Piekne Zdrowie - Blog o zdrowiu i urodzie

6 sierpnia 2013

KOSMETYCZNIE czyli metamorfoza moich paznokci & lakierowy zawrót głowy!

Witajcie!
Jakiś czas temu, tutaj na blogu pisałam Wam o moim kolejnym postanowieniu, a mianowicie o "wyhodowaniu" naturalnych paznokci i muszę powiedzieć, że chyba się udało! Trwało to strasznie długo, bo po kilku latach noszenia manicure hybrydowego i żelu moje paznokcie były cieniutkie niczym papier. Wyginały się w każdą stronę więc mój pierwszy miesiąc ograniczył się tylko do malowania ich odżywką i skracania do opuszka. 



Najdziwniejszy okazał się ich widok bez koloru, bo stosując odżywkę Eveline SOS 3w1 nie malowałam ich na żaden kolor. Po miesięcznej kuracji, która stopniowo wzmacniała moje paznokcie zastosowałam Nail Tek i już zaczęłam malować paznokcie zgodnie z zaleceniami producenta. Paznokcie rosły, ale nadal się niestety łamały i to najczęściej w takich miejscach, że musiałam je obcinać do zera. Do całej akcji "hodowania" paznokci dołączyłam jeszcze dobrze chyba wszystkim znany suplement diety Belissa. Nie wierzę reklamom, ale postanowiłam spróbować, bo to jednak zawsze witaminy i skrzyp, który zalecany jest przy problemach ze skórą, włosami i paznokciami! Stosowałam ją przez nieco ponad miesiąc często jednak zapominając o zażyciu tabletki. Mimo wszystko takich efektów całej akcji się nie spodziewałam!

Od około dwóch tygodni moje paznokcie są twarde, błyszczące i nie wyginają się! Wreszcie mogłabym wykorzystać je w celu samoobrony przed potencjalnym napastnikiem drapiąc go do krwi (sprawdziłam to na sobie, bo ostatnio dość boleśnie podrapałam się przez sen). Może nie są to jeszcze najmocniejsze paznokcie jakie będąc stylistką paznokci w życiu widziałam, ale są o niebo lepsze niż były! Nigdy nie miałam ładnych paznokci, bo już jako nastolatka nie mogłam ich zapuścić. W późniejszym czasie paznokcie rosły mi najdalej do opuszka, no może 1 mm za niego, ale szybko się łamały. Teraz wolny brzeg moich paznokci ma około 4/5 mm i od 2 tygodni nic mi się nie złamało!

Korzystając więc z okazji, że paznokcie zaczynają wyglądać "jako tako" postanowiłam uzupełnić swoją kolekcję lakierów. Wcześniej kupowałam zawsze Inglot i do tej pory to tymi lakierami malowałam swoje paznokcie, ale po 3 latach od momentu zakupu i te przestały się sprawdzać. Zrobiły się rzadkie i nie chciały w ogóle schnąć. Tym razem wymyśliłam, że nie będę wydawać 30 zł na jeden lakier, a że kupię sobie więcej tańszych i przetestuję czy czymś się różnią.
Otóż... nie różnią się niczym!!! 




Lakier firmy Eveline Cosmetics miniMAX quick dry & long lasting (ok. 5 zł) utrzymał się na moich paznokciach około 4 dni czyli połowę tego co zapowiada producent. Mimo wszystko jest to dłuższy czas niż w przypadku Inglotu. Lakiery firmy Eveline są gęste, ale za to już pierwsza warstwa kryje bardzo ładnie. Do tego bardzo szybko wysychają co było dla mnie sporym zaskoczeniem. Wystarczą dwie warstwy by mieć bardzo mocno nasycony kolor na pazurkach.

Z kolei mega tani lakier Miss Selene, który można kupić w Golden Rose (ok. 2,5 zł) utrzymał się na paznokciach aż 5 dni i pewnie trzymałby się dalej, ale zdążył mi się już znudzić! Niestety musiałam nałożyć aż 4 warstwy, a kolor i tak nie był tak wyrazisty jak tego oczekiwałam. Lakiery są rzadkie i mają małą zawartość pigmentu, ale jak na taką cenę to i tak są bardzo fajne.


Dziś pomalowałam paznokcie lakierem Wibo Express Growth (ok. 6 zł)  i szczerze mówiąc to pierwszy raz gdy mam z tą firmą do czynienia. Konsystencją i nasyceniem koloru lakiery przypominają mi Eveline. Są gęste, a kolory wyraziste już przy pierwszej warstwie. Nałożyłam dwie warstwy i zobaczymy jak długo będzie nadawał piękny, pomarańczowy kolor moim paznokietkom.


Na te wszystkie lakiery wydałam niewiele więcej niż zazwyczaj kupując jeden kolor lakieru Inglot więc było warto szczególnie, że lubię jaskrawe i mocno nasycone kolory. Muszę jednak poszukać jakichś fajnych, dobrze kryjących kolorów neonowych czyli mówiąc moim językiem "oczojebnych". 
Może Wy znacie coś niedrogiego i wartego uwagi??? 




Kolejnym celem do zrealizowania będzie zapuszczenie włosów, o które przez ostatni rok musiałam bardzo mocno dbać po tym jak zafundowałam im trwałą! (NIE POLECAM!) Około 2 tygodnie temu podcięłam sobie końcówki ścinając tym samym niemal całe pozostałości po tym nieudanym zabiegu. Dodatkowo od marca jeszcze ich nie farbowałam, bo udało mi się uzyskać kolor bardzo przypominający mój naturalny "mysi blond". Myślę, że to tylko kwestia czasu gdy znów zacznę coś z włosami kombinować, ale nie mam zamiaru ich obcinać. Wczoraj znalazłam swoje stare zdjęcia, z przed 7 lat, miałam w tym czasie piękne włosy aż do pasa! Nie wiem co mnie podkusiło by je skrócić, ale więcej tego błędu nie popełnię. Szczerze mówiąc wtedy nie bardzo wiedziałam co z nimi robić więc najczęściej nosiłam je spięte w kucyk.
Zapuszczenie ich będzie dla mnie kolejnym wyzwaniem i krokiem do osiągnięcia pełni kobiecości!
Udowodniłam już, że nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych więc i to mam nadzieję przyjdzie mi łatwo.

Znacie jakieś sprawdzone sposoby by przyśpieszyć wzrost włosów? 


Rok 2006

4 sierpnia 2013

MOJA METAMORFOZA & TRENINGI - Podsumowanie miesięcy 10/11

Witajcie! 
Mimo, że miałam tego nie robić to postanowiłam jednak napisać podsumowanie ostatnich dwóch miesięcy. Jest dokładnie tak jak pisałam wcześniej, bo nie ma żadnych efektów, którymi warto by się było chwalić, ale ze względu na to, że nadal nie jestem bierna chciałabym się z Wami podzielić tym co, ile i kiedy ćwiczyłam.








Aktualne pomiary:


Treningi CZERWIEC/LIPIEC:



TYDZIEŃ 38
07.06 - BIEGANIE 9 km (60 min) (-724 kcal)
08.06 - CHODZENIE 3,2 km (40 min) (-188 kcal)


TYDZIEŃ 39
10.06 - BIEGANIE - 4 km (30 min) + CHODZENIE 1,2 km (15 min) (-338 kcal)
14.06 - CHODZENIE 1,6 km (20 min)  + ROWER 40 km (3h 10 min) (-1326 kcal)
16.06 - ROWER (-662 kcal)

TYDZIEŃ 40
17.06 - ROWER 28 km  (2h 40 min) (-895 kcal)

TYDZIEŃ 42
03.07 - ROWER 18 km (1h 20 min) (-548 kcal)
05.07 - BIEGANIE 5km (40 min) (-407 kcal)
06.07 - ROWER 25 km (1h 5 min) + BIEGANIE 6 km (40 min) (-1317 kcal)

TYDZIEŃ 43
14.07 - CHODZENIE 11 km (1h 45 min) (-824 kcal)

TYDZIEŃ 44
15.07 - BIEGANIE 3,5 km (25 min) (-284 kcal)
16.07 - ROWER 60 km (3h 40 min) (-1835 kcal)
17.07 - ROWER 13 km (1h 5 min) (-395 kcal)
18.07 - CHODZENIE 3,5 km (50 min)  (-217 kcal)
20.07 - CHODZENIE 2 km (25 min) (-124 kcal)

TYDZIEŃ 45
24.07 - CHODZENIE 6 km (1h 10 min) (-431 kcal)
25.07 - BIEGANIE 5,5 km (40 min) (-462 kcal)
27.07 - BIEGANIE 8,5 km (1 h) (-692 kcal)
28.07 - BIEGANIE 5,5 km (40 min) (-450 kcal)

TYDZIEŃ 46
31.07 - CHODZENIE 7 km (2h 20 min) + BIEGANIE 6,4 km (45 min) (-1046 kcal)
01.08 - CHODZENIE 5,2 km (1h 10 min) + BIEGANIE 6km (45 min) (-817 kcal)
02.08 - AB JAM (20 min) + MEL B - brzuch (10 min) + 60 brzuszków (-296 kcal)
03.08 - BIEGANIE 9 km (1h 10 min) + ChaLEAN EXTREME Recharge (20 min) (-852 kcal) 
04.08 - BIEGANIE - 6, 2 KM (50 min) (-510 kcal)



SPALIŁAM W SUMIE: ok 15 700 kcal, a treningi zajęły mi ponad 36 godzin.
To nie wiele, ale zawsze lepsze niż nic!  
Biorąc pod uwagę fakt, że były to najbardziej zapracowane miesiące w całej mojej metamorfozie (praca + sesja) to i tak jestem z wyniku zadowolona! 

Na dniach postaram się dodać posta z kolejnymi zdjęciami porównawczymi. Niestety na chwilę obecną nie mam dostępu do aparatu, a chcę żeby zdjęcia były zawsze robione z tej samej perspektywy, tym samym obiektywem i co najważniejsze... z takim samym światłem! Spodziewajcie się zdjęć jeszcze przed moim wyjazdem na długie wakacje (ok 4-5 tygodni). 

Zauważalne zmiany na chwilę obecną to:
- uwydatniające się mięśnie brzucha
- podniesione, "napompowane" pośladki
- mocne mięśnie nóg (szczególnie łydki)
- całkowita redukcja cellulitu
- szczuplejsze ramiona


Zaplanowałam już kolejne tygodnie treningów i mam nadzieję, że nic na stanie mi na drodze do zrealizowania tego planu. A już po moim powrocie podsumowanie miesiąca 12, który zamknie cały rok mojej metamorfozy. Mam nadzieję, że wreszcie zauważę jakieś większe zmiany, bo zaczynam się robić niecierpliwa ;)


1 sierpnia 2013

MOTYWACJA czyli MOJA "PSYCHOLOGIA BIEGANIA"

Witajcie!
Jak wiecie (a jeśli nie wiecie to już się dowiedzieliście) od jakiegoś czasu zaczęłam intensywnie biegać i choć nie mogę powiedzieć, że jestem w tym naprawdę dobra to za to śmiało bieganie mogę nazwać jednym z najcięższych wyzwań jakich się w życiu podjęłam. 


Na początku myślałam, że co to za problem ubrać buty i przebiec się przez kilka kilometrów, ale gdy zaczęłam to zrozumiałam dlaczego właśnie tą aktywność fizyczną zalicza się do tych bardziej efektywnych. Gdy zaczynałam swoje pierwsze próby jeszcze w zimie to po 200 metrach miałam ochotę wypluć płuca. Tętno skakało mi do niesamowitych wysokości, a nogi ledwo niosły dalej. Nie wierzyłam, że to kiedykolwiek się zmieni, a jednak! Łącznie w ciągu tego roku przebiegłam tylko około 80 km. Co to jest? Niewiele! Ostatnio jednak uaktywniłam się i w samym lipcu przebiegłam ponad 40 km.




Muszę przyznać, że naprawdę to polubiłam, a kiedyś nie znosiłam wysiłku, pocenia się i treningów wykonywanych publicznie. Stosuję kilka trochę dziwnych zasad, dzięki którym w ogóle daję radę!



  • Biegam swoim tempem tak bym mogła spokojnie oddychać. Niektórzy mówią, że najlepiej jest biegać w takim tempie by móc swobodnie rozmawiać z drugą osobą, ale niestety nie wiem ile jest w tym prawdy ponieważ nigdy nie miałam okazji biegać w towarzystwie.
  • Nigdy nie narzucam sobie określonego celu czyli ilości spalonych kalorii czy też dystansu, bo wiem, że mój organizm już w połowie zaczynałby mi dawać sygnały, że jestem za słaba i że nie dam rady! Śledzę na bieżąco swoje wyniki korzystając z Endomondo, a po każdym powrocie staram się podsumować trening.
  • Zauważyłam, że wbrew pozorom najtrudniejsze są pierwsze kilometry. Początkowo mam zawsze sporo energii, ale gdy tylko przekroczę barierę jednego kilometra nagle zaczynam sobie wmawiać, że już wszystko mnie boli, że już mam zadyszkę, że nie dam rady. Cały czas myślę, myślę, myślę...  Myślenie przechodzi mi po około 3 lub 4 kilometrach biegu i wtedy gdy kończę okrążenie mam ochotę na kolejne!
  • Podczas biegania staram się myśleć o wszystkim, ale nie o tym co właśnie robię i to dodaje mi energii. Wczoraj właśnie skupiałam się za mocno na treningu i w efekcie po 5 km byłam już tak niesamowicie zmęczona, że musiałam się na chwilę zatrzymać, a tego nie robiłam już od kilku ostatnich razy.
  • Nigdy również nie ustalam sobie z góry trasy, nie planuję jej chociaż gdy wychodzę z domu przeważnie mam pomysł gdzie pobiegnąć. Czasem jednak przy finishu nadal mam siły więc wtedy dokładam sobie kolejne, nieprzemyślane okrążenie i w efekcie robię o wiele więcej kilometrów niż myślałam.
  • Podczas biegania zawsze słucham muzyki i to nie tej polecanej przez wiele osób do biegania. Nie ściągam gotowych playlist i nie wyszukuje odpowiedniej muzyki do treningów. Mało tego! Uważam, że to nonsens, bo każdy z nas ma własny gust. W moim przypadku idealnie sprawdza się muzyka rockowa, ale też nie każda. To, że np. jednego dnia dobrze mi się biega przy jednym kawałku to nie znaczy, że następnego dnia będzie to samo. Kwestia humoru i nastawienia.
  • Lubię biegać po zmroku lub w późniejszych godzinach wieczornych, bo wtedy jest zdecydowanie chłodniej! Wybieram raczej znane mi miejsca gdzieś w pobliżu żeby w razie czego móc zawrócić.
  • Dodatkowo biegam zawsze sama i staram się mijać jak najmniejszą liczbę osób, bo jakoś nadal nie czuję się zbyt komfortowo kiedy inni ludzie patrzą gdy się męczę. Z czasem jednak zauważam, że im więcej biegam tym bardziej obecność innych osób dodaje mi energii co przekłada się w późniejszym czasie na prędkości i dystanse. Przecież nie zatrzymam się gdy ktoś patrzy! Nie dam mu tej satysfakcji!



Dlaczego Wam to piszę? 
Bieganie, jak wspominałam to jeden z efektywniejszych sportów, ale wiele osób ma przed nim spore obawy. Ja nigdy nie sądziłam, że się czegoś takiego podejmę, a jednak zaczęłam i powoli staje się to częścią mojego dnia. Bałam się o moje stawy choć zauważyłam sporą poprawę ich stanu. Być może pozbyłam się już wrednej hondromalacji. Nie chciałam robić sobie obciachu, ale odważyłam się mimo wszystko. Obaw i wątpliwości było tak wiele, że przez tyle lat, mając dogodne miejsce do biegania nigdy się za nie nie zabrałam! To wszystko były tylko wymówki! Wiadomo, że nie każdy może biegać, bo np. osoby starsze lub mające problemy z sercem, stawami, kręgosłupem nie powinny się przemęczać w taki sposób, ale zawsze można odwiedzić lekarza i zapytać! Zakup dobrych butów do biegania też nie jest już problemem, bo na rynku mamy taką różnorodność, że każdy znajdzie coś dla siebie. 

Uwierzcie mi na słowo! Warto spróbować... 
Ja podczas biegu czuję się wolna od negatywnych myśli, od złej energii, a gdy wracam cała spocona do domu czuję wyjątkową błogość. Tutaj nie da się oszukiwać jak np. robiąc treningi w domu. Zawsze można nie zrobić jednego czy kilku powtórzeń, a tutaj albo biegniesz, albo nie! Dystans sam się nie nabije! 

Podczas takiego jednorazowego treningu spalam mniej więcej tyle kalorii co podczas treningów domowych, ale czuję po nich, że napracowałam się naprawdę mocno! Z resztą widzę również efekty mimo, że moja obecna dieta (a raczej jej brak) pozostawia wiele do życzenia. Moje nogi, a w szczególności łydki i pośladki wreszcie nabierają kształtu! Z brzucha powoli znikają oponki Michelin, które pojawiają się podczas siedzenia i wylewają się z nad spodni. Do tego niesamowicie poprawiła się moja kondycja, a mój oddech wyrównał. 

Nie bójcie się spróbować! To nie boli!!! 
Wiadomo, że nie od razu uda nam się przebiegnąć maraton, ale kiedyś i taki dzień może nadejdzie. 
Czasem gdy biegnę mam wrażenie, że niektórzy ludzie patrzą na mnie jak na idiotkę i nie wiem czemu wydaje mi się, że myślą sobie: "Biega, a taka gruba jest!" Na początku tego bałam się najbardziej, ale teraz muszę przyznać, że gdy biegnę to te spojrzenia innych mi zwisają i powiewają na wietrze :) 


I BELIEVE I CAN FLY!!!




31 lipca 2013

TwL - Alternatywa zatłoczonych siłowni

Witajcie!
Pogoda ostatnio nas rozpieszcza i zachęca do wszelkich aktywności outdoorowych, z których ja korzystam bardzo chętnie. W zasadzie nie pamiętam kiedy ostatnio robiłam jakiś trening w domu. U nas w Polsce pogoda jest tak zmienna, że trzeba wycisnąć z niej co się tylko da! Mimo wszystko dużo ludzi w dalszym ciągu woli ćwiczyć na zatłoczonych klimatyzowanych siłowniach i wydawać pieniądze podczas gdy można połączyć przyjemne z pożytecznym.



Lasy Państwowe zorganizowały akcję "Trenuj w lesie", która to ma na celu przekonać ludzi do aktywności fizycznej na łonie natury korzystając z dobrodziejstw natury. Okazuje się, że rolki, nordic walking, jazda na rowerze czy bieganie to nie jedyne sporty, które mogą pomóc nam poprawić sylwetkę. Przekonują nas do tego: Mateusz "Master" Masternak - mistrz Europy w boksie zawodowym oraz Jolanta Studzienna - trenerka siatkówki i była reprezentantka Polski. Razem opracowali zestawy ćwiczeń dla każdego i zapraszają do lasu!


Już teraz na stronach Lasów Państwowych możecie znaleźć pierwszy odcinek cyklu, który znajdziecie także na YouTube. 



Moim zdaniem to bardzo fajna alternatywa zatłoczonych siłowni!!! Akurat obecnie przebywając u rodziców lasów mam pod dostatkiem więc może w najbliższym czasie przejdę się na spacer i zobaczę czy znajdę jakieś fajne miejsce, idealne na trening. W końcu nawet podczas takich upalnych dni w lasach można się trochę ochłodzić między drzewami.

Trening w formie PDF można ściągnąć ze strony Lasów Państwowych. 
TwL - ćwiczenia by Jolanta Studzienna
TwL - ćwiczenia opracowane przez Mateusza Masternaka


Aktywnym można być wszędzie!!!
Podoba Wam się taka inicjatywa? 
Ja uważam, że to świetny pomysł... Korzystajmy póki możemy!
Cieszę się, że coraz więcej się mówi o aktywności fizycznej i czynnie się do niej zachęca. Wierzę, że przyczyni się to do poprawy naszego zdrowia, bo ćwiczyć może każdy!



29 lipca 2013

EXSMOKERS - Rzuć palenie i nie daj się zatrzymać!

Kochani!
Tyle się teraz mówi o zdrowym trybie życia, o byciu fit, ale mało kto zwraca uwagę na to, że oprócz diety i treningów naszym życiem bardzo często rządzą również nałogi. Niektórzy mimo rzekomego, zdrowego trybu życia jaki prowadzą uskuteczniają np.” picie ryzykowne”, które mimo, że odbiega mocno od alkoholizmu to potrafi być jeszcze bardziej destrukcyjne. Inni złapani w sidła nałogu tytoniowego nie potrafią sobie z nim poradzić, szczególnie w sytuacjach silnie stresujących lub przy zwyczajnych nawykach jak papieros do kawy czy po jedzeniu.

Od dłuższego czasu uprawiam sporty outdoorowe i bardzo często ku mojemu zdziwieniu biegacz, który przebiegł kilka kilometrów np. wokół Nowohuckiego zalewu nagle siada na ławce, wyjmuje papierosa i go wypala. Doskonale niestety rozumiem jak to jest gdy wpada się w sidła nałogu, bo sama nie potrafiłam sobie z nim poradzić…

Zaczęłam palić 12 lat temu, jeszcze w szkole będąc całkowicie nieświadoma ryzyka wynikającego z popadnięcia w nałóg. Cały czas tłumaczyłam sobie, że się nie uzależnię i poniekąd miałam rację. Początkowo było to palenie tylko po za domem ze względu na niechęć rodziców do tytoniu, ale gdy tylko wyprowadziłam się na swoje w wieku 19 lat moje mieszkanie wypełniło się chmurą nikotynowego, trującego dymu. Na moje nieszczęście trafiałam cały czas na osoby palące i ciężko było mi w takiej sytuacji porzucić nałóg choć kilkukrotnie o tym myślałam. Jaki był tego powód, że chciałam rzucić? Co najśmieszniejsze nie chodziło mi o moje zdrowie, ale o zawartość portfela. Pamiętam czasy gdy wyjeżdżając na urlop zaopatrywałam się na pobliskiej stacji kupując minimum „wagon” fajek, płacąc wówczas około 50 zł, a teraz? Przy okazji ostatniego wyjazdu w zeszłym roku wydałam lekką ręką 130 zł. OMG! Co ja bym już mogła za te pieniądze kupić… Głupota ludzka niestety nie zna granic i mimo wszystko nadal po papierosy sięgałam aż do września zeszłego roku gdy zaczęła się moja metamorfoza. Przechodząc na zdrową stronę życia musiałam wyeliminować główny powód mojego złego samopoczucia czyli palenie! Obok nadwagi to on powodował, że czułam się jeszcze bardziej podminowana. Wcześniej też uskuteczniałam kilka prób, ale wszystkie niestety nie wypaliły. Kiedyś nie paliłam przez 3 miesiące, bo zastąpiłam papierosa analogowego, papierosem elektronicznym, który niestety po tym czasie się zepsuł i wróciłam do paskudnego dymiącego nałogu. W zeszłym roku było skuteczniej… przestałam prawie całkowicie kupować papierosy, nie zamieniałam ich na elektronicznego papierosa i muszę przyznać, że wcale mnie nie ciągnęło w tym kierunku, ale aż do czasu… do czasu gdy nie spotkałam się przy piwie z kimś kto palił. Wtedy chcąc nie chcąc łapałam za papierosa. Podobnie było przy dłuższej jeździe samochodem, bo nikotyna pobudzała mnie prawie tak jak niektórych wypicie doppio espresso. Drugim problemem były imprezy, na które mimo, że rzadko chodziłam to jednak zawsze chcąc nie chcąc zaopatrywałam się w papierosy. Mimo wszystko byłam z siebie dumna, bo bardzo ograniczyłam palenie stając się tylko towarzyskim palaczem.

Fot. EXSMOKERS

Czułam się o niebo lepiej!!! Moja kondycja poprawiła się niemal natychmiast i przestałam myśleć o papierosie jak o czymś po co muszę sięgać. Wtedy to aktywność fizyczna stała się moim uzależnieniem i to tylko o niej potrafiłam myśleć.

Niestety ta sielanka nie trwała u mnie długo, bo całkiem niedawno wróciłam w 100% do mojego paskudnego zwyczaju palenia papierosów na uczelni, w samochodzie, w pracy, a nawet… w domu! Było mi z tym niesamowicie źle i tłumaczyłam to sobie nadmiernym stresem wynikającym z pracy i studiów. Fakt, coś w tym było! W pracy to była jedyna możliwość, żeby bez konsekwencji iść na sekundkę na zaplecze i usiąść po kilku godzinach biegania między stolikami – uroki pracy kelnerki. Nie czułam się jednak z tym dobrze, ale cóż… stało się!

Zapowiedziałam sobie, że jak tylko skończę sesję to rzucam palenie na 1000% i tak też uczyniłam! Najgorsze w tym wszystkim jest to, że sama nikotyna mnie nie pociąga i potrafię sobie bez niej poradzić w normalne dni, gorzej gdy się zestresuje i zdenerwuję. Nie mniej jednak w papierosach pociąga mnie najbardziej sama czynność! Stojąc w korku nigdy nie mam co zrobić z rękami. Głupie prawda? No cóż, zdarza się! Spotykając się z palącymi znajomymi też jest mi głupio np. nie iść z nimi do palarni w klubie, bo jak miałabym to sobie wyobrazić? Zostać sama? Nie dziękuję! Oprócz tego bardzo często tak zwany „fajek” jest powodem do krótkich spotkań z przyjaciółmi. Wysyłamy sobie sms o treści „fajek” i wpadamy do siebie na kilka chwil, bo akurat na to udaje nam się znaleźć czas w tym zabieganym życiu. To są nawyki, które powodują u mnie chęć sięgnięcia po papierosa, a nie sama nikotyna.

Mimo wszystko postanowiłam przestać palić i w najgorszym wypadku będę sięgać po elektronicznego papierosa z 0 stężeniem nikotyny. Zachowam nawyk, ale nie będę zatruwać sobie cennego życia.  


Tymsamym postanowiłam przyłączyć się do akcji EXSMOKERS i skończyć z tym raz, a dobrze i wiem, że wyjdzie mi to tylko na dobre!


Zastanawialiście się kiedyś moi drodzy palacze co fundujecie swojemu organizmowi zapalając papierosa? Nie widzicie tego gołym okiem, bo zmiany zachodzą pod wpływem czasu i przede wszystkim wewnątrz. Niestety i na zewnątrz łatwo poznać palacza.


  • "Eks Palacze" wyglądają lepiej! Ich skóra nie jest już poszarzała i pokryta często wypryskami, a opadnięte kąciki ust po jakimś czasie wracają do poprzedniego stanu.
  • "Eks Palacze" nie są narażeni na destrukcyjne działanie dymu tytoniowego, ich skóra wygląda młodziej, a zmarszczki mimiczne spowodowane grumasem twarzy podczas zaciągania się eliminują.
  • "Eks Palacze" mogą pozwolić sobie na najdroższe perfumy i co najważniejsze… nie przykryją ich zapachem dymu!
  • "Eks Palacze" mają grubsze portfele, bo nie wydają codziennie ok. 12 zł co daje 84 zł tygodniowo, a około 336 zł miesięcznie! Przez rok mogą uzbierać na egzotyczne wakacje za ponad 4 tysiące złotych i pozwolić sobie na relaks w pełnym słońcu bez chmur nikotynowych!
  • "Eks Palacze" są pełni energii, aktywni, mają o wiele lepszą kondycję i żyją zdrowo! W przyszłości nie będą narażeni na zachorowania na raka jak Ci, którzy nie mieli tyle odwagi by rzucić palenie.

Po co czekać? Najlepiej od razu pozbyć się problemu i zostać "Eks Palaczem"!

Program do którego się przyłączyłam zrzesza ludzi, którzy na dobre chcą wyjść ze szponów nałogu i chcą stać się lepszymi wersjami siebie. Akcja EXSMOKERS udowadnia, że rzucenie palenia wcale nie jest takie trudne jak mogłoby nam się wydawać i dlatego powstała platforma iCoach, która dostępna jest w 23 językach! Warto spróbować na co wskazuje skuteczność programu, bo aż 30% osób, które się przyłączyły rzuciło palenie na dobre! Statystyki kochani mówią same za siebie, bo aż 7 na 10 palaczy chce rzucić palenie, ale nie wie jak się do tego zabrać.

NAJWAŻNIEJSZA JEST SILNA WOLA RZUCAJĄCEGO PALENIE!
Bez niej, ani rusz! Jeśli naprawdę chcesz rzucić palenie to prędzej czy później się to uda bez żadnych konsekwencji jak choćby syndrom odstawienny. Drżenie rąk, nerwowość, agresja i zajadanie głodu nikotynowego to tylko kilka objawów rzucania palenia, ale uwierzcie mi… WARTO!

Naprawdę nie ma znaczenia czy palisz od roku czy 30 lat, bo jeśli chcesz przestać to wierzę, że Ci się uda. Wsparcie można uzyskać choćby korzystając z programu EXSMOKERS. Głód nikotynowy można również wyeliminować stosując leki jak Desmoxan czy Tabex (dostępne na receptę), ale samo ich stosowanie podczas gdy tak naprawdę nie chcesz wyzwolić się z nałogu na nic się nie zda! Tutaj najważniejszą rolę gra psychika człowieka i nasze chęci. Gdy pierwszy raz przestałam palić wcale nie odczułam tego, że mam więcej pieniędzy, bo ten aspekt muszę przyznać, że skusił mnie najbardziej. Tym razem postanowiłam kupić sobie świnkę skarbonkę za około 20-30 zł, taką, której nie da się otworzyć przed czasem i będę skrupulatnie codziennie wrzucać do niej po 5 zł, bo tyle średnio dziennie puszczałam z dymem. Zobaczymy za jaki czas skarbonka się wypełni się po brzegi gotówką, a wtedy to szalej dusza!

W mojej decyzji o rzuceniu palenia pomógł mi człowiek, na którym bardzo mi zależy, a który nigdy nie palił! Pomógł mi niestety również lekarz, bo rzucenie palenia pomoże mi rozwiązać moje problemy zdrowotne.

Nie bój się, że utyjesz po odstawieniu nikotyny, bo tak nie będzie! Prowadząc aktywny tryb życia i stosując zdrową dietę nie musicie mieć obaw! Ja nie paląc schudłam przecież 12 kg! Wszystko jest kwestią podejścia i tego czego naprawdę chcemy. Zacznijmy jednak myśleć o naszej przyszłości i przyszłości bliskich nam osób, którym możemy zaoszczędzić cierpienia… Niestety palenie papierosów jest wyrokiem skazującym nas na długą, powolną śmierć. Czy tego naprawdę chcemy? Nie pozwólmy by to nałóg dyktował nam co i jak mamy robić… to my zapanujmy nad nałogiem!!!

Fot. EXSMOKERS

Jeśli potrzebujecie pomocy w rzuceniu palenia to zajrzyjcie na stronę:
EXSMOKERSwww.exsmokers.eu lub FACEBOOKA
Aplikacja iCoach jest również dostępna na smartfony.

Jesteście ze mną?

26 lipca 2013

Focus T25 - wystarczy 25 minut dziennie!

Witajcie!
Dziś przygotowałam dla Was krótkiego posta o najnowszym "dziecku" Beachbody czyli treningu FOCUS T25! To kolejny trening przygotowany przez twórcę znanego wszystkim Insanity czyli Shaun T. 




Shaun T przez ostatni rok eksperymentował na sobie by stworzyć intensywny trening, który przyniesie spektakularne efekty już po 25 minutach dziennie, a konkretnie po 5 dniach treningu oraz jednym dniu rozciągania przy czym piątek to tak zwany "double day" gdzie Shaun T zaleca wykonanie dwóch treningów według rozpiski. Oczywiście jeśli nie mamy na to czasu to jeden z piątkowych treningów możemy przełożyć sobie na weekend np. wolną sobotę.

Każdy kto próbował Insanity wie, że można się w nim zatracić na amen. Podobnie jest z treningiem Focus T25.

Od jakiegoś czasu chciałam wprowadzić jakiś nowy trening i myślę, że ten trening trafił w samo sedno! Jest intensywny, ale jednocześnie krótki. Nawet najbardziej zabiegana osoba znajdzie 25 minut dziennie by poćwiczyć. Generalnie nie przepadam za treningami, w których trzeba trzymać się terminarza, ale z drugiej strony doskonale wiem, że takie treningi są dokładnie przemyślane przez ich twórców i przynoszą najlepsze efekty. Widziałam rezultaty moich znajomych po Insanity czy Hip Hop Abs więc wierzę, że i za pomocą tych ćwiczeń można osiągnąć spektakularny efekt. Mam zamiar spróbować, ale nie wiem czy teraz, przed wyjazdem jest sens, bo za 2 tygodnie znów będę musiała przerwać.

Na czym polega FOCUS T25?
To totalny wyciskacz potu, wyjątkowo intensywne cardio, które wykonujemy w pełnym skupieniu na ćwiczeniach i celu, który pragniemy osiągnąć. To pełen wysiłek bez przerwy, który jest tego wart! Wystarczy spojrzeć na efekty osób, które trening przetestowały. Dodam jeszcze, że jeśli nie mamy wystarczającej kondycji fizycznej ćwiczenia zawsze możemy robić w łatwiejszej i mniej intensywnej wersji bez skoków i wyjątkowo szybkiego tempa, którym trening się charakteryzuje.


Czy to w ogóle możliwe, że dzięki temu treningowi możemy uzyskać efekty jak po godzinie ćwiczeń dziennie? Muszę się przekonać na sobie, bo inaczej nie uwierzę!




Pełny trening składa się z trzech faz: alpha, beta i gamma (terminarze poniżej).
 To łącznie 14 tygodni ciężkiej pracy nad sobą po 5 dni w tygodniu.

Faza ALPHA ma na celu nauczyć nas skupiania się na odpowiednich ruchach, które mają działać na konkretne partie ciała.

Faza BETA z kolei ma rozwinąć naszą zwinność, szybkość, koordynację ruchową i kondycję.

Ostatnia Faza GAMMA (sprzedawana osobno) to trening rozwijający mięśnie oraz siłę.



Przyjmiecie takie wyzwanie? 
Uprzedzając Wasze pytania trening możecie znaleźć na Chomiku lub tutaj online.

Myślę, że nadeszła pora na totalną zmianę! Znudziłam się domowymi treningami i już od dłuższego czasu tylko biegam, spaceruję i jeżdżę na rowerze. Mam całkowity brak motywacji na domowe ćwiczenia, ale być może ten trening wszystko zmieni. Spróbuję od poniedziałku i zobaczymy... 
Uwielbiam Shaun T i jego treningi więc i ten na pewno pokocham choć różni się całkowicie od Insanity. Podoba mi się, że tutaj również nie potrzebujemy żadnego specjalistycznego sprzętu! Wystarczy mata i hantle oraz bardzo dużo samozaparcia. 

23 lipca 2013

Moje nowe buty do biegania - NEW BALANCE 890v3

Witajcie!

Dzisiejszy dzień zaczął się dla mnie bardzo pozytywnie (nie to co ostatnie). Od wczoraj z niecierpliwością wyczekiwałam kuriera, aż wreszcie się pojawił i zapukał do moich drzwi. Od razu dopadłam nożyk i otworzyłam paczuszkę, bo sama byłam niesamowicie ciekawa co dokładnie czeka na mnie w środku.


Wewnątrz czekały na mnie oczywiście nowiutkie buty do biegania firmy New Balance!!! Już jakiś czas temu pisałam Wam, że niedługo będę miała okazję pobiegać w innym obuwiu niż moje dotychczasowe Reebok RealFlex TR. Już nie mogę doczekać się aż je przetestuję, ale póki co jeszcze nie mogę. Do treningów planuje jednak wrócić już w tym tygodniu, bo tatuaż goi się bardzo ładnie. Nagromadzoną frustrację najłatwiej wyładować właśnie bieganiem i chociaż przebiegłam do tej pory tylko 50 km to wiem co mówię! Podczas biegania moje myśli są wolne, a gdy tylko coś złego przyjdzie mi do głowy to od razu zaczynam biec szybciej i całą negatywną energię szlag trafia.


Moje nowe buty do biegania to najnowszy model New Balance: 890v3 w kolorze miętowo-różowym! Gdy je tylko zobaczyłam to zwariowałam ze szczęścia, bo to chyba najczęściej noszone przeze mnie kolory (także w przypadku odzieży sportowej).

Buty są niesamowicie lekkie i prawie w ogóle są niewyczuwalne na stopie! Wczoraj pół dnia chodziłam w bardzo niewygodnych koturnach i dziś mam tego konsekwencje w postaci paskudnych bąbli. Nie mogłam założyć żadnych innych butów, bo wszystkie sprawiały mi ból i dlatego jeszcze bardziej się zdziwiłam gdy zmierzyłam te! Muszę powiedzieć, że są wyjątkowo mięciutkie i nadają się również na gorszą pogodę, a nie tylko na sezon letni. Podeszwa jest gruba, pięta minimalnie podniesiona, na pewno idealnie sprawdzą się przy bieganiu na twardych powierzchniach, po których biegam najczęściej. Rozmiar 41 pasuje na mnie idealnie co jest bardzo ważne w wypadku wyboru butów sportowych. Fakt, buty mogłyby być trochę węższe, bo mam dosyć szczupłą i wąską stopę mimo dużego rozmiaru, dostałam jednak wariant standardowy czyli B, ale New Balance produkuje również buty węższe co jest bardzo przydatne.

Muszę przyznać, że gdy szukałam butów do biegania brałam pod uwagę głównie firmy Reebok i Nike, a o New Balance nawet nie pomyślałam. Nie wykluczam tego, że może się okazać, że kupując wtedy Reeboka popełniłam największy błąd w życiu. Wówczas głównie sugerowałam się wyglądem oraz ceną przy wyborze obuwia do treningów i biegania. Różnica jest wyczuwalna, bo RealFlexy trochę mnie gniotły przez pierwsze dni, a dopiero później się rozbiły i dopasowały do stopy.




I jak się Wam podobają? 
Moim zdaniem prezentują się naprawdę bardzo dobrze mimo typowo sportowego, trochę topornego wyglądu.

Na dzień dzisiejszy to w zasadzie wszystko co o butach mogę Wam powiedzieć, bo jeszcze ich nie testowałam. Dokładną recenzję oczywiście napiszę Wam po przebiegnięciu 100 km czyli mam nadzieję już niebawem. Przynajmniej w tej kwestii mam porównanie, bo będzie to już trzecia para butów, w których będę biegać. 

Buty, rzecz jasna pojadą ze mną do Włoch i tam liczę, że przetestuje je wyjątkowo intensywnie, bo będę mieć aż nadmiar czasu i dowolność miejsc do biegania. Oto mój nowy cel - 100 km do końca sierpnia. Nie wiem czy to wykonalne, ale spróbuję, bo w końcu z każdym treningiem biegnie mi się coraz lepiej. 


A jakie Wy wybieracie buty do biegania? 
Mam nadzieję, że nie biegacie w tenisówkach, bo i takie przypadki ostatnio widziałam co dosłownie mnie przeraziło! Moje stawy chyba by takiego obciążenia nie wytrzymały.