tym strach, bo ten człowiek jest nieobliczalny! Ja jednak jestem z gatunku tych kobiet, które akceptują czyjeś pasje, baaa... wręcz ciesze się, że jakąś ma, i że kocha to co robi. Teraz On pokochał moją pasję i coś mi się wydaje, że szybciej ja odpuszczę treningi niż On... Jeśli to wszystko będzie szło w tym kierunku nadal to do przyszłorocznych wakacji (tak ja już myślę o wakacjach, bo nie miałam żadnych w tym roku!!!) będziemy wyglądać niczym greccy bogowie!


Warto więc moje drogie namawiać najbliższych na wspólne realizowanie pasji... na wspólne wypady treningowe, które jeszcze mocniej umacniają więzi między ludźmi. Jeśli nie masz odwagi iść sama weź faceta! Nie masz faceta? Weź przyjaciółkę! Nie masz przyjaciółki to szukaj w internecie, nawet na facebooku grup ludzi, którzy szukają towarzyszy do wspólnych treningów. A nuż widelec takie znajomości się rozwiną w coś więcej? 

Kochane! Nie uwierzycie jak cudownie się czuje taka wypompowana po bieżni i ćwiczeniach na nogi i klatkę piersiową... Ach! Dawno nie czułam się tak wspaniale, a jutro... jutro nadejdą jeszcze zakwasy... No żyć nie umierać! Pomijam jeszcze, że jutro również się wybieramy na wspólną siłownię. "Zajeżdżę" tego biedaka, ale cóż... PRZECIEŻ SAM CHCIAŁ! :) 

A Wy kochane trenujecie same czy z kimś? A może macie problemy, żeby namówić Waszego mężczyznę na aktywne spędzanie czasu??? Służę pomocą (i dobrą radą) chociaż sama nie wiem jak mi się to udało :D Jeszcze wyeliminuję u niego papierosy, alkohol i... CHRAPANIE!!! i będzie mężczyzna idealny ;) 

Yyyyy... nieeeee, to niewykonalne...
... a może jednak? :D

Buziaczki <3