11 grudnia 2014

MOTYWACJA - Moje miesięczne wyzwanie!!!

Kochane moje... 
Okazuje się, że ja też jestem tylko człowiekiem i bardzo często brakuje mi motywacji. Powiem Wam szczerze, że nie wiem skąd wcześniej czerpałam swoją determinację do zmian, bo na chwilę obecną kompletnie się w treningach pogubiłam. Kiedyś codziennie w domu potrafiłam ćwiczyć, a dziś? Dziś już mnie to nie bawi! Na siłowni czasem nie czuję się komfortowo, bo jednak wiele brakuje mi do tego idealnego wyglądu o jakim marzę od dawna. Sporo osiągnęłam i przez własną głupotę zaprzepaściłam naprawdę wiele. 


Wy też tak macie, że bywają dni kiedy ostatnią rzeczą o jakiej myślicie jest trening? Cholera... skąd to się bierze? Wczoraj przepłakałam w poduszkę cały dzień i byłam kompletnie załamana swoją sylwetką. Nie wiem czy kiedykolwiek coś uda mi się zmienić... w takie dni jak ten wczorajszy zaczynam we wszystko wątpić! Od listopada już trochę poprawiłam swoją sylwetkę, ale czeka mnie bardzo długa droga. Nie jestem maszyną, którą byłam wcześniej, która cieszyła się każdym treningiem, każdą aktywnością. Co mi teraz brakuje, że nie mogę wrócić do takiego stylu życia jaki prowadziłam wcześniej? Coraz częściej mam ochotę się poddać zupełnie jak niektóre z Was! Teraz rozumiem jak trudno było Wam zacząć i spróbować przejść na tą zdrowszą stronę życia. To cholernie wkurzające, że chcę, ale coś mnie blokuje. Jakiś głos w głowie mówi mi ciągle "nie dasz rady". Od dłuższego czasu boję się nawet stanąć na wadze, ale przecież widzę, że "szału nie ma".

Kiedyś podziwiałyście mnie za determinację i chęć do zmian... motywowałam, a teraz? Teraz sama potrzebuję motywacji! Oglądając zdjęcia innych kobiet najnormalniej na świecie się załamuje, bo przecież nigdy mogę nie osiągnąć takiego efektu. Dlaczego muszę być taką perfekcjonistką? Dlaczego wszystko co robię chcę robić na maksa, a czasem brakuje mi sił? Skąd wtedy brałam energię? NIE WIEM!

Pojawił się u mnie epizod siłowni i myślę, że szybko z niej nie zrezygnuję. Jutro umówiłam się z Anią, moją znajomą, która dąży do swojego wymarzonego efektu i nie boi się ciężarów. Ania pomoże mi w doborze ćwiczeń, rozpisze trening na cały najbliższy miesiąc, a do tego doda pewności siebie w strefie, w której na chwilę obecną 90% to mężczyźni czyli oczywiście mówię tutaj o ciężarach. Trochę się gubię w tych wszystkich maszynach, sztangach, hantlach. No niby są, ale co z nimi robić? No szlag by to trafił, ale nie mam pojęcia! Czuję się jak dziecko we mgle. Dlaczego nie spytam instruktora na siłowni co można byłoby zrobić? Boje się! Kto by pomyślał, że okażę się takim tchórzem :)

Bardzo chcę móc stanąć przed lustrem i powiedzieć - "Osiągnęłam upragniony efekt!". Ponownie chcę pokazać, że nawet po takiej przerwie można wrócić i zacząć. Mam nadzieję, że energia do treningów przyjdzie z czasem. Póki co jestem silnie motywowana przez mojego mężczyznę, który bardzo polubił siłownię. W końcu to na chwilę obecną czasem jedyna okazja by móc spędzić z nim czas. Początkowo frustrowało mnie to, że być może mu się nie podobam, że moje ciało nie jest dla niego atrakcyjne, ale teraz wszystko się zmieniło. Czuję, że robię to dla siebie! Chcę sama czuć się pewniej tak jak było wcześniej! Chcę widzieć w sobie tą silną kobietę, którą przecież jestem. Pogubiłam się, ale powoli się odnajduję.

Nie przejmujcie się więc chwilowymi spadkami wiary w siebie i w swoje możliwości... Jak widać to nic nienaturalnego, tak po prostu jest! Jesteśmy kobietami więc mamy prawo do złych dni... do chwil załamania. Każdy ma do tego prawo! Załamujesz się tym jak wyglądasz? Stań przed lustrem, zaciśnij pięści i powiedz "Jestem superbabką i dam radę! Za pół roku gdy przyjdą wakację wszyscy będą mnie pytać jak to osiągnęłam." Jest tyle dziewczyn, którym się udało to nam też się uda. Przyłącz się do mnie! Zejdź z kanapy, uśmiechnij się do siebie i weź się w garść tak jak zrobiłam to dziś ja! Właśnie wybieram się na siłownię i wiecie co? Może mi się nie chce... na zewnątrz tak szaro, buro i ponuro, że aż się nie chce wychodzić z łóżka, ale przecież leżąc nie zbliżę się nawet o krok do tego efektu, który chcę. Kiedyś nie czułam się źle w swojej skórze tak jak teraz, być może dlatego, że wiem, że da się zbliżyć do spełnienia marzeń o wakacyjnym bikini.

Powiem tak... W poniedziałek zrobię zdjęcia i dokładne pomiary (również na Tanicie). W sobotę kończę antybiotyk więc myślę, że energia wreszcie zacznie do mnie wracać.


PROPONUJĘ WAM TO SAMO!!!
Zróbmy sobie wszystkie zdjęcia i pomiary 15 grudnia i porównajmy je za miesiąc. Nic tak przecież nie motywuje jak rywalizacja!!! Taka motywacja przyda się zarówno mnie jak i Wam! Nie czekajmy do Nowego Roku z chęcią zmian, zacznijmy od razu! 


Brzmi to trochę niedorzecznie, ale czemu by nie spróbować? 
W poniedziałek na blogu i na facebooku oficjalnie ogłaszam MIESIĘCZNE WYZWANIE! Niech każda z Was robi to co lubi... czy będzie to trening z Ewą Chodakowską, czy siłownia, bieganie, czy choćby treningi nordic walking... To nie ma znaczenia. Każda aktywność się opłaci. Wspierajmy się i razem dolećmy do celu :)


Buziaki kochane! 
Trzymam bardzo mocno za Was kciuki, a Wy... Wy trzymajcie za mnie! <3

6 grudnia 2014

List do Świętego Mikołaja

Witajcie kochane!

Byłyście grzeczne? Dziś Mikołajki czyli dzień rozdawania i dostawania prezentów. Ja chyba byłam niegrzeczna, bo póki co Święty jeszcze mnie nie odwiedził. Nie dostałam nawet rózgi! Normalnie chamstwo :) 


A dziś jak zawsze w Mikołajki zamieszczam swój list do Świętego Mikołaja czyli 10 pozycji, które najchętniej bym przygarnęła.



1. Legginsy KappAhl - zobaczyłam je wczoraj w sklepie i się normalnie w nich zakochałam! Są świetne i oryginalne, a ja bardzo lubię trenować w ładnych ciuchach sportowych.

2. Biustonosz Sportowy Panache Sport GEO Print - już jeden Panache mam, ale ten jest tak śliczny, że nie mogę się powstrzymać i prędzej czy później pewnie ta perełka dołączy do mojej kolekcji. 


3. Play Station 4 - w końcu odrobina rozrywki należy się każdemu :) 



4. Opaska Jawbone - myślę o niej już od dłuższego czasu i fajnie byłoby ją mieć w swojej kolekcji.




5. Motocykl Aprilia RS 125 - bo postanowiłam wreszcie po wielu latach zrealizować jedną ze swoich mocno ukrytych pasji i przesiąść się z czterech kółek na dwa... 



6. Klasyczne szpilki od Christiana Louboutina których przedstawiać chyba nikomu nie trzeba!



7. Perfumy - Nowe Giorgio Armani "SI "



8. Perfumy - Paco Rabanne Lady Million "Eau My Gold!"




9. Nowe buty do Biegania - najchętniej New Balance W1080PY4





10. Thermomix - najnowszy model uniwersalnego robota kuchennego!!!




A Wy o czym marzycie? 
Pochwalcie się koniecznie co dostałyście :)

Buziaki kochane!!! 


2 grudnia 2014

TRUE LOVE STORY - Girl and the gym

Witajcie!

Po kontuzjach, depresjach, grypie żołądkowej... nadal jednak obciążona przewlekłym zapaleniem zatok powróciłam z hukiem do treningów, a wszystko za sprawą wyjątkowego wsparcia! Mówię tu o wsparciu ukochanego mężczyzny, bo to dzięki niemu w dniu dzisiejszym powróciłam na siłownię. Jestem jeszcze osłabiona, a On nie odwiedzał siłowni od 12 lat tak więc oboje trochę się oszczędzaliśmy, ale podejrzewam, że jutro i tak będziemy cierpieć na zakwasy choć dla mnie ten ból jest cudowny! Uwielbiam zakwasy... no tak, chyba jestem walniętą masochistką, ale tak to działa! :D



Tym razem odwiedziłam kolejną siłownie z sieci Platinium Fitness, która znajduje się bliżej miejsca zamieszkania mojego faceta. Ja niestety nie będę bywać tam zbyt często ze względu na odległość, ale muszę przyznać, że w Solvay Parku na ul. Zakopiańskiej w Krakowie podobało mi się bardziej niż na ul. Mogilskiej. Klub jest o wiele mniejszy, brakuje w nim strefy dla kobiet, która dla mnie i tak jest rzeczą zbędną, bo śmieszą mnie te małe, słodziutkie, różowe hantelki... Są tak cholernie urocze, że aż szkoda mi je zapocić. Atmosfera w klubie też zdecydowanie lepsza, bo mniej ludzi, którzy odwiedzają fitness klub tylko żeby się polansować w swoich nowych ciuchach Adidasa by Stella McCartney, a więcej osób, które przychodzą faktycznie po to żeby się spocić i zmęczyć. To lubię! Nikt nie patrzył na mnie krzywo co w niektórych sieciówkach zdarzało się nagminnie.



Nie o tym jednak chciałam pisać... 

Otóż od dwóch miesięcy (tylko tyle jesteśmy razem) próbowałam wyciągnąć mojego mężczyznę na siłownie, ale bezskutecznie. Miał ciekawsze zajęcia, głównie motocykl... Teraz jednak gdy odwiedził nas mróz, a motocykl poszedł w odstawkę chyba znudziło mu się siedzenie w domu (jak na 30-sto letniego "emeryta" przystało). Ostatnio nie robiliśmy już praktycznie nic... dopadło nas jesienne lenistwo więc nawet do knajp nie chciało nam się już wychodzić, a ileż można siedzieć w domu i oglądać telewizję? Byłam w szoku gdy w piątek powiedział: "Od poniedziałku idziemy!", a dziś nawet sam mi przypomniał, że mieliśmy iść. Oczywiście zapewne gdybym nie poszła z nim na te "pierwsze koty za płoty" to by stchórzył. Mimo wszystko zrobił to chyba bardziej dla mnie i poszliśmy... To było dziwne! Jakoś przywykłam do treningów w samotności, a tu taka niespodzianka. Muszę przyznać, że podobało mi się! Spędziłam na bieżni 45 minut przy czym spociłam się jak w dobrej saunie, ale mimo wszystko nie czułam się jakoś spięta, że nie wyglądam jak zawsze... No wiecie... normalnie perfekcyjne ciuchy, makijaż, fryzura i inne bzdety, a tu nic! Mokra, spocona kura! Wkręcił się!!! On naprawdę się wkręcił w siłownię i jeszcze chce zacząć trenować MMA. Uwierzcie mi... nigdy nie byłam tak szczęśliwa! Nie ma nic cudowniejszego niż mężczyzna, który podziela Twoją pasję!!! No, ale są też tego minusy... gdy tylko przyjdzie wiosna będę musiała wsiąść z nim na motocykl. Yyyy, aaaa... no niby to nic takiego, ale mimo wszystko paraliżuje mnie przed tym strach, bo ten człowiek jest nieobliczalny! Ja jednak jestem z gatunku tych kobiet, które akceptują czyjeś pasje, baaa... wręcz ciesze się, że jakąś ma, i że kocha to co robi. Teraz On pokochał moją pasję i coś mi się wydaje, że szybciej ja odpuszczę treningi niż On... Jeśli to wszystko będzie szło w tym kierunku nadal to do przyszłorocznych wakacji (tak ja już myślę o wakacjach, bo nie miałam żadnych w tym roku!!!) będziemy wyglądać niczym greccy bogowie!


Warto więc moje drogie namawiać najbliższych na wspólne realizowanie pasji... na wspólne wypady treningowe, które jeszcze mocniej umacniają więzi między ludźmi. Jeśli nie masz odwagi iść sama weź faceta! Nie masz faceta? Weź przyjaciółkę! Nie masz przyjaciółki to szukaj w internecie, nawet na facebooku grup ludzi, którzy szukają towarzyszy do wspólnych treningów. A nuż widelec takie znajomości się rozwiną w coś więcej? 

Kochane! Nie uwierzycie jak cudownie się czuje taka wypompowana po bieżni i ćwiczeniach na nogi i klatkę piersiową... Ach! Dawno nie czułam się tak wspaniale, a jutro... jutro nadejdą jeszcze zakwasy... No żyć nie umierać! Pomijam jeszcze, że jutro również się wybieramy na wspólną siłownię. "Zajeżdżę" tego biedaka, ale cóż... PRZECIEŻ SAM CHCIAŁ! :) 

A Wy kochane trenujecie same czy z kimś? A może macie problemy, żeby namówić Waszego mężczyznę na aktywne spędzanie czasu??? Służę pomocą (i dobrą radą) chociaż sama nie wiem jak mi się to udało :D Jeszcze wyeliminuję u niego papierosy, alkohol i... CHRAPANIE!!! i będzie mężczyzna idealny ;) 

Yyyyy... nieeeee, to niewykonalne...
... a może jednak? :D

Buziaczki <3