Jakiś czas temu, tutaj na blogu pisałam Wam o moim kolejnym postanowieniu, a mianowicie o "wyhodowaniu" naturalnych paznokci i muszę powiedzieć, że chyba się udało! Trwało to strasznie długo, bo po kilku latach noszenia manicure hybrydowego i żelu moje paznokcie były cieniutkie niczym papier. Wyginały się w każdą stronę więc mój pierwszy miesiąc ograniczył się tylko do malowania ich odżywką i skracania do opuszka.

Najdziwniejszy okazał się ich widok bez koloru, bo stosując odżywkę Eveline SOS 3w1 nie malowałam ich na żaden kolor. Po miesięcznej kuracji, która stopniowo wzmacniała moje paznokcie zastosowałam Nail Tek i już zaczęłam malować paznokcie zgodnie z zaleceniami producenta. Paznokcie rosły, ale nadal się niestety łamały i to najczęściej w takich miejscach, że musiałam je obcinać do zera. Do całej akcji "hodowania" paznokci dołączyłam jeszcze dobrze chyba wszystkim znany suplement diety Belissa. Nie wierzę reklamom, ale postanowiłam spróbować, bo to jednak zawsze witaminy i skrzyp, który zalecany jest przy problemach ze skórą, włosami i paznokciami! Stosowałam ją przez nieco ponad miesiąc często jednak zapominając o zażyciu tabletki. Mimo wszystko takich efektów całej akcji się nie spodziewałam!
Od około dwóch tygodni moje paznokcie są twarde, błyszczące i nie wyginają się! Wreszcie mogłabym wykorzystać je w celu samoobrony przed potencjalnym napastnikiem drapiąc go do krwi (sprawdziłam to na sobie, bo ostatnio dość boleśnie podrapałam się przez sen). Może nie są to jeszcze najmocniejsze paznokcie jakie będąc stylistką paznokci w życiu widziałam, ale są o niebo lepsze niż były! Nigdy nie miałam ładnych paznokci, bo już jako nastolatka nie mogłam ich zapuścić. W późniejszym czasie paznokcie rosły mi najdalej do opuszka, no może 1 mm za niego, ale szybko się łamały. Teraz wolny brzeg moich paznokci ma około 4/5 mm i od 2 tygodni nic mi się nie złamało!
Korzystając więc z okazji, że paznokcie zaczynają wyglądać "jako tako" postanowiłam uzupełnić swoją kolekcję lakierów. Wcześniej kupowałam zawsze Inglot i do tej pory to tymi lakierami malowałam swoje paznokcie, ale po 3 latach od momentu zakupu i te przestały się sprawdzać. Zrobiły się rzadkie i nie chciały w ogóle schnąć. Tym razem wymyśliłam, że nie będę wydawać 30 zł na jeden lakier, a że kupię sobie więcej tańszych i przetestuję czy czymś się różnią.
Otóż... nie różnią się niczym!!!


Lakier firmy Eveline Cosmetics miniMAX quick dry & long lasting (ok. 5 zł) utrzymał się na moich paznokciach około 4 dni czyli połowę tego co zapowiada producent. Mimo wszystko jest to dłuższy czas niż w przypadku Inglotu. Lakiery firmy Eveline są gęste, ale za to już pierwsza warstwa kryje bardzo ładnie. Do tego bardzo szybko wysychają co było dla mnie sporym zaskoczeniem. Wystarczą dwie warstwy by mieć bardzo mocno nasycony kolor na pazurkach.
Z kolei mega tani lakier Miss Selene, który można kupić w Golden Rose (ok. 2,5 zł) utrzymał się na paznokciach aż 5 dni i pewnie trzymałby się dalej, ale zdążył mi się już znudzić! Niestety musiałam nałożyć aż 4 warstwy, a kolor i tak nie był tak wyrazisty jak tego oczekiwałam. Lakiery są rzadkie i mają małą zawartość pigmentu, ale jak na taką cenę to i tak są bardzo fajne.

Dziś pomalowałam paznokcie lakierem Wibo Express Growth (ok. 6 zł) i szczerze mówiąc to pierwszy raz gdy mam z tą firmą do czynienia. Konsystencją i nasyceniem koloru lakiery przypominają mi Eveline. Są gęste, a kolory wyraziste już przy pierwszej warstwie. Nałożyłam dwie warstwy i zobaczymy jak długo będzie nadawał piękny, pomarańczowy kolor moim paznokietkom.
Na te wszystkie lakiery wydałam niewiele więcej niż zazwyczaj kupując jeden kolor lakieru Inglot więc było warto szczególnie, że lubię jaskrawe i mocno nasycone kolory. Muszę jednak poszukać jakichś fajnych, dobrze kryjących kolorów neonowych czyli mówiąc moim językiem "oczojebnych".
Może Wy znacie coś niedrogiego i wartego uwagi???

Kolejnym celem do zrealizowania będzie zapuszczenie włosów, o które przez ostatni rok musiałam bardzo mocno dbać po tym jak zafundowałam im trwałą! (NIE POLECAM!) Około 2 tygodnie temu podcięłam sobie końcówki ścinając tym samym niemal całe pozostałości po tym nieudanym zabiegu. Dodatkowo od marca jeszcze ich nie farbowałam, bo udało mi się uzyskać kolor bardzo przypominający mój naturalny "mysi blond". Myślę, że to tylko kwestia czasu gdy znów zacznę coś z włosami kombinować, ale nie mam zamiaru ich obcinać. Wczoraj znalazłam swoje stare zdjęcia, z przed 7 lat, miałam w tym czasie piękne włosy aż do pasa! Nie wiem co mnie podkusiło by je skrócić, ale więcej tego błędu nie popełnię. Szczerze mówiąc wtedy nie bardzo wiedziałam co z nimi robić więc najczęściej nosiłam je spięte w kucyk.
Zapuszczenie ich będzie dla mnie kolejnym wyzwaniem i krokiem do osiągnięcia pełni kobiecości!
Udowodniłam już, że nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych więc i to mam nadzieję przyjdzie mi łatwo.
Znacie jakieś sprawdzone sposoby by przyśpieszyć wzrost włosów?
![]() |
| Rok 2006 |





.jpg)




.jpg)




































