30 października 2014

PRYWATA - Trudne próby powrotów do normalności

Witajcie kochane...

Tak wiem, znów mnie nie było, ale tym razem nie będę obiecywać powrotów, bo nie wiem co czas pokaże... Będę się starać! Pewnie nadal bym nic nie napisała gdyby nie to, że dosłownie kilka minut temu poczułam nieodpartą chęć podzielenia się z Wami tym co w ciągu ostatnich kilku miesięcy kompletnie zbiło mnie z tropu. 


Na chwilę obecną moje życie zaczyna się stabilizować, wracają mi chęci do treningów, wracają chęci do zdrowszego odżywiania, do dbania o siebie i swoje zdrowie, bo... MAM DLA KOGO, a przynajmniej tak mi się wydaje. W dniu dzisiejszym dostałam swój pierwszy (i to mocno spóźniony okres) po prawdopodobnym poronieniu. Tak, niestety to najprawdopodobniejsza opcja... Dlaczego przestałam ćwiczyć? Nie wiem... przestałam chyba wierzyć w swoje możliwości i to był powód dlaczego przestałam pisać. Nie potrafiłam pisać o czymś w co sama przestałam wierzyć. Początkowo byłam szczęśliwa bez treningów, bo miałam na tamtą chwilę (jak mi się wydawało) cudownego faceta, rewelacyjną pracę i przyjaciół. Nie wierzę w to jak bardzo mogłam się pomylić. Sądziłam, że treningi nie są mi już potrzebne, że nie muszę odreagowywać złych emocji, bo ich nie mam. Pod koniec lipca zaczęłam się słabo czuć, nie miałam energii, nie miałam apetytu, nie miałam na nic ochoty. Zmuszałam się wówczas tylko do roweru i spacerów. Później zaczęły się problemy natury nerwowej związane z pracą. Zaczęłam wymiotować, objadać się lub wręcz przeciwnie potrafiłam nie jeść nic!!! Nic mnie nie cieszyło, a w moim związku coś zaczęło się psuć. W efekcie tego w połowie sierpnia mój "idealny" facet odszedł z dnia na dzień, zrywając ze mną smsem. Pogrążyło mnie to kompletnie. Początkowo wracając z pracy kładłam się do łóżka i przesypiałam cały dzień. Po jakimś czasie zaczęłam odreagowywać spotykając się z ludźmi i to do tego stopnia, że wychodziłam do pracy o 6:55, a wracałam o 2, a nawet 3 w nocy. Wróciły stare nawyki: imprezy, alkohol, papierosy, ale także zapisałam się na siłownie. Niestety zabrakło mi już na nią czasu, a ja potrzebowałam aktywności podczas których nie myślałam. Byłam rozbita... Chwilę później zaczęły się bóle brzucha, bo potrafiłam nic nie jeść, a piłam hektolitry kawy i wypalałam paczkę papierosów dziennie i pewnego dnia dostałam jakiegoś ponadprogramowego krwawienia. To chyba był ten moment gdy uświadomiłam sobie, że nerwy nic nie dadzą, ale dosłownie chwilę później pod koniec września wylądowałam w szpitalu z okropnym bólem brzucha. W międzyczasie na mojej drodze pojawił się ktoś inny i choć nie potrafiłam zaufać poddałam się temu, trzymając jednak dystans. Sprawił, że zaczęłam bardziej dbać o siebie...

Wychodzi na to, że każda z Nas musi mieć taki moment w życiu gdy wszystko nagle przestaje mieć sens. No cóż, ja sama nie sądziłam, że porzucę pasję, że porzucę treningi, pisanie, zdrowe jedzenie... Stało się! Już wracam do siebie po tym wszystkim. Nie pracuję, domknęłam sprawy związane z uczelnią i mam termin obrony pracy magisterskiej na styczeń. Spędzam więcej czasu w domu, a nie w barach i to tylko kwestia czasu aż znów zacznę biegać i ćwiczyć. Koleżanki chcą zapisać się na siłownie, a to dla mnie idealna sytuacja, bo razem będzie raźniej. Potrzebuję tego! Widocznie ta przerwa, ta kompletna rozpierducha życiowa była mi potrzebna.



Przepraszam Was bardzo, że zniknęłam tak bez słów wyjaśnień, ale nie chciałam stać się hipokrytką... 

Teraz czuję, że będzie dobrze, bo wracam na dobre tory... 
Zaczynam swoje życie od nowa, z daleka od starych problemów, które mogły mnie zniszczyć, ale nie dałam im się! Nie jestem jeszcze silniejsza niż byłam, ale to kwestia czasu. 

Teraz ja potrzebuję Waszego wsparcia... TRZYMAJCIE KCIUKI! 
W końcu... co mnie nie zabije to wzmocni, prawda?

Buziaki! 

22 komentarze:

  1. jak bardo znajomo brzmi Twoja historia. Wszystko się ułoży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już to zauważyłam, że chyba każdy przeżył kiedyś coś takiego...

      Usuń
  2. ktoś kto tak kończy związek, po prostu nie jest wart Twoich łez i Twojego czasu,dobrze że to wszyztsko wypłakałaś i potrafiłas podnieśc się na nowo. Wszytsko wróci do normy, odetnij od siebie przeszłość, kiedyś stworzysz piękną rodzinę, bądź soba,bądź szczęsliwa, bądź pięknie zdrowa.. :) jesli to co mówię ma dla Ciebie sens. Pozdrawiam Cię ciepło :)) E.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Wszystkie takie słowa mają sens i faktycznie pomagają coś zmienić w punkcie widzenia. Już gorzej raczej nie będzie...

      Usuń
  3. Noo w koncu :) Zapomnij o wszystkim co bylo zle, cale zycie przed soba, do boju :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że nikt nie wymyślił jeszcze czegoś co może spowodować amnezję na to co było złe...

      Usuń
  4. Fajnie by było gdybyś robiłą to dla siebie a nie jak piszesz na początku "mam dla kogo". Motywowałaś innych, a teraz piszesz, że nie robiłaś tego przede wszystkim dla siebie tylko dla kogoś...
    Mam nadzieję, że na pierwszym miejscu postawisz siebie a nie kogoś, bo mimo wszystko ten ktoś może zawsze zniknąć a Ty ponownie pogrążysz się i ponownie przestaniesz o siebie dbać.

    Trzymam kciuki! Będę tu zaglądać i sprawdzać jak Ci idzie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym kimś przede wszystkim jestem właśnie ja... bo mam po co żyć, mam dla kogo być zdrowa i pełna energii... to najważniejsze.

      Usuń
  5. kiedy przeczytałam twój post zrobiło mi się smutno, bo jak widać niektórzy faceci naprawdę nie zasługują na uwagę żadnej kobiety, szczególnie tak wspaniałej jak ty. po burzy zawsze wychodzi słońce. twoje już wschodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Skoro zerwał wysyłając sms , to ciesz się, że ktoś taki zniknął z Twojego życia . Trzymaj się, łatwo nie jest ...niestety, ale trzeba walczyć.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dokładnie, chyba każdy miał taką sytuację w życiu jak Ty, kiedy wydaję się, że to co robiliśmy dla zdrowia straciło sens. Ale przychodzi taka chwila i wiemy, że musimy się podnieść! Ja też tak miałam, też od niedawna wracam na właściwe tory :) Życzę Ci dużo zdrowia i siły, bo zasługujesz na to swoim dotychczasowym życiem :) powodzenia kochana :)
    Magda.

    OdpowiedzUsuń
  8. miałam podobnie, tylko, ze nie doszło do rozpadu małżeństwa ale było tragicznie:( do tego dochodzi, że jesteśmy 14 lat po ślubie i nie możemy mieć dzieci, zdecydowaliśmy sie na adopcję , ale strasznie ciężko mi jest. Głowa do góry, wracaj do ćwiczeń, to Ty jestes najważniejsza :* buziaki i trzymam kciuki mocno :)))) czekam na wpisy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochana Madziu :) Od bardzo dawna czytam Twój blog i można powiedzieć, że dzięki Tobie zmotywowałam się do pracy nad sobą :) Twoja historia jest bardzo podobna do mojej, sama bardzo przeżyłam rozstanie. Nie chodzi tutaj nawet o te 6 lat, które spędziłam z tym człowiekiem, ale to jak bardzo mnie zawiódł. Naprawdę, nie spodziewałam się, że można zachowywać się tak strasznie dziecinnie - wspólnie zamieszkać, a po dwóch tygodniach spakować swoje rzeczy, podliczyć ile się na co wydało i jeszcze z płaczem powiedzieć, że wraca się do domu, do mamy ;) Dotarło do mnie, że osoba, której zaufałam, którą pokochałam z całego serca, dla której byłam gotowa na wszystko - po prostu traktowała mnie jako dodatek do swojego życia. Minął już rok, zmieniłam swoje życie, zaczęłam realizować swoje plany i marzenia. Nie jestem jeszcze gotowa na poważny związek, w sumie dobrze mi teraz z samą sobą :) Ale wiem, że ta prawdziwa miłość kiedyś przyjdzie, muszę być tylko cierpliwa - a nie szukać na siłę. Życzę Ci Madziu z całego serca, abyś odnalazła w życiu szczęście. Czas zagoi rany, tylko musisz troszkę zaczekać. Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  10. Co tu mówić...dasz radę dziewczyno, walcz o siebie.

    OdpowiedzUsuń
  11. żaden facet nie jest wart łez!!! nie ten to inny :) i masz już innego ;) nie warto przez faceta płakac i się załamywać. Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  12. Jesteśmy z Tobą całym sercem!!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Cześć, widzę że na internautki można naprawdę polegać, wiele ciepłych słów tu padło, także dołączam się - i trzymam kciuki. pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  14. Dobrze, że znów jesteś.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jest taki moment w życiu każdego człowieka, kiedy po prostu się załamujesz. Codzienność traci dla ciebie jakikolwiek sens. Kłopoty z tzw. "znajomymi" lub "przyjaciółmi", którzy nagle odwracają się do ciebie plecami to już klasyczny przypadek naszych czasów. Zauważyłam, że ludzie są coraz gorzej wychowani i stają się przede wszystkim egocentrycznymi egoistami. Najważniejsza jest miłość i oparcie w drugim człowieku ( nie musisz mieś setek pseudo przyjaciół na facebooku). Jeżeli znajdziesz prawdziwą miłość i poukładasz samą siebie to i w życiu zawodowym zaczyna się układać o wiele lepiej.
    Głowa do góry!

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz dodaje mi skrzydeł i motywuje mnie do dalszego pisania... Napisz, zmotywuj mnie oraz innych! Dziękuję <3