Piekne Zdrowie - Blog o zdrowiu i urodzie

12 stycznia 2013

I'M BACK - czyli mój powrót do ćwiczeń!

WRÓCIŁAM! Tym razem na 100% i mam więcej energii niż kiedykolwiek! Zaskoczyłam dziś sama siebie, bo jak postanowiłam tak też zrobiłam i... POSZŁAM BIEGAĆ! Generalnie biegałam drugi raz w życiu, ale za pierwszym razem po 200 metrach już nie dawałam rady. Tym razem przebiegłam 3 km w 20 minut. Rewelacji nie ma, ale dla mnie to zawsze coś! Kilka metrów szłam, ale po chwili zaczynałam biec znowu, i znowu! Śnieg sypał, pod nogami zaśnieżona ulica, ale i to mnie nie powstrzymało. Endorfiny działają, bo cieszę się jak głupia, że w ogóle udało mi się zabrać do takiej aktywności i to w taką pogodę! Czuję się wyjątkowo dotleniona! TEGO MI BYŁO TRZEBA!


Buty sprawiły się cudownie! Czułam się jakbym latała i odbijała się od podłoża. Jeżeli mogę w nich biegać to znaczy, że i trenować w nich mogę. Wczoraj nawet nie miałam ochoty ich ściągać, bo tak było mi w nich wygodnie. Mogłabym o nich zapomnieć i nigdy już ich nie ściągać :) 


Jestem dumna, bo do tej pory w dniu dzisiejszym spaliłam 300kcal, a to dopiero początek, bo właśnie w tym momencie idę poćwiczyć z Ewą Chodakowską! Dziś przewiduje "DUETY" czyli ostatnią płytę ze współpracy Ewy i SHAPE, a konkretnie czwartą (Trening z Gwiazdami). Najpierw jednak zjem sobie małą kolację żeby mieć siłę! Kanapeczki z własnoręcznie zrobionym chudym twarożkiem już się robią... Na obiad był indyk z warzywami więc również na plus dla zdrowia, a śniadanie to kanapeczki z pełnoziarnistego pieczywa z serkiem Brie i indyczą, chudziutką szyneczką. Chyba to zdrowe odżywianie zaczyna działać na mnie motywująco, bo tyle dni nie mogłam się zebrać z kanapy, a teraz wreszcie się udało! 




W każdym razie niezmiernie się cieszę, że się podniosłam, że powróciłam do treningów i teraz mogę wam już z doświadczenia powiedzieć... NIE PRZERYWAJCIE TRENINGÓW! Ja przerwałam tłumacząc to sobie, że za tydzień wrócę, potem były dwa tygodnie, trzy... i tak zakończył się miesiąc! Nie warto! Im dłużej będziesz odkładała kolejny dzień treningu tym trudniej będzie Ci się zmotywować. 

NIE CZEKAJ! ZACZNIJ JUŻ DZIŚ WALKĘ O SWOJĄ METAMORFOZĘ! 
Zacznij od wnętrza, obudź w sobie pokłady nowej energii, weź strój sportowy i choć ćwiczyć razem ze mną! Zaczynam za chwilę, a TY? Wszystko w końcu zależy tylko od Ciebie! 
Podejmij walkę! Nie zastanawiaj się co będzie jutro, nie myśl o tym jaki masz cel! Po prostu spróbuj. 
Nigdy nie pozwalaj by życie przelatywało Ci między palcami! 
Ściskam bardzo mocno i uciekam ćwiczyć! (a jutro będę leczyć zakwasy^^) <3

Zawartość paczuszki - HERBATA NA WAGĘ

Zgodnie z wczorajszą obietnicą zdradzę wam dziś co takiego wczoraj dostarczył mi kurier :) Sama byłam zaskoczona otwierając mu drzwi i nie znałam zawartości przesyłki aż do momentu jej całkowitego otwarcia. Otóż dostałam swoją pierwszą przesyłkę od sklepu internetowego HERBATA NA WAGĘ, a w niej dwa rodzaje herbaty z asortymentu sklepu, a mianowicie:


  • herbata zielona: Sencha Poranna Rosa
  • herbata czarna: Rum i Cytryna


Moim pierwszym spostrzeżeniem był sposób pakowania herbat. Oprócz woreczka z zamknięciem, który widać na zdjęciu poniżej, herbaty były zapakowane w kartoniki dzięki czemu nawet w transporcie nie ma możliwości żeby coś się uszkodziło i rozsypało. Sama wielokrotnie zamawiam herbaty ze sklepów internetowych i muszę przyznać, że bywało różnie... Oprócz tego błyskawiczna dostawa, a to kolejny wielki plus dla sklepu! Długo czekać nam nie każą!



Pierwszą z nich, którą spróbowałam niemalże natychmiast była oczywiście herbata zielona: Sencha Poranna Rosa. Początkowo moją uwagę zwróciły jej niesamowite kolory i od razu kompozycja skojarzyła mi się z moją ulubioną herbatą, którą kupowałam wcześniej choć ich skład minimalnie się różni. 

www.herbatanawage.pl

W skład herbaty wchodzą: oryginalna herbata zielona Sencha, naturalna herbata liściasta, kwiatki słonecznika, róży i bławatka. 

A oto co o herbacie piszą na stronie sklepu:

"Sencha Poranna Rosa 
Tak jak jej nazwa, przypomina świeżość poranka, którą można przywołać o każdej porze dnia."


Herbata jest bardzo aromatyczna! Pachnie niesamowicie do tego stopnia, że zastanawiałam się czy wolę ją pić czy też trzymać np. w szafie jako odświeżacz zapachu. Jednak degustacja rozwiała moje wątpliwości i zdecydowanie bardziej wolę ją pić! Jest pyszna, delikatna i nie ma żadnej goryczki. Świetnie smakowałaby na zimno jako "mrożona herbata". 

Jej dużym atutem oprócz smaku jest także przyzwoita cena. W niektórych stacjonarnych herbaciarniach 50g zielonej herbaty Sencha kosztuje nawet 19 zł, a tutaj mamy 13,99 za 100g torebkę. Pamiętajmy o tym, że herbatę zieloną możemy parzyć nawet 3 razy, a ta nawet przy trzecim parzeniu nie traci swojego aromatu! 

Cały post o zielonej herbacie i jej wyborze i sposobie parzenia możecie znaleźć tutaj: 
Pamiętajcie, że zieloną herbatę parzymy w wodzie o temperaturze 65-85 stopni przez 2-3 minuty!


www.herbatanawage.pl


W drugiej kolejności i w zasadzie dopiero dzisiaj spróbowałam herbatę czarną Rum i Cytryna

W skład tej herbaty wchodzą: herbata czarna, trawa cytrynowa, skórka cytryny, aromat.

A oto co o herbacie piszą na stronie sklepu:
"Rum i Cytryna
Wspaniała, aromatyczna i orzeźwiająca herbata."

Muszę stwierdzić, że czarnej herbaty nie piłam od lat! Ostatnio skupiłam się głównie na zielonej oraz białej, a czasem sięgałam również po czerwoną. Jak już wiecie z poprzednich postów (a jeśli nie wiecie to właśnie się dowiadujecie^^) jestem straszną "herbaciarą" i wypijam kilka, a czasem kilkanaście filiżanek herbaty dziennie, ale zdecydowanie nie jestem entuzjastą herbat czarnych. Ta jednak coś w sobie ma! Zdecydowanie pobudziła mnie w ten szary, pochmurny dzień. Do tego jest smaczna i nie ma specyficznego, ziemistego posmaku, który mają niektóre herbaty (głównie te torebkowe). Trawa cytrynowa i skórka z cytryny dodaje specyficznego smaku i to chyba ona sprawia, że herbata jest delikatna i pozbawiona goryczki. 

Herbata przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy lubią pić czarną herbatę z cytryną! Warto ją spróbować jako alternatywę herbat w torebkach szczególnie, że taki zakup się opłaca choćby ze względu na cenę: 14,99 zł za 100g torebkę. Dla porównania 50 torebek herbaty Lipton (czyli 100g) to koszt ok. 17 zł dodając oczywiście, że większość herbat torebkowych jest sztucznie barwiona i aromatyzowana więc ich właściwości zarówno zdrowotne jak i smakowe są znikome. 

W sumie jedyny minus jakiego się doszukałam to fakt, że ZAWSZE MI MAŁO :) Dość szeroki asortyment tego sklepu internetowego sprawia, że bardzo chętnie spróbowałabym jeszcze innych smaków, bo u mnie herbata "wychodzi" wybitnie szybko. 

Nie dajcie się zwieść producentom herbat torebkowych! W rzeczywistości to co kupujecie to nie "najlepiej dobierane listki" jak obiecują w reklamach, a ścinki, które pozostają po prawdziwych listkach! W przypadku herbat kupowanych na wagę po parzeniu wyraźnie widzimy, że mamy do czynienia z całym listkiem, który pięknie nam się rozwija. Warto zainwestować w prawdziwą, dobrą herbatę, bo to SAMO ZDROWIE!

Nie wiem jak Wy, ale ja w dniu dzisiejszym pobudzona do życia kilkoma filiżankami herbaty biorę się za gruntowne porządki, a potem na kanapie zakopię się pod kocykiem, włączę sobie dobry film i zrelaksuje się... oczywiście przy filiżance pysznej, aromatycznej herbatki! MNIAM! <3

11 stycznia 2013

Dzisiejsze sportowe zakupy - REEBOK REALFLEX


Dziś muszę się z wami podzielić moją zdobyczą, którą upatrzyłam sobie już wczoraj, ale musiałam ten zakup dobrze przemyśleć. W sumie to od dłuższego czasu zastanawiałam się nad kupnem nowych butów o czym z resztą już pisałam. Potrzebowałam czegoś treningowego, ale w czym też da się biegać. Pewnego dnia będąc w outlecie Reebok w CH FACTORY zakochałam się w butach Reebok Realflex. Mam dosyć nietypową stopę więc większość butów sportowych mnie najzwyczajniej w świecie GNIECIE! Ale nie te! Od razu idealnie dostosowały się do mojej stopy. Kolejnym ich plusem jest to, że są niewiarygodnie lekkie i faktycznie sprawiają wrażenie "gołej" stopy. Dzięki temu w ogóle nie czuć ich na nogach. Dodam jeszcze, że są również bardzo stabilne. Mierzyłam je kilka razy, różne modele, kolory, ale zdecydowałam się właśnie na te! Nie chciałam fioletowych, bo w takim kolorze są moje Reebok TrainTone, a z kolei czarne również już posiadam (moje Reebok EasyTone). Miałam więc wybór między szarymi, a różowymi (Realflex Fusion TR). W tych się dosłownie zakochałam od pierwszego... (yyyyy jakkolwiek to brzmi) włożenia :)




Kupno ich zawdzięczam sporej przecenie, ale najbardziej mojemu Tatuśkowi, któremu najwidoczniej pasuje to, że postanowiłam prowadzić zdrowy i aktywny tryb życia, bo sam ostatnio zaczął poddawać mi pomysły na tematykę postów :) Przecież w końcu rzuciłam znienawidzone przez niego papierosy oraz przestałam jeść "śmieciowe" jedzenie. Mogę więc śmiało stwierdzić, że sprezentowane mi buty to nagroda za to, że postawiłam na zdrowie! Choć nie ukrywam, że wcale nie potrzebuje do tego zachęty, ale ta oczywiście nie zaszkodzi ;)

Jeżeli planujecie jakieś sportowe zakupy to nie zwlekajcie! W sklepach niedawno pojawiły się przeceny np. na odzież sportową Reebok z 179 na 79 zł itd. Buty również są przecenione więc warto właśnie teraz dokonać ich zakupu!



Zrobiłam dziś także spore zakupy spożywcze więc wreszcie będę mieć w lodówce coś pysznego i zdrowego w momencie gdy dopadnie mnie mniejszy lub większy głód. W sumie bardzo szybko (jak na mnie) wyszłam z marketu, ale muszę wam powiedzieć, że obserwując ludzi momentami opadały mi ręce. Dlaczego ludzie nie czytają etykiet? Dlaczego nie zwracają uwagę na to co wkładają do swoich koszyków? Nie twierdzę, że powinniśmy jeść jak króliczki i żywić się samymi warzywkami, ale żeby wybierać zdrowsze produkty z mniejszą zawartością chemii.

Najbardziej przeraziła mnie chyba rodzina stojąca przy półce z serkami topionymi i dzieci bardzo głośno domagające się serków Hochland, które nigdy koło sera nawet nie leżały! Ich zawartość to głównie woda i chemiczne, toksyczne zagęszczacze! Nigdy nie będę potrafiła tego zrozumieć! Tyle mówi się o zdrowym trybie życia i o dobrym żywieniu, że czasem nie sposób przestać o tym myśleć, ale jak widać nie wszyscy tak mają. Pomijam również kolejkę do Mc Donalda, w której jeszcze niedawno też bym stała, a teraz? Zdecydowanie wolę zjeść coś po czym będę czuć się lekko i wspaniale i mieć siły na cały dzień!


Chciałam napisać jeszcze o tym co dostałam dziś w paczuszce, którą przyniósł mi kurier, ale postanowiłam o tym napisać jutro. Po prostu nie mogę się oprzeć i muszę koniecznie przetestować moje nowe buty! Idę więc poćwiczyć, zasiewając u was ziarnko ciekawości :)
<3

Na NOWY ROK 2013 POSTANAWIAM...


Przyszedł czas bym i ja podzieliła się PUBLICZNIE z wami moimi POSTANOWIENIAMI na NOWY ROK 2013... Długo myślałam co będzie dla mnie najważniejsze i w sumie to nic twórczego nie wymyśliłam. Wpisałam więc to co wpadło mi do głowy... Po co się ograniczać?! 

Stwierdziłam, że ten rok musi być dla mnie rokiem zmian! Rokiem wyjątkowym! Tak wiele już przecież zmieniłam! Uwielbiam cyfrę "13" i wierzę, że przyniesie mi ona szczęście! Skoro już ważę tyle ile ważyłam zaczynając moje "dorosłe" życie z dala od rodziców to połowa sukcesu za mną. Jestem dokładnie na środku drogi by odzyskać dawną siebie - energiczną, wesołą i spontaniczną. Zniszczę tą wredną, zgorzkniałą babę jaką się stałam! Zrobię w tym roku wszystko by spełnić przynajmniej w połowie to co sobie obiecałam... Z resztą... nie mam już chyba odwrotu skoro dzielę się tym ze wszystkimi czytelnikami mojego "małego świata"!
NIE ZAWIODĘ WAS! (siebie też nie^^)


1. Zrzucić kolejne 7 kg i utrzymać ten efekt!
2. Wymazać ze słownika:

  • "nie umiem"
  • "nie mogę"
  • "nie dam rady"
  • "JUTRO"
3. Ograniczyć słodycze!
4. Być wsparciem dla innych!
5. Wyeliminować fast-foody!
6. Nigdy nie mówić "nigdy"!
7. Mniej samochodu, a więcej roweru!
8. Być żywą motywacją - dowodem, że CHCIEĆ TO MÓC!
9. Jeść zdrowo!
10. Nigdy się nie poddawać!
11. Zadbać o swoją duszę i ciało!
12. Być sobą w wersji 2.0!
13. Realizować swoje marzenia i cele!

Chyba nie muszę tutaj nic wyjaśniać, oprócz tego, że chomik (bo to chomik^^) w prawym dolnym rogu to "moja, wesoła twórczość", która mówi: "Nie jestem gruby! Jestem PUSZYSTY!" A w lewym, dolnym rogu mamy aktualną wagę, która na dzień dzisiejszy jest nieaktualna, bo wg. wczorajszych pomiarów ważę już 72kg! Zostało 6 kg zbędnego balastu!



Tablica już wisi w bardzo widocznym dla mnie miejscu! Nie mam zamiaru odpuszczać, bo wiem, że nie warto! Nie po to przecież walczyłam by teraz sobie coś podarować!

Wierzę, że zmotywujecie mnie do działania, dodacie skrzydeł, które są mi potrzebne do realizacji dalszych celów. 


Niestety nie pojawiłam się dzisiaj w TVP2 w programie "Pytanie na Śniadanie" o czym pisałam wczoraj oficjalnie na moim FP na Facebooku. Z przyczyn niezależnych ode mnie, Ewy Chodakowskiej, a także redakcji PnŚ czas antenowy programu został skrócony do 9:25 ze względu na mecz Agnieszki Radwańskiej. W związku z tym mój udział w programie musiałyśmy przełożyć, ale wierzę, że to nastąpi! Będę "kuć żelazo póki gorące" i oczywiście poinformuje was (tutaj na blogu lub na FB) o kolejnym terminie mojego udziału w PnŚ. Nie bójcie się! Jeśli to przegapicie na pewno nic nie stracicie, bo odcinek oczywiście pojawi się na blogu!

A tymczasem dziś zamiast oglądać MNIE i EWKĘ możecie pokibicować naszej Agnieszce Radwańskiej w Turnieju WTA, albo oczywiście trochę poćwiczyć! 
Mam nadzieję, że co się odwlecze to nie uciecze, bo chciałabym w ten sposób dotrzeć do jeszcze większej liczby kochanych duszyczek, które potrzebują duuuuuużą dawkę motywacji! :) 

Podzielcie się ze mną swoimi POSTANOWIENIAMI NOWOROCZNYMI, a My tu wszystkie obecne już dopilnujemy żebyście ich dotrzymały! 
Ściskam mocno! <3

9 stycznia 2013

Jak się skutecznie mierzyć?


Wychodząc naprzeciw waszym oczekiwaniom postanowiłam dodać tym razem krótkiego posta na temat tego jak się skutecznie i dokładnie zmierzyć. Dodam jeszcze, że metodę tą zdradziła mi na początku mojej drogi jedna z aktywnych fanek Ewy Chodakowskiej na FB.

Pewnego pięknego dnia na początku mojej metamorfozy, będąc prawie pewną swoich efektów przystąpiłam do mierzenia i okazało się, że w każdym miejscu miałam o kilka centymetrów więcej. Oj był krzyk, lament i... frustracja. Miałam ochotę rzucić wszystkim o ziemię i iść na jakieś niezdrowe jedzenie! Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że najzwyczajniej w świecie źle się mierzyłam! W złym miejscu przytrzymałam centymetr i w efekcie zrobiło się 5 cm więcej!


Co zatem trzeba zrobić żeby dokładnie się zmierzyć? 
Najlepszą metodą jest ubranie bluzki, tuniki lub sukienki, która przylega do ciała i... (uwaga!) JEST W PASKI! Dokładnie tak! Ważne są paski, oczywiście poziome, a nie pionowe.

Ja miałam kilka bluzek w paski, których nie nosiłam ponieważ miałam wrażenie, że strasznie mnie pogrubiają. W efekcie jedną z nich wykorzystałam właśnie do mierzenia się. Może to dosyć śmieszny sposób, ale wypróbowałam go na sobie i wierzcie mi na słowo, jest skuteczny! Moja bluzka nie rozciąga się dzięki czemu zawsze po ubraniu paski układają się w tym samym miejscu. Dla mnie najbardziej kłopotliwym miejscem do zmierzenia jest pas czyli pomiar na wysokości pępka na szczęście teraz nie mam już z nim problemów, bo policzyłam sobie paski od dołu bluzki do pępka i zawsze przykładam centymetr w tym samym miejscu dzięki czemu wiem ile mi ubyło lub (nie daj Boże) przybyło.

Dodatkowo:

  • talię mierzymy w najwęższym miejscu tak by nasz centymetr nie obciskał się na ciele, ja podkładam palec pod spód żeby zachować około 1cm luzu,
  • biust zawsze mierzymy w tym samym biustonoszu
  • biodra mierzymy w najszerszym miejscu, nie na kościach biodrowych!
  • szerokość uda mierzę na wysokości kroku 
  • udo oraz łydkę mierzę na stojąco

Wreszcie przestałam się stresować moimi wynikami!
Pamiętajcie... WAGA NIE JEST MIARODAJNA o czym już pisałam wielokrotnie wcześniej! Lepiej się mierzyć i sprawdzać % udział mięśni i tłuszczu!


Mnie moja waga jak i pomiary wyjątkowo zaskoczyła w dniu dzisiejszym... 
Waga: 72,3 kg (miałam taką ok. 5 lat temu)
Tłuszcz: 29,8 %
Woda: 48,2 %
Mięśnie: 34,5

... a wymiary? 
Biust: -2 cm
Pod biustem: -1 cm
Talia: -1 cm
Pas: -2 cm
Biodra: -1 cm
Udo: -1 cm
Łydka, ramie i szyja: bez zmian


Oczywiście dzięki temu czuję się jeszcze bardziej zmotywowana do działania! Niestety wczoraj nie udało mi się poćwiczyć ze względu na kolano, ale powoli staram się wdrożyć na nowo trening w swoje życie! 
Jak czasem niewiele trzeba by poczuć się wspaniale <3




"Jak tłuszczem zwalczyć tłuszcz?" czyli OMEGA-3 i OMEGA-6

Bardzo często przeglądając różne fora internetowe oraz blogi spotykam się przeświadczeniem, że "tłuszcz to samo zło", i że to on w głównej mierze odpowiada za nasze problemy z nadwagą. Nic bardziej mylnego! Tłuszcze są głównym źródłem naszej energii i wyeliminowanie ich całkowicie z diety może powodować groźne dla zdrowia konsekwencje! 

Oczywiście tłuszcz tłuszczowi jest nierówny i istnieje spora różnica pomiędzy tłuszczami nienasyconymi, a nasyconymi!

Jakiś czas temu obserwowałam pewną parę podczas zakupów w hipermarkecie i aż mnie rwało by uświadomić ich jaką robią głupotę. Nie żebym ich "śledziła", ale natknęłam się na nich kilkukrotnie w różnych alejkach sklepowych przy różnych produktach, ale powstrzymałam się jednak od zabrania głosu. Niech więc ten post będzie przestrogą dla wszystkich osób, które będąc na diecie eliminują tłuszcz ze swojego odżywienia co robili wówczas ludzie, o których wspomniałam. Jak najbardziej jestem za czytaniem etykiet każdego produktu, ale głównie pod kontem toksycznych substancji zawartych w żywności, a nie pod względem zawartości tłuszczy. Nie koniecznie produkty oznaczone "0% tłuszczu" lub "light" są dla nas zdrowsze, ale o tym postaram się napisać następnym razem. 

Nie zrozumcie mnie źle! Nie zalecam spożywania tłustych potraw, ale TŁUSZCZY NIENASYCONYCH czyli OMEGA-3 i OMEGA-6!

Ze względu na przekroczoną normę cholesterolu i trójglicerydów postanowiłam ograniczyć wszystkie tłuszcze i zrobiłam największy błąd jaki tylko mogłam! Po krótkim czasie takiej diety poczułam, że bolą mnie kolana i tak zaczęły się moje problemy z nimi. Chwilę później zaczęłam zażywać suplement diety OMEGA-3 i OMEGA-6  i zmieniłam nawyki żywieniowe, a do tego dołożyłam wzmożoną aktywność fizyczną. O tym jak to wpłynęło na moje zdrowie dowiem się już wkrótce, bo wybieram się na profilaktyczne badania krwi, ale jedno jest pewne... Mój brzuch, z którym miałam takie problemy zmniejszył się i to znacznie! Lekarz wyjaśnił mi, że może to być związane ze zmniejszeniem ilości trójglicerydów, które powodują głównie otyłość brzuszną oraz otłuszczenie narządów wewnętrznych. Oprócz tego znacznie spadła mi ilość tłuszczu w organizmie i to o ponad 6%!

Oczywiście nie twierdzę, że zażywanie suplementu zawierającego kwasy OMEGA-3 i OMEGA-6 spowoduje, że otyłość brzuszna zniknie, ale na pewno nikomu to nie zaszkodzi! Po badaniach krwi okaże się w jakim stopniu pomogło to mnie!

NAJLEPSZE ŹRÓDŁA KWASÓW TŁUSZCZOWYCH OMEGA-3 i OMEGA-6


Źródło: Wikipedia


Czasem nie warto eliminować ze swojej diety określonych składników jak np. tłuszczy ponieważ nasz organizm został tak skonstruowany, że żeby mógł działać sprawnie musi otrzymywać optymalne ilości różnych substancji w tym tłuszczy! Ograniczenie ich może powodować nieodwracalne problemy ze zdrowiem! 

Ja oprócz tego, że stosuję suplementację kwasów OMEGA-3 i OMEGA-6 staram się także jeść ryby i w kuchni stosuję tylko zdrowe tłuszcze! Nie jest prawdą, że olej rzepakowy nie powinien być spożywany na diecie! Nie jest też prawdą, że oliwa z oliwek jest najzdrowszym z tłuszczy co udowadnia poniższa tabelka:




Jedzcie zatem racjonalnie i żyjcie zdrowo! Koniec z dietami, które opierają się głównie na eliminacji określonych substancji i produktów lub na głodówkach!




P.S
Ja na chwilę obecną zażywam suplement diety firmy Biotter "OMEGA-3 + Witamina E FORTE" (w mojej aptece ok. 7 zł za 2 miesięczną kurację). 

8 stycznia 2013

...100!!!

Właśnie dziś spełniło się jedno z moich postanowień... 
MAM WAS TUTAJ W MOIM "MAŁYM ŚWIECIE" AŻ 100 DUSZYCZEK!!! <3

 Kiedy zaczynałam pisać bloga to nie miałam pojęcia, że w ogóle ktoś będzie chciał czytać moje "wypociny", ale teraz już uwierzyłam, a to wszystko dzięki Wam! Cieszę się przeogromnie, że mogę motywować, wspierać i pomagać... Wreszcie odnalazłam swój mały kąt na tym wielkim świecie i nie mam zamiaru z niego rezygnować pod żadnym pozorem!

Choć wychodzę z założenia, że marzenia czasem muszą pozostać marzeniami żeby mogły się ziścić w najmniej oczekiwanym momencie to wierzę, że jestem bliżej realizacji swoich celów niż byłam kiedykolwiek. Nawet nie wiecie jak ciężko jest żyć ze świadomością, że nie ma się żadnych możliwych celów do osiągnięcia, a wszystko o czym marzymy jest tak nieuchwytne, że nigdy tego nie dostaniemy. Taka już jest ta smutna rzeczywistość, w której żyłam do tej pory. Odnalazłam nową pasją, która pochłonęła mnie na AMEN do tego stopnia, że zaplanowałam już studia podyplomowe z dietetyki. Będzie to dodatkowy kierunek, który zrobię oprócz ukochanej kryminologii. Zdrowe odżywianie zawsze bardzo mnie interesowało, ale nigdy nie miałam na tyle odwagi by podzielić się swoją wiedzą z kimś innym niż se swoimi najbliższymi. Nikt przecież nie powiedział, że szeroko pojętą tematyką zdrowia mogą interesować się tylko osoby szczupłe, ale nie wierzyłam w siebie. Teraz już wiem, że właśnie osoby takie jak JA powinny udowadniać, że można osiągnąć swoje cele, i że dla chcącego nic trudnego! Wszystkie zaczynałyśmy z tego samego miejsca!

Zawsze byłam szczupła mimo, że wszyscy wmawiali mi, że jestem "tłustą świnią", ale gdy stanęłam na wadze i zobaczyłam z przodu cyfrę 8 to się załamałam! Wtedy byłam już pewna, że jestem ową "tłustą świnią". Teraz jednak wiem, że to było najlepsze co mnie w życiu spotkało, bo dzięki tej walce jestem silniejsza. Cieszę się, że na swojej drodze natknęłam się na osobę Ewy Chodakowskiej, bo inaczej nie osiągnęłabym tego co mam teraz. Nauczyłam się cieszyć z każdej drobnostki, z każdego centymetra, który mi ubędzie, każdego grama, który spadnie! To niewiarygodne jak niewielkie rzeczy mogą stać się całym naszym światem. Odzyskuję powoli wiarę w siebie i już nie czuję się źle w swoim ciele. Powoli odzyskuję tą osobę, którą byłam zanim zaczęłam tyć... uśmiechniętą, szaloną wariatkę z tysiącem pomysłów na godzinę... w końcu z jakiegoś powodu spędziłam Sylwestrową zabawę na sankach z moim chłopakiem mimo, że oboje nie mamy już naście lat. Stawałam się zgorzkniałą, starą babą, a teraz odmłodziłam się o co najmniej 10 lat cofając się do młodocianych lat. To endorfiny sprawiają, że czuję się szczęśliwsza, że przegoniłam depresję! A KYSZ!

Pisząc tego posta zajrzałam na FB i znalazłam świeżo utworzone przez Ewę Chodakowską wydarzenie, które dotyczyło nowego czasu antenowego, który Ewa dostała w PnŚ i zgłosiłam się jako chętna do motywowania i inspirowania innych, jako osoba, która podjęła się treningu wg. metody Ewy Chodakowskiej i wygrała... I wiecie co się wydarzyło? ZOSTAŁAM ZAPROSZONA DO UDZIAŁU W PROGRAMIE PnŚ PRZEZ EWĄ CHODAKOWSKĄ! Czyżby zaczęły się spełniać te marzenia, o których pisałam wyżej? Ale czy one nie miały poczekać? Poznanie Ewy to zdecydowanie jedno z nich! To dopiero da mi takiego kopa, że dolecę potem z Warszawy prosto do Krakowa i od razu zabiorę się za ćwiczenia. Akurat pech chciał, że w tym terminie nie wykluczone, że będę mieć sesję zdjęciową do kolejnego katalogu bielizny i czekam na potwierdzenie tego zlecenia. Jutro już jednak będę mieć pewność czy JADĘ DO WARSZAWY :)

Przepraszam najmocniej za niespójność tego posta, ale tak działają właśnie hormony szczęścia, które właśnie uwolniłam...

KOCHANE! Jeśli trenowałyście z Ewą zgłoście się i WY!
METAMORFOZA Z CHODAKOWSKĄ W PYTANIU NA ŚNIADANIE!
Wystarczy, że weźmiecie udział w wydarzeniu i na tablicę wrzucicie swoje zdjęcia z efektami!

A tymczasem muszę wyładować swój nadmiar energii i pomimo bólu kolan idę poćwiczyć jeden z treningów... Co dziś wybiorę? Zaraz się okaże!
<3


NATURALNE "WSPOMAGACZE" DIETY - OCET JABŁKOWY


Moje drogie! W swoich wiadomościach bardzo często pytacie mnie o to czy stosowałam i stosuję jakieś suplementy diety, które mogłabym polecić więc postanowiłam dziś zamieścić post, który opisuje chyba najskuteczniejszy (moim zdaniem), naturalny suplement, który każda z was może przygotować sama. Powiem wam szczerze, że w swoim życiu przetestowałam co najmniej kilkanaście suplementów oraz ziół wspomagających odchudzanie, ale większość z nich nie dawała oczekiwanych przeze mnie efektów. A jednak znalazłam coś co zadziałało nawet na mnie!





OCET JABŁKOWY!


Ocet jabłkowy może posłużyć nam jako naturalny suplement diety, który oprócz dużego wpływu w procesie odchudzanie ma także inne zastosowanie. Działa on leczniczo na wiele schorzeń, a do tego zawiera wiele niezbędnych do właściwego funkcjonowania organizmu witamin i minerałów takich jak: pektyny, potas i sód, magnez, fluor, chlor, żelazo, miedź, fosfor, krzem, witaminę E witaminę A, witaminy z grupy B, C, E, P i beta-karoten, kwas mlekowy, cytrynowy i octowy.

Właściwości zdrowotne octu jabłkowego:


  • reguluje proces trawienia
  • przyśpiesza syntezę enzymów trawiennych
  • stymuluje pracę nerek
  • pobudza układ immunologiczny
  • obniża poziom cholesterolu
  • wzmacnia naczynia krwionośne
  • zapobiega miażdżycy i nadciśnieniu
  • zwiększa wydzielanie soków żołądkowych
  • oczyszcza organizm ze szkodliwych substancji
  • ułatwia odchudzanie
  • kontroluje równowagę zasadowo-kwasową organizmu
  • spowalnia proces starzenia się skóry
  • jest świetnym suplementem diety
  • pozwala uniknąć efektu yo-yo
  • łagodzi objawy astmy, anginy i bezsenności
  • zapobiega grzybicy, żylakom
  • pomaga leczyć trądzik

Angielscy naukowcy odkryli, że ocet jabłkowy wpływa na lepsze przyswajanie u osób cierpiących na cukrzycę typu II, a także podnosi zawartość "dobrego" cholesterolu HDL we krwi, obniżając tym samym poziom niebezpiecznych dla naszego zdrowia trójglicerydów. Przeprowadzone badania udowadniają także, że uzupełnienie naszej diety w ocet jabłkowy u osób z nadwagą, może prowadzić do znacznego spadku masy ciała, a także skutkować zmniejszeniem otyłości brzusznej. Dodatkowo specyfik ten poprawia trawienie, a także perystaltykę jelit głównie przez zawartość pektyn. Ciekawostką jest, że wbrew pozorom ocet jabłkowy także odkwasza nasz organizm!


DIETA OCTOWA


Spożywając regularnie ocet jabłkowy przyśpieszamy także metabolizm, reguluje pracę układu pokarmowego, wzmacnia spalanie tkanki tłuszczowej i zapobiega jej wtórnemu odkładaniu się. 


Osoby dorosłe powinny pić dwa razy dziennie napój przygotowany z połowy szklanki ciepłej, ale nie gorącej, przegotowanej wody z dodatkiem 2–4 łyżeczek octu jabłkowego i dwóch łyżeczek miodu. Dla dzieci specyfik przyrządza się, rozpuszczając w pół szklanki wody jedną łyżeczkę octu i dwie łyżeczki miodu. 



Octu jabłkowego nie powinny spożywać w czystej postaci osoby, które mają problemy z żołądkiem oraz z wrzodami. Wówczas można zastąpić picie napoju octowego jednym z dostępnych w aptekach suplementem diety, który zawiera ocet jabłkowy np. Aplefit. 





Ocet jabłkowy można kupić w niemal każdym sklepie spożywczym, ale najtaniej, najlepiej i najzdrowiej jest zrobić go samemu! 

Moje wyzwanie 
Pomyślałam, że sprawdzę ponownie działanie octu jabłkowego na sobie mimo, że już go stosowałam, i wiem że faktycznie działa. To takie moje małe wyzwanie na najbliższe kilkadziesiąt dni. Kiedyś przerwałam, ale teraz nie mam takiego zamiaru. Będę systematyczna i zobaczymy co z tego będzie. Ktoś ma ochotę się przyłączyć? 

7 stycznia 2013

MOJA METAMORFOZA - 4 miesiące - EFEKTY

Jak na kolejny miesiąc przystało postanowiłam pokazać efekty, a raczej tym razem ich całkowity brak. Oczywiście jak już zapewne wiecie z moich ostatnich postów cały miesiąc nie ćwiczyłam ani nie trzymałam się diety. Przytrafiały mi się większe i mniejsze wpadki żywieniowe, ale mimo wszystko ważę tyle ile ważyłam. 

Dziś jak obiecałam rozpoczynam kolejne 3 miesiące z Ewą Chodakowską. Jutro kupię sobie gazetę i zrobię z nią zdjęcie na potrzeby kolejnej edycji konkursu. W poprzedniej edycji zajęłam II miejsce co jest dla mnie jeszcze większym kopniakiem motywacyjnym. Brakowało przecież tak niewiele! Już dziś rozpoczęłam poszukiwania nowych przepisów, z których będę korzystać.

Wierzę, że tym razem uda się osiągnąć jeszcze bardziej spektakularne efekty! 
Na dzień dzisiejszy:
Waga: 73,0 kg
Tłuszcz: 30,3 %
Woda: 47,9 %
Mięśnie: 34,2%

Mierzyć się jeszcze nie chcę, bo i tak wiem, że moje wymiary się nie zmieniły od poprzedniego miesiąca.

Jaki więc mam plan na kolejny 3 miesiące? Ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć i czuć się wspaniale! 
Ważne, że moja motywacja powróciła! 
Szkoda, że dziś skończył mi się mój roczny karnet na fitness, siłownie i basen do Parku Wodnego w Krakowie. Teraz muszę rozejrzeć się za jakimś nowym miejscem do ćwiczeń i pływania, bo ten rok postanowiłam rozpocząć bardzo aktywnie! 




Dziś dostałam także przesyłkę od kuriera, a w niej same śniadaniowe pyszności i coś jeszcze ale o tym napiszę już jutro! 
A wy nadal potrzebujecie motywacji? 
<3