Piekne Zdrowie - Blog o zdrowiu i urodzie

18 maja 2013

CIAO ITALIA! czyli moje "dietetyczne" plany urlopowe

Witajcie!
To mój ostatni post, na który znalazłam czas przed wyjazdem. Oczywiście wrócę do Was za 2 tygodnie, które (z jednej strony) mam nadzieję, że szybko miną, a z drugiej strony, że będą się ciągły w nieskończoność! Mam tyle książek do przeczytania i aktywności do zrobienia... Przygotowałam sobie nawet listę rzeczy, o których od zawsze marzyłam i mam nadzieję, że wreszcie je spełnię, ale ich treść pozostanie moją słodką tajemnicą. 

Źródło: 123rf.com

Wybierając się jednak do krainy "winem i makaronem (?) płynącej" ^^ obawy dotyczące mojego sposobu odżywiania nie odstępują mnie na krok! Będzie mi wyjątkowo trudno utrzymać dietę w granicach rozsądku.

(+) wyjazdu na urlop?

  • posiłki (raczej) o regularnych porach dnia
  • spożywanie bardzo dużych ilości wody
  • przebywanie na świeżym powietrzu
  • dużo ruchu (w tym spacery, rower, bieganie, pływanie)
  • to, że podczas upałów rzadko jestem bardzo głodna (o ile takowe będą)
  • dużo świeżych owoców i warzyw 
  • świeże frutti di mare
(-) wyjazdu na urlop?
  • PIZZA, MAKARONY i inne włoskie specjały!
  • wino, duuużo wina!
  • nie mniej piwa
  • pyszne, białe puszyste, świeżutkie pieczywko
  • włoskie gelato 
  • i wiele innych pokus!
Mój plan na kolejne 2 tygodnie?
PRZETRWAĆ i NIE PRZYTYĆ :)

Zaopatrzyłam się w przekąski, którymi będę się ratować między trzema głównymi posiłkami, a mianowicie batoniki musli, owsianki błyskawiczne (bez cukru i substancji słodzących), wafle ryżowe, serki Bieluchy. Niestety możliwości żywieniowe na Campingu są mocno ograniczone więc pozostaje mi to co będę mogła zjeść na szybko. Oprócz tego będę wspierać się także owocami. Będę zdecydowanie ograniczać swoje śniadania do płatków musli z mlekiem lub NAJWYŻEJ jednej świeżutkiej, pachnącej, puszystej bułki. Lodów, wina i piwa unikać nie będę, bo jednak wszystko jest dla ludzi, a to jedyne 2 tygodnie w roku gdzie mogę naprawdę z tych dobrodziejstw korzystać bez ograniczeń. Ja po prostu uwielbiam smak zimnego piwa na plaży! Z obiadami również nie będzie łatwo, ale na szczęście kupiłam kilka dań błyskawicznych firmy SyS więc zawsze będę mieć w zanadrzu jakąś zdrowszą alternatywę.

Raj, do którego zmierzam <3

Nieodzowną częścią mojego planu dnia mają być aktywności fizyczne:
  • SPACER co najmniej 10 km (np. po plaży)
  • ROWER jako główny środek transportu, a do tego planuję kilka dłuższych wypraw
  • BIEGANIE codziennie wieczorem po plaży lub campingu
  • NORDIC WALKING z rodzicami po kilka kilometrów dziennie
  • ćwiczenie mięśni brzucha (choćby poprzez śmiech^^)
Co z tego ambitnego planu wyjdzie okaże się na dniach... Mam tylko wielką nadzieję, że pogoda mi dopisze, bo istnieje niestety i taka możliwość, że będą burze i chłód. Chciałabym się oczywiście troszkę przy okazji opalić mimo, że nienawidzę leżenia plackiem na plaży i po prostu nie umiem tego robić. Dziwne prawda? Mogę chodzić, stać, grać w paletki, siedzieć w wodzie, grać w piłkę, ale nigdy nie leżeć! Czasem jednak i takie leżenie się przydaje np. wtedy gdy mam do przeczytania kilka książek, bo to także jest część planu. 

Czy wystarczy mi czasu by to wszystko zrealizować? 
Trudno powiedzieć, ale będę próbować :)

Mam również nadzieję, że uda mi się podłączyć do cywilizacji i znaleźć jakieś darmowe łącze Wi-Fi żeby podzielić się z Wami realizacją mojego planu. Rok temu wyczaiłam, że bezpłatne łącze Wi-Fi jest w Mc Donaldzie położonym o około 10 km od miejsca gdzie najprawdopodobniej się zatrzymamy więc myślę, że tragedii nie będzie. Rower, laptop na plecy jako dodatkowe obciążenie (albo chociaż smartfon pełen zdjęć) i jedziemy! Myślę, że będę z Wami w kontakcie na bieżąco!


Na wszystkie Wasze wiadomości będę odpisywać dopiero po powrocie, ale pamiętajcie, że i tak Was wspieram i za każdą z osobna trzymam bardzo mocno kciuki by osiągnęła swój upragniony cel, do którego wytrwale dąży (mimo tego, że będę około 1200 km od Polski). 

Coraz bardziej zauważam jak wiele się we mnie zmieniło i teraz wiem, że decyzja o rozpoczęciu prowadzenia bloga miała naprawdę sens, bo kocham to co robię! Choć to praca na pełen etat to nie mam zamiaru jej porzucić!

Ściskam bardzo mocno! 
Do usłyszenia, napisania czy (jak kto woli) przeczytania <3
CIAO! 

17 maja 2013

Urlop, Pakowanie & NOWA WSPÓŁPRACA - czyli co u mnie ciekawego!

Witajcie kochani!
Znów Was troszkę zaniedbuję, ale obiecuję, że tuż po moim powrocie WIELE się zmieni... Mam naprawdę multum tematów, którymi chcę się z Wami podzielić, ale wszystko w swoim czasie. Dziś nadeszła najwyższa pora na to by zacząć się wreszcie pakować, zrobić zakupy przed wyjazdem i zaopatrzyć się w stosy kosmetyków na słońce. Nie wiem czemu, ale jakoś nie potrafię się przestawić, że wyjeżdżam nad morze w takim momencie, choć 2 lata temu spędziłam długi weekend majowy we Włoszech. 

Wszystkich ciekawskich informuję, że jutro czyli w sobotę wyjeżdżam na wakacje do Włoch (jak co roku). Wrócę do Was niebawem, bo już 31.05 będę z powrotem w Polsce, a wszystko przez wesele mojej psiapsióły. No właśnie! A propo wesela... SKOMPLETOWAŁAM SWOJĄ KREACJĘ! Po długim i męczącym zwiedzaniu centrów handlowych wreszcie znalazłam wymarzoną kieckę. Wiele osób by zapewne mnie w niej również skrytykowało, ale ważne, że to ja będę w niej tańcować i bawić się do samego rana! Czuję się w niej cudownie, bo odzwierciedla wszystko to co w sukience najważniejsze. Mogę się w niej (prawie) swobodnie ruszać, a do tego wybrałam swój ukochany kolor - miętowy (jeszcze jaśniejszy niż w poprzedniej sukience). Do tego jest taka jak mi radziłyście, bo raczej podkreślająca figurę, ale ma baskinkę maskującą brzuch i jest ozdobioną śliczną koronką. Może się kojarzyć również jako kreacja dla starszych Pań, ale to dla mnie nie istotne! Najmłodsza przecież już też nie jestem! Wybrałam do niej granatową, klasyczną marynarkę Reserved, moje (jedne z najniższych) buty w kolorze "nude" firmy H&M (na 8 cm obcasie) i granatową torebeczkę zapinaną na bigiel, którą ostatnio dopadłam w "dziumdziarni" :) Wszystko tworzy bardzo ładną całość i bardzo mi się podoba. Będę wyglądać elegancko, ale jednocześnie zachowam swój styl i wyrażę go przez biżuterię, makijaż i fryzurę. Na facebooku pokazywałam już zarówno zdjęcie sukienki jak i moje zdjęcie zrobione z lustrze, które strasznie zniekształciło proporcje. Nic się nie martwcie! Oczywiście jak tylko wrócę pokażę Wam moje zdjęcie w pełnej okazałości i całej kreacji, a do tego dokładnie wyjaśnię Wam dlaczego wybór sukienki był dla mnie aż tak ważny, bo nie wszyscy są w stanie to zrozumieć. Zapytałam już znajomego czy będzie moją osobą towarzyszącą, ale jeszcze muszę poczekać na odpowiedź, a jak odmówi to cóż... Jego problem :)

Facet, o którym mówię zobaczył mnie ostatnio po prawie 3 latach i przyznał, że faktycznie zmiana jest zauważalna. Najśmieszniejsze jest to, że 3 lata temu wyglądałam całkiem dobrze, ale wiadomo, że przy ćwiczeniach sylwetka znacznie się zmienia, a waga może pozostać ta sama. Odnoszę wrażenie, że 3 lata temu ważyłam nawet mniej niż teraz, a figura całkiem inna! Jednak aktywność fizyczna potrafi czynić cuda więc nie zabraknie jej na moim wyjeździe. Rower i cały sprzęt rowerowy, buty do biegania i kijki do nordic walking już są przygotowane! A waga pozostaje w łazience!!! Niestety co gorsza teraz nadeszła pora na pakowanie innych rzeczy...

Czy Wy też tak nienawidzicie się pakować jak ja?
Może macie jakiś patent żeby niczego nie zapomnieć i żeby wszystko zmieścić? 

W tym roku ograniczyłam ilość "workowatych" ciuchów, bo nie są mi potrzebne. Zaraz nadejdzie pora na mierzenie wszystkich kostiumów kąpielowych, bo szczerze mówiąc nawet nie wiem czy któryś z nich się jeszcze nadaje. Schudłam na chwilę obecną od kwietnia zeszłego roku 12 kg, niby to nic, a jednak! Wszystkie starsze stroje plażowe były rok temu za małe, a te z zeszłego roku pewnie będą teraz za duże...
A co będzie gdy okaże się, że nic nie pasuję? Pozostaną mi chyba moje stroje pływackie... O NIE! Taka opcja w ogóle nie wchodzi w grę, bo mimo, że mój brzuszek troszkę się zwija szczególnie gdy siedzę to nie mam zamiaru go ukrywać. "Kochanego ciałka nigdy nie za wiele" ;)

We Włoszech zobaczę się z kolejną osobą, która nie widziała mnie od co najmniej 3 lat i nie wie o tym, że się zmieniłam, bo z moich polskojęzycznych postów na Facebooku nic nie zrozumiał. Jednak faceci są jakoś bardzo oporni na zauważanie zmian u płci przeciwnej. Najciekawsze porównanie nastąpi w ostatni weekend czerwca, bo okazało się, że mój kuzyn się żeni, a co za tym idzie? Będzie wielkie spotkanie rodzinne po latach... To dopiero będzie masakra, ale póki co staram się nie wybiegać aż tak w przyszłość.
LICZY SIĘ TU I TERAZ czyli...
PAKOWANIE!!!

Cieszy mnie to, że nie jadę na koniec świata i zawsze to czego zapomnę mogę dokupić, no chyba, że będą to dokumenty lub inne takie rzeczy... Tfu, tfu... wypluwam tą myśl w ogóle! Nie ma takiej opcji żebym czegoś zapomniała! Wczoraj w Krakowie pakowałam się na wariackich papierach, bo dosłownie 3 km przed domem rozwaliłam na dziurze poduszkę pod silnikiem w samochodzie, a co za tym idzie? Samochód musiał jechać na lawecie... Szczęście w nieszczęściu, w Krakowie był mój Tata, który miał przetransportować mój rower. Miałam więc niecałe 2 godziny by zabrać wszystkie potrzebne rzeczy z mieszkania! Wpychałam do torby co popadnie, a jakby ktoś mnie teraz spytał co wzięłam to bym nie miała pojęcia... Dopiero jak się przepakuję to będę wiedzieć co zabrałam...

Czy u Was też każdy wyjazd musi być na "wariackich papierach"? 
Mnie i mojej rodzinie chyba jeszcze wyjazd bez niespodzianek się nie przytrafił... albo czegoś zapominamy, albo światła w camperze nie działają, albo coś się psuje... Istne szaleństwo, i wyobraźcie sobie, że tak jest co rok! :)

Najwięcej problemu zawsze sprawiają mi kosmetyki, bo trzeba zabrać ich trochę więcej niż wykorzystuje się na co dzień, bo słońce, bo plaża, bo sucho, bo komary... Gdybym miała włosy w normalnym stanie to kupiłabym po prostu żel pod prysznic, który nadaje się również do włosów i wzięłabym jakiś balsam, który można używać również do skóry twarzy. Jednak moje zniszczone, mieszane włosy potrzebują troszkę innej pielęgnacji, nie mówiąc już o nadwrażliwej, naczynkowej cerze...


Przedwczoraj dostałam swoją pierwszą przesyłkę od firmy Elpha Pharm, z którą to właśnie nawiązałam współpracę. Stałam się Waszym osobistym testerem kosmetyków tej firmy co niezmiernie mnie cieszy, bo uwielbiam naturalne kosmetyki, a te właśnie takie są. Nie zawierają parabenów, silikonów, substancji zapachowych ani barwników, a to jest dla mnie bardzo ważne. Nie chcę więcej w siebie ładować żadnej chemii zarówno w żywności jak i w kosmetykach. Na pierwszy rzut dostałam Balsam do włosów suchych i zniszczonych z olejkiem arganowym i granatem. Moja pierwsza ocena? PIĘKNY ZAPACH! Już nie mogę się doczekać, aż go użyję! Do tego dokupiłam sobie dziś Szampon do włosów tłustych u podstawy i suchych na końcach z żen-szeniem. Rewelacja! Zawsze na urlopie myję włosy bardzo często więc kosmetyki, z których korzystam muszą być delikatne i oczywiście skuteczne.
Jak się sprawdzą kosmetyki firmy GREEN PHARMACY? 
Dowiecie się już po moim powrocie!


Tymczasem kochani uciekam do pakowania! 
Jutro przed samym wyjazdem (o ile czas na to pozwoli) napiszę Wam jeszcze jakim modyfikacjom będę zmuszona poddać swoją dietę na czas trwania mojego urlopu w królestwie pizzy i makaronów, bo zamierzam po powrocie bez problemów wcisnąć się w moją weselną kreację za, którą się tyle uchodziłam! Przedstawię Wam również mój plan treningowy na całe 2 tygodnie, bo nie przewiduję ŻADNEGO LENISTWA!

Życzę Wam miłego weekendu! 
Do usłyszenia, a w zasadzie... przeczytania!
Buziaki!


14 maja 2013

Wygrać życie = usunąć sobie piersi?

Witajcie!
Dziś miałam pisać o czymś zupełnie innym, bardziej przyjemnym, ale postanowiłam jednak przesunąć publikację tamtego posta na dzień jutrzejszy. Dlaczego? Z radia dowiedziałam się jednak o czymś co ma dla mnie bardzo duże znaczenie więc zmieniłam trochę koncepcję. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie! 

Jako, że mój blog jest bardzo bliski tematom zdrowia postanowiłam o tym napisać... 
Nie wiem czy słyszałyście o tym, że Angelina Jolie poddała się podwójnej mastektomii? 



Na mnie ta wiadomość dziś spadła jak grom z jasnego nieba! Nie miałam o tym wcześniej pojęcia! Słyszałam już kilka dyskusji na ten temat i jestem ciekawa co Wy o tym sądzicie? Wiele osób zastanawia się czy Angelina zrobiła dobrze czy źle? Czy to w ogóle da się ocenić w takich kategoriach?

Prawda jest taka, że w Polsce bardzo mało mówi się o raku piersi i o profilaktyce nowotworów, która może zapobiec zachorowaniu na tą straszną chorobę, która współcześnie zbiera chyba największe żniwo w postaci liczby zgonów. Bardzo mało kobiet z mojego otoczenia regularnie odwiedza lekarza ginekologa, robi USG i mammografie piersi. Niektóre z nich chyba uważają, że ten problem ich nie dotyczy, bo są za młode. Nic bardziej mylnego! Na raka piersi chorują coraz młodsze kobiety, nawet nastolatki, a także mężczyźni! Regularne badanie piersi w domu oraz wizyta u lekarza przynajmniej raz do roku może sprawić, że wygramy  tą nierówną walkę! Ile kobiet wyczuwa w piersi zmiany, ale mimo wszystko waha się z pójściem do lekarza. Doskonale wiem jak strach może paraliżować, ale nie ma na co czekać, bo liczy się każda sekunda!

Usłyszałam dziś opinię, że przecież nie można mieć pewności, że zachoruje się na raka... Oczywiście, że nie, ale właśnie po to przeprowadza się badania na mutację genu BRCA1. Obecność tego genu to około 90% prawdopodobieństwo, że w przyszłości zachoruje się na raka. Myślicie, że w Polsce nie można wykonać takiego badania? Bzdura! Takie badania wykonują niemal wszystkie kliniki onkologiczne.

Angelina Jolie właśnie dzięki tym badaniom dowiedziała się, że prawdopodobnie zachoruje na raka piersi i dlatego zdecydowała się na podwójną mastektomię. Usunięcie obydwu piersi jest zabiegiem bardzo ciężkim, ale i trochę desperackim. Ból fizyczny to tylko jedna strona medalu, bo niewiele osób może postawić się na miejscu kobiety, która "na własne życzenie" pozbawia się głównego atrybutu kobiecości. Osobiście niesamowicie podziwiam wszystkie kobiety, które poddają się tej operacji, ale kiedyś słyszałam opinię bardzo bliskiej mi osoby, która po przeczytaniu artykułu na temat dziewczyny, która zrobiła dokładnie to samo nie do końca potrafiła to zrozumieć. Dodam jeszcze, że osoba, o której mówię jest dowodem na to, że walkę z rakiem można wygrać!

Czy jest to oznaka tchórzostwa, czy dbania o własną przyszłość?
Jak Wy uważacie?

W naszym kraju (jak podają statystyki) 15% ludzi chorych na raka rezygnuje z leczenia nowotworów. Czy usuwanie młodym kobietom jajników czy piersi w ramach zapobiegania nie jest przypadkiem popadaniem ze skrajności w skrajność? Jedni nie chcą się leczyć, a inni wolą nie zachorować... Jak to śpiewał Czesław Niemen, "dziwny jest ten świat".

Angelina w New York Times ujawniając, że 3 miesiące temu prewencyjnie usunięto jej obydwie piersi napisała: "Nie chciałam czekać, postanowiłam działać. Mam nadzieję, że inne kobiety skorzystają z mojego doświadczenia".

Nie potrafię powiedzieć czy popieram tą decyzję, ale na pewno teraz więcej kobiet zainteresuje się swoim zdrowiem i podda się choćby zwykłym badaniom! Powiem Wam szczerze, że również myślałam o zrobieniu badań genetycznych, ale panicznie się tego boję, bo i tak wiem jakiego wyniku powinnam się spodziewać. Jestem więc ostrożna! Dbam o swoje zdrowie, o dietę, włączyłam w swoje życie aktywność fizyczną, ale nie ograniczam się! Oczywiście regularnie badam piersi u ginekologa, a także sama kontroluję ich stan.


W związku z tym ponownie powracającym już tematem chciałabym zwrócić Waszą uwagę na problem raka piersi! Samokontrola piersi nic nie kosztuje, a może uratować nasze życie więc WARTO się badać, żeby nie było za późno!



13 maja 2013

Jak wygrałam z "potówką" i wypryskami?

Witajcie!
Po moim ostatnim "kosmetycznym" poście posypało się kilkanaście wiadomości z pytaniami dotyczącymi wyprysków, o których pisałam, że nareszcie się ich pozbyłam. Moja skóra jakiś czas temu zaczęła się zmieniać, a to wszystko pod wpływem mojej metamorfozy. Niestety tych zmian do pozytywnych zaliczyć nie mogłam. 

Około miesiąc temu zauważyłam, że na moim dekolcie, twarzy, ramionach i plecach zaczęły pojawiać się wypryski, które na pierwszy rzut oka wyglądały jak zwykła "potówka" i powinny zniknąć tuż po kąpieli, ale tak się nie działo. Nie ukrywam, że nie wyglądało to zbyt estetycznie, a ja musiałam ukrywać się w ubraniach pomimo upałów. Bardzo lubię odkrywać plecy, od zawsze uważałam je za jeden z moich największych atutów, ale jak tu odsłonić część ciała, która wygląda jak powierzchnia księżyca? Znalazłam i na to rozwiązanie!

Obiecałam sobie, że jeśli moje metody nie pomogą to wówczas wybiorę się do dermatologa, do którego i tak miałam już się udać. Jako nastolatka miałam idealną cerę, bez wągrów, zaskórników i pryszczy, ale jak widać z wiekiem sporo się zmienia. Zaczęłam miewać problemy z pokrzywkami, wysypkami gdy stosowałam antykoncepcję hormonalną, ale gdy ją tylko odstawiłam wszystko wróciło do normy. Tym razem było inaczej! Lato za pasem więc musiałam zawalczyć o odzyskanie idealnej cery...

Skąd się biorą wypryski u osób, które intensywnie ćwiczą? 
To proste! Jeśli regularnie nie stosujemy na naszą skórę peelingu i nie pozbywamy się złuszczonego i obumarłego już naskórka, który zatyka nasze pory to takie konsekwencje nie powinny nas w ogóle dziwić! Podczas ćwiczeń (gdy intensywnie się pocimy)  usuwamy z organizmu toksyny jednak żeby pot wydostał się na powierzchnię skóry, ta musi być czysta by nic nie stało mu na drodze. Jeśli jednak przesadzimy z częstym ścieraniem naskórka również możemy doprowadzić skórę do podobnego stanu tylko, że w takiej sytuacji pozbawiamy skórę bariery ochronnej. Nie polecam również stosowania tłustych kosmetyków, które mogą blokować pory, ale wysuszanie skóry również nie pomoże...



Moja metoda na wypryski:

Po 1. Podczas każdej kąpieli używam rękawicy do masażu lub szorstkiej gąbki, która usuwa obumarły naskórek.

Po 2. Średnio co dwa tygodnie stosuję peeling kawowy. Kawę mieszam z odrobiną płynu do kąpieli lub żelu pod prysznic i tak przygotowaną mieszankę nakładam na całe ciało i delikatnie masuję. Taki peeling ma także rewelacyjne działanie antycellulitowe! Oczywiście można zastosować dowolny peeling do ciała, ale mi najbardziej służy ten przygotowany przeze mnie.



Po 3. Miejsca, w których najczęściej występuje "potówka" lub pojawiają się wypryski przed treningiem zasypuję Alantanem. Stosuję go również do stóp oraz pod pachami. Łagodzi oraz natychmiast wchłania nadmiar wilgoci.


Po 4. Gdy trenuję w domu staram się zawsze przed treningiem zmyć dezodorant (choćby chusteczkami lub mokrym ręcznikiem) żeby nie zapychał porów.


Po 5. Tuż po każdym treningu, zanim pot zacznie wysychać biorę prysznic i stosuję na te najwrażliwsze miejsca żel do mycia twarzy z linii Garnier "Czysta Skóra". Kiedyś moja współlokatorka mi go pożyczała i od tamtego czasu zawsze gdy miałam jakieś "trudne" przypadku sięgałam właśnie po niego. Po treningu jest idealny! Bardzo przyjemnie odświeża skórę.

Po 6. Po takim szybkim prysznicu spryskuję dekolt i plecy moją wodą termalną VICHY (oczywiście może być również inna). Woda termalna łagodzi podrażnienia, tonizuje, odświeża i przywraca równowagę skórze. Z tym kosmetykiem nie rozstaję się ani na chwilę, szczególnie w lecie podczas upałów, a także gdy np. jeżdżę na rowerze.


Po 7. W razie potrzeby skórę smaruję lekkimi, nawilżającymi kremami np. do cery tłustej ze skłonnością do trądziku, a czasem używam punktowych żeli na wypryski. Z kolei na wszelkie odparzenia aplikuję maść Bepanten lub zwykły D-Pantenol w piance.

Po 8. Wszystkie powyższe punkty ciągle powtarzam :)


Stosuję się do tych zasad od 2 tygodni (bo dokładnie wtedy zauważyłam, że moja skóra zaczyna mieć problemy) i muszę przyznać, że zmiany są już widoczne gołym okiem. Nowe wypryski już się nie pojawiają, a stare są prawie niewidoczne. Warto również wystawić takie miejsca na działanie promieni słonecznych, które to "wypalają" i wysuszają wszelkie niedoskonałości. Niestety jeżeli pogoda (jak ta w tym momencie) nie pozwala nam na zastosowanie takiej metody pozostają nam inne możliwości. Solarium też się sprawdza, ale ja raczej z niego nie korzystam. No, może czasami, tuż przed pierwszym "wystawieniem" się na słońce żeby nie spiec się na "raczka nieboraczka". Na wypryski zaleca się również fototerapię, ale nie miałam nigdy potrzeby by korzystać z takich zabiegów.

W moim przypadku to poskutkowało więc mam nadzieję, że i Wam pomoże!
Jeśli problemy skórne się nasilają to polecam skontaktować się z dermatologiem, który na pewno znajdzie rozwiązanie. Myślę, że warto również zastanowić się czy nie uczulają nas np. leki, nowo-kupione kosmetyki, detergenty czy nawet tkaniny. Mimo wszystko o skórę warto dbać zawsze, bez względu na to czy borykamy się z problemem wyprysków czy też nie. Regularne dbanie o skórę może nas przed takimi "skórnymi niespodziankami" uchronić... Ja już nie popełnię tego błędu i będę konsekwentnie o skórę dbać, bo nie wyobrażam sobie zasłaniać ciała, na które tak ciężko pracuje.


A może Wy macie jakieś swoje metody na takie skórne nieprzyjemności? 
Zdradźcie jakim zabiegom poddajecie swoje ciało by uniknąć takich problemów, bo jestem bardzo ciekawa waszych sposobów:) 

Ściskam Was mocno, przekazuję dużą dawkę pozytywnej energii i wyruszam na poszukiwania SUKIENKI IDEALNEJ! 
Zmobilizowałyście mnie do tego swoimi komentarzami! Może uda mi się znaleźć coś lepszego?
Mam wielkie chęci i uzbrajam się w cierpliwość! Trzymajcie kciuki, bo łatwo nie będzie!
W najgorszym wypadku postanowiłam, że kupię piękną dopasowaną spódnicę z baskinką, którą niedawno mierzyłam, a do niej jakąś elegancką, lekko prześwitującą bluzeczkę i marynarkę. W takim zestawie na pewno będę czuć się dużo swobodniej, a co trzy nowe ciuchy w szafie, to nie jeden! :)
Grunt to wyglądać elegancko i czuć się dobrze i swobodnie!
Oto klucz do świetnej zabawy na weselichu ;)
W końcu... NIE SAMYMI KIECKAMI CZŁOWIEK ŻYJE! 

12 maja 2013

Wybór sukienki na wesele & URLOP!

Witajcie kochani!
Dzisiejsza pogoda niestety nie zachęca raczej do treningów outdoorowych przez co musiałam zrezygnować z zaplanowanej wczoraj wycieczki rowerowej. Pozostaje mi tylko jakiś lekki trening w domowym zaciszu ze względu na to, że ponownie od kilku dni zmagam się z przeziębieniem, a może to alergia? Trudno powiedzieć... 

Mój znajomy lekarz, z którym o tym rozmawiałam stwierdził, że sama na własne życzenie osłabiłam swój organizm popychając się do granic możliwości. Krótko mówiąc zbyt intensywny trening mógł doprowadzić mnie do osłabienia odporności przez co znów złapałam jakieś paskudztwo. Do tego zapewne dochodzi fakt, że nie doleczyłam się przy poprzednim przeziębieniu i teraz mam tego konsekwencje. Cóż... wydawało mi się, że jestem niezniszczalna, ale okazuje się, że jestem tylko słabym człowiekiem.

Na szczęście wreszcie pojawiły się pierwsze konkrety dotyczące mojego wyjazdu na urlop, który już od początku maja ciągle odwlekałam. Już za kilka dni będę mogła troszeczkę odpocząć, a muszę przyznać, że wyjątkowo odczuwam w tym roku taką potrzebę. W końcu w ciągu ostatnich kilku miesięcy moje życie odwróciło się o 180 stopni i stanęło na głowie! Wyjeżdżam już w przyszły piątek tj. 17 maja i wrócę bezpośrednio przed weselem mojej kumpeli, które jest 1.06, bo w końcu już kupiłam na nie sukienkę (a nawet dwie, bo nie mogę zdecydować się na jedną). Zostało mi już tylko kilka dni na skompletowanie dodatków i zdecydowanie, którą sukienkę wybieram więc dziś późniejszym popołudniem wybiorę się na kolejny "rajd" po sklepach, bo i tak będę musiała ruszyć się do apteki. Wszystko bowiem jest lepsze niż leżenie w łóżku!

Mierzyłam setki sukienek, do przymierzalni jednorazowo wpakowałam około 30 sztuk i w żadnej nie wyglądałam tak jakbym tego chciała. Niestety moja figura nie nadaje się do noszenia sukienek, ale czasem trzeba. Alternatywą zawsze będą dla mnie spodnie lub ewentualnie jakaś spódnica i bluzka.

Pomożecie wybrać lepszą sukienkę? Jakoś nie mogę się zdecydować...



SUKIENKA #1
Miętowa z koronką, rozmiar 38, zapinana z boku na suwak i na plecach na srebrne guziczki.
Musiałabym do niej dokupić: 
- cielisty biustonosz z regulowanymi ramiączkami (który i tak muszę na lato kupić)
- jakąś narzutkę lub marynarkę (myślałam o czymś w kolorze "nude")
- torebkę kopertówkę w kolorze "nude", która będzie pasować do szpilek.

Całą stylizację mam w głowie od momentu gdy ją zobaczyłam... 
Do tego moje szpilki w kolorze "nude", włosy spięte w koczek, delikatna biżuteria (kolczyki + bransoletki).

Plusy? Piękny kolor, który uwielbiam, jest uniwersalna (będę ją mogła nosić na co dzień).
Minusy? Trochę widać w niej mój odstający brzuszek, a do tego bielizna trochę się odznacza.


VS

SUKIENKA #2
Koronkowa, chabrowa, na granatowej podszewce, rozmiar 38, zapinana z tyłu na suwak.
Musiałabym do niej dokupić:
- czarną kopertówkę

Założyłabym do niej (prawdopodobnie) czarne szpilki, czarną marynarkę i delikatną, srebrną biżuterię. 

Plusy? Jest luźna, maskuje brzuszek i bieliznę, nie muszę wiele do niej dokupować.
Minusy? Nie jest uniwersalna i nie będę mogła w niej chodzić na co dzień, trochę na mnie wisi.


Którą sukienkę byście wybrały?
Już raz pomogłyście mi w wyborze więc może i tym razem coś doradzicie?
W obydwu czuję się świetnie choć wyglądam trochę jak "babochłop w sukience".
Nie mogę zasugerować się ceną, bo różni je dosłownie 10 zł...
Mierzyłam chyba z 30 sukienek i te dwie okazały się najlepsze, ale którą teraz wybrać?
Dodam jeszcze, że na wesele prawdopodobnie wybiorę się sama lub pojadę ze znajomym, którego jeszcze nie pytałam. Mimo wszystko chciałabym się czuć naprawdę świetnie, bo kto wie? Może kogoś poznam? ;) W październiku szykuje mi się kolejne weselicho u mojej koleżanki ze studiów więc nie wykluczone, że sukienka będzie musiała spełnić wiele funkcji i być "wielo-okazyjna".


Ale wracając do wyjazdu... 
W ciągu najbliższych dni muszę również zacząć powoli mierzyć moje kostiumy kąpielowe, bo może się okazać, że żaden nie będzie pasować, choć nie zapowiada się żeby pogoda w Italii była aż tak piękna by spędzać całe dnie leżąc plackiem na plaży.

To będzie bardzo aktywny wyjazd, bo gdzie jak nie we Włoszech można uprawiać wszelkie sporty? 
Już zaplanowałam, że na 100% wezmę:
  • swój rower górski, 
  • kijki do nordic walking, 
  • no i oczywiście moje buty do biegania!
W jakiś sposób w końcu będę musiała spalać przepyszne włoskie specjały... makarony i pizze! Aktywne spędzanie czasu będzie lepsze niż przesiadywanie na campingu lub co gorsza spędzanie czasu w camperze. Mimo wszystko w mojej torbie podróżnej znajdą się na pewno stosy książek, bo może się zdarzyć, że pogoda nie pozwoli mi nawet na bieganie, a wtedy pasowałoby się czymś zając. Do tego scrabble czyli moja ulubiona gra planszowa no i oczywiście mój laptop! Niestety nie będę mieć raczej dostępu do internetu, ale będę się starać by od czasu do czasu zameldować się Wam na blogu. Oczywiście nie zapomnę również zabrać aparatu, bo myślę, że zdjęcia z tego roku będą się nadawać do publikacji.

Nie wyobrażam sobie, że na prawie 2 tygodnie będę odcięta od bloga, facebooka i od Was! 
Póki co jednak jeszcze tutaj jestem i mam dla Was kilka tematów, które pojawią się jeszcze w tym tygodniu. Nie odpuszczam również treningów choć chyba powinnam trochę przystopować. 

W związku z moim wyjazdem PODSUMOWANIE MIESIĄCA 9 troszkę się opóźni, ale oczywiście będzie! Nie wiem czy po powrocie będę mieć czas by zrobić pomiary i zdjęcia, a także zestawić to wszystko do kupy, ale w najgorszym wypadku post pojawi się w poniedziałek 3 czerwca. Myślę jednak, że w tym miesiącu, podobnie jak w poprzednim wielkich zmian nie będzie, ale to wszystko się jeszcze okaże. Ja tam swoje widzę w lustrze choć ostatnio mam wrażenie, że trochę "spuchłam", ale jednocześnie moje mięśnie zrobiły się bardzo twarde, więc to może jest przyczyna?

Miłego, niedzielnego popołudnia! 
Mam nadzieję, że pogoda nie poplątała Wam szyków jak mnie... 



P.S Może możecie polecić mi jakiś lek na alergię dostępny w aptece bez recepty, bo chyba muszę jakoś zacząć z tą alergią walczyć... Dawno temu stosowałam sterydowe leki, ale nie chcę się już nimi faszerować.