24 marca 2014

MÓJ PIERWSZY PÓŁMARATON czyli od grubasa do biegacza!

Witajcie kochani!
Jak już zapewne wiecie w dniu wczorajszym tj. 23.03.2014 biegłam w swoim pierwszym w życiu (i zapewne nie ostatnim) półmaratonie, a konkretnie w XI Krakowskim Półmaratonie Marzanny. Ten post miał się ukazać już wczoraj, ale kompletnie nie miałam kiedy więc chwalę się Wam dziś, że... 


UKOŃCZYŁAM PÓŁMARATON!!!

Nie było łatwo, oj nie było, ale UDAŁO SIĘ!!! Gdy dobiegłam do mety miałam ochotę skakać mimo, że nie czułam już nóg po tych 21,097 km ciągłego biegu. 


W sobotę odebrałam swój pakiet startowy i przygotowałam się psychicznie na ten nieziemski wysiłek podczas mojej wizyty w Parku Wodnym. Byłam zdziwiona, że wystarczyła godzina spędzona w jakuzzi solankowym by zszedł ze mnie cały stres. Stres niestety powrócił w dniu startu...




Na szczęście dzięki moim znajomym, strach ustał tuż przed startem!!! :) 


Zamówiliśmy pogodę na ten dzień! Było ciepło i temperatura w słońcu zaczynała mnie przerażać. Na szczęście trochę później na niebie pokazały się chmury, a w pewnym momencie nawet zaczęło kropić. Najgorsze było to, że pod sam koniec mojego biegu zerwał się wiatr pod który musiałam biec ostatnie 2 km! Mówię Wam... KOSZMAR!

Wystartowaliśmy punkt 11:00 tak jak było zaplanowane. My czyli ja i dwóch kolegów ustawiliśmy się za fioletowym pacemakerem z czasem 2:09:00 mimo, iż byłam pewna, że nie mam szans na dobiegnięcie do mety w takim krótkim (jak dla mnie) czasie. Z kolei wiedziałam też, że chłopaki na pewno pobiegną szybciej.



Pierwsze 5 km było dla mnie koszmarem... muszę przyznać, że przez głowę przewijały mi się myśli o tym, że będę musiała zejść z trasy, i że nie dobiegnę. Starałam się biec równym tempem, nie myśleć za wiele i nie zatrzymywać się w żadnej sytuacji. Gdy już w ciągu pierwszych 30 minut minęła mnie karetka zaczęłam uświadamiać sobie, że to nie przelewki... to półmaraton!!! Sporego kopa dała mi obecność znajomej, która specjalnie po to by zrobić zdjęcia i pokibicować przyszła w okolice trasy - DZIĘKUJĘ PAULINA! Biegaczy wspierały także inne grupy wsparcia, które dopingowały nas w wielu miejscach na trasie. Gdy wybiegłam na bulwary, po około 7 km wiedziałam, że nie mam już odwrotu, i że wiele par oczu skierowana jest właśnie na mnie. Więc co? Nie poddałam się ani przez chwilę. Niesamowitego kopa dawało mi także mijanie wielu zmęczonych już biegaczy na kilku podbiegach. To były efekty tego, że podczas moich 3 miesięcznych przygotowań sporo biegałam po wzniesieniach, bo mieszkam na górce. Krótko mówiąc - przywykłam do treningów z górką w tle ;) Pod Wawelem wiedziałam, że dam radę chociaż biegłam już wolniejszym tempem i cały czas walczyłam z bólem kolana. Na szczęście kontuzja pozwoliła mi dobiec do celu.



 Kryzys pojawił się u mnie zgodnie z tym co przewidywałam czyli na ok. 19 km gdy robiłam drugie okrążenie wokół Błoń. To był już tylko sprawdzian mojej psychiki i woli walki. Bolało mnie dosłownie wszystko, a nogi zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa. Chciałam biec jak najszybciej, ale próbowałam zachowywać siły na ostatnią prostą przed metą czyli od około 20 km. Muszę przyznać, że pod koniec okropnie pomogli mi ludzie, ich doping i wsparcie, a najbardziej mój kolega, który czekał na mnie przed samą metą (bo sam ukończył bieg pół godziny wcześniej). To dokładnie ten sam kolega, który namówił mnie do startu i od początku był przekonany, że wystarczą mi 3 miesiące by się przygotować do tej imprezy, gdy ja byłam nastawiona sceptycznie. Jego pomoc okazała się nieoceniona, bo zaczął biec przy mnie krzycząc "Biegnij, biegnij, większe kroki, szybciej, dajesz!" (DZIĘKUJE PAWEŁ!) W taki oto sposób wbiegłam na metę z tempem około 5:30 z łzami w oczach!!! 


Moja radość była niesamowita! Miałam ochotę skakać choć tak mocno bolały mnie nogi. Gdy przekroczyłam linię mety zapomniałam nawet o tym, że muszę jeszcze przecież odebrać medal ;) 

Półmaraton ukończyłam w czasie 2:27:06 
Biegłam ze średnim tempem 6:58,
a na mecie pojawiłam się jako 2383 osoba.


W swojej kategorii wiekowej zajęłam 164 miejsce, a w kategorii kobiet byłam 460 - w każdym razie nie byłam ostatnia!!! Jupppiii!

Moje pomiary czasu ze wszystkich check pointów wyglądały tak:
0:31:59 / 1:06:37 / 1:42:34 / 2:01:28

Jeszcze wczoraj myślałam, że półmaraton to mordercze wyzwanie, a dziś już myślę o kolejnym...
Wszyscy pytają mnie kiedy MARATON, a ja odpowiadam... za rok, może dwa ;) Czas pokaże!


Wczoraj nie czułam się zmęczona jednak dziś poruszam się po mieszkaniu dosłownie niczym paralityk! Najgorszym wyzwaniem okazało się oczywiście korzystanie z toalety i próby kucania. Nie poszłam dziś na lekcje włoskiego, bo najzwyczajniej w świecie nie dałabym rady! Bolą mnie uda, boli mnie tyłek, a do tego także barki i mięśnie brzucha.

Mimo wszystko czuję się niesamowicie, bo udowodniłam sobie i wszystkim, że nie ważne ile masz lat, jak wyglądasz... liczy się siła walki i mocna psychika!!! Od razu po zakończeniu biegu nasunął mi się taki wniosek... Naprawdę nie istotne czy ktoś jest gruby czy chudy, młody czy starty... w obliczu takiego wyzwania jakim jest półmaraton każdy jest równy!

Nie wszystkim udało się ukończyć bieg... Niektórzy zeszli z trasy, inni krótko mówiąc "padli" i wylądowali w szpitalu. Wiele osób także tuż po ukończeniu półmaratonu zgłosiło się prosto do punktu medycznego. Mnie na szczęście to ominęło, a wieczorem miałam jeszcze energię na spotkanie z przyjaciółkami, które także wspierały mnie na trasie - DZIĘKUJĘ ALDONA I OLA. Wyobraźcie sobie, że jedna z nich na mecie czekała nawet z pysznymi ciachami ;)




Niewiarygodne jest to, że przez ostatnie 3 miesiące przygotowywałam się do tej imprezy biegowej i naprawdę mi się udało!!! W dalszym ciągu to do mnie nie dociera...

Już za trzy tygodnie startuję w kolejnej imprezie biegowej, a mianowicie w PERŁACH MAŁOPOLSKI czyli biegu po Ojcowskim Parku Narodowym. Ten bieg jest zdecydowanie krótszy, bo na 10 km. W późniejszym terminie, bo już pod koniec kwietnia planuję także start w Biegu po Puszczy Niepołomickiej także na 10 km. Póki co nie przewiduję startów na dłuższych dystansach, ale ze mną nigdy nic nie wiadomo... Sezon dopiero się zaczął ;)


Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie, trzymane kciuki i pomoc w treningach!!! 
Myślę, że nie był to mój ostatni półmaraton w życiu ;) 
Buziaki!!!


P.S Nie wiem jak to się stało, ale wcale mocno się nie spociłam podczas tego półmaratonu i zapewne gdyby nie to, że okropnie bolały mnie mięśnie biegłabym szybciej. Mimo wszystko dałam z siebie wszystko!!!

28 komentarzy:

  1. byłam na Błoniach,widziałam jak przebiegasz metę - gratulacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Tego nie musiało się widzieć, ale słyszeć... Moją metę słyszał chyba każdy ;)

      Usuń
  2. Gratulacje! Jesteś motywacją dla wielu. ;) Sama postanowiłam przeczytać Twojego bloga od początku i za każdym razem, gdy tu powracam, doświadczam przypływu pozytywnej energii! Życzę powodzenia na kolejnych imprezach biegowych. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Właśnie dlatego postaram się pisać więcej!

      Usuń
  3. Gratuluję! Swoim nastawieniem sprawiasz, że mimo, że lubię biegać, to mam jeszcze więcej motywacji by to robić. Jesteś niesamowita :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluje!! :) to musi byc niesamowite uczucie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluje ukończenia biegu! :) 3 miesiące przygotowań to wcale nie tak dużo.

    Ja przybiegłam na metę po 2 godzinach i niecałych 3 minutach. Nie udało się złamać 2 godzin, ale i tak jestem mega szczęśliwa jak na debiut. Kolejne biegi będą lepsze. Planuję wystartować 8 czerwca w Jurajskim Półmaratonie.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  6. gratuluje ,przekonałas mnie do schudniecia,do kupienia roweru chyba się skusze w tym roku żeby pobiec przed siebie:)wiedziałam ze skończysz nie odpuscilabys:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeszcze raz gratuluję i trzymam kciuki za kolejne podejmowane wyzwania :)

    OdpowiedzUsuń
  8. WOW Gratulacje nie lada wyczyn. Dla mnie sukcesem jest przebiegnięcie dwóch kółek błoń jednak wróciłam do biegania po zimowej przerwie jakieś 2 tygodnie temu wiec forma dopiero wraca.

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratulacje! Pokazałaś sobie, że strach ma tylko wielkie oczy! Jesteś wielka :) Brawo!

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratulacje!
    Poza 3 miesiącami przygotowań, biegałaś wcześniej? Ile czasu w sumie potrzebowałaś na przejście z poziomu zerowej aktywności do półmaratonu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biegałam między lipcem, a wrześniem, ale nie aż tak dużo... Potem kontuzja niestety nie pozwoliła mi na dalsze treningi i zaczęłam ponownie w styczniu :) Aktywna fizycznie w zasadzie jestem od około półtora roku, ale nigdy wcześniej nie biegałam.

      Usuń
  11. Wielki SZACUN dla Ciebie i ogromne gratulacje :) Powodzenia w kolejnych zawodach ) Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za dalsze sukcesy .

    OdpowiedzUsuń
  12. Brawo ! Gratuluje !
    Dziewczyno, pisz do Nas częściej i nie przestawaj. Jesteś ogromną motywacją ;D Łza mi się zakręciła jak czytałam tego posta. Wspaniale że masz takich przyjaciół, którzy Cię dopingują.
    Ja powoli też przekonuje się do biegania.. to daje taką satysfakcję ;D Ale droga do półmaratony czeka mnie ciężka i długa.
    Ściskam mocno ;) Alicja.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo, bardzo podziwiam, zwłaszcza że przygotowywałaś się tak krótko. Przebiegnięcie półmaratonu w jakimkolwiek czasie jest wielkim osiągnięciem, gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Olbrzymie i gorące gratulacje!!!! Bardzo podziwiam i chyba wreszcie czytając tę relację dostałam kopa, by też biegać. Buty już są od roku... Iwona

    OdpowiedzUsuń
  15. Wielki szacun - ja się jakoś nie mogę przełamać do biegania. Wolę jeździć na rowerze.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ogromne gratulacje! Podziwiam samozaparcie i upór w dążeniu do celu. Sama zaczęłam biegać. Może i ja kiedyś pobiegnę półmaraton!

    OdpowiedzUsuń
  17. Brawo Brawo Barwo;-))) Wielkie gratulacje;-) Ja jeszcze nie wyobrażam sobie udziału w półmaratonie, przed skręceniem nogi trenowałam do 10km, a teraz znów zacznę od nowa.

    OdpowiedzUsuń
  18. wow gratulacje Madzia ! Jesteś wielka :*

    OdpowiedzUsuń
  19. GRATULACJE !!!!! JESTEŚ WIELKA !!!!!!
    Podziwiam Cię bardzo i wiesz co? Zmotywowałaś mnie do biegania. Mam rozłożony trening dla początkującego laika i od jutra zaczynam :D Jeżeli Ci to nie przeszkadza umieściłam Cię w swojej notce na moim blogu. :) Dajesz kopa kobieto !!! Tak namiętnie piszesz o bieganiu że i ja zapragnęłam spróbować :) Pozdrawiam Cię !!!!!

    OdpowiedzUsuń
  20. Najważniejszy jest zdrowy styl życia, dużo ruchu i dobra dieta wtedy będziemy dłużej i lepiej żyć
    Ja teraz idę na kompleksowe badania do: http://www.mpmedical.pl/ aby mieć pewność, że wszystko jest ok.

    OdpowiedzUsuń
  21. Gratuluje :) bardzo podoba mi się Twoja aktywność i to, że przede wszystkim stawiasz na zdrowie :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Super.....GRATULACJE....To jest Moje marzenie zeby przebiec w pòlmaratonie....za mną na razie 11.5 km - w kategorii kobiet 4 miejsce....w wieku 50 lat
    zapraszam na bloga http://bastonidifashion.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja nie daję rady biegać bo mam zaraz kolkę. Ale super że się Tobie udaje, tak trzymać.

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz dodaje mi skrzydeł i motywuje mnie do dalszego pisania... Napisz, zmotywuj mnie oraz innych! Dziękuję <3