27 marca 2013

Co mnie nie zabije...

Witajcie!
Dziś dla odmiany bardzo krótki post o tym co totalnie mnie dobiło w ciągu ostatnich dni, a doszczętnie położyło na łopatki w dniu wczorajszym. W poniedziałek miałam stłuczkę samochodową, a w zasadzie (jak to wczoraj mówili lekarze) wypadek skoro dzień po zaistniałej sytuacji znalazłam się na szpitalnym oddziale ratunkowym. Niby nic mi się nie stało, ale cały dzień po stłuczce bolała mnie głowa i kark, a do tego byłam strasznie wystraszona i zdołowana całą tą sytuacją, bo od jakiegoś czasu znów muszę liczyć tylko na siebie. Wszyscy znajomi pchali mnie do szpitala, żeby mimo wszystko sprawdzić czy wszystko jest dobrze, ale nie chciałam. Jednak wczoraj rano ból nasilił się, a do tego okropnie bolała mnie głowa. Postanowiłam jednak pojechać na pogotowie choć staram się unikać szpitali i lekarzy.

Po 4 godzinach spędzonych na pogotowiu okazało się, że moje dolegliwości są całkowicie naturalne, bo szarpnięcie podczas wypadku spowodowało naciągnięcie mięśni szyjnych przez co pojawił się ból głowy i szyi. Niestety usłyszałam najgorsze słowa... "NIE FORSOWAĆ SIĘ!". Gdy spytałam lekarza o ćwiczenia to w odpowiedzi usłyszałam: "Chyba Pani zwariowała! Żadnych ćwiczeń!". Brzmi jak wyrok, prawda? W efekcie wczorajszej wizyty jestem uziemiona w kołnierzu. Śmieję się, że kołnierze są teraz modne, a do tego jest mi przynajmniej ciepło w szyję... Mimo wszystko okropnie przybiła mnie cała ta sytuacja.


Mam wrażenie, że krąży nade mną jakieś fatum, bo od kilku dni ciągle coś się wali! Może niedługo los się odwróci... przynajmniej mam taką nadzieję. 

W każdym razie jestem okropnie wściekła, ale próbuje sobie z tym radzić... Akurat w tym tygodniu miałam tyle planów i tyle rzeczy do zrobienia, a teraz? Wszystko legło w gruzach. Do tego byłam bardziej zmotywowana niż kiedykolwiek, miałam wyjątkowe chęci na treningi, a teraz muszę poradzić sobie bez nich.
Być może ta przerwa wyjdzie mi na dobre, ale efektów przy kolejnym podsumowaniu nie mam co się spodziewać. Pech chciał, że to wydarzyło się akurat teraz.

Dziś na poprawienie humoru wybieram się z przyjaciółką do kina, a potem znów zabieram się za czytanie i nadrabianie zaległości. Coś muszę w końcu robić skoro ćwiczenia odpadają. Postaram się też zrobić lekkie porządki, które nie będą wymagać dźwigania, bo w końcu ruszać mi się lekarz nie zabronił! Mam się nie przemęczać, a to już pojęcie względne.

Grunt to się chyba nie załamywać i cieszyć się, że nic mi się nie stało. Efektem tego wypadku w końcu mogły być o wiele większe obrażenia... aż strach pomyśleć! Takie odnajduję szczęście w nieszczęściu... Żeby jednak wynagrodzić sobie tą sytuację to planuje od kwietnia wrócić na siłownie. Moja przyjaciółka znalazła fajną ofertę jednego z klubów fitness więc pewnie z niej skorzystamy. Nie wiem tylko jakie mają wyposażenie, ale dowiem się tego w najbliższym czasie. Mimo, że jakoś nie widzę siebie na siłowni przy podnoszeniu ciężarów to będę próbować. Może nadejdzie taka chwila, że się przemogę? Ważne jest to, że będę mieć z kim zacząć chodzić, a potem będzie z górki.


Tymczasem muszę jednak odpoczywać... 
Mam nadzieję, że Wy będziecie ćwiczyć za mnie, i że nic Was nie zatrzyma!
Ja już nie mogę doczekać się tej chwili gdy będę mogła zdjąć kołnierz... 


12 komentarzy:

  1. Kochana, trzymam kciuki i życzę Ci jak najszybszego powrotu do zdrowia! :*
    Pamiętaj, że zawsze masz nas - Twoje czytelniczki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bo to taki test. Nic się nie dzieje bez powodu. Odpoczniesz, wrócisz do roboty. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. 3mam kciuki, jak to mówią co Cię nie zabije to wzmocni, zdrowia życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. ojej, kochana wiem jak to jest gdy lekarz zabrania cwiczen. zdrowie jest jednak najwazniejsze. trzymaj sie cieplo :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też nie mogę ćwiczyć, ale to z powodu ręki. Tak samo ja Ty - akurat jak mam tyle do zrobienia, to uraz prawej ręki :(

    OdpowiedzUsuń
  6. współczuję :C
    szybkiego powrotu do zdrowia życzę :)!

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja nie ćwiczę też już 4 tygodnie ponieważ skręciłam na nartach nogę w kolanie...energia mnie już roznosi a noga dalej boli...ehh

    OdpowiedzUsuń
  8. po każdej burzy wychodzi słońce, więc trzymaj się :)

    OdpowiedzUsuń
  9. zdrowia życzę, a treningi nie zając-nie uciekną:)Zdrowie najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  10. to najgorsze co można usłyszeć, wiem co czujesz, będzie dobrze

    OdpowiedzUsuń
  11. musisz wytzymać pare dni w tym kołenierzu ale nie za długo on strasznie obciąża i usztywnia mm szyji po zdjeciu są stwardnałe i trudno się bez niego poruszać uważaj na niego bo mam pacjentów którzy po zdjeciu ledwo kręcą szyją bo zdjeli za późno;p

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz dodaje mi skrzydeł i motywuje mnie do dalszego pisania... Napisz, zmotywuj mnie oraz innych! Dziękuję <3