Piekne Zdrowie - Blog o zdrowiu i urodzie

13 kwietnia 2013

Zabójcy tłuszczu - CZERWONA HERBATA

Witajcie!
Bardzo dawno temu pisałam Wam o właściwościach zielonej herbaty, która ma bardzo dobry wpływ na nasz organizm i również wspomaga proces odchudzania. Nie jest ona jednak najsilniejszą bronią do walki z niechcianym tłuszczykiem! To herbata czerwona najlepiej wspomaga spalanie tłuszczu, a do tego daje bardzo dużo energii. 

Od jakiegoś czasu zamieniłam spożywanie dużych ilości zielonej i białej herbaty właśnie na rzecz herbat czerwonych. Ja najczęściej wybieram odmianę Pu-erh, która jest chyba najbardziej dostępna i można ją kupić w większości sklepów. U mnie przeleżała w szafie kilka lat, aż wreszcie przyszedł na nią czas...

Źródło: healthcentrics.net


JEŚLI SIĘ ODCHUDZASZ TO PIJ CZERWONĄ HERBATĘ!
Pewne badania naukowe udowodniły, że regularne spożywanie herbaty czerwonej u 88% badanych wpłynęło pozytywnie na zmniejszenie poziomu tłuszczu i to bez zmiany trybu życia i diety. Oprócz tego czerwona herbata, a konkretnie enzymy w niej zawarte pobudzają do pracy układ trawienny, a co najważniejsze poprawiają perystaltykę jelit.

To jednak nie wszystkie dobroczynne działania czerwonej herbaty...
Czerwona herbata oprócz tego, że znana jest właśnie z właściwości odchudzających i ułatwiających spalanie tłuszczu posiada również wiele właściwości pro-zdrowotnych. Regularne spożywanie czerwonej (jak i każdej innej) herbaty pomoże chronić organizm przed chorobami nowotworowymi poprzez wspomaganie organizmu w walce w wolnymi rodnikami oraz w związku z działaniem antyoksydacyjnym.


Inne działania czerwonej herbaty:

  • wpływa pozytywnie na wygląd cery, włosów i paznokci ze względu na to, że pomaga usunąć toksyny z organizmu, a także w związku z zawartością cynku
  • zawartość fluoru wpływa pozytywnie na budowę kości oraz zębów
  • pomaga obniżyć poziom złego cholesterolu ze względu na wysokie stężenie polifenoli
  • pomaga w walce z miażdżycą ze względu na zawartość flawonoidów, które pomagają wzmocnić naczynia krwionośne
  • może rónież wspomóc działanie wątroby
  • dodaje energii porównywalnie z mocną kawą

Oczywiście wypijanie hektolitrów czerwonej herbaty również może nie wyjść Nam na zdrowie! Herbata ta zmniejsza zdolność do wchłaniania się żelaza i może powodować wpłukiwanie składników mineralnych z organizmu ze względu na mocne działanie moczopędne. Czerwonej herbaty bez konsultacji z lekarzem zatem nie powinny pić kobiety w ciąży oraz osoby cierpiące na anemię! Również podczas okresu i karmienia piersią należy zachować umiar w ilości spożywania tego napoju lub po prostu ją ograniczyć. 


Jak parzyć czerwoną herbatę?
Niepełną łyżeczkę czerwonej herbaty zalewamy wodą o temperaturze około 95 stopni i odstawiamy na 5 minut. Czerwoną herbatę oczywiście polecam w naturalnej formie listków do parzenia, a nie torebek ekspresowych, w których znajdują się same ścinki, a nie liski, w których znajduje się najwięcej dobroczynnych składników.

Źródło: www.mountainroseherbs.com 

Regularne picie czerwonej herbaty doda energii, a do tego znacznie przyśpieszy metabolizm i spalanie tłuszczów. Może jej "ziemisty" smak i zapach nie zachęcają do jej picia, ale myślę, że naprawdę warto się z nią "zaprzyjaźnić". 

Ja czerwoną herbatę piję regularnie, kilka razy dziennie naprzemiennie z zieloną herbatą. Oprócz tego spożywam bardzo duże ilości wody mineralnej i mój organizm wreszcie zaczął pracować poprawnie i się odtruwać! Nie piję kawy więc muszę dodawać sobie energii na inne sposoby i najczęściej sięgam wtedy po herbatki. Mój organizm przestał zatrzymywać wodę, cellulit wodny zniknął, a ja wreszcie nie jestem opuchnięta! 

Oczywiście od samego picia herbaty raczej nie schudniemy, ale czemu mielibyśmy nie zaprosić jej do naszego zdrowego życia? 

A Wy stosujecie/lubicie czerwoną herbatę? 
Wybieracie czystą czy może aromatyzowaną np. z cytryną?

11 kwietnia 2013

NATURALNE LEKARSTWA - Jak zwalczam chorobę?

Witajcie!
Choroba dalej mnie trzyma i nie ma zamiaru odpuścić. W zasadzie mam zapalenie górnych i dolnych dróg oddechowych, ale i tak odbywa się to dużo lżej niż normalnie. Dziś jest mi już trochę lepiej więc może wreszcie poćwiczę. Ileż można leżeć? 

Ograniczyłam stosowanie leków, bo kiepsko się po nich czułam. Odzwyczaiłam się chyba od ich stosowania :) Postanowiłam postawić na naturalne, domowe, sprawdzone sposoby walki z chorobą i mam wrażenie, że to one pomagają mi najbardziej.

Źródło: dare2baware.com


Moje sprawdzone sposoby na walkę z chorobą:

  • Gorące mleko z żółtkiem ubitym z cukrem i miodem - mieszanka idealna właśnie na kaszel, bo pomaga w odkrztuszaniu. Pamiętam, że w dzieciństwie tylko dlatego lubiłam czasem być chora :) Taki napój piję codziennie rano.
  • Syrop z cebuli - cebulę zasypuję cukrem, ugniatam i przykrywam do dnia następnego. Gdy cebula puści sok powstaje syropek, który również jest idealny na kaszel. Popijam go kilka razy dziennie.
  • Herbata z miodem i cytryną - idealna na wzmocnienie odporności i bóle gardła. 
  • Inhalacje cebulową - cebulę przygotowuję jak na syrop, szklankę obkładam watą lub ściereczką i wdycham nosem. Intensywny zapach cebuli odtyka górne drogi oddechowe i udrażnia nos ułatwiając oddychanie. Idealna metoda na walkę z chorymi zatokami.
  • Kasza jaglana - w każdej dowolnej postaci, ponieważ rozrzedza ona wydzieliny i pomaga usuwać nadmiar płynów z organizmu. Idealna na zapalenie górnych i dolnych dróg oddechowych. 

Oprócz tego odporność wzmacniam stosując:
  • tran
  • miód i cytrynę
  • czosnek surowy lub pieczony (pozbawiony zapachu), czasem też kapsułki. 
  • imbir, który także jest idealny na ból gardła, ale również wzmacnia odporność

Przy zwykłych przeziębieniach gdzie nie musiałam zażywać leków przeciwgorączkowych z np. paracetamolem stosowałam również:
  • Herbata z domową nalewką - idealna na rozgrzanie
  • Grzane, ciemne piwo z miodem i cytryną


Walczę też smarując klatkę piersiową maściami rozgrzewającymi i nalewką bursztynową.
Mam nadzieję, że pozbędę się tego paskudztwa, bo powoli zaczynam widzieć już wiosnę :) Za tydzień parapetówka mojej kumpeli, a za nieco ponad 2 tygodnie jej wieczór panieński, którego nie chciałabym przegapić. Muszę się więc wykurować w pełni!

Oczywiście jeśli moje domowe metody nic nie dadzą to będę musiała jednak jechać do lekarza po antybiotyk, ale w moim przypadku wiąże się to od razu z utratą apetytu i smaku, a do tego z problemami żołądkowymi. Dlatego właśnie staram się ten moment odwlec jak najbardziej! Mam nadzieję, że tym razem mnie to nie czeka...

A Wy macie jakieś swoje sprawdzone, domowe metody na walkę z chorobą?
Czy może wolicie stosować standardowe lekarstwa? 


Przez ostatnie dni miałam spore osłabienie organizmu, bo termometr wskazywał 35,6-36.0 stopni Celsjusza, ale dziś już jest normalnie. Energia powraca do tego stopnia, że zabrałam się za małe sprzątanie. Wieczorem spróbuję zrobić jakiś mniej intensywny program treningowy no i wracam oczywiście do mojego "pośladkowego wyzwania"! Wymarzone krótkie spodenki w końcu są coraz bliżej :) Jestem zła, że przez ostatnie 2 tygodnie praktycznie nie miałam okazji ćwiczyć, ale co poradzić... siły wyższe. Wolę nie przesadzać, bo co mi przyjdzie z pięknego wyglądu gdy utracę zdrowie? Nie za wszelką cenę...


Póki co...
ŁADUJE SWOJE BATERYJKI!
Źródlo: images.businessweek.com



CHCĘ JUŻ WYZDROWIEĆ...
...i iść na rower, który najpierw muszę zawlec do serwisu!
Albo pobiegać, iść na spacer, rolki! COKOLWIEK byle wrócić do normy! 

A Wy trzymajcie się cieplutko i nie dajcie się chorobom, które na Nas czyhają na każdym kroku! :)


9 kwietnia 2013

PRZEPIS na KURCZAKA Z BANANAMI

Do tej pory myślałam, że nigdy nie przekonam się do mięsa z owocami lub słodkich dań mięsnych. Takie połączenia w ogóle mi nie smakowały, ale jak widać z czasem smaki mi się zmieniły. Jestem na etapie testowania diety IGpro z serwisu Vitalia, a dziś moim obiadem miał być właśnie KURCZAK Z BANANAMI. Póki co nie ćwiczę więc postanowiłam trzymać się diety i skorzystać z tego przepisu.


Ten przepis jak każdy inny możemy modyfikować i robić go po swojemu. Ja już wiem, że następnym razem zmienię w nim kilka rzeczy. Danie jest niezwykle proste i myślę, że wyjdzie każdemu!


SKŁADNIKI (na 1 osobę):
filet z piersi kurczaka
1 średni banan
jogurt naturalny
pieprz mielony
olej rzepakowy do smażenia



PRZYGOTOWANIE:

Pierś kurczaka opłukać i osuszyć.
Pokroić na małe kawałeczki i oprószyć pieprzem.
Na łyżkę rozgrzanego oleju wrzucić kurczaka i lekko go zarumienić. W międzyczasie rozgrzać piekarnik na 220 stopni. Pokroić banana na plasterki, a 2-3 łyżki jogurtu naturalnego przyprawić według uznania. Można śmiało wykorzystać również różne zioła. Do wysmarowanego margaryną lub olejem naczynia żaroodpornego wrzucić zarumienionego na patelni kurczaka. Na wierzchu ułożyć pokrojonego banana, a całość polać jogurtem. Piec w piekarniku około 20 minut.
Gotowe danie można posypać odrobiną szczypiorku.


Jak można zmodyfikować przepis?
Ja następnym razem pierś kurczaka lekko rozbiję, a banana rozgniotę i wymieszam z jogurtem tworząc sos bananowo-jogurtowy. Myślę, że takiego kurczaka można również upiec bez wcześniejszego przysmażania, ale może być wtedy trochę bardziej suchy i mniej aromatyczny. Zdecydowanie też pokombinuję trochę z przyprawami by stworzyć całkowicie własną wersję tego przepisu, a może nawet dodam trochę miodu?
Uwielbiam eksperymentować w kuchni!


Mnie ten przepis bardzo przypadł do gustu i myślę, że będę go często stosować w swojej diecie. Uwielbiam banany i kurczaka! Składniki są tanie, a przygotowanie całego dania zajmuje nie więcej niż 30 minut. Dla mnie REWELACJA! 
Smacznego!



P.S Zmieniłam tabelkę wartości odżywczych, ponieważ poprzednia wydawała mi się mało prawdopodobna, a nie chciałabym wprowadzać nikogo w błąd.
Wartości odżywcze 100g
Źródło: Dieta IGpro z VITALIA.pl 

ĆWICZYĆ CZY NIE ĆWICZYĆ podczas choroby?

Witajcie!
Wczoraj zdążyłam już wrócić do Krakowa, a dziś wreszcie oddałam indeks na uczelni. Do tego zrobiłam wczoraj kolejne spore zakupy spożywcze, ale więcej o nich napiszę Wam już wkrótce. Póki co udaje mi się robić wszystko zgodnie z planem no może z pewnymi wyjątkami...


Rozchorowałam się!
Wczoraj zaczęło się od kaszlu i stanu podgorączkowego, a dziś doszedł do tego jeszcze ból zatok. Jednak nie poddam się i nie ulegnę chorobie, bo wytoczyłam ciężkie działa. Zaczęłam leczenie od razu mimo, że nie jestem entuzjastką stosowania leków, ale co poradzić. Nie chcę by to paskudztwo wpędziło mnie do łóżka, bo mam zbyt wiele planów na najbliższy miesiąc.


Kwiecień miał być moim miesiącem, a tu same utrudnienia... 
Ale nie dam się!
Wytoczyłam ciężkie działa czyli wszelkie maści rozgrzewające, Gripexy, syropek, tran i wiele innych domowych sposobów. Mam dziś zamiar najeść się czosnkiem i przeleżeć dzień w łóżku, a jutro powinnam mieć już zdecydowanie więcej sił.

Źródło: weheartit.com

No właśnie... ćwiczyć czy nie ćwiczyć podczas choroby? 
Jak to właściwie z tym jest?
Treningi na razie sobie odpuszczę, no chyba, że wieczorem poczuję się trochę lepiej niż teraz. Póki co mam zawalone dolne i górne drogi oddechowe i gorączkę więc wolałabym nie ryzykować. Raz próbowałam ćwiczyć podczas lekkiego przeziębienia i prawie straciłam przytomność.

Wszystko jest kwestią indywidualną, chociaż myślę, że lekkie przeziębienie nie jest jakimś przeciwwskazaniem do wykonywania treningu o ile znajdziemy na niego siły. Organizm potrzebuje jednak sporo energii by zwalczać stan zapalny i wirusy, a ćwiczenia mogą Nas jeszcze bardziej osłabić dlatego czasem warto pomyśleć o swoim zdrowiu, bo to ono jest najważniejsze. Zdecydowanie odradzałabym treningi z gorączką, ponieważ to oznacza, że organizm walczy z chorobą i jest już wystarczająco osłabiony. W końcu właśnie dlatego przy chorobie zaleca się leżeć i odpoczywać. Faktycznie podczas treningu można się zdrowo wygrzać i wypocić wszystkie zarazki, ale trzeba mieć na to siły. Mnie niestety sił brakuje, ale mimo wszystko liczę, że do wieczora mi przejdzie i będę mogła trochę poćwiczyć.


Źródło: tumblr.com

A Wy? Ćwiczycie podczas choroby czy raczej wolicie się oszczędzać? 

Póki co zakopałam się pod kołderką z kubkiem gorącej herbatki i stosem tabletek. Zrobię sobie jeszcze okład z mojej Koty, która może mnie troszkę wygrzeje. Nie poddam się bez walki! 
A Wy kochani uważajcie, bo pogoda jest teraz okropnie zdradliwa i ni stąd ni zowąd możecie złapać jakąś infekcję podobnie jak ja, a tego przecież nie chcecie. 

Warto troszkę powzmacniać swoją odporność więc polecam tran, kapsułki z czosnkiem lub zwykły czosnek, dużo imbiru, a do tego witaminki. Postaram się w najbliższym czasie zdradzić Wam kilka moich, domowych i naturalnych sposobów na walkę z chorobą i wzmocnienie organizmu.

Trzymajcie się ciepło! 

8 kwietnia 2013

POSTANAWIAM... "być najlepszą wersją siebie!"

Witajcie!
Postanowiłam, że będę najlepszą wersją siebie samej... Magdalena 2.0! Ostatnio podczas rozmowy z moją najlepszą koleżanką z czasów szkoły, którą znam już ponad 20 lat doszłam do wniosku, że się samoistnie przeobraziłam w tą gorszą siebie. Nie chodzi mi tutaj o wizerunek zewnętrzny, ale o pewne nawyki i o zachowanie. Myślałam, że to wiek, ale wygląda na to, że wiele rzeczy sobie tym tylko tłumaczyłam...

Źródło: tumblr
Nigdy nie będę ideałem nawet w swoich oczach, bo chyba na tym właśnie to wszystko polega. Żeby cały czas gonić króliczka, bo co nam z niego gdy go już złapiemy? Będę go gonić, aż padnę! Na tym chyba właśnie polega bycie ideałem! Żeby się nie poddawać mimo przeciwności losu.

W swoim życiu dostałam mocno po dupie... myślałam, że z wiekiem stałam się zgorzkniała, ale to nie wiek miał tu największy wpływ, a brak doskonalenia siebie. Myślałam, że studia wystarczą do rozwijania swojego charakteru, ale teraz już wiem jak bardzo się myliłam, bo to nie na nich świat się kończy. Wiele uświadomiła mi ta przemiana zewnętrzna, bo wiem, że stać mnie na więcej, i że mogę wszystko! Teraz nie usatysfakcjonują mnie już ochłapy, na które myślałam, że zasługuje. Wiem, że wszyscy zasługują na to co najlepsze!

Zawsze byłam duszą towarzystwa i nigdy nie miałam problemów by wyjść z inicjatywą do ludzi, a ostatnio mam coraz większe opory. Już nie podejdę do obcego człowieka, a gdy ktoś znajomy mnie nie poznaje to odwracam się w drugą stronę. Boję się rozmów z ludźmi, którzy znali tamtą mnie z przeszłości, bo mam wrażenie, że nie będę mieć o czym! Niesamowicie się myliłam, bo rozmowa nawiązała się sama i to praktycznie z każdym... nie spodziewałam się, że pójdzie tak łatwo.


Krótko mówiąc odzyskuję swoją spontaniczność i pewność siebie!
Teraz przestanę już chyba odpychać ludzi od siebie, a zacznę ich przyciągać!
Tak wiele się właśnie może zmienić za sprawą niewielkiej zmiany nawyków, zmiany wyglądu i uświadomienia sobie, że się jednak zasługuje na to co najlepsze.


POSTANAWIAM ŻE:

  • zacznę używać mojego terminarza i przestanę odkładać wszystko na dzień kolejny, bo potem te odkładane obowiązki zaczynają mnie przykrywać! Będę skrupulatnie zapisywać wszystkie ważne rzeczy, spotkania, obowiązki... nie rezygnując jednocześnie z przyjemności. Mam nadzieję, że dzięki takiej organizacji dnia nauczę się konsekwencji także w innych aspektach życia.
  • zacznę realizować swoje marzenia i pasje nie oczekując, że będę w nich najlepsza! - chcę wrócić do muzyki, która zawsze dawała upust moim emocjom, a do tego chcę fotografować, ale nie tak jak ktoś tego ode mnie oczekuje, a tak jak sama mam ochotę!
  • trochę zmienię swój tryb życia, zacznę wcześniej chodzić spać i wstawać o normalnej porze tak żeby nic w ciągu dnia mi nie umknęło!
  • zrobię remanent w szafie, o którym piszę już od dawna! Pozbędę się rzeczy, które przypominać mi będą osobę, którą się stałam, ale którą już więcej nie chcę być!
  • zrobię wreszcie remont swojego mieszkania i zacznę dbać o jego wystrój i porządek żebym w każdej chwili mogła zaprosić do siebie znajomych! Gdy już wreszcie posprzątam gruntownie łatwiej mi będzie wykonywać na bieżąco pewne prace. 
Źródło: tumblr

A to wszystko i jeszcze więcej już od teraz! Nie chcę by coś mi naprawdę w życiu uciekło, bo chyba warto jest się cieszyć życiem i zarażać tą radością innych ludzi. 
A teraz najważniejsze... 
POSTANAWIAM, ŻE BĘDĘ SIĘ CZĘŚCIEJ UŚMIECHAĆ!
Będę bardziej spontaniczna i wesoła i będę się cieszyć każdą chwilą... 

Oto kolejne zmiany, które spróbuję wprowadzić w życie... 
A już wkrótce mam nadzieję, że podzielę się z Wami moim sposobem na zorganizowane życie :) 
Bo po co żyć w ciągłym stresie... 
Buziaki! 

P.S TRZYMAJCIE KCIUKI BYM WYTRWAŁA W POSTANOWIENIACH :) 

MOJA DIETA - Co jadam na śniadania?

Witajcie!
Dziś postanowiłam w całości poświęcić posta moim śniadaniom, na które jeszcze całkiem niedawno w moim jadłospisie nie było miejsca. Dopiero teraz, po tych kilku miesiącach zdrowego odżywiania odczułam różnicę i wiem jaki "sajgon" fundowałam mojemu organizmowi i to całkiem bezmyślnie! 



Źródło: healthymealexperts.com

Dlaczego kiedyś nie jadłam śniadań?
To dosyć trudne pytanie... Najczęściej nie miałam na to czasu, bo wychodziłam z domu śpiesząc się, ale nie jeden raz nawet gdy spędzałam cały dzień w domu to nie jadłam przez kilka godzin rano. To akurat głównie było spowodowane całkowitym lenistwem i tłumaczeniem sobie, że nic nie ma w lodówce, albo, że nie jestem głodna. Faktycznie, rzadko kiedy byłam głodna, ale mam wrażenie, że to była moc sugestii.

Na chwilę obecną nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez zjedzenia... no może nawet nie śniadania, bo w dalszym ciągu wszędzie się zawsze spóźniam, ale CZEGOKOLWIEK! Dzięki temu mam energię na cały poranek, a do tego przez całą zimę praktycznie ani razu nie było mi zimno nawet przy sporych mrozach.

Moje ulubione śniadania:

  • 2 jajka na miękko + pieczywo: np. chleb orkiszowy z domowym twarożkiem z rzodkiewką i szczypiorkiem 
  • jajecznicę ze szczypiorkiem z 2 lub 3 jajek + pieczywo ( 2 kromki)
  • placki owsiane z TEGO PRZEPISU
  • naleśniki z mąką owsianą, niskosłodzonym domowym dżemem i jogurtem lub z owocami (np. banany lub jabłka) i jogurtem
  • śniadaniowa Bruschetta z jajecznicą, pomidorami lub ostrą papryczką.
  • francuskie tosty smażone bez tłuszczu lub na łyżce klarowanego masła
A gdy się spieszę: 
  • serek naturalny np. Bieluch Lekki  lub jogurt naturalny typu greckiego z dżemem niskosłodzonym
  • musli z mlekiem lub z jogurtem naturalnym typu greckiego
Jakiś czas po śniadaniu piję czerwoną lub zieloną herbatę (nigdy nie bezpośrednio), a dodatkowo staram się zawsze zjeść jakiś owoc np. banana. Czasem wypijam sok ze świeżo wyciskanych pomarańczy lub ewentualnie szklankę maślanki lub mleka 1,5%. Ostatnio miałam też kilkukrotnie nieodpartą chęć na kakao i poczułam się prawie jak w dzieciństwie.

Jak widać nachodzą mnie najczęściej smaki na słodkie śniadania. Wcześniej jadłam najczęściej zwyczajne kanapki z wędliną, ale przejadły mi się już. Ileż można jeść to samo :) Najczęściej wszystko zależy właściwie od tego co mam w szafkach i lodówce choć bywa i tak, że niewiele można tam znaleźć (ostatnio w mojej lodówce nie ma nawet światła). Wtedy trzeba wymyślić coś zupełnie innego. W każdym razie już nie zdarza mi się jak kiedyś wychodzić z pustym żołądkiem i potem przez pół dnia czuć to zasysanie w żołądku, NO WAY! No może czasem... ale to już muszę mieć poślizg kompletny!

Powoli uczę się regularności i konsekwencji w odżywianiu i wiecie co jest najśmieszniejsze? 
Zawsze myślałam, że zdrowe odżywianie jest trudne, a tutaj okazuje się, że w ogóle nie muszę się wysilać! Wszystko jest kwestią czasu i gdy się chce to nawet i najbardziej destrukcyjny nawyk będziemy w stanie pokonać! 
Źródło: www.zastavki.com

Przydałby się ktoś do przyrządzania i przynoszenia takiego pysznego śniadanka wprost do łóżka... 

A co Wy jadacie najczęściej na śniadania? 
Stawiacie na klasykę i prostotę jak ja czy raczej preferujecie coś bardziej wymyślnego? 
Bardzo chętnie dowiem się jakie Wy macie poranne nawyki, ponieważ ja w dalszym ciągu szukam dodatkowych inspiracji do zdrowego odżywiania :) 


7 kwietnia 2013

Dieta - jak ja nie lubię tego słowa!

Witajcie!
Jak widzicie na kilka dni zaginęłam w akcji, ale już do Was wracam z kolejną porcją motywujących postów :) Postanowiłam przedłużyć sobie pobyt u rodziców i dopiero na dzień jutrzejszy planuje powrót do Krakowa, a wszystko za sprawą moich dawnych znajomych, z którymi postanowiłam się zobaczyć po 7 latach! Poszłam w piątek na koncert i bawiłam się wspaniale, ale niestety coś za coś... bo ucierpiało trochę moje samopoczucie. W każdym razie usłyszeć od kilku osób, że wyglądam świetnie to już coś! Tym bardziej, że oni nie widzieli mnie od dawna... Czyżbym wyglądała lepiej niż kiedyś? Mało prawdopodobne! Ale było to niezwykle miłe i motywujące... 

W zasadzie cały mój ostatni tydzień okazał się całkowitą żywieniową klapą za sprawą kuchni mojego Taty, ale nie tylko! Znów nie chcąc robić mu przykrości, że coś mi nie smakuje jadłam. Uwierzcie! Wszystko jest lepsze niż jego późniejsze marudzenie, nawet nadmiar kilogramów. Postanowiłam wziąć się twardo za siebie i spróbować może jakiejś diety? Pisałam Wam ostatnio o diecie, która niesamowicie mnie zaciekawiła, a mianowicie Dieta 5:2 dr. Mosleya. Jeszcze nie przeczytałam całej książki, ale jestem już bliżej niż dalej i nie wykluczam, że przetestuję tą dietę na sobie.

Kilka dni temu jednak dostałam w prezencie od VITALIA.pl miesięczny abonament na dietę IGpro. Dieta zakłada spadek masy ciała o 0,7-1 kg tygodniowo według preferencji osoby odchudzającej się. Dosłownie kilka godzin temu dostałam pełen dostęp do jadłospisu, listy zakupów i motywacji, które zostały przygotowane dla mnie indywidualnie na podstawie dość dokładnego wywiadu dietetycznego w postaci formularza. Dieta IGpro nie jest jakąś niskokaloryczną głodówką, a w zasadzie to taki zdrowy sposób żywienia. Gdy będę mieć trochę więcej czasu zapoznam się z pełnym jadłospisem, ale na pierwszy rzut oka dieta wydaje mi się całkiem przyjemna i prosta do zastosowania. Nie mówię, że od razu będę się trzymać wszystkich posiłków, bo np. jutro na II śniadanie według jadłospisu powinnam przegryźć marchewkę, której wręcz nie znoszę! Na pewno jednak zacznę przemycać do swojego stylu żywienia pewne pomysły :)


Na czym polega dieta IGpro?




VITALIA o metodzie IGpro:
"Jesteśmy na rynku już ponad 7 lat. Doświadczenie i wiedza pozwoliły nam stworzyć unikatową filozofię odchudzania - metodę IGpro™, która zrewolucjonizuje myślenie o diecie na zawsze. To najprostszy,najbardziej elastyczny i jednocześniesuper skuteczny sposób na schudnięcie.

Dzięki VitaPunktom™ (VP) kontrolujesz, ile i jak jesz - uczysz się dokonywać dobrych wyborów na całe życie. Kolory glikemiczne pozwalają mierzyć jakość posiłków - w zależności od fazy diety jesz tylko zielone lub zielone, żółte i pomarańczowe produkty i potrawy. Rezultat? Nie myślisz o kaloriach, jesz więcej, czujesz nasycenie, a przy tym chudniesz."

Na pierwszy rzut oka dieta wydaje się ciekawa...
Podobno metody odchudzania gdzie podstawą jest kontrolowanie indeksu i ładunku glikemicznego faktycznie są skuteczne i zapewniają zdrowe odchudzanie no i co ważne... nie podnoszą poziomu insuliny we krwi!

Czy któraś z Was próbowała takiej diety, bo zastanawiam się czy warto się w nią pakować... szczególnie przy tych moich trudnościach z regularnym spożywaniu posiłków? 
Podzielcie się swoją opinią i doświadczeniami na temat diet... 
Może polecacie coś innego? 

Ja jestem zawsze nastawiona sceptycznie do gotowych jadłospisów i diet, ale tutaj VITALIA przygotowała go dla mnie na podstawie informacji z formularza. Różnorodność, której oczekiwałam jest, ale muszę się w to głębiej wgryźć i wtedy podzielę się z Wami swoją pełną opinią na ten temat. Dużym plusem dla mnie jest również to, że dostęp do informacji na temat mojej diety i postępu mam również przez aplikację na smartfona, a to zdecydowanie bardziej ułatwia sprawę osobom, które są zabiegane jak ja.

Tymczasem pozostaje mi jeszcze jeden dzień objadania się u rodziców, a potem pora wrócić do rzeczywistości i PRAWDZIWEGO jedzenia :) 
Buziaki!