16 sierpnia 2013

GŁUPI MA ZAWSZE SZCZĘŚCIE czyli komplikacje przed dotarciem do raju!

Witajcie!
Zastanawiacie się dlaczego jeszcze mam dostęp do internetu? To jasne! Jeszcze nie udało mi się wyjechać ze względu na kilka komplikacji, które na szczęście już udało mi się wyprostować. Jestem już niemal jedną nogą w samochodzie, który zawiezie mnie na miejsce mojego błogiego wypoczynku. 



Początkowo granicę przekroczyć miałam w poniedziałek, a potem kolejno: wtorek, środę i czwartek... Dziś mamy piątek, a ja nadal chodzę z miejsca na miejsce i nie wiem w co włożyć ręce. Przed samym wyjazdem planowałam odebrać zaległą wypłatę za moje ostatnie 3 dni pracy w piekle przez, które wróciłam do wszystkich złych nawyków, i tak też zrobiłam. Odebrałam 40 zł z groszami, a należało mi się więcej. Nie chcę się już jednak denerwować, bo dowiedziałam się, że sprawę musiałabym wyjaśniać z osobą, która tylko czeka na to, żeby mnie zgnoić i pokazać swoją wyższość. Odchodząc z pracy ja udowodniłam, że jestem ponad tym, a teraz widocznie to ma być jakaś forma odwetu. Nie będę sobie jednak psuć humoru i stresować się przed wyjazdem za sprawa 70 zł, bo to bezsensu!

Kolejną sytuacją, o wiele poważniejszą, która sprawiła, że nadal nie wyjechałam okazał się mój samochód, a konkretnie... jego hamulce! We wtorek zapakowałam go po brzegi w Krakowie i pojechałam pożegnać się z moją przyjaciółką, a w drodze od niej wjechałam w dziurę... O nie! To nie była byle jaka dziura, bo dokładnie to ta sama, która uszkodziła mi samochód w maju i to w zasadzie również dzień przed wyjazdem do Włoch. Z tą różnicą, że wtedy jechałam z rodzicami kamperem, a teraz jadę swoim samochodem... Dziura sprawiła, że w moim aucie, na amen wysiadły hamulce! Jak się później okazało jakiś włochaty potwór (czytaj KUNA) przegryzła mi wężyki hamulcowe, które pod wpływem uderzenia się naciągnęły i pękły... Wyciekł mi cały płyn, a hamulców nie było praktycznie w ogóle. Do rodziców dojechałam kilka godzin później z eskortą mojego Taty, który jechał za mnie. Już dosłownie przed samym domem zostałam zatrzymana przez policję kryminalną pytaniem "Dlaczego Pani tak wolno jedzie? Piła Pani?". Przejechanie 80 km bez hamulca po Zakopiance, która przed długim weekendem była wyjątkowo ruchliwa było nie lada wyzwaniem, a oni pytają mnie czy jestem pijana? WTF? Przez całą jazdę byłam niezwykle skupiona, ale tuż po dotarciu na miejscu moje nerwy puściły i uwolniłam z siebie cały stres. Oj przyznam, że najadłam się strachu, bo taka panika nie ogarnęła mnie chyba jeszcze nigdy!

Jaki z tego morał? Warto sprawdzać wężyki hamulcowe przed jazdą, bo kto wie czy w naszej okolicy nie mieszka przypadkiem kuna, która z radością poostrzyłaby sobie ząbki przy użyciu naszego samochodu. Miałam szczęście w nieszczęściu, że wjechałam w tą dziurę, bo gdyby hamulce nie puściły teraz to mogłoby się to stać np. na autostradzie przy prędkości 130km/h.

No cóż... podobno głupi ma zawsze szczęście ;)

Dziś jednak wyjadę, bo nie chce dużej zwlekać! Na którą się wyrobię na tą się wyrobię, ważne by dojechać chociaż w okolice Klagenfurtu czyli przejechać około 700 km... No dobrze, może chociaż pod Graz czyli jakieś 600 km, ważne by mieć już bliżej niż dalej!


Moje wakacyjne wyprawy raczej zawsze są dosyć aktywne, bo wybieram kempingi, a nie hotele. Nie należę do tych, którzy wypoczywają przebywając w klimatyzowanych czterech ścianach. Nigdy mnie to nie bawiło, bo od dziecka jestem nauczona czym są kempingi. Gdy miałam 1,5 roku pojechaliśmy z przyczepą do Grecji i to Polonezem :) To dopiero był wyczyn! Teraz to tylko 1000 km do przejechania "solówką". To nie są moje pierwsze wakacje w pojedynkę. Trzy lata temu mój kolega zrezygnował przed samym wyjazdem przez co musiałam też wybrać się samotnie, bo studia na dwóch uczelniach i prowadzenie firmy całkowicie mnie wykańczało. Wtedy też pojechałam w nieznane (bo trochę dalej) i nie żałowałam! Tym razem jadę w dobrze mi znane rejony - miejscowość nazywa się Caorle. Po dwóch tygodniach gdy przyjadą moi rodzice zmienię miejsce pobytu.

Swoją drogą... ciekawe ile człowiek spala kalorii przy pakowaniu, a następnie przy rozpakowywaniu? ;)
Rozkładanie namiotu też do łatwych zadań nie należy, tym bardziej gdy robi się to samemu. Wiem, że to jednak możliwe, bo to już nie pierwszy raz gdy postawię swój dom tymi oto, własnymi "ręcami".

Zawsze na takich wakacjach trochę chudłam, bo choć świeże powietrze wzmaga u mnie apetyt, to jednak upały i sporo zajęć typu "leżing", "smażing" i "plażing" nie pozwalają mi jeść zbyt dużo. Oprócz tego już zaczynam planować swoje trasy biegowe i spacerowe, a wierzcie mi na słowo... Jest tam gdzie biegać! Oczywiście będzie mi towarzyszyć endomondo, które za granicą wcale nie potrzebuje dostępu do internetu. Wszystkie dane z treningów wysyła na serwer tuż po podłączeniu do internetu. Spakowałam również mój miejski rower, bo po dłuższym namyśle stwierdziłam, że na dalsze trasy wypuszczać się nie będę, a do sklepu czy na wieczorną wycieczkę wzdłuż plaży ten rower jest idealny! Za 2 tygodnie moi rodzice przywiozą mi też rolki i pełny zestaw ochraniaczy, bo obawiam się, że po wielu latach nie jeżdżenia mogłabym stracić swoje ząbki ;)

Będzie więc mega aktywnie i to przez cały miesiąc!!!
Do tego jest też cała kupa książek, czasopism na nudne wieczory... 
Pytanie tylko czy w takim miejscu wieczory mogą być nudne? 



Tym postem żegnam się z Wami serca moje i wracam do pakowania! Postaram się zaglądać na facebooka i tutaj i meldować czy nie dopadło mnie błogie lenistwo choć i ono się czasem człowiekowi należy. Póki co złapałam ADHD i mam nadzieję, że nie opuści mnie ono aż do powrotu!

Przesyłam całusy i obiecuję, że wrócę już wkrótce! Wierzę, że wtedy... na podsumowaniu całego roku metamorfozy wreszcie będę się miała czym pochwalić! Na chwilę obecną mogę pochwalić się tym, że to pierwszy urlop, na który nie zabieram ani jednej paczki papierosów! Normalnie musiałabym kupić dwa wagony fajek czyli puścić z dymem prawie 300 zł! Nie tym razem! Wolę przeznaczyć to 300 zł na inne, przyjemniejsze i zdrowsze rzeczy, a na to pomysłów mi na pewno nie zabraknie. 


Napiszcie mi, bo jestem niezwykle ciekawa czy byłyście już na urlopie czy dopiero się wybieracie? Spędziłyście wakacje aktywnie czy głównie uprawiając "leżing" i "smażing"? 
Macie swoje ulubione miejsce na wyjazdy? 

P.S Ciekawe czego zapomniałam ;)

12 sierpnia 2013

MOJE PRZEDWYJAZDOWE SPORTOWE ZAKUPY

Witajcie!
Postanowiłam zrobić sobie chwilę przerwy i odsapnąć od pakowania (a raczej kilku nieudanych prób) i napisać Wam krótkiego posta o moich zakupach przedwyjazdowych (także tych sportowych). Jeśli uda mi się spakować to będę mieć potem po czym odpoczywać, bo dopiero zaczynam, a już tego nie ogarniam. Najgorsze do spakowania są chyba ciuchy, buty i biżuteria, a z resztą już sobie jakoś jutro poradzę. Z resztą nie jadę na koniec świata więc w razie gdy czegoś zapomnę, zawsze będę mogła dokupić. 



Myślałam, że najwięcej trudności sprawi mi kupno kostiumu kąpielowego, ale udało się za pierwszym razem! Tym razem postanowiłam się wykosztować i kupić coś porządnego. Wybór padł na model Lucille - Cleo PANACHE (góra rozmiar: 70GG, dół: M).


Leży na mnie wyjątkowo dobrze i to nawet gdy zdejmę ramiączka. Może wreszcie równomiernie opalę ramiona i plecy :) Nadal nie czuję się zbyt komfortowo w dwuczęściowym stroju, ale mam nadzieję, że już niedługo mi to minie. W tym stroju w końcu wyglądam naprawdę dobrze.


Kolejnym zakupem jest mój nowy biustonosz sportowy Panache SPORT tym razem w kolorze szarym (65GG). Poprzedni jest już na mnie o wiele za duży i bardzo przeszkadza mi podczas biegania więc postanowiłam wymienić go na mniejszy i od razu poczułam chęci do kolejnych kilometrów i pobijania własnych rekordów.



Do biegania także (po ostatniej przygodzie ze "spoconym telefonem") kupiłam etui na ramię z 4F, które oprócz miejsca na telefon posiada również przegródkę na klucze co jest bardzo istotne gdy biegam u siebie.


Kolejnym niezbędnym gadżetem, który do tej pory nie był mi potrzebny, okazała się czapka z daszkiem. Podczas biegania przy takich upałach pot leje mi się z czoła ciurkiem do tego stopnia, że nie nadążam z jego wycieraniem. Czapeczka ten problem rozwiązuje. Mój wybór padł na 4F z systemem Cool Dry. Szybko wysycha, a do tego nie wchłania potu.


Oprócz tego do mojej kolekcji dołączyły także trzy pary nowych, krótkich spodenek, które dzisiaj dopadłam w Lidlu. Najbardziej podobają mi się szorty funkcyjne w kolorze jaskrawego różu, będą idealne do biegania! To już kolejne rzeczy firmy Crivit w mojej kolekcji i być może nie ostatnie.

Jeśli macie w pobliżu Lidla to koniecznie się do niego wybierzcie, bo nowa kolekcja, która weszła do sprzedaży w dniu dzisiejszym jest warta uwagi. Znajdziecie tam bardzo tanie topy, koszulki, szorty i spodnie różnej długości, a także sportowe biustonosze i buty.Wszystko w fajnych, żywych kolorach! A może już coś dziś upolowałyście?


Teraz tylko wszystko spakować i mogę jechać! 
Już nie mogę się doczekać, aż sobie pobiegam po (wreszcie) płaskim terenie. Będę również próbować biegów po piasku, ale na pewno nie na boso ze względu na moje problemy ze stawami. Kupiłam sobie również 32GB kartę pamięci do aparatu żeby móc wszystko udokumentować i oczywiście później opublikować na blogu :)

Mimo wszystko w dalszym ciągu najchętniej wynajęłabym kogoś kto specjalizuje się w pakowaniu, bo na tydzień, dwa potrafię spakować się w bardzo krótkim czasie, ale na miesiąc to już trudniejsze zadanie. Oczywiście najważniejsze to nie zapomnieć sprzętu kempingowego! Oprócz tego pojawia się także dylemat, który rower ze sobą zabrać, ale chyba wybór padnie na mojego cruisera, bo nie sądzę, że chciałoby mi się jeździć w jakieś dalsze wyprawy, a ten na wieczór by dojechać do miasta czy na zakupy będzie idealny.

Tymczasem się z Wami żegnam, ale to nie mój ostatni post przed wyjazdem (mam nadzieję). Postaram się również sprawić na miejscu połączenie do internetu by być z Wami w kontakcie na bieżąco! Przecież nie zostawię Was na całe 4 tygodnie! Wrócę jednak trochę wcześniej niż planowałam, bo dostałam zlecenie do kolejnego katalogu bielizny AVA. Najchętniej jednak teraz pstryknęłabym palcami i już znalazła się na miejscu! Czemu jeszcze nikt nie wymyślił teleportatorów? 

Macie może jakiś niezastąpiony sposób by się spakować i się tym nie zmęczyć? ;)

10 sierpnia 2013

BEZPIECZEŃSTWO - Jak nie zostać rowerzystą "widmo"?

Witajcie!
Na podstawie swoich doświadczeń i obserwacji, a także napędzona impulsem w postaci jednego z ostatnich postów na blogu FIT lifestyle by Jah-stina postanowiłam dorzucić swoje 3 grosze do tematu, który niezwykle mnie frustruje! Od przeszło ponad roku dzielnie pedałuje na swoim rowerze starając się zachowywać odpowiedzialnie i nie powodować żadnych niebezpiecznych sytuacji w ruchu drogowym. Na rowerze przemierzałam również kilometry we Włoszech i rzadko spotykałam się z całkowicie niefrasobliwym zachowaniem rowerzystów czy pieszych, którzy są tam postrzegani jak "święte krowy", ale niestety, zaraz później gdy tylko wracałam do Polski piękny sen o bezpieczeństwie na dwóch kółkach pękał niczym bańka mydlana! 

Dlaczego ludzie są tak nieodpowiedzialni? Czy ja o czymś nie wiem? Może ludzie, którzy totalnie olewają swoje bezpieczeństwo myślą, że pochodzą od kotów i przypada na nich kilka żyć? 

Przyznam, że wielokrotnie chciałam napisać tego posta, ale za każdym razem gdy się za niego zabierałam puszczały mi nerwy, bo jak można być tak głupim? Tak... GŁUPIM! Dobrze przeczytaliście! Nazywajmy rzeczy po imieniu, a może do niektórych pustych głów pewne informacje dotrą szybciej niż do tej pory?


Jeszcze kilkanaście lat temu jazda rowerem z oświetleniem była jak wrzód na tyłku i faktycznie mogła sprawiać pewne trudności. "Pierdzące" dynamo, albo beznadziejne lampki oświetleniowe kupowane "u ruskich", które po jednym razie już nie działały. Pamiętam te czasy i jako dzieciak nigdy nie myślałam o tym jakie niebezpieczeństwo niesie ze sobą jazda bez świateł! Dbanie o bezpieczeństwo było wręcz obciachowe.

Dziś jednak mamy do dyspozycji co najmniej kilkanaście sposobów by dokonać tej jakże "skomplikowanej iluminacji" naszego dwukołowego pojazdu jakim jest rower! Na przysłowiowym "każdym rogu" można kupić przeróżne odblaski i lampki. W zasadzie wiele rowerów jest już w owe oświetlenie wyposażonych podczas kupna (lub mogą być) choć niektórzy jednak z takiej opcji rezygnują, tylko czy ktoś może mi wyjaśnić z jakiego powodu? Chodzi o oszczędność? A po co nam te parę złotych więcej gdy będziemy wąchać kwiatki od spodu? Na odszkodowanie dla osoby, która może być poszkodowana w wypadku, który spowodujemy to również nie wystarczy, a wyrzuty sumienia zostaną na całe życie! Następnie sądy, potem terapia... to wszystko tylko stres i niepotrzebne koszty!
Czym więc jest to 10-50 zł wydanych dla naszego (i innych) bezpieczeństwa?

Mój górski rower nie był wyposażony w oświetlenie, ale za to ma odblaskowe felgi oraz pozostałe (OBOWIĄZKOWE) elementy odbijające światło. Jeżdżąc często wieczorami kupiłam tanie światełka ledowe, które w każdej chwili można zdjąć i schować nawet do kieszeni dzięki czemu nie mamy się co obawiać o to, że pewnego dnia wrócimy do pozostawionego, przypiętego roweru, a światełka po prostu "same znikną".
KOSZT TAKIEGO ŚWIATEŁKA TO ok. 15 zł za sztukę!!! 
Lampka tył: Decathlon

Oprócz tego, że jestem zapaloną rowerzystką, od wielu, długich lat jestem również czynnym kierowcą, który na bieżąco zapoznaje się ze zmianami przepisów w ruchu drogowym. Jako kierowca doskonale wiem co może widzieć prowadzący samochód, mijający nieoświetlony niczym (nawet odblaskami) rower! NIC NIE ZOBACZY! Bywały sytuacje, że sama, mimo, że zachowuję wyjątkową ostrożność za kółkiem, musiałam w ostatniej chwili odbić w bok ze względu na "rowerzystę widmo"! Mnie się do grobu nie śpieszy, ale im najwidoczniej tak...

Kolejną sytuacją, z którą spotykam się nagminnie jest przejeżdżanie na czerwonym świetle tuż przed pędzącym (co najmniej) 70km/h samochodem, którego droga hamowania jest trochę dłuższa niż roweru. Pomijam, że takie sytuacje zdarzają się również "rowerzystom widmo" i to w nocy. Niektórzy cykliści rzadko też stosują się do przepisów, które aktualnie obowiązują, jak choćby najprostszej czyli poruszania się PRAWĄ STRONĄ, niezależnie czy jest to jezdnia czy chodnik czy droga dla rowerów! Piesi w zasadzie też powinni włączyć myślenie, szczególnie w miejscach gdzie chodniki przecinają się z drogami dla rowerów, bo prawda jest taka, że to rowerzysta ma wówczas pierwszeństwo. Niestety jak pieszy może zauważyć "rower widmo", który to nawet odblaski posiada?  Przecież nikt będąc na spacerze nie świeci oczami, a odblaski własnym światłem nie rozbłysną! 

Ludzie! Włączcie myślenie gdy idziecie na rower i nawet gdy nie planujecie powrotu do domu po zmroku to weźcie ze sobą lampki na przód i na tył roweru! Nie muszą być to od razu mega mocne żarówy, które mogłyby oświetlić stadion piłkarski! Wystarczy coś małego, zdejmowalnego, byle tylko świeciło, mrugało, dawało znak, że zbliża się coś co prawdopodobnie może być rowerem! Dnia powoli zaczyna ubywać i zmrok zapada coraz wcześniej więc bądźmy przygotowani na sytuację, że będziemy zmuszeni wracać gdy zrobi się już ciemno!

Pamiętajcie również, że za nieposiadanie pełnego oświetlenia możecie zostać ukarani mandatem!!! Na szczęście policja nie próżnuje i takich delikwentów wyłapuje coraz częściej.

Sprawa bezpieczeństwa i bycia widocznym na drodze nie dotyczy jednak tylko rowerzystów, ale także pieszych!!! Ile osób wie, że za nocny spacer bez odblasków w terenie niezabudowanym może nas kosztować 1 tys zł? Myślę jednak, że ta kwota to nie wiele w obliczu zagrożenia jakie niosą ze sobą takie bezmyślne, nieprzemyślane zachowania. Światełka odblaskowe są dostępne od ręki! Zdarzają się również akcje promujące bezpieczeństwo na drogach, z których można wrócić z całą torbą pełną gadżetów i odblasków. W internecie można kupić modne, neonowe, odblaskowe bransoletki, albo inne "świecące" gadżety. W zasadzie czasem wystarczy nawet zaświecony ekran od telefonu zwrócony w stronę nadjeżdżającego pojazdu. Nikt nie każe nam przecież jeździć czy chodzić w kamizelkach bezpieczeństwa choć to jeden z najefektywniejszych sposobów by zostać zauważonym na czas. 


Opaski odblaskowe 

Na koniec dodam jeszcze, że ja nawet wyjeżdżając w południe biorę ze sobą światełka, a przed każdą wyprawą sprawdzam czy są na pewno sprawne. Moje obydwa rowery są oświetlone i mają komplet odblasków, a ja mimo to korzystam jeszcze z odblaskowych, neonowych czy jak kto woli "oczojebnych" taśm, które najczęściej zakładam na kostki. Małe odblaskowe elementy występują także na moim kasku i odzieży kolarskiej, a mimo to, poruszając się po jezdniach nie czuję się do końca pewna czy nadjeżdżający kierowca aby na pewno zauważy mnie na czas. Co więc myślą sobie rowerzyści widmo? Że włączyła im się "nieśmiertelność'?

Kocham swoje życie, bo to najcenniejsze co mam, a kwiatki zdecydowanie wolę wąchać od góry... 
Czasem warto zastanowić się kilkukrotnie zanim zrobi się głupotę, która może kosztować życie!
WŁĄCZ ŚWIATEŁKO, WŁĄCZ MYŚLENIE!!!

Chyba nie chcesz, żeby po Tobie też został tylko... 
DUCH ROWERU!



A co Wy myślicie na ten temat? 
Uważacie, że noszenie odblasków powinno być obowiązkowe, a może to tylko kolejny wymysł władz? 

8 sierpnia 2013

Odchudzanie LAST MINUTE

Witajcie!
W ciągu ostatnich kilku dni otrzymałam od Was - moich czytelników kilkanaście zapytań związanych z tym jak szybko i efektownie schudnąć ze względu na zbliżający się wyjazd na urlop lub też imprezę czy wesele. Lenistwo jest rzeczą ludzką i szczególnie podczas takich uciążliwych upałów z jakimi zetknęliśmy się w ciągu ostatnich kilku dni ćwiczenia przyprawia Nas o zawroty głowy. Niestety nic się samo nie zrobi i nagle budzimy się z przysłowiową "ręką w nocniku", że do naszego urlopu został tydzień lub dwa, a my nie jesteśmy na ten wyjazd jeszcze gotowe. 


Jak w tak krótkim czasie przygotować nasze ciało do wciśnięcia się w mikroskopijny kostium kąpielowy, który przecież jeszcze rok temu na nas PASOWAŁ? 
Odpowiedź jest jedna... 
WYMIENIĆ STRÓJ NA WIĘKSZY, nawet gdy będzie musiał przypominać spadochron. ;)

Znam wiele osób, które przed urlopami bardzo intensywnie trenowały i odchudzały się. Z resztą nie jeden magazyn dla kobiet doradzał "diety cud", które w 2 tygodnie rzekomo mają zrobić z Nas Miss Bikini, ale to wszystko bzdury! Nawet głodząc się przez tydzień czy dwa nie osiągniemy żadnego efektu, a nawet gdy schudniemy to nasze ciało będzie wyglądać praktycznie tak samo jak i wcześniej, bo jedyne czego się pozbędziemy to nagromadzona w organizmie woda! W rezultacie takich działań nasze ciało zmieni się w przebity balonik i będzie wiotkie niczym galareta! Sami odpowiedzcie sobie na pytanie czy wolicie falującą niczym morze, zwisającą skórę czy też jędrne i zdrowo wyglądające ciało!

Skutecznie odchudzanie to spalanie tłuszczyku i zamienienie go w piękne, wyrzeźbione mięśnie! Czy myślicie, że Michał Anioł stworzył posąg Dawida w tydzień czy dwa? Nad idealnym, plażowym ciałem trzeba też trochę popracować i najlepiej zacząć je hodować już w zimie! Niestety, akurat zimą to tłuszczyk ma lepsze warunki do rozwoju niż mięśnie.


Fakt, wiele osób stosuje krótkie diety oczyszczające i traci w ten sposób na wadze, ale ja jako ich przeciwnik zdecydowanie mówię im NIE! Czasem można przez 3 dni trochę zredukować dietę tak by oczyścić organizm z toksyn, ale najlepiej takie zabiegi przeprowadzać na wiosnę, a nie latem gdy nasz organizm potrzebuje energii by się chłodzić i oprócz tego jeszcze funkcjonować.

Żeby schudnąć zdrowo i zachować efekt na długie, długie lata odpędzając tym samym efekt jojo trzeba stopniowo przyzwyczaić swój organizm do utraty masy. Zdrowy, dorosły człowiek może stracić na wadze od 3-5 kg miesięcznie za sprawą dobrej, zdrowej diety, która będzie pokrywała nasz metabolizm spoczynkowy, a nie głodówką! Bez aktywności fizycznej również się nie obejdzie!

Możemy więc próbować robisz po 500 brzuszków dziennie, do tego przebiegać po 20 km w ciągu dnia i zacząć się głodzić, ale bardzo szybko taki tydzień lub dwa odbiją się na naszym zdrowiu. Na urlopie musimy tryskać energią by wycisnąć z niego co się da, a nie być zmęczonymi i schorowanymi, a do tego wyglądać jak jakieś zombiaki.

Oczywiście nie mówię, że nie warto próbować wziąć się za siebie nawet w tych ostatnich przedwyjazdowych dniach, bo ćwiczyć i zdrowo się odżywiać warto zawsze! Nie warto się jednak katować dietami cud, łykaniem setek tabletek, które rzekomo mają przyśpieszyć nasz metabolizm czy spalić tłuszcz. Tym bardziej nie łapać się z desperacji za niezdrowe substancje, a nawet te śmiertelne! Wystarczy zacząć od kilku prostych kroków, które szybko zbliżą nas do wymarzonego ciała i do zdrowego trybu życia!


Już w jednym z najbliższych postów postaram się przybliżyć Wam jak warto zacząć swoją drogę do "lepszej wersji siebie", a tymczasem sama muszę pogodzić się z tym, że na idealne plażowe ciało będę musiała poczekać do przyszłego roku chociaż i tak jest o niebo lepiej niż było! Na urlopie warto porzucić kompleksy i cieszyć się odpoczynkiem... bo tak w zasadzie warto wyjść z założenia: "a kto mnie tu zna!". W tym roku ja, lżejsza o 11 kg i uboższa o 8,5% tłuszczyku mam zamiar spędzić całkowicie beztroskie wakacje!!! Bo raz na rok... no dobrze, czasem dwa razy, albo nawet trzy... można pozwolić sobie na absolutną samoakceptację samego siebie :) 
Nie bądźcie dla siebie zbyt krytyczni! 
Buziaki! 

6 sierpnia 2013

KOSMETYCZNIE czyli metamorfoza moich paznokci & lakierowy zawrót głowy!

Witajcie!
Jakiś czas temu, tutaj na blogu pisałam Wam o moim kolejnym postanowieniu, a mianowicie o "wyhodowaniu" naturalnych paznokci i muszę powiedzieć, że chyba się udało! Trwało to strasznie długo, bo po kilku latach noszenia manicure hybrydowego i żelu moje paznokcie były cieniutkie niczym papier. Wyginały się w każdą stronę więc mój pierwszy miesiąc ograniczył się tylko do malowania ich odżywką i skracania do opuszka. 



Najdziwniejszy okazał się ich widok bez koloru, bo stosując odżywkę Eveline SOS 3w1 nie malowałam ich na żaden kolor. Po miesięcznej kuracji, która stopniowo wzmacniała moje paznokcie zastosowałam Nail Tek i już zaczęłam malować paznokcie zgodnie z zaleceniami producenta. Paznokcie rosły, ale nadal się niestety łamały i to najczęściej w takich miejscach, że musiałam je obcinać do zera. Do całej akcji "hodowania" paznokci dołączyłam jeszcze dobrze chyba wszystkim znany suplement diety Belissa. Nie wierzę reklamom, ale postanowiłam spróbować, bo to jednak zawsze witaminy i skrzyp, który zalecany jest przy problemach ze skórą, włosami i paznokciami! Stosowałam ją przez nieco ponad miesiąc często jednak zapominając o zażyciu tabletki. Mimo wszystko takich efektów całej akcji się nie spodziewałam!

Od około dwóch tygodni moje paznokcie są twarde, błyszczące i nie wyginają się! Wreszcie mogłabym wykorzystać je w celu samoobrony przed potencjalnym napastnikiem drapiąc go do krwi (sprawdziłam to na sobie, bo ostatnio dość boleśnie podrapałam się przez sen). Może nie są to jeszcze najmocniejsze paznokcie jakie będąc stylistką paznokci w życiu widziałam, ale są o niebo lepsze niż były! Nigdy nie miałam ładnych paznokci, bo już jako nastolatka nie mogłam ich zapuścić. W późniejszym czasie paznokcie rosły mi najdalej do opuszka, no może 1 mm za niego, ale szybko się łamały. Teraz wolny brzeg moich paznokci ma około 4/5 mm i od 2 tygodni nic mi się nie złamało!

Korzystając więc z okazji, że paznokcie zaczynają wyglądać "jako tako" postanowiłam uzupełnić swoją kolekcję lakierów. Wcześniej kupowałam zawsze Inglot i do tej pory to tymi lakierami malowałam swoje paznokcie, ale po 3 latach od momentu zakupu i te przestały się sprawdzać. Zrobiły się rzadkie i nie chciały w ogóle schnąć. Tym razem wymyśliłam, że nie będę wydawać 30 zł na jeden lakier, a że kupię sobie więcej tańszych i przetestuję czy czymś się różnią.
Otóż... nie różnią się niczym!!! 




Lakier firmy Eveline Cosmetics miniMAX quick dry & long lasting (ok. 5 zł) utrzymał się na moich paznokciach około 4 dni czyli połowę tego co zapowiada producent. Mimo wszystko jest to dłuższy czas niż w przypadku Inglotu. Lakiery firmy Eveline są gęste, ale za to już pierwsza warstwa kryje bardzo ładnie. Do tego bardzo szybko wysychają co było dla mnie sporym zaskoczeniem. Wystarczą dwie warstwy by mieć bardzo mocno nasycony kolor na pazurkach.

Z kolei mega tani lakier Miss Selene, który można kupić w Golden Rose (ok. 2,5 zł) utrzymał się na paznokciach aż 5 dni i pewnie trzymałby się dalej, ale zdążył mi się już znudzić! Niestety musiałam nałożyć aż 4 warstwy, a kolor i tak nie był tak wyrazisty jak tego oczekiwałam. Lakiery są rzadkie i mają małą zawartość pigmentu, ale jak na taką cenę to i tak są bardzo fajne.


Dziś pomalowałam paznokcie lakierem Wibo Express Growth (ok. 6 zł)  i szczerze mówiąc to pierwszy raz gdy mam z tą firmą do czynienia. Konsystencją i nasyceniem koloru lakiery przypominają mi Eveline. Są gęste, a kolory wyraziste już przy pierwszej warstwie. Nałożyłam dwie warstwy i zobaczymy jak długo będzie nadawał piękny, pomarańczowy kolor moim paznokietkom.


Na te wszystkie lakiery wydałam niewiele więcej niż zazwyczaj kupując jeden kolor lakieru Inglot więc było warto szczególnie, że lubię jaskrawe i mocno nasycone kolory. Muszę jednak poszukać jakichś fajnych, dobrze kryjących kolorów neonowych czyli mówiąc moim językiem "oczojebnych". 
Może Wy znacie coś niedrogiego i wartego uwagi??? 




Kolejnym celem do zrealizowania będzie zapuszczenie włosów, o które przez ostatni rok musiałam bardzo mocno dbać po tym jak zafundowałam im trwałą! (NIE POLECAM!) Około 2 tygodnie temu podcięłam sobie końcówki ścinając tym samym niemal całe pozostałości po tym nieudanym zabiegu. Dodatkowo od marca jeszcze ich nie farbowałam, bo udało mi się uzyskać kolor bardzo przypominający mój naturalny "mysi blond". Myślę, że to tylko kwestia czasu gdy znów zacznę coś z włosami kombinować, ale nie mam zamiaru ich obcinać. Wczoraj znalazłam swoje stare zdjęcia, z przed 7 lat, miałam w tym czasie piękne włosy aż do pasa! Nie wiem co mnie podkusiło by je skrócić, ale więcej tego błędu nie popełnię. Szczerze mówiąc wtedy nie bardzo wiedziałam co z nimi robić więc najczęściej nosiłam je spięte w kucyk.
Zapuszczenie ich będzie dla mnie kolejnym wyzwaniem i krokiem do osiągnięcia pełni kobiecości!
Udowodniłam już, że nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych więc i to mam nadzieję przyjdzie mi łatwo.

Znacie jakieś sprawdzone sposoby by przyśpieszyć wzrost włosów? 


Rok 2006

4 sierpnia 2013

MOJA METAMORFOZA & TRENINGI - Podsumowanie miesięcy 10/11

Witajcie! 
Mimo, że miałam tego nie robić to postanowiłam jednak napisać podsumowanie ostatnich dwóch miesięcy. Jest dokładnie tak jak pisałam wcześniej, bo nie ma żadnych efektów, którymi warto by się było chwalić, ale ze względu na to, że nadal nie jestem bierna chciałabym się z Wami podzielić tym co, ile i kiedy ćwiczyłam.








Aktualne pomiary:


Treningi CZERWIEC/LIPIEC:



TYDZIEŃ 38
07.06 - BIEGANIE 9 km (60 min) (-724 kcal)
08.06 - CHODZENIE 3,2 km (40 min) (-188 kcal)


TYDZIEŃ 39
10.06 - BIEGANIE - 4 km (30 min) + CHODZENIE 1,2 km (15 min) (-338 kcal)
14.06 - CHODZENIE 1,6 km (20 min)  + ROWER 40 km (3h 10 min) (-1326 kcal)
16.06 - ROWER (-662 kcal)

TYDZIEŃ 40
17.06 - ROWER 28 km  (2h 40 min) (-895 kcal)

TYDZIEŃ 42
03.07 - ROWER 18 km (1h 20 min) (-548 kcal)
05.07 - BIEGANIE 5km (40 min) (-407 kcal)
06.07 - ROWER 25 km (1h 5 min) + BIEGANIE 6 km (40 min) (-1317 kcal)

TYDZIEŃ 43
14.07 - CHODZENIE 11 km (1h 45 min) (-824 kcal)

TYDZIEŃ 44
15.07 - BIEGANIE 3,5 km (25 min) (-284 kcal)
16.07 - ROWER 60 km (3h 40 min) (-1835 kcal)
17.07 - ROWER 13 km (1h 5 min) (-395 kcal)
18.07 - CHODZENIE 3,5 km (50 min)  (-217 kcal)
20.07 - CHODZENIE 2 km (25 min) (-124 kcal)

TYDZIEŃ 45
24.07 - CHODZENIE 6 km (1h 10 min) (-431 kcal)
25.07 - BIEGANIE 5,5 km (40 min) (-462 kcal)
27.07 - BIEGANIE 8,5 km (1 h) (-692 kcal)
28.07 - BIEGANIE 5,5 km (40 min) (-450 kcal)

TYDZIEŃ 46
31.07 - CHODZENIE 7 km (2h 20 min) + BIEGANIE 6,4 km (45 min) (-1046 kcal)
01.08 - CHODZENIE 5,2 km (1h 10 min) + BIEGANIE 6km (45 min) (-817 kcal)
02.08 - AB JAM (20 min) + MEL B - brzuch (10 min) + 60 brzuszków (-296 kcal)
03.08 - BIEGANIE 9 km (1h 10 min) + ChaLEAN EXTREME Recharge (20 min) (-852 kcal) 
04.08 - BIEGANIE - 6, 2 KM (50 min) (-510 kcal)



SPALIŁAM W SUMIE: ok 15 700 kcal, a treningi zajęły mi ponad 36 godzin.
To nie wiele, ale zawsze lepsze niż nic!  
Biorąc pod uwagę fakt, że były to najbardziej zapracowane miesiące w całej mojej metamorfozie (praca + sesja) to i tak jestem z wyniku zadowolona! 

Na dniach postaram się dodać posta z kolejnymi zdjęciami porównawczymi. Niestety na chwilę obecną nie mam dostępu do aparatu, a chcę żeby zdjęcia były zawsze robione z tej samej perspektywy, tym samym obiektywem i co najważniejsze... z takim samym światłem! Spodziewajcie się zdjęć jeszcze przed moim wyjazdem na długie wakacje (ok 4-5 tygodni). 

Zauważalne zmiany na chwilę obecną to:
- uwydatniające się mięśnie brzucha
- podniesione, "napompowane" pośladki
- mocne mięśnie nóg (szczególnie łydki)
- całkowita redukcja cellulitu
- szczuplejsze ramiona


Zaplanowałam już kolejne tygodnie treningów i mam nadzieję, że nic na stanie mi na drodze do zrealizowania tego planu. A już po moim powrocie podsumowanie miesiąca 12, który zamknie cały rok mojej metamorfozy. Mam nadzieję, że wreszcie zauważę jakieś większe zmiany, bo zaczynam się robić niecierpliwa ;)


1 sierpnia 2013

MOTYWACJA czyli MOJA "PSYCHOLOGIA BIEGANIA"

Witajcie!
Jak wiecie (a jeśli nie wiecie to już się dowiedzieliście) od jakiegoś czasu zaczęłam intensywnie biegać i choć nie mogę powiedzieć, że jestem w tym naprawdę dobra to za to śmiało bieganie mogę nazwać jednym z najcięższych wyzwań jakich się w życiu podjęłam. 


Na początku myślałam, że co to za problem ubrać buty i przebiec się przez kilka kilometrów, ale gdy zaczęłam to zrozumiałam dlaczego właśnie tą aktywność fizyczną zalicza się do tych bardziej efektywnych. Gdy zaczynałam swoje pierwsze próby jeszcze w zimie to po 200 metrach miałam ochotę wypluć płuca. Tętno skakało mi do niesamowitych wysokości, a nogi ledwo niosły dalej. Nie wierzyłam, że to kiedykolwiek się zmieni, a jednak! Łącznie w ciągu tego roku przebiegłam tylko około 80 km. Co to jest? Niewiele! Ostatnio jednak uaktywniłam się i w samym lipcu przebiegłam ponad 40 km.




Muszę przyznać, że naprawdę to polubiłam, a kiedyś nie znosiłam wysiłku, pocenia się i treningów wykonywanych publicznie. Stosuję kilka trochę dziwnych zasad, dzięki którym w ogóle daję radę!



  • Biegam swoim tempem tak bym mogła spokojnie oddychać. Niektórzy mówią, że najlepiej jest biegać w takim tempie by móc swobodnie rozmawiać z drugą osobą, ale niestety nie wiem ile jest w tym prawdy ponieważ nigdy nie miałam okazji biegać w towarzystwie.
  • Nigdy nie narzucam sobie określonego celu czyli ilości spalonych kalorii czy też dystansu, bo wiem, że mój organizm już w połowie zaczynałby mi dawać sygnały, że jestem za słaba i że nie dam rady! Śledzę na bieżąco swoje wyniki korzystając z Endomondo, a po każdym powrocie staram się podsumować trening.
  • Zauważyłam, że wbrew pozorom najtrudniejsze są pierwsze kilometry. Początkowo mam zawsze sporo energii, ale gdy tylko przekroczę barierę jednego kilometra nagle zaczynam sobie wmawiać, że już wszystko mnie boli, że już mam zadyszkę, że nie dam rady. Cały czas myślę, myślę, myślę...  Myślenie przechodzi mi po około 3 lub 4 kilometrach biegu i wtedy gdy kończę okrążenie mam ochotę na kolejne!
  • Podczas biegania staram się myśleć o wszystkim, ale nie o tym co właśnie robię i to dodaje mi energii. Wczoraj właśnie skupiałam się za mocno na treningu i w efekcie po 5 km byłam już tak niesamowicie zmęczona, że musiałam się na chwilę zatrzymać, a tego nie robiłam już od kilku ostatnich razy.
  • Nigdy również nie ustalam sobie z góry trasy, nie planuję jej chociaż gdy wychodzę z domu przeważnie mam pomysł gdzie pobiegnąć. Czasem jednak przy finishu nadal mam siły więc wtedy dokładam sobie kolejne, nieprzemyślane okrążenie i w efekcie robię o wiele więcej kilometrów niż myślałam.
  • Podczas biegania zawsze słucham muzyki i to nie tej polecanej przez wiele osób do biegania. Nie ściągam gotowych playlist i nie wyszukuje odpowiedniej muzyki do treningów. Mało tego! Uważam, że to nonsens, bo każdy z nas ma własny gust. W moim przypadku idealnie sprawdza się muzyka rockowa, ale też nie każda. To, że np. jednego dnia dobrze mi się biega przy jednym kawałku to nie znaczy, że następnego dnia będzie to samo. Kwestia humoru i nastawienia.
  • Lubię biegać po zmroku lub w późniejszych godzinach wieczornych, bo wtedy jest zdecydowanie chłodniej! Wybieram raczej znane mi miejsca gdzieś w pobliżu żeby w razie czego móc zawrócić.
  • Dodatkowo biegam zawsze sama i staram się mijać jak najmniejszą liczbę osób, bo jakoś nadal nie czuję się zbyt komfortowo kiedy inni ludzie patrzą gdy się męczę. Z czasem jednak zauważam, że im więcej biegam tym bardziej obecność innych osób dodaje mi energii co przekłada się w późniejszym czasie na prędkości i dystanse. Przecież nie zatrzymam się gdy ktoś patrzy! Nie dam mu tej satysfakcji!



Dlaczego Wam to piszę? 
Bieganie, jak wspominałam to jeden z efektywniejszych sportów, ale wiele osób ma przed nim spore obawy. Ja nigdy nie sądziłam, że się czegoś takiego podejmę, a jednak zaczęłam i powoli staje się to częścią mojego dnia. Bałam się o moje stawy choć zauważyłam sporą poprawę ich stanu. Być może pozbyłam się już wrednej hondromalacji. Nie chciałam robić sobie obciachu, ale odważyłam się mimo wszystko. Obaw i wątpliwości było tak wiele, że przez tyle lat, mając dogodne miejsce do biegania nigdy się za nie nie zabrałam! To wszystko były tylko wymówki! Wiadomo, że nie każdy może biegać, bo np. osoby starsze lub mające problemy z sercem, stawami, kręgosłupem nie powinny się przemęczać w taki sposób, ale zawsze można odwiedzić lekarza i zapytać! Zakup dobrych butów do biegania też nie jest już problemem, bo na rynku mamy taką różnorodność, że każdy znajdzie coś dla siebie. 

Uwierzcie mi na słowo! Warto spróbować... 
Ja podczas biegu czuję się wolna od negatywnych myśli, od złej energii, a gdy wracam cała spocona do domu czuję wyjątkową błogość. Tutaj nie da się oszukiwać jak np. robiąc treningi w domu. Zawsze można nie zrobić jednego czy kilku powtórzeń, a tutaj albo biegniesz, albo nie! Dystans sam się nie nabije! 

Podczas takiego jednorazowego treningu spalam mniej więcej tyle kalorii co podczas treningów domowych, ale czuję po nich, że napracowałam się naprawdę mocno! Z resztą widzę również efekty mimo, że moja obecna dieta (a raczej jej brak) pozostawia wiele do życzenia. Moje nogi, a w szczególności łydki i pośladki wreszcie nabierają kształtu! Z brzucha powoli znikają oponki Michelin, które pojawiają się podczas siedzenia i wylewają się z nad spodni. Do tego niesamowicie poprawiła się moja kondycja, a mój oddech wyrównał. 

Nie bójcie się spróbować! To nie boli!!! 
Wiadomo, że nie od razu uda nam się przebiegnąć maraton, ale kiedyś i taki dzień może nadejdzie. 
Czasem gdy biegnę mam wrażenie, że niektórzy ludzie patrzą na mnie jak na idiotkę i nie wiem czemu wydaje mi się, że myślą sobie: "Biega, a taka gruba jest!" Na początku tego bałam się najbardziej, ale teraz muszę przyznać, że gdy biegnę to te spojrzenia innych mi zwisają i powiewają na wietrze :) 


I BELIEVE I CAN FLY!!!