Piekne Zdrowie - Blog o zdrowiu i urodzie

26 stycznia 2013

NAPOJE TYPU COLA i ich wpływ na zdrowie!

Coca-Cola i Pepsi Cola to napoje powszechnie nam znane i lubiane przez miliony ludzi na całym świecie. Nie znam chyba nikogo kto nie lubiłby tego słodkiego napoju gazowanego. No cóż... bardzo często smakuje nam właśnie to, co nie jest odpowiednie dla naszego zdrowia, ale też nie dzieje się to bez przyczyny. Te pozornie smaczne napoje sieją w naszym organizmie całkowite spustoszenie, a ich regularne spożywanie może doprowadzić nasz organizm do bardzo poważnych konsekwencji zdrowotnych.



Jak zapewne już wiecie Cola zawiera bardzo duże ilości CUKRU i raptem 2 szklanki zaopatrują nasz organizm w około 87% dziennego zapotrzebowania na cukier! Oczywiście jest to kwestia sporna, bo osoby, które prowadzą bierny tryb życia i mają ograniczony poziom aktywności fizycznej powinny spożywać mniejsze ilości cukru. Jednak nie to najbardziej martwi mnie w działaniu napojów gazowanych. W ciągu pierwszych 10 minut tuż po wypiciu szklanki Coli spożywamy około 10 łyżeczek cukru. Powiecie, co to jest? Zróbcie sobie taki mały eksperyment i posłodźcie herbatę taką ilością cukru... i co? Nie mdli Was? Mnie natychmiast robi się niedobrze, ale to również dlatego, że nie jestem przyzwyczajona do słodzenia. Dlaczego w przypadku Coli nie mamy odruchu wymiotnego? To proste! Hamuje go kwas fosforowy, a konkretnie ortofosforowy, który dodawany jest właśnie w celu zamaskowania słodkiego smaku. Dodatkowo taka ilość cukru spożywana w jednej chwili może doprowadzić nas do poważnej cukrzycy! Gdy poziom insuliny nagle wzrasta, a potem gwałtownie opada należy liczyć się z konsekwencjami w postaci nieuniknionych problemów ze zdrowiem. Dlaczego Cola nam smakuje? Oczywiście również za sprawą cukru! To on podnosi poziom serotoniny, która wpływa na wytwarzanie endorfin - hormonów szczęścia. W efekcie picie słodzonych napojów wytwarza uczucie zadowolenia. Niestety bardzo szybko nasz entuzjazm i energia opada, a cukier odkłada się w formie nadprogramowych kilogramów.


Kolejnym bardzo problematycznym składnikiem jest kofeina, która spożywana w nadmiarze nie tylko powoduje problemy ze snem, ale także działa na ośrodkowy układ nerwowy oraz sercowo-naczyniowy. Spożywanie napojów z dużą zawartością kofeiny jest groźne szczególnie dla kobiet w ciąży, a także dzieci. Konkretniej... cukier i kofeina mogą prowadzić do nadpobudliwości u dzieci, a w konsekwencji do problemów z koncentracją przy czym i zmniejszeniu zdolnością do uczenia się. Objawy te mogą do złudzenia przypominać ADHD, ale nie udowodniono jednak, że napoje typu Cola wpływają na rozwój tej coraz bardziej popularnej, dziecięcej choroby, co jednak nie oznacza również, że takiego wpływu nie ma! Kofeiny nie powinny także spożywać osoby cierpiące na nadciśnienie z oczywistych powodów. Dodam, że zawartość kofeiny w Coli jest większa niż w kawie, a zazwyczaj nie kończy się przecież na jednej szklance, a całej butelce, przez co spożyta ilość znacznie wzrasta! Nie wypijamy w końcu kilkunastu filiżanek kawy!
google.pl

Kwas ortofosforowy z kolei wypłukuje z naszego organizmu wapń i może prowadzić w późniejszym czasie do osteoporozy, a u dzieci do poważnych ubytków kostnych już w tak młodym wieku, a także problemów z uzębieniem. Oczywiście w przypadku zębów spory wpływ mają także bardzo duże ilości cukru. Cola także wypłukuje z organizmu magnez i potas czyli pierwiastki niezbędne do prawidłowego funkcjonowania naszego układu nerwowego.


Nie chcę być kolejną osobą, która będzie przestrzegać wszystkich informując przed destrukcyjnym wpływie Coca-Coli na nasz organizm. Przecież wszyscy to wiemy!
Jestem, a w zasadzie byłam przykładem osoby, która kiedyś wypijała minimum 2 litry napojów typu Cola dziennie! Jak to wpłynęło na mój organizm? Nieciekawie... Oczywiście niektórzy starali się podważać to, że moje problemy zdrowotne były spowodowane spożywaniem Coli, ale ja doskonale zdaję sobie sprawę, że to w większości te napoje wpłynęły na mój organizm najgorzej co częściowo potwierdzają lekarze!


google.pl
Pierwszą zauważalną zmianą jest stan mojego uzębienia. Od dziecka miałam bardzo ładne i mocne ząbki i nigdy nie było z nimi żadnych problemów. Do dentysty chodziłam raz na kilka lat, a pierwszy raz pojawiłam się u niego mając chyba 15 lat. Co było wówczas najśmieszniejsze? Że nie miałam żadnych ubytków! Stosunkowo niedawno byłam u mojego dentysty z powodu nadmiernej wrażliwości zębów i co się okazało? Że mam bardzo mocno zaawansowaną erozję szkliwa! Częściowo moje zęby się powycierały co skutkowało poważnym bólem przy spożywaniu zimnych oraz gorących potraw i napojów. Koszmar! Cóż mogę powiedzieć... piłam Colę prosto z butelki, rzadko używałam słomek, a oto efekty...

Erozja szkliwa spowodowana jest u mnie także tym, że zaciskam zęby, a do tego zgrzytam nimi głównie przez sen. To z kolei zostało spowodowane przez nerwicę, a ta może być kolejnym efektem spożywania bardzo dużych ilości napojów z zawartością kofeiny. Zapewne nie tylko to wpłynęło na rozwój nerwicy, ale bez wątpienia jest to jeden z powodów jej powstania!

Od kilku lat także cierpię na problemy ze snem, które ewidentnie nasilają się w momencie gdy wypiję sporą ilość Coli. Nawet jakiś czas temu nie mogłam zasnąć po powrocie z kina, gdzie piłam Colę. Nie jestem osobą, która pije kawę więc jedynym środkiem mocno pobudzającym były właśnie takie napoje, do których zupełnie nie byłam przyzwyczajona.

Co jeszcze zaobserwowałam? W momencie gdy spożywałam nadmierne ilości napojów typu Cola, szczególnie tych słodzonych słodzikami (Aspartam i Acesulfam K) mój organizm całkowicie się rozregulował. Miałam spore problemy z trawieniem, a do tego bardzo częste mdłości, biegunki i bóle żołądka. Najczęściej kilka minut po zjedzeniu posiłku lądowałam w toalecie, a co za tym idzie? Pozbywałam się błyskawicznie wszystkiego co zjadłam! Przez taką chwilę żadne wartości odżywcze nie zdążyły się wchłonąć co doprowadziło do niedoborów witamin. Może i moja waga spadała, ale otyłość brzuszna wzrastała.

google.pl
Cieszy mnie to, że w pewnym momencie otrząsnęłam się i zaprzestałam spożywania napojów gazowanych, a przynajmniej ograniczyłam je do całkowitego minimum! Wolę nie myśleć do jakiego stanu doprowadziłabym swój organizm gdybym tego nie zrobiła. Jakie ilości spożywałam? Przez kilka lat, prawie codziennie piłam około 1-2 litrów. Dodatkowo spożywałam bardzo duże ilości w weekendy w połączeniu z alkoholem, głównie z whiskey. Na chwilę obecną jestem już po około rocznym "detoksie" od napojów tego typu i czuję się zdecydowanie lepiej! Dlaczego przestałam kupować Colę? Na jednych badaniach krwi wyszedł mi bardzo wysoki poziom glukozy, a do tego cholesterol i trójglicerydy, które mogły doprowadzić mnie nawet do miażdżycy czy zawałów serca. Nie powiem, bo problemy z sercem też już odczuwałam tylko nie wiem czy większy wpływ miała  na nie Cola czy też nikotyna. W tym momencie jednak czuję się o wiele zdrowsza i mam znacznie więcej energii i to bez kofeiny! Miałam wrażenie, że wpadłam w nałóg, z którego nie mogłam się wydostać, ale być może to tylko moje wyobrażenie, bo podobno Cola nie powinna uzależniać...

Nie twierdzę, że trzeba całkowicie zaprzestać pić napoje gazowane typu Cola, bo samej czasem zdarza mi się po nie sięgać, ale wszystko z umiarem! Podawanie takich napojów dzieciom na pewno nie wpłynie pozytywnie na ich zdrowie i rozwój, ale raz na dłuższy czas... dlaczego nie? Przecież wszystko jest dla ludzi!

Skład napojów został oczywiście sprawdzony i dopuszczony do sprzedaży, ale zawsze tak jest gdy ilości pewnych substancji nie przekraczają określonych norm. Dodatkowo wiele składników dopiero w mieszance z innymi staje się mocno toksycznymi!

Jedyne czego jestem pewna to to, że napoje tego typu nadają się świetnie na rdzę oraz na przypalone garnki. Wystarczy wlać trochę Coli do przypalonego garnka i lekko zagotować... Możecie uwierzyć mi na słowo - TO DZIAŁA! :) Miewałam po prostu problemy z garnkami przy gotowaniu, bo początkowo nie byłam przyzwyczajona do kuchenki gazowej... miałam całkowicie dwie lewe ręce podczas gotowania:) Ale teraz jest już lepiej i nawet w tym celu nie muszę kupować tego typu napojów :)


google.pl


NA KONIEC... 
W dużym skrócie jak działa na nasz organizm 1 puszka Coca-Coli:

Pierwsze 10 minut - organizm otrzymuje dzienną dawkę cukru - to tak jakbyś zjadł 10 łyżeczek curku. Odruch wymiotny hamuje kwas fosforowy dodawany do napojów, by zamaskować intensywny i słodki smak cukru.

20 minut - poziom cukru we krwi gwałtownie wzrasta co prowadzi do podniesienia poziomu insuliny. Wówczas do działania wkracza wątroba, która próbuje jak najwięcej zgromadzonego cukru przekształcić w tłuszcz.

40 minut - organizm wchłonął już zawartą w coli kofeinę. Powiększają się źrenice, wzrasta ciśnienie krwi. Stajesz się wyraźnie pobudzony.

45 minut - organizm intensywnie produkuje dopaminę, która wpływa na odczuwanie przyjemności. Dokładnie w taki sam sposób przebiega mechanizm działania heroiny.

60 minut - moczopędne właściwości kofeiny dają się odczuć. Niestety, razem z wodą wydalaną z organizmu, pozbywamy się również pierwiastków istotnych do prawidłowego i sprawnego funkcjonowania naszego organizmu. Wraz ze spadkiem cukru stajemy mija pierwotna euforia i przypływ sił. Stajemy się ospali i poirytowani. (źródło: forum-kulturystyka.pl)



Zastanawiam się tylko PO CO PIJEMY COLĘ? Przecież ona wcale nie gasi naszego pragnienia, a wręcz odwrotnie... POBUDZA JE!




Myślę, że przy kolejnej okazji postaram się przybliżyć Wam temat dietetycznych napojów, które są słodzone toksycznymi, chemicznymi słodzikami, które mogą mieć działanie rakotwórcze. Z dwojga złego zawsze lepiej sięgnąć po zwykłą Colę... chociaż ja muszę przyznać, że mnie te słodzone cukrem najzwyczajniej nie smakują. Dlatego teraz staram się unikać tych napojów jak ognia!
Najczęściej jednak piję wodę i herbatę, BO ZDROWIEJ!

A Wy? Nadal macie ochotę na Colę? :)


25 stycznia 2013

FIT NEWS czyli o nowościach słów kilka!

Kochani! Dziś pomimo, że dzień nie sprzyja jakiejkolwiek aktywności, bo ani fizycznej ani psychicznej to mam dla Was kilka dobrych wiadomości z tematyki FIT. Byłam dziś nieprzytomna od samego rana, ale pobudziłam się do życia kolejnym etapem ściągania lodu z mojego samochodu. Kilkanaście minut na świeżym, mroźnym powietrzu i od razu mi lepiej! Wczoraj odpuściłam trening ze względu na to, że po 1,5 godziny jazdy na łyżwach najzwyczajniej w świecie nie miałam już siły. Dzięki temu jednak dziś zaprę się i nie odpuszczę! Planuję SKALPEL!

A teraz dosyć nudzenia... przechodzę zatem do FIT-konkretów :)

facebook.pl/shape

Już w poniedziałek 28.01.2013 pojawi się NOWY NUMER MAGAZYNU "SHAPE", a w nim dla wszystkich fanek Ewy Chodakowskiej, które jeszcze nie posiadają całego zestawu płyt, specjalny dodatek, a konkretniej dodatki! SHAPE wyszedł z inicjatywą wznowienia płyt z treningami EWY CHODAKOWSKIEJ! Zamiast zamawiać w wydawnictwie i przepłacać na allegro wszystkie zestawy ćwiczeń (SKALPEL, KILLER, TURBO, DUETY) będziecie mogły dostać razem z gazetą za 9,90 zł! Bardzo cieszy mnie wznowienie tych dodatków ze względu na fakt, że wiele osób po prostu zaczęło ćwiczyć z Ewą dużo później bez możliwości zakupu programów. Jedynym minusem będzie to, że chcąc kupić 4 płyty czyli pełną kolekcję będziemy musiały kupić 4 magazyny, ale myślę, że i taka opcja się opłaca! Ceny płyt Chodakowskiej na allegro przekraczają czasem 100zł! Ktoś zwietrzył biznes i tak to się kręci... A teraz SHAPE utrze tym "biznesmenom" nosa ;) (przynajmniej chwilowo). Szkoda tylko, że nie będzie niestety dostępnej gazety bez dodatków, bo przecież niektóre czytelniczki już mają pełną kolekcję płyt Ewy.


facebook.pl/chodakowskaewa

Żeby tego było mało to wszystkie zagorzałe fanki Ewy Chodakowskiej, które zamówiły płytę na przedsprzedaży mogą się jej spodziewać również już w PONIEDZIAŁEK! Były spekulacje, że płyta pojawi się jeszcze dzisiaj, ale niestety moje usilne próby rzucenia czaru na listonosza nie odniosły oczekiwanego przeze mnie efektu, bo listonosz się nie zjawił. Nie zrozumcie mnie źle, ale ten to zawsze się pojawia wtedy co nie trzeba... z resztą chyba jak każdy facet :) W każdym razie możecie liczyć na to, że poniedziałkowy trening będzie wreszcie miłą odmianą! Ja wyczekuje oczywiście na SKALPEL II i już nie mogę się go doczekać.
facebook.com/sylwia.wiesenberg

Kolejną ciekawostką, o której być może jeszcze nie słyszałyście jest pojawienie się Sylwii Wiesenberg, która może stać się godną konkurencją dla Ewy Chodakowskiej. Sylwia podbiła już serca Amerykanek i to właśnie za oceanem pomaga kobietom w walce o idealną sylwetkę. Niedawno trenerka polskiego pochodzenia pojawiła się w programie DDTVN, a następnie w PnŚ przez co usłyszała o niej cała Polska (no chyba, że ktoś nie ogląda śniadaniowych programów TV). Do tej pory jednak jej metoda nie była dostępna w Polsce, ale to właśnie się zmienia! Sylwia wydała płytę w języku Polskim, którą już można kupić! Niestety na chwilę obecną cena pobrania DVD, na którym znajduje się kilkugodzinny trening jest podana w dolarach i na nasze realia do najtańszych nie należy ($19,95 lub $34,95). Program treningowy TONIQUE FITNESS jest do pobrania na oficjalnej stronie internetowej Sylwii.

facebook.com/sylwia.wiesenberg

Jak myślicie? 
Czy metoda Sylwii zyska w Polsce taką popularność jak treningi Ewy Chodakowskiej? 

Mnie niesamowicie cieszy, że rośnie wybór dostępnych w Polsce metod treningowych. Póki co jestem bardzo mocno skupiona na treningach Ewy i nie wiem czy byłabym wstanie "wskoczyć" nagle w coś nowego. Być może jestem najzwyczajniej przyzwyczajona do metod EWY CHODAKOWSKIEJ, INSANITY i TURBOFIRE, a może nie odpowiada mi sposób prowadzenia treningów przez Sylwię? Nie wiem dlaczego, ale oglądając filmiki TONIQUE FITNESS, które znalazłam na YT okropnie irytuje mnie sposób narracji i filmowania. Wszystko pięknie, ładnie, profesjonalnie ale mnie to nie po prostu nie przekonuję! Myślę jednak, że mimo wszystko skuszę się na zakup tej metody i zobaczę czy w praktyce będzie mi się z nią tak samo źle ćwiczyło jak ją oglądało. W końcu oglądanie, a ćwiczenie to subtelna różnica!


W najbliższym czasie postaram się napisać o SYLWII WIESENBERG i jej TONIQUE FITNESS troszkę więcej. Tymczasem mam nadzieję, że tyle informacji na początek Wam wystarczy :)

Uciekam nadal ćwiczyć z Ewą... być może kiedyś to się zmieni, ale na razie wolę trzymać się bezpiecznego gruntu i tego co już znam. Z resztą o innych treningach będę myśleć po kontrolnej wizycie u ortopedy, ale póki co szaleć nie mogę żeby jeszcze bardziej nie zaszkodzić sobie i mojej chondromalacji stawów. U ortopedy mam pojawić się nie wcześniej niż w maju więc mam jeszcze sporo czasu na lekkie treningi wzmacniające mięśnie całego ciała. Minęły w końcu dopiero 2 miesiące odkąd stosuję suplementację glukozaminy, którą przepisał mi lekarz, a lekkie efekty już odczuwam.
Mam nadzieję, że w wakacje będę mogła już szaleć do woli i bez ograniczeń <3 


BLOG ROKU 2012 - Pomóżcie spełnić marzenia x2

KOCHANI!

Jakiś czas temu polecono mi udział w Konkursie BLOG ROKU 2012 i postanowiłam się zgłosić mimo, że miałam sporo wątpliwości. Jak wiecie MÓJ BLOG został zaakceptowany i na chwilę obecną bierze udział w konkursie. Konkurencja w kategorii ZDROWIE I KULINARIA jest ogromna, ale ja w końcu mam wsparcie Was! Moich czytelników!

Jeżeli pomogłam Ci w zmotywowaniu się do walki o LEPSZĄ CIEBIE i uważasz, że warto zagłosować na MOJEGO BLOGA to bardzo proszę o oddanie głosu!

GŁOSUJĄC POMAGASZ DWUKROTNIE! 
- cały dochód z smsów zostanie przeznaczony na cele charytatywne!
- spełniasz moje marzenia :)


ŻEBY ZAGŁOSOWAĆ:
Wystarczy wysłać sms: D00217 Na numer 7122
(koszt sms 1,22 zł - w całości przeznaczony na cel charytatywny)

Za wszystkie głosy z całego serducha dziękuję! <3




24 stycznia 2013

FITspiracje czy FITdemotywacje?

W internecie aż roi się od zdjęć, które mają nas zmotywować do walki o swoje nowe życie; o nowe, piękne ciało, ale czy ich działanie faktycznie jest motywujące? Czy historie, które wpadają nam w ręce każdego dnia o odchudzających się kobietach, które zrzuciły np. 3 kg po tygodniu są motywujące? Zaczynam w to szczerze wątpić...

google.pl
To co miało nas motywować i inspirować do prowadzenia zdrowego trybu życia może doprowadzić nas do skrajnego wyczerpania, a dlaczego tak się dzieje? Każda z nas ma inne ciało, inną budowę i inne gabaryty, a do tego także różnimy się wiekiem faktycznym i tym metabolicznym. Czasem walczymy tygodniami, wylewając z siebie hektolitry potu, ale nie osiągamy oczekiwanych efektów, a co gorsze... czasem potrafi być jeszcze gorzej niż wcześniej. Podczas ćwiczeń nasze ciało się zmienia, a mięśnie często zaczynają się rozwijać zanim zaczniemy spalać tłuszcz przez co zaczynamy "puchnąć". Podobnie jest gdy stosujemy zbyt nisko-kaloryczną dietę, którą lepiej byłoby nazwać GŁODÓWKĄ! Dla osób, które podchodzą do swojej przemiany "na spokojnie" nie będzie to żaden szok, bo zdajemy sobie sprawę z tego jaki wpływ na nasze zdrowie ma sama zmiana. Jednak dla osób, które walczą o nową sylwetkę "za wszelką cenę" może to zadziałać bardzo destrukcyjnie.

Powiedzmy sobie szczerze... Jeżeli widzimy, że ktoś schudł 3 kg w tydzień to taka informacja motywuje nas do działania, bo myślimy, że my też osiągniemy takie efekty! Faktycznie spowoduje to "pospolite ruszenie" tyłków z kanapy, ale co będzie po tygodniu ćwiczeń, albo nawet po miesiącu gdy okaże się, że nasza waga ani drgnęła? Nie musimy długo zgadywać! U mnie zadziałało to podobnie! W pewnym momencie załamałam się, że nie osiągam efektów aż tak spektakularnych jak inne dziewczyny, które ćwiczą tyle samo co ja lub mniej. Co gorsza, uwierzyłam, że robię takie ćwiczenia, które nie przynoszą żadnych efektów, bo rzekomo tylko TURBO i KILLER dają widoczną różnicę. Słyszałam to praktycznie na każdym kroku, zawsze gdy mówiłam, że zrobiłam kolejny SKALPEL słyszałam, że nie zaprowadzi mnie to do wymarzonej sylwetki. Dziś nawet przeczytałam taką teorię, że SKALPEL nie odchudza, ale poprawia kondycję i wyrabia formę. BZDURA! SKALPEL MODELUJE SYLWETKĘ TAK SAMO SKUTECZNIE! Teraz, po takim czasie ćwiczeń już to wiem, ale wcześniej dołowałam się tym! Czułam się fatalnie, że mogę zrobić tylko ten trening, że na inne nie mam siły i kondycji. Czułam się gorsza niż inne dziewczyny ćwiczące treningi Ewy Chodakowskiej, ale nie przestawałam wierzyć! Miałam jednak taki moment zwątpienia i było bardzo źle! Próbowałam popychać się do granic możliwości przez co zaczynałam słabnąć. Kilka razy byłam bliska omdlenia i dlaczego? Bo słuchałam GŁUPICH LUDZI!
google.pl
Nie porównujcie się do innych! Jeśli widzicie, że ktoś po 3 miesiącach ma efekty to super! Też będziecie je mieć... może prędzej, może wolniej, ale będziecie! Błagam! Nie oczekujcie efektów po tygodniu pracy tylko dlatego, że ktoś inny je miał, albo tylko tak napisał. Nie zarzucam nikomu kłamstwa i bardzo się cieszę, że ktoś osiąga swój cel, ale czasem właśnie przez taką głupotę potrafię poczuć się gorzej. Różnimy się... ale kiedyś wszystkie spełnimy to marzenie i wygramy!

Jak więc reagować? Warto pewne informacje wpuścić jednym uchem, a drugim wypuścić... OK, mamy kogoś kto schudł te 3 kg w tydzień, ale nie mamy pewności, że za miesiąc nie przybierze 2 razy więcej, bo się np. głodził. Chyba lepiej mieć mniejsze efekty, ale takie, które nam się utrzymają na długo? Na to pytanie odpowiedzcie sobie same...

Nie podchodźcie do swojej METAMORFOZY jak do "być, albo nie być"... Traktujcie ją jako NOWY ETAP ŻYCIA! LEPSZEGO ŻYCIA! Powolutku, małymi kroczkami, RAZEM dojdziemy do celu.
Jestem, pomagam, motywuje... ZACHĘCAM DO ZDROWIA, a nie do błyskawicznego odchudzania i kilku godzin dziennie katorżniczych treningów, a do tego głodówki i odwodnienia - WRĘCZ PRZECIWNIE! 

Wybór należy do CIEBIE!
Chcesz SCHUDNĄĆ BŁYSKAWICZNIE, ale jednocześnie wyniszczyć swój organizm?
Czy może wolisz CHUDNĄĆ POWOLI, ale być energiczną bombą zdrowotną?
Twój czas też kiedyś nadejdzie! <3

"SILNA WOLA JEST JAK MIĘSIEŃ - niećwiczona zanika, używana wzmacnia się".

Witajcie!
Dzisiaj dla odmiany po wczorajszym szaro-burym dniu mamy do czynienia z pięknym słonecznym dniem. Mam nadzieję, że Wy również mogliście nacieszyć się dziś słoneczkiem. Oby więcej takich dni! Dopiero wtedy będziemy mogli mówić o prawdziwej zimie! Ja najprawdopodobniej 4.02 wybieram się w moje rodzinne strony, bo wreszcie planuję trochę pojeździć na snowboardzie. Myślę, że kolana mi w tym nie przeszkodzą. Od momentu gdy moja kontuzja kolana skreśliła moją zawodową karierę snowboardzisty unikałam tego sportu jak ognia. Czułam się rozżalona i wściekła i nie byłam w stanie pogodzić się z utratą największej pasji, ale powoli przechodzę nad tym do porządku dziennego. Przecież to wydarzyło się 10 lat temu! Najwyższy czas by znów zacząć czerpać największą przyjemność z jazdy i przeprosić się z moją deską. Przez ostatnie kilka sezonów jeździłam bardzo ostrożnie jednocześnie czując strach przed każdą ewolucją mimo, że ten sezon jest już moim 13. Liczę na to, że chociaż warunki na stokach mi dopiszą i będę sobie mogła pozwolić na przeróżne wygibasy :) No, ale nie o tym chciałam dziś napisać... 



Niemal codziennie dostaję od Was maile i wiadomości, w których pytacie mnie czy na początku mojej drogi również miałam trudności w wykonywaniu całych programów Ewy Chodakowskiej. Oczywiście, że tak! Jeszcze kilka lat temu miałam całkiem dobrą kondycję i coś próbowałam ćwiczyć, ale teraz? Gdy zaczynałam to myślałam, że zejdę na zawał. Nie dość, że paliłam jak smok to jeszcze koszmarnie się odżywiałam więc wydolność mojego organizmu była bliska zeru. Przez pierwszy tydzień z trudem wykonywałam cały SKALPEL, miałam trudności ze złapaniem oddechy, ze zrobieniem wszystkich powtórzeń - koszmar! Kilkukrotnie byłam bliska załamaniu i miałam ochotę to wszystko przerwać, ale za każdym razem gdy się poddawałam próbowałam przypomnieć sobie DLACZEGO ZACZĘŁAM! Po 2 tygodniach regularnych ćwiczeń bez problemu wykonywałam już prawie wszystkie powtórzenia. Gdy minął miesiąc trening zaczął sprawiać mi radość. Nauczyłam się całej płyty na pamięć, nie musiałam już pilnować ilości powtórzeń i tym sposobem zaczęłam rozważać zakup obciążników. Nie minęły 2 tygodnie od tego momentu i postanowiłam zaopatrzyć się w 0,5 kg obciążenie na kostki oraz nadgarstki i w sumie też wykonywałam ćwiczenia bez większych trudności. Wszystko jest kwestią podejścia! Nasze ciało musi przyzwyczaić się do ćwiczeń, ale oprócz tego My musimy wierzyć, że się uda i nie poddawać się! Gdybym się wtedy poddała, gdybym zareagowała na ból, który mi towarzyszył i zmęczenie to podejrzewam, że nie byłabym teraz w tym miejscu, w którym jestem w tej chwili! Nie zrzuciłabym 10 kg balastu, a do tego nie czułabym się tak cudownie jak teraz. Uwierzcie mi na słowo! Jest o niebo lepiej. Kiedyś nie mogłam dobiec do przystanku, a to raptem 50 m. Teraz przebiegam trochę więcej, a do tego jestem w stanie wykonać praktycznie wszystkie ćwiczenia cardio choćby z killera i to bez większej zadyszki. Moje ciało się zmieniło, a do tego znacznie wzmocniła się moja siła woli! Największe zmiany, które zaszły w moim życiu są niewidoczne gołym okiem. Wiara w swoje możliwości zdecydowanie czyni cuda! 


Jaki z tego morał? Nie warto się poddawać, bo można nieodwracalnie stracić swoją szansę na zmiany! To jak z zapuszczaniem włosów :) Gdy się poddasz i je obetniesz w najgorszym momencie to będziesz je obcinała stale, a gdy tego nie zrobisz, zaciśniesz zęby i przeczekasz najgorszy moment będziesz cieszyła się długimi włosami szybciej niż tego oczekujesz! Przestań porównywać się do innych! Spróbuj sama, a już niedługo będziesz cieszyła się WŁASNYMI spektakularnymi efektami! Musisz poczuć, że to tego chcesz i walczyć! Bo to walka czyni nas silniejszymi! 

Pamiętacie mój wczorajszy dzień? Było ze mną strasznie źle... Miałam ochotę zakopać się pod kołdrą w gigantycznym, rozciągniętym swetrzysku i całym pudełkiem lodów, ale nie poddałam się i tego nie zrobiłam! Moja silna wola triumfowała! Poszłam do kina na świetny film, na którym uśmiałam się prawie do łez, a potem dostałam ataku "głupawki" (nawet mam zdjęcie dokumentujące to, ale nie wolę nie kompromitować się dodając je) :) Tuż po powrocie do domu przystąpiłam do treningu i jak obiecałam zrobiłam KILLERA! Wiedziałam, że dzisiejszy dzień będzie cudowny i tak właśnie jest! Idę z przyjaciółmi na łyżwy i nie zawaham się dobrze bawić przy okazji spalając kalorie! Po raz kolejny będę łączyć przyjemne z pożytecznym! 

tumblr.com


Nie poddawaj się gdy masz zły dzień... nie poddawaj się gdy Ci nie wychodzi! 
Wszystko jest kwestią Twojej silnej woli oraz walki! 
NIE BÓJ SIĘ PĘDZIĆ DO PRZODU! WIEM, ŻE POTRAFISZ! 
TERAZ TY W TO UWIERZ! <3

23 stycznia 2013

"SZARO, BURO i PONURO" poprawiamy sobie humor!

google.pl
Dzisiejszy dzień zdecydowanie nie należy u mnie do najlepszych. Ostatnie dwa dni przeżyłam z bardzo pozytywnym nastawieniem do świata, ale dziś już rano wydarzyło się kilka nieprzyjemnych sytuacji, które jak taki wielki młotek wbiły mnie głęboko w podłoże. Niesamowite jest to, że "blue monday" nie zrobił na mnie żadnego wrażenia, podobnie wczorajszy dzień mimo, że spędziłam godzinę na skuwaniu bardzo grubej warstwy lodu z mojego samochodu - no przynajmniej miałam oryginalny trening! Bardziej mnie to rozbawiło niż zdenerwowało tym bardziej, że miałam sporo czasu. Pewnie inaczej by to wyglądało gdybym się śpieszyła. Muszę zebrać się do kupy, bo czas sesji na uczelni zbliża się nieubłaganie, a ja zaczynam wątpić czy tym razem wszystko się uda jak zawsze.



Może po prostu lepiej będzie gdy opiszę Wam swój wczorajszy dzień zamiast "smędzić" nad beznadziejnością dzisiejszego. Generalnie wszyscy mieli zły humor, bo musieli zdrapać kilkucentymetrową warstwę lodu ze swojego samochodu, a mnie? Mnie to rozbawiło! Prawie padłam ze śmiechu jak zobaczyłam to moje małe lodowisko :) Potem spotkanie z przyjaciółką i reanimowanie jej samochodu, a do tego przejażdżka po odbiór wyników badania krwi, które miałam przeprowadzone podczas ostatniej akcji krwiodawstwa. Jestem szczęśliwa, bo wszystko jest w normie! Ba! Jest nawet lepiej niż było podczas poprzednich badań. Muszę zrobić sobie jeszcze cukier, cholesterol i trójglicerydy, bo to jest najważniejsze. Póki co jednak cieszę się, że jestem zdrowa, i że moja krew może uratować komuś życie!




Wczoraj wreszcie mogłam iść też na pocztę i odebrać przesyłkę, która tam na mnie czekała. Okazało się, że była to paczuszka od Magdaleny Achtelik, która zajmuje się kosmetykami firmy Oriflame. Oprócz dwóch kosmetyków, które dostałam do przetestowania w przesyłce znajdował się także katalog, którego jeszcze nie miałam okazji przejrzeć, bo jest bardzo gruby. Muszę przyznać, że nie pamiętam kiedy ostatnio stosowałam produkty tej firmy, chyba jeszcze jak byłam dzieckiem i podbierałam je mojej mamie, która wtedy zajmowała się ich dystrybucją. Jestem bardzo ciekawa czy posłużą mojej bardzo delikatnej skórze, która mimo ciemnej karnacji ma predyspozycje do uczuleń. Specjalnie dla Was czyli moich wiernych czytelniczek będę króliczkiem doświadczalnym :) W sumie to już nie pierwszy raz, ale to moja pierwsza przygoda w temacie testów kosmetycznych. Muszę przyznać, że Magdalena trafiła idealnie z wyborem kosmetyków dla mnie mimo, że nic jej nie sugerowałam! Dostałam krem do ciała "Happy Skin" dla bardzo suchej skóry, a także peeling do stóp, który cudownie pachnie brzoskwiniami! Nie zawaham się ich użyć i podzielić się opinią z Wami :) Jak tylko przejrzę katalog to również napiszę Wam na co warto byłoby zwrócić uwagę. Jeżeli miałybyście ochotę dokonać zamówień to serdecznie zapraszam do Magdaleny na facebooka: Ori Twoj Sukces Być może znajdziecie coś dla siebie!



Jestem także po tygodniu testowania suplementu diety Slimette, ale jego pełną recenzję zamieszczę dopiero po miesiącu użytkowania, a następnie po dwóch. Skład suplementu wydał mi się bardzo interesujący więc zdecydowałam się, że sprawdzę czy faktycznie jego działanie jest godne polecenia. Do tej pory stosowałam kilkukrotnie różne suplementy, ale w większości przypadków miałam wrażenie, że mam do czynienia z efektem placebo czy i tak będzie w tym przypadku? To się okaże już za 3 tygodnie :)

slimette.pl


Myślę, że jutro, na poprawienie humoru wybiorę się na jakieś sportowe zakupy. Ostatnio bardzo polubiłam chodzenie po sklepach sportowych, a także tych z odzieżą do ćwiczeń i wreszcie czuję, że sprzedawcy nie patrzą na mnie jak na jakiegoś otyłego dziwoląga, który nagle chce zacząć ćwiczyć. Nie wiem czemu, ale zawsze źle czułam się kupując odzież sportową czy jakieś przybory niezbędne do treningów. W najbliższym czasie (mam nadzieję) podzielę się z Wami dokładnie tym co jest już w moim posiadaniu i bez czego nie zmotywowałabym się do działania. Zaczynam również wierzyć, że ładne ciuchy sportowe sprawiają, że mamy większą ochotę na treningi i to nie tylko te publiczne, ale także te w zaciszu własnego domu. Wszystko jest kwestią podejścia tak samo jak i to! Teraz jest bardziej niż pewne iż nasza przemiana zaczyna się w naszej głowie i bardzo blisko ociera się również o nasze poczucie estetyki. Interesujące, że czując się pięknie możemy poczuć się jeszcze piękniej! Ja muszę poszukać sobie jakichś fajnych spodni, a także czegoś do biegania.
google.pl


Myślę, że przejrzę także ofertę maszyn treningowych, bo marzy mi się nowy rowerek treningowy lub orbitrek! Mój rowerek niestety zaniemógł, a szkoda, bo taki rodzaj ćwiczeń cardio bardzo lubiłam. Samymi treningami Ewy Chodakowskiej nie uda mi się zbić tej tkanki tłuszczowej, która zalega na moim brzuchu. Kiedyś wreszcie przyjdzie pora na zakup nowego rowerka! To świetna metoda na lekki trening podczas oglądania ulubionego programu lub serialu. Potrafiłam nieustająco pedałować nawet 2 lub 3 godziny, a teraz znów leżę na kanapie wpatrując się w ekran... To już nie dla mnie! Ja chcę się ruszać :) W moim rowerku okropnie powycierał się pasek, który napędza koło i w efekcie co drugi obrót pedałami kończy się okropnym luzem. Muszę poprzeglądać oferty i wybrać tym razem taki do którego będę mogła dokupić części zamienne tego typu. Czasem nie warto kupować najtańszych!






Cóż, czasem i mnie dopadają szaro-bure myśli szczególnie w tak paskudne dni jak ten dzisiejszy. Grunt to nie poddawać się i wyjść z łóżka! Ja na szczęście mam takiego kochanego "motywatora", który skutecznie mnie dziś wyciągnie z domu! Dziś wreszcie się trochę zrelaksuję, bo idę do kina! Bardzo dawno nie byłam więc niezmiernie mnie to cieszy. W takie dni jak dziś najchętniej zastosowałabym każdą metodę na poprawienie sobie humoru.

A oto kilka prostych metod, które wzmagają wytwarzanie się serotoniny.
Część z tych rzeczy już dziś wypróbowałam, a po resztę może sięgnę wieczorem?
facebook.pl/chodakowskaewa
Jedno jest pewne... Wczoraj zrobiłam swoje pierwsze w życiu, pełne TURBO! Może nie zbyt dokładnie, może z przerwami, ale zrobiłam! Tym razem postanowiłam wypróbować KILLERA... Ten dzień przypada na DZIŚ i wierzę, że to pod koniec dnia poprawi mi humor do tego stopnia, że uśmiech znów na stałe zagości na mojej twarzy :) Zaobserwowałam, że ćwiczenia cardio coraz mniej mnie męczą przez co może nie opadnę dziś na matę przed zakończeniem treningu! Trzymajcie kciuki! Ja zaczynam coraz bardziej w siebie wierzyć... i czuć zakwasy również ;)

Uśmiechajcie się kochani! Okazujcie, że jesteście szczęśliwe, bo to jeszcze bardziej sprawi, że będziecie czuć się świetnie. Ja spróbuje... Idę w końcu na komedię więc liczę, że poprawi mi ona humor.
Miłego popołudnia Wam życzę! Buziaki <3

Jak zwalczyć boczki czyli "EFEKT MUFFINA"

google.pl
Dzisiejszy post powstał specjalnie dla tych z Was, które cierpią na tak zwany "efekt muffina" (ang. muffin top). W swoich wiadomościach bardzo często pytacie mnie jak się pozbyć tych znienawidzonych boczków! Wiem, że powoli traciłyście już nadzieję, ale oto i jestem ja! Przybywam z pomocą :) Akurat w nie mam predyspozycji do tycia w tej partii ciała, a moje boczki znikają przy wykonywaniu ćwiczeń ogólnorozwojowych lub po ubraniu większych spodni. Zobaczymy jednak jak to będzie wyglądać gdy spalę większość tłuszczu, który zalega na moim brzuchu i talii, bo wtedy być może ten problem pojawi się i u mnie. 

Póki co jednak postanowiłam zaproponować Wam 4 ćwiczenia, które poleca magazyn GLAMOUR. Pozornie wyglądają one bardzo niewinnie, ale przy większej liczbie powtórzeń okazuje się, że do najłatwiejszych nie należą. Sprawdziłam na sobie i obawiam się, że jutro będę mieć efekt, ale zakwasów ;)


ĆWICZENIE 1.
Pracują: pośladki, brzuch, skośne brzucha, plecy, klatka piersiowa i ramiona
1. Przyjmij pozycję pompki. Nogi układamy w lekkim rozkroku, ręce pod barkami.
2. Prowadzimy lewe kolano do prawego łokcia skręcając lekko tułów.
3. Powracamy lewą nogą do pozycji wyjściowej. 
4. Prowadzimy prawe kolano do lewego łokcia skręcając lekko tułów.
5. Powracamy do pozycji pompki.
Ćwiczenie powtarzamy 10-15 razy na każdą stronę!


ĆWICZENIE 2.

Pracują: plecy, brzuch i skośne brzucha. 
1. Stań w lekkim rozkroku, nogi na szerokość bioder, ręce za głową, łokcie szeroko
2. Podnieś lewe kolano prowadząc jednocześnie do niego prawy łokieć.
3. Wróć do pozycji wyjściowej.
4. Podnieś prawo kolano prowadząc jednocześnie do niego lewy łokieć. 
Ćwiczenie powtarzamy 20 razy na każdą stronę!


ĆWICZENIE 3.
Pracują: plecy, brzuch i skośne brzucha.
1. Usiądź na macie z lekko ugiętymi kolanami, pięty na podłodze, trzymając dużą butelkę z np. płynem do prania lub 10-kilogramowy ciężar przy klatce piersiowej. Przechylamy się do tyłu, aż poczujemy że mięśnie brzucha są zaangażowane.
2. Wykonujemy skręt w prawo i butelką lub cieżarem dotykami do podłogi (jak pokazuje obrazek)
3. Powtarzamy ćwiczenie w lewą stronę.
Ćwiczenie powtarzamy 15 razy (7 razy na jedną stronę)!

ĆWICZENIE 4. 
Pracują: pośladki, biodra, plecy, brzuch i skośne mięśnie brzucha.
1. Kładziemy się na macie, twarzą w dół, nogi rozszerzone, ramiona, dłonie skierowane w dół. 
2. Przechylając się w biodrach kierujemy prawą, ugiętą nogę do palców lewej ręki (jak pokazano na rysunku)
3. Przechodzimy do początku. 
4. Wykonujemy to samo ćwiczenie: lewą, ugiętą nogę kierujemy w stronę prawej ręki jednocześnie przekręcając się lekko w biodrach.
Wykonujemy 10 powtórzeń na każdą stronę!


Mam nadzieję, że prezentowane przeze mnie ćwiczenia przydadzą się wam w walce z niechcianą "muffinką", która wylewa się z niemal każdych spodni. Myślę, że sama zacznę dołączać te ćwiczenia do swoich treningów ponieważ potrzebuje urozmaicenia, a powyższe ćwiczenia angażują nie tylko samą talię i brzuch, ale także pośladki, nogi, plecy i ramiona. Wykonanie wszystkich ćwiczeń zajmuje dosłownie kilka minut więc myślę, że warto będzie je wypróbować. 

W kolejnych  postach spróbuję opisać dokładnie wszystkie ćwiczenia na brzuch, które stosuję jako dodatek do moich treningów.

22 stycznia 2013

BRAFITTING - Najczęściej popełniane błędy!

Witajcie!
Dziś miałam pisać o czymś zupełnie innym, ale pod wpływem kolejnego impulsu w postaci przeglądanych przeze mnie zdjęć Pań w biustonoszach postanowiłam kontynuować wątek o BRAFITTINGU. W ostatnim poście napisałam Wam jak dobrać idealny rozmiar, ale to dopiero początek drogi do idealnie dobranego biustonosza! Dopiero teraz zaczynają się poważne kroki i podczas mierzenia musimy zwrócić uwagę na wiele "objawów" ŹLE dobranego stanika. Poprzedni post możecie znaleźć <> a z dzisiejszego dowiecie się jakie są najczęściej popełniane błędy u kobiet podczas kupowania biustonosza!
Jesteś gotowa na zmiany? Wskakuj w swój ulubiony biustonosz i sprawdź czy faktycznie Ci pasuje!
No to zaczynamy!


BŁAD PIERWSZY - "ZBYT LUŹNY OBWÓD!"



Idealnie dobrany biustonosz powinien zachować linię prostą zarówno z przodu jak i z tyłu! Jeżeli zapięcie podjeżdża do góry, wówczas to pierwszy znak, że biustonosz jest źle dobrany! Obwód powinien być ciasny, ale nie za bardzo. Powinnyśmy móc włożyć pod niego dwa palce i bez problemu przesuwać je z jednej strony na drugą. Nowy biustonosz zapinamy na ostatnią haftkę, a w miarę rozciągania się obwodu, po dłuższej eksploatacji zapinamy kolejno na środkową haftkę, a następnie na pierwszą. Nigdy nie kupujemy biustonosza, który od nowości zapinamy na środkową lub pierwszą haftkę! To najczęściej popełniany błąd wśród kobiet, którego konsekwencjami mogą być poważne bóle kręgosłupa oraz ramion podczas gdy biustonosz wbija nam się w skórę na ramionach. Wbrew pozorom ramiączka wcale nie powinny opierać się mocno na ramionach!



BŁĄD DRUGI - "ZBYT MOCNO NACIĄGNIĘTE RAMIĄCZKA!"



Tak jak napisałam już wcześniej, ramiączka wcale nie powinny mocno uciskać naszych ramion, a wręcz powinny być luźne! W dobrze dobranym biustonoszu ramiączka mają się rozciągnąć maksymalnie o 10% i absolutnie nie mogą wbijać się w skórę! Uwierzcie mi, znam ten ból i nie polecam go nikomu! U mnie skutkowało to dosyć mocnym garbieniem się, a w takiej pozycji... no cóż, spójrzmy prawdzie w oczy - ciężko jest poczuć się kobieco i sexy! To nie ramiączka odpowiadają za podniesienie piersi w górę, ale dobrze dobrany obwód oraz fason biustonosza, który zapewni nam pełen komfort podczas noszenia.


BŁAD TRZECI - "WYPEŁNIĆ LUKĘ"!


To również bardzo często powtarzany błąd! Jeżeli dobrze dopasujemy rozmiar miseczki oraz rozmiar biustonosza o czym pisałam w poprzednim poście dotyczącym brafittingu wówczas położenie fiszbin między piersiami powinno być bardzo ścisłe! Absolutnie nie jest dopuszczalne, żeby można było włożyć dwa palce pod biustonosz na wysokości mostka. Dzięki temu jakże ważnemu szczególikowi nasze piersi przestaną się o siebie ocierać co zminimalizuje możliwość powstawania odparzeń i otarć, które są bardzo nieprzyjemne (szczególnie latem!) Mitem jest, że piersi mają przylegać do siebie, bo wtedy wyglądają najlepiej! BZDURA! Idealnie odseparowane od siebie piersi tworzą "rowek", który wygląda niesamowicie podczas noszenia dekoltu, nawet tego najmniejszego!


BŁAD CZWARTY - "ZBYT DUŻA MISECZKA"!



Dobrze dopasowana miseczka nadaje idealnego kształtu naszym piersiom! Przy doskonale dobranym biustonoszu nie ma możliwości żeby coś nam się gdzieś marszczyło. Materiał musi ściśle przylegać do ciała i być wypełniony w 100% naszą piersią. Czasem błędem nie jest źle dobrana wielkość miseczki chociaż tak nam się zdaje. Bardzo często nie "wtrzepiemy się" (jak to mówi moja brafitterka) dobrze w biustonosz przez co mamy wrażenie, że nasz stanik jest za duży, a wcale tak nie jest. Zwróćcie uwagę czy nie robią wam się wałeczki pod pachami, a jeśli tak jest, to tą pierś, która ucieka spróbuj umieścić w miseczce zagarniając ją do środka. Taki zabieg powinien ją wypełnić. Jeżeli jednak nadal jest za luźna to oznacza, że biustonosz jest źle dobrany.


BŁĄD PIĄTY - "ZBYT MAŁA MISECZKA"!


To kolejny z najczęściej popełnianych błędów podczas dopasowywania biustonosza! Biust nie ma prawa nam się wylewać ani pod pachą, ani górą, a tym bardziej dołem (choć mam nadzieję, że to już wiecie). Jeżeli tak się dzieje to musimy sięgnąć po większy rozmiar miseczki! W takim małym rozmiarze zamiast dwóch piersi mamy cztery i to dosyć mocno zdeformowane. Nie chcemy przecież wyglądać jak kosmita, prawda?W końcu to tak jakbyśmy chcieli włożyć dwa, soczyste jabłuszka do zbyt małych koszyczków :)



Wszystkie Was serdecznie zachęcam do obejrzenia poniższego filmiku, który to po części zainspirował mnie do napisania tego posta.Wszystkie zdjęcia, które wykorzystałam we wpisie to właśnie scenki z tego filmu. Moim zdaniem to jeden z lepszych i najbardziej konkretnych na YOUTUBE, a jest ich tam wiele!


Mam jednak cichą nadzieję, że żadna z Was nie nosi źle dobranego biustonosza. Statystyki mimo wszystko są zatrważające, bo aż 80% kobiet nosi źle dobraną bieliznę! Lepiej mieć dwa naprawdę idealne staniki, niż tysiąc fatalnych, w których chodzimy z przymusu i każdego dnia marzymy tylko by móc wreszcie je zdjąć! Pamiętajcie o tym podczas kolejnych zakupów! W tych czasach biustonosz wcale nie musi być niewygodny, ramiączka nie muszą się "wpijać" w skórę, a zapięcie nie musi podjeżdżać do góry! Mamy tyle sklepów, tyle firm, tyle pięknym modeli, że każda z nas znajdzie dla siebie coś wyjątkowego. Ja w najbliższym czasie muszę wymienić całą szufladę z bielizną, bo rozmiar zdecydowanie mi się zmienił. Jest to jednak dla mnie na tyle ważne, że nie zbagatelizuję tego problemu, bo wiem jakim cudownym uczuciem jest noszenie perfekcyjnie dobranego biustonosza!


PRZY OKAZJI DOBIERANIA BIUSTONOSZA POŚWIĘĆ TAKŻE CHWILĘ NA SAMOKONTROLĘ PIERSI!

Być może wydaje Ci się to głupie i zbędne, ale dzięki tym kilku minutom możesz URATOWAĆ SWOJE ŻYCIE! Oprócz tego oczywiście należy kontrolować piersi podczas badań ginekologicznych co najmniej raz do roku!
DBAJ O SIEBIE!
W KOŃCU LEPIEJ ZAPOBIEGAĆ NIŻ LECZYĆ! 
www.panachesport.pl



21 stycznia 2013

PODSUMOWANIE TYGODNIA

Tym razem postanowiłam napisać taki dosyć szybki post, bo tak mnie bolą oczy, że ledwo już patrzę w monitor. Chyba to coś, co mnie dopada to grypa i w sumie nie byłoby w tym nic dziwnego, bo dawno nie chorowałam, a do tego wczoraj byłam narażona na wysokie temperatury i kichających na mnie ludzi. Efekty widać natychmiast... Idealne warunki dla wszelkich zarazków i wirusów. Nie poddam się jednak z treningami, bo słowo się rzekło i mam zamiar codziennie coś robić, cokolwiek by to nie było, ale nie wytrzymam już leżąc cały dzień w łóżku. Ja się w końcu nie poddaję!!!

Przed chwilą dostałam wielki zastrzyk pozytywnej energii po mojej pysznej kolacji! Dziś na moim talerzu pojawiła się kasza gryczana z warzywami, a konkretnie danie gotowe firmy SYS, o której już kiedyś pisałam. Parę dni temu dostałam kolejną tajemniczą paczuszkę, która już taka tajemnicza nie jest... no i nie jest już taka pełna, bo jej zawartość szybko pochłaniam :) Wiecie co jest najśmieszniejsze? Jakiś czas temu na samą myśl o kaszy robiło mi się słabo (złe doświadczenia z dzieciństwa?), a teraz zajadałam się tym daniem do tego stopnia, że myślałam, że i widelec połknę!



Oto co znalazłam w paczuszce! 



Normalnie same pyszności! Zupa z soczewicy, Krupnik, Kapuśniak, Pieczarkowa, Kasza gryczana z warzywami, Ryż z pomidorami i papryką, Kasza jęczmienna z soczewicą, Ryż z groszkiem i marchewką, a do tego włoszczyzna i cebulka suszona. 

Te gotowe dania odkryłam już jakiś czas temu (no dobrze, mój tata odkrył i kupił, a ja zjadłam) i z czystym sumieniem mogę je polecić! To dobra metoda na pyszny, zdrowy i niskokaloryczny posiłek lub dodatek do niego, który możemy przyrządzić w bardzo krótkim czasie. Wszystkie dania pozbawione są chemii spożywczej o co w obecnych czasach nie łątwo, a do tego smakują jak domowe! Uwielbiam je! Do tej pory nie zdążyłam jeszcze spróbować wszystkich smaków, ale jestem na bardzo dobrej drodze do tego :) Jak na razie mogę Wam serdecznie polecić zupę z soczewicy (najlepsza jaką jadłam), kaszę z warzywami oraz ryż z pomidorami i papryką. MNIAM! Są już nawet przepisy, do których można zastosować te dania! Więcej na temat produktów napiszę Wam już wkrótce! (jak spróbuje kolejnych smaków). Oprócz tego w związku z nawiązaniem współpracy z firmą SYS już wkrótce pojawi się niespodzianka dla Was!


Miałam iść dziś na pocztę odebrać kolejną przesyłkę ze współpracy, ale niestety nie miałam takiej możliwości. Pod moim blokiem jest jedno wielkie lodowisko, a ja na pocztę mam z górki więc zapewne wywinęłabym orła jak się patrzy :) Taniec na lodzie pierwsza klasa! Próbowałam wyjść ze śmieciami i też się nie udało. Byłam bardzo bliska od zrobienia szpagatu, ale wreszcie wylądowałam na swoich 4 literach więc pomyślałam, że to bezsensu i wróciłam do klatki. Mam nadzieję, że jutro warunki do przemieszczania się będą zdecydowanie lepsze niż w dniu dzisiejszym chociaż nie to zapowiadali w prognozie pogody. I tak muszę przyznać, że dla chcącego nic trudnego. Patrząc przedtem przez okno widziałam biegnącego mężczyznę! Jego sportowe buty strasznie ślizgały się na lodzie, ale chwilę później wbiegł na drogę i kontynuował jogging po niej. Byłam pod wielkim wrażeniem! Mój kot jednak nie był aż pod takim wrażeniem jak ja mimo, że cały dzień leniwa paskuda spędziła na siodełku rowerka treningowego, który stoi obok okna. Dziś okrzyknęłam ją HULA-KOTA, zobaczcie same dlaczego... Niewiele brakowała aż sama by zaczęła kręcić :)




Dziś poniedziałek, niebieski poniedziałek o czym pisałam Wam w poprzednim poście, ale nic nie może mi zepsuć humoru! Może i nie czuję się rewelacyjnie, ale zaraz przystępuje do kolejnego treningu! Przyszedł jednak czas na podsumowanie mojego pierwszego (po długiej przerwie) tygodnia ćwiczeń, w którym wdrażałam się na nowo w treningi. Cudów niestety nie ma, ale lepsze to niż nic! Ważne, że znowu zmotywowałam się do działania i walki, bo mam o co walczyć... Tym razem jednak nie wyznaczam sobie już celów, bo obawiam się, że byłoby mi niesamowicie przykro gdybym nie osiągnęła takich efektów jak bym chciała. W marcu minie pół roku od początku mojej metamorfozy, a w kwietniu rok od postanowienia, że chcę coś w moim życiu zmienić... Jestem na dobrej drodze i zbliżam się do upragnionych efektów. Nie będę się na nic nastawiać, będę cieszyć się z każdego utraconego centymetra, a także kilograma! 

A oto podsumowanie mojego tygodnia:

WTOREK 15.01.2013 - JOGGING 3km + BALANCE TRENING & SUPERSET + ĆWICZENIA NA BRZUCH (10 minut)
NIEDZIELA 20.01.2013 - BALANCE TRENING + SUPERSET + 100 ŻABICH BRZUSZKÓW

To już 40 treningów z Ewą! Oczywiście powinno być DUŻO, DUŻO więcej po prawie 5 miesiącach, ale teraz obiecałam sobie, że będę walczyć niemal codziennie choćby miało mnie to wykończyć! Cieszę się i z tego!

Zaczynam również spisywać swój DOKŁADNY (tym razem) JADŁOSPIS żebyście miały dokładny wgląd w moją dietę. 



google.pl
Na koniec chciałam jeszcze dodać, że zdaję sobie sprawę jak nieprawdopodobnie brzmi to, że za sprawą jednej osoby (w tej roli EWA CHODAKOWSKA) schudłam 10 kg i zmieniłam swoje życie, a raczej jestem na dobrej drodze do tej zmiany. Możecie wierzyć lub nie, ale ja wiem swoje i jestem za to Ewie niesamowicie wdzięczna. Nie mam zamiaru się poddawać, a negatywne komentarze nie działają na mnie tak jak powinny. Wręcz odwrotnie! Mogę być gruba, mogę mieć nadwagę i być brzydka, ale wolę mieć balast w postaci nadprogramowych kilogramów niż niedobór szarych komórek. Wierzę, że siłą woli można "góry przenosić", że moc naszego umysłu wcale nie jest przeceniona! Myśląc pozytywnie można zdziałać cuda i stać się o wiele lepszym człowiekiem, ale to wszystko jest kwestią podejścia. Ja nie pluje jadem i przestałam narzekać, bo to mija się z celem. Od momentu gdy zaczęłam swoją przemianę wiele rzeczy się zmieniło w moim życiu, ale nic by się nie zmieniło, gdyby nie to, że uwierzyłam, że POTRAFIĘ! Uwierz i TY! Ja trzymam bardzo mocno kciuki za każdą przemianę zarówno wewnętrzną jak i zewnętrzną każdej z Was! Jeśli nie widzicie efektów doceńcie chociaż to, że próbujecie, bo ten kto próbuje jest zawsze bliższy do osiągnięcia celu niż ten, który zalega na kanapie nie robiąc zupełnie NIC! 
A na jakim etapie teraz TY jesteś? 

Uciekam się "treningować" i kurować... 
Nie chcę marnować ani chwili dłużej na narzekanie, że coś w moim życiu nie jest takie jak być powinno. Zmienię wszystko co mi nie pasuje! I wierzę, że wszystko się uda :) 
W tym przypadku powiedzonko "są dwa uda, albo się uda albo się nie uda" zamieniam na jedno "udo"! W końcu wkrótce (mam nadzieję) obwód moich obydwu ud będzie prawie taki jak kiedyś jednego! 

Walczcie i nie dajcie się grypie tak jak ja! Dobrej nocy kochane!

"BLUE MONDAY" nas nie dotyczy!

Wszystkie media w dniu dzisiejszym donoszą, że obchodzimy NAJBARDZIEJ DEPRESYJNY DZIEŃ ROKU czyli "BLUE MONDAY". Muszę przyznać, że pierwszy raz słyszę o takim dniu, a pojęcie to zostało wprowadzone w 2004 roku! 
google.pl

Cliff Arnall wprowadził to określenie na poniedziałek, który przypada w ostatnim, pełnym tygodniu stycznia, a zatem ten dzień faktycznie powinien mieć miejsce dziś. Termin ten oznacza dosłownie "smutny, przygnębiający poniedziałek". Twórca tej teorii - brytyjski psycholog z Cardiff University wyznaczył nawet dokładny wzór matematyczny, który uwzględnia takie czynniki jak warunki meteorologiczne (krótki dzień, niskie nasłonecznienie), psychologiczne (świadomość niedotrzymania postanowień noworocznych) i ekonomiczne (czas, który upłynął od Bożego Narodzenia powoduje, że kończą się terminy płatności kredytów związanych z zakupami świątecznymi).


Stan naszego zdrowia psychicznego przedstawia formuła:
\frac{[W + (D-d)] \times T^Q}{M \times N_a}


google.pl
w czym:
  • W - pogoda (ang. weather)
  • D - dług, debet (ang. debt)
  • d - miesięczne wynagrodzenie
  • T - czas od Bożego Narodzenia (ang. time)
  • Q - niedotrzymanie postanowień noworocznych
  • M - niski poziom motywacji (ang. motivational)
  • Na - poczucie konieczności podjęcia działań (ang. a need to take action)

Blue Monday na podstawie wzoru wyznaczono na:
  • 24 stycznia 2005
  • 23 stycznia 2006
  • 22 stycznia 2007
  • 21 stycznia 2008
  • 19 stycznia 2009
  • 25 stycznia 2010
  • 24 stycznia 2011
  • 16 stycznia 2012
  • 21 stycznia 2013

W 2011 roku Arnall zmienił sposób wyznaczania Blue Monday, wskazując 17 stycznia jako najgorszy dzień roku. Szybsze nadejście tego dnia (trzeci, a nie czwarty poniedziałek stycznia) umotywował kryzysem finansowym. (źródło: wikipedia.pl)

A co Wy myślicie o tym zjawisku? Czy ono faktycznie może przekładać się jakoś na nasz stan psychiczny? Nie wiem jak Wy, ale ja dziś czuję się bardzo źle, ale jest to raczej spowodowane spadkiem odporności mojego organizmu. Zaczyna pobolewać mnie gardło, a do tego na ustach zrobiła mi się koszmarna opryszczka, która wyskakuje mi zawsze gdy tylko zaczynam chorować. W sumie to jedyne powody dlaczego dziś bardzo źle spałam i czuję się fatalnie. Nie jest to zdecydowanie wpływ żadnego zjawiska jak BLUE MONDAY. Kredytu na Święta nie brałam, pogoda już na mnie nie działa, a postanowień staram się dotrzymywać i póki co idzie mi świetnie!

google.pl
Wydaje mi się, że to siłą sugestii dziś tyle osób czuje się faktycznie kiepsko, a nie z powodu tego wyżej podanego przeze mnie wzoru matematycznego, który rzekomo ma przedstawiać nasz stan psychiczny na dzień dzisiejszy.

Ja czuję się całkiem dobrze jak na osobę, którą bierze choróbsko, ale ja się nie dam! Za chwilkę zjem przepyszny obiadek, a potem przystąpię do ćwiczeń. Nie pozwolę by coś zepsuło mi dziś humor! Myślałam również o pójściu na basen, ale zdecydowanie ten pomysł odpada przez to "zimno" na ustach. Mam przynajmniej dodatkową chwilę dla siebie... 
A Wy? Przyłączycie się dziś do mnie podczas kolejnego dnia ćwiczeń? 
Do tego wszystkie będę się dziś wspierać gorzką czekoladą 90% i zieloną herbatą, która ma działanie poprawiające humor! Podobno do takich "poprawiaczy nastroju" należą także banany, których nie zawaham się spożyć! :D
Nie dajmy się pogodzie, ani innym czynnikom, które mogą faktycznie powodować depresję! Już wkrótce będziemy wszystkie ZDROWE I PIĘKNE, bo nie poddajemy się! Walka o siebie czyni nas potężnymi wojowniczkami... Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych nawet w taki dzień! Mam nadzieję, że i Ty uśmiechniesz się dzisiaj i powiesz z radością, żeby BLUE MONDAY znikał gdzie pieprz rośnie ;)

Ściskam cieplutko i przekazuje Wam telepatycznie odrobinę mojej motywacji! <3





20 stycznia 2013

PnŚ - Wyprawa po NOWE ŻYCIE do EWY CHODAKOWSKIEJ

No i nadeszła ta "wiekopomna" chwila i muszę zdradzić Wam wszystkie szczegóły dotyczące mojej, a w zasadzie "naszej" wyprawy do Warszawy i udziału w programie TVP2 "Pytanie na Śniadanie" z Ewą Chodakowską. 



Często pytacie mnie jak to się stało, że w ogóle zostałam zaproszona do programu i skąd się tam wzięłam więc już odpowiadam, bo to żadna tajemnica. Jakiś czas temu Ewa Chodakowska na swoim Fan Page'u na Facebooku utworzyła nowe wydarzenie: "METAMORFOZA Z CHODAKOWSKĄ PYTANIE NA ŚNIADANIE :)" Byłam pierwszą osobą, która postanowiła wrzucić tam swoje zdjęcia, bo jak wiecie największa motywacją dla mnie jest BYCIE MOTYWACJĄ DLA WAS! Długo czekać nie musiałam, bo Ewa odezwała się niemal natychmiast i zaprosiła mnie do udziału z programie PnŚ. Z radości skakałam aż pod sufit, bo wiedziałam, że to będzie świetna metoda na dotarcie do innych osób, które potrzebują motywacji. Nie zastanawiałam się ani chwili i stało się! Wszystko było niemal dopięte na ostatni guzik, ale niestety ze względu na mecz Agnieszki Radwańskiej program musiał być skrócony. Jednak co się odwlecze to nie uciecze i zostałam zaproszona ponownie na kolejny piątek, który właśnie nastąpił 18.01.2013! Klamka zapadła, odwrotu nie miałam więc zebrałam się do kupy i postanowiłam wyruszać w drogę jednocześnie robiąc sobie wagary od uczelni ;)


Położyłam się spać o godzinie 23:00, ale w między czasie obudził mnie potworny ból brzucha... oczywiście jak na złość! Spałam do godziny 1:00, a potem trzeba było się szybko zebrać, zapakować buty sportowe, odśnieżyć samochód i wyruszyć w drogę! Wyjechaliśmy o 2:30, ale ja już po godzinie miałam dosyć do tego stopnia, że chciałam się wrócić, ale pomyślałam, że nie mogę, bo przecież wszystkie na mnie liczycie. Padał koszmarny, zmrożony deszcz, który przymarzał mi do szyby, a do tego jeszcze nie mogłam znaleźć otwartej stacji benzynowej. Chyba jeszcze nigdy nie jechało mi się tak fatalnie jak wtedy, ale teraz wiem, że warto było! W końcu mnie "poznałyście"!

Do Warszawy dojechałam o 7:30 rano i utkwiłam w korku mimo, że powinnam być już w studio i wtedy dopiero zaczęły się nerwy! Dojechaliśmy na miejsce o 8 i jak tylko weszłam to obleciał mnie strach. Myślałam, że chyba zwariowałam :) Chwilę później siedziałam już w fotelu gdzie poprawiano mi makijaż. Czułam się strasznie zmęczona, ale starałam się tego nie okazywać, a potem adrenalina zrobiła swoje! Zawsze obiecuje sobie, że kolejna wyprawa będzie przy udziale PKP, ale co poradzić kiedy nie mam zniżki studenckiej, a bilety są okropnie drogie i to do tego stopnia, że taniej wychodzi podróż samochodem? Gdy zobaczyłam Ewę humor od razu mi się poprawił! To na prawdę cudowna, miła i taka ciepła osoba! Niesamowicie elokwentna i przyjazna dla wszystkich w otoczeniu, a do tego wyjątkowo energiczna, zarażająca swoim entuzjazmem. Czułam się strasznie dziwnie, bo przecież tyle czasu oglądam Ewę Chodakowską na monitorze mojego komputera, a teraz miałam możliwość poznać ją osobiście i o wszystko zapytać. W sumie to zadałam bardzo mało pytań, bo jednak zmęczenie sprawiło, że ledwo mogłam zebrać do kupy swoje myśli.

google.pl

Całe nagranie trwało tylko 2,5 minuty, a potem drugie nasze wejście 3,5 minuty... Byłam trochę zaskoczona, że to tak krótko będzie trwać, liczyłam na te minimum 10 minut, bo mam przecież tyle do powiedzenia :) Do tego Ewa się przejęzyczyła przez co zaraz posypały się komentarze na FB. A dlaczego się pomyliła? Spróbujcie zadawać pytania zaproszonej osobie, słuchać producenta w słuchawce oraz tłumacza, który testował swój mikrofon, a do tego jeszcze słuchajcie odpowiedzi osoby, którą zaprosiliście... Ewa była wściekła, bo chciała żeby to wyglądało inaczej, chciała dłużej ze mną porozmawiać, bo to przecież o to głównie chodziło w nowym cyklu "KULTURA FIZYCZNA - NOWE ŻYCIE Z EWĄ CHODAKOWSKĄ". Cały czas myślałam o tym by pochwalić się tym, że motywuje innych prowadząc swojego bloga jednak nie miałam do tego możliwości przez co też nie byłam zadowolona, ale późniejsza rozmowa z Ewą zrekompensowała mi wszystko! Muszę powiedzieć, że ta kobieta jest "niesamowicie niesamowita"! Fakt faktem jest bardzo zakręcona, ale kto by nie był dostając kilkaset wiadomości dziennie i mając tyle swoich obowiązków. Na prawdę Ją podziwiam i to teraz jeszcze bardziej! Czułam się lekko skrępowana co jest dla mnie nietypowe! Osoba, która sprawiła, że odżyłam stała przede mną! Niesamowite uczucie :) Ale wolałabym zbyt blisko Ewy nie stać... Przy niej wyglądałam jak wielka kula! :) Achhh jak bym chciała wyglądać choć częściowo jak ONA, ale chyba nie mam predyspozycji genetycznych do tego. Chociaż kto wie? Może kiedyś się uda? Póki co muszę znosić mój drugi podbródek, który było widać podczas ćwiczeń, a do tego ten nadmiar tłuszczyku, który grzeje mnie zimą :) Z resztą Ewa sama stwierdziła, że Jej jest zawsze zimno, a to by wiele tłumaczyło :D

Po nagraniu, tak około 10 pożegnałam się z Ewą, która miała na prawdę nieciekawy humor, bo chciała opowiedzieć więcej o mojej metamorfozie... ale już jej obiecałam, że spotkamy się za kolejne 3 miesiące kiedy to osiągnę już na tyle spektakularny efekt, że będzie go można śmiało pokazywać publicznie! Pojechaliśmy z moim "połówkiem" na śniadanie do Galerii Mokotów i jedyne miejsce, które zasługiwało o tej 10 rano na uwagę to był Jeff's. Zjadłam kawałek ohydnego omleta, kilka pełnoziarnistych tostów, wypiłam kawę i byłam gotowa do drogi. W końcu przede mną było kolejne 300 km!  W międzyczasie jedząc śniadanie poobserwowaliśmy grupę dzieci, która o 10 rano stołowała się w Mc Donaldzie - A FU! Jeszcze trochę pochodziliśmy po centrum handlowym, głównie po sklepach z odzieżą sportową, a potem na chwilę opadliśmy na kanapach i wtedy przeżyłam szok i utwierdziłam się w przekonaniu, że nigdy nie będę mieszkać w Warszawie! Niedawno o tym myślałam, bo w tym mieście pojawiają się większe możliwości głównie zawodowe, ale teraz wiem, że byłby to spory błąd. Nie odnalazłabym się w takim miejscu! No, ale do rzeczy... Siedzieliśmy na kanapie aż tu nagle podeszła do nas kobieta i mówi: "Przepraszam, ale czy mogliby Państwo mi zrobić miejsce, bo muszę przewinąć dziecko!", odpowiedziałam, że w toaletach są specjalnie do tego przeznaczone miejsca z "przewijakami", a ta kobieta zaczęła do nas pyskować! "Że jej się nie chce chodzić, że ona musi teraz, że mamy jej zrobić miejsce". Szczerze mówiąc zgłupiałam... No cóż, nie ma to jak zmieniać dziecku pieluchę na środku centrum handlowego i to na białej, skórzanej kanapie... Wybaczcie, ale nigdy nie zrozumiem takiego zachowania. Szczyt lenistwa i całkowity brak wstydu... W sumie tego dnia spotkało mnie kilka dziwacznych sytuacji i zdecydowanie nastawiłam się przeciw jakiejkolwiek zmianie w moim życiu, a przynajmniej takiej związanej z przeprowadzką. Nie zrozumcie mnie źle, ale tutaj mi dobrze! :)

Powrót z Warszawy do Krakowa był koszmarem... zaczął sypać śnieg, mój telefon z GPS'em się rozładował, a telefon mojego chłopaka jest na amen wyłączony. Mam czasem tak kiepską orientację w terenie, że potrafię wylądować całkowicie w innym miejscu niż powinnam, ale w rezultacie mojego błądzenia zrobiłam kilka kilometrów mniej i nie stałam w korku w Jankach :) Nie ma przecież tego złego... W Radomiu miałam kryzys i myślałam, że nie będę w stanie dalej jechać, ale mimo wszystko dałam radę. Zatrzymałam się dopiero W Jędrzejowie, bo już nie widziałam na oczy. Zdrzemnęłam się na chwilkę i wyruszyłam dalej! W Krakowie byłam o 19...

To był bardzo długi i intensywny dzień, a ja odzwyczaiłam się od takich eskapad chyba się starzeję) :) Nie żałuję jednak ani przez chwilę, że pojechałam, bo zmotywowałam się jeszcze mocniej! Chcę być chodzącą motywacją i przykładem i właśnie z tego powodu przez ten weekend uśmiech nie znikał mi z twarzy mimo tego zmęczenia i niewyspania! Moje życie zmierza w dobrym kierunku co niezmiernie mnie cieszy... Teraz muszę dążyć do osiągnięcia upragnionego przeze mnie efektu, a potem wynagrodzę się NOWYM TATUAŻEM! Powoli zaczynam już szukać wzoru. Mój pierwszy tatuaż powstał w momencie gdy odzyskałam niezależność i tym samym SIEBIE! Teraz, ten kolejny również będzie mieć bardzo duże znaczenie.

NOWE ŻYCIE Z EWĄ CHODAKOWSKĄ to bardzo adekwatny tytuł dla nowego czasu antenowego, który został podarowany Ewie w PnŚ! Ja zmotywowałam się dzięki Niej, a teraz Ja motywuje innych... to jedna wielka reakcja łańcuchowa! Teraz przyszła pora na Was! Wy musicie zmotywować kolejne osoby swoimi efektami!

PAMIĘTAJCIE! Do mnie możecie zawsze napisać, a ja postaram się pomóc jak tylko będę mogła! Zadawajcie pytania i piszcie co chcielibyście przeczytać. Wspierajmy się, a tylko wtedy osiągniemy PEŁNY SUKCES! <3

SERDECZNIE WAM DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚCIE, ŻE CZYTACIE! 
Wasze efekty i sukcesy, nawet te najmniejsze są także moimi! Chciałam powiedzieć to na antenie programu, ale niestety nie miałyśmy na to z Ewą czasu więc pisze to teraz! DZIĘKUJĘ!

BRAFITTING - "Trudna" sztuka wybierania stanika!

Fot. Agencja Fotograficzna "KUBIK"
Katalog bielizny AVA LINGERIE 2012/2013
Moje drogie! Tym razem odbiegnę trochę od głównej tematyki bloga choć cały czas będę krążyć blisko niej. Od dłuższego czasu obserwuję u kobiet (także u moich koleżanek) brak umiejętności dopasowywania biustonoszy. Przeglądając blogi również natrafiam na liczne błędne interpretacje wyników lub złe pomiary, które skutkują fatalnie dopasowanymi biustonoszami, które nie dość, że są potwornie niewygodne to jeszcze mogą trwale zdeformować piersi! Nie bagatelizujcie więc problemu tylko dobierzcie idealny stanik, który utrzyma nawet największy biust.

Otóż zauważyłam, że podstawowym problemem w poprawnym doborze biustonosza jest niska świadomość, że rozmiar przez Was noszony tak na prawdę nie jest idealnie dopasowany do biustu. Niestety jeszcze w wielu sklepach z bielizną pracują bardzo niedoinformowane ekspedientki, które jako, że teoretycznie mogą być uważane za autorytet "pomogą" przy wyborze tak, że wyjdziemy ze sklepu z lżejszym portfelem i niewygodnym biustonoszem. Pamiętam to doskonale, bo zawsze miałam z tym problem. Dawniej jednak nie chodziło o złe dobieranie bielizny, ale o jej niedostępność w określonych rozmiarach. Praktycznie aż do niedawna nie nosiłam idealnego stanika czego konsekwencją są moje bóle kręgosłupa i skrzywienie go w odcinku piersiowym. Jako nastolatka kupiłam sobie przepiękny komplet bielizny z czego biustonosz był w rozmiarze 80C. Taki rozmiar poleciła mi Pani w sklepie. Teraz już wiem, że to nie była kwestia źle dobranego fasonu, a ZŁEGO ROZMIARU! Miałam wtedy około 168 cm wzrostu i nie sądzę by mój obwód pod biustem przekraczał 80 o czym również świadczy to, że ważyłam wówczas jakieś 52kg - miałam 15 lat. Wcześniej nosiłam miękkie, sportowe biustonosze, bez fiszbin, które wbijałyby się w skórę podczas bandażowania (Tak! Bandażowałam swoje piersi by nie było ich widać). Z tego co pamiętam kolejne biustonosze kupowałam już w rozmiarze 75D lub 75DD, ale też nie były one dobrze dopasowane. Niestety, wtedy nie miałam wyboru, bo w mojej, niewielkiej miejscowości nie było lepszych sklepów z bielizną, a konkretnie takich, w których znalazłabym większe rozmiary.

Swoje pierwsze (w miarę) dobrze dopasowane biustonosze kupiłam dopiero podczas zakupów w Krakowie, na które jeździłam średnio co 2 miesiące. Wtedy moim oczom ukazała się firma Samanta i Elle (obecnie Ewa Bień). Nosiłam wówczas 75E/75F (miałam ok. 98 w biuście i 76 pod biustem) i tak pozostało aż do niedawna. Konkretniej rozmiar zmienił mi się dopiero około 5 lat temu i tutaj pojawiły się schody...

zwierciadlo.pl


Ale może od początku...

Najważniejsze przy dobrym dobraniu biustonosza jest dokładne zmierzenie się na szerokości biustu oraz pod biustem, a następnie dobrać fason idealny dla naszej sylwetki! Na szczęście w tych czasach dostępne są przeróżne rozmiary oraz fasony i dzięki temu mamy pewność, że znajdziemy coś dla siebie!



Panache CLEO
KROK 1. OBWÓD POD BIUSTEM - ROZMIAR BIUSTONOSZA
Żeby zmierzyć się pod biustem musimy stanąć przed dużym lustrem tak żebyśmy wyraźnie się widziały!
MIERZYMY SIĘ NA WYDECHU trzymając centymetr bardzo ciasno! Centymetr musi ściśle przylegać do ciała i być w linii równoległej do podłogi. Przy większym biuście dobrze jest skorzystać z czyjejś pomocy, bo musimy wówczas unieść piersi do góry żeby pomiar był dokładny. To samo w przypadku Pań o bardziej obfitych kształtach. Pamiętajcie, że centymetr musi być równo! Nie powinien być ani niżej ani wyżej na plecach niż z przodu!

Zmierzone? Mnie wyszło 76 cm.
Wynik zawsze zaokrąglamy w dół czyli w moim przypadku do 75, ale to nie jest mój rozmiar! Od zaokrąglonego wyniku odejmujemy 5 lub 10 cm. W moim przypadku to 70 lub 65 - I TO JEST MÓJ ROZMIAR! Ja wolę bardziej ścisłe biustonosze więc zawsze wybieram rozmiar mniejszy tj. 65

UWAGA! Biustonosz będziemy zapinać na ostatnią haftkę! Gdy biustonosz podczas eksploatowania będzie nam się rozciągał będziemy mogły jego obwód zmniejszyć zapinając go na środkową lub pierwszą haftkę.

KROK 2. OBWÓD W BIUŚCIE - MISECZKA
Do mierzenia ubieramy miękki biustonosz bez usztywnianych miseczek! W pozycji wyprostowanej mierzymy obwód piersi w widocznie najszerszym miejscu. Przy tym pomiarze nie ściskamy centymetrem piersi, ale zostawiamy około 1cm luzu tak żeby dało się pod niego swobodnie włożyć palec.
Gotowe? U mnie to 103 cm.

KROK 3. ODNAJDUJEMY ROZMIAR MISECZKI W TABELI ROZMIARÓW PRODUCENTA
Tabela przedstawia rozmiary biustonoszy mojej ulubionej, angielskiej marki PANACHE 



Jak odnaleźć rozmiar? TO PROSTE!
W "kroku 1" wyszło mi 70 lub 65, ale wolę 65... Z kolei w "kroku 2" wyszło mi 103 cm.
Jak widać powinnam nosić rozmiar 65(UK30) i miseczkę HH!

ZGADZA SIĘ! Taki dokładnie noszę rozmiar! 
Jak widzicie gdybym zdecydowała się na obwód 70 (który wiem, że będzie dla mnie za luźny) nosiłabym miseczkę GG.

PAMIĘTAJCIE!
np. 75B to nie to samo co 80AA, 70D i 65E (mimo, że wszędzie w biuście jest 89 cm)

PRZYKŁAD:
Powiedzmy, że do tej pory nosiłaś 75C, bo masz 75 cm pod biustem i 91,5 cm w biuście! ŹLE!
Powinnaś nosić conajmniej 70DD lub nawet 65F!!!
Nigdy nie pozwól sobie również wmówić, że nosisz 80A!

SPÓJRZ TYLKO JAKIE TO PROSTE!
BRAWO! WŁAŚNIE POZNAŁAŚ SWÓJ ROZMIAR!!! 

Znajomość rozmiaru to jednak nie wszystko! Musimy także znać podstawowe zasady, którymi powinnyśmy się sugerować już podczas mierzenia biustonosza, ale o tym postaram się napisać w jednym z kolejnych wpisów. Jestem jedną z tych osób, która wierzy, że dobrze dobrany biustonosz zapewnia nie tylko komfort podczas noszenia, ale także niezwykłą pewność siebie i cudowne samopoczucie! Możecie mi wierzyć lub nie, ale noszenie idealnie dopasowanej bielizny potrafi zadziałać cuda! Określcie swój rozmiar i koniecznie spróbujcie go przymierzyć, a przekonacie się że warto! 

Klinika Stanika