Witajcie!
Wreszcie moje szalone, zabiegane życie trochę zwolniło co niezmiernie mnie cieszy. Dziś wreszcie odespałam cały weekend i jestem pełna energii by pokonać ostatnie egzaminy, które już w przyszły weekend. W tym tygodniu wreszcie udało mi się umówić do lekarza i dostałam termin na tatuaż więc oprócz nauki zajmę się również czymś innym. Powoli też zaczynam już planować swój wyjazd.
Opracowałam także plan na kolejne 2 miesiące czyli moje wakacje, bo odczuwam niewiarygodną potrzebę powrotu do treningów. Przez ostatnie 2 miesiące mocno przystopowałam. Tylko trochę jeździłam na rowerze, spacerowałam i biegałam. Powróciłam również do mniej dietetycznego jedzenia, ale w dalszym ciągu próbuję odżywiać się zdrowo.
Jaki jest mój plan na najbliższe 2 miesiące (tuż po zagojeniu się tatuażu)?
Mam zamiar zrzucić te zaległe 4/5 kg, które są wyjątkowo oporne i nie chcą dać się zrzucić! Jestem zdeterminowana, a moja motywacja sięgnęła zenitu! Kiedy jak nie teraz?
Jak już pisałam w ciągu ostatnich 2 miesięcy wróciłam do mojego wcześniejszego, normalnego trybu życia. Praca, uczelnia i bardzo wiele spraw i problemów nie pozwoliło mi trenować, a zdrowe odżywianie stało się wyjątkowo trudne. Podeszłam jednak do sprawy zdroworozsądkowo i uznałam, że w ciągu kilku dni nie uda mi się zaprzepaścić niemal całego roku walki o nową siebie. Kilka dobrych nawyków mi oczywiście pozostało mimo absolutnego braku czasu.
ZAWSZE zjadałam pełnowartościowe śniadania i piłam bardzo dużo wody. Do tego owoce, warzywka... Niestety czasem górę wzięły i te złe nawyki... Mimo wszystko przez miesiąc gorszego odżywiania i braku treningów moja waga i pomiary nie zmieniły się!
Często dostaje od Was wiadomości o treści "Schudłam i co dalej?". Kochane moje! Tutaj nie ma "dalej", jest "cały czas", ale też bez przesady. Jeśli zrzuciłaś tyle ile chciałaś i teraz boisz się wrócić do normalnego odżywiania to prędzej czy później zgubisz kolejne kilogramy, ale po co? Gdy rozstajemy się już z dietą redukcyjną wystarczy dodać około 300 kcal do naszego dziennego spożycia i powoli przyzwyczajać organizm, że będzie dostawał więcej wartości odżywczych niż do tej pory. Nie widzę również przeszkód w zjedzeniu np. kebaba czy pizzy lub też sięgnięcia po słodkości, ale trzeba robić to z głową! Nie rzucamy się od razu na duże ilości słodyczy czy śmieciowego jedzenia, bo organizm może się zbuntować i wszystko odłożyć. Raz na jakiś czas jednak można pozwolić sobie dosłownie na wszystko. W trakcie metamorfozy, trenując budujemy mięśnie, które są bardzo istotne w procesie metabolizmu, bo to dzięki nim nasz organizm spala więcej energii.
Ostatnio wszyscy moi znajomi pytają mnie czy nadal jestem na diecie, a ja odpowiadam, że w zasadzie to już nie, lub że nigdy na niej nie byłam! Osiągnęłam pierwszy cel czyli wagę 69 kg więc nie będę katować się nadal. W sumie to jak wiecie moja "dieta" to było po prostu zdrowe odżywianie i wcale nie odmawiałam sobie niektórych przyjemności. Teraz jem trochę więcej i już nie myślę o tym czy powinnam zjeść o jedną kostkę czekolady więcej czy mniej. Nie przytyłam, sylwetka mi się nie zmieniła więc naprawdę nie ma czego się bać. Mimo wszystko nie rezygnuję z ruchu i gdy mam wybór: rower vs samochód to odpowiedź jest prosta! Mam pewność, że przy odżywianiu zgodnym z zapotrzebowaniem energetycznym mojego organizmu i przy optymalnej ilości ruchu moja sylwetka się nie zmieni, ani w jedną, ani w drugą stronę.
Oczywiście jeśli ktoś stosował pseudo diety czyli głodówki to powrót do odżywiania zgodnego z zapotrzebowaniem kalorycznym bez konsekwencji będzie bardzo trudny, ale małymi kroczkami każdy dojdzie do celu!
To kolejna wyższość "ZDROWEGO ODŻYWIANIA" nad "DIETAMI".
Przez najbliższe 2 miesiące jednak znów zacznę uważać na to co jem i zintensyfikuje trochę moje treningi. Mam zamiar przyjąć też jakieś wyzwanie np. związane z bieganiem czyli czymś co będę mogła wykonywać także podczas przebywania we Włoszech.
Krótko mówiąc... WRACAM DO DALSZEJ WALKI! :)
Drżyj zawartości tłuszczu w moim organizmie!!!
Jak słusznie wiele Was zauważyło w tym miesiącu nie było podsumowania, bo naprawdę nie ma co podsumowywać :) Nic się nie zmieniło oprócz tego, że moja obecna waga się ustabilizowała... Liczę na to, że przy kolejnych podsumowaniach wreszcie będę miała się czym pochwalić, bo ileż można czekać na dalsze efekty?