Piekne Zdrowie - Blog o zdrowiu i urodzie

3 maja 2013

Moja recenzja - TOTAL FITNESS Ewa Chodakowska

Witajcie!
Zgodnie z tym co zapowiadałam na swoim "fanpejdżu" na Facebooku, wczoraj postanowiłam dać sobie totalny wycisk z TOTAL FITNESS czyli najnowszą płytą Ewy Chodakowskiej, która dołączona jest do najnowszego numeru SHAPE, który możemy dostać jeszcze w sklepach (a może to Shape jest dodatkiem do płyty?). 



Trening osobiście nazwałabym takim "totalnym hardcorem" i choć wygląda bardzo niepozornie to wycisk daje konkretny. Muszę przyznać, że to bardzo fajny trening, który przypadł mi do gustu. Ćwiczenia są proste, ale już po kilku powtórzeniach można poczuć partię ciała, na którą w danym momencie ćwiczymy.

TOTAL FITNESS - ekstrafigura w 4 tygodnie czyli autorski program Ewy Chodakowskiej.
Sama Ewa o programie wypowiada się tak:
"- Mam nadzieję, że już po pierwszym miesiącu treningu będziesz patrzeć na swoje odbicie w lustrze z uśmiechem na ustach! Początki nie są łatwe, ale każdy kto dziś świętuje zwycięstwo, był kiedyś na początku drogi. Przed nami ciężka, ale niezwykle satysfakcjonująca praca. Zaufaj mi. Warto!"

Jest to trening wyszczuplający, który ma na celu raz, a dobrze zlikwidować uciążliwy cellulit i to właśnie na tych częściach ciała skupia się większość ćwiczeń. Pracują nogi, pośladki, ale zaangażowany jest także cały korpus, klatka piersiowa i ramiona.

Jak ćwiczyć?
- trenuj minimum trzy razy w tygodniu
- do wykonywania ćwiczeń nie potrzebujesz żadnego sprzętu


Co ja myślę o tym programie?
Program bardzo przypomina trening, który Ewa Chodakowska zaproponowała Nam podczas warsztatów w Krakowie. Kilka pozornie prostych ćwiczeń, które przy większej ilości powtórzeń stają się mordercze dla naszego tłuszczyku.

Trening składa się z 10 ćwiczeń, które podzielone są na 5 rund po 2 ćwiczenia w każdej (moją ulubioną rundą jest zdecydowanie #5 i #4). Każdą rundę wykonujemy po 3 razy przez 30 sekund. Oprócz tego po każdej rundzie mamy całą minutę na napicie się wody i uspokojenie serca. Moim zdaniem wystarczyłoby tylko 30 sekund, bo minuta to strasznie długo. Podczas tych przerw zaczęłam się już nawet nudzić.



Ćwiczyło się przyjemnie i (o dziwo) bezboleśnie, a trening minął mi bardzo szybko. Myślę, że ta płyta spodoba się wszystkim bez względu na poziom zaawansowania. Kilka ćwiczeń ma swoje odpowiedniki dla osób początkujących. Podoba mi się to, że można ćwiczyć w swoim tempie, bo liczy się czas, a nie ilość powtórzeń.

Nowością jest też trochę inna rozgrzewka niż na poprzednich płytach, która faktycznie sprawiła, że byłam gotowa na trening. Jeśli chodzi o rozciąganie to jest go zdecydowanie za mało, bo to moja ulubiona część każdego treningu.

Total Fitness to chyba najlepsza produkcja ze współpracy Ewy Chodakowskiej i SHAPE, nagrana bardzo profesjonalnie, w estetycznym, przyjemnym dla oka otoczeniu. Moim zdaniem brakuje tylko licznika podczas wykonywania każdego ćwiczenia, który pokazałby nam ile pozostało do końca. Taki licznik pojawia się, ale tylko podczas wspomnianej przeze mnie wcześniej "minutowej przerwy". Swoją drogą marsz w przerwie jest niefajnie wmontowany w trening, ale to są szczegóły, które nie wpływają na ogólny odbiór płyty.



Płytę na pewno będę dołączać do swojego treningu gdy będę potrzebować czegoś prostego, ale jednocześnie intensywnego i wyciskającego siódme poty! Wczoraj wypociłam się niesamowicie! Cały trening zakończyłam leżąc plackiem na macie, ale do TOTAL FITNESS dorzuciłam jeszcze "tiffoczki" i 3 treningi z Mel B. Dziś faktycznie czuję, że wczoraj pracowałam i mam zamiar utrzymać taki poziom! Jednak gdy w przyszłości będę ćwiczyć z TOTAL FITNESS to zdecydowanie wyłączę sobie dźwięk, albo ubiorę słuchawki z ulubioną muzyką. Ewa Chodakowska naprawdę potrafi fajnie zmotywować podczas treningów na żywo, ale na płytach... No nie do końca. Po takim czasie znudziły mi się już hasła pt: "Nie zostawiaj mnie samej!" itd. Może osobom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z fitnessem nie będzie to przeszkadzać, ale dla mnie to co za dużo to niezdrowo. 

W każdym razie mogę z czystym sumieniem polecić ten trening wszystkim tym, którzy walczą o idealne nogi i pośladki, bo te pracują naprawdę intensywnie. Ja nie żałuję, że dokonałam tego zakupu, a Wy? 


Jeśli chcecie jeszcze kupić magazyn SHAPE z płytą to szukajcie go w mniej obleganych salonikach prasowych. Mnie udało się upolować magazyn we wtorek czyli dzień po premierze, ale teraz może być już z tym problem. W razie możliwości spróbuję kupić jeszcze kilka egzemplarzy, o ile jeszcze znajdę gdzieś majowy Shape.

W razie czego zawsze same możecie skomponować sobie swój własny program TOTAL FITNESS z 6 minutowych filmików Ewy Chodakowskiej, które dostępne są bezpłatnie i legalnie na YOUTUBE. 
TOTAL FITNESS NA YOUTUBE MOŻECIE ZNALEŹĆ <>

2 maja 2013

TRENINGI - Podsumowanie miesiąca 8

Witajcie!
Zgodnie z tym co obiecywałam i oczywiście jak co miesiąc przekazuje Wam dokładną informację na temat moich treningów. No niestety, ale ten miesiąc do najlepszych nie należał, bo jak już wiecie miałam spore problemy ze zdrowiem... wypadek, choroba, która wpakowała mnie do łóżka na prawie 2 tygodnie i ten paskudny kaszel, który trzyma mnie aż do dziś. Cóż, oprócz tego, że staram się być przykładem i Waszą motywacyjną inspiracją  jestem również tylko człowiekiem przez co niektóre zdarzenia losowe nie są mi obce. Sama jestem na siebie wściekła, ale przynajmniej naładowałam baterie i teraz... teraz może być już tylko lepiej!

Zdecydowanie widzę zmiany w wyglądzie moich ramion no i wcięcie w talii robi się coraz większe. Do tego pośladki zaczynają się podnosić, a cellulit powoli znika, co niezwykle mnie cieszy. Najważniejszą zmianą jest jednak coraz mniejszy biust! Wreszcie przestaję się garbić i mogę ubrać głębszy dekolt.




TYDZIEŃ 29
02.04 - TURBO JAM - Cardio Party (15 minut) + MEL B pośladki + MEL B brzuch (453 kcal)
03.04 - TURBO JAM - Cardio Party 2 (45 minut) + MEL B pośladki (554 kcal)

TYDZIEŃ 30
14.04 - INDOOR CYCLING - (55 min) + MEL B pośladki (746 kcal)

TYDZIEŃ 31
17.04 - SPACER 8 km  (1 godz 40 min) (465 kcal)
18.04 - SPACER 5 km (1 godz 30 min) (360 kcal)
19.04 - ROWER 33 km (2 godz 30 min) (1048 kcal)

TYDZIEŃ 32
22.04 - INDOOR CYCLING - (45 min) (528 kcal)
23.04 - ROWER 29 km (2 godz 30 min) (913 kcal)
24.04 - TURBO JAM - Turbo Sculp (40 minut) + MEL B pośladki + MEL B brzuch (605 kcal)
25.04 - ROWER 30 km (2 godz) (943 kcal)
27.04 - WARSZTATY z Ewą Chodakowską (2 godz 30 min) (1478 kcal)

Łącznie SPALIŁAM około 8100 kalorii, a treningi zajęły mi około 17 godzin (czyli nawet więcej niż w poprzednim miesiącu!). 
Niestety... tym razem bez większych efektów!



Mam nadzieję, że MAJ - mój ulubiony miesiąc okaże się zdecydowanie bardziej intensywny! Póki co wiele rzeczy się strasznie pokręciło i w efekcie nie wykluczam, że urlop będzie musiał chyba poczekać, a szkoda, bo to właśnie na urlopie ruszam się zawsze najwięcej! Nordic walking, spacery, rower i do tego bieganie po plaży będą musiały chyba poczekać. 

W każdym razie 1 czerwca idę na wesele mojej kumpeli i będę musiała się bardzo postarać by wyglądać w upatrzonej kiecce idealnie! Przeszłam już kawał drogi, ale jeszcze przede mną prawie drugie tyle! Ciągle mi mało, bo aktywność fizyczna i zdrowe odżywianie wciąga... Gdybym jeszcze potrafiła moich najbliższych zarazić tą miłością do treningów... Chciałabym, bo chcę by żyło im się jak najlepiej, a godzinka dziennie czyni naprawdę cuda! 

Z resztą... Co ja Was będę wszystkich przekonywać! Sprawdźcie to na własnej skórze, a WIELE się zmieni!

Dziś odratowałam mojego laptopa, którego wczoraj na własne życzenie zepsułam. Siedziałam do 5 rano i zastanawiałam się czemu nie chce się włączyć po tym jak go rozkręciłam, ale udało się go wreszcie uruchomić i od razu postanowiłam napisać Wam posta :) Może nie będzie już więcej niespodzianek... 

Dziki temu, że wreszcie udało mi się go uruchomić mogę cieszyć się kolejnym treningiem! 
Spytacie "co ma piernik do wiatraka"? A ma bardzo dużo... Wszystkie treningi odtwarzam w komputerze, bo niestety mój odtwarzacz DVD (który użyłam może 2 razy w życiu) i telewizor stoją w pokoju, który ma 1,5 metra na 2 metry. Na tak małej powierzchni trudno się ćwiczy, a gdy kiedyś próbowałam skończyło się to skręconą kostką czyli potknięciem się na nodze od kanapy. Wolę więc już nie ryzykować żeby coś znów mnie unieruchomiło... 

Właśnie wdrażam plan by dziś przetestować dwa intensywne treningi... Mam nadzieję, że kondycja mi na to pozwoli. U mnie weekend majowy zapowiada się aktywnie!
Pozdrawiam Was ciepło w ten paskudny, deszczowy dzień! <3
M. 


1 maja 2013

Sezonowe zdrowie - SZPARAGI

Kochani moi! Jak zapewne wszyscy zauważyliście mamy już MAJ! To zdecydowanie mój ulubiony miesiąc w roku i dlatego mam nadzieję, że dobre samopoczucie nie opuści mnie ani na sekundę, bo tego teraz właśnie potrzebuję. Dobre samopoczucie w tym miesiącu zapewnią mi na pewno ulubione kwiaty czyli konwalie, a do tego bzy, które również bardzo lubię.

Oczywiście to nie jedyne powody by kochać ten miesiąc...
Najważniejsze są....
SZPARAGI!!!
Źródło: google.pl

No właśnie! W maju zaczyna się bardzo krótki sezon na szparagi, które wręcz pokochałam!

Od dłuższego czasu planowałam ich spróbować, ale jakoś zawsze zapominałam je kupić. Widocznie kiedyś za mało czasu spędzałam w dziale warzywnym :) Szparagi próbowałam kilka lat temu i to o ile pamiętam w jednej z włoskich restauracji, ale jakoś ich smak nie utkwił mi w pamięci.

Kilka dni temu upolowałam wreszcie swoje pierwsze szparagi w Lidlu i od razu postanowiłam je przygotować! Teraz jestem pewna, że zagoszczą one na moim talerzu na dobre.



Jak przygotować szparagi?


  • Szparagi dokładnie myjemy i osuszamy.
  • Odcinamy zdrewniałą końcówkę do momentu gdy naszym oczom ukaże się piękny soczysty miąższ. W zasadzie nie potrzebujemy nawet noża, bo często zamiast odcinania wystarczy złamanie szparaga w miejscu gdzie chcemy go skrócić. 
  • Białe szparagi powinno się dodatkowo obrać specjalnym "obierakiem" do szparagów lub zwykłym do owoców i warzyw. 
  • Szparagi najlepiej gotować w wysokim, podłużnym garnku jednak domyślam się, że większość z nas takiego nie posiada. Wystarczy zatem zwykły, szeroki garnek gdzie szparagi będziemy gotować na leżąco. 
  • Szparagi gotujemy w lekko osolonej wodzie z dodatkiem odrobiny cukru. Ja dodaje również trochę masła dzięki niemu szparagi mają pyszny, delikatny smak i rozpływają się w ustach. 
  • Szparagi układamy w garnku tak by ich końcówki wystawały z wody (ja zwyczajnie opieram je o brzeg garnka tak by pozostała część była w wodzie). Końce szparagów gotują się znacznie szybciej niż grubsza część łodygi i wystarczy im tylko para. Dzięki temu zapobiegniemy rozgotowaniu.
  • Oczywiście jeśli nie mamy innej możliwości to szparagi w całości wrzucamy do gotującej się wody. 
  • Zielone szparagi gotujemy około 10-12 minut, a białe 15 minut. 
... i VOILA!
SMACZNEGO!

Jako, że mamy sezon na szparagi postaram się w najbliższym czasie przekazać Wam kilka ciekawych przepisów z tym niepozornym warzywkiem w roli głównej! 

Jeśli zastanawiacie się czy szparagi będą Wam smakować, a jedliście np. brukselkę to mogę śmiało porównać jedno warzywo do drugiego. Smakują bardzo podobnie. Jeśli lubisz też brokuła to na pewno szparagi będą Ci smakować. 

A dla wielbicieli grilla... SZPARAGI MOŻNA RÓWNIEŻ GRILLOWAĆ!

Źródło: fitness.wp.pl


Dlaczego warto jeść szparagi?
Te (jak już pisałam) niepozorne z wyglądu warzywka oprócz tego, że bardzo ładnie prezentują się na talerzu są naprawdę warte uwagi. Dlaczego?

Szparagi zawierają dużo witamin B, C, K, a także sole mineralne, żelazo, potas, fosfor. Są również bogate w kwas foliowy. 

Szparagi wpłyną pozytywnie na naszą pamięć, koncentracje, a także cały układ nerwowy. Ukoją nerwy i zminimalizują stres, a do tego oczyszczą nerki i wątrobę i usuną nadmiar wody z organizmu. 

Zielonych szparagów nie trzeba obierać, bo w nich jak i w większości warzyw najwięcej substancji ważnych dla naszego zdrowia znajduje się właśnie tuż pod skórką, a konkretnie znajdziemy tam:  sód, potas, magnez, wapń, mangan, żelazo, miedź, fosfor, fluor, chlor, jod, karoten, witaminy: B1, B2, B6, C; kwasy: nikotynowy, pantotenowy, foliowy, szczawiowy.

Czego chcieć więcej? 
Smaczne, zdrowe... ALE I NISKOKALORYCZNE!
100 g szparagów to tylko 18 kcal! 

100 g szparagów zawiera także:
  • 93,7 g wody
  • 3,7 g węglowodanów
  • 300 mg potasu
  • 52 mg fosforu
  • 26 mg wit. C
  • 22 mg wapnia
  • 18 mg magnezu
  • 1,8 mg wit. E
Źródło: sites.google.pl


A oto mój dzisiejszy obiad:
Filet z piersi indyka w sosie musztardowo-miodowym z czerwonym pieprzem
Kasza pęczak
Szparagi 
Ogórek zielony
Zielona herbata

Palce lizać!
MNIAM! <3


A Wy? Z czym najczęściej jecie szparagi? W jakiej formie je lubicie?
Chętnie przyjmę jakieś ciekawe przepisy :)

SHAPE vs. Woman's Health - MOJA OPINIA

Witajcie!
Od tygodni wyczekiwałam na ukazanie się pierwszego numeru magazynu Woman's Health, bo byłam niezwykle ciekawa jakie treści w nim znajdę. Do tej pory od czasu do czasu czytywałam SHAPE i jakoś się do niego przyzwyczaiłam, ale ostatnio bogata szata graficzna i treningi z Ewą Chodakowską przyćmiły całkowicie inne treści w tym czasopiśmie dla kobiet. Pomyślałam, że może Woman's Health stanie się sporą konkurencją dla SHAPE, ale czy tak się stało?


Wczoraj postanowiłam się o tym przekonać, a że i tak musiałam odwiedzić centrum handlowe to zahaczyłam o sklepik z gazetami. Kupiłam tam zarówno SHAPE i Woman's Health. Nie sądziłam, że od razu uda mi się dorwać nową płytę Ewy Chodakowskiej "Total Fitness", która dołączona jest do najnowszego SHAPE. Jeszcze nie miałam okazji z nią ćwiczyć, ale do tej pory słyszałam same pozytywne opinie na jej temat. Trening jest podobno intensywny, ale bez jakichś bardzo skomplikowanych ćwiczeń. Dziś planuję ją przetestować i wtedy będę mogła napisać Wam o niej trochę więcej.

Póki co chciałabym się skupić na samych czasopismach i choć nie jestem jakąś specjalną entuzjastką kupowania ich to czasem lubię trochę poczytać i dowiedzieć się czegoś nowego, a w tej kwestii magazyny kobiece czasem bardzo dobrze spełniają funkcję informacyjną.

Myślę, że SHAPE jest chyba znamy wszystkim osobom ćwiczącym, które prowadzą zdrowy tryb życia, bo czasopismo jest dostępne od wielu, wielu lat. Każda z nas chociaż raz miała go w rękach choćby po to by upolować jedną z płyt Ewy Chodakowskiej. Nowy numer, który ukazał się w poniedziałek 29.04 ma 112 stron z czego kilka z nich to reklamy i artykuły sponsorowane. Mnie jak zawsze najbardziej zainteresowały przepisy, a także "12 ćwiczeń Crossfit", które możemy wykonywać w domu. W każdym razie jest o czym poczytać.

Jeśli chodzi o absolutną nowość czyli Woman's Health to byłam niesamowicie ciekawa tego magazynu. Pamiętam jak moi koledzy zaczytywali się w Men's Health, ale ja jakoś nigdy nie byłam tym zainteresowana. Bywało, że przekartkowałam kilka numerów, ale nie zagłębiałam się za bardzo w treść. Postanowiłam jednak sięgnąć po Woman's Health i moja opinia nie jest zbyt pozytywna. Przyznam szczerze, że jestem bardzo zawiedziona! Spodziewałam się, że pierwszy numer powali mnie na kolana do tego stopnia, że będę miała ochotę kupić kolejne. Przy zakupie myślałam "WOW, tyle stron za 7,99!", ale gdy wróciłam do domu i przekartkowałam to zmieniłam zdanie na "WOW, same reklamy za 7,99!". To chyba było pierwsze na co zwróciłam uwagę. Kartkując pierwsze strony na co drugiej pojawiała się reklama zwana też  "Promocją". Rozumiem, że magazyny muszą na czymś zarabiać, ale naliczyłam przeszło 30 reklam na około 160 stronach.  Treści pozostaje nie wiele... A jeśli już przy treści jestem to jakoś też nie przypadła mi do gustu. Jeszcze nie czytałam wszystkiego, bo nie miałam nawet na to czasu, ale nie ma zbyt wielu tematów, które od razu by mnie zaciekawiły.

Być może WH jeszcze się rozkręci wraz z kolejnymi numerami, bo nie ukrywam, że chciałabym wreszcie znaleźć magazyn, który kupowałabym regularnie i czytała z przyjemnością. Póki co jednak uważam, że Woman's Health nie jest zbyt dużą konkurencją dla SHAPE, bo są na bardzo podobnym poziomie...

W każdym razie ja jestem całkowitym laikiem w kwestii treningów i zdrowego trybu życia, bo interesuję się tym raptem kilka miesięcy. Wierzę jednak, że kiedyś znajdę jakieś ciekawe źródło wiedzy i sprawdzonych informacji, bo same wiecie jak to czasem bywa z internetem...

A co Wy myślicie o tych magazynach? 
Miałyście już do czynienia z nowym WH? 

Jestem bardzo ciekawa waszej opinii na ten temat :)

29 kwietnia 2013

MOJA METAMORFOZA - Podsumowanie miesiąca 8

Witajcie!
Dziś kolejny z rzędu poniedziałek, minęły kolejne 4 tygodnie więc nadeszła pora na podsumowanie. 

Powiem Wam szczerze, że nie ma zbyt wiele do podsumowywania, bo w tym miesiącu zarówno miałam problemy z utrzymaniem diety jak i z treningami. Jak nie wypadek to choroba i tak minęły prawie 3 tygodnie. Przestaję już z góry planować cokolwiek, bo widzę, że to nie ma najmniejszego sensu. Za każdym razem gdy obiecuję sobie, że miesiąc będzie bardziej intensywny niż poprzedni okazuje się, że nic z tego nie wychodzi.


Moje efekty po 8 miesiącach:







Aktualne pomiary:



Jak widać pewne rzeczy się zmieniły jak np. waga! Wreszcie zobaczyłam tą upragnioną "6" z przodu nawet jeśli to tylko o 0,1 brakuje do dawnej "7". Bardzo, ale to bardzo mnie to cieszy! Tym bardziej, że ubyło trochę tłuszczyku, a pojawiło się odrobinę więcej mięśni. 

Wymiary z kolei zwariowały!
Biust z miesiąca na miesiąc maleje i dzięki temu już wszystkie wymiary są dwucyfrowe z czego najbardziej cieszy się mój kręgosłup, który ma się znacznie lepiej. W biodrach zaczyna przybywać, bo zauważyłam, że mój tyłek się napompował i podniósł, a reszta praktycznie jest bez większych zmian. Centymetr w jedną czy w drugą stronę nie robi już dla mnie żadnej różnicy.

Wizualnie wiele się nie zmieniło co widać po zdjęciach. Zauważyłam jednak znaczną redukcję cellulitu, podniesione i trochę bardziej zaokrąglone pośladki, a także większe wcięcie w talii. Czuje, że mięśnie są mocniejsze i twardsze, a ciało stało się o wiele bardziej jędrne. Już nawet moje ramiona nie są takie galaretowate jak wcześniej. Mam też znacznie więcej siły co odczuwam szczególnie podczas treningów z obciążeniem, a także dźwigając ciężkie zakupy :)

Jestem coraz bardziej zadowolona ze swojego wyglądu, ale mimo wszystko mogłoby być lepiej! W dalszym ciągu nie widzę w lustrze tego co bym chciała. Teraz na szczęście będę mieć znacznie więcej ruchu i nie mam tu na myśli treningów, a wszelkie aktywności outdoorowe, bo pogoda jest do tego wręcz stworzona! Samochód już prawie odstawiłam na rzecz roweru, a jeśli tylko czas mi na to pozwoli to będę również jeździć na rolkach, bo do biegania chyba jednak się nie nadaję. 

Może gdy wreszcie wyluzuję to wszystko znów ruszy z miejsca? 
Jestem już tak blisko, a jednak... daleko... ale NIE PODDAJE SIĘ! :)


W najbliższym czasie spodziewajcie się kolejnego posta z PODSUMOWANIEM TRENINGÓW, których nie było wiele, ale zawsze coś!
Ściskam Was mocno! Buziaki! 

28 kwietnia 2013

Warsztaty z Ewą Chodakowską i Lefterisem Kavoukisem!

Kochani! 
Dziś witam Was niezwykle zmotywowana, ale i jednocześnie wyjątkowo obolała po wczorajszym wycisku jaki zafundowała mi Ewa Chodakowska na warsztatach, które tym razem odbywały się w Krakowie. To już drugi raz kiedy Com Com Zone był miejscem spędu ludzi kochających treningi i oczekujących efektów. Dlaczego nie piszę "kobiet"? Bo na warsztatach miałyśmy nawet jednego rodzynka płci męskiej! 

Na poprzednie warsztaty niestety nie mogłam dotrzeć, bo miałam egzamin, który później okazał się tylko wpisem, ale wtedy było już za późno. Tym razem postanowiłam się wybrać nawet z czystej ciekawości. Miałam świadomość tego, że ostatnio nie ćwiczyłam zbyt wiele, i że mogę mieć trudności z tak intensywnym i kilkugodzinnym treningiem, ale jakoś sobie poradziłam. Dziś niestety odczuwam tego skutki w postaci niewiarygodnych wręcz zakwasów. Oddałabym królestwo za masaż! 

Z Ewą Chodakowską po treningu
Umęczona, ale szczęśliwa!

Muszę przyznać, że właśnie takiego kopa motywacyjnego teraz potrzebowałam, bo miałam mały kryzys z ćwiczeniami... Nie wiedziałam na jakie treningi się zdecydować, a do tego na wszystko brakowało mi ostatnio czasu. Cieszę się, że mogłam uczestniczyć w tak motywującym przedsięwzięciu. 

Całe warsztaty trwały około 4,5 godziny, a w programie były kolejno:
  • trening z Ewą Chodakowską
  • wykład na temat odżywiania
  • całkowity hardcore, który zafundował nam Lefteris Kavoukis
  • trening z boskim Marcinem (bo chyba tak miał na imię nasz trener - wybaczcie, ale skupiłam się zupełnie na czymś innym :D )
  • odrobina motywacji i coachingu w fajnej, wyciszającej postaci.

To wyjątkowo aktywne sobotnie popołudnie będę odczuwać jeszcze przez długi czas zarówno w mięśniach jak i w motywacji! Muszę przyznać, że kondycyjnie nawet dawałam radę, chociaż pod koniec treningu z "Puzlem" Ewki poczułam swoje kolana i musiałam przerwać. W każdym razie przez cały czas dawałam z siebie absolutnie wszystko! Jestem również pod wielkim wrażeniem tego jak atmosfera może wpłynąć na poziom motywacji. 

Z Ewą - czerwona po treningu :)
Z Ewą Chodakowską i Lefterisem Kavoukisem po ponad 4 godzinach.


Takie warsztaty to coś o wiele więcej niż zwykły trening w zaciszu domowym, szczególnie dla mnie ponieważ od jakiegoś czasu nie ćwiczyłam już z Ewką. Tutaj nie było obijania się, a nawet nie ma się czasu by o tym pomyśleć. Ewa podczas treningów na żywo o wiele bardziej motywuje, ale jednocześnie jest totalną sadystką! Na szczęście po wszystkim każdego przytuli! Moim przekleństwem okazało się to, że z Ewką poznałam się już wcześniej, bo gdy tylko na chwilę przystawałam by złapać oddech to już czułam jej wzrok na sobie i byłam upominana. Chyba wolałabym być zupełnie anonimowa :) 

Jednak to Lefteris zrównał mnie totalnie z podłogą i niesamowicie sponiewierał. Podczas treningów miałam na sobie pulsomierz, który podczas treningu z Ewką pokazywał około 160-180 bpm i około 500-700 kcal/h, natomiast podczas treningu z Lefterisem mój puls doszedł do 195bpm, czyli absolutny max, a spalanie do 900kcal/h. Łącznie spaliłam prawie 1500kcal i 80g tłuszczu (przynajmniej tyle pokazywał pulsomierz). 

Chyba jeszcze nigdy nie dałam sobie takiego wycisku, ale BYŁO WARTO! 











Jeśli tylko będziecie mieć okazję jechać na warsztaty do Ewy to ja z czystym sumieniem Wam to polecam! Nawet w momencie gdy na co dzień nie ćwiczycie z jej programami to myślę, że warto tam być, zobaczyć to na własne oczy i poczuć na własnej skórze. Ja zdecydowanie nie żałuję!

Z Ewą widziałam się ostatnio 3 miesiące temu gdy byłam jej gościem w PnŚ. Wczoraj Ewa sama stwierdziła, że jest mnie połowa, i że kolejnym razem pewnie będzie mnie jeszcze mniej. Te słowa niesamowicie dodały mi energii i zmotywowały do dalszego działania i to do tego stopnia, że mimo zmęczenia mogłam fruwać!


Dostałam również nakaz, że mam nigdy nie przestawać motywować... 



Ale mam też coś dla Was... Moich kochanych czytelniczek:


Ja również trzymam za Was kciuki i nie przestanę motywować!
Buziaki!