Piekne Zdrowie - Blog o zdrowiu i urodzie

23 grudnia 2012

"Dzikie" kombinacje z włosami czyli L'OREAL WILD OMBRES

Witajcie!
Po moich ostatnich (niekoniecznie udanych) kombinacjach z włosami postanowiłam zrobić coś jeszcze. Wiedziałam, że najprawdopodobniej załatwię tym sposobem moje kudełki na amen, ale cóż... przecież to tylko włosy. Teraz będę je musiała zregenerować i doprowadzić do stanu używalności. Ważne jest to, że wreszcie efekt mi się podoba i mogę śmiało pokazać się na ulicy bez czapki. Mogło być oczywiście lepiej, ale dobre i to! W każdym razie postanawiam całkowite zawieszenie broni, którą to ostatnio wymierzam w kierunku moich włosów. Mam bardzo cienkie włosy, które od przeszło 12 lat są maltretowane wszelkiej maści farbami, rozjaśniaczami oraz środkami do stylizacji. W czerwcu zostały też potraktowane bardzo ciężką bronią czyli trwałą ondulacją, która krótko mówić w ogóle nie wyszła mojej fryzjerce i z pięknego marzenia o hollywodzkim looku pozostało tylko siano na głowie, które sukcesywnie podcinam. Jakiś czas nie eksperymentowałam z włosami więc nagle naszło mnie na zmianę jak typową kobietę. Mój naturalny blond zmienił się w miedziany blond, który wyszedł jak kasztan. Potem kolor ten został potraktowany złocistym blondem, ale ten spotkał się z całkowitym brakiem reakcji moich włosów. No cóż, złośliwce są wybitnie wybredne...

A oto cały ten żmudny, nieudany proces i mój efekt końcowy...




Na tym zdjęciu nie widać dokładnie efektu, ale postaram się w najbliższym czasie wstawić zdjęcia, które choćby w minimalnym stopniu zobrazują efekty moich kombinacji. Muszę stwierdzić jednak, że nie jest najgorzej, a przynajmniej dzięki temu znów mogę się cieszyć częściowo jasnymi włosami.


UWIELBIAM OMBRE HAIR!!!


Od jakiegoś czasu w naszych drogeriach możemy znaleźć farby L'OREAL Wild Ombres Preference. To nowa linia Preference przeznaczona do stworzenia OMBRE HAIR we własnym domu! Farba od razu zwróciła moją uwagę, bo uwielbiam ten look w każdej postaci, czy to włosy, czy paznokcie, czy ciuchy, UWIELBIAM! Nie mogłam się więc powstrzymać i nie byłabym sobą gdybym nie wypróbowała produktu na swoich włosach. Po krótkim namyśle zdecydowałam się na kolor nr. 2 przeznaczony do włosów od ciemnego blondu do jasnego brązu. Wiedziałam, że efekt wyjdzie trochę pomarańczowy i nie będzie przypominał tego co na zdjęciu z opakowania (doświadczenie już mnie nauczyło), ale do odważnych świat należy.

Moja opinia na temat tego produktu?

Piękne opakowanie przez co farba od razu wpada nam w oku nawet gdy umieszczona jest wysoko na półce, to jedno. Do tego zdjęcia modelek są naprawdę zachęcające, bo która z nas nie marzy o takim pięknym cieniowaniu koloru jak przedstawia producent na opakowaniu, to drugie.

 Farba to w zasadzie rozjaśniacz, który na włosy nakładamy specjalną szczoteczką dołączoną do zestawu. Faktycznie, nakładanie produktu jest bardzo proste i bez problemu każda z nas poradzi sobie z aplikacją w domu. Rozjaśniacz jest jednak na tyle mocny, że zaczęły mi łzawić oczy, a do tego po kilku minutach od nałożenia wpadłam w panikę, że włosy są już takie jasne. Ze względu na to, że nie chciałam przesadzić, a także dlatego, że mam resztki trwałej ondulacji na końcach włosów postanowiłam rozjaśniacz trzymać trochę krócej, bo około 25min (w instrukcji jest to 25-45min w zależności od pożądanego efektu). Oczywiście po tym jak umyłam włosy stwierdziłam, że spokojnie mogłam mieszankę zostawić jeszcze na kolejne 10 minut. Muszę przyznać, że moje włosy kiepsko przetrwały to rozjaśnianie, ale były już dosyć mocno katowane wcześniej. Jeśli masz zdrowe włosy to na pewno Ci to nie zaszkodzi! Końce nadają się do ścięcia, a włosy do mocnego odżywienia, ale nie po takich zabiegach wracały już do siebie. L'OREAL PREFERENCE Wild Ombres przypomina mi farbę, z którą miałam styczność lata temu, a mianowicie L'OREAL FERIA CONTRAST (zdjęcie powyżej). W farbie o której mówię również była dołączona specjalna szczoteczka, która z kolei miała stworzyć efekt baleyage.


Myślę, że kupiłabym ten produkt jeszcze raz, ale nie wiem czy warto... Mam już szczoteczkę i wystarczy, że kupię sobie profesjonalny rozjaśniacz i delikatną wodę np. 6% i uzyskam porównywalny efekt za podobną cenę nie niszcząc przy tym włosów, aż do takiego stopnia.



Wydaje mi się, że nie ustąpię póki nie osiągnę wymarzonego efektu OMBRE! Kolejny etap? Farbowanie włosów na brąz, a potem udanie się do fryzjera, może on coś zaradzi? 





22 grudnia 2012

ODCHUDZANIE ZACZYNA SIĘ W NASZEJ GŁOWIE!

Moje drogie! Nie wiecie jak zacząć swoją podróż do wymarzonej sylwetki? Ja też tam byłam i odważyłam się zacząć kolejny raz po setkach niepowodzeń. Próbowałam już chyba wszystkiego, ale mój brzuch nigdy nie wyglądał normalnie i zawsze wylewał się ze spodni, a teraz mogę śmiało powiedzieć, że jestem w połowie drogi do osiągnięcia sukcesu...

Przez wiele lat sądziłam, że odchudzanie zaczyna się w kuchni lub na siłowni, ale wreszcie uświadomiłam sobie, że to nie do końca jest prawda! Cały proces odchudzania zaczyna się w naszej głowie! Żeby osiągnąć sukces musimy się na niego nastawić, bo w innym przypadku choćbyśmy chcieli to go nie osiągniemy. Największą rolę odgrywa zawsze nasza psychika, bo bardzo często nasze nawyki są efektem pewnych procesów, które zachodzą wewnątrz naszej głowy. Po prostu, jeżeli nie uwierzymy, że może spotkać nas coś dobrego to bądźmy pewni, że to się nie wydarzy. Oczywiście nie wystarczy myśleć pozytywnie i nastawić się to, że nasz cel zostanie osiągnięty, bo do niego jeszcze długa droga. W każdym razie od tego warto zacząć! Nie pomogą katorżnicze ćwiczenia, które będziemy wykonywać bez przekonania, nie pomogą także diety czy głodówki...

Zacznij od zmiany swojej postawy, swojego nastawienia, a szczęście będzie czekać tuż za zakrętem. Moim zdaniem samo stosowanie diet i ćwiczenie to za mało. Trzeba pokochać to co się robi i wierzyć, że każdy krok ma sens, a nie tylko ten, który zbliża nas do tych upragnionych efektów. Wszystko co robisz ma znaczenie!


  • Wprowadź do swojego życia aktywność fizyczną i pokochaj ją, a endorfiny po treningu zrobią resztę za Ciebie. 
  • Nie wyznaczaj sobie odległych celów! Na początek utrata każdego centymetra powinna Cię cieszyć.
  • Myśl optymistycznie i przestań oczekiwać cudów, a efekty pojawią się wcześniej niż tego oczekujesz!
  • Bądź konsekwentna w tym co robisz! 
  • Nie bój się popełniać błędów, bo to one zbliżają Cię do celu!
  • Zmień swoje nawyki żywieniowe i pokochaj zdrowie, bo to ono sprawia, że czujemy się piękne!
  • Myśl tylko o tym co ma miejsce "tu i teraz"! Nie wybiegaj w przyszłość, nie planuj. 
  • Nie obwiniaj się za swoje niepowodzenie, bo każdy ma prawo popełniać błędy!
  • Nie spodziewaj się efektów i nie oczekuj ich! Efekty znajdą się same!
  • Nie rób tego dla innych, a dla siebie! 

Pamiętaj, że wszystko zależy od Ciebie! Czasem popychanie się do granic możliwości przynosi najlepsze efekty. Nie przerywaj gdy czujesz, że już nie dasz rady, bo to tylko psychika płata Ci figle! Uwierz, że potrafisz, a wówczas osiągnięcie upragnionych efektów będzie tylko dodatkiem. 
Musisz zmienić siebie od wewnątrz by zacząć się zmieniać na zewnątrz... 
Powodzenia! Wierzę, że wszystkie marzenia są na wyciągnięcie ręki... 

900% nasza głowa, 30%siłownia i 70% kuchnia :)



21 grudnia 2012

WOŚP - TRENING PERSONALNY Z EWA CHODAKOWSKA

Z radością donoszę, że Ewa Chodakowska bierze udział w akcji kolejnej już edycji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy o czym poinformowała nas dzisiaj na swoim facebookowym "fanpejdżu".

Chcesz pomóc i zdobyć trening personalny z Ewą Chodakowską? 
Weź udział w aukcjach charytatywnych, które znajdują się na allegro:



Tym razem w ramach 21 Finału WOŚP przeprowadzona zostanie ogólnopolska, a nawet ogólnoświatowa akcja z aukcjami różnych przedmiotów, które Gwiazdy przekazały na ten szczytny cel! 
Tylko w zeszłym roku, dzięki tym licytacją Wielkie Orkiestra Świątecznej Pomocy otrzymała 4,5 mln złotych!!! 

Tym razem i Ewka postanowiła przekazać coś od siebie na licytację!


Oto treść aukcji:


Tradycyjnie już, w ramach 21. Finału Orkiestry, przeprowadzimy ogólnopolską - ba!,
ogólnoświatową aukcję różnych przedmiotów otrzymanych na rzecz Orkiestry.
Tylko w zeszłym roku, dzięki tym licytacjom, uzyskaliśmy
prawie 4 i pół miliona złotych.

Na licytację przekazujemy

trening personalny z trenerką fitness – Ewą Chodakowską.


Ewa Chodakowska w ciągu roku 2012 wydała 4 bestsellery - płyty DVD ze swoimi autorskimi programami treningowymi, współpracuje z TVP2 oraz Shape prezentując swoje rozwiązania treningowe.

Jak sama mówi: 
"Właściwy trening potrafi zrewolucjonizować całe życie."

Pierwsze efekty stosowania tej metody są zauważalne już po 10-ciu systematycznych treningach.
Jednak programy Ewy Chodakowskiej angażują do pracy nie tylko ciało, ale i umysł.
 
Krótki czas trwania treningu i jego wysoka intensywność oraz zmienne tempo sprawiają, że w naszym mózgu wytwarzane są endorfiny czyli hormony szczęścia odpowiadające za nasze dobre samopoczucie.

Miejscem realizacji treningu jest Warszawa!

W razie pytań prosimy o kontakt: metodaewachodakowska@gmail.com

Fundacja serdecznie dziękuje za ofiarowane przedmioty.

Tradycyjnie, do każdej aukcji wystawianej przez nas, dołączony będzie certyfikat.

Zapraszamy do licytacji!






Ja popieram każde tego typu akcje charytatywne więc myślę, że wezmę także udział w aukcji choćby po to by podbić cenę, a gdyby przypadkiem okazało się, że wygram to nie pogardziłabym treningiem pod okiem Ewki. Pomagając dzieciakom można w końcu pomóc i swojej sylwetce ;) 

Moim zdaniem to świetny pomysł, a co wy o tym sądzicie? 




MOJA METAMORFOZA - DIETA cz. 3 - KOLACJA

Jakiś czas temu obiecałam wam post dotyczący mojej diety, która towarzyszyła mi podczas metamorfozy z Ewą Chodakowską i zapewne bez której nie byłoby widocznych żadnych efektów ćwiczeń. Tym razem opiszę chyba najtrudniejszy dla mnie temat, a mianowicie KOLACJE! 

Prowadzę bardzo nieregularny tryb życia co oznacza, że raz zdarza mi się wstać o 8 rano, a innego dnia o 12 przez co spożywanie posiłków o tych samych porach jest dla mnie niemożliwe. Do tego wszystkiego bardzo często przebywam poza domem i w szczególności dotyczy to wieczorów. W efekcie zjedzenie normalnej kolacji i podwieczorku jest w moim przypadku praktycznie niemożliwe, ale dołożyłam wszelkich starań, żeby ten posiłek także był! Wcześniej zjadałam zazwyczaj pizze, którą zamawiałam sobie do domu nie zadając sobie nawet trudu żeby pójść do pizzerii. O efektach tych nawyków chyba nie muszę wam mówić. Bardzo często też zjadałam kolacje na mieście w postaci innych fast foodów lub słodyczy, zdarzało się też, że i nic nie jadłam.

Gdy zaczęłam ćwiczyć pojawił się podstawowy problem... Początkowo nie było widać efektów, bo mój organizm "zjadał" mięśnie i bronił się przed nagłą utratą wagi. Dlaczego tak się działo? Zaczynałam od wcześniejszych treningów, ale z czasem przesuwałam je na coraz to późniejsze pory, aż doszłam do godziny 1 lub nawet 2 w nocy. Po treningu powinno się jeść, a gdy się tego nie robi to organizm zaczyna się bronić i automatycznie przestajemy chudnąć. To wszystko wymusiło u mnie pewien konkretny plan odżywiania szczególnie wieczorami i nocą.

Jak wyglądały moje kolacje?

Po 1. Nie słuchaj nigdy gdy ktoś Ci mówi, że ostatni posiłek powinnaś zjeść o godzinie 18 lub 19! To największa głupota, która faktycznie miała by rację bytu w przypadku osób, które kładą się spać o 20/21, a tego chyba nie robisz, prawda? Jak by to wyglądało w praktyce? Zjadasz ostatni posiłek dnia o godzinie 18, a chodzisz spać około północy. Człowiek potrzebuje około 7/8 godzin snu, więc powiedzmy, że wstajesz o godzinie 8. Daje nam to 14 GODZIN BEZ ŻADNEGO POSIŁKU, a to więcej niż 1/2 całej doby! Powinniśmy funkcjonować przez około 16 godzin dziennie i zjadać 4-5 posiłków średnio co 3 godziny. Gdy pozostaje nam 10 godzin na jedzenie to czas między posiłkami zdecydowanie by się skrócił i były by to 2 godziny. Krótko mówiąc napychamy się w ciągu 10 godzin, a 14 godzin GŁODUJEMY! Nasz organizm zaczyna spalać mięśnie i zaprzestaje spalania tłuszczu z obawy przed całkowitą utratą energii. Wówczas nasz organizm będzie działał tak samo jak podczas GŁODÓWKI!!!

Po 2. JEDZ NAJPÓŹNIEJ 2 GODZINY PRZED SNEM!!! 
Z resztą najadanie się przed snem może prowadzić do problemów żołądkowych, a także do bezsenności lub  innych kłopotów ze snem!

Po 3. JEDZ LEKKIE KOLACJE!
Ważne jest by się nie przejadać! Zjedz tylko tyle by pohamować swój głód i żeby rano nie rzucić się na jedzenie. 

Po 4. UNIKAJ WĘGLOWODANÓW!
W ciągu dnia, a najbardziej rano możesz pozwolić sobie na węglowodany, które dodadzą Ci energii na kilka godzin, ale spożywanie cukrów wieczorem może dodawać jedynie kilogramów i niechcianych centymetrów! Dlaczego tak się dzieje? Po prostu niespożytkowane pokłady energii będą magazynować się w naszym ciele w postaci tłuszczu ponieważ nasz organizm podczas snu o wiele wolniej spala kalorie! 

Po 5. NIE GŁODUJ PO WIECZORNYM TRENINGU!
Powinniśmy coś zjeść po każdym treningu bez względu na to o której godzinie ćwiczymy. Może to być coś bardzo lekkiego. Kiedyś sama wierzyłam, że schudnę gdy nie będę jeść po treningach, ale po dłuższym czasie zaczęło brakować mi sił na kolejne treningi, a waga stała w miejscu. Nasz organizm reaguje na to dokładnie tak samo jak w przypadku głodówek z punktu 1. 


Co jem na kolację?

U mnie bardzo często kolacja właściwa jest przed podwieczorkiem, ale to nie istotne! Ważne jest to, że nie kładę się do łóżka z całkowicie pustym żołądkiem jak kiedyś. Podwieczorek u mnie to zazwyczaj mały, lekki posiłek po treningu. 

Na kolację zjadam np:
  • jedną, małą bułkę grahamkę z plasterkiem chudej, drobiowej wędliny, z liściem sałaty, pomidorem lub rzodkiewką, ewentualnie z plasterkiem sera, serkiem topionym (np. Krówka Śmieszka) lub twarogowym (np. Arla Buko). 
  • sałatkę z pieczonym kurczakiem (BEZ MAJONEZU I OLIWY) np. z jogurtem
  • jajko na miękko (uwielbiam takie 2 minutowe)
  • jajko na twardo
  • (dobre!) parówki

W ostateczności gdy nie mam możliwości zjedzenia czegoś "normalnego" sięgam po to co często służy mi jako podwieczorek czyli batonik musli, jogurt pitny (Bakoma) lub szklankę soku przecierowego. Zdarza mi się także zjeść owoce np. banana, grejpfruta, pomelo lub mandarynki. Tak samo po późnym, nocnym treningu zjadam mały jogurt, małą kanapkę lub kawałek ryby (lub surimi). 
Przed samym snem staram się unikać węglowodanów!





I to byłoby z grubsza na tyle!
Podzieliłam się z wami moim przykładowym jadłospisem i zasadami, których staram się przestrzegać choć nie zawsze mi to wychodzi. Jak już mówiłam jestem tylko człowiekiem i mam prawo popełniać błędy! Ja przynajmniej próbuje, a inni NIE!
Ważne jest jedno! JEŚĆ ZDROWO i NATURALNIE! Staram się nie liczyć skrupulatnie kalorii, a jeść mądrze! Tak niewiele trzeba by poczuć się lepiej! Zwracaj uwagę na produkty po jakie sięgasz, bo to one są najważniejsze! 
Zdrowie na prawdę potrafi być piękne ;)




<<TUTAJ>> PRZECZYTASZ O MOICH ŚNIADANIACH (cz. 1)
<<TUTAJ>> PRZECZYTASZ O MOICH OBIADACH (cz. 2)

Już wkrótce o najczęściej popełnianych przeze mnie "grzeszkach", a trochę ich było... 
C.D.N...

BOMBY KALORYCZNE - czyli czego unikać!


Kaloryczność niektórych produktów oraz potraw potrafi być zaskakująca. Potem zastanawiamy się dlaczego tyjemy i tłumaczymy się zjedzeniem "TYLKO" tej konkretnej rzeczy, często w niewielkiej ilości. Niestety niektóre pyszności warto wyrzucić ze swojego jadłospisu, ale nie tylko ze względu na kaloryczność. Najgłupszą rzeczą na diecie jest spożywanie tak zwanych "pustych kalorii", czyli wszystkiego to co dostarcza nam kalorii i nie oferuje nic w zamian dla naszego organizmu! 
A oto lista rzeczy, które sama wykreśliłam ze swojego jadłospisu na AMEN!
  • bita śmietana z rodzynkami porcja – 800 kcal
  • boczek faszerowany 100 g – 502 kcal
  • boczek wędzony 100 g – 475 kcal
  • chałwa 100 g – 600 kcal
  • ciastka Delicje szampańskie opakowanie – 640 kcal
  • M&M's opakowanie – 490 kcal
  • tabliczka czekolady – 550 kcal
  • frytki 100 g – 239 kcal
  • Big Mac 1 sztuka – 510 kcal
  • margaryna 100 g – 720 kcal
  • masło 100 g – 720 kcal
  • Nutella 100 g – 650 kcal
  • ptasie mleczko – 473 kcal
  • rodzynki w czekoladzie 100 g – 510 kcal
  • smalec 100 g – 900 kcal
  • śliwki w czekoladzie 100 g – 612 kcal
  • torcik waflowy porcja – 580 kcal
  • tort wiśniowy porcja – 410 kcal
  • wiśnie w czekoladzie 100 g – 446 kcal

A teraz czym można wypełnić lukę po wykreśleniu powyższych produktów?
  • arbuz 100 g – 12 kcal 
  • herbata bez cukru – 0 kcal 
  • kabaczek 100 g –20 kcal 
  • kalafior 100 g – 16 kcal 
  • kapusta kiszona 100 g – 16 kcal 
  • kawa bez cukru i śmietanki – 0 kcal 
  • mandarynka - 27 kcal 
  • średnia marchewka – 12 kcal 
  • melon 100 g – 16 kcal 
  • ogórek 100 g – 8 kcal 
  • średnia papryka – 19 kcal 
  • średni pomidor – 19 kcal 
  • średnia rzodkiewka – 1 kcal 
  • woda, woda mineralna – 0 kcal 
  • woda sodowa – 0 kcal 
  • zupa pomidorowa na koncentracie, bez dodatków – 14 kcal 

Nie zawsze warto jednak liczyć kalorie ponieważ produkty takie jak np. bakalie, soczewica czy pestki dyni mimo, że są wysokokaloryczne to są bardzo zdrowe i warto je jeść, ale oczywiście w mniejszych ilościach. 

Warto unikać także pewnych potraw jak np. hamburgery, pizza, spaghetti carbonara, lasagne, placki ziemniaczane, golonko itd. Można oczywiście zastąpić je także przepisami na potrawę w wersji "light" by było zdrowo i smacznie! Natomiast sięgając po sklepowe produkty "light" czytajcie dokładnie etykiety! Już wkrótce dodam posta o tym jakich substancji chemicznych w potrawach unikać, a tych w niektórych produktach "light" nie brakuje! 

ALTERNATYWA SŁODYCZY - MANDARYNKI

Sezon na mandarynki uważam za rozpoczęty! Od jakiegoś czasu mam niepohamowaną chęć na mandarynki, ale dopiero od dwóch dni udaje mi się zaspokoić ten głód. Niestety przez ostatnie kilka tygodni nie udało mi się znaleźć ładnego owocu. Wszystkie były spleśniałe lub niedojrzałe, ale od 2 dni znajduje same piękne okazy.

Dlaczego warto jeść mandarynki? Owoce te zawierają bardzo duże ilości kwasów organicznych między innymi cytrynowy oraz jabłkowy dzięki czemu pomagają usuwać toksyny z organizmu. Mandarynka jest także doskonałym źródłem witamin: A, B1, B6, C, kwasu foliowego oraz innych składników mineralnych np. potasu i wapnia. Spożywanie tych zimowych specjałów zalecane jest dla osób, które cierpią na schorzenia układu moczowego, a także pomagają na zaparcia. Badania wykazują, że mandarynki także bardzo dobrze wpływają na wątrobę i zmniejszają dolegliwości, które wynikają z zapalenia wątroby. 

Warto zatem korzystać z ich zbawiennego działania na nasz organizm póki sezon trwa! Oczywiście mandarynka jak to owoc, zawiera sporo cukru przez co nie polecam spożywania dużych ilości będąc na diecie. Mimo wszystko mandarynki nie są aż tak wysokokaloryczne i w ramach dietetycznej przekąski nadają się świetnie! Nie wiem jak wy, ale ja nie umiem sobie ich odmówić (przynajmniej przez pierwsze kilka tygodni sezonu).

W jednej mandarynce znajduje się około 27 kcal (65g bez skórki) i 7,3g węglowodanów. Mandarynki zawierają także błonnik i białko!

To moja kolejna zdrowa alternatywa dla słodyczy! Wiem, że wielu rodziców do Świątecznych paczuszek z prezentami wrzuca właśnie mandarynki. Ja podzielam ten wybór, bo wiadomo jak spożywanie zbyt dużych ilości słodyczy działa na dzieci! 




SMACZNEGO!!!


20 grudnia 2012

ŚWIĄTECZNA GORĄCZKA TRWA - ZAKUPY

Dzisiejszego dnia niestety do udanych nie mogę zaliczyć. Chociaż miałam wszystko perfekcyjnie zaplanowane to nie udało się zmieścić w czasie, ale po co, przecież już za niewiele ponad godzinę nastąpi koniec świata :) On chyba faktycznie nadchodzi, bo chodząc dziś po sklepach zapragnęłam mieć własną, małą choinkę ze ślicznymi różowymi lub fioletowymi bombkami! Tak, to zdecydowanie oznacza KONIEC ŚWIATA! Nie będę mieć jednak czasu, żeby ją kupić, ale pomarzyć zawsze mogę. Ładnie by się komponowała z porządkiem, który mam w planach zrobić ^^

W dzisiejszym planie dnia miałam iść na prezentowo-świąteczne zakupy, ale nie dość, że wyszłam z domu bardzo późno to jeszcze jak zobaczyłam ilość ludzi w Centrum Handlowym to padłam! Cały parking, który normalnie świeci pustkami był pełny, a ja zajmując chyba ostatnie miejsce parkingowe po 40 minutach jeżdżenia po parkingu usłyszałam od pewnego Pana kierowcy, którego w tym miejscu chciałabym serdecznie pozdrowić, kilka bardzo "miłych" epitetów od których zrobiło mi się tak ciepło na serduszku, że miałam ochotę potraktować go obcasem albo torebką! Wrrrr... Ten Świąteczny nastrój jest tak odczuwalny, że można zwariować. Ludzie biegający z obłędem w oczach, robiący zakupy po 4 wózki sklepowe, tratujący się w kolejkach po karpia... To właśnie ten nastrój, który mi się udziela, a nie ten który pamiętam z dzieciństwa. Jestem jednak z siebie dumna, bo wytrzymałam chodząc po sklepach 4 godziny, a to dla mnie, osoby, która nienawidzi zakupów wielki sukces!

Miałam kupić prezenty dla bliskich, ale póki co prezent kupiłam tylko mojemu kotu, a mianowicie nową zabawkę na którą się "wypięła" :) Resztę dokończę jutro, bo dziś się tylko rozglądałam i planowałam zakupy. Nienawidzę dać się ponieść chwili! Kupiłam też nową farbę do włosów i już za chwilę będę ratować włosy po wczorajszym kolorystycznym koszmarze. Mam nadzieję, że tym razem efekt będzie taki jak tego oczekuję. Zastanawiam się czy tylko ja tak mam, że wracam z zakupów z pełną torbą i debetem na karcie, a nic nie przynoszę ze sobą do domu? W każdym razie cieszę się, że mam już chociaż pomysły na prezenty i jutro pójdę wszystko kupić, a do tego na basen żeby się zrelaksować. Dziś już niestety nie miałam siły, a do tego jest trochę za zimno.


Muszę poprawić sobie humor więc idę poćwiczyć! Wreszcie nie czuję bólu kolan, a mój naciągnięty mięsień też przestał boleć więc nie mam żadnej wymówki! Idę chyba zrobić DUETY, a może SKALPEL Ewki Chodakowskiej? Jedno jest pewne... Dziś nie pójdę wcześnie spać! Może jeszcze trochę skakanki? To się zapewne okaże! 



EWA CHODAKOWSKA - wszystko co powinnaś wiedzieć!

Bardzo często w internecie znajduję pytania na temat treningów, których autorką jest Ewa Chodakowska. W sumie doskonale pamiętam jak jeszcze 3 miesiące temu sama przypadkiem natrafiłam na jej nazwisko w komentarzu gdzie ktoś porównywał jej metodę z treningiem Insanity. Bardzo szybko zdecydowałam, że spróbuję przebrnąć przez 3 miesięczną metamorfozę z Ewą i udało się! Wracając jednak do moich początków wiem jak czasem ciężko znaleźć konkretne informacje na temat treningów szczególnie w tym chaosie na "fanpejdżu" Ewki. Postanowiłam odpowiedzieć na kilka pytań, które także często zadawali mi moi znajomi widząc moje efekty. Być może nie jest to temat "na czasie", ale wiem, że kilku osobom uda mi się pomóc.






Co to jest SKALPEL? 
Skalpel to pierwsza płyta, która powstała ze współpracy Ewy Chodakowskiej i SHAPE.
Pełna nazwa: Totalna Metamorfoza w 4 tygodnie
Skalpel to stosunkowo łatwy trening, który nie powinien sprawić większych trudności osobie początkującej.

Czy SKALPEL spala tłuszcz?
Tak! Jestem na to żywym przykładem, ponieważ w ciągu 3 miesięcy udało mi się zrzucić prawie 6% tkanki tłuszczowej, a do tego straciłam łącznie 46cm w obwodach.

Czy SKALPEL powoduje duży przyrost mięśni?
Nie! Trening nie jest intensywny i na pewno nie zamieni Cię po kilku tygodniach w "babochłopa". Mięśnie jednak się kształtują i można zauważyć ich przyrost. U mnie po 3 miesiącach jest to prawie 4%.

Co to jest KILLER?
Killer to z kolei drugi trening z płyty SHAPE, którego pełna nazwa to: Spalanie i Modelowanie - minus 600kcal w 40min.
Killer to moim zdaniem trening o największej intensywności chociaż czytałam także opinie, że nadaje się dla osób średnio-zaawansowanych. Ja niestety nigdy nie wytrwałam więcej niż 25 minut! Trening ten jest bardzo szybki, a poszczególne sekwencje ćwiczeń przedzielone są bardzo intensywnym, katorżniczym treningiem cardio. Jeśli chodzi o spalanie tłuszczu to

Czy KILLER spala tłuszcz?
Killer jest chyba najodpowiedniejszym treningiem ponieważ podczas tak intensywnych ćwiczeń cardio rozpoczyna się proces spalania tłuszczu.

Czy KILLER powoduje duży przyrost mięśni?
Zdecydowanie mięśnie rozbudowują się bardziej po tym treningu niż po Skalpelu, co nie zmienia jednak faktu, że poprawnie wykonywany trening działa na nasze ciało równomiernie więc jeśli obawiasz się przyrostu masy w jednym konkretnym miejscu np. na udach to nie masz się czego obawiać.

Co to jest TURBO?
Turbo to trzecia płyta ze współpracy Ewy Chodakowskiej i SHAPE, której nazwa to: Turbo spalanie. To płyta, która wymaga trochę większej sprawności fizycznej i siły.

Czy TURBO spala tłuszcz?
Tak, to oczywiste. Ćwiczenia są może mniej intensywne niż w przypadku Killera, ale także spalają tłuszcz.

Czy TURBO powoduje duży przyrost mięśni?
Moim zdaniem tak, ponieważ trening zawiera bardzo dużo ćwiczeń, które wykorzystują ciężar naszego ciała jako obciążenie. Ćwiczenia z tą płytą będą ładnie formować mięśnie i wzmacniać je.

Co to są DUETY?
Duety to ostatnia, czwarta i ostatnia płyta ze współpracy SHAPE i Ewy Chodakowskiej, która dostępna była w kioskach od 30listopada. Jej nazwa to: Trening z Gwiazdami. Na nagranie zostały zaproszone trzy gwiazdy Aleksandra Szwed, Beata Sadowska i Karolina Malinowska. Trening podzielony jest na 3 części: rozgrzewka połączona z ćwiczeniami na nogi, które działają także na układ nerwowy i pomagają w utrzymaniu równowagi i prostej postawy, druga część to intensywny shock trening czyli trening cardio, a na końcu ćwiczenia na mięśnie brzucha.

Czy DUETY spalają tłuszcz?
Jak najbardziej! W szczególności część II czyli intensywne cardio.

Czy DUETY powodują duży przyrost mięśni?
Trening działa na wszystkie partie ciała i formuje całe ciało, wysmukla i wzmacnia mięśnie.

Który trening jest moim ulubionym? 
Zdecydowanie SKALPEL i DUETY, ze względu na mniejszą intensywność wykonywania ćwiczeń oraz zmienne tempo.

Kiedy będzie kolejna płyta Ewy Chodakowskiej?
Kolejna płyta Ewy ukarze się już w połowie stycznia i będzie do kupienia w wybranych sklepach internetowych.

Ile razy w tygodniu powinno się ćwiczyć?
SKALPEL, DUETY minimum 3, a maksimum 6 razy w tygodniu. Powinno zachować się jeden dzień wolny na regeneracje sił.
KILLER, TURBO - maksymalnie 3 razy w tygodniu co 2 dzień ze względu na intensywność treningu.

Czy treningi Ewy Chodakowskiej przeznaczone są dla wszystkich?
Generalnie tak, ale tylko w przypadku osób zdrowych! Osoby z problemami zdrowotnymi powinny skontaktować się z lekarzem zanim przystąpią do ćwiczeń.

Po jakim czasie widoczne są efekty?
U mnie efekty były widoczne już po miesiącu ćwiczeń ze Skalpelem. Jest to jednak kwestia indywidualna i u każdej osoby efekty mogą się znacznie różnić.

Czy można wykonywać 2 treningi dziennie?
Jeśli czujesz się na siłach to nie ma przeciwwskazań, jednak częste treningi wykonywane dwa razy dziennie mogą powodować reakcję obronną organizmu i spowolnienie metabolizmu.

Na czym polega skuteczność treningów?
Skuteczność metody Ewy Chodakowskiej polega na równomiernym oddechu i wciąganiu mięśni brzucha, które jest kluczem do osiągnięcia spektakularnych efektów. Wykonując ćwiczenia musimy czuć, że mięsień pracuje.

Gdzie można kupić płyty Ewy Chodakowskiej?
Wszystkie płyty są do kupienia na Allegro, ale za mocno zawyżoną cenę. Płyty z gazetami można także zamówić w wydawnictwie, ale czas oczekiwania jest stosunkowo długi. Ostatnią płytę można jeszcze znaleźć w kioskach. Wszystkie płyty są także dostępne w internecie na youtube oraz torrentach (jednak ze względu na to, że nie jestem zwolenniczką promowania piractwa nie będę podawała linków).



Jeśli jeszcze nigdy nie ćwiczyłaś z Ewa Chodakowską to teraz jest ten moment! DZIŚ to nowe JUTRO! Nie odkładaj, nie obiecuj, że zaczniesz... Zacznij już dziś, a efekty pojawią się szybciej niż Ci się wydaje. Chęci na zdrowy tryb życia znajdują się same tak jak u mnie... rzuciłam palenie i niezdrowe nawyki. Ja serdecznie polecam wszystkim niedowierzającym! Zakończyłam 3 miesięczną metamorfozę, do której podeszłam z czystą ciekawością i uważam, że efekty są!





ALTERNATYWA SŁODYCZY - czym osłodzić sobie życie?

Ostatnio obiecywałam wam posta na temat tego w jaki sposób unikam słodyczy i podjadania niezdrowych przekąsek, które jakimś cudem udaje mi się wydobyć z lodówki czy z szafki. Kilka dni temu kiedy ogarnęła mnie okrutna chęć sięgnięcia po coś słodkiego udało mi się cudem opanować chociaż nie do końca...

Przemierzając cały supermarket z każdej strony niemalże potykałam się o słodycze! Z prawej ciastka, z lewej pączki, a na wprost lody! Miałam wrażenie, że prawie biegłam przez sklep i wrzucałam do koszyka tylko to na co mogłam sobie pozwolić. Kierowałam się cały czas na mój ulubiony dział WARZYWA & OWOCE, bo wiedziałam, że mandarynki "ugaszą" moje słodkościowe pragnienia, ale kiedy je zobaczyłam prawie padłam trupem! Wszystkie zielone, zgniłe, spleśniałe! KOSZMAR! Mówię wam! Przeżyłam normalny koszmar, bo wiedziałam, że w inny sposób się nie opanuje, ale jednak... Odwróciłam się o zobaczyłam JE!!!

SUSZONE OWOCE - zdrowe słodycze!

Dokładnie tak! Rzuciłam się na suszone owoce, które są równie słodkie jak słodycze, a do tego mają w sobie tyle witamin i składników mineralnych, że aż ciężko się na nie nie połakomić. Początkowo chwytałam się rodzynek, które mają sporą ilość cukru i wiadomo, że wiele nie można ich zjeść. Potem do mojej kolekcji suszonych owoców doszła żurawina, a na samym końcu kupiłam daktyle i morele, które wprost uwielbiam! Nie dość, że całkowicie zaspokoiłam swój głód słodyczy to jeszcze dostarczyłam mojemu organizmowi trochę ZDROWYCH KALORII!!!


Dziś na "tapecie"...

DAKTYLE!

Sięgając po daktyle musimy brać pod uwagę, że mają sporą ilość kalorii, ale oczywiście są to zdrowe kalorie, które dostarczają organizmowi sporo dobroczynnych składników! To świetna alternatywa dla słodyczy, bo daktyle są bardzo słodkie i momentami ich smak przypomina nawet czekoladki przez co polubią je nawet dzieci! 

Daktyle są bardzo zdrowe! Podstawową zaletą daktyli jest fakt, że są bogatym źródłem witamin A, C (14 mg/100g), E i niektórych witamin z grupy B oraz kwasu foliowego. Zawierają również potas, żelazo, magnez, wapń i fosfor. Duża zawartość naturalnych salicylanów powoduje, że daktyle mają właściwości przeciwbólowe i przeciwzapalne, a zawarte w nich antyoksydanty zwiększają odporność organizmu. Zaleca się ich jedzenie podczas przeziębienia i osłabienia organizmu, a także profilaktycznie zimą gdy panuje grypa oraz przeziębienia! Daktyle chronią również przed miażdżycą, uniemożliwiając odkładanie się złogów cholesterolu na ściankach naczyń krwionośnych.

Prawda, że świetnie? Ale to jeszcze nie wszystko!
Daktyle są idealne dla osób prowadzących aktywny tryb życia, tych trenujących i nie wyobrażających sobie dnia bez aktywności fizycznych czyli DLA NAS! Mają one większą wartość energetyczną niż mięso wołowe, kurczak czy chleb, są więc dobrym źródłem energii. Ich spożycie powoduje uzupełnienie niedoboru glikogenu, a zawarty w nich potas sprawia, że zalecane są również po treningach, ponieważ jak wiadomo to najwięcej glikogenu tracimy podczas wysiłku fizycznego. Do tego są sycące i po takiej przegryzce trudno czuć głód.

Oczywiście wszystkie suszone owoce posiadają jeden minus, a mianowicie zawierają siarkę, ale moim zdaniem nawet najbardziej przetworzony chemicznie owoc jest zdrowszy niż cukierki i inne słodycze!!!

Dla liczących kalorie dodam, że 100g daktyli zawiera ok. 272 kcal, ale jak dowiodły badania przeprowadzone w Instytucie Technologii Technion w Hajfie, spożywanie takiej dawki słodyczy codziennie nie powoduje (u osób zdrowych) podnoszenia się poziomu cukru we krwi! Mnie nie udało się zjeść nawet 50g, bo najzwyczajniej w świecie się zasłodziłam co by oznaczało, że spożyłam około 136 ZDROWYCH KALORII!!! 

Z czystym sumieniem polecam wam takie małe "grzeszenie", a chęć na słodycze na pewno minie!
NO I KTO BY POMYŚLAŁ, ŻE KILKA DAKTYLI MOŻE ZDROWO OSŁODZIĆ NAM ŻYCIE!?


W okresie Świątecznym suszonych owoców w sklepach nie brakuje, tak więc Drogie Panie do dzieła! Zamiast oblizywać łyżki i miksery przy przygotowywaniu potraw na Świąteczny stół przegryzajcie w trakcie pichcenia daktyle! Choć nie zmienia to faktu, że nie wiem jak Wy, ale ja najchętniej położyłabym się pod taką daktylową palmą.... ;)

19 grudnia 2012

ŚWIĘTA = KONIEC ŚWIATA = CHAOS!

Witajcie! Znów nie udało mi się znaleźć czasu, żeby coś napisać, z resztą na nic nie udało mi się znaleźć czasu. Już od kilku dni "wracam" do domu od rodziców i jakoś mi to nie wychodzi. Ogarnęło mnie takie lenistwo, że nie chce mi się wsiąść w samochód i po prostu przejechać te 100 km. Nie byłam nadal na desce, łyżwy też leżą w bagażniku mojego samochodu, bo przyjechały ze mną z Krakowa no i nic poza tym. Tkwię tu nadal, ale dziś chyba nie będę mieć już wyjścia i pojadę, bo trzeba trochę popracować, albo raczej POUDAWAĆ, że się pracuje.

Spytacie skąd u mnie taki fatalistyczny temat wpisu? Po prostu nie lubię Świąt, nie lubię Sylwestra, a do tego mam serdecznie dość słuchania o końcu świata :)

TAK! Dokładnie! Jestem jedną z tych osób, które czasem przypominają Grincha i najchętniej zamknęłyby się w mieszkaniu i Święta przespały. Nie wiem dlaczego tak mam, ale z tego co pamiętam to mam tak od dawna. Chociaż z każdym kolejnym rokiem wmawiam sobie, że to właśnie TE Święta będą lepsze od innych to niestety nie koniecznie tak się dzieje... Gdy widzę tych ludzi, którzy jak opętani biegają po sklepach z "wywieszonymi językami", te zastawione parkingi pod wszystkimi Centrami Handlowymi, a do tego ilość wypadków i stłuczek na drogach to odechciewa mi się wszystkiego! Już dawno temu ludzie zapomnieli czym tak na prawdę są Święta i dlaczego je obchodzimy. Wydajemy tylko masę pieniędzy po to by potem przez cały kolejny rok pracować i je zarabiać, a po co? No właśnie po to żeby je wydać pod koniec roku na Świąteczne prezenty itd. Pomijam oczywiście, że od ponad miesiąca musimy znosić reklamy z choinkami, Mikołajami i ozdoby świąteczne na każdym kroku i te Święta mogą obrzydnąć każdemu! No niestety mi już obrzydły, a myślałam, że chociaż w tym roku będzie inaczej. W każdym razie jutro na spokojnie obejdę kilka sklepów, bo nie trzeba wcale wiele by sprawić radość bliskim za pomocą małego prezentu. W końcu liczy się gest, prawda? Nie mam pojęcia co kupić rodzicom, a o tym co kupić bratu to nawet nie wspomnę, bo to coroczny koszmar :) Coś przecież wymyślę, a przynajmniej mam taką nadzieję, bo innego wyjścia nie mam. W każdym razie nie mam zamiaru zwariować i przepychać się po ostatnią sztukę świątecznym skarpetek!





Oprócz tego dziś zdecydowałam się wreszcie ufarbować włosy, a efekt nie przypomina nawet minimalnie tego, który oczekiwałam. Kilka tygodni zastanawiałam się nad kupnem tej konkretnej farby do włosów, ale gdy się zdecydowałam najchętniej cofnęłabym się w czasie. Zamiast pięknego miedzianego blondu uzyskałam efekt zardzewiałej marchewki. To nie pierwszy raz gdy farba nie wyszła mi tak jak powinna więc domyślam się co powinnam zrobić by efekt zadowolił mnie w 100% i mam nadzieję, że po kilku kolejnych zabiegach moje włosy będą wyglądać NORMALNIE! Nie polecam sugerowania się obrazkami na kartonikach, no chyba że będziemy na co dzień wykorzystywać Photoshopa jak twórcy tych pięknych opakowań. Chociaż może i to nie zasługa programu graficznego? W sumie ostatnim razem "miedziany blond" innego producenta farb również nie wyglądał na moich "piórkach" jak blond... Może on po prostu tak ma wyglądać? No nie wiem, ale ja mam obsesje na punkcie swoich włosów i nie byłabym sobą gdybym nic z nimi nie kombinowała :)






Żeby całkowicie zrelaksować się przed Świętami jeszcze jutro i pojutrze pojawię się na basenie, bo muszę teraz spalić to co przytyłam. Póki co jest mi nadal ciężko wykonywać inne ćwiczenia ze względu na naciągnięty mięsień, ale prędzej czy później i do nich powrócę. Nie chcę w końcu stracić tego co już udało mi się osiągnąć. Z resztą szykuje się tak intensywny i zabiegany tydzień, że nic mi chyba nie zaszkodzi. Przynajmniej podczas Świąt nadrobię trochę z pisaniem... a tymczasem pora zająć się czymś konkretnym i wreszcie dojechać do tego domu. No cóż, kiedyś trzeba...


17 grudnia 2012

MOTYWACJA POWRÓCIŁA!

Na początku muszę was bardzo przeprosić za to, że tak długo nie pisałam, ale "przepadłam" w swoich rodzinnych stronach, albo mogę powiedzieć, że przysypał mnie śnieg, który w sobotę sypał tutaj praktycznie przez cały dzień. Cały ostatni tydzień był dla mnie "wyjętym z życiorysu", słabo trzymałam dietę, nie ćwiczyłam, ale byłam chociaż 2 razy na basenie. No cóż poradzić, i tak czasem się zdarza. Straszliwie bolą mnie kolana i obawiam się, że nie uniknę drugiej wizyty u ortopedy, ale to jeszcze nie teraz. W tym tygodniu już wracam do ćwiczeń i kończę z obżeraniem się. Na weekend dałam sobie coś w rodzaju "dyspensy" i pozwoliłam sobie zarówno na słodkości jak i mega tłuste, góralskie jedzenie ze względu na to, że byłam gościem na imieninach moich rodziców. Jednocześnie wypiłam też trochę alkoholu, ale to tylko piwo niepasteryzowane, które jest robione specjalnie na potrzeby tej restauracji jak i nalewka, którą namiętnie "produkuje" mój tata.

Muszę sobie jednak obiecać, że nie będę sobie więcej dawać tyle luzu i pozwalać na jedzenie wszystkiego z prostego względu... stanęłam wczoraj na wagę i przeżyłam szok! Ważyłam o 1,5 kg więcej niż dzień wcześniej, ale dzisiaj już moja waga wróciła do normy. Biorąc pod uwagę to, że praktycznie w ogóle nie ćwiczyłam to jest to i tak niewiele.

Dziś kupiłam sobie (no dobrze mój chłopak mi kupił) skakankę z licznikiem i będę skakać! Jeszcze do niedawna muszę przyznać, że nie mogłam, bo miałam obawy, że mój biust podbije mi oczy :) Jednak teraz piersi są mniejsze, a do tego mój ukochany PANACHE Sport je trzyma w praktycznie całkowitym bezruchu. Skakanie na skakance to świetne ćwiczenie CARDIO, które każdy może wykonywać u siebie w domu, albo choćby na świeżym powietrzu. Niestety nie wiem czy ze skakanką zmieszczę się w moim mieszkaniu, ale to oczywiście szczegóły. Najwyżej powieszę się przypadkiem na lampie :)

W każdym razie gdybym brała do siebie teorię, że "JESTEŚ TYM CO JESZ" to ja byłabym oscypkiem, korbocomi, pierogami, kaszanką i innymi nie do końca dietetycznymi potrawami, ale nie narzekam, bo lepsze to niż głodowanie na imieninach rodziców. Przynajmniej pograłam sobie w kręgle i spaliłam trochę kalorii, a do tego jeszcze naciągnęłam mięsień... nie polecam nigdy rzutów najcięższą kulą.

Wiem, że czekacie na post o moich dietetycznych grzechach i kolacjach, ale o tym obiecuję napisać już wkrótce. Wiecie... trudno się skupić w domu pełnym ludzi i... zwierząt również. Jakoś przywykłam jednak do mieszkania w samotności i błogiej ciszy. Wszystko w swoim czasie moje drogie! Idę próbować poskakać na skakance, może moja boląca ręka mi w tym nie przeszkodzi... W najbliższym czasie podzielę się z wami także kilkoma przepisami i pewną ciekawostką o której być może nie wiecie. Krótko mówiąc... WRACAM DO PISANIA i obiecuje, że nie będę robić już takich długich przerw.


14 grudnia 2012

GRUDNIOWY SPADEK FORMY - nie poddam się!

Dziś był ciężki dzień, zarówno pod kątem mojej formy fizycznej, która z niewiadomych powodów spada z dnia na dzień, jak i formy psychicznej, która to też nie ma się najlepiej. Pomyślałam, że skorzystam wreszcie z siłowni, bo nie pamiętam kiedy na niej byłam, ale w sumie chwilę później zdecydowałam się jednak na spacer z przyjaciółką, a potem basen... 


W sumie wszystko byłoby zapewne całkowitą normą, bo przepłynęłam prawie tyle co wczoraj, gdyby nie to jak się fatalnie czułam pływając! Już nie pamiętam kiedy tak źle mi się pływało i chyba po raz pierwszy nie sprawiało mi to przyjemności. Irytowali mnie ludzie, dźwięki i dosłownie wszystko co było dookoła mnie. Dziwne, bo od wczoraj nic się przecież nie zmieniło. Pomijam, że było dziś wyjątkowo zimno i jakoś odechciewa mi się pływania kiedy chwilę później muszę marznąć i szczękać zębami. Nawet w gorącym, solankowym jakuzzi nie było mi ciepło. W każdym razie przepłynęłam tyle ile chciałam, trochę się zrelaksowałam i choć wściekłam się na mój czepek przez który włosy miałam i tak mokre to swój cel osiągnęłam.

Chwilę później ogarnął mnie wielki GŁÓD! Smaki na wszystko! Postanowiłam iść do sklepu kupić coś na kolację, bo przecież coś musiałam zjeść, a tutaj idąc przez supermarket z jednej strony pączki, z drugiej strony ciastka... NO KOSZMAR! W każdym razie jestem z siebie dumna, bo udało mi się wytrwać! Nie pokusiłam się na żadne słodkości, no z małym, zdrowym wyjątkiem. Kupiłam kilogram suszonych owoców, a konkretnie daktyle i morele. Postanowiłam więc, że już wkrótce napiszę wam kilka ciekawostek o suszonych owocach tym bardziej, że na Święta chyba każdy robi kompot z suszonych owoców. Ciekawe czy wiecie, że to samo zdrowie, ale to już nie dzisiaj :)

Mam tyle pomysłów na posty, tyle rzeczy którymi bym się chciała z wami podzielić, ale wiem, że co się odwlecze to nie uciecze, a Wy przynajmniej będziecie mieć co czytać w długie, mroźne wieczory. Dziś jestem wam wdzięczna, bo to myśl o Was - moich czytelniczkach sprawiła, że nie połakomiłam się na te pięknie wyglądające pączki i inne słodkości! Nie wiem co mnie dzisiaj napadło, ale sama nie wierzyłam jak żarłoczna się stałam. Nie zawiodłam was, choć tak jak wszyscy i ja czasem popełniam błędy i grzeszę... ale o tym już wkrótce ;)

13 grudnia 2012

PRZEPISY - Łosoś ze szpinakiem

Myślałam, myślałam i myślałam co bym zjadła dziś na obiad, aż wreszcie wymyśliłam! Niektórzy jedzą ryby tylko w piątki, a ja jem je wtedy gdy tylko mam na to ochotę! 

Oto pierwszy przepis, którym postanowiłam się z wami podzielić!
Uwielbiam go!

Łosoś ze szpinakiem

Składniki:
0,5 kg filetu z łososia
4 ząbki czosnku
250g świeżego lub mrożonego szpinaku (ja wolę świeży)
3 łyżki jogurtu 0%
pieprz
sos sojowy lub sól morska
cytryna
20dag utartego sera typu mozzarella
masło do wysmarowania naczynia żaroodpornego 

Przygotowanie:
Fileta z łososia myjemy, a następnie osuszamy i skraplamy sokiem z cytryny. Oczywiście wcześniej usuwamy ewentualnie ości! Oprószamy solą i pieprzem (ja zamiast soli stosuje sos sojowy), zawijamy w folię aluminiową i wkładamy do lodówki na 1-2h. W między czasie przygotowujemy szpinak. Jeśli używamy mrożonego szpinaku to wrzucamy go na patelnię by się rozmroził. Szpinak świeży myjemy, osuszamy i wrzucamy na patelnie z łyżką oliwy z oliwek. Dodajemy czosnek przeciśnięty przez praskę oraz jogurt, doprawiamy wg. uznania. Łososia układamy w naczyniu żaroodpornym wysmarowanym masłem. Na łososia wykładamy szpinak i przykrywamy. Zapiekamy w piekarniku - 20 minut, temperatura 180 stopni C. Posypujemy utartą mozzarellą i trzymamy w piekarniku aż ser się rozpuści. 

SMACZNEGO :)


NATURALNE "WSPOMAGACZE" DIETY - Imbir

Długo zastanawiałam się o czym tym razem chciałabym napisać i nie mogłam odgonić się od pomysłów. Po długich przemyśleniach postanowiłam jednak napisać o zdrowiu! Za oknami mamy zimę, piękne słońce i mróz, a my boimy się wyjść na zewnątrz by się nie przeziębić? Wystarczy kilka prostych metod by odgonić od siebie wszystkie zarazki, a do tego przyśpieszyć sobie metabolizm i wspomóc odchudzanie i to bez zbędnych poświęceń!


Ja te metody stosuję już od dawna i nie pamiętam kiedy byłam chora, a do tego mam tyle energii, że nie sposób jest jej rozładować!
Za każdym razem będę opisywać jedną z moich metod na zdrowie i przyśpieszenie metabolizmu, a dzisiaj moim bohaterem będzie...

IMBIR, a konkretnie jego korzeń! 

Imbir to chyba jedna z najstarszych roślin, które stosuje się w ziołolecznictwie. Zawiera wapń, magnez, potas i fosfor. Żeby tego było mało to poprawia on krążenie, a do tego ułatwia trawienie, a do tego potrafi zdziałać jeszcze inne cuda! 
  • działa na nasz układ odpornościowy
  • jest naturalnym antybiotykiem - niszczy wirusy i bakterie
  • jest idealny na bóle gardła, działa przeciwzapalnie
  • pomaga także na zapalenie stawów
  • reguluje pracę woreczka żółciowego
  • przeciwdziała wzdęciom 
  • pomaga przy zgadze lub przy innych problemach z żołądkiem
  • niweluje poranne nudności (zalecany dla kobiet w ciąży)
  • pomaga usuwać toksyny z organizmu - działa moczopędnie i napotnie
  • a do tego przyśpiesza metabolizm
Kosztuje o wiele mniej niż antybiotyki i suplementy wzmacniające odporność, a wystarczy jego odrobina by poprawić swoje samopoczucie. 

Jak stosować imbir?

Ja polecam szczyptę imbiru dodawać do herbaty i wypijać ciepłą! Niesamowicie rozgrzewa i od razu dodaje energii - sama tak robię i w zupełności mi to wystarczy. Imbir można również wykorzystywać w kuchni jako przyprawę do potraw azjatyckich, ale nie tylko! Bardzo dobrą metodą jest też zrobienie naparu z imbiru (o ile lubimy jego specyficzny i intensywny smak). Wystarczy kawałek obranego i utartego imbiru zalać wrzątkiem i parzyć pod przykryciem przez 10 minut! Dla lepszego smaku do naparu można dodać łyżkę miodu. Pić powoli, małymi łyczkami! 

Ja wczoraj tak zmarzłam na koszmarnym, mroźnym wietrze, że gdyby nie gorąca herbata z imbirem to nie wiem czy bym się w ogóle rozgrzała :) Z czystym sumieniem polecam, chociaż sama nie przepadam za specyficznym smakiem imbiru... 




MOTYWACJA - NIE BÓJ SIĘ POPEŁNIAĆ BŁĘDÓW!

Postanowiłam zmienić trochę taktykę mojej walki z tłuszczem z racji tego, że ostatnio sobie pofolgowałam. Muszę mocno wziąć się w garść i nie spocząć na laurach, bo w końcu nie interesuje mnie połowiczny efekt, a same konkrety! W związku z tym postanowiłam, że będę ćwiczyć wg. grafiku, który sobie ustalę i nie będzie możliwości żebym czegoś nie zrobiła! Nie chcę jednocześnie wymuszać na sobie wykonywania pewnych czynności ze względu na to, że nie chciałabym by stały się przymusem. Wszystko co robię chcę robić z uśmiechem na ustach tylko i wyłącznie dla własnej satysfakcji i dobrego samopoczucia! I właśnie to mogę robić, bo każdy komentarz czy obserwująca osoba motywuje mnie jeszcze bardziej, przecież nie mogę się poddać gdy ktoś liczy na moją motywację, prawda?


Dziś popływałam i wreszcie po tak długim czasie przetestowałam swój czepek, który dał mi porządnie w kość, a raczej w czoło! No dokładnie, w czoło - tak mi się odcisnął, że przez 3 godziny walczyłam z poziomymi, wyglądającymi jak zmarszczki pasami na moim czole. Na szczęście zimą noszę czapkę i nie było tego widać. Niestety godzina pływania to nie wiele w stosunku do moich ostatnich grzechów żywieniowych, ale nie robię sobie wyrzutów. Wiecie dlaczego? Nie chcę się obwiniać za każde niepowodzenie, za każdy mniejszy lub większy grzeszek, bo wystarczy już, że często miewam spadki formy fizycznej, a do tego miałabym dołożyć sobie spadek formy psychicznej? Nie, dziękuję! Odchudzasz się, albo dopiero chcesz zacząć? ŚWIETNIE! Nie poddawaj się nawet gdy zgrzeszysz! Ucz się na własnych błędach! Oczywiście to nie oznacza, że możesz je popełniać.... Znajdź złoty środek i poczuj się dobrze z tym co robisz. Jest tyle możliwości ćwiczeń, aktywności fizycznych, że każda z nas znajdzie coś dla siebie, coś co pokocha i będzie ćwiczyć nie z poczucia obowiązku, a dla własnej przyjemności. Jeśli potrafisz się obżerać słodkościami i wchłaniać wszystko co pomieściła Twoja lodówka to oznacza jednoznacznie, że nie jesteś gotowa na zmianę i biorąc się za siebie chcesz zrobić zbyt duży skok nad przepaścią! Do wszystkiego musimy dążyć małymi kroczkami o czym piszę w prawie każdym poście! Nie rzucaj się od razu "z motyką na słońce".


Pogoń depresję, zimową chandrę! A kysz! Poczuj się dobrze ze sobą! Nie wyznaczaj sobie odległych celów i nie dąż do ideałów! Czasem mam wrażenie, że tak jak Thinspiracje napędzają psychikę anorektyczek, tak samo Fitspiracje napędzają ludzi dążących do innego rodzaju ideału. Popadanie ze skrajności w skrajność! Ja dziś przeczytałam, że moje osiągnięcie w metamorfozie jest faktycznie godne podziwu, ale że komuś nie podoba się moja figura. No cóż, pogodziłam się z tym już jako nastolatka, że nie będę mieć sylwetki jak moje rówieśniczki, że zawsze będę mieć figurę "starej baby", którą w tej chwili wg tego już jestem. Gdy miałam naście lat myślałam, że świat się kończy w wieku 25 lat, a tu niespodzianka! Dalej tu jestem i bawię się świetnie, czasem nawet mam wrażenie że "cofam się w rozwoju" i z każdym dniem dziecinnieje coraz bardziej :) Teraz mam przynajmniej sylwetkę odpowiednią do mojego wieku i choćbym bardzo tego chciała, wylewała siódme poty na siłowni i przepływała basen setki razy, nie mówiąc o tym że mogłabym odmówić sobie wszystkich żywnościowych przyjemności TO I TAK FIGURY NIE ZMIENIĘ i jednocześnie nie upodobnię się nawet w minimalnym stopniu do tych fit-zdjęć! Ja już to zrozumiałam, mimo, że jeszcze 2 miesiące temu dołowałam się faktem, że nie widzę w lustrze oczekiwanych efektów.

Możemy zbliżyć się do naszych ideałów, ale nigdy się nimi nie staniemy - przynajmniej w naszych oczach! Zawsze znajdziemy coś do czego się przyczepimy, bo nie możemy być bez skazy, byłoby wówczas trochę nudno, nie sądzisz? :)

Pomyśl... oglądasz zdjęcie długonogiej piękności, z idealnym brzuchem, wcięciem w talii - myślisz "Też chcę tak wyglądać!" Walczysz, walczysz, robisz wszystko i nic! Mięśnie brzucha się budują, smuklejesz, ale brakuje Ci długich nóg i wcięcia w talii... Poddajesz się, bo nie osiągasz takiego efektu jaki sobie wymarzyłaś? Może nie, ale zadowolona z efektów przez dłuższy okres czasu też nie będziesz. Są różne typy sylwetek... Panie z dużymi pupami i płaskim brzuchem, Panie z małymi pupami i odstającym brzuchem, a także te z dużym biustem i małą pupą - jak ja, a do tego wiele, wiele innych. Ja jestem zadowolona z tego jak wyglądam i ćwiczę dla siebie, dla zdrowia, samopoczucia, DLA SIEBIE! Nie dam się zwariować kolorowym magazynom, fitspiracjom i złośliwym komentarzom znajomych. Jestem jaka jestem, a każdy krok do doskonałości czyni mnie jeszcze lepszą! Jestem indywidualnością i nigdy nikt mi nie powie, że jestem czyimś klonem - i to chyba właśnie jest zdrowe podejście! Popatrz ile w mediach jest tych "idealnych" lalek Barbie, jedna podobna do drugiej do tego stopnia, że już ich nie odróżniasz... Możemy je podziwiać, ale czy chciałybyśmy wtopić się w tło jednakowych "piękności"? Wady często dodają nam charakteru i dzięki temu jesteśmy indywidualnościami.

Uwierz mi! Nie ma co się poddawać tylko z tego powodu, że nie osiągasz takich efektów jak ktoś inny, że Twoja figura nie przypomina figury Twojej fitspiracji! Bądź sobą i zachowaj siebie! Znajdź przyjemność w tym co robisz, pokochaj to, a osiągniesz sukces! Nigdy nie rób nic na siłę...






12 grudnia 2012

MOJA METAMORFOZA - DIETA cz. 2 - OBIAD

No dobrze Kochane! Jeszcze jeden post dotyczący mojej diety, bo wiem, że wiele z was właśnie na to czekało. W komentarzach i wiadomościach zaczęłyście pytać mnie o moje nawyki żywieniowe co nie ukrywam niezmiernie mnie cieszy! Jestem szczęśliwa, że mogę być czyjąś motywacją i pomóc choćby częściowo, w minimalnym stopniu. Doceniam to, że jesteście i że motywujecie mnie swoją obecnością, komentarzami, wiadomościami, obserwacjami i w ogóle tym wszystkim co daje mi znać, że chcecie mnie czytać :) Prowadzę bloga o zdrowiu, wszystko pięknie, ładnie, ale ani na chwilę nie zapominam, że to jest MÓJ BLOG i że piszę go dla siebie i dla was. A zatem tym razem chciałabym się z wami podzielić tym...

Jak wyglądały moje obiady?

Lubię różnorodność więc nie byłam w stanie trzymać się tylko kilku konkretnych potraw. Nie odmawiałam sobie również potraw, które najbardziej lubię mimo, że nie koniecznie są niskokaloryczne i bez tłuszczowe. Starałam się wykluczyć większość węglowodanów i tłuszczu, a także zminimalizować jedzenie ziemniaków. Nawet w restauracjach starałam się wybierać potrawy jak najlżejsze, lekkostrawne. 



Moje obiady to np:

  • WARZYWA w różnej postaci: fritata z warzywami, risotto, warzywa na parze, surówki, naleśniki ze szpinakiem
  • MIĘSA: cielęcina, kurczak, indyk - gotowane na parze, pieczone lub duszone np: kurczak z warzywami po chińsku, kurczak smażony bez tłuszczu, cielęcina pieczona, pieczone podudzia z kurczaka itd.
  • RYBY i OWOCE MORZA: łososia, pstrąga łososiowego, dorsza, krewetki, surimi itd.
  • ZUPY: zupa z zielonej lub czerwonej soczewicy, zupa krem brokułowa itd.
  • INNE: spaghetti z tuńczykiem, spaghetti ze szpinakiem, domowe hamburgery, berner rosti, placki ziemniaczane itd.
  • NA SZYBKO: tortilla, jajecznica, omlet, grzanki czosnkowe z mozzarellą, jajko sadzone itd.

Gdy zdarza mi się jeść poza domem to wybieram:


  • panierowany kotlet z piersi kurczaka zamiast schabowego
  • naleśniki ze szpinakiem
  • gołąbki
  • placki ziemniaczane
  • grillowana pierś z kurczaka z oscypkiem i żurawiną (to jadłam ostatnio)

Jako dodatki do obiadu wybieram:

  • ryż brązowy lub jaśminowy
  • brokuły, kalafior lub brukselka
  • inne warzywa gotowane na parze

Całkowicie (lub prawie całkowicie) zrezygnowałam z:



  • frytki
  • pizza
  • fast foody - kebab, Mc Donald, KFC
  • napoje gazowane
  • smażone ziemniaki
  • mięso wieprzowe
  • potrawy smażone



Czasem zdarzało się, że nie miałam możliwości zjedzenia obiadu więc wtedy sięgałam po coś co mogłam przegryźć na szybko: kanapkę, jogurt - cokolwiek, ale wtedy nadrabiałam kolacją i starałam się zjeść coś ciepłego, przynajmniej jeden posiłek! 

Wydawać by się mogło, że jadłam to co wszyscy, którzy nie są na diecie i owszem! Nie ograniczałam się w różnorodności czy kaloryczności potraw, ale zwracałam uwagę na to ILE ZJADAM! Wydaje mi się, że mój sukces polegał na tym, że ograniczyłam wielkość porcji i nigdy, przenigdy nie robiłam dokładek. Oprócz tego ograniczyłam większość tłuszczu i zrezygnowałam ze smażonych, ciężkich potraw. Muszę przyznać, że po miesiącu miałam wrażenie, że mój żołądek się skurczył, bo nie mogłam już zjeść normalnej porcji jaką spożywałam do tej pory. Zapewne zasługą tego było to, że jadłam kilka razy dziennie i nigdy nie byłam aż tak głodna żeby rzucić się na jedzenie. Najśmieszniejsze jest to, że coraz częściej nie dojadam obiadów, bo jestem pełna i gdybym zjadła chociaż kęs więcej to chyba bym pękła. 


NAJWAŻNIEJSZE W MOJEJ DIECIE:

  • jem produkty naturalne, bez chemii spożywczej!
  • używam tylko oleju ryżowego, rzepakowego lub dobrej oliwy z oliwek
  • jem małe porcje
  • 30 minut po posiłku wypijam zieloną herbatę
  • 30 minut przed posiłkiem wypijam szklankę wody lub soku warzywnego/marchewkowego
  • przestaję jeść gdy czuje, że jestem najedzona
  • jem powoli i dokładnie przeżuwam każdy kęs (żeby informacja o sytości zdążyła dotrzeć do mózgu)
  • przestałam jeść na kanapie lub siedząc na łóżku przed telewizorem - jem przy stole
  • nie jem na stojąco!
  • śmietanę w potrawach zastąpiłam jogurtem greckim
  • dużą patelnię zastąpiłam małą ceramiczną
  • nie używam frytkownicy ani mikrofali (bo nie posiadam)
  • jem produkty bogate w błonnik


To chyba wszystkie moje tajemnice... 
W następnych postach postaram się wam opisać moje kolacje, a także grzeszki, które mi się przytrafiły podczas ostatnich 3 miesięcy, a były i takie! 


Tutaj możecie poczytać część I o moich śniadaniach:

C.D.N...




11 grudnia 2012

ZIMOWA MOTYWACJA - Ćwiczyć można wszędzie!

W dniu dzisiejszym postanowiłam trochę poszaleć i w związku z nowym, motywującym konkursem u Ewy Chodakowskiej na Facebooku i udałam się na ćwiczenia w bardzo nietypowe miejsce. Oczywiście trening w tym przypadku to za dużo powiedziane, bo najważniejsze (i najtrudniejsze) w tym wszystkim było wdrapanie się na szczyt Kopca Krakusa czyli jednego z wyższych punktów Krakowa. Niestety jedyne co było widać z góry to smog, który zawiesił się nad miastem i zatruwa nas od środka, taki O! Paskudny, cichy i śmierdzący zabójca...

W każdym razie nie straszny mi był mróz, wiatr, a nawet sypiący śnieg!


Side Plank na szczycie Kopca Krakusa

A tutaj już schodzenie, a raczej staczanie się z Kopca Krakusa i lawina!

Nie muszę wam chyba mówić jakie miny mieli ludzie, którzy pod Kopiec przyszli na spacer ;)

Mój spacer w każdym razie zaliczony i byłby bardzo pozytywny gdyby tylko powietrze było świeże...