3 lutego 2013

Nie-Dzielna NIEDZIELA

Kochani! I stało się... moja odporność spadła poniżej zera i na efekty nie musiałam długo czekać. Dziś dopadło mnie straszne osłabienie, ale nie wykluczam, że to nadal efekty tej przeklętej zmiany pogody, bo nie wiem jak u Was, ale u mnie dziś sypał śnieg i było koszmarnie zimno. W zasadzie w ogóle dzisiejszy dzień do najlepszych nie należał.

Wczoraj musiałam odmówić sobie kolejnego treningu i to ze względu na pisania pracy, której w efekcie i tak dzisiaj nie oddałam, bo okazało się, że prawdopodobnie wszystko mam źle! Z resztą nikt tej pracy dziś nie oddał, no chyba, że Ci nadzwyczajnie ambitni. Do tego dowiedziałam się, że mam do napisania kolejne trzy prace... no tak, po co informować o tym studenta na początku semestru żeby miał świadomość co go czeka. No trudno! Jak mus to mus! Wszystko da się przeżyć, ale nie bezczynne siedzenie na zajęciach o pisaniu pracy magisterskiej szczególnie, że nie ma się jeszcze konkretnych pomysłów na temat, chociaż i te ostatnio zaczynają się kłębić w mojej głowie. Zamiast myśleć o tym "tu i teraz" to zaczęłam mocno odbiegać w przyszłość i skupiać się na magisterce, a mam na to jeszcze tyle czasu! Do tego wszystkiego przeraża mnie egzamin, na który mam już tylko 5 dni na naukę. Przerażające, a miałam unikać stresogennych sytuacji :)

Żeby tego wszystkiego było mało to zjadłam dziś kiepski obiad, przez który czuje się źle aż do teraz. Czasem zaczynam żałować, że nie stołuję się nadal w fast-foodach, bo tam zawsze wiedziałam co mnie czeka, a w innych "restauracjach" to nie koniecznie. Chyba czasem trzeba sobie zaszkodzić, żeby postawić jednak na własne jedzenie. Jadłam chyba najgorsze w życiu naleśniki ze szpinakiem, ale już zaraz poprawię sobie trochę humor pysznym jogurtem z malinkami. Nie wytrzymałam też i sięgnęłam dziś po odrobinę słodyczy. Zjadłam niewielki batonik z czekoladą i nadzieniem karmelowym, a tylko dlatego, że chciałam go spróbować. Na szczęście nie zawierał utwardzanych tłuszczów roślinnych, które są szkodliwe dla naszego zdrowia więc to zawsze jakiś pozytywny aspekt, a do tego złapałam się za rurkę z bitą śmietaną z kawiarni Grycan. No cóż, czasem każdy musi osłodzić sobie życie :) Mimo wszystko jakoś nie mam wyrzutów sumienia :)


Mieliśmy dziś mieć trochę ruchu także w postaci kręgli, bo jakiś czas temu wygraliśmy Voucher na kilka gier do Fantasy Park Kraków więc aż żal nie skorzystać. Niestety jak to zazwyczaj w niedzielę, nie było wolnych torów, a do 19 czyli 3 godziny nie chciało mi się czekać. Bony możemy wykorzystać jeszcze jutro i we wtorek więc zapewne co się odwlecze to nie uciecze.

Wczorajszy trening odpuściłam, bo nie wyrobiłam się w czasie, ale dziś nie odpuszczę! Po powrocie do domu zasnęłam i obudziłam się dopiero godzinę temu więc energii nie powinno mi brakować. Mam nadzieję, że bolące gardło nie przeszkodzi mi w planie treningowym na dzisiejszy wieczór. Zdecydowałam, że tuż po zakończeniu sesji na uczelni czyli najprawdopodobniej dopiero w marcu wrócę na siłownie, bo trochę mi tego brakuje. Chociaż jakoś nigdy nie przepadałam za "publicznymi" treningami to myślę, że przydałoby mi się popracować trochę nad rzeźbą moich, nadal "sflaczałych" mięśni.

Trening siłowy przydałby się również mojemu facetowi, który w bardzo szybkim czasie spalił nadmiar tkanki tłuszczowej i z 19% tłuszczu spadł na 15%. Przez dosyć krótki czas trenował INSANITY, ale bez konkretnej diety i suplementacji przez co mięśnie się nie rozwinęły tak jak powinny. Zdecydowanie oboje będziemy mieć co robić żeby w lecie poczuć się świetnie we własnej skórze. Czasem odnoszę wrażenie, że zaraziłam go swoją obecną "zajawką", która chyba już mnie nie opuści.



Do moich wakacji pozostało równo 6 miesięcy i mam nadzieję, że systematyczne ćwiczenia i racjonalna dieta zaprowadzą mnie do tego miejsca, do którego chcę. Nie oczekuję cudów, nie planuje, bo tak jest dla mnie lepiej. Nie będę czuć się źle jeśli się nie uda, ale dlaczego miałoby się nie udać? Mam ulubione: SKALPEL i SKALPEL II (który wypompowuje ze mnie całą energię), a do tego nie wykluczam, że zacznę ćwiczyć TURBOFIRE, bo na INSANITY jeszcze nie mam siły. Jeśli będę konsekwentnie dążyć do określonego celu to kiedyś tam dotrę! Prędzej czy później, ale dotrę. Myślę, że nawet w takie dni jak ten dzisiejszy nie warto się poddawać, bo to zmęczenie po treningu zdecydowanie potrafi poprawić humor. Ach! Te endorfiny! Ostatnio po zrobieniu SKALPELA II mimo, że padłam to czułam się cudownie! Do dziś mam zakwasy na pośladkach i ramionach i żal będzie się z nimi rozstawać. Nazwijcie mnie masochistką, ale uwielbiam cierpieć po treningu!

Jutro podsumowanie treningów z całego miesiąca i oficjalnie kończę swój 5 miesiąc metamorfozy, która głównie zmieniła mnie wewnątrz (przynajmniej jak na razie). Trochę się obawiam, bo wiem, że z postępami zatrzymałam się w miejscu, ale podobno to całkowicie normalne.
WE WILL SEE! 

A tymczasem życzę Wam miłej nocy i dużo, dużo energii na kolejny tydzień!!!
Przyda się? <3



31 komentarzy:

  1. Trzymam za Ciebie kciuki! Każdy ma gorsze dni, ja także i założę się, że mało jest osób, które ich nie mają. Nie daj się chorobie, zapobiegaj, żeby nie rozłożyło Cię na amen! W to co osiągnęłaś włożyłaś wiele wysiłku i teraz już nie wolno tego zaniedbać.
    Ja skalpel 2 będę robiła jutro, postawiłam sobie za cel, że wykonam go dwa razy :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z Insanity raczej ciężko będzie zbudować mięśnie bo to głównie cardio, ale jak najbardziej polecam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak.. mój weekend też był słaby.. ale znalazłam motywacje na inne dni!
    POWODZENIA! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja upiekłam wczoraj tak pyszny piernik z czekoladą, że nie mogłam się oprzeć i zjadłam 2 kawałki :D Jestem kobietą i wolno mi więcej! :) Chwila słabości...
    A co do cierpienia po treningu to coś w tym jest... Ja też się cieszę bardziej jeśli odczuwam ból - pewnie to dlatego że wiem jak było ciężko, a im ciężej tym lepszy efekt :) Po prostu czuję się spełniona :)
    Czekam z niecierpliwością na podsumowanie - u mnie jeszcze 2 tygodnie i kończę 1 miesiąc także jeszcze długa droga przede mną :)
    Aktywnego tygodnia Magdaleno :) :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też KOCHAM to "cierpienie" po treningu :D
    Wczoraj pierwsze podejście do Turbo i 6 rund zrobione! ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam podejście, że słodycze raz na jakiś czas to cudowna sprawa i nie można mieć wyrzutów sumienia! :)) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  7. ojej, to mamy podobnie. u mnie tez spadek odpornosci, wczoraj odpuscilam trening, dzisiaj chyba tez bede pauzowac ;/ w szkole to samo - egzaminy, pisanie pracy.. masakra jakas :|

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, a jak u Ciebie z kolanami? Żyją? :)

      Usuń
  8. Mogłabyś coś powiedzieć więcej o tym treningu Turbo Fire i gdzie go znaleźć?:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochana z TurboFire uważaj bo ja właśnie (ćwicząc zgodnie z rozkładem tego programu) rozwaliłam sobie kolana (wcześniej nie miałam z nimi zbytnio problemów, a teraz od roku za mną się to wlecze). Tam jest bardzo dużo podskoków, składów itp i do tego w szybkim tempie, więc kolanom może to mocno zaszkodzić. Chociaż przy odpowiedniej diecie efekty na TF są niesamowite.
    Polecam Ci spojrzeć na BBL (Brazil Butt Lift) - straszny prowadzący, ale ćwiczenia ciekawe i mniej obciążające niż TF. Osobiście polecam też Tiffany: http://www.youtube.com/user/TiffanyRotheWorkouts?feature=watch ciekawe ćwiczenia dostępne na YT (trochę inne niż wszystkie, które do tej pory znałam) i również dla kolan łaskawsze (tu rozpiska jak z nią ćwiczyć: http://wizaz.pl/forum/showthread.php?t=631779).
    Pozdrawiam,
    Pola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) BBL znam, ale jeszcze z nim nie ćwiczyłam... A nad TF jeszcze się zastanawiam :)

      Usuń
  10. Insanity to jest to! :) Trzymam kciuki, żebyś się do niego zabrała, bo na prawdę nie będziesz zawiedziona! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A co do TurboFire to tu można zobaczyć: http://www.youtube.com/watch?v=oRGTuvoEgdA
    To program BeachBody: http://www.beachbody.com/product/fitness_programs/turbofire.do
    Program jest podzielony na 5 miesięcy treningów. Jest do niego kilkanaście płyt i ćwiczy się ściśle wg ustalonego harmonogramu (wciąż zwiększając trudność treningu). Świetne cardio do spalania tłuszczu. Na początku może być trudno bo jest tam dużo układów do wyuczenia i próbując nadążyć za prowadzącą wygląda się pokracznie ;) jednak po ok tygodniu/dwóch można wszystko ogarnąć. Ja uwielbiam TF, ale jak pisałam podziałał bardzo negatywnie na moje kolana.
    Pierwszą, łatwiejszą wersja TF jest TurboJam tej samej instruktorki. Dla mniej wyćwiczonych jest to polecane, aby właśnie od tego zacząć.
    Przykładowy filmik z TurboJam: http://www.youtube.com/watch?v=eyqYamCg1Nk
    I na BeachBody: http://www.beachbody.com/product/fitness_programs/lose-weight/turbo-jam.do
    Pola

    OdpowiedzUsuń
  12. gdzie znaleźć skalpela II?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do kupienia na oklejgo.pl lub ewachodakowska.pl
      Płyta dostępna także w kilku sklepach stacjonarnych w Warszawie.

      Usuń
  13. w zeszłym tygodniu dałam rade 6 razy skalpel, dziś też był, staram sie pilowac diety i mam nadzieje ze waga sie ruszy i zacznie spadac

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie ma co się załamywac jakoś to będzie i pracę poprawisz :* Trzymam kciuki !

    nominowałam cię do THE VERSATILE BLOGGER AWARD zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. O, widzę, że Twój mężczyzna też przechodzi METAMORFOZĘ :) Super :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Insanity jest fajne - ale na tym robi się wytrzymałość a nie mięśnie.
    Dziewczyny, zdementujmy jedną rzecz - ćwiczenia cardio w stylu Ewki, Insanity czy jakichkolwiek innych hopek przed TV - to nie są ćwiczenia, które spowodują szalony wzrost mięśni. Wbrew pozorom - patrząc po wzroście, wadze i zdjęciach Ewy - ona ma b. małą masę mięśniową. Wydaje się, że jest umięśniona, bo ma bardzo niski (jak na kobietę) poziom tłuszczu - więc mięśnie są tylko widoczne.
    Żeby wyrzeźbić mięśnie... to najpierw trzeba mieć mięśnie. A mięśnie - to przerzucanie ciężarów na siłowni + odpowiednia dieta + dużo cierpliwości. No i przede wszystkim - kobieta nie jest facetem, mamy zupełnie inną gospodarkę hormonalną, więc zawsze będziemy miały wyższy poziom tłuszczu i dużo mniejszy przyrost mięśni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Zgadzam się w 100%!
      Ćwiczenia jednak gdzie wykorzystuje się swój ciężar także powodują lekki przyrost tkanki mięśniowej szczególnie u osób takich jak ja, które były sflaczałe :) Modelowanie ich to już lata pracy na siłowni. Przecież nikt trenując coś w domu nie zamieni się od razu w Terminatora ;)

      Usuń
  17. Na początku tak, ale potem już ciało nie reaguje tak samo fajnie i trzeba zmienić trening. Od lat pracy na siłowni... kobieta też nie zamieni się w mitycznego babochłopa ;) Wystarczy poszukać zdjęć fitnessek (nie kulturystek, bo to dwie różne bajki, i nie instruktorek zajęć fitness - bo to też inna bajka ;) A ćwiczenia siłowe są na prawdę fajne! I niedoceniane. W kobietach tkwi stereotyp, że sztanga to tylko dla facetów, a kobieta jak poćwiczy siłowo to od razu będzie miała niebotycznie rozrośnięte mięśnie. Nic bardziej mylnego! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego zaczęłam trochę myśleć o siłowych treningach, bo pasowałoby teraz troszkę wymodelować ramiona, nogi, pośladki i brzuch. Niestety na samą myśl o siłowni robi mi się słabo, bo czuję się tam totalnie zagubiona i przeważnie korzystałam tylko z kilku maszyn + cardio. A instruktorzy na siłowniach... no cóż, wolą patrzyć w sufit niż pomóc i coś podpowiedzieć.

      Usuń
    2. Bierzesz chłopaka pod pachę i idziecie :) A poważnie - nie ma co się gubić na siłowni. Instruktorzy są różni, ale kluby też są różne - można potestować. Chociaż przyznam szczerze - jak się podejdzie do instruktora i poprosi o konkretną pomoc, pokazanie techniki itp. to oni serio są pomocni. Tylko muszą wiedzieć, czego się od nich oczekuje :) Kilka razy zapytasz, zapamiętają Ciebie, to potem już zawsze rzucą okiem, czy na pewno sobie radzisz. Grunt to się przełamać. Poza tym ludzie, którzy ćwiczą też chętnie pomagają, trzeba tylko poprosić. Zwykle widuje się te same twarze, więc w pewnym momencie robi się "rodzinna" atmosfera :)

      Usuń
    3. Jakoś mimo wszystko głupio by mi było podejść do instruktora i prosić go o pomoc w momencie gdy wyglądam jak wyglądam... Wiem, że od czegoś trzeba zacząć, no ale wiadomo jak to w praktyce :)

      A do tej pory gdy chodziłam z chłopakiem na siłownie to ja uczyłam jego obsługi maszyn :D hehehe...

      Może przełamię się gdy zacznę wyglądać normalnie i będę mogła faktycznie pokazać się na siłowni. No i po wizycie kontrolnej u ortopedy, bo z tego co mówił to póki co nie powinnam się przeciążać.

      Usuń
    4. Specjalnie spojrzałam na Twoje ostatnie podsumowanie :) No, my kobiety tak mamy, że tworzymy dramatyczny obraz siebie ;) Jest spoko! Najlepszy moment na siłownię. Szybko dopalisz resztki tłuszczu, mocno ujędrnisz ciało. Same plusy. A instruktor? A co ma instruktor powiedzieć? To kumaty człowiek, zdaję sobie sprawę z tego, że żadnymi zumbami czy innymi aerobikami nikt nie dorobił się efektownej sylwetki ;) Więc jeszcze spojrzy na Ciebie z szacunkiem, że wiesz co masz zrobić, żeby osiągnąć cel.
      Ortopeda jest lekarzem sportowym? Nie przeciążać to proste hasło, ale wyjaśnił co się za tym kryje? Sprawdź pocztę ;)

      Usuń
    5. Ten konkretny ortopeda jest akurat najlepszy w swoim fachu... Przynajmniej powiedział, że mam nie obciążać... Nie mogę nic dźwigać, ale mogę ćwiczyć. Jednej z blogerek ortopeda zabronił się ruszać, a miała dokładnie ten sam problem z kolanami...

      Usuń
    6. U mnie pozrywane ścięgna plus chondromolacja. Ograniczenie aktywności tylko na czas fizjoterapii. Potem kazał unikać ruchów, w których kolano może szybko "zmieniać kierunek", ale i stałych, jednostajnych niefizjologicznych ruchów. Za to miałam wzmacniać mięśnie wszelkimi ruchami naturalnymi dla człowieka, pilnując odpowiednich kątów i położeń współpracujących stawów. Po roku już startowałam w amatorskich zawodach, a teraz od kontuzji mija już z 7 lat - nie wróciła. Jedynie na zajęciach typu fitness ćwiczę techniką podaną przez orto, a nie paplaną przez instruktorki.

      Usuń
    7. U mnie chondromalacja + rzepka wbita w chrząstkę, a do tego całkowicie "zjechany" kręgosłup. Jakiekolwiek ciężary niestety odpadają choć i tak już jest zdecydowanie lepiej, bo nie cierpię po wniesieniu 2 zgrzewek wody mineralnej po zakupach. Z resztą z moją kondycją i siłą to wcale mnie to nie dziwi, że właśnie takie mam zalecenia lekarza.

      Usuń
    8. Wiesz co, ja bym to wszystko jeszcze skonsultowała z fizjoterapeutą. Bo pal licho kondycję, to nie kondycja trzyma kości w kupie. Ale kurczę na mięśnie trzymające kręgosłup przydałoby się mieć jakiś bezpieczny zestaw wzmacniający od fizjoterapeuty. Mięśnie przejmą trochę pracy, odciążą kręgosłup - ale to trzeba wiedzieć co i jak, żeby nie pogorszyć sprawy... A to już średnio rola ortopedy, tylko właśnie fizjoterapeuty.

      Usuń
  18. Teraz ćwiczę z książką Ewy Chodakowskiej "Zmień swoje życie" ,którą polecają dziewczyny z blogów link do książki macie ewachodakowska.ogr.pl do pobrania :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz dodaje mi skrzydeł i motywuje mnie do dalszego pisania... Napisz, zmotywuj mnie oraz innych! Dziękuję <3