Piekne Zdrowie - Blog o zdrowiu i urodzie

30 marca 2013

Moje "dietetyczne" plany ŚWIĄTECZNE...

Witajcie Kochani!
Jak tam Wasze przygotowania do Świąt Wielkanocnych? Ja w dalszym ciągu nie czuję klimatu Świąt, ale u mnie to całkowicie normalne, bo w zasadzie najchętniej odpuściłabym sobie takie okazje.Jednak jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma :) 

Dziś wieczór znów czeka mnie podróż do mojej rodzinnej miejscowości, ale jeszcze kilka najbliższych godzin spędzę w Krakowie. Obiecałam sobie, że trochę popływam, bo muszę wykorzystać jeszcze jedną wygraną wejściówkę na basen. Wczoraj niestety nie dałam rady, bo po zdjęciu kołnierza ortopedycznego moja szyja była nadal obolała i dość sztywna, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Mimo wszystko spędziłam w Parku Wodnym 3 godziny korzystając z biczy wodnych, hydromasaży, jacuzzi, sauny... Pełen relaks! Zaraz zrobię sobie powtórkę z rozrywki, ale wcześniej zrobię sobie zdjęcia do poniedziałkowego podsumowania miesiąca 7, który niestety nie wyglądał tak jakbym tego chciała. Co się odwlecze to nie uciecze :) Dlaczego zdjęcia zrobię dziś? Nie chcę wozić ze sobą statywu, wężyka i aparatu, a do tego tu mam dokładnie zaznaczone z jakiego miejsca robić zdjęcie by perspektywa była dokładnie ta sama.


Wcześniej jednak postanowiłam odpowiedzieć na jedno z najczęściej zadawanych mi ostatnio pytań, a mianowicie "JAK JA SPĘDZAM ŚWIĘTA". Podejrzewam, że nie takiej odpowiedzi oczekiwaliście, ale muszę stwierdzić, że Święta spędzam całkowicie NORMALNIE, jak zapewne każdy inny człowiek, który nie dba o linię :) Może nie jestem entuzjastką tych wszystkich potraw jak np. żurek i biała kiełbasa, ale zawsze znajdę coś czym będę się zajadać. Na naszym stole zawsze jest dużo jajek zarówno kurzych jak i przepiórczych, a do tego będzie pewnie moja ulubiona sałatka... przynajmniej mam taką nadzieję, że będzie. Mój Tata zapewne też przygotował sporą ilość wędlin domowej roboty. Oczywiście oprócz tego ciasta... Dużo ciasta! Babki, makowiec i zapewne keks. Jeszcze nie wiem co tam ciekawego przygotowali, ale dowiem się już dziś wieczorem.

Do czego zmierzam? 
Chciałabym Wam powiedzieć, że nie mam zamiaru się ograniczać! :) 
Zdecydowanie nie odmówię sobie niektórych pyszności, których do dietetycznych nie można zaliczyć. Raz na jakiś czas przecież mogę! Ty też możesz! Nie dajcie się zwariować i nie odmawiajcie sobie tradycyjnych, świątecznych przysmaków tylko dlatego, że chcecie zgubić parę kilogramów. Jeden czy dwa dni złamania zasad diety nie sprawi, że waga pokaże 10 kg więcej więc koniec z wyrzutami sumienia! Tradycja jest w końcu tradycją, prawda?
Tylko pamiętajcie! Od razu po Świętach wracamy do treningów i do zasad zdrowego odżywiania! Nie ma taryfy ulgowej, bo lato (choć tego nie widać) zbliża się nieubłaganie, a przecież oczekujemy spektakularnych efektów!

U mnie na pewno będzie również aktywnie... Wybieram się na snowboard, a do tego od poniedziałku wracam do treningów, bo coś ostatnio kiepsko z widocznością efektów, ale to szczegół, bo największe zmiany nie są widoczne gołym okiem!
A Wy będziecie aktywnie spędzać Święta czy raczej planujecie tylko odpoczywąć?



Korzystając z okazji chciałabym Wam życzyć 
ZDROWYCH, PIĘKNYCH, POGODNYCH, RODZINNYCH i WESOŁYCH 
ŚWIĄT WIELKANOCNYCH, 
a w LANY PONIEDZIAŁEK UDANEJ BITWY NA ŚNIEŻKI :) 

29 marca 2013

Moje ulubione buty sportowe...

Witajcie Kochani!
Już od jakiegoś czasu planowałam zamieścić posta dotyczącego sportowej części mojej pokaźnej kolekcji obuwia, która chyba wkrótce znów zacznie się powiększać. Kto by pomyślał, że jeszcze parę lat temu w mojej szafie można było znaleźć tylko kilka par płaskiego obuwia i nie były to buty sportowe! :)


Oto moje ulubione buty sportowe:


Od lewej:
Reebok RealFlex TR to mój najnowszy nabytek, o którym pisałam TUTAJ. Kupiłam je z myślą o bieganiu i faktycznie sprawdzają się w swojej roli rewelacyjnie! Nigdy wcześniej nie myślałam, że dobre buty do biegania sprawią mi jakąś różnicę. Dzięki nim zaczynam lubić jogging i planuje zacząć biegać jak tylko zrobi się trochę cieplej. Na chwilę obecną używam je także podczas treningów i jestem zachwycona! Zapewniają stabilność, ale jednocześnie sprawiają wrażenie, że ćwiczy się bez butów. Genialne!
Cena: 199 zł (Promocja)

Reebok EasyTone to idealne buty do chodzenia, które do treningów absolutnie się nie nadają! System EasyTone, który został zastosowany w tym obuwiu powoduje niestabilność jak podczas chodzenia po plaży przez co mięśnie muszą wykonać więcej pracy by zachować równowagę. Słyszałam różne opinie na temat tych butów, ale mnie one służą! Faktycznie po przejściu kilku kilometrów czułam pośladki, uda i łydki jak po dobrym treningu. Wiem co mówię, bo przeszłam w nich już dobre kilkaset kilometrów, a jestem ich posiadaczką od dokładnie 2 lat. Chodzenie w nich do najłatwiejszych nie należy, ale szybko można się do nich przyzwyczaić. Nieprawdą jest również, że buty EasyTone mogą powodować problemy ze stawami, bo gdyby faktycznie tak było to moje stawy odezwałyby się wcześniej, a nie dopiero teraz gdy przestałam już w nich chodzić.
Cena: 299 zł

DC Shoes moje ukochane buty codzienne, w których jeszcze kilka lat temu chodziłam prawie non-stop. W tym momencie są dla mnie trochę za ciężkie no i zostały zastąpione szpilkami, ale jeszcze często do nich wracam.  Do treningów czy biegania zdecydowanie się nie nadają!
Cena: 269 zł

Reebok TrainTone to typowo treningowa wersja butów EasyTone. Ich podeszwa jest tak skonstruowana by zapewniała bardzo minimalną niestabilność, która nie będzie znacząco uniemożliwiała złapanie równowagi podczas treningów. W tych butach można ćwiczyć choć i tak nie polecałabym ich do treningu z obciążeniem. Ja używałam ich na siłowni i na zajęciach fitness. Początkowo ćwiczyłam w nich także treningi Ewy Chodakowskiej, ale mimo wszystko nie odważyłabym się robić w nich ćwiczeń, które wymagają dużej stabilności. Te buty są w moim posiadaniu już prawie 3 lata. Gdybym wcześniej biegała to zapewne zainwestowałabym jeszcze w buty RunTone, które podczas biegania tworzą opór bez niestabilności.
Cena: 399 zł




Ja chciałam jeszcze do swojej kolekcji dołączyć buty Nike, w których się zakochałam, ale niestety i w tym przypadku buty treningowe są do rozmiaru 39, a ja potrzebuje co najmniej 41. Nie mogę zrozumieć dlaczego producenci obuwia sportowego nie przewidują, że osoby z większą stopą też mogłyby ćwiczyć :)

A Wy macie swoje ulubione buty sportowe? 
Może "polujecie" na jakieś konkretne cudeńka? 


P.S Buty z systemem EasyTone są dosyć kontrowersyjne i krążą o nich najróżniejsze opinie w internecie. Jeśli macie jakieś pytania dotyczące tych butów to śmiało możecie pytać :) Postaram się odpowiedzieć, bo w końcu przeszłam w nich już kawał drogi...

28 marca 2013

Trochę PLANOWANIA & NOWE KOSMETYKI...

Witajcie!
Co u Was kochani? Mam nadzieję, że wszystko dobrze, i że nie odpuszczacie treningów mimo przygotowań do Świąt Wielkanocnych. W końcu ćwiczycie za mnie :) U mnie niestety bez zmian, bo szyja w dalszym ciągu unieruchomiona kołnierzem ortopedycznym, ale już jutro rano planuję go zdjąć. Lekarz na pogotowiu powiedział żebym ponosiła go przez 2, 3 dni żeby nie obciążać naciągniętych mięśni bez potrzeby. Do treningów aerobowych wrócę już pewnie w poniedziałek lub nawet w niedzielę, a do treningów z obciążeniem również jakoś w tygodniu. Nie chcę się jeszcze zbyt mocno forsować, ale muszę się ruszać, bo zwariuje! Postanowiłam, że żeby się rozruszać jutro i w sobotę pójdę sobie na basen. Mam do wykorzystania wygrane w konkursie dwie, całodniowe wejściówki do Parku Wodnego. Trochę relaksu po tym wszystkim mi się należy, bo ostatnio naprawdę mam wrażenie, że krąży nade mną jakieś fatum, które naraża mnie na niepotrzebny stres. Posiedzę sobie w saunie i w jacuzzi spróbuję trochę popływać, ale wszystko w granicach rozsądku. Jeszcze chyba jest za wcześnie by się nadmiernie przemęczać...



Dziś zrobiłam sobie mały spacer na pocztę, a przy okazji odwiedziłam Rossmana i jak zawsze nie wyszłam z pustymi rękami. Mimo wszystko mocno się hamowałam, bo nie mogę sobie już pozwolić na kupno kolejnych stosów kosmetyków, których potem najczęściej nie używam. 

Na poczcie odbierałam dziś nagrodę, którą wygrałam w konkursie z okazji Dnia Kobiet na Facebooku Piekniejsza.com. Bardzo cieszyłam się, że coś tego dnia wygrałam, bo jedyna miła rzecz, która mi się tego dnia przytrafiła to wyjątkowo mocno przytulający się kot! Nie dostałam żadnego kwiatka ani nic, no cóż... Czasy się zmieniają... Nagrodę w konkursie ufundowała Magdalena Achtelik z Ori Twój Sukces. Nagrodą był tusz do rzęs firmy Oriflame co akurat idealnie zbiegło się w czasie, bo mój obecny tusz w tym momencie się skończył. Mam nadzieję, że będę zadowolona z tej mascary równie mocno jak z kosmetyków, które otrzymałam od Ori Twój Sukces do testowania jakiś czas temu.


Na punkcie rzęs mam totalną obsesję... Uwielbiam bardzo czarne, mocno wydłużające i pogrubiające tusze! Od jakiegoś czasu trudno też rozstać mi się z niedocenianą do tej pory zalotką. 

A z jakich tuszy do rzęs Wy korzystacie? Macie swój ulubiony?
Ja miałam kilka ulubionych, ale ostatnio nie byłam już jakoś z nich zadowolona...
Uwielbiałam tusze Sephora, Smashbox, Max Factor, ale ostatnio używałam z tańszej Maybeline...
Teraz muszę na nowo poszukać swojej mascary idealnej! :)



Nie wiem czy pamiętacie, ale niedawno rozpoczęłam całkowitą walkę o siebie... Dbam o włosy, paznokcie, a teraz wypowiedziałam wojnę moim rozstępom i pozostałościom po cellulicie. Moja determinacja sięgnęła zenitu! Pora naprawdę zacząć myśleć o tym, że już niedługo założę moje wymarzone krótkie spodenki i mam zamiaru wyglądać w nich jak chuda paróweczka, a nie ociekająca tłuszczem kiełbacha! :) Kupiłam więc nowy krem wyszczuplający z Eveline do skóry wrażliwej, którego jeszcze do tej pory nie stosowałam, a także masującą rękawice do ciała. W zasadzie to poszłam tylko kupić krem do rąk, bo poprzedni już się skończył, ale i tak majątku o dziwo nie wydałam.


W cuda nie wierzę więc wiem, że same kosmetyki wiele nie zdziałają, ale może pojawią się jakieś efekty choćby w minimalnym stopniu. Działam już w końcu ćwiczeniami, zdrowym odżywianiem to teraz czas zacząć działać od zewnątrz - kosmetykami!

Już w poniedziałek zaczynam zupełnie nowy rozdział życia! 
Oprócz tego, że zacznę wtedy mój 8 miesiąc metamorfozy to jednocześnie chcę by ten dzień był pierwszym dniem nowego życia. Planuje remont i wiele innych zmian i wierzę, że podołam! Zapiszę się również na siłownie by trochę urozmaicić swoje treningi, ale oczywiście w domu będę ćwiczyć nadal! 

Planujecie jak ja jakieś zmiany w swoim dotychczasowym trybie życia? 
Ja chcę się w najbliższym czasie przyłączyć do jakiegoś wyzwania i liczę, że nie zostawicie mnie w nim samej! 

Trzymajcie się ciepło! 
Cieplejsze dni już podobno do Nas idą... 



27 marca 2013

Co mnie nie zabije...

Witajcie!
Dziś dla odmiany bardzo krótki post o tym co totalnie mnie dobiło w ciągu ostatnich dni, a doszczętnie położyło na łopatki w dniu wczorajszym. W poniedziałek miałam stłuczkę samochodową, a w zasadzie (jak to wczoraj mówili lekarze) wypadek skoro dzień po zaistniałej sytuacji znalazłam się na szpitalnym oddziale ratunkowym. Niby nic mi się nie stało, ale cały dzień po stłuczce bolała mnie głowa i kark, a do tego byłam strasznie wystraszona i zdołowana całą tą sytuacją, bo od jakiegoś czasu znów muszę liczyć tylko na siebie. Wszyscy znajomi pchali mnie do szpitala, żeby mimo wszystko sprawdzić czy wszystko jest dobrze, ale nie chciałam. Jednak wczoraj rano ból nasilił się, a do tego okropnie bolała mnie głowa. Postanowiłam jednak pojechać na pogotowie choć staram się unikać szpitali i lekarzy.

Po 4 godzinach spędzonych na pogotowiu okazało się, że moje dolegliwości są całkowicie naturalne, bo szarpnięcie podczas wypadku spowodowało naciągnięcie mięśni szyjnych przez co pojawił się ból głowy i szyi. Niestety usłyszałam najgorsze słowa... "NIE FORSOWAĆ SIĘ!". Gdy spytałam lekarza o ćwiczenia to w odpowiedzi usłyszałam: "Chyba Pani zwariowała! Żadnych ćwiczeń!". Brzmi jak wyrok, prawda? W efekcie wczorajszej wizyty jestem uziemiona w kołnierzu. Śmieję się, że kołnierze są teraz modne, a do tego jest mi przynajmniej ciepło w szyję... Mimo wszystko okropnie przybiła mnie cała ta sytuacja.


Mam wrażenie, że krąży nade mną jakieś fatum, bo od kilku dni ciągle coś się wali! Może niedługo los się odwróci... przynajmniej mam taką nadzieję. 

W każdym razie jestem okropnie wściekła, ale próbuje sobie z tym radzić... Akurat w tym tygodniu miałam tyle planów i tyle rzeczy do zrobienia, a teraz? Wszystko legło w gruzach. Do tego byłam bardziej zmotywowana niż kiedykolwiek, miałam wyjątkowe chęci na treningi, a teraz muszę poradzić sobie bez nich.
Być może ta przerwa wyjdzie mi na dobre, ale efektów przy kolejnym podsumowaniu nie mam co się spodziewać. Pech chciał, że to wydarzyło się akurat teraz.

Dziś na poprawienie humoru wybieram się z przyjaciółką do kina, a potem znów zabieram się za czytanie i nadrabianie zaległości. Coś muszę w końcu robić skoro ćwiczenia odpadają. Postaram się też zrobić lekkie porządki, które nie będą wymagać dźwigania, bo w końcu ruszać mi się lekarz nie zabronił! Mam się nie przemęczać, a to już pojęcie względne.

Grunt to się chyba nie załamywać i cieszyć się, że nic mi się nie stało. Efektem tego wypadku w końcu mogły być o wiele większe obrażenia... aż strach pomyśleć! Takie odnajduję szczęście w nieszczęściu... Żeby jednak wynagrodzić sobie tą sytuację to planuje od kwietnia wrócić na siłownie. Moja przyjaciółka znalazła fajną ofertę jednego z klubów fitness więc pewnie z niej skorzystamy. Nie wiem tylko jakie mają wyposażenie, ale dowiem się tego w najbliższym czasie. Mimo, że jakoś nie widzę siebie na siłowni przy podnoszeniu ciężarów to będę próbować. Może nadejdzie taka chwila, że się przemogę? Ważne jest to, że będę mieć z kim zacząć chodzić, a potem będzie z górki.


Tymczasem muszę jednak odpoczywać... 
Mam nadzieję, że Wy będziecie ćwiczyć za mnie, i że nic Was nie zatrzyma!
Ja już nie mogę doczekać się tej chwili gdy będę mogła zdjąć kołnierz... 


26 marca 2013

WIELKANOCNY PRZEPIS na FIT MAJONEZ

Kochani!
Czas nie stoi w miejscu, a my jesteśmy coraz bliżej Świąt Wielkanocnych, choć pogoda jakoś na to nie wskazuje. Już za kilka dni na naszych stołach zagoszczą jajka oraz... MAJONEZ, który wydobywa z nich pełen smak! Jeśli obawiacie się, że będąc na diecie nie powinniście sięgać po zwykły majonez to mam dla Was świetną alternatywę!


FIT MAJONEZ!
Myślę, że warto sobie taki przygotować, bo podobno smakuje jak taki prawdziwy!
Przepis ten dopadłam dziś na stronie programu PnŚ i myślę, że nie odmówię sobie przygotowania go choć odrobina prawdziwego majonezu wcale nie powinna zaszkodzić Nam i Naszej figurze.


SKŁADNIKI:
4 żółtka
sok z połowy cytryny
1 płaska łyżka cukru
1/2 płaskiej łyżeczki soli
pieprz do smaku
100 ml jogurtu naturalnego






Żółtka mieszamy z solą, pieprzem, cukrem i sokiem z cytryny w metalowej misce. W rondlu gotujemy wodę i wkładamy łyżkę tak, aby w chwili gdy miska z żółtkami zetknie się z rondlem była zachowana mała przestrzeń, która zapewni odpowiednią temperaturę robienia sosu majonezowego. Miskę z masą jajeczną układamy na rondlu i mieszając intensywnie "rózgą" do ubijania, wlewamy jogurt, wszystko razem mieszamy do zagęszczenia, obserwując dno miski. W momencie gdy zacznie lekko oklejać się nasza masa do dna, zdejmujemy już zagęszczoną masę na chłodny blat kuchenny. Jeśli chcemy zagęścić go bardziej, podaną czynność powtarzamy kolejny raz. Majonez wykonany w ten sposób jest bardzo lekki, jeśli chcemy aby był bardziej mięsisty możemy dodać 30 ml oleju (ja wykorzystałabym olej rzepakowy lub Floriol). Do gotowej masy cały czas mieszając dodajemy wolnym strumieniem olej, całość mieszamy i odstawiamy do lodówki.


SMACZNEGO!
Dajcie znać jak go zrobicie czy faktycznie smakuje jak prawdziwy :) 

MOTYWACJA - "Nic za wszelką cenę!"

Witajcie!
Od kilku dni wyjątkowo znów oglądam więcej telewizji niż zawsze, choć "oglądam" to za dużo powiedziane... Może bardziej pasowałoby tutaj słucham telewizji, ale nie istotne. Istotne natomiast jest to czego w telewizji jest ostatnio najwięcej. 
Odpowiedź jest prosta, bo chodzi o reklamy, a jakie? 
SUPLEMENTY DIETY, ODCHUDZANIE, BLA BLA BLA!!!



Nie sądziłam, że można jeszcze coś wymyślić... 
Jak nie jakaś Linea, to Figura, jak nie Figura to jakieś Alevo... 
wszędzie tylko CHUDNIJ, CHUDNIJ, CHUDNIJ! 




Wyobraźcie sobie, że jeszcze jakiś czas temu wierzyłam w działanie tych wszystkich kapsułek, tabletek... co najgorsze gdy je brałam faktycznie miałam wrażenie, że działają! Zaczęłam mając chyba 16 lat przy okazji, którychś pierwszych ogólnopolskich wyborów Miss. Pamiętam jak dziś, że codziennie po szkole jeździłam kilka godzin na rowerku treningowym oglądając seriale (wtedy jeszcze leciały brazylijskie), a do tego regularnie stosowałam taki preparat w saszetkach, który nazywał się chyba Slimea czy Slinea?. Faktycznie moje ciało się zmieniło, ale czy tylko za sprawą tego, że stosowałam ten suplement? No nie wiem, może? Kilka lat później próbowałam zwalczyć swój problem z objadaniem się słodyczami i zaczęłam brać Bio-Slim. Coś w tym było, bo przestałam mieć apetyt na słodycze i w sumie do dziś jakoś nie rzucam się na nie tak jak wtedy. Może to tylko siła sugestii, ale najważniejsze, że to zadziałało... Potem sięgałam po różne cuda takie jak Aqua Slim, który bardzo lubiłam brać ze względu na to, że czułam po nim przyrost energii podobnie jak po L-Karnitynie. Brałam również Therm-Line, którego stosowanie okazało się opłakane w skutkach. Zaczęłam miewać przyśpieszone lub nierówne bicie serca, byłam nadpobudliwa, a do tego zaczęłam miewać bóle w mostku. Brałam to świństwo stosunkowo długo, ale nie mam pojęcia dlaczego, a do tego niewiele jadłam! Myślałam chyba , że to działa? 


W tym momencie zaczął się pełen sezon na odchudzanie! Tak samo jak jesienią mamy do czynienia z reklamami leków na przeziębienie, a pełną wiosną leki przeciw alergii... Teraz jest moment gdy wszystkie powoli uświadamiamy sobie, że nie będziemy wyglądać najlepiej po tej zimie gdy założymy kuse spodenki, spódniczki, nie mówiąc o kostiumach kąpielowych! O Matko! Coraz mniej czasu więc łapiemy się wszelkich metod by JAKOŚ wyglądać w lecie, by móc wyjść na ulicę z podniesioną głową myśląc pod nosem "Patrzcie jaka ze mnie laska!". W popłochu biegamy i poszukujemy najszybszej i najmniej inwazyjnej metody czyli suplementów diety jednocześnie dając komuś nieźle zarobić... 


Załóżmy, że mogłyby one faktycznie działać i wspomagać odchudzanie, ale czy jest nam to potrzebne?
Taki suplement może okazać się niczym placebo, ale nasza wątroba odbierze go zupełnie inaczej! Skutki uboczne? A kto by na nie zwracał uwagę, prawda? "Niech wyrośnie mi trzecia noga, ale będę przynajmniej szczupła!" - za wszelką cenę! Faktycznie niektóre suplementy mogą nas wspomóc w walce o upragnioną sylwetkę, ale czy warto wydawać pieniądze? To już kwestia indywidualna. Mnie ostatnio szkoda na to pieniędzy no i zdrowia, ale jak zapewne pamiętacie testowałam na sobie preparat Slimette, który właśnie się kończy. Po 2 miesiącach efekty zerowe! Nic, zero, null! Nawet nie dodawał mi energii, ale oczywiście nie wszystko na każdego działa tak samo, bo wiele innych blogerek zachwalało u siebie ten produkt... 

Wiecie co przeraża mnie najbardziej w tym promowaniu odchudzania za wszelką cenę, stosowania cudownych tabletek? To co można kupić w internecie, a mianowicie czarodziejskich ziółek czy kapsułek z tasiemcem. No świetnie! Genialny pomysł... "w ciągu miesiąca schudnę 10 kg i będę supermodelką!" - myślą dziewczyny, które to dziadostwo stosowały. Tylko co potem? Chcą wyglądać szczupło w trumnie? Wybaczcie, ale do tego to właśnie prowadzi... Bierzesz ten syf ze swoją koleżanką? REWELACJA! Jak się przekręci na drugi świat to i tak będziesz wyglądać pięknie na jej pogrzebie (czerń wyszczupla). Rozumiem desperacje, rozumiem frustracje, rozumiem wszystko, ale taka głupota to szczyt wszystkich głupot świata! To nawet głupsza głupota niż głodzenie się, albo jeszcze lepiej... wymiotowanie po każdym posiłku! Oj wierzcie mi na słowo... wiem o czym mówię, bo też kiedyś byłam nastolatką, która została zwabiona karierą modelki i byłam już o krok od spełnienia swojego marzenia, ale też o krok od utraty tego co najważniejsze - SWOJEGO ZDROWIA, ale OPAMIĘTAŁAM SIĘ!



Moje Drogie Panie! 
Nie ma, że coś szybko działa! Nie ma cudownych diet, a jedzenie 1000 kcal to już nie dieta a samobójstwo podobnie jak przepyszny tasiemiec, który rozgości się w naszym organizmie jak w porządnym hotelu. Nie zagości jednak na długo, bo hotel szybko splajtuje. Uwierzcie, że nigdy, przenigdy nie zobaczycie efektów z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień... Często dostaje od Was wiadomości o treści: "Chcę schudnąć 20 kg w 2 miesiące", a gdy odpowiadam, że to niemożliwe to w odpowiedzi zawsze dostaję ciszę lub... ciszę! Każdy ma swoje tempo i nic na to nie poradzicie!

Czy zastanawiałyście się dlaczego tak w ogóle chcecie chudnąć?
Robicie to dla siebie, dla innych? Patrzycie w lustro i widzicie tłustą babę podczas gdy przed nim stoi mega sexy babka z fajnymi krągłościami? Może chcecie się facetom podobać? 
A wiecie, że "facet nie pies i na kości nie poleci? Ale też nie sikorka by słoninkę wpier... zjadać!" :) 
No są wyjątki, bo i takich znam... 
Ale pamiętajcie! Mówię o mężczyznach, a nie chłoptasiach! A takich chyba Nam potrzeba, prawda?
Zadbana kobitka z krągłościami może być ucieleśnieniem męskich marzeń!


ZRÓB TO DLA ZDROWIA! 
Oczywiście jeśli faktycznie masz z czego chudnąć... jeśli nie masz to ćwicz, ale się nie odchudzaj, bo po co się katować na siłę :) 

Ostatnio znajoma spytała mnie: "Madzior, dlaczego ten Twój blog ma taką dziwną nazwę? Co ma piernik do wiatraka?". Odpowiedziałam jej, że to moje pierwsze skojarzenie o swoim ideale... Nie chcę być jakaś tam "Szczupła za wszelką cenę", "Chuda być"... CHCĘ BYĆ ZDROWA!!! 
A co z PIĘKNEM? 
Przyjdzie samo :) 

Treningi dodały mi bardzo dużo energii, pewności siebie i podniosły moją samoocenę! Nabrałam też siły... siły fizycznej i psychicznej! Powoli zaczynam się czuć PIĘKNA, bo czuję się ZDROWA! 
Oprócz tego, że zrzuciłam nadmiar kilogramów to jeszcze mam siłę by nosić zakupy, realizować swoje wyczerpujące pasje, a także by w razie potrzeby dać komuś bardzo mocnego kopa w tyłek! 
I TAKIEGO KOPA W TYŁEK DAJE WAM! 

Koniec z wspomagaczami!
Koniec z wyrzeczeniami!
Koniec z wyrzutami sumienia!
Koniec z oczekiwaniami! 
I koniec z ludźmi, którzy nie akceptują Nas takimi jacy jesteśmy! 
Jesteśmy wszystkie SUPER! I prędzej czy później dojdziemy do celu :) 


Mimo wszystko nie widzisz efektów? A Twoja waga stoi jak traktor w polu? 
Doceń każdy krok, doceń to, że próbujesz, że walczysz... Są setki osób, które narzekają, a nie robią nic! 




PAMIĘTAJ! 
"Nawet najmniejsze efekty są lepsze niż brak efektów!" 
DOCEŃ TO, a będziesz naprawdę szczęśliwa!