31 lipca 2013

TwL - Alternatywa zatłoczonych siłowni

Witajcie!
Pogoda ostatnio nas rozpieszcza i zachęca do wszelkich aktywności outdoorowych, z których ja korzystam bardzo chętnie. W zasadzie nie pamiętam kiedy ostatnio robiłam jakiś trening w domu. U nas w Polsce pogoda jest tak zmienna, że trzeba wycisnąć z niej co się tylko da! Mimo wszystko dużo ludzi w dalszym ciągu woli ćwiczyć na zatłoczonych klimatyzowanych siłowniach i wydawać pieniądze podczas gdy można połączyć przyjemne z pożytecznym.



Lasy Państwowe zorganizowały akcję "Trenuj w lesie", która to ma na celu przekonać ludzi do aktywności fizycznej na łonie natury korzystając z dobrodziejstw natury. Okazuje się, że rolki, nordic walking, jazda na rowerze czy bieganie to nie jedyne sporty, które mogą pomóc nam poprawić sylwetkę. Przekonują nas do tego: Mateusz "Master" Masternak - mistrz Europy w boksie zawodowym oraz Jolanta Studzienna - trenerka siatkówki i była reprezentantka Polski. Razem opracowali zestawy ćwiczeń dla każdego i zapraszają do lasu!


Już teraz na stronach Lasów Państwowych możecie znaleźć pierwszy odcinek cyklu, który znajdziecie także na YouTube. 



Moim zdaniem to bardzo fajna alternatywa zatłoczonych siłowni!!! Akurat obecnie przebywając u rodziców lasów mam pod dostatkiem więc może w najbliższym czasie przejdę się na spacer i zobaczę czy znajdę jakieś fajne miejsce, idealne na trening. W końcu nawet podczas takich upalnych dni w lasach można się trochę ochłodzić między drzewami.

Trening w formie PDF można ściągnąć ze strony Lasów Państwowych. 
TwL - ćwiczenia by Jolanta Studzienna
TwL - ćwiczenia opracowane przez Mateusza Masternaka


Aktywnym można być wszędzie!!!
Podoba Wam się taka inicjatywa? 
Ja uważam, że to świetny pomysł... Korzystajmy póki możemy!
Cieszę się, że coraz więcej się mówi o aktywności fizycznej i czynnie się do niej zachęca. Wierzę, że przyczyni się to do poprawy naszego zdrowia, bo ćwiczyć może każdy!



29 lipca 2013

EXSMOKERS - Rzuć palenie i nie daj się zatrzymać!

Kochani!
Tyle się teraz mówi o zdrowym trybie życia, o byciu fit, ale mało kto zwraca uwagę na to, że oprócz diety i treningów naszym życiem bardzo często rządzą również nałogi. Niektórzy mimo rzekomego, zdrowego trybu życia jaki prowadzą uskuteczniają np.” picie ryzykowne”, które mimo, że odbiega mocno od alkoholizmu to potrafi być jeszcze bardziej destrukcyjne. Inni złapani w sidła nałogu tytoniowego nie potrafią sobie z nim poradzić, szczególnie w sytuacjach silnie stresujących lub przy zwyczajnych nawykach jak papieros do kawy czy po jedzeniu.

Od dłuższego czasu uprawiam sporty outdoorowe i bardzo często ku mojemu zdziwieniu biegacz, który przebiegł kilka kilometrów np. wokół Nowohuckiego zalewu nagle siada na ławce, wyjmuje papierosa i go wypala. Doskonale niestety rozumiem jak to jest gdy wpada się w sidła nałogu, bo sama nie potrafiłam sobie z nim poradzić…

Zaczęłam palić 12 lat temu, jeszcze w szkole będąc całkowicie nieświadoma ryzyka wynikającego z popadnięcia w nałóg. Cały czas tłumaczyłam sobie, że się nie uzależnię i poniekąd miałam rację. Początkowo było to palenie tylko po za domem ze względu na niechęć rodziców do tytoniu, ale gdy tylko wyprowadziłam się na swoje w wieku 19 lat moje mieszkanie wypełniło się chmurą nikotynowego, trującego dymu. Na moje nieszczęście trafiałam cały czas na osoby palące i ciężko było mi w takiej sytuacji porzucić nałóg choć kilkukrotnie o tym myślałam. Jaki był tego powód, że chciałam rzucić? Co najśmieszniejsze nie chodziło mi o moje zdrowie, ale o zawartość portfela. Pamiętam czasy gdy wyjeżdżając na urlop zaopatrywałam się na pobliskiej stacji kupując minimum „wagon” fajek, płacąc wówczas około 50 zł, a teraz? Przy okazji ostatniego wyjazdu w zeszłym roku wydałam lekką ręką 130 zł. OMG! Co ja bym już mogła za te pieniądze kupić… Głupota ludzka niestety nie zna granic i mimo wszystko nadal po papierosy sięgałam aż do września zeszłego roku gdy zaczęła się moja metamorfoza. Przechodząc na zdrową stronę życia musiałam wyeliminować główny powód mojego złego samopoczucia czyli palenie! Obok nadwagi to on powodował, że czułam się jeszcze bardziej podminowana. Wcześniej też uskuteczniałam kilka prób, ale wszystkie niestety nie wypaliły. Kiedyś nie paliłam przez 3 miesiące, bo zastąpiłam papierosa analogowego, papierosem elektronicznym, który niestety po tym czasie się zepsuł i wróciłam do paskudnego dymiącego nałogu. W zeszłym roku było skuteczniej… przestałam prawie całkowicie kupować papierosy, nie zamieniałam ich na elektronicznego papierosa i muszę przyznać, że wcale mnie nie ciągnęło w tym kierunku, ale aż do czasu… do czasu gdy nie spotkałam się przy piwie z kimś kto palił. Wtedy chcąc nie chcąc łapałam za papierosa. Podobnie było przy dłuższej jeździe samochodem, bo nikotyna pobudzała mnie prawie tak jak niektórych wypicie doppio espresso. Drugim problemem były imprezy, na które mimo, że rzadko chodziłam to jednak zawsze chcąc nie chcąc zaopatrywałam się w papierosy. Mimo wszystko byłam z siebie dumna, bo bardzo ograniczyłam palenie stając się tylko towarzyskim palaczem.

Fot. EXSMOKERS

Czułam się o niebo lepiej!!! Moja kondycja poprawiła się niemal natychmiast i przestałam myśleć o papierosie jak o czymś po co muszę sięgać. Wtedy to aktywność fizyczna stała się moim uzależnieniem i to tylko o niej potrafiłam myśleć.

Niestety ta sielanka nie trwała u mnie długo, bo całkiem niedawno wróciłam w 100% do mojego paskudnego zwyczaju palenia papierosów na uczelni, w samochodzie, w pracy, a nawet… w domu! Było mi z tym niesamowicie źle i tłumaczyłam to sobie nadmiernym stresem wynikającym z pracy i studiów. Fakt, coś w tym było! W pracy to była jedyna możliwość, żeby bez konsekwencji iść na sekundkę na zaplecze i usiąść po kilku godzinach biegania między stolikami – uroki pracy kelnerki. Nie czułam się jednak z tym dobrze, ale cóż… stało się!

Zapowiedziałam sobie, że jak tylko skończę sesję to rzucam palenie na 1000% i tak też uczyniłam! Najgorsze w tym wszystkim jest to, że sama nikotyna mnie nie pociąga i potrafię sobie bez niej poradzić w normalne dni, gorzej gdy się zestresuje i zdenerwuję. Nie mniej jednak w papierosach pociąga mnie najbardziej sama czynność! Stojąc w korku nigdy nie mam co zrobić z rękami. Głupie prawda? No cóż, zdarza się! Spotykając się z palącymi znajomymi też jest mi głupio np. nie iść z nimi do palarni w klubie, bo jak miałabym to sobie wyobrazić? Zostać sama? Nie dziękuję! Oprócz tego bardzo często tak zwany „fajek” jest powodem do krótkich spotkań z przyjaciółmi. Wysyłamy sobie sms o treści „fajek” i wpadamy do siebie na kilka chwil, bo akurat na to udaje nam się znaleźć czas w tym zabieganym życiu. To są nawyki, które powodują u mnie chęć sięgnięcia po papierosa, a nie sama nikotyna.

Mimo wszystko postanowiłam przestać palić i w najgorszym wypadku będę sięgać po elektronicznego papierosa z 0 stężeniem nikotyny. Zachowam nawyk, ale nie będę zatruwać sobie cennego życia.  


Tymsamym postanowiłam przyłączyć się do akcji EXSMOKERS i skończyć z tym raz, a dobrze i wiem, że wyjdzie mi to tylko na dobre!


Zastanawialiście się kiedyś moi drodzy palacze co fundujecie swojemu organizmowi zapalając papierosa? Nie widzicie tego gołym okiem, bo zmiany zachodzą pod wpływem czasu i przede wszystkim wewnątrz. Niestety i na zewnątrz łatwo poznać palacza.


  • "Eks Palacze" wyglądają lepiej! Ich skóra nie jest już poszarzała i pokryta często wypryskami, a opadnięte kąciki ust po jakimś czasie wracają do poprzedniego stanu.
  • "Eks Palacze" nie są narażeni na destrukcyjne działanie dymu tytoniowego, ich skóra wygląda młodziej, a zmarszczki mimiczne spowodowane grumasem twarzy podczas zaciągania się eliminują.
  • "Eks Palacze" mogą pozwolić sobie na najdroższe perfumy i co najważniejsze… nie przykryją ich zapachem dymu!
  • "Eks Palacze" mają grubsze portfele, bo nie wydają codziennie ok. 12 zł co daje 84 zł tygodniowo, a około 336 zł miesięcznie! Przez rok mogą uzbierać na egzotyczne wakacje za ponad 4 tysiące złotych i pozwolić sobie na relaks w pełnym słońcu bez chmur nikotynowych!
  • "Eks Palacze" są pełni energii, aktywni, mają o wiele lepszą kondycję i żyją zdrowo! W przyszłości nie będą narażeni na zachorowania na raka jak Ci, którzy nie mieli tyle odwagi by rzucić palenie.

Po co czekać? Najlepiej od razu pozbyć się problemu i zostać "Eks Palaczem"!

Program do którego się przyłączyłam zrzesza ludzi, którzy na dobre chcą wyjść ze szponów nałogu i chcą stać się lepszymi wersjami siebie. Akcja EXSMOKERS udowadnia, że rzucenie palenia wcale nie jest takie trudne jak mogłoby nam się wydawać i dlatego powstała platforma iCoach, która dostępna jest w 23 językach! Warto spróbować na co wskazuje skuteczność programu, bo aż 30% osób, które się przyłączyły rzuciło palenie na dobre! Statystyki kochani mówią same za siebie, bo aż 7 na 10 palaczy chce rzucić palenie, ale nie wie jak się do tego zabrać.

NAJWAŻNIEJSZA JEST SILNA WOLA RZUCAJĄCEGO PALENIE!
Bez niej, ani rusz! Jeśli naprawdę chcesz rzucić palenie to prędzej czy później się to uda bez żadnych konsekwencji jak choćby syndrom odstawienny. Drżenie rąk, nerwowość, agresja i zajadanie głodu nikotynowego to tylko kilka objawów rzucania palenia, ale uwierzcie mi… WARTO!

Naprawdę nie ma znaczenia czy palisz od roku czy 30 lat, bo jeśli chcesz przestać to wierzę, że Ci się uda. Wsparcie można uzyskać choćby korzystając z programu EXSMOKERS. Głód nikotynowy można również wyeliminować stosując leki jak Desmoxan czy Tabex (dostępne na receptę), ale samo ich stosowanie podczas gdy tak naprawdę nie chcesz wyzwolić się z nałogu na nic się nie zda! Tutaj najważniejszą rolę gra psychika człowieka i nasze chęci. Gdy pierwszy raz przestałam palić wcale nie odczułam tego, że mam więcej pieniędzy, bo ten aspekt muszę przyznać, że skusił mnie najbardziej. Tym razem postanowiłam kupić sobie świnkę skarbonkę za około 20-30 zł, taką, której nie da się otworzyć przed czasem i będę skrupulatnie codziennie wrzucać do niej po 5 zł, bo tyle średnio dziennie puszczałam z dymem. Zobaczymy za jaki czas skarbonka się wypełni się po brzegi gotówką, a wtedy to szalej dusza!

W mojej decyzji o rzuceniu palenia pomógł mi człowiek, na którym bardzo mi zależy, a który nigdy nie palił! Pomógł mi niestety również lekarz, bo rzucenie palenia pomoże mi rozwiązać moje problemy zdrowotne.

Nie bój się, że utyjesz po odstawieniu nikotyny, bo tak nie będzie! Prowadząc aktywny tryb życia i stosując zdrową dietę nie musicie mieć obaw! Ja nie paląc schudłam przecież 12 kg! Wszystko jest kwestią podejścia i tego czego naprawdę chcemy. Zacznijmy jednak myśleć o naszej przyszłości i przyszłości bliskich nam osób, którym możemy zaoszczędzić cierpienia… Niestety palenie papierosów jest wyrokiem skazującym nas na długą, powolną śmierć. Czy tego naprawdę chcemy? Nie pozwólmy by to nałóg dyktował nam co i jak mamy robić… to my zapanujmy nad nałogiem!!!

Fot. EXSMOKERS

Jeśli potrzebujecie pomocy w rzuceniu palenia to zajrzyjcie na stronę:
EXSMOKERSwww.exsmokers.eu lub FACEBOOKA
Aplikacja iCoach jest również dostępna na smartfony.

Jesteście ze mną?

26 lipca 2013

Focus T25 - wystarczy 25 minut dziennie!

Witajcie!
Dziś przygotowałam dla Was krótkiego posta o najnowszym "dziecku" Beachbody czyli treningu FOCUS T25! To kolejny trening przygotowany przez twórcę znanego wszystkim Insanity czyli Shaun T. 




Shaun T przez ostatni rok eksperymentował na sobie by stworzyć intensywny trening, który przyniesie spektakularne efekty już po 25 minutach dziennie, a konkretnie po 5 dniach treningu oraz jednym dniu rozciągania przy czym piątek to tak zwany "double day" gdzie Shaun T zaleca wykonanie dwóch treningów według rozpiski. Oczywiście jeśli nie mamy na to czasu to jeden z piątkowych treningów możemy przełożyć sobie na weekend np. wolną sobotę.

Każdy kto próbował Insanity wie, że można się w nim zatracić na amen. Podobnie jest z treningiem Focus T25.

Od jakiegoś czasu chciałam wprowadzić jakiś nowy trening i myślę, że ten trening trafił w samo sedno! Jest intensywny, ale jednocześnie krótki. Nawet najbardziej zabiegana osoba znajdzie 25 minut dziennie by poćwiczyć. Generalnie nie przepadam za treningami, w których trzeba trzymać się terminarza, ale z drugiej strony doskonale wiem, że takie treningi są dokładnie przemyślane przez ich twórców i przynoszą najlepsze efekty. Widziałam rezultaty moich znajomych po Insanity czy Hip Hop Abs więc wierzę, że i za pomocą tych ćwiczeń można osiągnąć spektakularny efekt. Mam zamiar spróbować, ale nie wiem czy teraz, przed wyjazdem jest sens, bo za 2 tygodnie znów będę musiała przerwać.

Na czym polega FOCUS T25?
To totalny wyciskacz potu, wyjątkowo intensywne cardio, które wykonujemy w pełnym skupieniu na ćwiczeniach i celu, który pragniemy osiągnąć. To pełen wysiłek bez przerwy, który jest tego wart! Wystarczy spojrzeć na efekty osób, które trening przetestowały. Dodam jeszcze, że jeśli nie mamy wystarczającej kondycji fizycznej ćwiczenia zawsze możemy robić w łatwiejszej i mniej intensywnej wersji bez skoków i wyjątkowo szybkiego tempa, którym trening się charakteryzuje.


Czy to w ogóle możliwe, że dzięki temu treningowi możemy uzyskać efekty jak po godzinie ćwiczeń dziennie? Muszę się przekonać na sobie, bo inaczej nie uwierzę!




Pełny trening składa się z trzech faz: alpha, beta i gamma (terminarze poniżej).
 To łącznie 14 tygodni ciężkiej pracy nad sobą po 5 dni w tygodniu.

Faza ALPHA ma na celu nauczyć nas skupiania się na odpowiednich ruchach, które mają działać na konkretne partie ciała.

Faza BETA z kolei ma rozwinąć naszą zwinność, szybkość, koordynację ruchową i kondycję.

Ostatnia Faza GAMMA (sprzedawana osobno) to trening rozwijający mięśnie oraz siłę.



Przyjmiecie takie wyzwanie? 
Uprzedzając Wasze pytania trening możecie znaleźć na Chomiku lub tutaj online.

Myślę, że nadeszła pora na totalną zmianę! Znudziłam się domowymi treningami i już od dłuższego czasu tylko biegam, spaceruję i jeżdżę na rowerze. Mam całkowity brak motywacji na domowe ćwiczenia, ale być może ten trening wszystko zmieni. Spróbuję od poniedziałku i zobaczymy... 
Uwielbiam Shaun T i jego treningi więc i ten na pewno pokocham choć różni się całkowicie od Insanity. Podoba mi się, że tutaj również nie potrzebujemy żadnego specjalistycznego sprzętu! Wystarczy mata i hantle oraz bardzo dużo samozaparcia. 

23 lipca 2013

Moje nowe buty do biegania - NEW BALANCE 890v3

Witajcie!

Dzisiejszy dzień zaczął się dla mnie bardzo pozytywnie (nie to co ostatnie). Od wczoraj z niecierpliwością wyczekiwałam kuriera, aż wreszcie się pojawił i zapukał do moich drzwi. Od razu dopadłam nożyk i otworzyłam paczuszkę, bo sama byłam niesamowicie ciekawa co dokładnie czeka na mnie w środku.


Wewnątrz czekały na mnie oczywiście nowiutkie buty do biegania firmy New Balance!!! Już jakiś czas temu pisałam Wam, że niedługo będę miała okazję pobiegać w innym obuwiu niż moje dotychczasowe Reebok RealFlex TR. Już nie mogę doczekać się aż je przetestuję, ale póki co jeszcze nie mogę. Do treningów planuje jednak wrócić już w tym tygodniu, bo tatuaż goi się bardzo ładnie. Nagromadzoną frustrację najłatwiej wyładować właśnie bieganiem i chociaż przebiegłam do tej pory tylko 50 km to wiem co mówię! Podczas biegania moje myśli są wolne, a gdy tylko coś złego przyjdzie mi do głowy to od razu zaczynam biec szybciej i całą negatywną energię szlag trafia.


Moje nowe buty do biegania to najnowszy model New Balance: 890v3 w kolorze miętowo-różowym! Gdy je tylko zobaczyłam to zwariowałam ze szczęścia, bo to chyba najczęściej noszone przeze mnie kolory (także w przypadku odzieży sportowej).

Buty są niesamowicie lekkie i prawie w ogóle są niewyczuwalne na stopie! Wczoraj pół dnia chodziłam w bardzo niewygodnych koturnach i dziś mam tego konsekwencje w postaci paskudnych bąbli. Nie mogłam założyć żadnych innych butów, bo wszystkie sprawiały mi ból i dlatego jeszcze bardziej się zdziwiłam gdy zmierzyłam te! Muszę powiedzieć, że są wyjątkowo mięciutkie i nadają się również na gorszą pogodę, a nie tylko na sezon letni. Podeszwa jest gruba, pięta minimalnie podniesiona, na pewno idealnie sprawdzą się przy bieganiu na twardych powierzchniach, po których biegam najczęściej. Rozmiar 41 pasuje na mnie idealnie co jest bardzo ważne w wypadku wyboru butów sportowych. Fakt, buty mogłyby być trochę węższe, bo mam dosyć szczupłą i wąską stopę mimo dużego rozmiaru, dostałam jednak wariant standardowy czyli B, ale New Balance produkuje również buty węższe co jest bardzo przydatne.

Muszę przyznać, że gdy szukałam butów do biegania brałam pod uwagę głównie firmy Reebok i Nike, a o New Balance nawet nie pomyślałam. Nie wykluczam tego, że może się okazać, że kupując wtedy Reeboka popełniłam największy błąd w życiu. Wówczas głównie sugerowałam się wyglądem oraz ceną przy wyborze obuwia do treningów i biegania. Różnica jest wyczuwalna, bo RealFlexy trochę mnie gniotły przez pierwsze dni, a dopiero później się rozbiły i dopasowały do stopy.




I jak się Wam podobają? 
Moim zdaniem prezentują się naprawdę bardzo dobrze mimo typowo sportowego, trochę topornego wyglądu.

Na dzień dzisiejszy to w zasadzie wszystko co o butach mogę Wam powiedzieć, bo jeszcze ich nie testowałam. Dokładną recenzję oczywiście napiszę Wam po przebiegnięciu 100 km czyli mam nadzieję już niebawem. Przynajmniej w tej kwestii mam porównanie, bo będzie to już trzecia para butów, w których będę biegać. 

Buty, rzecz jasna pojadą ze mną do Włoch i tam liczę, że przetestuje je wyjątkowo intensywnie, bo będę mieć aż nadmiar czasu i dowolność miejsc do biegania. Oto mój nowy cel - 100 km do końca sierpnia. Nie wiem czy to wykonalne, ale spróbuję, bo w końcu z każdym treningiem biegnie mi się coraz lepiej. 


A jakie Wy wybieracie buty do biegania? 
Mam nadzieję, że nie biegacie w tenisówkach, bo i takie przypadki ostatnio widziałam co dosłownie mnie przeraziło! Moje stawy chyba by takiego obciążenia nie wytrzymały.

22 lipca 2013

Jak dbać o TATUAŻ?

Witajcie!
Kilka dni temu na moim Facebooku opublikowałam zdjęcie mojego nowego tatuażu, który jest powiększeniem poprzedniego, zrobionego 5 lat temu w bardzo ważnej intencji. Ten tatuaż, który w tym momencie zdobi moje ciało jest równie ważny, bo całe życie będzie przypominał mi to ile zmieniłam w swoim życiu podczas mojej metamorfozy. 

Znam setki przeciwników i zwolenników sztuki jaką są tatuaże i nikogo nie mam zamiaru przekonywać, że to dobry lub zły pomysł. W moim przypadku była to forma nagrodzenia siebie za ciężką pracę i choć nadal nie osiągnęłam swojego celu to zdobyłam spore doświadczenie walcząc o lepszą siebie. Przez te kilka miesięcy nauczyłam się, że można żyć zdrowo bez większych wyrzeczeń i teraz już zawsze będę stosować się do tych kilku prostych zasad, które weszły mi w krew. Gdy zejdę na złą drogę tatuaż zawsze będzie mi przypominał, że mogę wrócić w każdej chwili!

"My love is permanent like a tattoo... "
Zaczerwieniony i spuchnięty kilka godzin po zrobieniu. 

Od czwartku i przez następne kilka dni nie mogę uprawiać sportów ani ćwiczyć, bo tatuaż jeszcze jest w trakcie gojenia się, ale później wrócę ze zdwojoną energią, bo już mnie nosi!!!

Korzystając z tej okazji postanowiłam jednak napisać jak ja dbam o tatuaż, żeby był piękny przez długie, długie lata... w końcu kiedyś będzie ozdabiał (mam nadzieję) mój płaski brzuszek! Przez ostatnie kilka dni bardzo dużo czytałam i rozmawiałam ze znajomymi na temat ich dbania o tatuaże i muszę przyznać, że każdy robi to na swój sposób, czasem nie koniecznie bezpieczny.


JAK DBAĆ O TATUAŻ?

1. Na świeży tatuaż jeszcze w studio zawsze zakładają nam opatrunek z jałowej gazy lub folii, który należy zdjąć po około 4-5 godzin. Po tym czasie tatuaż należy przemyć letnią wodą z dodatkiem delikatnego mydła antybakteryjnego lub zwykłego szarego. Ja wybrałam naturalne mydło szare, nieperfumowane. Przy pierwszym tatuażu używałam Protex. Po myciu tatuaż osuszamy delikatnie ręcznikiem papierowym i smarujemy maścią, którą dostaliśmy od tatuażysty lub maścią Alantan albo kremem Bepanten. Nie polecam wazeliny, bo jej tłusta konsystencja tworzy film na skórze, który uniemożliwia powietrzu dostania się do naszej skóry przez co tatuaż może się najzwyczajniej w świecie zaparzać.

2. Po posmarowaniu tatuażu niektórzy tatuażyści zalecają ponowne założenie opatrunku z folii, a inni doradzają jej odstawienie. Nie mnie oceniać, która metoda jest lepsza, ale przy pierwszym tatuażu nie stosowałam folii w ogóle i tatuaż wygoił się błyskawicznie. Teraz folia niestety musiała być ze względu na to, że z rany ciekło mi bardzo dużo osocza i nie chciałam żeby wszystko dookoła mnie było nim zalane. Na chwilę obecną można kupić folię z mikrootworami, które również pozwalają skórze oddychać.

3. Bez znaczenia czy zakładamy opatrunek z folii czy też nie, tatuaż myjemy co 4-5 godzin i smarujemy po każdej kąpieli!

4. O tatuaż najbardziej musimy dbać przez pierwsze 48 godzin od zrobienia, bo wtedy rana jest całkowicie otwarta i może dojść do infekcji lub zakażenia.

5. Tatuaż goi się przez około 3-4 tygodni, ale jest to kwestia indywidualna. Trwałość kolorów i wzoru zależy tylko od nas i jeśli będziemy dbać o naszą ozdobę to na pewno będzie służyć nam przez długie lata! W czasie gojenia nadal należy przemywać tatuaż zgodnie z wcześniejszymi zaleceniami, a także smarować go maścią po każdym myciu (około 2-3 razy dziennie).

6. Nigdy nie dotykaj tatuażu brudnymi rękami, a także nie nakładaj maści na nieumytą wcześniej skórę!

7. Przez minimum 4 dni po zrobieniu tatuażu wstrzymaj się od alkoholu czy narkotyków, ale jest to kwestia indywidualna. Przy pierwszym tatuażu unikałam używek przez 2 tygodnie i nie żałuję.

8. Przez około 2 tygodnie nie wolno brać długich kąpieli w wannie lub korzystać z basenów, jezior itd. Nie powinno się zbyt długo moczyć tatuażu dlatego nawet po prysznicu trzeba tatuaż dokładnie osuszyć. Należy także unikać sauny oraz opalania się przez co najmniej 4 tygodnie (również w solarium). Przez około 2 tygodnie również warto przystopować z aktywnością fizyczną.

9. Po upływie 3 tygodni można sięgnąć po zwykły balsam do ciała w celu nawilżenia skóry lub olejek migdałowy. Skóra dzięki temu szybciej się zregeneruje, a tatuaż zachowa piękny, zdrowy wygląd przez długie lata.

10. Tatuaż jest w pełni wygojony gdy staje się matowy, a skóra gładka i jednolita. Zazwyczaj trwa to około 4-6 tygodni, ale jest to kwestia indywidualna.

11. Jeśli chcesz by tatuaż pozostawał wyraźny przez długie lata warto dbać o niego cały czas najlepiej smarując go balsamami, a podczas zażywania kąpieli słonecznych zawsze pamiętaj by wytatuowane miejsce pokryć dobrym sun blokerem 50+.

12. Wyraźność i intensywność kolorów zależy także od koloru Twojej skóry. Kolory będą bardzo intensywne u osób z jaśniejszą karnacją nawet po tym jak skóra w pełni się zregeneruje. U osób o śniadej skórze kolory nigdy nie będą aż tak wyraźne.



Ja będę bardzo dbać o mój tatuaż, bo to spełnienie moich marzeń. Nawet ból, którego doświadczyłam podczas robienia nie sprawi, że za jakiś czas nie zrobię nowego, bo już pojawiają się w mojej głowie kolejne plany. Następnym razem będzie to już napis, a nie kolejny tribal. 

Wynagrodziłam się za ciężką pracę i spełniłam jedno z moich marzeń, a teraz trzeba znów wrócić na ziemię i skupić się na kolejnych etapach mojej metamorfozy, a także na przyszłości... 


A Wy macie jakieś tatuaże? 
Może macie jakieś w planie?


17 lipca 2013

Akcja "Kręć kilometry, zaparkuj klimatycznie."


Witajcie!
Dziś na jednym z blogów rowerowych znalazłam informację o akcji "Kręć kilometry, zaparkuj klimatycznie". To już druga edycja tego wydarzenia, do którego każdy, szanujący się rowerzysta powinien przystąpić! O co się rozchodzi? O designerskie stojaki rowerowe, które możemy sobie wyjeździć. 


Do końca września w akcji mogą wziąć udział rowerzyści z całej Polski, a województwo, które łącznie przejedzie największą liczbę kilometrów otrzyma od Fundacji Allegro All fFor Planet nowiutkie stojaki rowerowe. Nie wiem czy Wy też spotkaliście się z problemem braku miejsca do pozostawienia roweru w różnych rejonach miasta? Ja notorycznie mam z tym problem, bo jednak liczba rowerzystów z dnia na dzień rośnie, a miejsc... No cóż...

Co trzeba zrobić? W sumie nie wiele! Wszystko jest w naszych rękach, a raczej nogach ;)

Żeby wziąć udział w akcji i przyczynić się do wygrania nowych stojaków wystarczy ściągnąć aplikacje "Kręć kilometry" na swój telefon. Aplikacja dostępna jest na smartfony z systemem operacyjnym Android i iOS.
Więcej informacji na: www.zaparkujklimatycznie.pl


W zeszłym roku nowe miejsca parkingowe dla rowerów powstały w Krakowie i szczerze mówiąc mam nadzieję, że i w tym roku nam się uda. Chcesz przyczynić się do zwycięstwa swojego miasta? Wsiadaj na rower i pedałuj! Nie zapomnij tylko o uruchomieniu aplikacji ;)


Bardzo podoba mi się forma tego konkursu, bo nikt z uczestników nie ponosi żadnych kosztów. Jeśli jeździsz na rowerze codziennie do pracy, szkoły lub spędzasz wiele wolnego czasu przemierzając na dwóch kółkach swoją okolicę to przyłącz się do zabawy. Nic nie stracisz, a możesz przyczynić się do powstania nowych miejsc parkingowych. Nawet jeśli nie masz zamiaru z nich korzystać to pamiętaj, że zawsze to krok do przodu Twojego miasta.

To co? Kręcimy?
Ja wczoraj wykręciłam 60 km, a dziś ledwo czuje nogi, ale ponownie mam zamiar wsiąść na rower.
To zdecydowanie moje uzależnienie! 

NIECH ZATEM WYGRA NAJAKTYWNIEJSZY!!! :)
Fot. www.mmkrakow.pl

Aktualne wyniki rywalizacji:


Na którym miejscu jest Wasze województwo???
Małopolska jest na 4, ale to się na pewno zmieni! :)


15 lipca 2013

SCHUDŁAM... i co dalej?

Witajcie!
Wreszcie moje szalone, zabiegane życie trochę zwolniło co niezmiernie mnie cieszy. Dziś wreszcie odespałam cały weekend i jestem pełna energii by pokonać ostatnie egzaminy, które już w przyszły weekend. W tym tygodniu wreszcie udało mi się umówić do lekarza i dostałam termin na tatuaż więc oprócz nauki zajmę się również czymś innym. Powoli też zaczynam już planować swój wyjazd. 


Opracowałam także plan na kolejne 2 miesiące czyli moje wakacje, bo odczuwam niewiarygodną potrzebę powrotu do treningów. Przez ostatnie 2 miesiące mocno przystopowałam. Tylko trochę jeździłam na rowerze, spacerowałam i biegałam. Powróciłam również do mniej dietetycznego jedzenia, ale w dalszym ciągu próbuję odżywiać się zdrowo.


Jaki jest mój plan na najbliższe 2 miesiące (tuż po zagojeniu się tatuażu)? 
Mam zamiar zrzucić te zaległe 4/5 kg, które są wyjątkowo oporne i nie chcą dać się zrzucić! Jestem zdeterminowana, a moja motywacja sięgnęła zenitu! Kiedy jak nie teraz? 

Jak już pisałam w ciągu ostatnich 2 miesięcy wróciłam do mojego wcześniejszego, normalnego trybu życia. Praca, uczelnia i bardzo wiele spraw i problemów nie pozwoliło mi trenować, a zdrowe odżywianie stało się wyjątkowo trudne. Podeszłam jednak do sprawy zdroworozsądkowo i uznałam, że w ciągu kilku dni nie uda mi się zaprzepaścić niemal całego roku walki o nową siebie. Kilka dobrych nawyków mi oczywiście pozostało mimo absolutnego braku czasu. ZAWSZE zjadałam pełnowartościowe śniadania i piłam bardzo dużo wody. Do tego owoce, warzywka... Niestety czasem górę wzięły i te złe nawyki... Mimo wszystko przez miesiąc gorszego odżywiania i braku treningów moja waga i pomiary nie zmieniły się!

Często dostaje od Was wiadomości o treści "Schudłam i co dalej?". Kochane moje! Tutaj nie ma "dalej", jest "cały czas", ale też bez przesady. Jeśli zrzuciłaś tyle ile chciałaś i teraz boisz się wrócić do normalnego odżywiania to prędzej czy później zgubisz kolejne kilogramy, ale po co? Gdy rozstajemy się już z dietą redukcyjną wystarczy dodać około 300 kcal do naszego dziennego spożycia i powoli przyzwyczajać organizm, że będzie dostawał więcej wartości odżywczych niż do tej pory. Nie widzę również przeszkód w zjedzeniu np. kebaba czy pizzy lub też sięgnięcia po słodkości, ale trzeba robić to z głową! Nie rzucamy się od razu na duże ilości słodyczy czy śmieciowego jedzenia, bo organizm może się zbuntować i wszystko odłożyć. Raz na jakiś czas jednak można pozwolić sobie dosłownie na wszystko. W trakcie metamorfozy, trenując budujemy mięśnie, które są bardzo istotne w procesie metabolizmu, bo to dzięki nim nasz organizm spala więcej energii.

Ostatnio wszyscy moi znajomi pytają mnie czy nadal jestem na diecie, a ja odpowiadam, że w zasadzie to już nie, lub że nigdy na niej nie byłam! Osiągnęłam pierwszy cel czyli wagę 69 kg więc nie będę katować się nadal. W sumie to jak wiecie moja "dieta" to było po prostu zdrowe odżywianie i wcale nie odmawiałam sobie niektórych przyjemności. Teraz jem trochę więcej i już nie myślę o tym czy powinnam zjeść o jedną kostkę czekolady więcej czy mniej. Nie przytyłam, sylwetka mi się nie zmieniła więc naprawdę nie ma czego się bać. Mimo wszystko nie rezygnuję z ruchu i gdy mam wybór: rower vs samochód to odpowiedź jest prosta! Mam pewność, że przy odżywianiu zgodnym z zapotrzebowaniem energetycznym mojego organizmu i przy optymalnej ilości ruchu moja sylwetka się nie zmieni, ani w jedną, ani w drugą stronę.


Oczywiście jeśli ktoś stosował pseudo diety czyli głodówki to powrót do odżywiania zgodnego z zapotrzebowaniem kalorycznym bez konsekwencji będzie bardzo trudny, ale małymi kroczkami każdy dojdzie do celu! To kolejna wyższość "ZDROWEGO ODŻYWIANIA" nad "DIETAMI".


Przez najbliższe 2 miesiące jednak znów zacznę uważać na to co jem i zintensyfikuje trochę moje treningi. Mam zamiar przyjąć też jakieś wyzwanie np. związane z bieganiem czyli czymś co będę mogła wykonywać także podczas przebywania we Włoszech. 
Krótko mówiąc... WRACAM DO DALSZEJ WALKI! :)
Drżyj zawartości tłuszczu w moim organizmie!!! 

Jak słusznie wiele Was zauważyło w tym miesiącu nie było podsumowania, bo naprawdę nie ma co podsumowywać :) Nic się nie zmieniło oprócz tego, że moja obecna waga się ustabilizowała... Liczę na to, że przy kolejnych podsumowaniach wreszcie będę miała się czym pochwalić, bo ileż można czekać na dalsze efekty?

12 lipca 2013

TEST MUSZYNIANKI - Woda, woda... zdrowia doda!

Witajcie!
Dziś przedstawiam Wam długo już planowany post, który ze względu na absolutny brak czasu (i dostępu do komputera) musiałam ciągle odwlekać w czasie. Jestem w połowie sesji egzaminacyjnej i już za nieco ponad tydzień będzie po wszystkim! Mam nadzieję, że uda mi się zaliczyć egzaminy w pierwszych terminach, bo bardzo mi zależy żeby mieć czas wolny przez cały sierpień i wrzesień. Kto by nie chciał w momencie gdy otrzymuje wiadomość o treści: "Szkoda, że nie jesteś teraz bliżej mnie", a na pytanie "Dlaczego?" dostać odpowiedź: "...bo mógłbym Cię przytulić!". Ostatnio humor mi trochę nie dopisywał, ale znów wszystko wróciło do normy również z powodu tego, że wreszcie udało mi się umówić na tatuaż, który planowałam od dawna! 


Tym razem jednak chciałabym Wam zdradzić co znalazło się w tajemniczej przesyłce, którą jakiś czas temu przyniósł mi kurier całkowicie mnie tym zaskakując!  Gdy tylko ją otwarłam moim oczom ukazała się MOJA ULUBIONA WODA MINERALNA, a konkretnie? MUSZYNIANKA!!!


Do przetestowania otrzymałam dwie zgrzewki wody, jedną z butelkami po 1,5l, a drugą z małymi 0,5l. Zbieg okoliczności był niesamowity, bo akurat tego dnia planowałam jechać na większe zakupy po zapas wody na najbliższy tydzień. Jak już kiedyś pisałam woda mineralna to coś co zużywam na potęgę! Potrafię dziennie wypić nawet 3 litry, a gdy na zewnątrz jest tak gorąco jak w ciągu ostatnich kilku dni to i więcej! Bardzo więc cieszyłam się gdy woda przyjechała do mnie sama i nie musiałam się po nią ruszać z mojej "jaskini".

Oprócz wody dostałam również pełno gadżetów Muszynianki!!! Plecaczek w formie worka, zestaw ręczników, których nigdy nie za wiele, koszulkę, kubek, misia, a także bardzo poręcznego pendriva w formie karty, którą teraz noszę cały czas w portfelu. DZIĘKUJĘ MUSZYNIANKO!!!  


Wodę testowałam tylko przez niecały tydzień, bo szybko się skończyła, ale przecież doskonale znam jej smak oraz działanie. Przeważnie to właśnie tą wodę kupuję! Dlaczego akurat tą? Odpowiedź jest bardzo prosta! Głównie ze względu na walory smakowe oraz skład, ale także dlatego, że Muszynianka naprawdę orzeźwia! Świetnie sprawdza się w upalne dni z lodem i plasterkiem limonki lub cytryny - MNIAM!

Piłam już różne wody mineralne (nigdy nie kupuję źródlanych) i tą polubiłam najbardziej. W zasadzie wodę tą można zaliczyć jako suplement diety, bo jest bardzo bogata w magnez co odczułam też na sobie. Odkąd regularnie kupuje wody bogate w magnez nie mam problemów ze skurczami, które były moim nocnym (dosłownie) koszmarem. Dokuczało mi również drganie powiek i nerwowość. Teraz, od jakiegoś czasu nie faszeruję się już dodatkowo suplementami diety, bo wystarczająco uzupełniam magnez pijąc wodę w niego bogatą.


Niektóre wody mineralne, które zawierają sporo magnezu mają lekko słonawy smak, którego akurat w Muszyniance nie wyczuwam. Niestety jest też jeden minus... wody tej nie mogę pić podczas treningów, bo "wzburza" mi się w żołądku, a efekty tego są oczywiste. Wtedy najczęściej piję np. niegazowaną Nałęczowiankę.

A Wy? Jaką wodę najczęściej kupujecie? 
Zwracacie uwagę na jej skład czy wybieracie zwykłą wodę źródlaną? 

Moja Muszynianka skończyła się już po tygodniu, ale oczywiście nigdy jej nie zabraknie w moim mieszkaniu!   Towarzyszyła mi prawie wszędzie... w pracy, na uczelni, o rowerze już nie wspomnę! Dziś kupiłam kolejne 2 zgrzewki, które mam nadzieję, że starczą na najbliższy tydzień. Upałów nie zapowiadają więc aż tak dużo pić nie będę. Wyobraźcie sobie, że ja potrafię siedzieć przed telewizorem z dzbankiem wody z cytrynką, limonką lub naturalnym sokiem i pić co kilka sekund po małym łyczku. Efekt? Woda kończy się po kilkunastu minutach :) Nie piję soków, a po napoje gazowane sięgam tylko w wyjątkowych sytuacjach (bardzo rzadko).

Ja wybieram wodę mineralną, a Wy? 





W lecie takie delikatne gazowane wody mineralne jak Muszynianka sprawdzają się bardzo dobrze w formie napojów z owocami, miętą i lodem. Szczególnie gdy na zewnątrz żar leje się z nieba warto zadbać o porządne orzeźwienie! Ja zawsze w takich sytuacjach wykorzystuję dzbanki i karafki np. taką jaką ostatnio otrzymałam od firmy Dafi. Niestety bardzo się zawiodłam, bo myślałam, że karafka jak i dzbanek będzie posiadać filtr do wody. Póki co musi mi ona wystarczyć jako naczynie do robienie orzeźwiających napojów.

Ostatnio uwielbiam domowy sok z malin z lekko gazowaną wodą mineralną lub np. limonki z miętą i lodem - MNIAM! <3


Teraz mam już pełny zestaw: dzbanek z filtrem oraz karafkę... w końcu wszystko co z wodą związane jest ważne!