20 marca 2013

MOTYWACJA - Nic się samo nie wydarzy!

Pewnego, pięknego dnia wskakujesz w swoje ulubione spodnie, które od jakiegoś czasu leżały w szafie i co widzisz? Luz! Dużo luzu! Spodnie niemal spadają Ci z tyłka... "Juhuuu" - myślisz sobie, "Wreszcie schudłam! Moje starania nie poszły na marne!". Cała "w skowronkach" zakładasz je i wybiegasz na spotkanie z koleżankami. Planujesz nic nikomu nie mówić by towarzystwo samo zauważyło zmiany, ale czekasz, czekasz i nic. Wreszcie pytasz "Zauważyłyście jakąś zmianę?", a jedna z Twoich koleżanek odpowiada: "Nie chciałam nic mówić, ale czyżbyś kupiła za duże spodnie?" Bez zastanowienia odpowiadasz, że spodnie kupiłaś kilka lat temu, a koleżanka na to: "Ach, no tak! Kupiłaś te badziewne, które rozciągają się po kilku godzinach noszenia!". Twój entuzjazm mija, został skutecznie zgaszony... Wracasz do domu i... stajesz na wadze powtarzając sobie w myślach "Musiało się coś zmienić! Proszę, proszę, proszę! Pokaż mniej!" Waga pokazuje kilka kilogramów mniej! Twój entuzjazm powraca na wyżyny więc biegniesz podzielić się tą informacją z koleżanką, z którą chwilę wcześniej rozmawiałaś. "Cześć, zważyłam się! Spodnie nie wiszą dlatego, że się rozciągnęły, SCHUDŁAM!", na co dostajesz odpowiedź: "A może waga Ci się popsuła?"...



A może:

Postanowiłaś zrobić sobie imprezę w babskim gronie i zapraszasz do siebie przyjaciółki, które według Ciebie są od Ciebie o połowę chudsze. Wyszukałaś najlepsze ciuchy, w których czujesz się niesamowicie atrakcyjnie, zrobiłaś makijaż i fryzurę spędzając przy tym kilka godzin przed lustrem. Tuż przed samym wyjściem jedna z koleżanek staje przed lustrem (pomijając, że waży jakieś 15 kg mniej od Ciebie przy takim samym wzroście jak Ty) i zaczyna przeglądać się mówiąc: "Boże! Jak ja tłusto wyglądam! Normalnie jak baba w ciąży, popatrzcie tylko!". Po chwili przyłączają się do niej kolejne koleżanki (równie szczupłe) i zaczynają komentować swoje figury. Słyszysz: "Ale mam wielki tyłek!", "A ja tłuste ramiona!", "A ja wyglądam jak wieloryb"....

Znasz ten dziwaczny rytuał? 
Wyobraź sobie co wtedy czujesz... 
A teraz to...

Od kilku miesięcy odżywiasz się zdrowo, ćwiczysz i poświęcasz każdą sekundę na czytanie o dietach, odchudzaniu i zdrowiu. Chcesz zrzucić kilkanaście kilogramów by w lecie czuć się na plaży jak bogini! Kupujesz w sklepie zdrową żywność... zieleninka, owoce, kasza, chude mięso... Podchodzisz do kasy i widzisz minę kasjerki, która patrzy na Ciebie z politowaniem. Masz wrażenie, że chciałaby Cię pogłaskać po głowie i powiedzieć "Biedactwo, warzywkami żyje! A ja zaraz zeżrę sobie tłustego schabowego!".

Czujesz się jak kosmitka z innej planety? 
No właśnie... 
CHYBA WSZYSTKIE SIĘ TAK CZASEM CZUJEMY!
Jedne z nas mniej, drugie więcej...
Przecież wiemy jaki cel chcemy osiągnąć i jaki jest tego koszt, wiemy, że wymaga to wielu wyrzeczeń. Idąc na imprezę do znajomych zadajemy sobie pytanie "Czy będzie tam coś co będę mogła zjeść", stojąc w sklepie myślisz sobie: "Po którym chlebie nie utyję?".




ODCHUDZANIE potrafi całkowicie wykończyć psychicznie i wyprowadzić z równowagi nawet najmocniejszą osobę... Nie dość, że przyjemność z jedzenia gdzieś znika, to jeszcze inni ludzie potrafią nas tak dobić, że przestajemy mieć ochotę na kontakt z nimi. Nic na to nie poradzimy, bo takie są realia... Ktoś wpadł na pomysł, żeby z kobiety zrobić wieszak! Ten ktoś zapewne był projektantem, który wolał mężczyzn i chciałby by kobiety wyglądały jak jego ideał - FACET. Kreuje je na swoje podobieństwo niczym BÓG! My - normalne kobiety otwieramy pierwszy, lepszy magazyn i widzimy tam piękne ciała, pięknych modelek... Choć wiemy, że to PHOTOSHOP to czujemy, że tak właśnie powinnyśmy wyglądać.
CZYŻBY?
Jak powinnyśmy wyglądać? 
Czy w ogóle POWINNYŚMY?

Ostatnio zaczynam się łamać... Jeszcze niedawno żyłam bezkarnie, jadłam bezkarnie i leżałam do góry brzuchem... Jeszcze niedawno musiałam trochę postać przed lustrem by być zadowoloną ze swojego wyglądu, ale udawało się.
Teraz? Teraz powinnam się cieszyć... WOW! Straciłam 10 kg, zmieniłam rozmiar ciuchów o 2... Wiecie co z tego? Dupa! Czasem nie wiem czy mam się z czego cieszyć. Przeszłam sporą metamorfozę zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz o czym już pisałam i to całkiem niedawno. Odzyskałam radość życia, ale jednocześnie odzyskałam też obawy... Obawy te nazwałabym nawet fobią... Wiem ile mnie to kosztowało, wiem co musiałam zrobić by znaleźć się TU I TERAZ! W tym punkcie, ale... Ludzie nadal pytają mnie: "Jak to się stało, że się tak roztyłaś", "Jak mogłaś się tak upaść" itd.
Motywujące? Cholernie, co nie?

Cieszysz się z każdego centymetra, kilograma... masz ochotę skoczyć pod sufit i wznieść się wysoko, ale po chwili ktoś ucina Ci skrzydła i... SPADASZ! Dlaczego? Bo ktoś powiedział, że przecież "Nadal masz dużo do zrzucenia", albo "Niedługo dopadnie Cię efekt jojo". Ludzie potrafią motywować, prawda? :) Wystarczy jedno głupie zdanie i przewrażliwiona, rozdrażniona kobieta zacznie się zastanawiać czy aby na pewno jej lustro nie wyszczupla, a spodnie przypadkiem nie rozciągnęły się. Ależ my baby jesteśmy skomplikowane, prawda? Nie można nam normalnie dogodzić!
Jak za grube to źle, jak chudniemy to jeszcze gorzej?

My może i widzimy się jako osoby szczuplejsze, piękniejsze, pewniejsze siebie, ale zawsze znajdzie się ktoś kto nam powie, że jesteśmy w błędzie... I kto tu ma rację? Powiecie mi, że "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia"? - OK! Zależy też od tego jak niektórzy potrafią mieć zaburzony obraz siebie i innych ludzi... 


Kochane moje! Jesteśmy kobietami, mamy swoje humory... wzloty i upadki! W jednej minucie czujemy się seksowne niczym kociaki z Playboya, a po 5 minutach potrafimy znaleźć u siebie 100 niechcianych cech, które chciałybyśmy natychmiast zmienić. Nie wszystko jest oczywiście chorobliwe... Nie każdy krzywy obraz siebie jest wynikiem dysmorfofobii. Wiele z nas po prostu tak ma! Ach, te hormony! Uwierzcie mi... jeśli dostrzegacie u siebie zmiany to te zmiany zaszły! A jeśli ich nie widzicie to widocznie jesteście ślepe, bo innego wytłumaczenia nie ma :) Niektóre z nas są także głuche na komplementy, ale wszystkie negatywne opinie oczywiście słyszą...

Czasem nie warto też doszukiwać się efektów na siłę!!! Stać godzinami przed lustrem, obsesyjnie się mierzyć, ważyć...  Szczególnie po tym jak wczoraj zrobiłaś pierwszy trening i jesteś po 2 dniach diety i już chciałabyś widzieć, że to co robisz ma sens!

UWIERZ! To ma sens, ale na jego wizualne właściwości będziesz musiała troszkę poczekać... 
Jeśli jesteś niecierpliwa, ale nie chcesz by wszystko Cię bolało po treningach, by pot spływał z Twojego czoła to może skorzystaj z usług chirurga plastycznego? Myślisz, że to łatwiejsza opcja? BZDURA! To dopiero niewyobrażalny ból, blizny... brrrr na samą myśl o tym aż mnie ciarki przechodzą! Koszmar! Chcesz iść na łatwiznę? Śmiało... Pocierpisz, pocierpisz, a nie będziesz mieć z tego żadnej satysfakcji. My też pocierpimy! Przeżyjemy zakwasy, bóle stawów... tą niemoc, która czasem pojawia się podczas treningu, ale osiągniemy upragniony sukces. Dlaczego? Bo jesteśmy SUPER BABKI! :)

Ja od niemal 2 miesięcy nie widzę efektów wizualnych, a wagowo jest jeszcze gorzej... Moja waga stoi "jak widły w gnoju" i powoli przestaję się już tym przejmować... Niech stoi, ja mam czas i będę dalej robić swoje...


PRZESTAŃ WIĘC SIEDZIEĆ I LICZYĆ NA CUD! 
Myślisz, że się zdarzy?
Może liczysz, że znajdziesz dżina w butelce, albo złotą rybkę, która spełni Twoje życzenia?

Nic nie przychodzi łatwo, ale sama walka o to niesamowicie umacnia... Nie zwracaj uwagę na komentarze innych, na zaczepki. Nie słuchaj ich nawet gdy mówią "No co Ty! Po co to robisz? Choć lepiej z nami na ciastko!", albo gdy usilnie próbują Cię przekonać, że i tak Ci się nie uda. Udowodnij wszystkim, że Ci się uda! Nie pokazuj słabości nawet gdy jest źle... Teraz znajdziesz tyle wsparcia w internecie, tyle motywacji, że jej poziom aż Cię rozsadzi :)
Możesz poszukać nawet u mnie na fanpejdżu... facebook.pl/PiekneZdrowie
Znajdziesz tam mnie i przeszło półtora tysiąca moich czytelniczek, które przechodziły (lub przechodzą) przez to samo co Ty!

Ja już dawno przestałam słuchać innych, ale często jeszcze się przejmuję... Im mniej kilogramów tym moja wrażliwość na to jak wyglądam rośnie. To niestety nieuniknione, bo nie ma nic gorszego niż ktoś kto mówi nam, że nasze starania poszły na marne, albo były niewystarczające. Czasem słyszę "Mogłaś się lepiej postarać", ale wierzcie na słowo dla mnie to i tak wyjątkowy wyczyn! Przez to pól roku dostałam również od Was niezwykle dużo motywujących wiadomości. Niektóre były niesamowite, aż łezka kręciła mi się w oku, bo w końcu Bloga i Fanpejdż na FB prowadzę dla Was, a nie tylko dla siebie. Nie czerpię z tej działalności nie wiadomo jakich korzyści... największą z nich jest to, że wiem, że nie mogę nikogo zawieźć więc staram się jeszcze mocniej by efekty pojawiały się z miesiąca na miesiąc. Ja też nie jestem robotem, ani jakąś "zimną rybą". Mam swoje słabości, uczucia i problemy... JAK KAŻDY! Staram się znaleźć swoje miejsce na świecie i powoli udaje mi się to, bo wierzę, że mogę osiągnąć wszystko czego pragnę!
To brzmi jak jakiś dziwaczny bełkot? No też racja...

Często pytacie mnie: "SKĄD U CIEBIE TAKA DETERMINACJA? Skąd bierzesz tyle energii, tyle motywacji". Odpowiedź jest prosta... Gdyby Twoje efekty obserwowało kilkaset osób i liczyło, że po kolejnym miesiącu pojawią się kolejne to też byś miała motywację! Gdyby nie ten Blog, gdyby nie ta internetowa społeczność odchudzających się to chyba bym w tym nie wytrwała. Myślę, że po 3 miesiącach gdy zrobiłam niemal miesięczną przerwę przestałabym na dobre, ale tak się na szczęście nie stało!
Powróciłam i jestem nadal :)
Lżejsza o kilka kilogramów, ale bogatsza o pewne doświadczenia... 

Teraz się przecież nie wycofam, bo co ze sobą zrobię? 


Dla mnie każdy kto walczy... kto gubi kilogramy, albo wyrabia rzeźbę pocąc się na siłowni jest wart szacunku (i miliona dolców), bo chce coś zmienić w swoim życiu... Zazdroszczę szczupłym dziewczynom, które nigdy nie miały problemów z wagą, i które po miesiącu ćwiczeń mają na brzuchu "piękny ABS" bez większych wyrzeczeń. Moje piękne, szczupłe, często również bardzo młodziutkie Panie... zastanówcie się jak bolesne dla kogoś mogą być wasze osądy! Cieszcie się i celebrujcie, że nie macie problemów z sylwetką... Pamiętajcie też, że metabolizm z wiekiem maleje! Nawet gdy ktoś zaniedbał się z lenistwa to nie zasługuje on na nieprzyjemności. Ważne, że wziął się wreszcie w garść i walczy...
Podziwiam ludzi, którzy mimo porażek brną do przodu, podziwiam ludzi, którzy chcą by ich ciało stało się najlepszą jego wersją, świątynią dla duszy... SZCZERZE PODZIWIAM! 
Może potkniesz się raz, drugi, trzeci... popełnisz setki błędów, ale ZAWSZE! ZAWSZE będziesz mieć to czego nie mają Ci, którzy nigdy nie próbowali... WOLĘ WALKI! 
Koniec z wymówkami... 
TO NIE JEST JAKIŚ CHORY WYŚCIG SZCZURÓW!!!
Tutaj każdy zwycięża... 


41 komentarzy:

  1. Mnie na szczęscie koleżanki nie demotywują ani znajomi. Mój facet jeszcze mnie podziwia mówią ale fajne masz mięśnie, jakie twarde i tak dalej :)

    wiem że od niektórych koleżanek jestem grubsza ale od niektórych jestem chudsza i jest ich dośc sporo nie martwię się tym. Wiem że robię to co mogę i jestem z siebie zadowolona :)

    jeśli chodzi o zakupy o kupując zdrowe jedzenie i idąc do kasy mam wysoko podniesioną głowę bo myśle sobie ' ja jem zdrowo i smacznie a wy nie ' ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z zakupami mam dokładnie to samo! Jestem dumna z tego, że dbam o swoje zdrowie, bo wiem, że to zaowocuje w przyszłości :)

      Usuń
  2. U mnie słyszę tylko:" jesteś szczupła, po co to robisz?". Może dla nich jestem, ale nie dla siebie. To co robię, robię tylko i wyłącznie dla siebie, żebym czułam się pewnie i pięknie w swoim ciele. Wiem, że jestem o wiele dalej niż osoby, które się poddały i teraz, gdy ja piszę ten komentarz, one siedzą opychając się kilogramami ciast i ciasteczek. Około 2 miesięcy temu zaraziłam Ewomanią jedną z moich koleżanek, która jest ode mnie cięższa o 15kg. Najpierw ćwiczyła przez ok. 2 tygodnie. Nie miała żadnej diety, czyli jadła białe pieczywo, nutellę, słodycze, nieregularne posiłki itd. Aż szkoda mi jej było mówić, że te ćwiczenia nic jej nie dadzą, jeśli dalej będzie tak robić. Później już było wiadome, że nie ćwiczy i dalej objada się słodyczami. Zawsze, gdy mam chęć na coś słodkiego lub szukam wymówki, by nie ćwiczyć przypominam sobie, że nie chcę tak wyglądać i, że jestem w połowie drogi, na którą ona jeszcze nie weszła. Może to wydawać się dosyć egoistyczne i nawet niemiłe, ale ja mam taką motywację. Nie mówię jej tego, by jej nie urazić. Siedzi to we mnie i mi pomaga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy z nas ma jakiś wzór do naśladowania, lub nie do naśladowania :) Ja też mam przed oczami pewną sytuację, która sprawia, że się nie poddaje, ale tego nie mówię... Po co coś mówić i robić komuś krzywdę? Myślę, że ta osoba sama wie, że robi źle i prędzej czy później się obudzi. Ja się obudziłam to każdy może :) Tak samo jak Ty, czysto egoistycznie czuję się lepiej wiedząc, że wkładam w to tyle pracy... Tak już jesteśmy skonstruowani :)

      Usuń
  3. Ludzie potrafią być zawistni i zazdrośni, dlatego nie należy się skupiać na opinii innych. To jak ty się czujesz w własnej skórze i czy jesteś zadowolona patrząc w lustro jest najważniejsze ( nie mówię tu o zaburzeniach wszelkich). Czasem mam takie wrażenie,że gdybym od zawsze była chuda to wszystko byłoby w porządku, ale skoro schudłam to już dla jednych jestem za chuda, zaraz wpadnę w anoreksję. Szkoda,że jeszcze tak mało osób zadaje sobie sprawę, że można po prostu żyć zdrowo i aktywnie, a wcale nie oznacza to diety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie wiele osób nie rozumie, że taki styl życia może przynosić satysfakcję... Nigdy wcześniej nie ujawniałam przed nikim, że jestem na diecie czy, że chcę schudnąć, bo wiedziałam, że zacznie się gadanie... Ćwiczyć kazał mi lekarz i wreszcie dotarło do mnie dlaczego :) Taki styl życia nie koniecznie wiąże się z wyrzeczeniami. Całkiem niedawno znajomi wybrali się do Pizza Hut nie pytając czy się przyłączę... dowiedziałam się po fakcie, a ich uzasadnienie? "Przecież Ty jesteś na diecie". Nie ma co popadać w jakąś obsesyjność...

      Usuń
    2. Miejmy tylko nadzieję, że w końcu zmieni się świadomość, co do zdrowego stylu życia. Nawet widać już jakieś małe zmiany :)

      Usuń
  4. Dzięki, że jesteś i prowadzisz ten blog. Dzięki Tobie codziennie się motywuję do ćwiczeń, zdrowszego jedzenia i wierze ze małymi kroczkami osiągnę wymarzoną sylwetkę :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli się czegoś chce to można to osiągnąć <3

      Usuń
  5. niestety jak to sie mówi 'syty głodnego nie zrozumie'... tyczy się to wysmiewczych opinii ludzi którzy dziś nie potrzebują walczyc bo nie mają o co (np jestesm szczupla, jestem piekna, nic mi wiecej nie potrzeba)... szkoda tylko ze zaczynają rozumiec to dopiero wtedy gdy sami staja w sytuacji zmuszajacej do pewnych wyrzeczen... choc tez nie zawsze...

    a kolezanki czesto zachowuja sie tak a nie inaczej z czystej zazdrosci :)

    pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Oby więcej ludzi takich, jak Ty... za każdym razem, kiedy wchodzę na bloga, "wychodzę" z niego pewniejsza, bardziej zmotywowana i z dużym uśmiechem na twarzy. Rób dalej to, co robisz. Jesteś naprawdę w tym świetna :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też myślę, że przez Twoje koleżanki przemawia zazdrość - że Ci się chce a im nie. Pewno mają przez Ciebie wyrzuty sumienia, że same nic nie robią. Ja całe szczęście nie spotkałam się w moim przypadku z takimi komentarzami, zazwyczaj są pozytywne, czasem ktoś spyta jak ćwiczyć lub co jeść.Niekiedy tylko podczas zakupów ludzie dziwnie się spojrzą gdy rozmawiam z moim facetem (on też przeszedł na dobrą stronę mocy i już zrzucił ponad 20 kg-od listopada ubiegłego roku)nad zawartością białka w 5 różnych jogurtach naturalnych. Ale nie ma co przejmować się ludźmi.. to przecież nasze życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie piszę tego do końca ze swojego doświadczenia, bo ja raczej do tej pory miałam więcej kolegów niż koleżanek :) Ci z kolei uważali się za greckie rzeźby ;) Ale bardzo często to właśnie najbliższe koleżanki, czasem nieświadomie tak próbują coś przekazać swoimi docinkami...

      Usuń
  8. ja chcę bardzo przytyć, niedużo, wystarczyłoby 3 kilo ale każdy chudzielec wie że to tak samo trudne jak odchudzanie ale tak jak napisałaś nic się samo nie wydarzy, a pozytywne zmiany choć trudne są zawsze bezcenne o ile jak i we wszystkim kierujemy się umiarem i rozsądkiem i trzeźwo patrzymy na swoją osobę

    OdpowiedzUsuń
  9. przepraszam, nie rozumiem :( na huk się przejmować opinią innych? zawsze mówiłam - ja się nie odchudzam, ani nie jestem na diecie. zdrowe jedzenie, treningi - to mój styl życia, a nie sposób na taką, czy śmaką figurę.
    ktoś stwierdzi, że schudłam - fajnie. że przytyłam - spoko. że o rety jakie masz paskudne mięśnie - phi? mi się podobają, będą większe.
    nie mam w głowie wyobrażenia, jak moje ciało ma wyglądać - mam spokój. żyję jak lubię, a ciało tak czy owak tylko zyskuje na takim stylu życia.

    no i zawsze twierdziłam, że kobieta kobiecie największym wrogiem - więc opinią się nie przejmuję. a faceci? faceci zwracają uwagę na tyłek (ponoć płaskodupie gorsze od braku cycków), a nie czy laska jest tyczka. a jak trenować to z facetami - zawsze wysoko podnoszą poprzeczkę, więc się nie zaniża swoich możliwości tylko jedzie po całości :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jestem takim właśnie "płaskodupcem" odkąd tylko pamiętam :) hehehehe

      Usuń
    2. Na 'płaskodupie' polecam 10 minutowy trening Mel B na pośladki, mi się tyłek bardzo szybko podniósł, tylko w sumie ja mam na czym siedzieć :P ale myślę, że z 'płaskodupia' też dałoby sie uformować krągłe pośladki dzięki tym ćwiczeniom :)

      Pozdrawiam

      Usuń
    3. i tak oto jedno słowo odwróciło uwagę od reszty komentarza ;)

      Magda, jak tak - to jeszcze płaskodupia nie widziałaś (lata po necie słynna fotka tyłka jakiejś modelki w zestawieniu z tyłkiem fitnesski);)
      Kala - krągłe tyłki to zasługa mięśni, 10min cudów się nie zdziała, nie ma bata.

      Usuń
    4. Mi się już tyłek i tak sporo podniósł od dawnych czasów :) Reszta jest niestety zasługą genetyki, bo moja mamusia ma dokładnie taką samą figurę, ale próbować nie zaszkodzi. Ważne przecież, żeby nie wisiał...

      Usuń
    5. otóż to. poza tym - nie głodząc się i będąc aktywnym - zawsze będzie wyglądało się dobrze. btw. wiesz, że już na prawdę fajnie wyglądasz? i że wszelkie spiny na odchudzanie możesz już porzucić na rzecz zdrowo jem i ćwiczę, bo lubię?

      Usuń
  10. Dokładnie TAK. Wszystkie kiedyś zwyciężymy:D

    OdpowiedzUsuń
  11. Aż się wzruszyłam czytając, szczególnie pod koniec, bo czuję jakby ten post był pisany dokładnie o mnie ;) mam tak samo, doprowadza mnie do szału to, że moje chudziutkie i zgrabne koleżanki narzekają, że są grube, że tu im odstaje, to i to mają za duże, kiedy a ja wiele bym oddała za to, żeby wyglądać tak jak one, to jest strasznie dołujące, ja nie wiem po co one to robią :/ pocieszam się tym, że kiedyś na pewno schudnę tego jestem pewna, nie wiem dokładnie kiedy to będzie, ale na pewno to się stanie :) fajnie, że napisałaś o tym, że cenisz sobie wolę walki i nie ma czegoś takiego jak wyścig szczurów, bo ja też myślę podobnie, nie jestem za porównywaniem i przeganianiem się z innymi, ważne jest dla mnie przełamywanie własnych granic i barier, to co dla mnie jest trudne dla kogoś jest łatwizną, dlatego uważam, że najlepiej skupić się na sobie i samemu podnosić sobie poprzeczkę, ale nie dlatego, że chce być lepsza od kogoś. Ja już od dłuższego czasu próbuję schudnąć, różnie mi to wychodzi, raz lepiej raz gorzej, często też słyszę od znajomych po co Ci to itp. ja jednak nawet jeśli przerwę dietę i ćwiczenia na miesiąc-dwa to zawsze do tego wracam, dlatego wiem, że kiedyś na pewno mi się uda, bo w końcu znajdę sposób, żeby prowadzić zdrowy styl życia ciągle i nieprzerwanie, i kilogramy też polecą w dół :) kiedyś gdzieś przeczytałam, że "tylko poddanie się jest przegraną, wszystko inne to krok naprzód" i tego będę się trzymać :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Popłakałam się czytając tego posta. POruszyłaś tyle ważnych kwestii, jakbym czytała coś ze swojej głowy. Naprawdę wzruszyłam się, łzy ciekły mi po policzku. Rozwiałaś wiele moich obaw i doładowałaś moje słabe już baterię naprawdę pozytywną energią. DZIĘKUJĘ CI ZA TO :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam podobnie jak Niebieska, bardzo był mi dzisiaj potrzebny taki post, dziękuję za niego i za wszystko co robisz:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeny, tego potrzebowałam...
    Tyle prawdy! Myślałam, że tylko ja tak myślę, że tylko ja mam obawy, ale nie, każda z nas przez to przechodzi.
    Na dzień dzisiejszy schudłam 54 kg. Rodzina i przyjaciele mówią: WYSTARCZY, ale spojrzenia innych mówią: JESZCZE TROCHĘ.
    Strach przed przytyciem, wieczne liczenie kalorii. Kiedyś byłam gruba, ale szczęśliwa. Teraz to jest inne szczęście, jednak czy jestem szczęśliwsza? Nad tym zawsze muszę się zastanowić.
    Zmieniłam się. Zewnętrznie i wewnętrznie. Otworzyłam oczy na wiele rzeczy, których kiedyś nie zauważałam. Jednak dążenie do ideału nie ma sensu, bo ideał nie istnieje, zawsze znajdzie się coś z czego nie będziemy zadowolone, ale myślę, że czasami może warto trochę zwolnić tempa i nauczyć się samoakceptacji, zamiast zmian, starajmy się pokochać siebie.
    Przestałam odchudzać się dla innych, teraz to robię dla siebie. Pomimo tego, że muszę jeszcze zmienić swój sposób myślenia, swój sposób życia, staram się powrócić do stanu sprzed odchudzania, ale z obecną sylwetką.
    Odchudzanie, rzeźbienie ciała to jedno, pokochanie siebie to drugie i o wiele cięższe dla mnie zadanie. Jednak wszystko prowadzi do zwycięstwa, osiągnięcia celu, szczęścia.

    OdpowiedzUsuń
  15. Cała prawda:)
    Ja tam jestem dumna ze z 71 kg mam 57 kg :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Oj znam te sytuacje. Kobiety są dziwne, ale podobnie jak Ty. Zmieniłam swoje życie na zdrowe, lepsze. Walczę z zaburzeniam hormonalnymi po ciąży, zwolnionym metabolizmem i ludźmi którzy czasem potrafią powiedzieć tak,że w pięty wejdzie,ale walczę. Bo chcę Bo sprawia mi to przyjemność, bo zrozumiałam,że nie mogę już inaczej. Dzięki Magdaleno za ten wpis.

    OdpowiedzUsuń
  17. Kocham ten post :) Sama prawda! Szczególnie : "Postanowiłaś zrobić sobie imprezę w babskim gronie i zapraszasz do siebie przyjaciółki, które według Ciebie są od Ciebie o połowę chudsze. Wyszukałaś najlepsze ciuchy, w których czujesz się niesamowicie atrakcyjnie, zrobiłaś makijaż i fryzurę spędzając przy tym kilka godzin przed lustrem. Tuż przed samym wyjściem jedna z koleżanek staje przed lustrem (pomijając, że waży jakieś 15 kg mniej od Ciebie przy takim samym wzroście jak Ty) i zaczyna przeglądać się mówiąc: "Boże! Jak ja tłusto wyglądam! Normalnie jak baba w ciąży, popatrzcie tylko!". Po chwili przyłączają się do niej kolejne koleżanki (równie szczupłe) i zaczynają komentować swoje figury. Słyszysz: "Ale mam wielki tyłek!", "A ja tłuste ramiona!", "A ja wyglądam jak wieloryb"...." ... mogłabym zabić! Czuję się wtedy tragicznie a jeszcze muszę koleżankę pocieszać :D .. życie! Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  18. Zmotywowałaś mnie jak nikt inny! Twoje myśli nie odbiegają od moich :)
    Dziękuję Ci bardzo i powodzenia w dalszej walce :*

    OdpowiedzUsuń
  19. jejku dziękuje ci za to ! właśnie tego potrzebowałam. takiego wirtualnego kopniaka!! bardzo często dostaje właśnie takie komentarze typu ' po co to robisz ? ' i lekki chichot. boli czasem aż za bardzo, ale stwierdziłam że im samym się nie chce, tak jak MI KIEDYŚ !! się nie chciało. staram się sama dla siebie żebym mogła być tą bogini na plaży w lato :) tak na serio... to nie mogę się doczekać tego momentu aż im opadną szczeny na mój widok. nie nie uważam się za jakieś bóstwo, ale jeśli uda mi się zrzucić to upragnione 9kg jeszcze to będę w niebie. sama nadal mam problem tego typu że staje na wagę miesiąc w miesiąc mimo tego co mówi Ewka, co mówisz ty i inne kobitki. może dlatego że wydaje mi się że inaczej nie zobaczę efektów a tak spodnie ze mnie lecą koszulki wiszą a na wadze to co było to jest. upragnione 6 z przodu też jest ale mnie nie zadowala. na pewno jest tak jak mówisz ty że im więcej się schudło to się chce więcej i więcej.. nie poddam się muszę wytrwać :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja się nie przejmuję opinią innych. Obecnie mam w głębokim poważaniu, czy jestem od kogoś szczuplejsza, czy wyglądam grubiej. Zmęczyło mnie porównywanie się z innymi pod tym względem, a wierz mi, dawniej robiłam to często.

    Różnicę tak naprawdę można dostrzec dopiero np. na basenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. A czy ja mogłabym z innej beczki? Macie jakiś pomysł na proste i skuteczne ćwiczenia na ręce - żeby schudły ale były smukłe? Przejrzałam kilka filmów w necie ale np. Tiffani ma nieciekawe (jak dla mnie) te układy. Macie jakieś propozycje - chodzi mi o prosty zestaw, który można by wykonywać codziennie - jak np. boczki Tiffani. Wtedy można by podjąć 2 trzydziestodniowe wyzwania jednocześnie :)Pani Magdo, wspominała Pani, że też chce skupić się na ramionach - podczas ślicznej prezentacji w czarnej sukience (przy okazji gratulacje! - jest naprawdę super!)Może jakaś sugestia dla mnie? Interesuje mnie prosta forma i 100% skuteczność (oczywiście przy 100% zaangażowaniu). Pozdrawiam serdecznie !

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie doprecyzowałam, że chodzi mi o ćwiczenia z ciężarkami :)

    OdpowiedzUsuń
  23. napisałaś dokładnie to, co dłuższego czasu siedzi w mojej głowie. mega motywujący post. dziękuję! :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Świetny post !!!
    Nigdy nie spotkałam się z taką 'demotywacją' wśród znajomych, ale to chyba ze względu na to, że po prostu nie przyznaję się do tego co robię, że ćwiczę regularnie itd... Wiem, że wtedy zalałaby mnie fala komentarzy typu : "A po co Ci to, skoro wcale nie jest tak źle..." Już teraz, kiedy ogłosiłam, że nie jadam fast food, wszyscy znajomi kręcą nosami i pytają, czy w ogóle coś jem...
    Dzięki za tego posta, przynajmniej człowiek wie, że nie jest sam, że inni też maj ciężko, bo są na drodze do sukcesu !!!
    Przecież wszystkie chcemy byś 'super babkami' :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Dokładnie. Każdy ma wzloty i upadki. Jednakże najważniejsze jest wstawanie z ziemi i brnięcie dalej do celu, pomimo kolejnych kłód pod nogami. To czyni nas silniejszymi i robi z nas bohaterów. Naszą wielkością jest nie zrażanie się porażkami, a branie z nich nauki. Uważam, że najważniejszą kwestią jest spokój ducha i realne założenie obranego celu. Jeśli nasza psychika jest mocna to zawsze damy radę osiągnąć zamierzony sukces. Wtedy nie liczy się opinia innych, bo mamy swój chłodny pogląd na pewne sprawy. Pozdrawiam wszystkich i życzę każdemu sukcesu w walce ze swoimi słabościami. Zapraszam też na mój blog.

    OdpowiedzUsuń
  26. Super post, akurat tematyka wpasowany w mój aktualny spadek motywacji (akurat nie spowodowany opinią znajomych czy koleżanek). Nie mam problemów z propagowaniem zdrowszego jedzenia i ruchu, jednak brak efektów demotywuje najbardziej. Ale grunt to się nie poddawać i walczyć, bo czas i tak upłynie a nuż efekty przyjdą w najmniej oczekiwanym momencie? Dziękuję za dodatkową inspirację i motywację!

    pozdrawiam
    SundayMorning

    OdpowiedzUsuń
  27. ja polecałabym na początek jakiś naturalny środek, który przyspieszałby metabolizm, wtedy szybciej widać efekty i możemy odchudzać się z większą chęcią. sama korzystałam z Slimette, przejrzałam kilka rankingów i w większości znalazłam właśnie ten środek. (przykład http://preparatynaodchudzanie.com.pl/). Najgorzej jest właśnie wtedy, gdy wprowadzamy wiele wyrzeczeń a waga stoi w miejscu, łatwo się wtedy zniechęcić

    OdpowiedzUsuń
  28. Jestem normalną, chyba można powiedzieć, że szczupłą dziewczyną, ale moja motywacja do ruchu opadła, tak samo jak i akceptacja swojego ciała po docinkach ze strony chłopaka(już z nim nie jestem). Zawsze byłam w ruchu ćwiczyłam, ale ciągle docinał " mogłabyś się bardziej postarać, szkoda że nie masz chudszych nóg, mogłabyś mieć większy brzuch". Ale się nie poddałam, teraz ćwiczę dla siebie, a ogromną motywacją są dla mnie osoby takie jak Ty, którym udało się tak dużo osiągnąć! To piękne, że dzielisz się tym ze wszystkimi i niesamowicie motywujesz! :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Ważne jest aby mieć wsparcie od najbliższych. Wtedy jest dużo łatwiej :) Świetny blog!

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  30. Dokładnie TAK. Pozytywne myślenie krzepi bardziej niż jedzenie:D

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz dodaje mi skrzydeł i motywuje mnie do dalszego pisania... Napisz, zmotywuj mnie oraz innych! Dziękuję <3