Witajcie kochani!
Od kilku dni skrupulatnie prowadzę dziennik spożywanych kalorii i posiłków, którym chciałam się z Wami podzielić na blogu, ale w tej chwili zaczynam mieć wątpliwości. Złapałam dziś całkowitego doła, bo zauważyłam, że popadam z jednej żywieniowej skrajności w drugą. Wcześniej ledwo zjadałam 1500 kcal dziennie, a teraz gdy chciałam zbliżyć się do mojego zapotrzebowania energetycznego wyszło, że spożywam trochę za dużo.
Poniedziałek i wtorek były dniami mojej całkowitej porażki! Niby zdrowo, niby dietetycznie, ale złapałam się za CUKIER PUDER! To była jakaś chwila słabości i jadłam cukier łyżeczkami. Nie wiem co mi odbiło, ale starałam się o tym nie myśleć. Uznałam, że widocznie dopadły mnie dni słabości, ale wewnątrz byłam wściekła na siebie, że się złamałam, że uległam takiej dziwacznej pokusie.
No trudno, stało się! Ale wyrzuty sumienia nie dają mi jednak spokoju!
Tyle pracuje nad sobą, tyle trenuję, a tu taka głupota...
Zaczęłam się irytować tą stojącą w miejscu wagą i małym ubytkiem centymetrów, a do tego frustruje mnie gdy patrzę w lustro i nie widzę totalnie nic! Nic nowego! Żadnych zmian!
Szlag by to trafił! I jak tu się nie wkurzyć?
Jestem bardzo ostrożna, bo wiem do czego mogą doprowadzić mnie zbyt duże wyrzuty sumienia... do kolejnych zaburzeń odżywiania. Staram się podejść do sprawy ze zdrowym rozsądkiem, ale czasem i mnie się to nie udaje. No trudno, ZGRZESZYŁAM! Być może to efekt stresu przed tą nieszczęsną sobotnią poprawką egzaminu z "Etyki zawodu psychologa"? Gdy to wszystko się skończy, a ja będę mogła wreszcie odsapnąć, skupię się na lepszym rozłożeniu swojej diety, bo bez niej nie dojdę nigdzie.
Zaczynam już widzieć światełko w tunelu, że wreszcie uda mi się zmienić pewne nawyki...
Znów zaczynam w to wierzyć!
Wystarczy, że przestanę POCHŁANIAĆ ten cholerny CUKIER!
Muszę się pozbyć jak najszybciej tego piekielnego proszku... Cukru pudru, który kupiłam jakiś czas temu jako składnik do ciasta. Jak można zrobić taką głupotę? Jak widać można!
Powiem Wam, że chyba mniej bym się wściekała gdybym zgrzeszyła jedząc fast foody...
Zaczynam wszystko od nowa! Zaczęłam w końcu nowe półrocze
MOJEJ METAMORFOZY.
Postanowiłam zaopatrzyć się w dużą dawkę cierpliwości, bo widzę, że zmiana nawyków żywieniowych w moim przypadku łatwa nie będzie. Już pomijam ten cukier, ale zauważyłam też jak wyglądają moje rozkłady
B/W/T (białka/węglowodany/tłuszcze) i nie wygląda to kolorowo. Muszę oduczyć się kompulsywnego, nieprzemyślanego jedzenia jednocześnie nie dając się zwariować i nie licząc każdego grama tłuszczu czy kalorii.
LITOŚCI! Tego chyba bym nie przeżyła...
Zastanowię się czy podzielę się z Wami tą nieudolną próbą zmiany jadłospisu... gdyby nawet to nie zawrę w nim informacji o tym, że zajadałam się cukrem, bo nawet nie wiem ile tego dokładnie było!
Chciałabym Wam tylko pokazać tylko jak wyglądają te próby u mnie...
W sumie nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! Zaczęłam przyglądać się temu co jem w dobrym momencie, bo inaczej nadal bym się tak żywiła, a waga stałaby w miejscu mimo morderczych treningów.
Mam motywację, mam chęci, mam ochotę coś zmienić w swoim życiu, ale mimo wszystko zawsze coś się nie udaje. No kurczątko! Ile razy można próbować? Liczę, że każda z tych prób przybliży mnie do uzyskania wymarzonej sylwetki, i że wreszcie zaskoczę wszystkich wskakując w lecie w mega krótkie spodenki. Jak nie wyjdzie to trudno! Będę gotować się w długich portkach! Wiele osób powtarza mi, że w moim wieku taki strój (krótkie spodenki) już nie przystoi, ale nie mam przecież jeszcze 40stki! Jeśli tylko figura mi na to pozwoli to nie odmówię sobie tej przyjemności. Mam tylko nadzieję, że będę widzieć różnice w lustrze, bo póki co nie widzę nic, a zmiany przecież nastąpiły, prawda?
Nawiązując do mojego poprzedniego posta o
zapotrzebowaniu energetycznym naszego organizmu muszę chyba też wprowadzić niewielką redukcję... Jednak najlepiej czułam się gdy spożywałam 1800-2000 kcal dziennie. Nie jestem chyba aż tak aktywna by pozwolić sobie na więcej kalorii, co z resztą już przerabiałam i nie działało. Jeśli i w Waszym przypadku zapotrzebowanie energetyczne, które wyliczyliście jest za wysokie i nic się nie zmieniło po około 2 tygodniach, to spróbujcie zacząć redukować to zapotrzebowanie aż do momentu gdy zaczniecie osiągać upragnione cele.
Pamiętajcie!
Jeżeli jesteście tylko na diecie to wprowadźcie aktywność ruchową, a gdy nie zobaczycie zmian po kolejnych 2 tygodniach zredukujcie to zapotrzebowanie kaloryczne o 10-15%.
W moim przypadku 2500 kalorii zredukuję do 2200 kcal, a jeżeli to nie przyniesie oczekiwanych przeze mnie efektów to następnie zejdę do 1900 kcal. Nie będę jednak redukować tej granicy w sposób nagły, bo nie chcę już całkiem rozchwiać swojego metabolizmu, który i tak zapewne ledwo co funkcjonuje.
W zasadzie prowadząc siedząco-leżący tryb życia i trenując 3 lub 4 razy w tygodniu moje zapotrzebowanie energetyczne powinno wahać się między 1995-2249 kcal.
Myślę, że taka opcja dla mnie będzie bardziej odpowiednia niż 2500 kcal.
Nie mam zamiaru oczywiście liczyć każdej spożytej kalorii, ale orientacyjnie będę sprawdzać czy mieszczę się w normie no i początkowo skupię się na rozkładzie B/W/T. Na chwilę obecną najwięcej spożytych przeze mnie kalorii to tłuszcze, a nie powinno tak być.
Spróbuję zastosować rozkład BWT = 30% / 40-50% / 20-30% gdzie przy moim zapotrzebowaniu, które sobie zakładam czyli 2200 kcal będzie to:
białko: 2200 kcal * 0,3 = 660 kcal
węglowodany: 2200 kcal * 0,4 = 880 kcal
tłuszcze: 2200 kcal * 0,3 = 660 kcal
Po przeliczeniu na gramy:
białka = 4 kcal -> 660 kcal / 4 kcal = 165 g
węglowodany = 4 kcal -> 880 kcal / 4 kcal = 220 g
tłuszczu = 9 kcal -> 660 kcal / 9 kcal = 73 g
Dla porównania mój wczorajszy dzień:
Całkowite spożycie: 2187,21 kcal
białko: 89,43 g = 357,72 kcal
węglowodany: 164,2 g = 656,8 kcal
tłuszcze: 118,58 g = 1067,22 kcal
Jak widać spożywam za dużo tłuszczy co zapewne jest efektem sięgania po pełnotłuste produktu mleczne, a także jedzenia bardzo dużej ilości migdałów, siemienia lnianego czy masła orzechowego. Ostatnio używałam też sporą ilość oliwy z oliwek.
Oczywiście wszystkie spożywane przeze mnie tłuszcze są zdrowe, bo to głównie tłuszcze nienasycone mimo wszystko zjadam ich zdecydowanie za wiele. Muszę jednak przyznać, że przez te kilka dni takiej "tłustej" diety moje stawy mają się o wiele lepiej, nie wspominając o suchej skórze ;)
Mój punkt widzenia w sprawie żywienia zmienił się gdy natrafiłam na posta jednej z blogerek i to właśnie wtedy uświadomiłam sobie jak fatalnie się odżywiam. Cóż... jestem przecież tylko człowiekiem i uczę się na swoich błędach. Jeżeli więc macie ochotę poczytać na ten temat trochę więcej to zajrzyjcie na bloga
Tygryska <> Dziewczyna naprawdę ma pojęcie o tym o czym pisze!
MÓJ PLAN NA KOLEJNY MIESIĄC?
- WZBOGACIĆ SWOJĄ DIETĘ W BIAŁKO!
- ZREDUKOWAĆ ILOŚĆ SPOŻYWANYCH TŁUSZCZY!
Zmieniłam już w końcu sporo w swoich treningach więc teraz przyszedł czas na radykalne zmiany żywieniowe. W zasadzie nie spożywam aż tak mało białka, bo z kolei wg. metody Montignac'a, która zakłada ograniczanie produktów z wysokim IG (Indeksem Glikemicznym), ale za to spożywanie minimum 1g białka na każdy kilogram ciała. O metodzie tej napiszę Wam trochę więcej w kolejnych postach. Do tej pory moje odżywianie (co było niezamierzone) było bardzo bliskie tej metodzie.
Wracając do celu jaki chcę osiągnąć...
Marzy mi się ubranie takich spodenek w lecie i chyba zacznę wierzyć, że to się uda. Miałam dosyć długą drogę do przejścia, dłuższą niż nie jedna z Was, ale przebyłam już 2/3... Nie mam wygórowanych celów - CHCĘ CZUĆ SIĘ DOBRZE WE WŁASNYM CIELE!
Mam dosyć sflaczałego, trzęsącego się cielska...
Już teraz czuję na brzuchu bardzo twarde mięśnie brzucha, ale one nadal są w uśpieniu i ukrywają się pod tłuściutką pierzynką. Mam nadzieję, że jak zrobi się ciepło to wyskoczą z pod tej pierzynki i pokażą się światu w całej okazałości. Być może jestem optymistką, ale wiem, że ten mój ABS gdzieś tam jest schowany ;) Ja Wam jeszcze pokażę co potrafię!!!
W dalszym ciągu jednak NIC NIE ZAKŁADAM! Co ma być to będzie...
Jedyna rzecz, którą mogłabym założyć to KRÓTKIE SPODENKI!
Nie wiem czy to możliwe w 4 miesiące, ale byłoby miło gdybym 1 lipca mogła pochwalić się Wam jakimiś konkretnymi efektami... W zasadzie to nawet 5 miesięcy, bo ostatni zjazd na uczelni mam w 26/27/28 lipiec więc OFICJALNE WAKACJE zacznę dopiero 1 sierpnia!
To co babeczki?
Spinamy brzuszki, pośladki i dajemy czadu?