Piekne Zdrowie - Blog o zdrowiu i urodzie

2 lutego 2013

Aktywny Weekend, aktywna sobota...

twoje-wiesci.pl
Witajcie! Dziś bardzo krótki post ze względu na to, że jak zawsze zwlekałam z nauką aż do samego wieczora i tym samym odwlekłam sobie napisanie pracy zaliczeniowej z Psychologii Pracy. Nie do końca wiem jak to "ugryźć", więc myślałam, że pójdę sobie pobiegać i może dzięki temu odzyskałabym dziś siły witalne i wreszcie zmusiłabym swój umysł do wytężonej pracy, ale chyba jednak odpuszczę. Ostatnio mam pewne trudności ze zbieraniem myśli do kupy, ale wydaje mi się, że w dalszym ciągu winowajcą jest tutaj Halny i zmiana pogody. Już praktycznie całkiem zniknął śnieg, a My (Ja i moja przyjaciółka) wybierałyśmy się w poniedziałek na zimowe szaleństwo narciarsko-snowboardowe. Wygląda na to, że będziemy musiały poczekać na lepszą aurę, choć kto wie? Może pogoda się jednak nad nami zlituje? 

Zbierając się dziś na uczelnię zastanawiałam się czy przypadkiem nie pojechać na rowerze. W dzień temperatura dochodziła do 10 stopni, a do tego nie padał deszcz. Jakoś jednak ostatecznie zdecydowałam się na samochód. Nie chcę się przeziębić tuż przed samą sesją na uczelni, bo chciałabym chociaż raz nie musieć martwić się o to, że czegoś nie zdam przez nieobecność na egzaminie. Zawsze miałam pecha, że "coś mnie brało" i miałam trudności ze zjawieniem się na egzaminach nie mówiąc w ogóle o uczeniu się.


Ostatnio odczułam spore osłabienie więc postanowiłam wymienić preparat witaminowy, który zażywam. Vita-miner był tani i poleciła mi go farmaceutka, ale zdecydowanie się nie sprawdza. Tym razem postawiłam więc na coś o bardziej bogatym składzie, a mianowicie Falvit. W sumie chciałam kupić inny suplement, ale tak się złożyło, że ten wpadł w moje łapki, bo był w promocji i jego skład okazał się równie dobry. Niestety ma bardzo małą zawartość magnezu, na którego niedobór cierpię od lat mimo suplementacji. Muszę poczytać i również znaleźć jakiś przyzwoity.  Kupiłam również spray do nosa Afrin Pure Sea ponieważ mam skłonności do alergii i wiecznie zatkanego nosa co utrudnia mi strasznie życie, a także treningi. Preparat bardzo fajnie czyści jamę nosową i ułatwia oddychanie. Ciekawa jestem czy chociaż częściowo zahamuje u mnie powstawanie koszmarnych strupków na błonach śluzowych nosa, bo wreszcie chciałabym móc oddychać nosem!



Oprócz tego chciałam się z Wami podzielić moimi odczuciami po pierwszym wykonaniu SKALPELA II z najnowszej płyty Ewy Chodakowskiej. Wczoraj zaparłam się i mimo migreny, a także słabego samopoczucia postanowiłam troszkę poćwiczyć. Oglądając płytę w poniedziałek tuż po tym jak ją otrzymałam myślałam, że to bardzo łatwy, lekki i przyjemny trening... Nic bardziej mylnego! Nie wierzę, że dałam się tak oszukać pozorom! 

Wczoraj jak zwykle około 12 w nocy przebrałam się w ciuchy sportowe, zrobiłam miejsce w pokoju i przystąpiłam do treningu. Najpierw rozgrzewka... Nie było trudno, ale faktycznie się rozgrzałam i to do tego stopnia, że musiałam otwierać okna. Co gorsza, z zewnątrz wcale nie leciało zimne, orzeźwiające powietrze! Podziwiam tych co ćwiczą w upały, ja jestem wtedy nie do życia! Ale wracając do tematu... Włączyłam SKALPEL II i niemal poległam! Nawet napisałam po treningu na Facebooku, że czuję się jakby połknął mnie dinozaur, wypluł, a potem na niedomiar złego przejechał po mnie walec... Tak się czułam :) Dlaczego dinozaur? NIE WIEM! Bredziłam po takiej masakrze :). Stwierdziłam u siebie absolutny brak kondycji, o sile nie mówiąc! Już po rundzie pierwszej miałam dość, a co dopiero przy kolejnych. Najwięcej trudności sprawiło mi chyba wstawanie z krzesła na jednej nodze i dlatego też kładłam nogę na nogę, bo inaczej bym nie utrzymała równowagi, a do tego za bardzo obciążyłabym swoje kolana. W następnej kolejności równie mocno wypompowały mnie POMPKI na krześle. Przy ostatnich powtórzeniach III rundy przeklinałam Ewkę tak głośno, że słyszało to chyba całe osiedle! 

Szczerze mówiąc nic mnie chyba tak jeszcze nie zmęczyło. Niby proste, niby nic, a jednak! Dziś czuję zakwasy na tyłku i ramionach - DOBRZE! Przynajmniej wiem, że mięśnie pracowały. Miałam jednak trudności żeby zebrać się rano na uczelnie, bo czułam się trochę rozbita. Wystraszyłam się, że to jakieś przetrenowanie, ale już mi na szczęście przeszło. Ciekawe czy jutro będę mieć siły pójść na uczelnie, bo oczywiście dziś również nie mam zamiaru odpuszczać treningu. Nie mogę niestety nic napisać o SZOK TRENINGU z tej nowej płyty ze względu na to, że najprawdopodobniej nigdy go nie zrobię. Mam za mało miejsca w mieszkaniu, a podejrzewam, że też nie wyrobiłabym kondycyjnie skoro po części I padam jak długa na kanapę i nie mogę wstać przez kilkadziesiąt minut :) A ja liczyłam, że moja sprawność się poprawiła... W każdym razie serdecznie polecam SKALPEL II. Ćwiczenia intensywne przez co nie dopadnie Nas nuda. Myślę, że to będzie kolejny trening, który zacznę stosować systematycznie.

Jeśli miałyście wątpliwości w związku z zakupem tej płyty to mam nadzieję, że je trochę rozwiałam. Myślę, że 25 zł (z przesyłką) to nie tak dużo za dwa pełne treningi. Wszystko bardzo profesjonalne jak pisałam już wcześniej. Mnie ćwiczenia ułatwił licznik powtórzeń, który jest bardzo przydatny. Niestety jak dla mnie wszystko jest trochę za szybko, musiałam zatrzymywać płytę gdy przechodząc do kolejnego ćwiczenia zmieniałam ustawienie krzesła, ale nie przeszkodziło mi to jednak w ogólnym odbiorze płyty. 
Dla mnie REWELACJA!

facebook.pl/chodakowskaewa


No tak, miałam się nie rozpisywać, a wyszło jak zawsze! Jestem okropną gadułą i mogłabym gadać i gadać, a z tego co widzę to dokładnie to samo objawia się również w pisaniu. Mam nadzieję, że będę mieć tyle samo energii na pisanie pracy co na napisanie tego posta, i że będę w niej równie wylewna. Powiem Wam szczerze, że przeraża mnie tegoroczna sesja... bardzo rzadko bywałam na uczelni, praktycznie w ogóle nie chodziłam na wykłady, a do tego mam kilka egzaminów ustnych, z czego jeden, o którym sama myśl mnie paraliżuje. Dowiedziałam się, że ten egzamin rozpoczyna całą sesję, bo mam go już w przyszłą sobotę! Nie wiem jak w tydzień opanuje taką ilość materiału, szczególnie, że pamiętam inne egzaminy u tego prowadzącego i muszę stwierdzić, że łatwo nie było. Oczywiście wierzę, że sobie poradzę! Będę musiała skorzystać zapewne z mojego ekspresu do kawy (którego ostatnio rzadko używałam), żeby pobudzić do życia moje szare komórki. Nigdy nie faszeruję się żadnymi "Pluszami" i innymi tego typu świństwami, którym bliżej do "trucizny" niż suplementu. Jednak wiedza na temat działania poszczególnych substancji, którą otrzymałam na studiach okazała się pomocna, bo dzięki niej mogę przeanalizować działanie takich suplementów na nasz organizm. Toż to chemia, sama chemia i jeszcze raz chemia! Zdecydowanie wolę unikać takich rzeczy podobnie z resztą jak wszystkich Tigerów, Red Bulli i innych napojów energetyzujących. Właśnie przed poprzednim egzaminem u tego wykładowcy przedawkowałam Tigera i obawiałam się, że zamiast trafić na poprawkę to wyląduje w szpitalu. Tym razem myślę, że sobie odpuszczę takie specyfiki, bo zdecydowanie wolałabym tego nie powtarzać! Napiszę trochę szerzej o wpływie tych produktów na nasz organizm w kolejnych postach. 


Tymczasem życzę Wam udanej karnawałowej soboty! Pamiętajcie żeby się wyszaleć, bo już wkrótce ostatki!
Ściskam cieplutko! <3


1 lutego 2013

Kompleksy vs Atuty

Kompleksy... kto z nas ich nie ma? Za każdym razem gdy zbliża się lato w naszej głowie pojawiają się setki myśli o tym co byśmy chcieli zmienić, ale zawsze kończy się to katorżniczą dietą i bardzo szybkim spadkiem entuzjazmu co zaczyna działać wręcz odwrotnie. Zamiast wyglądać lepiej zaczynamy czuć się gorzej porównując się do innych, ale czy tak musi być? 



Pamiętam jak dziś kiedy zaczęły się moje kompleksy... Miałam około 14/15 lat i mój ówczesny chłopak założył stronę internetową o Jeniffer Lopez. Bardzo lubiłam jej muzykę, ale nagle zapaliła się u mnie "czerwona lampka" i zrobiłam się zazdrosna. Na efekty długo nie musiałam czekać, bo od razu zaczęłam zastanawiać się co jest ze mną nie tak, że zwykły 19stolatek woli mieć pokój oblepiony plakatami piosenkarki niż choćby moimi zdjęciami. J.Lo miała wtedy piękną figurę... szczupłą talię, wymodelowaną i kształtną pupę, a ja? Ja miałam tylko duży biust, zero wcięcia w talii i płaski tyłek. Dosłownie chwilę później wzięłam udział w castingu na regionalny konkurs piękności organizowany w ramach Miss Polski i dostałam się. Zdecydowanie różniłam się od innych dziewczyn, które kandydowały do tytułu Miss naszego regionu, a do tego właściciel agencji modelek, która była głównym organizatorem eventu na jednym z castingów powiedział że (uwaga, cytuję!): "Jestem przypakowana"! Fakt, że był to moment gdy zaczęłam chodzić na siłownie, dużo trenowałam na snowboardzie, a chwilę wcześniej jeszcze grałam w piłkę nożną. Faktycznie na modelkę byłam zbyt masywna, bo nie wyglądałam jak wieszak. Zupełnie to rozumiałam i wcale nie chciałam przypominać tych chudzin z wybiegu. Szybko zaczęłam doceniać swoje mocne strony, ale to niestety było za mało. Kilka lat później doprowadziłam swój organizm do ruiny. Prowadziłam bardzo intensywny (w złym tego słowa znaczeniu) tryb życia. Mimo, że z wiekiem zmądrzałam to kompleksy jednak pozostawały, a nawet spiętrzyły się. Zawsze jednak potrafiłam myśleć zdroworozsądkowo i znaleźć u siebie kilka rzeczy, które lubię, a także takich, które są mi obojętne, a dla innych byłyby kompleksem.

3 RZECZY, KTÓRE W SOBIE LUBIĘ:



NOGI: niezależnie od ilości kilogramów zawsze były zgrabne i szczupłe w stosunku do reszty ciała, a żeby tego było mało to moje nogi są wyjątkowo długie (98 cm od kroku)

PUPA: mała, jędrna i niegdyś płaska, ale ostatnio nabrała krągłości co niezmiernie mnie cieszy.

ŁYDKI: szczupłe, nienadmiernie umięśnione i zgrabne mimo lat spędzonych na boisku piłkarskim. Nie zawsze jednak je lubiłam, kiedyś przeszkadzało mi, że są takie szczupłe.



3 RZECZY, KTÓRYCH W SOBIE NIE LUBIĘ:


RAMIONA: nigdy ich nie lubiłam! Zawsze miałam wrażenie, że wyglądają grubo, a teraz tak naprawdę wyglądają. Są wiotkie i obwisłe, trzeba nad nimi popracować.

BIUST: zazwyczaj traktuję go jako atut, ale mimo wszystko to on sprawia, że wyglądam na o wiele większą niż w rzeczywistości. Do tego zaczął nierównomiernie chudnąć i jedna pierś od drugiej różni się około 2 rozmiarami. Zdaje sobie niestety sprawę z tego, że tutaj ćwiczenia niewiele pomogą.

BRZUCH: mój odwieczny wróg! Nienawidzę szczególnie jego dolnych partii gdzie magazynuje mi się większa część tłuszczyku, a na chwilę obecną także wisi mi nadmiar skóry, po znacznej stracie centymetrów w tym newralgicznym dla mojej sylwetki miejscu. Oponka towarzyszyła mi zawsze, nawet gdy byłam szczupła.



Teraz już wiem, że ideały nie istnieją, ale kiedyś za wszelką cenę byłam wstanie dążyć do doskonałości i jak najbardziej zbliżyć się do oczekiwanego przeze mnie celu. Większość zdjęć gwiazd, modelek itd. to czysty retusz, którym można osiągnąć wszystko! Wiem to dopiero teraz odkąd pracuję jako fotograf i sama potrafiłam w kilka minut wyszczuplić człowieka o 20 kg. Do tego dochodzą również wizje ideałów czyli "fitspo", które powinno nas motywować, a bardzo często działa odwrotnie. To najczęściej naturalnie szczupłe, wyrzeźbione, kobiece ciała, które nigdy nie wymagały odchudzenia. Prawda jest taka, że "IDEAŁ" to wytwór naszej wyobraźni i bardzo chętnie porównałabym go z Yeti, albo z innymi zjawiskami, których obecności nigdy nikt nie potwierdził. Nie można popadać w samouwielbienie, ale także nie warto się przejmować każdą drobnostką.

A Wy? Co u siebie lubicie, a czego nie? 






31 stycznia 2013

MOTYWACJA - Małymi kroczkami do celu!

Kochani! Mam tyle pomysłów na posty, ale przy tym całkowity brak czasu by je napisać. Podobnie jest u mnie niestety z treningami, bo sesja czyli "system eliminacji studentów jest aktywny". Ostatnio odzwyczaiłam się od zbyt dużej ilości zajęć, a teraz błyskawicznie muszę przestawić się na tryb aktywności nie tylko fizycznej. Żeby tego oczywiście było mało to cierpię dziś na okropną migrenę, a na jutro powinnam napisać jeszcze esej z tematyki, której nie znoszę. Chciałam również zrobić wreszcie SKALPEL II z nowej płyty Ewy Chodakowskiej, a póki co się na to nie zapowiada. Nie udało mi się również pójść na deskę mimo, że bardzo tego chciałam. Niestety ból głowy mi to utrudnił, a do tego bardzo zimny i porywisty wiatr. Dziś wieje halny więc oczywiste jest to, że nie mogę czuć się normalnie. Mimo wszystko postaram się dziś poćwiczyć, bo ileż można się "lenić"!


Już za 3 dni kolejne pomiary i zdjęcie do porównania wówczas oficjalnie zakończę 5 miesiąc... Oczywiście na blogu pojawi się również dokładne podsumowanie treningów, wymiarów i wagi, choć póki co ta ostatnia mi wzrosła i ani drgnie. Powoli zaczynam wątpić, że kiedykolwiek osiągnę upragniony efekt szczególnie, że ostatnio bardzo kiepsko u mnie z trzymaniem diety. Może nie chodzi nawet o to, że objadam się słodyczami, ale zdecydowanie nie jem tak jak powinnam i to w drugą stronę, bo za mało. Walczę i walczę więc może wreszcie uda mi się zwalczyć te moje destrukcyjne nawyki. Mimo wszystko jest w tym jeden wielki pozytyw... kilka dni temu kupiłam sukienkę, klasyczną "małą czarną", która leży na mnie wprost idealnie! Postanowiłam ją trochę przerobić, ale nie to jest najważniejsze! Najważniejsze jest to, że sukienka ma rozmiar 10 czyli 38! Mam wrażenie, że jest stworzona dla mnie, a do tego w mniejszym rozmiarze. Póki co z 42 na 38, a co będzie dalej? Czas pokaże!

Wiem, że wiele osób twierdzi, że mogłabym osiągnąć wymarzoną sylwetkę dużo szybciej gdybym odpowiednio się odżywiała oraz trenowała z większą częstotliwością. Ja jednak nie chcę popadać ze skrajności w skrajność i oszaleć. Wyznaję zasadę "małych kroczków" i dzięki temu jestem szczęśliwa. Powoli opuszczają mnie negatywne emocje, ale mimo wszystko staram się unikać stresogennych sytuacji żeby tylko nie powróciły. Ostatnio zauważyłam u siebie znaczne powiększenie mojego największego kompleksu, ale liczę na to, że za te dwa lub trzy miesiące wszystko wróci już do normy, bo nie ukrywam, że póki co jestem przerażona. O co konkretnie chodzi? O znaczne powiększenie się mojej asymetrii piersi. Mam nadzieję, że to tylko chwilowe.

Póki co cieszę się, że mam w Was ogromne wsparcie w dążeniu do doskonałości widzianej moimi oczami. no i oczywiście, że sama jestem motywacją dla Was! Zaczynam wątpić, że bez pisania tego bloga zaszłabym tak daleko jak teraz. Nie mam już odwrotu... przeszłam taki kawał drogi i nie poddam się bez walki. Potrzebuję trochę cierpliwości i samozaparcia. Mimo wszystko jak nigdy wierzę, że mi się uda!

28 stycznia 2013

TRENINGI - Podsumowanie tygodnia, Nowa płyta EWY CHODAKOWSKIEJ i zimowo-sportowe zakupy!

facebook.pl/chodakowskaewa
Witajcie!
Wreszcie nadszedł ten dzień i dostałam przesyłkę, a w niej najnowszą płytę Ewy Chodakowskiej! Wyczekiwałam do przyjścia listonosza, bo zaraz po jego wizycie planowałam wyjazd w moje rodzinne strony. Odwlekałam, odwlekałam, ale wreszcie muszę jechać. Planuje iść do lekarza i wziąć skierowania na profilaktyczne badania krwi, bo bardzo ciekawi mnie poziom cholesterolu. Odkąd odstawiłam fast-foody to czuję się zdecydowanie lepiej i mam nadzieję, że to przekształca się także na zawartość cholesterolu i trójglicerydów we krwi. Muszę zrobić sobie także badanie na zawartość poszczególnych minerałów, bo mam wrażenie, że w dalszym ciągu brakuje mi magnezu i potasu. 




Oczywiście to nie jedyny powód dlaczego jadę do mojej rodzinnej miejscowości. Jak pisałam Wam ostatnio postanowiłam trochę pojeździć na desce i nie mogę się powstrzymać. Ostatnio jeździłam bardzo mało w porównaniu z tym co było około 10 lat temu. Moim największym problemem były doszczętnie zmasakrowane już buty snowboardowe więc postanowiłam wreszcie kupić sobie nowe. Poszukiwania zakończyły się wczoraj, prawie 15 minut przed zamknięciem sklepu, ale jestem szczęśliwa, że coś znalazłam! Zawsze mam problem z doborem rozmiaru, bo buty snowboardowe są ścięte z przodu, a ja mam nietypową stopę, bo mój duży paluch znacznie wychodzi po za szereg :) Mierzyłam Burtony, Salomony... Wszystkie 41 za małe, a męskie bardzo szerokie. Ostatnią deską ratunku okazał się dla mnie ponownie Decathlon! Znalazłam ostatnią parę damskich, białych butów, patrzę na rozmiar, a tu 41! No rewelacja! Zmierzyłam... IDEALNE! Wygodne, w środku miękkie, a do tego bardzo dobrze trzymają kostkę. Jako wyczynowiec powinnam niestety kupować bardzo drogi sprzęt, ale uznałam, że to bezsensu. Od dłuższego czasu już nie skaczę, unikam ramp i skoczni więc nie potrzebuje bardzo profesjonalnego sprzętu. Z resztą takie wyczynowe buty do deski kosztują minimum 600zł, a mój budżet był ograniczony. I tak nadszarpnęłam go w znacznym stopniu i musiałam wejść na debet, ale przeżyję. W końcu to nie zakup na jeden rok, a na co najmniej kolejne 10. 


Wybrałam więc buty WED'ZE Boogey Woman (Decathlon 249,99 zł) przeznaczone dla snowboardzistek jeżdżących na poziomie średnio-zaawansowanym. Ich główną zaletą jest kauczukowa podeszwa, z 3,5 cm bieżnikiem, która gwarantuje świetną przyczepność do podłoża, a nacięcie stopy umożliwia zginanie stopy podczas chodzenia co gwarantuje komfort nie tylko podczas jazdy. Amortyzująca podeszwa środkowa z formowanej ciśnieniowo pianki EVA (Phylon) o strukturze plastra miodu i gęstości 0,20, co oznacza lekkość, amortyzację i izolację termiczną w stosunku do podłoża ze względu na 80% powietrza. Oprócz tego buty mają bardzo fajny design, są kobiece i w moim przypadku idealnie będą pasować do reszty sprzętu i odzieży. Już jutro będę miała okazje przetestować je podczas jazdy co mnie niezmiernie cieszy! 

Do tego dokupiłam sobie podkolanówki, które zapewniają komfort podczas uprawiania sportów zimowych ze względu na właściwości termoizolacyjne oraz odprowadzanie wilgoci (Decathlon 14,99 zł), a oprócz tego kupiłam również nową czapkę (dwustronną), ponieważ poprzednia spadała mi z głowy podczas jeżdżenia (4F FOB 34,90 zł). 



Zakupy niezmiernie mnie cieszą mimo, że jeszcze brakuje mi jednej rzeczy, którą miałam sobie również kupić, ale funduszy brakło :) Mianowicie bieliznę termoaktywną, bo ostatnio mam wrażenie, że zrobił się ze mnie straszny zmarzluch. Żadna ze mnie góralka! Teraz jestem mieszczuchem!



Nie mogłabym również odmówić sobie tej niewątpliwej przyjemności żeby od razu odpalić PIERWSZY AUTORSKI PROGRAM EWY CHODAKOWSKIEJ na którym znajdziemy SKALPEL II i SZOK TRENING. Jeszcze nie ćwiczyłam, ale po obejrzeniu płyty wnioski nasunęły mi się już same!

To wyjątkowo PROFESJONALNA PRODUKCJA! Już opakowanie bardzo mi się spodobało chociaż okładka mogłaby być ciekawsza. Za to wewnętrzna część okładki jest świetna! Szkoda tylko, że okładka się nie domyka :) 





Płyta składa się z:
  • INTRO
  • ROZGRZEWKA
  • SKALPEL II
  • SZOK TRENING
  • BONUS TRACK: "Making of z planu zdjęciowego" 
Po poprzedniej płycie, która pod względem technicznym była mało ciekawa, TA PŁYTA jest REWELACYJNA. Widać, że ekipa filmująca bardzo dużo się napracowała podczas produkcji. Nie jestem entuzjastką filmowania z różnych perspektyw, ale w tym przypadku zupełnie mi to nie przeszkadza. Obraz jest bardzo wyraźny, a miejsce o wiele ciekawsze niż na poprzednich płytach. Zapewne większości osób do gustu przypadnie także muzyka, która jest żywa i energiczna, jednak ja odnoszę wrażenie, że zwraca ona bardziej moją uwagę niż komentarze Ewy. Nie będę czepiać się szczegółów, ale moją uwagę odwracają też jeżdżące samochody widoczne za oknem :) Ale to są bardzo malutkie szczególiki, które w odbiorze płyty absolutnie nie przeszkodzą!

INTRO: Ewa jak zawsze wygląda zjawiskowo, a jej przedmowa zadziała na każdego bardzo motywująco i krzepiąco! Po tych obietnicach aż się chce wskoczyć w wygodne, sportowe ciuchy i zacząć ćwiczyć!

ROZGRZEWKA jest bardzo intensywna, ale inna niż na poprzednich płytach. Myślę, że niejedna z nas straci po niej oddech, ale efekty, które otrzymamy są warte każdej ceny! 

SKALPEL II: ta część składa się z 3 rund, po 3 ćwiczenia w każdej. Ćwiczenie ułatwia nam LICZNIK, który wreszcie pojawił się na płycie! Dzięki niemu wiemy ile powtórzeń danego ćwiczenia mamy wykonać. Świetny pomysł, którego brakowało mi na wcześniejszych produkcjach, bo zawsze miałam problem z wykonaniem odpowiedniej ilości powtórzeń. Do wykonania SKALPELA II potrzebujemy krzesła i bardzo dużej ilości samozaparcia i chęci do zmiany! Potrzebujemy również trochę więcej wolnego miejsca niż w przypadku pierwszego SKALPELA. 

SZOK TRENING: jak zwykle bardzo, ale to bardzo intensywny! Ja z moją kondycją pewnie zgubiłabym oddech tuż po 5 minutach treningu, albo nawet wcześniej. Niestety nie wiem czy będę miała okazje go wypróbować, bo moje mieszkanie wielkością nie grzeszy i obawiam się, że zrobienie nawet 2 kroków będzie dla mnie sporym problemem. Spróbuję jednak dzisiaj gdy dojadę do mojego rodzinnego domu, bo tam miejsca nie brakuje! 

BONUS TRACK: to oczywiście dodatek do płyty, na którym możemy zobaczyć kulisy powstawania płyty.

facebook.pl/chodakowskaewa

Jestem pod wielkim, WIELKIM wrażeniem! Nie wiem czy będzie to moja ulubiona płyta pod względem ćwiczeń czyli zawartości, ale chylę czoła dla producentów! WSZYSCY SPISALI SIĘ NA MEDAL! 
Jeżeli jeszcze nie macie płyty to możecie ją zakupić za 25 zł! A myślę, że naprawdę WARTO!
O tym jak zamówić płytę możecie przeczytać << TUTAJ >>

A pierwsze wrażenia z ćwiczeń myślę, że przekaże Wam już dziś wieczorem, lub w jutrzejszym poście :) 

Przypominam Wam, że jeśli nie macie jeszcze jednej z płyt: SKALPEL, KILLER, TURBO, DUETY to już dziś możecie udać się do kiosku i wraz z magazynem SHAPE za 9,90 zł dokupić sobie brakujące płyty! Śpieszcie się, bo płyty mogą szybko zniknąć - fanek Ewy nie ubywa, a przybywa :)


W dniu dzisiejszym przyszedł jeszcze czas na podsumowanie mojego poprzedniego tygodnia, który był chyba najbardziej intensywnym ze wszystkich do tej pory! Niestety moja waga wzrosła o 2 kg, ale wymiary praktycznie są bez zmian, no może minimalnie mniejsze. Już za tydzień kolejne pomiary i zdjęcie... 
TO JUŻ 5 mięsięcy z EWĄ CHODAKOWSKĄ! 
Mam nadzieję, że ten tydzień będzie równie intensywny...

21.01 PONIEDZIAŁEK - SKALPEL z obciążnikami 0,5 kg (kostki + nadgarstki) + 100X "żabie brzuchy"
22.01 WTOREK - TURBO + 100X "żabie brzuchy"
23.01 ŚRODA - KILLER + 100X "żabie brzuchy"
24.01 CZWARTEK - 1,5 godziny jazdy na łyżwach
25.01 PIĄTEK - SKALPEL z obciążnikami 0,5 kg (kostki + nadgarstki) + BALANCE TRENING + 100X "żabie brzuchy"
26.01 SOBOTA - SKALPEL z obciążnikami 0,5 kg (kostki + nadgarstki) 

Mam nadzieję, że u Was podsumowanie tygodnia wypadło równie intensywnie :)
A teraz pora się zbierać, bo do przejechania mam prawie 90 km i to niestety w śniegu. Liczę, że chociaż Zakopianka nie będzie dzisiaj już zakorkowana. Przez najbliższe 2 dni możecie mnie znaleźć na wyciągu! FINALLY! <3
google.pl


27 stycznia 2013

NIEDZIELA - Dzień przemyśleń i podsumowań!

tumblr.com
Witajcie!
Dziś bardzo krótki post o wydarzeniach ostatnich dni i o kilku bardzo osobistych przemyśleniach. Krótki, bo zaraz wybywam na poszukiwanie butów do snowboardu. Mam nadzieję, że wreszcie kupię sobie nowe. Muszę przyznać, że od dłuższego czasu zabieram się również do napisania jednego posta, który ma charakter wyjątkowo prywatny i bardzo niewiele osób o tym w ogóle wie, ale prędzej czy później myślę, że się przemogę, bo to bardzo istotna sprawa, która również częściowo "zmusiła" mnie do prowadzenia takiego, a nie innego trybu życia.

To był dla mnie bardzo aktywny tydzień, który mam nadzieję na dniu wczorajszym się nie zakończy. Liczę na kolejny trening w dniu dzisiejszym i mam nadzieję, że mimo wszystko nie odpuszczę. Jakoś ostatnio dostałam szalonej energii do ćwiczeń, bo to jedyne co sprawia mi bezwzględną przyjemność.

Kilka dni temu, w ciągu jednego dnia spotkało mnie więcej rozczarowań niż chyba w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Przykrość za przykrością i do tego cała masa irytujących ludzi w około mnie, którzy swoim zachowaniem potrafili tylko pogłębić moją frustrację. Od dłuższego czasu również obserwuję różne blogi i zastanawiam się dlaczego nie poszłam na łatwiznę i nie wybrałam jakieś prostszej tematyki, ale już po chwili uświadamiam sobie, że przecież JESTEM TUTAJ DLA WAS i przez tego bloga mogę POMAGAĆ INNYM, ale również SOBIE! Nie lubię chodzić na łatwiznę! Przeglądając blogsferę natknęłam się na wiele blogów, które zamiast promować zdrowie, promują głodówki, katorżnicze ćwiczenia i odchudzanie za wszelką cenę. Wydaje mi się, że wiele tych blogów powinno zaliczać się do tych promujących Pro Ana, a nie zdrowe odchudzanie! Mam jednak nadzieję, że wszyscy mamy na tyle rozumu i wiemy, które informacje wyjdą nam na zdrowie, a które wręcz przeciwnie.

Mnie cieszy każda osoba, która wstępuje do mojego "MAŁEGO ŚWIATA" i dlatego oprócz pisania tak ważna jest MOJA METAMORFOZA, bo wszystko co przekazuję Wam to moje osobiste doświadczenia! W końcu jeżeli ja potrafię to każdy może! Dostaję wiele wiadomości, maili i na wszystkie staram się odpowiedzieć jak najlepiej! Mam nadzieję, że kiedyś osiągnę swój cel i dzięki temu zmotywuje jeszcze więcej osób! Powiem Wam jednak, że spoczywa na mnie duża odpowiedzialność co trochę mnie stresuje, ale wierzę, że wypadnę jak najlepiej. Już chyba na stałe zmieniłam swój tryb życia i nie wyobrażam sobie innego! Ćwiczenia weszły mi w krew tak samo jak zdrowe odżywianie. Na sam zapach fast-foodów robi mi się niedobrze, a to już duży postęp! Czasem jednak i ja mam chwilę zwątpienia i właśnie te kilka dni temu taką chwilę doświadczyłam. Jednak nawet kiedy przestaję wierzyć w marzenia, po chwili uświadamiam sobie, że jestem przecież dopiero na początku drogi... choć czasem i ja chciałabym przyśpieszyć coś co dopiero ma nadejść...

Wczoraj z kolei miałam dzień rozmyślania nad swoim własnym życiem. Czasem tak mam, że zdarza mi się powracać do przeszłości i roztrząsać wszystkie życiowe porażki. I gdybym tak mogła tylko się cofnąć w czasie i wszystko zmienić... Jednak po dłuższym zastanowieniu uświadamiam sobie, że nic bym nie zmieniła! W końcu gdyby nie to wszystko nie byłabym teraz w tym miejscu, w którym jestem teraz... być może w ogóle bym nie była? Może nie jest idealnie, ale najbardziej docenia się te sytuacje w życiu o które trzeba walczyć. Gdy coś dostajemy zbyt łatwo to szybko zapominamy, że było to dla nas ważne... Dotyczy to wszystkich płaszczyzn życia! Współczuje ludziom, których życie przebiega bez zakłóceń, bo to niemal wegetacja, a nie ŻYCIE! Podobnie jest z ludźmi, którzy uchodzą za idealnych... są tacy bezbarwni! Najbardziej wartościowi są ludzie z całym pakietem wad, które zaakceptujemy lub uformujemy jak plastelinę... Pora więc zacząć chłonąć życie pełną piersią!!!

DZIĘKUJĘ WAM, ŻE JESTEŚCIE!
Jesteście moją największą motywacją i motorem napędowym ♥