Piekne Zdrowie - Blog o zdrowiu i urodzie

9 lutego 2013

10 najczęściej popełnianych błędów podczas DIETY

Witajcie ponownie :)
Tym razem postanowiłam rozwiać kilka wątpliwości dotyczących diety do czego zmotywowałyście mnie WY! Niemal codziennie otrzymuje od Was wiadomości z prośbami bym podzieliła się "sekretami" swojej diety dzięki, której uzyskałam takie efekty. W większości piszecie, że ćwiczycie już bardzo długo i nie widzicie efektów, a to przeważnie może być spowodowane z popełnianiem kilku błędów będąc na diecie. Pisałam o tym kilka razy, ale tym razem pomyślałam, że warto to wszystko zebrać w jedno miejsce.

google.pl


10 NAJCZĘŚCIEJ POPEŁNIANYCH BŁĘDÓW NA DIECIE


  1. Nie jedzenie po treningu.
  2. Nie jedzenie po godzinie 18.
  3. Nie jedzenie śniadań.
  4. Spożywanie 1-3 posiłków dziennie.
  5. Eliminowanie tłuszczy w diecie.
  6. Spożywanie zbyt małych posiłków.
  7. Picie soków, napojów, nektarów słodzonych cukrem (w tym wszystkich napojów gazowanych)
  8. Podjadanie.
  9. Stosowanie "diet cud" i głodówki.
  10. Zbyt duża częstotliwość ćwiczeń.

Jeśli notorycznie popełniacie chociaż jeden z wymienionych przeze mnie błędów to współczuję, bo w taki sposób spowalniacie swój metabolizm przez co jednocześnie nie jesteście w stanie zobaczyć efektów ciężkich treningów. Pamiętajcie, że same ćwiczenia nie zdziałają cudów! Oprócz tego potrzebne jest również zdrowe i racjonalne odżywianie, które wcale nie oznacza eliminowania większości produktów. Wystarczy myśleć o tym co się je, a nie ślepo liczyć kalorię po kalorii.

Zastanówcie się czy Wasza dieta aby na pewno jest zdrowa i nie wymaga lekkiej modyfikacji. Nie przejmujcie się jednak jeśli popełniacie te błędy, bo sama niegdyś byłam osobą, która popełniała je wszystkie i to na jednym etapie życia! Każdy może zmienić swój styl życia i przejść na "zdrową stronę mocy". Nic nie dzieje się z dnia na dzień, ale wiele nawyków można wyrobić sobie w krótkim czasie. Często słyszę wymówki "Nie mogę", "Nie potrafię" itd. Ja też cały czas myślałam, że zdrowe odżywianie jest nudne i niesmaczne i że nie mam na nie czasu, a teraz nie wyobrażam sobie wracać do poprzedniego stylu życia. Jednak to faktycznie zdrowie jest piękne, bo czuję się o wiele lepiej, pewniej, a co najważniejsze lżej! 

W następnych postach wytłumaczę Wam dlaczego popełnianie tych błędów oddala Was od osiągnięcia celu i wymarzonej sylwetki... 
C.D.N <3 


PRZEPIS na Roladki z kurczaka ze szpinakiem

Witajcie!
Tak jak wczoraj obiecałam, dodaję przepis według, którego zrobiłam swój wczorajszy obiad, którym wyjątkowo się najadłam :) Miałam kilka opcji, ale pomyślałam, że warto zużyć to co najszybciej może się zepsuć więc pomyślałam, że szpinak będzie odpowiedni. Od razu pojawił się w mojej głowie pomysł na ROLADKI Z PIERSI KURCZAKA ZE SZPINAKIEM. 

Źródło: kulinarnespotkania.blogspot.com

Powyższe zdjęcie przedstawia właśnie takie roladki, ale oczywiście moje nie wyglądały tak pięknie :) Jako bazy użyłam zmodyfikowanego przepisu z tego bloga.

SKŁADNIKI (porcja na 1os.)
- pojedynczy filet z kurczaka
- ok. 150 g świeżego szpinaku (może być również mrożony)
- ok. 50 g sera feta
- 2 ząbki czosnku
- sól i pieprz
- olej rzepakowy lub oliwa z oliwek

Farsz:
Świeży szpinak dokładnie umyć i osuszyć, a następnie wrzucić na patelnię. Dodać trochę oleju rzepakowego lub oliwy i smażyć na małym ogniu. Dodać ser feta, a na koniec zgniecione ząbki czosnku. Wszystko dokładnie wymieszać i odstawić.

Roladki:
Pierś z kurczaka delikatnie rozbić na grubość ok. 1,5 cm. Ja ubijam mięso tylko przez folię żeby za bardzo się nie "rozciapciało". Rozbitą pierś przyprawiamy pieprzem i solą z obydwu stron. Na całą powierzchnie rozbitego filecika nakładamy nasz farsz ze szpinaku, a następnie zawijamy. Roladkę zabezpieczamy wykałaczką.

Tak przygotowane roladki wkładamy do rozgrzanego na 170 stopni piekarnika (termoobieg). Roladki wykładamy do żaroodpornego naczynia, z wierzchu polewamy delikatnie olejem rzepakowym lub oliwą z oliwek. Pieczemy w piekarniku około 30-35 minut.

Zjadamy ze smakiem <3

8 lutego 2013

"Czysto" energiczny dzień + mój dzienny jadłospis

Witajcie!
Wyjątkowo mocno obawiałam się dzisiejszego dnia, który całkowicie miałam przeznaczyć na naukę na jutrzejszy egzamin. Ku mojemu zdziwieniu okazało się jednak, że jutrzejszy egzamin z Etyki Pracy Psychologa został (Ufffff) ODWOŁANY, co oczywiście niezmiernie mnie cieszy. Egzamin został przełożony dopiero na 23.02 więc mam jeszcze trochę czasu by spróbować chociaż w minimalnym stopniu zrozumieć notatki, z których się uczę i przygotować się na blachę co jest mało prawdopodobne.

Korzystając z okazji, i całego wolnego dnia postanowiłam ogarnąć swoje najbliższe otoczenie czyli mieszkanie. Ostatnio strasznie je zapuściłam do tego stopnia, że wydaje mi się iż nawet Perfekcyjna Pani Domu by tutaj nie pomogła. Na początku postanowiłam ogarnąć swoją kuchnie, bo gdzieś muszę przecież przygotowywać te pyszne posiłki, którymi następnie będę się Wam "chwalić" tutaj na Blogu. Pomyślałam, że warto byłoby również sprawdzić co mam w szafkach kuchennych, bo szczerze mówiąc dawno do nich nie zaglądałam. Wszystko raczej kupowałam na bieżąco i od razu to zjadałam, a te "zapasy" leżały sobie głęboko na dnie szafki. Gdy zaczęłam wyrzucać wszystko z mojej "chomikarni" to aż się przeraziłam! Postanowiłam więc w związku z tym napisać post, bo podejrzewam, że nie tylko ja jestem posiadaczką takich cudeniek :)

Kiedy ostatnio sprawdzaliście swoje szafki kuchenne i analizowaliście dokładnie ich zawartość? No właśnie, ja bardzo dawno temu, bo od momentu gdy postanowiłam odżywiać się zdrowo nie interesowałam się tym co w szafkach zalega. Okazuje się, że znalazłam bardzo wiele produktów, na które w chwili obecnej nie mogę sobie pozwolić. Znalazłam sporo "Gorących Kubków" i błyskawicznych zupek chińskich. Znalazłam też chyba z 5 opakowań herbaty czerwonej Pu-erh z czego niektóre nawet nie otwarte, ziółka oczyszczające, płatki kukurydziane, które kiedyś wykorzystywałam jako panierkę, a do tego mocno przeterminowane otręby orkiszowe. Znalazłam też kilka opakowań z moimi ukochanymi migdałami, które kupowałam na bieżąco i sporo brązowego ryżu, a także granulat z błonnikiem.

Mam bardzo małą kuchnię i trudno w niej wszystko pomieścić. Z resztą bardzo podobny problem mam z małą lodówką i zamrażarką. Lubię mieć pewne produkty w zanadrzu, ale często nie mogę iść znaleźć, bo przykryte są setką innych. Postanowiłam dziś więc posegregować sobie żywność na kilka kategorii i teraz mam nadzieję, że nie będę mieć problemu z odnalezieniem tego co w danej chwili będę potrzebować.

Te porządki były bardzo przydatne, bo dzięki nim dowiedziałam się, że wcale nie muszę robić dużych zakupów. Teraz wiem, że gdybym miała gorszy moment np. z pieniędzmi to nie będę musiała kupować nic żeby mieć co zjeść. Okazuje się, że mam w zanadrzu kilkanaście dżemów domowej roboty, które będą idealne na śniadanka i do jogurtów.


Obiecałam Wam również, że będę zamieszczać informacje o tym co jadłam :) Cierpliwości! Spełnię obietnicę, bo da mi to również możliwość do jeszcze lepszego i zdrowszego odżywiania. Obiecuję również zacząć robić zdjęcia tego co jadłam, żeby nie było wątpliwości, ale dziś już nie zdążyłam. Byłam tak głodna, że spałaszowałam obiad w oka mgnieniu :) 


Dla odmiany po wczorajszym pączkowym i faworkowym obżarstwie postawiłam na pyszne, zdrowe jedzonko co bardzo mi posłużyło! Mam tyle energii, że nawet sprzątanie przychodziło mi z łatwością.


ŚNIADANIE:
- 4 wafle ryżowe z dżemem i masłem orzechowym
- świeżo wyciskany sok z pomarańczy
- herbata zielona

DRUGIE ŚNIADANIE:
- batonik z migdałów w syropie glukozowym

OBIAD:
- zapiekana roladka z piersi kurczaka ze szpinakiem i fetą
- herbata zielona z imbirem

PODWIECZOREK:
- grzanki z ciemnych bułek z mozzarellą i papryczką peperoni
- malinowo-bananowy koktail

Na KOLACJĘ po treningu będzie:
- sałatka z rucoli, sałaty Lolo bianco i Lolo rosso z fetą, białą rzodkwią i ogórkiem i może granatem? + łyżka oliwy z oliwek i granolla.
- herbata zielona



Dziś zdecydowanie pora na trening! Być może nawet nie jeden, a dwa? Mam strasznie dużo energii i czuję się świetnie! To chyba od tego wczorajszego obżarstwa ;) Niestety wczoraj nie udało mi się poćwiczyć, bo zajęłam się wyglądem bloga (mam nadzieję, że podoba Wam się nowa szata graficzna). Miały być w sumie poziomki, ale truskawki to takie większe poziomki więc uznałam, że też mogą być. Dlaczego wczoraj też nie ćwiczyłam? Przedwczoraj przy rozgrzewce do SKALPELA II coś strzyknęło mi w kręgosłupie na odcinku piersiowym. W ogóle ostatnio zauważyłam, że stawy znów zaczęły mi strzelać, a nie powinny. Wkrótce odwiedzę na szczęście ortopedę więc dowiem się czym to jest spowodowane. No, ale wracając do tematu... po tym jak coś mi strzyknęło postanowiłam ćwiczyć nadal, bo w sumie nic mnie nie bolało, ale już pod sam koniec rozgrzewki przy tych lekkich podskokach z nogi na nogę, zaczepiłam się niefortunnie butem o chromowaną rurę od kanapy i tracąc równowagę skręciłam kostkę lądując przy tym na kanapie. Chociaż tyle dobrze, że nie polecałam na podłogę, bo mogłabym się mocno uszkodzić. Mam bardzo mały pokój i ćwicząc za sobą mam kanapę, z lewej kaloryfer, na wprost szafkę z telewizorem i szafę z ciuchami. Gdybym wywinęła orła wylądowałabym pewnie na kaloryferze, albo szafie. Pech chciał, że nie mogłam kontynuować już treningu więc go przerwałam. Następnym razem muszę bardzo uważać, bo nie chcę się uszkodzić, miałabym za wiele wówczas do stracenia.

Jutro będę mieć "trening" podczas pracy, bo realizuję sesję zdjęciową. W tym celu będę musiała rozłożyć całe studio fotograficzne, a do tego troszkę się poschylać robiąc zdjęcia. Zawsze więcej się męczę niż moje modelki mimo, że nie pozuję ;) Trzeba dziś się zatem trochę wzmocnić przed jutrzejszym dniem...
Mam nadzieję, że dam radę poćwiczyć, bo muszę spożytkować energię :)
Trzymajcie się ciepło! <3

7 lutego 2013

"Szybko, a zdrowo" - jak to możliwe?

Witajcie w ten wyjątkowo tłusty i biały dzień :) Dziś wreszcie postanowiłam napisać post dotyczący tego jak zjeść zdrowo, a szybko. Staram się mimo tego nawału nauki i pracy nadrabiać zaległości blogowe. Przeraża mnie to, że jest już czwartek, a ja z nauką jestem głęboko w lesie.

W takich momentach jak teraz, gdy na dobre rozpoczęłam sesję na uczelni nie zawsze mam czas, a także siłę na gotowanie i wymyślanie przepisów. Każde oderwanie się od nauki na dłużej niż kilkanaście minut skutkuje u mnie wyszukiwaniem kolejnych wymówek i zajęć byle tylko odwlec powrót do tego wątpliwie przyjemnego zajęcia. Jednak oczywistą rzeczą jest, że podczas kilkugodzinnego procesu przyswajania wiedzy pasuje coś przekąsić by pobudzić swoje "szare komórki" do pracy. Jak to pogodzić? 
Zjeść coś na szybko!

Dania błyskawiczne zapewne kojarzą się Wam tak samo jak i mnie... jakieś "chińskie zupki", "gorące kubki" itd. Otóż, NIE KONIECZNIE!


Jakiś czas temu w moim rodzinnym domu, a konkretniej w jednej z szuflad kuchennych znalazłam ZUPĘ Z SOCZEWICY, którą kupił mój Tata, podchodzący wyjątkowo restrykcyjnie do tematyki zdrowego żywienia. Zawartość szuflady zatem bardzo mnie zdziwiła, aż do momentu gdy zapoznałam się z dokładnym składem oraz sposobem przyrządzania tych konkretnych dań "na szybko". Na efekty nie trzeba było długo czekać więc teraz w mojej szafie można znaleźć cały komplet dań firmy SYS i to we wszystkich smakach, które lubię, a muszę przyznać, że lubię ich sporo!


Niedawno otrzymałam od firmy SYS kilka produktów do przetestowania co niezmiernie mnie ucieszyło. Jestem żywym przykładem na "leniwca", któremu nie zawsze chce się gotować wymyślne potrawy, a także szukać inspiracji i przepisów. Czasem wolę iść na łatwiznę i te produkty spadły mi z nieba! No dobrze... może nie z nieba, ale prosto od kuriera :) 



Firma SYS została założona w 1990 roku i od tego czasu zajmuje się uprawą oraz suszeniem warzyw. Wszystko jest naturalne, bez dodatków chemicznych, wzmacniaczy smaku, barwników czy sztucznych aromatów. Początkowo firma zajmowała się tylko suszeniem warzyw, ale na potrzeby innych. Po jakimś czasie pojawił się pomysł wyjścia bezpośrednio do konsumenta i powstała linia suszy warzywnych "Z Zielonego Podkarpacia". Kilka lat temu postała także linia "Dania Babci Zosi", która ma być zdrową alternatywą dla osób, które kupują gotowe produkty oraz dania.

DANIA BABCI ZOSI



Dania te charakteryzują się bardzo krótkim czasem przyrządzania, a także pysznym, naturalnym smakiem. Podczas suszenia warzywa nie tracą wartości odżywczych ani smaku co zapewnia bardzo zdrowe oraz niskokaloryczne danie.

W opakowaniu znajdziemy 2 woreczki z osobnymi porcjami dzięki czemu nie musimy przyrządzać dużej ilości, a także odmierzać ile nam potrzeba.
Jeden woreczek = 2 porcje (lub 1 dla dużego głodomora ^^)

W taki szybki sposób możemy przyrządzić szybki i zdrowy posiłek lub dodatek do innego dania. 



DOSTĘPNE SMAKI DAŃ:
  • Kasza jęczmienna z soczewicą
  • Kasza jęczmienna z pieczarkami
  • Kasza gryczana z grzybami
  • Kasza gryczana z warzywami
  • Ryż z jabłkami i rodzynkami
  • Ryż z groszkiem i marchewką
  • Ryż ze szpinakiem
  • Ryż z pomidorami i papryką

Miałam okazję spróbować większość z nich, ale zdecydowanie najbardziej polubiłam "Kaszę gryczaną z warzywami", "Ryż z pomidorami i papryką" i "Kaszę jęczmienną z soczewicą". UWIELBIAM <3
W internecie nawet znajduje się sporo przepisów jak wykorzystać te gotowe i szybkie w przygotowaniu dania w inny sposób np. jako farsz do wegetariańskich pierogów lub gołąbków. Chyba wkrótce sama wykorzystam niektóre i zdecyduję się na wykonanie własnoręcznych pierogów :) Ciekawe co by mi z tego wyszło. 

DANIA BABCI ZOSI - ZUPY



W swojej ofercie firma SYS ma także bardzo dobre zupy, które można przygotować w bardzo krótkim czasie. Zawsze miałam pecha do zup i nigdy nie wychodziły mi takie jak być powinny - pyszne i aromatyczne, ale teraz mogę zajadać się ulubionymi smakami bez obaw, że moje gotowanie przerodzi się w akcję straży pożarnej ;)

Możemy wybierać z pośród takich smaków jak:
  • Krupnik
  • Barszcz Ukraiński
  • Botwinka
  • Grochowa
  • Żurek
  • Grzybowa z kaszą
  • Zupa z soczewicy
  • Pomidorowa
  • Pieczarkowa
  • Cebulowa
  • Kapuśniak
  • Koperkowa
Jakoś nigdy nie lubiłam jeść zup, bo nie najadałam się nimi, a do tego nie potrafiłam ich przygotowywać tak jak już pisałam wcześniej. Zupy są świetnie doprawione i to do tego stopnia, że ja nie muszę używać żadnych przypraw. Zdecydowanie do moich ulubionych muszę zaliczyć "Zupę z soczewicą", którą wprost uwielbiam, a także "Zupę pomidorową", "Pieczarkową" i "Cebulową". Wybór jest naprawdę spory więc myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie!


SUSZONE WARZYWA "Z ZIELONEGO PODKARPACIA"



Suszone warzywa "Z Zielonego Podkarpacia" to świetna alternatywa dla tych, którym nie chce się dźwigać całego kilograma np. włoszczyzny! Proces suszenia jest całkowicie naturalny i odbywa się bez zastosowania jakiejkolwiek chemii spożywczej. Wystarczy 15-20 minut żeby jarzyny stały się miękkie tak jak świeże. 




Wymyśliliśmy z moim Tatą świetny sposób na domową, naturalną przyprawę przypominającą w smaku "Vegete". Kupiliśmy rozdrobnioną włoszczyznę, dodaliśmy trochę soli i pieprzu i dzięki temu mamy pyszną, naturalną przyprawę! Szybko i łatwo :) 

Do dyspozycji mamy:
  • Włoszczyzna
  • Buraki
  • Koperek
  • Cebula
  • Majeranek
  • Pietruszka
  • Włoszczyzna błyskawiczna


Ja w dalszym ciągu jestem na etapie próbowania wszystkich smaków "DAŃ BABCI ZOSI", ale i tak jestem zachwycona. Jedynym minusem jest niestety to, że dania bardzo ciężko dostać w normalnych sklepach. Do tej pory widziałam je tylko w delikatesach ALMA MARKET. Natomiast susze warzywne dostępne są niemal w każdym większym markecie, najczęściej na stoiskach z warzywami. Na stronie producenta istnieje także informacja o tym, że produkty można kupić w sieciach hipermarketów: Real, Carrefour, Piotr i Paweł, MarcPol, Delima. Przyznam, że o tych dwóch ostatnich słyszę pierwszy raz. Nigdy w Realu z daniami się nie zetknęłam, ale następnym razem dokładnie poszukam. 

"DANIA BABCI ZOSI" firmy SYS możemy również kupić w sklepie internetowym prosto od producenta pod adresem: sklep-sys.pl
Ceny w sklepie internetowym są niższe niż te oferowane przez ALMA MARKET dlatego przy zakupie większej ilości na pewno nam się to opłaci, a zamówienie dostaniemy prosto pod nasze drzwi :) 


google.pl

Jak widzicie można odżywiać się ZDROWO nawet gdy żyje się w ciągłym biegu :) 
Z czystym sumieniem firmę SYS Wam POLECAM! 
Chyba sama pójdę za chwilę ugotować sobie szybką zupkę... może dziś dla odmiany POMIDOROWA? Jestem tak objedzona pączkami, że chyba nie wepchnę już w siebie ani odrobiny mięsa. 
No właśnie, zapomniałabym... DANIA FIRMY SYS SĄ W 100% WEGETARIAŃSKIE! 


A teraz, na koniec posta NIESPODZIANKA! 

Wraz z firmą SYS przygotowałam dla Was KONKURS, w którym kilka moich czytelników będzie mogło wygrać 3 wybrane przez siebie produkty firmy SYS! 
Rozpoczęcie KONKURSU przewiduje na PONIEDZIAŁEK 11.02.2013 

Serdecznie zachęcam do udziału w KONKURSIE! Być może to właśnie Wy będziecie mieć okazję spróbować pysznych DAŃ BABCI ZOSI. 

W KONKURSIE BĘDĄ MOGLI WZIĄĆ UDZIAŁ WSZYSCY OBSERWATORZY BLOGA!
Zarówno Ci, którzy obserwują Bloga na FACEBOOKU, jak i Ci, którzy obserwują Bloga (PUBLICZNIE) na BLOGGERZE. 


Zdjęcia pochodzą ze strony: firma-sys.pl








6 lutego 2013

ZDROWO NA ZAKUPACH SPOŻYWCZYCH

Witajcie ponownie!
Obiecałam dzielić się z Wami każdym szczegółem z mojego zdrowego trybu życia i metamorfozy więc postanowiłam, że zacznę może od zakupów, na których spędziłam dziś kilka godzin co z resztą nikogo nigdy nie dziwi. Jestem szalona, ale wolę mieć pewność że kupuję to co dobre, ale czasem i mnie się nie chce więc wtedy ładuje do wózka to co wpadnie mi w ręce.

google.pl

Kilka moich zakupowych zasad:


  • Przed zakupami polecam przygotowanie sobie typowej listy zakupów po sprawdzeniu zawartości lodówki i szafek. Da nam to pewność, że nie kupimy więcej niż potrzebujemy, a także, że produkty, które kupimy się nie zmarnują. 
  • Poznaj układ sklepu i unikaj wchodzenia w alejki z kuszącymi słodkościami, bo przypadkiem coś może wskoczyć do Twojego koszyka.
  • Na zakupy nigdy nie chodź głodna, bo będziesz wrzucać do wózka czy koszyka wszystko na co w tej konkretnej chwili będziesz miała ochotę. 
  • Czytaj uważnie etykiety i nie zawsze wybieraj najtańsze produkty, bo bardzo często "to co tanie to drogie". 
  • Nie daj się skusić PROMOCJI, która np. daje Ci dwa produkty (kiepskiej jakości) w cenie jednego (dobrej jakości).
  • Nie kupuj tego co możesz zrobić sama :)

Ja dziś postanowiłam uzupełnić swoje zapasy, bo obawiam się sytuacji gdy utkwię w domu np. podczas choroby i nie będę mieć nawet siły na wyjście do sklepu. Zawsze gdy chorowałam, albo nie chciało mi się jechać na zakupy zamawiałam pizze, albo inne jedzenie na telefon, którego jakość była raczej marna. Teraz staram się unikać takich sytuacji i zawsze mieć coś co mogę zjeść, nawet na szybko. Oprócz tego sklepy na moim osiedlu jakością nie grzeszą, a ja wolę mieć większy wybór. Obok mnie znajduje się Polo Market oraz Biedronka, a niewiele dalej Lewiatan. Niestety tylko w Biedronce można od czasu do czasu kupić dobre produkty jak np. owoce czy warzywa. W dwóch pozostałych... no cóż, lepiej zostawię to bez komentarza. 

Zazwyczaj zakupy robię w Realu, ale dziś postanowiłam pojechać do Kauflandu i Lidla, a do tego zahaczyłam również o Biedronkę. Wszystkie markety są na szczęście usytuowane blisko siebie przez co oszczędzam sporo czasu na samym dojeździe. 


A teraz trochę o moich dzisiejszych zakupach: 


  • Pomarańcze (będą na świeży soczek)
  • 2 x Mango
  • Granat
  • Pomelo
  • Brukselka
  • Szpinak świeży
  • Rucola
  • Ogórek zielony
  • Rzodkiew biała 
  • Rodzynki sułtańskie na wagę
  • Cebula
  • Kupiec 2 x Owsianka błyskawiczna
  • Ciemne, pełnoziarniste bułeczki
  • 2 x Bagietki (do których mam słabość)
  • Dorsz Grenlandzki mrożony
  • Łosoś wędzony
  • Filety ze śledzia na wagę
  • Daucy mrożone warzywa x 2
  • Mrożone maliny
  • 2 x jogurt Bakoma Gęsty
  • Ser Brie - Sekret Mnicha
  • 2 x wędlina drobiowa
  • Grecki ser feta
  • Serki topione Krówka Śmieszka (bez sztucznych zagęszczaczy)
  • Kasza jaglana Sante
  • 2 x Masło Osełkowe 82% (będzie na masło klarowane)
  • 2 x Wafle ryżowe Kupiec
  • sadzonka Sałaty (dołączy do mojej kolekcji czyli do szczypiorka i rucoli)
  • płatki owsiane
  • Błonnik z jabłkiem 
  • Ciasteczka wielozbożowe
  • 2 x Baton migdałowy
  • 2 zgrzewki wody niegazowanej Nałęczowianka
  • Zgrzewka wody mineralnej Muszynianka


A do tego: 
  • wyciskarkę do cytrusów (29,90 zł)
  • zestaw półek do kuchni razem z relingami (24,90 zł)
  • puszki na produkty spożywcze (11,90 zł)
  • i inne NIE spożywcze :)





To byłoby z grubsza na tyle :) 
Oczywiście nie zjem tego wszystkiego na raz, ale już mam plan na najbliższe kilka dni. 
Wreszcie nauczyłam się nie gotować wg. przepisów do których zużywam np. 1/4 kupionego produktu, a resztę muszę wyrzucić, ale gotuję głównie z tego co mam w danym momencie w lodówce lub w zamrażarce. Myślę więc, że przez najbliższe 2 tygodnie mam większe zakupy z głowy. Uffff! 

Można zdrowo, można pysznie... 
Będę na bieżąco dzielić się z Wami moimi ulubionymi przepisami :) 
A tymczasem czas zabunkrować się w domu, wyłączyć komputer i wziąć się za naukę... Byle do soboty!

P.S Oczywiście jak zawsze zapomniałam czegoś kupić... JAJEK! No KURKA WODNA, miała być jajeczniczka :)

MOJA HISTORIA - "Dlaczego nie mogę być jak One?"

Kochani! Jestem całkowicie zawalona nauką, ale nie mogę pozwolić żebyście czekali zbyt długo na kolejny post. Ostatnio przyszedł mi do głowy pomysł jak utrzymać swoją "dobrą" dietę i dosłownie mnie olśniło! Bardzo często pytacie mnie o inspiracje, przepisy dotyczące jedzenia więc postanowiłam od teraz pisać posty o tym co mi wpada do brzucha :) Czasem i mnie brakuje pomysłów na gotowanie, a do tego mam specyficzny gust i nie wszystko mi smakuje. Staram się jednak trzymać zasady zdrowego odżywiania i nawet póki co mi to wychodzi. Najgorzej jest gdy mam mało czasu, bo wtedy wcinam coś na szybko i to dosłownie co mam pod ręką. Uwielbiam gotować, ale przygotowywanie jakichś bardzo skomplikowanych posiłków to dla mnie koszmar. Niestety mieszkając samemu często wpada się w taki ciąg niezdrowego jedzenia więc postaram się udowodnić, że i to można zmienić! Będzie to także dla mnie motywacja do urozmaicania moich posiłków!

Dziś jednak nie o tym chciałam napisać... Ostatnio spotkałam się z kilkoma opiniami, że moje efekty w postaci utraty kilogramów i centymetrów nie są wynikiem ćwiczeń. Rozumiem, że możecie się w tych "literkach", które wychodzą spod moich palców dopatrywać różnych oszustw, ale możecie wierzyć mi na słowo! Wszystko co piszę jest 100% prawdą! Kilka osób twierdzi, że fakt iż miałam trudności z wykonaniem SKALPELA II świadczy o tym, że nie mogłam ćwiczyć wcześniej, bo gdybym trenowała to ten program byłby dla mnie dużo łatwiejszy. Chciałam to sprostować, bo nie jest przyjemne i nazbyt motywujące czytanie takich opinii. Oczywiście rozumiem, że możecie się z czymś nie zgadzać, każdy ma prawo do własnego zdania, ale tutaj, na blogu staram się być otwarta i szczera. Bardzo często z zazdrością czytam posty innych blogerek, które również ćwiczą, zastanawiając się wówczas "Jak one to robią?", "Skąd mają tyle siły?", "Dlaczego ja nie mogę tak jak One?". Naprawdę! Dziewczyny, chylę czoła jeśli z uśmiechem na ustach poddajecie się najróżniejszym, katorżniczym treningom. Zdaje sobie jednocześnie sprawę, że mnie to nigdy nie czeka. Prawdę mówiąc te 50 treningów znacznie poprawiły mi kondycję oraz sprawność ruchową, o której braku dowiedziałam się podczas zeszłorocznej wizyty u lekarza, ale może zacznę od początku...

Od wielu lat moja aktywność fizyczna sprowadzała się tylko do zejścia z I piętra, dojścia do auta (ok 10 m.) i kręcenia kierownicą, wciskania pedałów i zmiany biegów. Dodatkowo używałam też nadmiernie palców do pisania na klawiaturze zalegając na kanapie z krótkimi przerwami na wyjście do toalety. Ostatni raz doświadczyłam większego ruchu jeszcze chyba będąc w liceum. Około 2 lata temu polubiłam pilates i basen, ale chodziłam regularnie tylko przez 2 miesiące. Kondycje miałam koszmarną! Jedna długość basenu i było po mnie... Achhh! Zapomniałam o bardzo wyczerpujących ćwiczeniach podczas których papieros trafiał do moich ust, a strzepywanie popiołu było ekstremalnie męczące ;) Od około 2 lat, aż do kwietnia nie ruszałam się prawie w ogóle! Zajadałam głód papierosami i fast-foodami, a całe dnie leżałam przed telewizorem wpatrując się dodatkowo w komputer.
Tak właśnie wyglądało moje życie!
Prawda, że żałosne? Tak, też tak myślę!

W kwietniu zaczęłam jeździć na rowerze i wówczas nawet jazda z górki była dla mnie męcząca! Potem wakacje i BOOOOM! Zaczęłam ćwiczyć we wrześniu. Na początku były łzy, ale próbowałam zaciskać zęby i parłam do przodu. Miałam tyle determinacji, że nie mogłam pozwolić sobie na porażkę! Często płakałam, byłam sfrustrowana, zdołowana! Mój puls sięgał czasem 160/170. Nie widziałam efektów, a do tego czułam się jak wielki guziec afrykański mimo, że wcześniej wcale się tak nie czułam. Podziwiałam efekty tych szczuplutkich dziewczyn z FP Ewy Chodakowskiej i zastanawiałam się "Po cholerę one ćwiczą?" albo "Gdybym ja tak wyglądała to leżałabym na kanapie i wpieprzała chipsy!". Tak! To prawda! Początkowo te ćwiczenia wcale nie sprawiały mi przyjemności, a wręcz doprowadzały mnie na skraj wytrzymałości psychicznej. Uśmiech i euforia pojawiała się PO TRENINGU! Cieszyłam się, że go wykonałam, że dałam radę. Czułam, że mogę góry przenosić, ale cały czas wpatrywałam się ślepo w lustro w poszukiwaniu efektów. Pierwsze w zasadzie dostrzegłam dopiero na zdjęciu porównawczym w październiku i to dodało mi pewności siebie! Znajomi też mówili, że ciało zaczyna się zmieniać, ale wiedziałam, że daleka droga przede mną, i że z każdym miesiącem będzie coraz trudniej. Nie myliłam się! Moja motywacja początkowo spadała wraz z utratą centymetrów, a wiem, że powinno być odwrotnie. Zaczęłam jednak trzymać się diety i poprawiło się. Frustrowałam się tym, że po każdym wykonanym SKALPELU byłam oblana potem, że nie mogę zrobić KILLERA czy TURBO. Cały mój entuzjazm po prostu runął! Nie poddałam się jednak i walczyłam dalej! Po drugim miesiącu dostałam strasznego powera! Założyłam bloga i wiedziałam, że nie mogę się już wycofać. Wiem, że wiele z Was zastanawia się "jak można lubić się męczyć?". Szczerze? NIE MAM POJĘCIA! :) U mnie przyjemnością nie są same ćwiczenia, ale ta chwila po treningu gdy już wiem, że to koniec, że dotrwałam! Potem jednak często siadałam do komputera i dołowałam się, że i tak nigdy nie będę wstanie zrobić tego co inni i mój cudowny humor pryskał jak bańka mydlana.


Nauczyłam się jednak nie porównywać z innymi! Każdy z nas ma inną wytrzymałość, wagę, budowę... inną wytrwałość w dążeniu do celu! Musiałam darować sobie ćwiczenia w całym miesiącu nr 4 ze względu na ból kolan. Do dziś zastanawiam się czy nie była to tylko wymówka. Ten miesiąc jednak okazał się dla mnie przełomem, bo zaczęłam grzebać w internecie w poszukiwaniu innych programów treningowych, które może sprawią mi większą przyjemność. Jest ich tyle, że przecież każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Kiedyś uwielbiałam taniec brzucha, ale jakoś w domu już mnie to nie cieszyło. Gdy skończyłam kurs na poziomie zaawansowanym to przerwałam. Ze wszystkim zawsze było tak samo, bo mam SŁOMIANY ZAPAŁ! Mój udział w PnŚ był dla mnie niezwykle ważny, bo uświadomił mi jak wiele osób podobnych do mnie szpera w internecie w poszukiwaniu motywacji i inspiracji! Zaczęłam dostawać dziesiątki wiadomości z pytaniami i niezmiernie mnie to cieszyło napędzając tym samym swoją metamorfozę. Wiedziałam, że muszę spiąć poślady i ćwiczyć dalej! Już nie dla siebie, a DLA WAS! 

Chcę udowodnić, że można, że wystarczy chcieć! No i jestem tutaj... Z niezwykłym entuzjazmem podeszłam do SKALPELA II i nie chciałam zawieźć. Walczyłam jak lwica, aż do samego końca! Bolało, pot lał się ze mnie strumieniami, ale nie poddawałam się. Momentami robiłam przerwę i kładłam się na podłogę. Po kilku sekundach dopadały mnie jednak wyrzuty sumienia i wracałam! Wiem, że to żadne wyjaśnienie... Nie chcę ćwiczyć na siłę, a tego dnia trochę tak to wyglądało. Czułam się fatalnie o czym pisałam nawet na blogu. Dopadła mnie jakaś zimowa melancholia, a do tego moja odporność zdecydowanie spadła. Zniknął również mój apetyt i na samą myśl o jedzeniu robiło mi się niedobrze. Wystraszyłam się, że ta moja walka może znów doprowadzić mnie do takiego stanu w jakim już kiedyś byłam. Szybko jednak podniosłam się i zaczęłam z tym walczyć. Tego dnia gdy robiłam swój pierwszy skalpel przeszłam kryzys! Cały dzień nie wstawałam z łóżka, ze wszystkimi się kłóciłam, nawet oglądanie filmów mnie dobijało. Byłam wściekła, bo miałam tyle planów, które odpuściłam. Jak zwykle odżyłam trochę około 22 w nocy i poczułam, że chcę potrenować, ŻE MUSZĘ! Długo trwało zanim wstałam z kanapy, bo dopiero około 12 w nocy włączyłam najnowszą płytę Ewy Chodakowskiej i zaczęłam ćwiczyć. Zmusiłam się! Było mi niesamowicie źle, że nie mogłam poradzić sobie z tym wstawaniem z krzesła i pompkami o czym pisałam, ale uznałam, że tak już widocznie musi być. Było to dziwne, bo kilka dni wcześniej zrobiłam po raz pierwszy TURBO i KILLERA, niby z przerwami, ale zrobiłam. Podzieliłam się swoją opinią, o tym, że trening jest bardziej dynamiczny i intensywniejszy niż podstawowy SKALPEL, ale napisałam także, że te dwa ćwiczenia sprawiły mi największą trudność. Byłam w szoku, że przy takim osłabieniu organizmu w ogóle byłam w stanie zacząć, a co dopiero skończyć. Po wszystkim mimo wszystko poczułam radość! Niesamowicie cieszyłam się, że postawiłam na swoją determinację, a nie lenistwo.

Dodam jeszcze, że nigdy nie lubiłam się pocić i dlatego nie biegałam, nie chodziłam na siłownie, a także nie ćwiczyłam na WF-ie. Uprawiałam wyczynowo sporty zimowe, a konkretnie snowboard i lubiłam pływać! Preferowałam zatem sporty, w których nie sposób było się spocić. Nawet w klubach nie lubiłam tańczyć gdy było za gorąco. Nienawidzę również upałów i opalania się leżąc plackiem! Taka już jestem, a raczej byłam, bo postanowiłam to zmienić!
To jak nerwica natręctw... Zawsze gdy robi mi się bardzo gorąco mam wrażenie, że za chwilę zemdleję... robi mi się ciemno przed oczami i najzwyczajniej w świecie padam na matę! Wtedy o mały włos faktycznie nie zemdlałam, bo każde ćwiczenie chciałam wykonać z jak największą precyzją co okazało się nie na moje siły. Jestem słaba fizycznie, ale nie psychicznie! Moim największym atutem jest teraz SIŁA WALKI i chęć zmian!

Myślałam, że gorzej nie będzie, ale drugi trening ze SKALPELEM II okazał się jeszcze gorszym. Bolał mnie brzuch, ale zrobiłam wszystkie powtórzenia, aż zrobiło mi się niedobrze i musiałam na chwilę przerwać. Od razu poskarżyłam się chłopakowi, że mi słabo, że się boje, ale że CHCĘ TO ZROBIĆ DO KOŃCA! Chwile odpoczęłam i ZROBIŁAM TO! Po obydwu treningach rozpierała mnie duma, aż do momentu gdy dowiedziałam się jak słaba jestem w oczach wielu innych osób.

Nie każdy we wszystkim musi być najlepszy, a ja bym chciała, bo jestem cholerną PERFEKCJONISTKĄ. Jedna osoba z trudem robi SKALPEL, a inna z łatwością wykona wszystkie ćwiczenia w TURBO. Nie czuję się wcale gorsza przez to, że nie mogę! Cieszę się, że mimo wszystko próbuję, bo gdzie bym teraz była gdybym szła na łatwiznę? Często piszecie, że nie możecie zrobić całego SKALPELA, ale nie poddawajcie się! Wiem, że to frustrujące, ale uwierzcie, że kiedyś go zrobicie!
"Nie od razu Rzym zbudowano!"

Za każdym razem daje z siebie 100% i jestem szczęśliwa, że mi się to udaje. Pokonuje swoje słabości i to czyni mnie silniejszą. Dla niektórych przejechanie samochodem 1000 km ot tak byłoby nie lada wyzwaniem, prawda? Dla mnie to łatwizna, bo jazda samochodem sprawia mi niezwykłą przyjemność! Tak samo jest z treningami... To, że miałam trudności ze SKALPELEM II nie oznacza, że nigdy nie ćwiczyłam, że nie próbowałam!


Każdy ma swoją wytrzymałość, a najczęściej odpowiada za nią nie nasza siła fizyczna, a psychiczna. Tego dnia moja psychika zadziałała na moją niekorzyść. Wiem, że mogę, że potrafię, ale i tak błądząc w ciemnościach mogę natknąć się na ścianę. Mimo wszystko pokochałam to uczucie BŁOGOŚCI po treningu i błagam... NIECH NIKT MI TEGO NIE ODBIERA! Domyślam się, że nigdy bez trudu nie zrobię w pełni żadnego programu, chociaż na początku też tak myślałam o SKALPELU, który teraz robię z łatwością i to z obciążnikami. Być może po prostu NIE LUBIĘ ZMIAN i w każdą muszę się dopiero wdrożyć? W końcu za każdym razem gdy zmieniam metodę treningową i program czuję się jakbym zaczynała od początku. Pracują inne mięśnie, ruchy są inne... Zauważyłam, że największą trudność sprawiają mi sekwencje ćwiczeń, które powtarzamy te kilka razy, bo jakoś nie mam po każdym tej satysfakcji, że skończyłam, i że mogę podejść do kolejnego.

Kiedyś wreszcie znajdę trening idealny dla siebie, do którego nie będę musiała się zmuszać i będę mogła pochwalić się tym, że wykonuję go z uśmiechem na ustach. Póki co przy większości "rzucam mięsem" i walczę o każdy oddech, każde powtórzenie, ale właśnie to daje mi satysfakcję, bo czuję, że walczę! 

ZAWALCZCIE WIĘC I WY! 
Nie czekajcie na efekty estetyczne, ale zastanówcie się nad efektami, które nie są widoczne dla naszych oczu! Nad zmianami, które zachodzą głęboko w Nas! To one napędzają cały proces!
Nie czuję tego, że schudłam... czuję, że nie chodzę wzdęta, że przy każdej czynności napinam mięśnie brzucha, których kiedyś nie miałam, że zachowuję prostą postawę. Czuję się zdrowo, a do tego wreszcie mogę bez problemu dotknąć palcami podłogi! Może niektórym z Was wyda się to śmieszne, ale to są właśnie te rzeczy, które cieszą mnie najmocniej! Zaniedbałam się, zaniedbałam swoje ciało, swoje zdrowie, ale opamiętałam się!!!

Wszystko zgodnie z tym, że to ZDROWIE JEST PIĘKNE, a wymarzona sylwetka to tylko skutek uboczny!
Tego jak cudownie się czuje nie odbierze mi nikt! <3




5 lutego 2013

BOMBA WITAMINOWA - Kasza jaglana

Tym razem zgodnie z zapowiedzią z mojego FP na Facebooku postanowiłam podzielić się z wami moim ostatnim odkryciem. No cóż, żaden ze mnie Kolumb czy jakiś inny Magellan, bo odkryłam wreszcie KASZĘ JAGLANĄ. 

Kiedyś byłam osobą, która lubiła próbować nowych rzeczy, ale ostatnio jakoś kurczowo trzymałam się tych produktów, które lubię. Mimo wszystko czytałam wiele dobrego o kaszy jaglanej więc postanowiłam ją kupić. Leżała, leżała aż wreszcie wczoraj postanowiłam wreszcie zrobić z niej użytek. Efektem były pyszne placuszki z czosnkiem, cebulką i szczypiorkiem, które pałaszowałam tak, że aż mi się uszy trzęsły. 

Produkty zbożowe powinny być podstawą naszego codziennego żywienia, jak wskazuje na to piramida żywieniowa, a u mnie różnie z tym bywało. Kasza jaglana świetnie tą potrzebę zaspokaja! Wydawać by się mogło, że to zwykła kasza, która tylko nas zapcha i doda sporej dawki energii. Niewiele osób jednak wie, że "jaglanka" to najzdrowsza kasza, której w naszej diecie absolutnie nie powinno zabraknąć!




Kasza jaglana jest gigantyczną BOMBĄ WITAMINOWĄ! Dostarcza naszemu organizmowi witaminy z grupy B, a także lecytynę, która odpowiada za naszą pamięć i koncentracje. Posiada także wiele soli mineralnych, których zawartość jest większa niż w innych produktach zbożowych. Dla Nas, osób aktywnych bardzo ważnym aspektem jest również to, że kasza jaglana zawiera bardzo dużą ilość białka oraz węglowodanów złożonych, które uwalniają energię stopniowo i dają nam siłę na cały dzień. Dodatkowo kasza jest bardzo lekkostrawna i nie powoduje wzdęć ani problemów z żołądkiem. W dalszym ciągu to jednak nie wszystko! Ten produkt spożywczy ma także zbawienne działanie na naszą skórę, włosy, paznokcie i zęby, a to wszystko ze względu na wysoką zawartość krzemu

W internecie aż roi się od przepisów, w których pierwsze skrzypce gra właśnie kasza jaglana. Jedne są bardziej kaloryczne, inne dietetyczne i polecane także na dietach niskokalorycznych. Produkt ten jest także idealny na diecie oczyszczającej ponieważ kasza jaglana odkwasza organizm, usuwa nadmiar wody z organizmu jednocześnie oczyszczając nasz organizm z toksyn. Dodatkowo "jaglanka" zawiera antyoksydanty, które mają dobroczynne działanie także w diecie antynowotworowej ponieważ neutralizują działanie wolnych rodników. Żeby tego było mało to kasza jaglana usuwając nadmiar płynów z organizmu pomaga także w leczeniu kataru, zapalenia zatok oraz oskrzeli. Dzięki jej lekkostrawności mogą ją spożywać również ludzie o delikatnym żołądku, a także małe dzieci. 

Co ważne, kaszę jaglaną mogą jeść także osoby, które są uczulone na gluten i są na diecie bezglutenowej!
kaszajaglana.pl

W najbliższym czasie postaram się przedstawić Wam kilka przepisów, które sama wcześniej przetestuje i zapewne zmodyfikuje. Najwięcej osób wykorzystuje tą kaszę jako dodatek do mięs, w farszu do gołąbków, placuszków, naleśników, kleików, ale nie tylko! Tak jak pisałam wcześniej, w internecie aż roi się od przepisów na słodko, na ostro i na kwaśno :) Każdy znajdzie coś dobrego. Wydaje mi się, że tą kaszę bardzo łatwo "przemycić" również dziecku, bo nie ma ona bardzo wyraźnego smaku więc to dodatki pełnią tu najważniejszą rolę. Spotkałam się nawet z ciastami z kaszą jaglaną więc muszę przyznać, że jest ona wielofunkcyjnym dodatkiem. 

Z czystym sumieniem mogę Wam ją polecić! Wypróbowałam mimo, że nie przepadałam nigdy za kaszami i teraz mam wrażenie, że będę ją jeść codziennie! 
MNIAM <3 


wp.pl

4 lutego 2013

MOJA METAMORFOZA - Podsumowanie miesiąca 5

Witajcie! Dziś mija kolejny miesiąc mojej metamorfozy! To już pięć miesięcy za mną, a przede mną całe długie lata! Przez cały weekend obawiałam się tego dnia, bo nie zauważałam efektów, a to wszystko przez to, że brakowało mi siły oraz czasu do treningów. W dodatku, żeby tego było mało, miałam spore trudności z zachowaniem diety i regularnym spożywaniem posiłków, ale bardzo się starałam. Grunt to to, że jadłam zdrowo! W ciągu tego miesiąca ani razu nie "zgrzeszyłam" sięgając po pizze czy fast-foody. Bardzo rzadko też łapałam się za słodycze. Niestety momentami mam wrażenie, że jadłam za mało, ale wierzę, że i to uda mi się to zmienić.

Czas tak szybko leci... Mijają 3 miesiące odkąd prowadzę bloga, a do tego 5 miesięcy temu postanowiłam zmienić swoje życie. Momentami nie było łatwo! Bywało, że załamywałam się, że pojawiały się łzy, złość i frustracja. Czasem miałam ochotę tym wszystkim rzucić, ale w odpowiednim momencie się powstrzymywałam. Nigdy nie powiem, że łatwo jest zmienić swoje nawyki, ale mnie się to udaje!
Spory kawał drogi za mną, ale to jeszcze nie wystarczy!


Moje efekty po 5 miesiącach:





Efekty na zdjęciach porównawczych nie są aż tak widoczne, bo w sumie za wiele się nie zmieniło. Na pewno czuję się dużo lepiej, lżej, a do tego mam lepszą kondycję, a także trochę więcej siły. Od dłuższego czasu udaje mi się zachowywać prostą postawę, a bóle kręgosłupa przestały mi dokuczać. Największe zmiany, które zaszły w ciągu tego czasu są niewidoczne dla oczu! Nigdy bym nie pomyślała, że trochę ćwiczeń aż tak mnie zmieni... zmieni mnie wewnątrz!


Aktualne pomiary




Jak zapewne pamiętacie, a jeśli nie pamiętacie to przypominam, że po ostatnim miesiącu się nie mierzyłam, bo nie widziałam takiej potrzeby. Przez cały miesiąc 4 nie ćwiczyłam i moja aktywność fizyczna była ograniczona do całkowitego minimum ze względu na problemy z kolanami. Nie widziałam zamian więc uznałam, że pomiary nie mają sensu. Zważyłam się około 3 tygodnie temu i wówczas moja waga wskazywała 70,8 kg, a także odrobinę mniejszą ilość tłuszczu. Tak było przez kilka dni, ale potem waga ponownie wzrosła.

Na chwilę obecną ważę 71,4 kg, a moja zawartość tłuszczu na stałe spadła poniżej 30% co niezmiernie mnie cieszy. Być może nie ma jakiegoś wielkiego "WOW", ale wolę mieć niewielkie efekty, które będą trwałe. Przecież "mały postęp" jest lepszy niż "żaden postęp" :)


TRENINGI - Podsumowanie miesiąca 5


TYDZIEŃ 17
 12.01 SOBOTA - 20 min - BIEGANIE 3 km + Ewa Chodakowska DUETY + Ćwiczenia na brzuch ze SKALPELA

TYDZIEŃ 18
15.01 WTOREK  - 30 min - BIEGANIE 3 km + Ewa Chodakowska BALANCE TRENING + SUPERSET + Ćwiczenia na brzuch
 20.01.2012 NIEDZIELA - Ewa Chodakowska BALANCE TRENING + SUPERSET + Ćwiczenia na brzuch

TYDZIEŃ 19
21.01 PONIEDZIAŁEK - Ewa Chodakowska SKALPEL z obciążnikami 0,5 kg (kostki + nadgarstki) + 100X "żabie brzuchy"
22.01 WTOREK - Ewa Chodakowska  TURBO + 100X "żabie brzuchy"
23.01 ŚRODA - Ewa Chodakowska KILLER + 100X "żabie brzuchy"
24.01 CZWARTEK - 1,5 godziny jazdy na łyżwach
25.01 PIĄTEK - Ewa Chodakowska SKALPEL z obciążnikami 0,5 kg (kostki + nadgarstki) + Ewa Chodakowska BALANCE TRENING + 100X "żabie brzuchy"
26.01 SOBOTA - Ewa Chodakowska SKALPEL z obciążnikami 0,5 kg (kostki + nadgarstki) 

TYDZIEŃ 20
28.01 PONIEDZIAŁEK  - 100X "żabie brzuchy"
29.01 WTOREK - 100X "żabie brzuchy"
31.01 CZWARTEK - 100X "żabie brzuchy"
01.02 PIĄTEK - Ewa Chodakowska SKALPEL II + 100X "żabie brzuchy"
03.02 NIEDZIELA - Ewa Chodakowska SKALPEL II 



Teraz oficjalnie zaczynam miesiąc 6! To już będzie pół roku... Najbardziej nie mogę doczekać się efektów, które mogę osiągnąć do czerwca! Kto wie? Może wreszcie będę mieć setki zdjęć z wakacji, których do tej pory unikałam? 
TRZYMAJCIE KCIUKI! <3


google.pl

3 lutego 2013

Nie-Dzielna NIEDZIELA

Kochani! I stało się... moja odporność spadła poniżej zera i na efekty nie musiałam długo czekać. Dziś dopadło mnie straszne osłabienie, ale nie wykluczam, że to nadal efekty tej przeklętej zmiany pogody, bo nie wiem jak u Was, ale u mnie dziś sypał śnieg i było koszmarnie zimno. W zasadzie w ogóle dzisiejszy dzień do najlepszych nie należał.

Wczoraj musiałam odmówić sobie kolejnego treningu i to ze względu na pisania pracy, której w efekcie i tak dzisiaj nie oddałam, bo okazało się, że prawdopodobnie wszystko mam źle! Z resztą nikt tej pracy dziś nie oddał, no chyba, że Ci nadzwyczajnie ambitni. Do tego dowiedziałam się, że mam do napisania kolejne trzy prace... no tak, po co informować o tym studenta na początku semestru żeby miał świadomość co go czeka. No trudno! Jak mus to mus! Wszystko da się przeżyć, ale nie bezczynne siedzenie na zajęciach o pisaniu pracy magisterskiej szczególnie, że nie ma się jeszcze konkretnych pomysłów na temat, chociaż i te ostatnio zaczynają się kłębić w mojej głowie. Zamiast myśleć o tym "tu i teraz" to zaczęłam mocno odbiegać w przyszłość i skupiać się na magisterce, a mam na to jeszcze tyle czasu! Do tego wszystkiego przeraża mnie egzamin, na który mam już tylko 5 dni na naukę. Przerażające, a miałam unikać stresogennych sytuacji :)

Żeby tego wszystkiego było mało to zjadłam dziś kiepski obiad, przez który czuje się źle aż do teraz. Czasem zaczynam żałować, że nie stołuję się nadal w fast-foodach, bo tam zawsze wiedziałam co mnie czeka, a w innych "restauracjach" to nie koniecznie. Chyba czasem trzeba sobie zaszkodzić, żeby postawić jednak na własne jedzenie. Jadłam chyba najgorsze w życiu naleśniki ze szpinakiem, ale już zaraz poprawię sobie trochę humor pysznym jogurtem z malinkami. Nie wytrzymałam też i sięgnęłam dziś po odrobinę słodyczy. Zjadłam niewielki batonik z czekoladą i nadzieniem karmelowym, a tylko dlatego, że chciałam go spróbować. Na szczęście nie zawierał utwardzanych tłuszczów roślinnych, które są szkodliwe dla naszego zdrowia więc to zawsze jakiś pozytywny aspekt, a do tego złapałam się za rurkę z bitą śmietaną z kawiarni Grycan. No cóż, czasem każdy musi osłodzić sobie życie :) Mimo wszystko jakoś nie mam wyrzutów sumienia :)


Mieliśmy dziś mieć trochę ruchu także w postaci kręgli, bo jakiś czas temu wygraliśmy Voucher na kilka gier do Fantasy Park Kraków więc aż żal nie skorzystać. Niestety jak to zazwyczaj w niedzielę, nie było wolnych torów, a do 19 czyli 3 godziny nie chciało mi się czekać. Bony możemy wykorzystać jeszcze jutro i we wtorek więc zapewne co się odwlecze to nie uciecze.

Wczorajszy trening odpuściłam, bo nie wyrobiłam się w czasie, ale dziś nie odpuszczę! Po powrocie do domu zasnęłam i obudziłam się dopiero godzinę temu więc energii nie powinno mi brakować. Mam nadzieję, że bolące gardło nie przeszkodzi mi w planie treningowym na dzisiejszy wieczór. Zdecydowałam, że tuż po zakończeniu sesji na uczelni czyli najprawdopodobniej dopiero w marcu wrócę na siłownie, bo trochę mi tego brakuje. Chociaż jakoś nigdy nie przepadałam za "publicznymi" treningami to myślę, że przydałoby mi się popracować trochę nad rzeźbą moich, nadal "sflaczałych" mięśni.

Trening siłowy przydałby się również mojemu facetowi, który w bardzo szybkim czasie spalił nadmiar tkanki tłuszczowej i z 19% tłuszczu spadł na 15%. Przez dosyć krótki czas trenował INSANITY, ale bez konkretnej diety i suplementacji przez co mięśnie się nie rozwinęły tak jak powinny. Zdecydowanie oboje będziemy mieć co robić żeby w lecie poczuć się świetnie we własnej skórze. Czasem odnoszę wrażenie, że zaraziłam go swoją obecną "zajawką", która chyba już mnie nie opuści.



Do moich wakacji pozostało równo 6 miesięcy i mam nadzieję, że systematyczne ćwiczenia i racjonalna dieta zaprowadzą mnie do tego miejsca, do którego chcę. Nie oczekuję cudów, nie planuje, bo tak jest dla mnie lepiej. Nie będę czuć się źle jeśli się nie uda, ale dlaczego miałoby się nie udać? Mam ulubione: SKALPEL i SKALPEL II (który wypompowuje ze mnie całą energię), a do tego nie wykluczam, że zacznę ćwiczyć TURBOFIRE, bo na INSANITY jeszcze nie mam siły. Jeśli będę konsekwentnie dążyć do określonego celu to kiedyś tam dotrę! Prędzej czy później, ale dotrę. Myślę, że nawet w takie dni jak ten dzisiejszy nie warto się poddawać, bo to zmęczenie po treningu zdecydowanie potrafi poprawić humor. Ach! Te endorfiny! Ostatnio po zrobieniu SKALPELA II mimo, że padłam to czułam się cudownie! Do dziś mam zakwasy na pośladkach i ramionach i żal będzie się z nimi rozstawać. Nazwijcie mnie masochistką, ale uwielbiam cierpieć po treningu!

Jutro podsumowanie treningów z całego miesiąca i oficjalnie kończę swój 5 miesiąc metamorfozy, która głównie zmieniła mnie wewnątrz (przynajmniej jak na razie). Trochę się obawiam, bo wiem, że z postępami zatrzymałam się w miejscu, ale podobno to całkowicie normalne.
WE WILL SEE! 

A tymczasem życzę Wam miłej nocy i dużo, dużo energii na kolejny tydzień!!!
Przyda się? <3