Piekne Zdrowie - Blog o zdrowiu i urodzie

11 maja 2013

KOSMETYCZNIE - Moja recenzja kosmetyków Oriflame

Witajcie kochani!
Dziś w związku z tymi zaległościami postanowiłam wreszcie napisać Wam recenzję kosmetyków, które dostałam do testowania jakiś czas temu. Zaczynam zauważać, że potrzeby mojej skóry znacznie się zmieniły od momentu gdy zaczęłam prowadzić zdrowy tryb życia i być aktywna fizycznie. Ostatnio zmagałam się z okropnymi wypryskami na dekolcie i plecach, a wszystko to była sprawka potu. Na szczęście i na to znalazłam rozwiązanie, bo akurat plecy są tą częścią ciała, którą najchętniej chyba pokazuje. 


Mascara LASH EXTREME - Oriflame


Pamiętacie moje poszukiwania tuszu idealnego? Niestety tusz z Oriflame, który wygrałam w konkursie z okazji Dnia Kobiet nie okazał się strzałem w dziesiątkę. Ładnie wydłuża rzęsy i ma fajną lekką konsystencję, ale nadaje się bardziej na dzień niż jako wykończenie wieczorowego makijażu jako, że efekt po nim nie jest aż tak spektakularny jakbym mogła się tego spodziewać. Szczoteczka też nie należy do zbyt wygodnych w użyciu, bo trzeba się troszkę namęczyć by wytuszować dokładnie wszystkie rzęsy. Oczywiście nie pozwolę by tusz się zmarnował dlatego wykorzystuję go właśnie do makijażu dziennego. Myślę, że mogłabym ocenić go na 6/10, a tylko z powodu tego, że efekt nie jest tak spektakularny jakbym tego oczekiwała.



NOURISHING BODY CREAM - Oriflame
(Odżywczy krem do skóry bardzo suchej)


Ten krem dostałam jakiś czas temu od Magdaleny Achtelik z Ori Twój Sukces i muszę przyznać, że był to strzał w dziesiątkę! Kosmetyk bardzo przypadł mi do gustu bo od jakiegoś czasu (szczególnie w zimie) cierpiałam na problem suchej skóry. Już po kilku użyciach kremu mój problem zaczął znikać. Plusem jest również bardzo ładny zapach, który utrzymuje się na skórze. Skóra po użyciu jest odżywiona, nawilżona, ale troszkę lepka bowiem kosmetyk pozostawia na skórze lekką warstwę, która po krótkim czasie również się wchłania. Nie jest to kosmetyk dla tych, którzy lubią szybko wchłaniające się balsamy i kremy. Dużą zaletą jest to, że krem jest bardzo ekonomiczny, bo wystarczy odrobina by nasmarować całe ciało. Niestety bardzo dużym minusem jest zawartość parabenów, których staram się unikać. Podsumowując wszystkie "za" i "przeciw" odżywczy krem do skóry bardzo suchej oceniam na 6/10.


SOOTHE & EXFOLIATE Foot Scrub - Oriflame


Ten kosmetyk również otrzymałam od mojej imienniczki - Magdaleny z Ori Twój Sukces. To kolejny bardzo trafiony kosmetyk, bo od momentu gdy zaczęłam ćwiczyć moje stopy "obrastają" w odciski choć im mniej ważę tym mniej ich się pojawia. Wcześniej nie mogłam ubrać żadnych butów, bo od razu bolały mnie stopy. Peeling funduje stopom regularnie choć najczęściej używam w tym celu zwykłej, gruboziarnistej soli. Akurat ten kosmetyk dodatkowo, oprócz tego, że oczywiście z grubsza złuszcza zrogowaciały naskórek, również bardzo przyjemnie odświeża stopy. Plusem jest też bardzo przyjemny, owocowy zapach. Oczywiście przy większych odciskach żaden peeling nie pomoże, ale regularne stosowanie może nas przed takimi problemami uchronić. Kosmetyk niestety również zawiera sporo parabenów co jest jedyną wadą jaką udało mi się znaleźć. Peeling oceniam na 7/10.


Bardzo długo nie stosowałam żadnych kosmetyków firmy Oriflame i cieszę się, że teraz miałam okazję je przetestować. Z tego co pamiętam Oriflame zawsze konkurowało z Avonem i na chwilę obecną mogę z czystym sumieniem potwierdzić, że kosmetyki Oriflame są jednak trochę lepsze. Od dłuższego czasu nie miałam jednak do czynienia z Avonem, ale opieram się na swoich obserwacjach z przed lat.

Ja jednak wolę stosować kosmetyki bez zawartości parabenów, barwników i zapachu ze względu na to, że moja skóra jest bardzo wrażliwa i niewiele trzeba bym się na coś uczuliła. Nie mniej jednak często kupuje zwykłe kosmetyki z drogeriach, a nie w aptekach, ale tylko te, które stosuję od dłuższego czasu i znam ich działanie. 

A Wy znacie i używacie kosmetyków Oriflame? 
Jeśli chciałybyście je wypróbować lub zapoznać się z aktualnym katalogiem zapraszam Was na fanpage: Ori Twój Sukces


9 maja 2013

"Jak schudnąć i nie stracić cycków?"

Witajcie!
Dziś postanowiłam wreszcie odpowiedzieć na pytanie, które ostatnio króluje w wiadomościach od Was. Wiele osób zastanawia stan mojego, dosyć sporego biustu, który troszkę "dostał w kość" podczas mojej metamorfozy. Najczęściej pytacie jak zadbać o biust i co zrobić by go nie stracić... 


Moja odpowiedź będzie krótka i być może nie do końca Was zadowoli, ale... 
NIE DA SIĘ SCHUDNĄĆ NIE GUBIĄC BIUSTU!
No... chyba, że stać Was na dobrego chirurga plastycznego, który wszczepi tu i ówdzie to lub tamto :)

Teraz pewnie myślicie sobie, że opowiadam bzdury, bo u mnie biust pozostał na swoim miejscu... no tak, ale to już kwestia pewnych predyspozycji genetycznych, budowy no i oczywiście stanu wcześniejszego.

Biust od zawsze był moim przekleństwem, bo jak pisałam Wam kiedyś w temacie o brafittingu już w gimnazjum byłam posiadaczką pokaźnego DD, które z czasem zaczęło puchnąć. Niestety z mojego DD zrobiło się JJ, bo taki rozmiar miałam na początku swojej metamorfozy. To nie jest tak, że mój biust nie ucierpiał podczas gubienia zbędnych kilogramów, bo niestety dało mu się to we znaki. Zgubiłam około 11 cm w samym biuście, a także sporo centymetrów w obwodzie przez co mój rozmiar z 65JJ zmniejszył się do 65HH.

Jeszcze w październiku gdy kupowałam mój pierwszy sportowy biustonosz - Panache Sport, mój rozmiar był znacznie większy niż teraz, a mianowicie 70HH. Biustonosz był bardzo ścisły i opięty dzięki czemu rewelacyjnie trzymał biust! Niestety teraz nadszedł moment gdy będę musiała wymienić mój ukochany, niezastąpiony biustonosz sportowy na rozmiar 65HH czyli dwa rozmiary mniejszy w kilka miesięcy!

Teraz wybieram biustonosze o 3, a nawet 4 rozmiary mniejsze w zależności od tego jaki fason kupuję, a zatem jednak mojego biustu proces odchudzania również nie ominął jak wszystkim się wydawało. Ubolewam jednak nad tym, że biust nie może spaść o kolejne kilka centymetrów, bo po tylu latach noszenia takiego balastu chciałabym wreszcie móc się wyprostować!


Dlaczego tracimy biust wprost proporcjonalnie do utraty kilogramów?
Biust zbudowany jest z tkanek: tłuszczowej i gruczołowej w różnych proporcjach, a chudniemy w końcu z tkanki tłuszczowej. To od budowy naszych piersi zależy jak będziemy wyglądać "po" i nic na to niestety nie możemy poradzić. Nie można schudnąć tylko z jednej partii ciała, a szkoda, bo wtedy po świecie chodziłyby same ideały! U mnie tkanka tłuszczowa najbardziej lubi odkładać się na ramionach, biuście i brzuchu, a u innych będą to np. biodra i nogi. Nie możemy zapanować nad tym procesem, a więc możemy się z nim tylko pogodzić!

Szczerze mówiąc nie warto się tym przejmować, bo mamy o wiele więcej atrybutów kobiecości niż sama klatka piersiowa!

Często pytacie mnie również o to w jakim stanie są teraz moje piersi, bo niektóre z Was boją się schudnąć myśląc, że pozostaną im takie "sflaczałe baloniki". Skóra na biuście niestety bardzo powoli wraca do normy, albo nie wraca wcale! Naszym wrogiem nr. 1 nie powinny być jednak ćwiczenia i diety, a GRAWITACJA, bo to jej sprawka. Oczywiście istnieją metody by biust prezentował się dobrze nawet w głębokich dekoltach. Ja w tym celu stosuję serum do delikatnej skóry na piersiach z firmy Eveline.

Regularne stosowanie minimalizuje ryzyko powstania rozstępów, a do tego wygładza i lekko napina skórę. Niestety samo serum cudów nie zdziała! Do tego warto dołączyć ćwiczenia, które angażują (bardzo słabe zazwyczaj) mięśnie klatki piersiowej np. klasyczne pompki. Ja wykonuje ich sporo, a do tego stosuję również inne treningi, które angażują tą partię ciała, bo warto! Podobna sytuacja dotyczy Pań z małym biustem, bo ćwiczenia klatki piersiowej mogą sprawić, że biust będzie bardziej kształtny i widoczny. Wystarczy kilka minut dziennie, a zachowamy piękny, młody dekolt jednocześnie gubiąc te nadprogramowe kilogramy.

Czego chcieć więcej?
Jeśli biust pozostałby w tym samym rozmiarze to wierzcie mi na słowo... grawitacja zadziałałaby na niego szybciej niż myślicie, a nie chciałybyście chyba przerzucać sobie cycków na plecy podczas aktywności fizycznej? Ja zawsze tłumaczyłam sobie brak ruchu tym, że chciałabym zachować swój piękny uśmiech i nie wybić sobie zębów np. podczas biegania :) Teraz na szczęście ten problem powoli zaczyna znikać... Znika wraz ze znienawidzonymi kilogramami i naprawdę nie mam powodów do narzekania!


Moje drogie Panie! Coś za coś, ale tak czy inaczej uwierzcie... 
WARTO WZIĄĆ SIĘ ZA SIEBIE!
W końcu mamy do dyspozycji jeszcze biustonosze Push-Up ;)


P.S Moje drogie! Pamiętajcie, że nie samym odchudzaniem człowiek żyje... W tym miejscu chciałabym ponownie zwrócić uwagę na samokontrolę piersi! Chudnąc ubędzie Nam z nich kilka centymetrów, może rozmiarów - nie ważne, a i tak tak bardzo się tego boicie... Gdy jednak nie będziemy się badać może ubyć Nam znacznie więcej... Wybór należy do Was! Problem raka piersi dotyka coraz młodszych kobiet więc nie warto sobie wmawiać, że "mnie to nie dotyczy". Jesteś kobietą? Ten problem dotyczy również Ciebie! 


Jak poprawnie przeprowadzić samokontrolę piersi:


8 maja 2013

Zaczynam biegać!

Witajcie!
Czy u Was też był dziś taki piękny, letni dzień? Ja nie mogłam się dziś powstrzymać przed wyjściem z domu i to (UWAGA) w krótkich jeansowych szortach! Początkowo czułam się trochę dziwnie, bo nie pamiętam kiedy ostatnio pokazywałam nogi w całej okazałości, ale myślę, że zdałam ten test śpiewająco, a w zasadzie moje nogi go zdały. Nikt się na mnie krzywo nie patrzył, a nawet przeciwnie więc wydaje mi się, że jestem już prawie gotowa na nadejście lata!

Wczoraj przeżyłam mój drugi dzień z INSANITY czyli Plyometric Cardio Circuit i byłam w szoku, że wykonałam prawie cały trening. Potrzebowałam przerwy tylko przy ostatnich 15 minutach, bo jednak wykonanie 4 pompek w otoczeniu innych ćwiczeń było dla mnie mordęgą, ale dałam radę!
+100 punktów do pewności siebie! Już za chwilę kolejny trening... Ciekawe jak długo uda mi się wytrwać?

Oprócz tego, że wczoraj ćwiczyłam to poszłam jeszcze pobiegać, ale tylko w okolicach domu, bo bałam się, że dopadnie mnie burza, która przez cały dzień krążyła nad Podhalem. Pobiegałabym dłużej, ale nie chciałam się forsować przed szaleńczym treningu cardio. Jestem zadowolona, bo musiałam zwolnić dopiero po 1,5 km. Jednak moja kondycja znacznie się poprawiła od zimy...



Nie śpieszyłam się, bo nie miałam po co... Chciałam przebiec minimum 3 km i udało się! Z czasem zacznę zwiększać ten dystans, ale jeszcze wolę się trochę oszczędzać.


Bardzo się cieszę, że wreszcie się przełamałam i chyba bieganie dołączy do moich aktywności już na dobre. Moje Reebok RealFlex są wprost stworzone do takiej formy ruchu więc nie mogę pozwolić by się marnowały. Do tego kupiłam sobie bardzo ładne i wygodne spodenki firmy Adidas, w których świetnie się ćwiczy i biega, a do tego bardzo dobrze wygląda, a to jest bardzo ważne przy aktywnościach outdoorowych, które wręcz uwielbiam!


Dziś sobie troszkę "pogrzeszyłam", bo nie mogłam powstrzymać się przed najpyszniejszymi lodami na świecie! Mniam! Były pyszne :) Zaraz te pyszności przecież spalę! Lody kupiłam z pełną świadomością tej decyzji i wcale nie czuję się przez to źle. Warto było :)


A teraz trzymajcie za mnie kciuki, bo przystępuje do kolejnego treningu... Mam tylko nadzieję, że moje kolana wytrzymają kolejną dawkę Insanity! Już jutro wrócę do Was z kolejną porcją postów o ile tylko przeżyję dzisiejszy trening... 

7 maja 2013

This is... INSANITY!

Kochani... stało się! Wreszcie i ja poddałam się morderczemu wyzwaniu jakim jest INSANITY! Nie znam chyba nikogo kto odważyłby się powiedzieć, że ten trening jest dla niego zbyt łatwy. Jak wiecie od dłuższego czasu przymierzałam się do tego by wreszcie przetestować ten katorżniczy program na sobie, ale (powiem szczerze) brakowało mi odwagi! Byłam pewna, że już po kilku dniach stracę swój entuzjazm i cały proces szlag trafi, a tego nie chciałam...

ODWAŻYŁAM SIĘ JEDNAK SPRÓBOWAĆ!
... ale zacznę od początku! 

Jestem posiadaczką tego programu od lipca zeszłego roku, ale ani razu w tym czasie nie spróbowałam nawet zacząć. Mimo wszystko jednak, sugerując się opinią znajomego, który przez ponad miesiąc ćwiczył z INSANITY polecałam program wszystkim wokoło i ze znajomych, którzy wytrwali nie było nikogo niezadowolonego z efektów jakie uzyskał. Całkiem niedawno rozmawiałam na ten temat ze znajomym, który poddał się wyzwaniu i faktycznie (jak twierdzi) trochę się wymodelował mimo, że nie ćwiczył codziennie, zgodnie z rozpiską.

Myślę, że ten trening jest Wam wszystkim na tyle znany, że nie muszę go już bardziej przybliżać...
Gdy oznajmiłam wczoraj koledze, że właśnie jestem po pierwszy dniu INSANITY powiedział mi, że jestem (cytuję) "NIENORMALNA"!
Dokładnie brzmiało to tak:
- "Piszesz, że odkrywasz kobiecość, a teraz będziesz pakować i pocić się jak świnia? Nienormalna jesteś?".
- "Kochany... świnie się nie pocą!"
... i pogadali :)

Doskonale wiem, że moja kondycja nie należy do najlepszych, ale w związku z tym, że stan moich kolan się poprawił to dlaczego miałabym nie spróbować? Ćwiczenia będę wykonywać na miarę moich możliwości, czasem pewnie dużo wolniej niż pokazuje Shaun-T, ale spróbuję dać z siebie wszystko!
Dlaczego? Bo potrzebuję wyzwania, które faktycznie będzie dla mnie WYZWANIEM przez duże "W", bo z całym szacunkiem do Ewy Chodakowskiej i innych trenerów, ich programy nie mogą się równać z tym SZALEŃSTWEM! Pewnie i teraz będę mieć dni słabości kiedy to trening będzie ostatnią rzeczą o jakiej pomyśle, ale spróbuję! Nic przecież nie ryzykuje, a może być interesująco...

Wczoraj zrobiłam FIT TEST i aż wstyd opublikować jego wyniki...
Jednak zrobię to, bo uważam, że każdy od czegoś musi zacząć! Doskonale zdaję sobie sprawę, że sporo mi jeszcze brakuje do wejścia na poziom zaawansowany, na którym są niektóre blogerki, do których często zaglądam, ale cały czas biorę pod uwagę to gdzie byłam rok temu! Zaczynałam od absolutnego zera, a teraz postanowiłam zrealizować jeden ze swoich wielkich celów "wytrwać choćby miesiąc ćwicząc INSANITY!"


Cóż mogę powiedzieć... Trzymajcie kciuki, bo na pewno się przydadzą! 

Gdy zaczynałam FIT TEST czułam się jakbym szła na wojnę, bo byłam nastawiona do walki w pocie czoła i nie myliłam się! Próbowałam różnych treningów i myślałam, że już wiele widziałam, ale coś takiego jeszcze mi się nie przytrafiło. Pot z mojego czoła kapał z prędkością światła i lądował na podłodze aż w pewnym momencie zrobiła się niewielka kałuża przez, którą niemal wybiłam sobie zęby, bo poślizgnęłam się na niej. Na szczęście odbyło się bez upadku...

Oglądałam co mnie dziś czeka i przyznam szczerze, że nie wiem jak to zrobię, ale DAM Z SIEBIE WSZYSTKO! Do wakacji zostały 2 miesiące więc muszę się mocno postarać by osiągnąć efekty przez, które opadnie mi szczęka gdy tylko założę kostium kąpielowy. Prawdopodobnie w złym momencie rozpoczęłam swoją przygodę z INSANITY, bo nie wykluczone, że wyjadę jeszcze w maju na 2 tygodnie do Włoch, a kiepsko to widzę żeby kontynuować trening będąc na kempingu :) Chociaż z drugiej strony dostarczyłabym ludziom na pewno sporej dawki rozrywki, bo chyba nigdy nikt nie widział tam baby wykonującej jakieś dziwne podskoki co najmniej jakby ją stado pszczół zaatakowało, już to sobie wyobrażam! :D Najwyżej po powrocie z urlopu zacznę jeszcze raz, bo dla chcącego nic trudnego!


Może przyłączycie się do mnie? 
Czy nie warto trochę pocierpieć dla osiągnięcia takich efektów? 
W końcu INSANITY zostało przetestowane przez tysiące osób...

Ja wierzę, że warto i będę próbować!
W końcu "żeby wygrać trzeba grać!"

A na koniec "kawał", który kiedyś usłyszałam będąc na basenie... 
"Jak poznać kogoś kto ćwiczy z INSANITY?
NORMALNIE...
... bo ciągle o tym gada!"
 Chyba coś w tym jest ;)

6 maja 2013

Odkrywam w sobie kobiecość!

Witajcie kochani!
Jakiś czas temu pisałam, że szykuje się u mnie sporo zmian i dotrzymuję danego sobie i Wam słowa! W związku z rozpoczęciem całkiem nowego życia, które spadło na mnie niczym grom z jasnego nieba postanowiłam, że zacznę czerpać z życia garściami i to właśnie mam zamiar robić. 


Zmiany przybrały nieoczekiwany obrót, bo w tym momencie zaczęły docierać do mojej (o wiele za dużej) garderoby. Do tej pory zadbałam o skórę, paznokcie, trzymam się mocno z postanowieniem zapuszczania włosów i dbania o nie również. Ćwiczeń oczywiście również nie odpuszczam, bo na 6 dni maja mam za sobą już 4 dni treningów! Zaczęło się dobrze i mam nadzieję, że równie aktywnie zakończę ten miesiąc. Muszę Wam powiedzieć, że czasem mam wrażenie, że zwariowałam! Znajduję sporo czasu dla siebie i prawie w ogóle nie przesiaduje przed komputerem czy telewizorem jak do tej pory. Ciągle gdzieś wychodzę i cały czas się śpieszę, ale wiem, że wieczór wrócę do domu i będę mieć jeszcze siły i czas na treningi. Niestety na tym trybie życia trochę cierpi moja dieta, bo muszę zawsze mieć w torebce coś do przegryzienia, a różnie to z tym bywa. Z resztą o zawartości mojej (równie aktywnej jak właścicielka) torebki napiszę Wam już wkrótce.

Ostatnio nadeszła chwila by zacząć szukać sukienki na wesele mojej ukochanej kumpeli i o dziwo znalazłam kreację bardzo szybko w mojej, niewielkiej, rodzinnej miejscowości. Niestety znalazły się w sumie 2 sukienki i teraz będę mieć problem by zdecydować się na jedną z nich. Muszę przyznać, że nie pamiętam kiedy ostatnio buszowałam tyle po sklepach, bo nie przepadam za zakupami, a wręcz ich nienawidzę. Chyba najcięższy trening nie męczy mnie tak jak mierzenie stosu ubrań w sklepie. Mam dosyć nietypową sylwetkę i mimo tego, że zgubiłam sporo kilogramów to nadal widzę w lustrze takiego małego wielorybka (podobno z czasem mi to minie), ale nic nie zmieni faktu, że wchodzę w ubrania w rozmiarze 38! Jeszcze półtora roku temu szukałam również koktajlowej sukienki i ledwo wchodziłam w rozmiar 42/44. Dziś automatycznie sięgam po większe rozmiary, w których jak się okazuje wyglądam jak w worku na ziemniaki :)

Kiedyś obawiałam się nosić słodkie, dziewczęce sukienki czy jakieś bardziej kobiece kreacje. Czułam się w nich WIELKA (w negatywnym tego słowa znaczeniu). Miałam wrażenie, że czego na siebie nie włożę to wyglądam w tym źle. Dziś trochę zmienia mi się myślenie, bo nosząc o 3 rozmiary mniejsze ubrania mogę pozwolić sobie na troszkę więcej szaleństwa, kolorów i dziwacznych krojów. Zawsze lubiłam rzeczy niebanalne i teraz wreszcie mogę je nosić bez skrupułów! Uwieńczeniem mojej przemiany będzie więc zmiana stylu. Dziś będąc w sklepie mierzyłam przepiękną łososiową, ołówkową spódnicę z baskinką, a do niej białą lekko prześwitującą bluzeczkę. WRESZCIE SIĘ SOBIE SPODOBAŁAM! Wcześniej ubrałam miętową spódniczkę o lekko rozkloszowanym kroju do śmietankowej bluzeczki i też podobało mi się to co widziałam. Od jakiegoś czasu noszę również fantazyjnie upięte włosy i odsłaniam twarz, którą kiedyś najchętniej ukrywałam pod włosami opadającymi na czoło i twarz.
To naprawdę niesamowite uczucie!
Nie sądziłam, że takie drobiazgi sprawią mi taka radość!

Jestem raczej dosyć sceptycznie nastawiona do zakupów odzieżowych w sklepach, bo moje "zdobycze" najczęściej pochodzą z second-handów. Nigdy nie lubiłam przepłacać, bo po co? Teraz kupuję coś fajnego w granicy cenowej 1-5 zł, a w sklepie nie kupię nic taniej niż 50 zł. Po co przepłacać? Nie wiem, ale teraz mam zamiar zainwestować trochę w siebie i w moją garderobę. Z resztą ponad połowa moich ciuchów jest w rozmiarze 42/44 i już na mnie nie pasuje.
To chyba najlepszy czas by zmienić coś w swoim wyglądzie zewnętrznym... 



Lubię swoje włosy więc nic w nich nie będę zmieniać, ale garderobę? Czemu nie! W najbliższym czasie planuje zakup kilku rzeczy, o których do tej pory mogłam tylko pomarzyć. Wierzę, że to właśnie to doda mi tej pewności siebie, której wciąż mi brakuje.

Wcześniej nie wiedziałam jakie to będzie cudowne uczucie gdy ubiorę coś co leży na mnie idealnie i do tego jest w rozmiarze 38!!! Ach! Żyć nie umierać! Chyba zacznę lubić swoje odbicie w lustrze :) Zawsze zazdrościłam szczupłym kobietom, że we wszystkim mogą wyglądać pięknie! Choćby taki słodki, dziewczęcy styl, który do tej pory był tylko moim marzeniem teraz mogę wprowadzić w życie! Mogę przestać zazdrościć innym i sprawić by to mnie zazdroszczono :) Przestać inspirować się innymi, a stać się inspiracją dla innych. Wiadomo, że jeszcze nie mogę pozwolić sobie na dosłownie wszystkie szaleństwa, ale niewiele mi już brakuje. Niedługo będę mogła szaleć ile tylko wlezie, a to wszystko za sprawą ciężkiej pracy, którą wkładam w ten cały proces. Dla takich chwil warto coś w sobie zmienić, warto walczyć, bo satysfakcja z tego co się osiągnęło jest niesamowita. Nawet nie wiecie jak się cieszę, że nie poddałam się jak zawsze, że nie przestałam ćwiczyć przy pierwszej porażce. Gdybym dała sobie spokój z tą całą metamorfozą, z tym blogiem byłabym nadal tamtą, nieszczęśliwą, zgorzkniałą i zamkniętą w swojej grubej skorupie dziewuchą o wrednym charakterze. Teraz wreszcie na zewnątrz mogę pokazać siebie! Swoją dobrą stronę... Za sprawą kilkudziesięciu godzin treningów, małych zmian w żywieniu i dużej dawki samozaparcia powoli staję się tym kim zawsze marzyłam, że będę. Jak widać (i jestem na to żywym przykładem) marzenia się spełniają!!! Ja wcale nie zmieniłam aż tak wiele w swoim życiu, nie postawiłam wszystkiego na głowie i nie odmawiałam sobie wszystkich przyjemności by być tu gdzie jestem teraz. Nie było najłatwiej, ale nie było też bardzo trudno! Mimo wszystko bliskość zwycięstwa cieszy niesamowicie i teraz już wiem, że osiągnę wszystko czego tylko chcę. Powoli nawet wierzę, że znajdę wymarzoną pracę, bo jestem pewna siebie jak nigdy!

Uwierzcie mi... Warto poświęcić sobie trochę czasu na udoskonalenie siebie! 
Magdalena wersja 2.0... TAK! TO WŁAŚNIE JA!



A teraz trochę moich inspiracji:















Wspaniałym uczuciem dla mnie jest również świadomość tego, że jestem potrzebna, że pomagam osobom takim jak ja! To również czyni mnie tym kim jestem teraz... Czyni lepszą osobą! Dzięki Wam osiągnę upragniony szczyt więc mam nadzieję, że i Wam się uda, bo ja cały czas bardzo, bardzo mocno trzymam za Was kciuki i wierzę, że na tym szczycie spotkamy się wszystkie razem! 
Buziaki! 


5 maja 2013

MOTYWACJA - "No i gdzie te efekty?"

Pewnego, pięknego dnia spojrzałaś w lustro lub stanęłaś na wadze i przeraziło Cię to co zobaczyłaś? Ha! Witaj w klubie... Każdy dzień jest dobry by zacząć coś zmieniać w swoim życiu i wcale nie musisz z tym czekać do "jutra" lub do "poniedziałku", albo nawet do pierwszego dnia kolejnego miesiąca! Możesz zacząć w każdej chwili, w której tylko masz na to ochotę...

Czasem pytacie mnie kiedy jest najlepszy moment by zacząć! Odpowiadam... nie ma najlepszego momentu! Najlepiej zacząć TU i TERAZ! Odkładanie tego momentu na pewno nie pomoże Ci w realizacji swoich marzeń!




Ostatnio dostałam wiadomość od jednej czytelniczki, która napisała mi, że kupiła ostatnią płytę Ewy Chodakowskiej i zamówiła książkę, ale nadal nic się nie zmieniło, bo efektów brak! Spokojnie! Od samego kupienia płyty i książki jeszcze nikt nie schudnął, no chyba, że biegłaś po nią do Empiku oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów :)

Sama Ewa często powtarza, że "nic się samo nie wydarzy" i ja podpisuję się pod tymi słowami nogami i rękami, bo po prostu trzeba zacząć! Jeśli macie trudności z trzymaniem diety to zacznijcie od ćwiczeń i nie wmawiajcie sobie, że ćwiczenia nie przyniosą efektów bez odpowiedniej diety. Efekty pojawią się, ale nie będą aż tak spektakularne, bo 70% to zdrowe odżywianie, a tylko 30% to treningi.

Pamiętacie jak pisałam Wam o tym jak to się u mnie zaczęło?
Zaczęłam ćwiczyć, ale moja dieta pozostawiała wiele do życzenia... Jadłam za mało, albo za dużo, a do tego trudno było nazwać moje odżywianie "zdrowym". Po miesiącu już wiele zaczęło się zmieniać, bo zaczęłam uświadamiać sobie jak dużo energii wkładam w swoją metamorfozę i największą głupotą jest po prostu obżeranie się czym popadnie, bo ta ciężka praca nad swoim ciałem może okazać się daremna. Zaczęłam próbować odżywiać się zdrowo, czytać na ten temat, konsultować swoją wiedzę z dietetykami i dowiedziałam się, że to nie jest nic trudnego!

W swoich wiadomościach chyba najczęściej pytacie mnie skąd biorę tyle samozaparcia i motywacji. Nie wiecie jak zacząć i frustruje Was brak efektów przez co łapiecie doła i żeby poprawić sobie humor zaglądacie do lodówki! To nie tak powinno działać... Wiele z Was potrafi się zmusić do ćwiczeń, ale gorzej z trzymaniem diety...
Oto rozwiązanie tej sytuacji... 
ZDROWE ODŻYWIANIE PRZYJDZIE SAMO Z CZASEM!
Zacznij od tego co jest dla Ciebie łatwiejsze! Nie wszystko na raz!
Nie musimy zmieniać całego dotychczasowego trybu życia od zaraz, bo przecież nigdzie Nam się nie spieszy, prawda? Ja wszystko rozumiem... Już niedługo wakacje, plaża, słońce, bikini, ale nie oszukujmy się, efektów nie da się nagle przyśpieszyć! Kluczem do sukcesu jest CIERPLIWOŚĆ i metoda małych kroczków...
Źródło: superlinia.pl
Każda z Nas miewa gorszy dzień, chwilę zwątpienia... ja też! To nie świadczy o tym, że jestem słabsza od setek innych osób, które walczą o to samo, to nie świadczy o tym, że przegrywam, bo wiecie co? W tej grze nie ma przegranych! Każdy kto walczy jest zwycięzcą! Przegrywa tylko ten kto nigdy nie wstał z kanapy i nie spróbował, bo albo twierdził, że nie musiał, albo uważa, że nic to nie da. Takie tak głupie gadanie! Wszystko przynosi efekty! Mój poprzedni miesiąc nie był zbytnio udany, ale nie poddaje się, bo mimo, że nie zobaczyłam efektów od razu to wiem, że one się pojawiły. To, że Twoja waga wskazuje nadal to samo, albo to, że nadal widzisz się w lustrze tak samo jak wcześniej nie oznacza, że efekty się nie pojawiły. U mnie pozornie nie zmieniło się nic od poprzedniego miesiąca, a jednak! Mam o wiele mocniejsze ręce, ramiona się wyrzeźbiły, a brzuch robi się coraz bardziej płaski. Podniosła się również moja pupa i cellulit zaczął błyskawicznie znikać. Niektórzy nie widzą efektów, ale ja je czuje!

Ostatnie 8 miesięcy żyłam z przeświadczeniem, że nic się nie zmieniłam, i że nadal noszę ten sam rozmiar, a okazuje się, że w grudniu 2011 roku nie mieściłam się (głównie w biuście) w sukienki w rozmiarze 42, a teraz (dokładnie wczoraj) dotarło do mnie, że na wesele kumpeli muszę kupić sukienkę w rozmiarze 38! Ja nie ukrywam, że nie raz się przez to załamywałam i zdarzało mi się mieć całkowity brak motywacji do dalszej walki, ale nie poddawałam się. Może moje postępy nie są najszybsze i najbardziej spektakularne na świecie, ale wiele się zmieniło nawet w mojej głowie, bo to w niej siedział największy problem. To moja psychika mnie ograniczała, a nie moje ciało! Zrozumiałam to dopiero po takim długim czasie.

PAMIĘTAJCIE! 
Efekty są najbardziej widoczne u osób, które zawsze stroniły od aktywności fizycznej i u osób, które mają spory "nadbagaż" kilogramów, bo każdy nawet najmniejszy wysiłek fizyczny podnosi u takiej osoby puls. Tak było u mnie, bo największe efekty były widoczne w ciągu 3 pierwszych miesięcy. Najtrudniej było zwlec się z kanapy i zacząć! Teraz efekty nie pojawiają się z miesiąca na miesiąc, waga stoi, ale wiecie co? Dzięki temu doceniam te wszystkie najmniejsze zmiany, które we mnie zachodzą. Doceniam cały proces i nie wyobrażam sobie żebym miała go kiedyś przerwać, bo po co?


Treningi dają mi gwarancję na to, że nie przytyję z dnia na dzień, i że nie pojawi się u mnie efekt "jojo". Pozwalają mi również sięgnąć po coś niezdrowego lub tuczącego raz na jakiś czas i to bez większych wyrzutów sumienia! Po prostu podchodzę do tego procesu ze zdrowym rozsądkiem i wiem, że prędzej czy później efekty osiągnę. Staram się również nie popadać ze skrajności w skrajność! W końcu ja na pewno jestem bliżej celu niż osoby, które wybrały leżenie na kanapie nawet jeśli mój tryb życia nie jest idealny! Jestem tylko człowiekiem... Człowiekiem, który całkowicie odmienił swoje życie. Jeśli ja mogłam to i Ty możesz! Śmiało, do dzieła... 

Nie ważne ile to zajmie czasu... ważne, że zaczniesz już teraz!
Oszczędzisz sobie sporo czasu... 
Podejmujesz wyzwanie?