Piekne Zdrowie - Blog o zdrowiu i urodzie

4 czerwca 2013

MOJA METAMORFOZA & TRENINGI - Podsumowanie miesiąca 9

Witajcie!
Strasznie się zagapiłam ze zrobieniem kolejnego podsumowania i powiem Wam szczerze, że wcale nie myślałam, że do niego dojdzie. Postanowiłam jednak, że nadal będę podsumowywać każdy miesiąc treningów, bo większych zmian już chyba nie zobaczę, a na pewno nie z miesiąca na miesiąc. 

Jest już bardzo dobrze! Czuję się świetnie w swoim ciele i wreszcie zaczęłam się cieszyć tym co udało mi się osiągnąć. Nawet ten przeklęty tłuszczyk z brzucha zaczął znikać i z dnia na dzień coraz mniej wylewa się z moich spodni. Oczywiście nie mam zamiaru przestawać trenować i zaprzestać zdrowego odżywiania, bo weszło mi to już w nawyk. Gdy trochę odpuściłam poczułam się naprawdę szczęśliwa, bo przestałam wyznaczać sobie odległe cele i patrzyć na siebie krytycznym okiem gdy tylko nie udaje mi się do nich zbliżyć. W ciągu ostatnich kilku tygodni wiele osób powiedziało mi, że wyglądam lepiej niż choćby 3 lata temu więc czemu miałabym nadal dołować się każdym, malutkim niepowodzeniem?
Jestem pełna pozytywnej energii!!!


Moje efekty po 9 miesiącach:





Aktualne pomiary:


Treningi:


TYDZIEŃ 33
02.05 - TOTAL FITNESS Ewa Chodakowska (45 min) + MEL B pośladki + MEL B brzuch + MEL B ramiona +"tiffoczki" Tiffany Rothe (837 kcal)
04.05 - TOTAL FITNESS Ewa Chodakowska (45 min) + MEL B pośladki (542 kcal)
05.05 - 30 Day Shred lvl 1 - Jillian Micheals (30 min) + TURBO JAM - AB JAM (20 min) (493 kcal)

TYDZIEŃ 34
06.05 - INSANITY - Fit Test - (25 min) (246 kcal)
07.05 - BIEGANIE 3 km (25 min)  + INSANITY Plyometric Cardio (45 min) (691 kcal)
08.05 - INSANITY Cardio Power & Resistance (45 min) (442 kcal)
09.05 - ORBITREK (25 min) (145 kcal)

TYDZIEŃ 35
14.05 - CHODZENIE 7,5 km  (1 godz 30 min) (454 kcal)
15.05 - ROWER 9 km (39 min)  + CHODZENIE 4,5 km (1 godz 10 min) (559 kcal)
19.05 - BIEGANIE 3 km (25 min) (250 kcal)

TYDZIEŃ 36
20.05 - CHODZENIE 4,5 km  (1 godz) + BIEGANIE 3 km (20 min) + NORDIC WALKING 5 km (1 godz 20 min) ( 845 kcal)
21.05 - NORDIC WALKING 5 km (1 godz 20 min) (289 kcal)
22.05 - ROWER 22 km (1 godz 10 min) (689 kcal)
23.05 - CHODZENIE 4,5 km  (1 godz) (283 kcal)
24.05 - CHODZENIE 2 km  (40 godz) (190 kcal)
25.05 - CHODZENIE 5,5 km (1 godz 20 min) (345 kcal)
26.05 - BIEGANIE 4 km (30 min) + NORDIC WALKING 5,5 km (1 godz 10 min) (665 kcal)

TYDZIEŃ 37
27.05 - ROWER 35 km (2 godz 20 min) + NORDIC WALKING 5 km (1 godz) (1393 kcal)




Łącznie SPALIŁAM około 9238 kalorii, a treningi zajęły mi ponad 22 godziny. 

Nawet gdy efektów brak to WARTO ćwiczyć! 
Nie robię już tego by zgubić kolejne kilogramy, ale by czuć się dobrze sama ze sobą! 

Bardzo chętnie pojeździłabym więcej na rowerze, a także pobiegała podczas mojego wyjazdu do Włoch, ale niestety pogoda mi na to nie pozwoliła... No dobrze, nie tylko pogoda ;) Mimo wszystko polubiłam bieganie więc będę do niego powracać jak tylko wygoi się moje kolano, bo póki co jestem niestety uziemiona choć i tak brakowałoby mi czasu. 

Ja mogę śmiało już o sobie powiedzieć, że MNIE SIĘ UDAŁO! 
Wam też się uda gdy tylko będziecie w to wierzyć. 
TRZYMAM KCIUKI! 


3 czerwca 2013

"SESJA jest AKTYWNA" - Moja recenzja suplementu Plusssz Active Forte

Witajcie kochani!
Zabieram się do nadrabiania wszelkich zaległości (nie tylko blogowych), których podczas mojej nieobecności trochę się nazbierało.  Pomimo tego, że chodzę z głową w chmurach i jestem całkowicie pogrążona w marzeniach to muszę wreszcie zabrać się za to co najważniejsze, a mianowicie za naukę! No niestety, ale sesja zaczyna się zbliżać nieubłagalnie i choć jeszcze nie wiem kiedy mam się spodziewać pierwszych egzaminów, to pojawiają się kolokwia i wszelkie prace zaliczeniowe. Jeszcze nie zdążyłam na dobre wrócić do normalności, a już muszę przesiadywać z głową w książkach. Niestety taki już żywot studenta!

Pocieszam się tym, że już zaczynam się szykować na kolejny wyjazd do Włoch...




W związku z moimi przygotowaniami do sesji dostałam od Plusssza do testowania dwa opakowania suplementu Plusssz Active Forte - Pobudzenie i Koncentracja, który okazał się dla mnie trafem w dziesiątkę! Czasem nawet ja potrzebuję takiego "kopa" :)
Dlaczego? A już wyjaśniam...
Jak już kiedyś pisałam nie przepadam za kawą, ale często bywało i tak, że musiałam po nią sięgać szczególnie gdy trzeba było zarwać noc na rzecz nauki. Niestety ja nawet po bardzo mocnej kawie potrafiłam zasnąć niemal natychmiast! Pomijam rewolucję żołądkową, która zawsze towarzyszy spożywaniu kawy, przynajmniej w moim przypadku.

Plusssz Active Forte może być dobrą alternatywą dla tych, którzy nie przepadają za kawą z takich czy też innych powodów. To suplement w postaci musujących tabletek, które rozpuszczając się w wodzie tworzą pobudzającą bombę witaminową o słodkim smaku przypominającym smak napojów energetycznych. Oprócz substancji, które pobudzają naszą koncentrację jak kofeina, tauryna czy też inozytol Plusssz zawiera również sporo witamin i to odróżnia go od popularnej kawy czy chemicznych "energy drinków". Jak już pewnie wiecie kawa bardzo szybko wypłukuje magnez z organizmu, a jego niedobór może dać się mocno we znaki. Skurcze, drgające powieki i zmęczenie to tylko kilka objawów, które mogą oznaczać niedobór tego bardzo ważnego pierwiastka, którego niestety wbrew pozorom wcale nie jest łatwo go uzupełnić. Bardzo istotne jest też to, że po Plussszu Active Forte nie skacze mi nagle ciśnienie, a puls pozostaje taki sam przez co nie czuję żadnego dyskomfortu. Na przykład dziś ciśnienie zmieniło się z 113/78 (puls 68) na 118/83 (puls 55).


Nigdy wcześniej nie miałam jakoś okazji stosować takiego suplementu, który w okresie wzmożonego wysiłku psychicznego będzie w stanie odepchnąć ode mnie zmęczenie, stress, senność, a to tego pobudzi moje szare komórki do pracy. Owszem, gdy musiałam się uczyć piłam kawę, albo sięgałam po Red Bulle czy Tigery. Raz nawet przytrafiło mi się, że przedawkowałam taki napój do takiego stopnia, że serce prawie wyskoczyło mi z piersi. Na szczęście wtedy pomogła mi melissa i trochę się uspokoiłam. Tym razem już nie popełnię takiego błędu, a ta sesja do najprostszych należeć nie będzie. Chcę zdać wszystko w pierwszym terminie by móc spędzić cały sierpień i połowę września w Italii...

Czy Plusssz Active Forte mi w tym pomoże? Okaże się już przy pierwszych egzaminach... 
Już po pierwszych kilku dniach stosowania suplementu odczułam różnicę, bo dostałam niezwykłego "kopa" do działania. Czy to zasługa Plusssza czy może doładowania się energią na urlopie? Trudno powiedzieć, ale nie jestem już taka senna jak normalnie i mam wrażenie, że o wiele szybciej przyswajam wiedzę. Od kilku dni intensywnie uczę się również języka włoskiego i kto wie, może za parę miesięcy będę porozumiewać się z łatwością?

Ale wracając do mojej recenzji Plusssza Active Forte... 
Skład suplementu to: regulatory kwasowości: kwas cytrynowy, wodorowęglan sodu; substancja wypełniejąca: glukoza, sorbitol, tauryna; witaminy (witamina C, niacyna, witamina E, kwas pantotenowy, witamina B6, witamina B2 (ryboflawina), witamina B1 (tiamina), kwas foliowy, biotyna, witamina B12); kofeina; aromat; substancja słodząca: aspartam (niestety); barwniki: karmel amoniakalno-siarczynowy, ryboflawina; inozytol; substancja wiążąca: poliwinylopirolidon.
Zawartość kofeiny: 50mg/100ml.

Dla porównania:
kawa espresso (porcja 44-60 ml): 100 mg
czekolada gorzka (43g): 31 mg
czekolada mleczna (43g): 10 mg
Red Bull (250 ml): 80 mg
Coca Cola (355 ml): 34 mg
Herbata czarna (177 ml): 50 mg
Herbata zielona (177 ml): 30 mg

Podsumowując, Plusssz Active Forte jest suplementem diety polecanym studentom i uczniom w okresach wzmożonego wysiłku psychicznego. Za sprawą 3 substancji aktywnych pobudza pamięć i koncentrację.

Sam producent o produkcie pisze tak:

"Bogaty skład Plusssz Active Forte łączy w sobie podwójne działanie - ułatwia koncentrację i pobudza organizm w okresie intensywnego wysiłku psychicznego i fizycznego. Zawiera aż 3 substacje aktywne: kofeinę, taurynę i inozytol. Kofeina zwiększa wydolność psychofizyczną, przyspiesza i usprawnia procesy myślowe oraz likwiduje uczucie senności.

Dodatkowy kompleks 10 najważniejszych witamin w dawce 100% dziennego zapotrzebowania, uzupełnia niedobory witamin w organizmie. Witaminy B6 i B12 zmniejszają uczucie zmęczenia, witamina C wzmacnia odporność, a tiamina przyczynia się do utrzymania prawidłowego metabolizmu energetycznego.

Forma płynna witamin Plusssz powoduje, że zawarta w niej dawka 200 mg kofeiny w połączeniu z kompleksem witamin przyswaja się szybko i skutecznie.

Plusssz Active forte zawiera wyłącznie naturalne barwniki.
"


Ja osobiście bardzo się cieszę, że mam możliwość wyboru swojego "naukowego wspomagacza". Gdy odstawiłam kawę sięgałam po gorzką czekoladę, ale zazwyczaj zjadałam jej więcej niż powinnam. Czasem pomagała też herbata, ale musiałam wypijać jej bardzo duże ilości. Nie da się ukryć, że w trakcie intensywnej nauki warto sięgać po coś co przede wszystkim ukoi nasze nerwy, rozluźni i sprawi nam przyjemność, chociaż nie wiem czy w tym roku uda mi się pokonać stress, który będzie towarzyszył moim egzaminom. 

Mogę tylko powiedzieć, że wyjątkowo zazdroszczę tym, którzy nie muszą się niczym wspomagać (nawet kawą). Niestety ja należę do tej drugiej grupy i gdy tylko zaczynam czytać notatki to od razu czuje senność bez względu na to jak długo spałam, i która jest właśnie godzina, a to za sprawą wyjątkowo interesujących notatek ;)

Na koniec dodam jeszcze, że wraz z Plussszem przygotowałam dla Was niespodziankę, ale więcej o niej zdradzę Wam już za tydzień!


A czy SESJA czyha również na Was, czy jesteście już po??? 
... a może Was już nie dotyczy?

Za wszystkich, którzy jeszcze studiują i właśnie przygotowują się do egzaminów trzymam mocno kciuki! Powiedzcie... stosowaliście kiedyś takie "wspomagacze" jak choćby Plusssz Active?



Więcej o Plusssz Active możecie przeczytać na FACEBOOKU: www.facebook.com/Plusssz
Zapraszam :)

31 maja 2013

ARRIVEDERCI ITALIA - Powroty bywają ciężkie...

Witajcie kochani!
Powróciłam do Was po tej nie aż tak długiej przerwie, która była spowodowana moim wyjazdem na urlop. Mam teraz tyle zaległości, że chyba od poniedziałku nie będę mogła odkleić się od komputera, ale póki co chciałam Wam zdać krótką relację z mojego wyjazdu. 

Zgadnijcie jaka była moja pierwsza reakcja po przekroczeniu granicy?
CHCIAŁAM WRACAĆ Z POWROTEM!!!


Punta Sabbioni

Zaplanowałam swój wyjazd bardzo aktywnie jednak nie do końca udało mi się wypełnić to co sobie postanowiłam i to nie moje lenistwo było największym problemem, a najzwyczajniejszy brak pogody. Niestety można się było tego spodziewać, że w maju nawet Italia nie jest najcieplejszym krajem choć i tak było lepiej niż tutaj, w Polsce. Doszły mnie słuchy, że w Tatrach sypał śnieg więc temperatura w granicach 16-23 stopni we Włoszech nie była tragedią. Trochę też niestety padało, a do tego koszmarnie wiało więc zbyt wiele czasu na plaży nie spędziłam, ale za to mogłam wypełnić sobie dzień innymi aktywnościami gdy tylko miałam taką możliwość.

Wylądowałam (prawie jak co roku) w niewielkiej miejscowości Cavallino nad Adriatykiem na dobrze już nam znanym Campingu Europa. Miejsce to jest wprost idealne do aktywności takich jak bieganie czy rower. Dzięki temu wyjazdowi naprawdę polubiłam jogging i chcę go wprowadzić już na stałe do moich treningów, bo przynosi niesamowite efekty. Może nie trenowałam zbyt intensywnie, ale najważniejsze jest to, że się zrelaksowałam i naprawdę wypoczęłam, a do tego rozpoczęłam nowy etap w życiu... Podejrzewam, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy moje życie bardzo się zmieni, ale tymczasem wszystko jeszcze jest po staremu.
No może z wyjątkiem kilku rzeczy...

We Włoszech kupiliśmy drugi rower, dokładnie taki o jakim marzyłam... piękny, biało-różowy, retro cruiser! Od razu się w nim zakochałam i nie musiałam się długo zastanawiać bowiem wszystko co związane z rowerami w Italii jest o wiele tańsze niż w Polsce. Wreszcie w bardzo stylowy sposób będę mogła się przemieszczać z punktu A do punktu B jednocześnie oszczędzając benzynę no i dbając o środowisko. W poniedziałek kupię sobie świnkę skarbonkę, do której będę wrzucać moje oszczędności z benzyny i kto wie? Może zarobię na kolejną wyprawę do Italii, bo już planuję kolejną...



Potrzebuje jeszcze osłonkę na tylne koło żeby w razie jeżdżenia w sukienkach te nie wkręcały się w szprychy, a także kilka drobiazgów jak koszyki, torby itd. W każdym razie pewne jest, że ten rower posłuży mi jako środek transportu! Ma 6 biegów i jest niesamowicie wygodny nawet przy moich bólach kręgosłupa. Nie miałam jeszcze okazji pokonywać na nim dłuższych dystansów, ale wiem, że będzie naprawdę wygodny.

Co się jeszcze zmieniło?
Zdecydowanie moje nastawienie do życia, bo teraz wszystko odbieram w o wiele bardziej pozytywny sposób. Mam powody by się uśmiechać i akceptować siebie taką jaką jestem. Doceniam to co już udało mi się osiągnąć, a reszta przyjdzie z czasem! Czuję się cudownie w swojej skórze i mam wrażenie, że za sprawą tego przyciągam do siebie ludzi...
Muszę to powiedzieć...
JESTEM SZCZĘŚLIWA!!! 
... aż chce się żyć! :)

Jestem jednak bardzo zawiedziona, że miałam tylko dwie okazje by zaprezentować się w kostiumie kąpielowym, ale mam nadzieję, że przy okazji następnego wyjazdu będzie o wiele lepiej! Ten wyjazd mogę zaliczyć bardziej do tych "zakupowych", bo oprócz roweru w moim posiadaniu znalazły się również 3 nowe patelnie (w tym grillowa), kilka nowych ciuchów (w tym nowa elegancka, sukienka na wesele), a także sporo bajerów rowerowych. Nawet nie wiem kiedy minął mi ten czas, a to chyba za sprawą doborowego towarzystwa, w którym spędzałam niektóre wieczory ;)

RoweLOVE - w drodze do PUNTA SABBIONI 


O treningach i o tym czy udało mi się utrzymać dietę napiszę Wam już wkrótce choćby przy okazji podsumowania kolejnego miesiąca mojej metamorfozy, który tym razem był dłuższy niż poprzednie. Tymczasem muszę się jednak przygotować do jutrzejszego wesela mojej kumpeli, a jeśli uda mi się znaleźć chwilę to napiszę Wam posta o tym jaki był finał mojej "AFERY SUKIENKOWEJ", bo w sumie jeszcze nie pochwaliłam się skompletowaniem całej kreacji.

Mam nadzieję, że ostatnie 2 tygodnie minęły Wam równie aktywnie i pozytywnie jak mnie! Teraz muszę tylko powrócić do normalności i... rozpakować się!!! 
Ściskam cieplutko w te nie najcieplejsze dni... <3

"słit focia" z okolic Ca'Ballarin ;)

18 maja 2013

CIAO ITALIA! czyli moje "dietetyczne" plany urlopowe

Witajcie!
To mój ostatni post, na który znalazłam czas przed wyjazdem. Oczywiście wrócę do Was za 2 tygodnie, które (z jednej strony) mam nadzieję, że szybko miną, a z drugiej strony, że będą się ciągły w nieskończoność! Mam tyle książek do przeczytania i aktywności do zrobienia... Przygotowałam sobie nawet listę rzeczy, o których od zawsze marzyłam i mam nadzieję, że wreszcie je spełnię, ale ich treść pozostanie moją słodką tajemnicą. 

Źródło: 123rf.com

Wybierając się jednak do krainy "winem i makaronem (?) płynącej" ^^ obawy dotyczące mojego sposobu odżywiania nie odstępują mnie na krok! Będzie mi wyjątkowo trudno utrzymać dietę w granicach rozsądku.

(+) wyjazdu na urlop?

  • posiłki (raczej) o regularnych porach dnia
  • spożywanie bardzo dużych ilości wody
  • przebywanie na świeżym powietrzu
  • dużo ruchu (w tym spacery, rower, bieganie, pływanie)
  • to, że podczas upałów rzadko jestem bardzo głodna (o ile takowe będą)
  • dużo świeżych owoców i warzyw 
  • świeże frutti di mare
(-) wyjazdu na urlop?
  • PIZZA, MAKARONY i inne włoskie specjały!
  • wino, duuużo wina!
  • nie mniej piwa
  • pyszne, białe puszyste, świeżutkie pieczywko
  • włoskie gelato 
  • i wiele innych pokus!
Mój plan na kolejne 2 tygodnie?
PRZETRWAĆ i NIE PRZYTYĆ :)

Zaopatrzyłam się w przekąski, którymi będę się ratować między trzema głównymi posiłkami, a mianowicie batoniki musli, owsianki błyskawiczne (bez cukru i substancji słodzących), wafle ryżowe, serki Bieluchy. Niestety możliwości żywieniowe na Campingu są mocno ograniczone więc pozostaje mi to co będę mogła zjeść na szybko. Oprócz tego będę wspierać się także owocami. Będę zdecydowanie ograniczać swoje śniadania do płatków musli z mlekiem lub NAJWYŻEJ jednej świeżutkiej, pachnącej, puszystej bułki. Lodów, wina i piwa unikać nie będę, bo jednak wszystko jest dla ludzi, a to jedyne 2 tygodnie w roku gdzie mogę naprawdę z tych dobrodziejstw korzystać bez ograniczeń. Ja po prostu uwielbiam smak zimnego piwa na plaży! Z obiadami również nie będzie łatwo, ale na szczęście kupiłam kilka dań błyskawicznych firmy SyS więc zawsze będę mieć w zanadrzu jakąś zdrowszą alternatywę.

Raj, do którego zmierzam <3

Nieodzowną częścią mojego planu dnia mają być aktywności fizyczne:
  • SPACER co najmniej 10 km (np. po plaży)
  • ROWER jako główny środek transportu, a do tego planuję kilka dłuższych wypraw
  • BIEGANIE codziennie wieczorem po plaży lub campingu
  • NORDIC WALKING z rodzicami po kilka kilometrów dziennie
  • ćwiczenie mięśni brzucha (choćby poprzez śmiech^^)
Co z tego ambitnego planu wyjdzie okaże się na dniach... Mam tylko wielką nadzieję, że pogoda mi dopisze, bo istnieje niestety i taka możliwość, że będą burze i chłód. Chciałabym się oczywiście troszkę przy okazji opalić mimo, że nienawidzę leżenia plackiem na plaży i po prostu nie umiem tego robić. Dziwne prawda? Mogę chodzić, stać, grać w paletki, siedzieć w wodzie, grać w piłkę, ale nigdy nie leżeć! Czasem jednak i takie leżenie się przydaje np. wtedy gdy mam do przeczytania kilka książek, bo to także jest część planu. 

Czy wystarczy mi czasu by to wszystko zrealizować? 
Trudno powiedzieć, ale będę próbować :)

Mam również nadzieję, że uda mi się podłączyć do cywilizacji i znaleźć jakieś darmowe łącze Wi-Fi żeby podzielić się z Wami realizacją mojego planu. Rok temu wyczaiłam, że bezpłatne łącze Wi-Fi jest w Mc Donaldzie położonym o około 10 km od miejsca gdzie najprawdopodobniej się zatrzymamy więc myślę, że tragedii nie będzie. Rower, laptop na plecy jako dodatkowe obciążenie (albo chociaż smartfon pełen zdjęć) i jedziemy! Myślę, że będę z Wami w kontakcie na bieżąco!


Na wszystkie Wasze wiadomości będę odpisywać dopiero po powrocie, ale pamiętajcie, że i tak Was wspieram i za każdą z osobna trzymam bardzo mocno kciuki by osiągnęła swój upragniony cel, do którego wytrwale dąży (mimo tego, że będę około 1200 km od Polski). 

Coraz bardziej zauważam jak wiele się we mnie zmieniło i teraz wiem, że decyzja o rozpoczęciu prowadzenia bloga miała naprawdę sens, bo kocham to co robię! Choć to praca na pełen etat to nie mam zamiaru jej porzucić!

Ściskam bardzo mocno! 
Do usłyszenia, napisania czy (jak kto woli) przeczytania <3
CIAO! 

17 maja 2013

Urlop, Pakowanie & NOWA WSPÓŁPRACA - czyli co u mnie ciekawego!

Witajcie kochani!
Znów Was troszkę zaniedbuję, ale obiecuję, że tuż po moim powrocie WIELE się zmieni... Mam naprawdę multum tematów, którymi chcę się z Wami podzielić, ale wszystko w swoim czasie. Dziś nadeszła najwyższa pora na to by zacząć się wreszcie pakować, zrobić zakupy przed wyjazdem i zaopatrzyć się w stosy kosmetyków na słońce. Nie wiem czemu, ale jakoś nie potrafię się przestawić, że wyjeżdżam nad morze w takim momencie, choć 2 lata temu spędziłam długi weekend majowy we Włoszech. 

Wszystkich ciekawskich informuję, że jutro czyli w sobotę wyjeżdżam na wakacje do Włoch (jak co roku). Wrócę do Was niebawem, bo już 31.05 będę z powrotem w Polsce, a wszystko przez wesele mojej psiapsióły. No właśnie! A propo wesela... SKOMPLETOWAŁAM SWOJĄ KREACJĘ! Po długim i męczącym zwiedzaniu centrów handlowych wreszcie znalazłam wymarzoną kieckę. Wiele osób by zapewne mnie w niej również skrytykowało, ale ważne, że to ja będę w niej tańcować i bawić się do samego rana! Czuję się w niej cudownie, bo odzwierciedla wszystko to co w sukience najważniejsze. Mogę się w niej (prawie) swobodnie ruszać, a do tego wybrałam swój ukochany kolor - miętowy (jeszcze jaśniejszy niż w poprzedniej sukience). Do tego jest taka jak mi radziłyście, bo raczej podkreślająca figurę, ale ma baskinkę maskującą brzuch i jest ozdobioną śliczną koronką. Może się kojarzyć również jako kreacja dla starszych Pań, ale to dla mnie nie istotne! Najmłodsza przecież już też nie jestem! Wybrałam do niej granatową, klasyczną marynarkę Reserved, moje (jedne z najniższych) buty w kolorze "nude" firmy H&M (na 8 cm obcasie) i granatową torebeczkę zapinaną na bigiel, którą ostatnio dopadłam w "dziumdziarni" :) Wszystko tworzy bardzo ładną całość i bardzo mi się podoba. Będę wyglądać elegancko, ale jednocześnie zachowam swój styl i wyrażę go przez biżuterię, makijaż i fryzurę. Na facebooku pokazywałam już zarówno zdjęcie sukienki jak i moje zdjęcie zrobione z lustrze, które strasznie zniekształciło proporcje. Nic się nie martwcie! Oczywiście jak tylko wrócę pokażę Wam moje zdjęcie w pełnej okazałości i całej kreacji, a do tego dokładnie wyjaśnię Wam dlaczego wybór sukienki był dla mnie aż tak ważny, bo nie wszyscy są w stanie to zrozumieć. Zapytałam już znajomego czy będzie moją osobą towarzyszącą, ale jeszcze muszę poczekać na odpowiedź, a jak odmówi to cóż... Jego problem :)

Facet, o którym mówię zobaczył mnie ostatnio po prawie 3 latach i przyznał, że faktycznie zmiana jest zauważalna. Najśmieszniejsze jest to, że 3 lata temu wyglądałam całkiem dobrze, ale wiadomo, że przy ćwiczeniach sylwetka znacznie się zmienia, a waga może pozostać ta sama. Odnoszę wrażenie, że 3 lata temu ważyłam nawet mniej niż teraz, a figura całkiem inna! Jednak aktywność fizyczna potrafi czynić cuda więc nie zabraknie jej na moim wyjeździe. Rower i cały sprzęt rowerowy, buty do biegania i kijki do nordic walking już są przygotowane! A waga pozostaje w łazience!!! Niestety co gorsza teraz nadeszła pora na pakowanie innych rzeczy...

Czy Wy też tak nienawidzicie się pakować jak ja?
Może macie jakiś patent żeby niczego nie zapomnieć i żeby wszystko zmieścić? 

W tym roku ograniczyłam ilość "workowatych" ciuchów, bo nie są mi potrzebne. Zaraz nadejdzie pora na mierzenie wszystkich kostiumów kąpielowych, bo szczerze mówiąc nawet nie wiem czy któryś z nich się jeszcze nadaje. Schudłam na chwilę obecną od kwietnia zeszłego roku 12 kg, niby to nic, a jednak! Wszystkie starsze stroje plażowe były rok temu za małe, a te z zeszłego roku pewnie będą teraz za duże...
A co będzie gdy okaże się, że nic nie pasuję? Pozostaną mi chyba moje stroje pływackie... O NIE! Taka opcja w ogóle nie wchodzi w grę, bo mimo, że mój brzuszek troszkę się zwija szczególnie gdy siedzę to nie mam zamiaru go ukrywać. "Kochanego ciałka nigdy nie za wiele" ;)

We Włoszech zobaczę się z kolejną osobą, która nie widziała mnie od co najmniej 3 lat i nie wie o tym, że się zmieniłam, bo z moich polskojęzycznych postów na Facebooku nic nie zrozumiał. Jednak faceci są jakoś bardzo oporni na zauważanie zmian u płci przeciwnej. Najciekawsze porównanie nastąpi w ostatni weekend czerwca, bo okazało się, że mój kuzyn się żeni, a co za tym idzie? Będzie wielkie spotkanie rodzinne po latach... To dopiero będzie masakra, ale póki co staram się nie wybiegać aż tak w przyszłość.
LICZY SIĘ TU I TERAZ czyli...
PAKOWANIE!!!

Cieszy mnie to, że nie jadę na koniec świata i zawsze to czego zapomnę mogę dokupić, no chyba, że będą to dokumenty lub inne takie rzeczy... Tfu, tfu... wypluwam tą myśl w ogóle! Nie ma takiej opcji żebym czegoś zapomniała! Wczoraj w Krakowie pakowałam się na wariackich papierach, bo dosłownie 3 km przed domem rozwaliłam na dziurze poduszkę pod silnikiem w samochodzie, a co za tym idzie? Samochód musiał jechać na lawecie... Szczęście w nieszczęściu, w Krakowie był mój Tata, który miał przetransportować mój rower. Miałam więc niecałe 2 godziny by zabrać wszystkie potrzebne rzeczy z mieszkania! Wpychałam do torby co popadnie, a jakby ktoś mnie teraz spytał co wzięłam to bym nie miała pojęcia... Dopiero jak się przepakuję to będę wiedzieć co zabrałam...

Czy u Was też każdy wyjazd musi być na "wariackich papierach"? 
Mnie i mojej rodzinie chyba jeszcze wyjazd bez niespodzianek się nie przytrafił... albo czegoś zapominamy, albo światła w camperze nie działają, albo coś się psuje... Istne szaleństwo, i wyobraźcie sobie, że tak jest co rok! :)

Najwięcej problemu zawsze sprawiają mi kosmetyki, bo trzeba zabrać ich trochę więcej niż wykorzystuje się na co dzień, bo słońce, bo plaża, bo sucho, bo komary... Gdybym miała włosy w normalnym stanie to kupiłabym po prostu żel pod prysznic, który nadaje się również do włosów i wzięłabym jakiś balsam, który można używać również do skóry twarzy. Jednak moje zniszczone, mieszane włosy potrzebują troszkę innej pielęgnacji, nie mówiąc już o nadwrażliwej, naczynkowej cerze...


Przedwczoraj dostałam swoją pierwszą przesyłkę od firmy Elpha Pharm, z którą to właśnie nawiązałam współpracę. Stałam się Waszym osobistym testerem kosmetyków tej firmy co niezmiernie mnie cieszy, bo uwielbiam naturalne kosmetyki, a te właśnie takie są. Nie zawierają parabenów, silikonów, substancji zapachowych ani barwników, a to jest dla mnie bardzo ważne. Nie chcę więcej w siebie ładować żadnej chemii zarówno w żywności jak i w kosmetykach. Na pierwszy rzut dostałam Balsam do włosów suchych i zniszczonych z olejkiem arganowym i granatem. Moja pierwsza ocena? PIĘKNY ZAPACH! Już nie mogę się doczekać, aż go użyję! Do tego dokupiłam sobie dziś Szampon do włosów tłustych u podstawy i suchych na końcach z żen-szeniem. Rewelacja! Zawsze na urlopie myję włosy bardzo często więc kosmetyki, z których korzystam muszą być delikatne i oczywiście skuteczne.
Jak się sprawdzą kosmetyki firmy GREEN PHARMACY? 
Dowiecie się już po moim powrocie!


Tymczasem kochani uciekam do pakowania! 
Jutro przed samym wyjazdem (o ile czas na to pozwoli) napiszę Wam jeszcze jakim modyfikacjom będę zmuszona poddać swoją dietę na czas trwania mojego urlopu w królestwie pizzy i makaronów, bo zamierzam po powrocie bez problemów wcisnąć się w moją weselną kreację za, którą się tyle uchodziłam! Przedstawię Wam również mój plan treningowy na całe 2 tygodnie, bo nie przewiduję ŻADNEGO LENISTWA!

Życzę Wam miłego weekendu! 
Do usłyszenia, a w zasadzie... przeczytania!
Buziaki!


14 maja 2013

Wygrać życie = usunąć sobie piersi?

Witajcie!
Dziś miałam pisać o czymś zupełnie innym, bardziej przyjemnym, ale postanowiłam jednak przesunąć publikację tamtego posta na dzień jutrzejszy. Dlaczego? Z radia dowiedziałam się jednak o czymś co ma dla mnie bardzo duże znaczenie więc zmieniłam trochę koncepcję. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie! 

Jako, że mój blog jest bardzo bliski tematom zdrowia postanowiłam o tym napisać... 
Nie wiem czy słyszałyście o tym, że Angelina Jolie poddała się podwójnej mastektomii? 



Na mnie ta wiadomość dziś spadła jak grom z jasnego nieba! Nie miałam o tym wcześniej pojęcia! Słyszałam już kilka dyskusji na ten temat i jestem ciekawa co Wy o tym sądzicie? Wiele osób zastanawia się czy Angelina zrobiła dobrze czy źle? Czy to w ogóle da się ocenić w takich kategoriach?

Prawda jest taka, że w Polsce bardzo mało mówi się o raku piersi i o profilaktyce nowotworów, która może zapobiec zachorowaniu na tą straszną chorobę, która współcześnie zbiera chyba największe żniwo w postaci liczby zgonów. Bardzo mało kobiet z mojego otoczenia regularnie odwiedza lekarza ginekologa, robi USG i mammografie piersi. Niektóre z nich chyba uważają, że ten problem ich nie dotyczy, bo są za młode. Nic bardziej mylnego! Na raka piersi chorują coraz młodsze kobiety, nawet nastolatki, a także mężczyźni! Regularne badanie piersi w domu oraz wizyta u lekarza przynajmniej raz do roku może sprawić, że wygramy  tą nierówną walkę! Ile kobiet wyczuwa w piersi zmiany, ale mimo wszystko waha się z pójściem do lekarza. Doskonale wiem jak strach może paraliżować, ale nie ma na co czekać, bo liczy się każda sekunda!

Usłyszałam dziś opinię, że przecież nie można mieć pewności, że zachoruje się na raka... Oczywiście, że nie, ale właśnie po to przeprowadza się badania na mutację genu BRCA1. Obecność tego genu to około 90% prawdopodobieństwo, że w przyszłości zachoruje się na raka. Myślicie, że w Polsce nie można wykonać takiego badania? Bzdura! Takie badania wykonują niemal wszystkie kliniki onkologiczne.

Angelina Jolie właśnie dzięki tym badaniom dowiedziała się, że prawdopodobnie zachoruje na raka piersi i dlatego zdecydowała się na podwójną mastektomię. Usunięcie obydwu piersi jest zabiegiem bardzo ciężkim, ale i trochę desperackim. Ból fizyczny to tylko jedna strona medalu, bo niewiele osób może postawić się na miejscu kobiety, która "na własne życzenie" pozbawia się głównego atrybutu kobiecości. Osobiście niesamowicie podziwiam wszystkie kobiety, które poddają się tej operacji, ale kiedyś słyszałam opinię bardzo bliskiej mi osoby, która po przeczytaniu artykułu na temat dziewczyny, która zrobiła dokładnie to samo nie do końca potrafiła to zrozumieć. Dodam jeszcze, że osoba, o której mówię jest dowodem na to, że walkę z rakiem można wygrać!

Czy jest to oznaka tchórzostwa, czy dbania o własną przyszłość?
Jak Wy uważacie?

W naszym kraju (jak podają statystyki) 15% ludzi chorych na raka rezygnuje z leczenia nowotworów. Czy usuwanie młodym kobietom jajników czy piersi w ramach zapobiegania nie jest przypadkiem popadaniem ze skrajności w skrajność? Jedni nie chcą się leczyć, a inni wolą nie zachorować... Jak to śpiewał Czesław Niemen, "dziwny jest ten świat".

Angelina w New York Times ujawniając, że 3 miesiące temu prewencyjnie usunięto jej obydwie piersi napisała: "Nie chciałam czekać, postanowiłam działać. Mam nadzieję, że inne kobiety skorzystają z mojego doświadczenia".

Nie potrafię powiedzieć czy popieram tą decyzję, ale na pewno teraz więcej kobiet zainteresuje się swoim zdrowiem i podda się choćby zwykłym badaniom! Powiem Wam szczerze, że również myślałam o zrobieniu badań genetycznych, ale panicznie się tego boję, bo i tak wiem jakiego wyniku powinnam się spodziewać. Jestem więc ostrożna! Dbam o swoje zdrowie, o dietę, włączyłam w swoje życie aktywność fizyczną, ale nie ograniczam się! Oczywiście regularnie badam piersi u ginekologa, a także sama kontroluję ich stan.


W związku z tym ponownie powracającym już tematem chciałabym zwrócić Waszą uwagę na problem raka piersi! Samokontrola piersi nic nie kosztuje, a może uratować nasze życie więc WARTO się badać, żeby nie było za późno!



13 maja 2013

Jak wygrałam z "potówką" i wypryskami?

Witajcie!
Po moim ostatnim "kosmetycznym" poście posypało się kilkanaście wiadomości z pytaniami dotyczącymi wyprysków, o których pisałam, że nareszcie się ich pozbyłam. Moja skóra jakiś czas temu zaczęła się zmieniać, a to wszystko pod wpływem mojej metamorfozy. Niestety tych zmian do pozytywnych zaliczyć nie mogłam. 

Około miesiąc temu zauważyłam, że na moim dekolcie, twarzy, ramionach i plecach zaczęły pojawiać się wypryski, które na pierwszy rzut oka wyglądały jak zwykła "potówka" i powinny zniknąć tuż po kąpieli, ale tak się nie działo. Nie ukrywam, że nie wyglądało to zbyt estetycznie, a ja musiałam ukrywać się w ubraniach pomimo upałów. Bardzo lubię odkrywać plecy, od zawsze uważałam je za jeden z moich największych atutów, ale jak tu odsłonić część ciała, która wygląda jak powierzchnia księżyca? Znalazłam i na to rozwiązanie!

Obiecałam sobie, że jeśli moje metody nie pomogą to wówczas wybiorę się do dermatologa, do którego i tak miałam już się udać. Jako nastolatka miałam idealną cerę, bez wągrów, zaskórników i pryszczy, ale jak widać z wiekiem sporo się zmienia. Zaczęłam miewać problemy z pokrzywkami, wysypkami gdy stosowałam antykoncepcję hormonalną, ale gdy ją tylko odstawiłam wszystko wróciło do normy. Tym razem było inaczej! Lato za pasem więc musiałam zawalczyć o odzyskanie idealnej cery...

Skąd się biorą wypryski u osób, które intensywnie ćwiczą? 
To proste! Jeśli regularnie nie stosujemy na naszą skórę peelingu i nie pozbywamy się złuszczonego i obumarłego już naskórka, który zatyka nasze pory to takie konsekwencje nie powinny nas w ogóle dziwić! Podczas ćwiczeń (gdy intensywnie się pocimy)  usuwamy z organizmu toksyny jednak żeby pot wydostał się na powierzchnię skóry, ta musi być czysta by nic nie stało mu na drodze. Jeśli jednak przesadzimy z częstym ścieraniem naskórka również możemy doprowadzić skórę do podobnego stanu tylko, że w takiej sytuacji pozbawiamy skórę bariery ochronnej. Nie polecam również stosowania tłustych kosmetyków, które mogą blokować pory, ale wysuszanie skóry również nie pomoże...



Moja metoda na wypryski:

Po 1. Podczas każdej kąpieli używam rękawicy do masażu lub szorstkiej gąbki, która usuwa obumarły naskórek.

Po 2. Średnio co dwa tygodnie stosuję peeling kawowy. Kawę mieszam z odrobiną płynu do kąpieli lub żelu pod prysznic i tak przygotowaną mieszankę nakładam na całe ciało i delikatnie masuję. Taki peeling ma także rewelacyjne działanie antycellulitowe! Oczywiście można zastosować dowolny peeling do ciała, ale mi najbardziej służy ten przygotowany przeze mnie.



Po 3. Miejsca, w których najczęściej występuje "potówka" lub pojawiają się wypryski przed treningiem zasypuję Alantanem. Stosuję go również do stóp oraz pod pachami. Łagodzi oraz natychmiast wchłania nadmiar wilgoci.


Po 4. Gdy trenuję w domu staram się zawsze przed treningiem zmyć dezodorant (choćby chusteczkami lub mokrym ręcznikiem) żeby nie zapychał porów.


Po 5. Tuż po każdym treningu, zanim pot zacznie wysychać biorę prysznic i stosuję na te najwrażliwsze miejsca żel do mycia twarzy z linii Garnier "Czysta Skóra". Kiedyś moja współlokatorka mi go pożyczała i od tamtego czasu zawsze gdy miałam jakieś "trudne" przypadku sięgałam właśnie po niego. Po treningu jest idealny! Bardzo przyjemnie odświeża skórę.

Po 6. Po takim szybkim prysznicu spryskuję dekolt i plecy moją wodą termalną VICHY (oczywiście może być również inna). Woda termalna łagodzi podrażnienia, tonizuje, odświeża i przywraca równowagę skórze. Z tym kosmetykiem nie rozstaję się ani na chwilę, szczególnie w lecie podczas upałów, a także gdy np. jeżdżę na rowerze.


Po 7. W razie potrzeby skórę smaruję lekkimi, nawilżającymi kremami np. do cery tłustej ze skłonnością do trądziku, a czasem używam punktowych żeli na wypryski. Z kolei na wszelkie odparzenia aplikuję maść Bepanten lub zwykły D-Pantenol w piance.

Po 8. Wszystkie powyższe punkty ciągle powtarzam :)


Stosuję się do tych zasad od 2 tygodni (bo dokładnie wtedy zauważyłam, że moja skóra zaczyna mieć problemy) i muszę przyznać, że zmiany są już widoczne gołym okiem. Nowe wypryski już się nie pojawiają, a stare są prawie niewidoczne. Warto również wystawić takie miejsca na działanie promieni słonecznych, które to "wypalają" i wysuszają wszelkie niedoskonałości. Niestety jeżeli pogoda (jak ta w tym momencie) nie pozwala nam na zastosowanie takiej metody pozostają nam inne możliwości. Solarium też się sprawdza, ale ja raczej z niego nie korzystam. No, może czasami, tuż przed pierwszym "wystawieniem" się na słońce żeby nie spiec się na "raczka nieboraczka". Na wypryski zaleca się również fototerapię, ale nie miałam nigdy potrzeby by korzystać z takich zabiegów.

W moim przypadku to poskutkowało więc mam nadzieję, że i Wam pomoże!
Jeśli problemy skórne się nasilają to polecam skontaktować się z dermatologiem, który na pewno znajdzie rozwiązanie. Myślę, że warto również zastanowić się czy nie uczulają nas np. leki, nowo-kupione kosmetyki, detergenty czy nawet tkaniny. Mimo wszystko o skórę warto dbać zawsze, bez względu na to czy borykamy się z problemem wyprysków czy też nie. Regularne dbanie o skórę może nas przed takimi "skórnymi niespodziankami" uchronić... Ja już nie popełnię tego błędu i będę konsekwentnie o skórę dbać, bo nie wyobrażam sobie zasłaniać ciała, na które tak ciężko pracuje.


A może Wy macie jakieś swoje metody na takie skórne nieprzyjemności? 
Zdradźcie jakim zabiegom poddajecie swoje ciało by uniknąć takich problemów, bo jestem bardzo ciekawa waszych sposobów:) 

Ściskam Was mocno, przekazuję dużą dawkę pozytywnej energii i wyruszam na poszukiwania SUKIENKI IDEALNEJ! 
Zmobilizowałyście mnie do tego swoimi komentarzami! Może uda mi się znaleźć coś lepszego?
Mam wielkie chęci i uzbrajam się w cierpliwość! Trzymajcie kciuki, bo łatwo nie będzie!
W najgorszym wypadku postanowiłam, że kupię piękną dopasowaną spódnicę z baskinką, którą niedawno mierzyłam, a do niej jakąś elegancką, lekko prześwitującą bluzeczkę i marynarkę. W takim zestawie na pewno będę czuć się dużo swobodniej, a co trzy nowe ciuchy w szafie, to nie jeden! :)
Grunt to wyglądać elegancko i czuć się dobrze i swobodnie!
Oto klucz do świetnej zabawy na weselichu ;)
W końcu... NIE SAMYMI KIECKAMI CZŁOWIEK ŻYJE! 

12 maja 2013

Wybór sukienki na wesele & URLOP!

Witajcie kochani!
Dzisiejsza pogoda niestety nie zachęca raczej do treningów outdoorowych przez co musiałam zrezygnować z zaplanowanej wczoraj wycieczki rowerowej. Pozostaje mi tylko jakiś lekki trening w domowym zaciszu ze względu na to, że ponownie od kilku dni zmagam się z przeziębieniem, a może to alergia? Trudno powiedzieć... 

Mój znajomy lekarz, z którym o tym rozmawiałam stwierdził, że sama na własne życzenie osłabiłam swój organizm popychając się do granic możliwości. Krótko mówiąc zbyt intensywny trening mógł doprowadzić mnie do osłabienia odporności przez co znów złapałam jakieś paskudztwo. Do tego zapewne dochodzi fakt, że nie doleczyłam się przy poprzednim przeziębieniu i teraz mam tego konsekwencje. Cóż... wydawało mi się, że jestem niezniszczalna, ale okazuje się, że jestem tylko słabym człowiekiem.

Na szczęście wreszcie pojawiły się pierwsze konkrety dotyczące mojego wyjazdu na urlop, który już od początku maja ciągle odwlekałam. Już za kilka dni będę mogła troszeczkę odpocząć, a muszę przyznać, że wyjątkowo odczuwam w tym roku taką potrzebę. W końcu w ciągu ostatnich kilku miesięcy moje życie odwróciło się o 180 stopni i stanęło na głowie! Wyjeżdżam już w przyszły piątek tj. 17 maja i wrócę bezpośrednio przed weselem mojej kumpeli, które jest 1.06, bo w końcu już kupiłam na nie sukienkę (a nawet dwie, bo nie mogę zdecydować się na jedną). Zostało mi już tylko kilka dni na skompletowanie dodatków i zdecydowanie, którą sukienkę wybieram więc dziś późniejszym popołudniem wybiorę się na kolejny "rajd" po sklepach, bo i tak będę musiała ruszyć się do apteki. Wszystko bowiem jest lepsze niż leżenie w łóżku!

Mierzyłam setki sukienek, do przymierzalni jednorazowo wpakowałam około 30 sztuk i w żadnej nie wyglądałam tak jakbym tego chciała. Niestety moja figura nie nadaje się do noszenia sukienek, ale czasem trzeba. Alternatywą zawsze będą dla mnie spodnie lub ewentualnie jakaś spódnica i bluzka.

Pomożecie wybrać lepszą sukienkę? Jakoś nie mogę się zdecydować...



SUKIENKA #1
Miętowa z koronką, rozmiar 38, zapinana z boku na suwak i na plecach na srebrne guziczki.
Musiałabym do niej dokupić: 
- cielisty biustonosz z regulowanymi ramiączkami (który i tak muszę na lato kupić)
- jakąś narzutkę lub marynarkę (myślałam o czymś w kolorze "nude")
- torebkę kopertówkę w kolorze "nude", która będzie pasować do szpilek.

Całą stylizację mam w głowie od momentu gdy ją zobaczyłam... 
Do tego moje szpilki w kolorze "nude", włosy spięte w koczek, delikatna biżuteria (kolczyki + bransoletki).

Plusy? Piękny kolor, który uwielbiam, jest uniwersalna (będę ją mogła nosić na co dzień).
Minusy? Trochę widać w niej mój odstający brzuszek, a do tego bielizna trochę się odznacza.


VS

SUKIENKA #2
Koronkowa, chabrowa, na granatowej podszewce, rozmiar 38, zapinana z tyłu na suwak.
Musiałabym do niej dokupić:
- czarną kopertówkę

Założyłabym do niej (prawdopodobnie) czarne szpilki, czarną marynarkę i delikatną, srebrną biżuterię. 

Plusy? Jest luźna, maskuje brzuszek i bieliznę, nie muszę wiele do niej dokupować.
Minusy? Nie jest uniwersalna i nie będę mogła w niej chodzić na co dzień, trochę na mnie wisi.


Którą sukienkę byście wybrały?
Już raz pomogłyście mi w wyborze więc może i tym razem coś doradzicie?
W obydwu czuję się świetnie choć wyglądam trochę jak "babochłop w sukience".
Nie mogę zasugerować się ceną, bo różni je dosłownie 10 zł...
Mierzyłam chyba z 30 sukienek i te dwie okazały się najlepsze, ale którą teraz wybrać?
Dodam jeszcze, że na wesele prawdopodobnie wybiorę się sama lub pojadę ze znajomym, którego jeszcze nie pytałam. Mimo wszystko chciałabym się czuć naprawdę świetnie, bo kto wie? Może kogoś poznam? ;) W październiku szykuje mi się kolejne weselicho u mojej koleżanki ze studiów więc nie wykluczone, że sukienka będzie musiała spełnić wiele funkcji i być "wielo-okazyjna".


Ale wracając do wyjazdu... 
W ciągu najbliższych dni muszę również zacząć powoli mierzyć moje kostiumy kąpielowe, bo może się okazać, że żaden nie będzie pasować, choć nie zapowiada się żeby pogoda w Italii była aż tak piękna by spędzać całe dnie leżąc plackiem na plaży.

To będzie bardzo aktywny wyjazd, bo gdzie jak nie we Włoszech można uprawiać wszelkie sporty? 
Już zaplanowałam, że na 100% wezmę:
  • swój rower górski, 
  • kijki do nordic walking, 
  • no i oczywiście moje buty do biegania!
W jakiś sposób w końcu będę musiała spalać przepyszne włoskie specjały... makarony i pizze! Aktywne spędzanie czasu będzie lepsze niż przesiadywanie na campingu lub co gorsza spędzanie czasu w camperze. Mimo wszystko w mojej torbie podróżnej znajdą się na pewno stosy książek, bo może się zdarzyć, że pogoda nie pozwoli mi nawet na bieganie, a wtedy pasowałoby się czymś zając. Do tego scrabble czyli moja ulubiona gra planszowa no i oczywiście mój laptop! Niestety nie będę mieć raczej dostępu do internetu, ale będę się starać by od czasu do czasu zameldować się Wam na blogu. Oczywiście nie zapomnę również zabrać aparatu, bo myślę, że zdjęcia z tego roku będą się nadawać do publikacji.

Nie wyobrażam sobie, że na prawie 2 tygodnie będę odcięta od bloga, facebooka i od Was! 
Póki co jednak jeszcze tutaj jestem i mam dla Was kilka tematów, które pojawią się jeszcze w tym tygodniu. Nie odpuszczam również treningów choć chyba powinnam trochę przystopować. 

W związku z moim wyjazdem PODSUMOWANIE MIESIĄCA 9 troszkę się opóźni, ale oczywiście będzie! Nie wiem czy po powrocie będę mieć czas by zrobić pomiary i zdjęcia, a także zestawić to wszystko do kupy, ale w najgorszym wypadku post pojawi się w poniedziałek 3 czerwca. Myślę jednak, że w tym miesiącu, podobnie jak w poprzednim wielkich zmian nie będzie, ale to wszystko się jeszcze okaże. Ja tam swoje widzę w lustrze choć ostatnio mam wrażenie, że trochę "spuchłam", ale jednocześnie moje mięśnie zrobiły się bardzo twarde, więc to może jest przyczyna?

Miłego, niedzielnego popołudnia! 
Mam nadzieję, że pogoda nie poplątała Wam szyków jak mnie... 



P.S Może możecie polecić mi jakiś lek na alergię dostępny w aptece bez recepty, bo chyba muszę jakoś zacząć z tą alergią walczyć... Dawno temu stosowałam sterydowe leki, ale nie chcę się już nimi faszerować.

11 maja 2013

KOSMETYCZNIE - Moja recenzja kosmetyków Oriflame

Witajcie kochani!
Dziś w związku z tymi zaległościami postanowiłam wreszcie napisać Wam recenzję kosmetyków, które dostałam do testowania jakiś czas temu. Zaczynam zauważać, że potrzeby mojej skóry znacznie się zmieniły od momentu gdy zaczęłam prowadzić zdrowy tryb życia i być aktywna fizycznie. Ostatnio zmagałam się z okropnymi wypryskami na dekolcie i plecach, a wszystko to była sprawka potu. Na szczęście i na to znalazłam rozwiązanie, bo akurat plecy są tą częścią ciała, którą najchętniej chyba pokazuje. 


Mascara LASH EXTREME - Oriflame


Pamiętacie moje poszukiwania tuszu idealnego? Niestety tusz z Oriflame, który wygrałam w konkursie z okazji Dnia Kobiet nie okazał się strzałem w dziesiątkę. Ładnie wydłuża rzęsy i ma fajną lekką konsystencję, ale nadaje się bardziej na dzień niż jako wykończenie wieczorowego makijażu jako, że efekt po nim nie jest aż tak spektakularny jakbym mogła się tego spodziewać. Szczoteczka też nie należy do zbyt wygodnych w użyciu, bo trzeba się troszkę namęczyć by wytuszować dokładnie wszystkie rzęsy. Oczywiście nie pozwolę by tusz się zmarnował dlatego wykorzystuję go właśnie do makijażu dziennego. Myślę, że mogłabym ocenić go na 6/10, a tylko z powodu tego, że efekt nie jest tak spektakularny jakbym tego oczekiwała.



NOURISHING BODY CREAM - Oriflame
(Odżywczy krem do skóry bardzo suchej)


Ten krem dostałam jakiś czas temu od Magdaleny Achtelik z Ori Twój Sukces i muszę przyznać, że był to strzał w dziesiątkę! Kosmetyk bardzo przypadł mi do gustu bo od jakiegoś czasu (szczególnie w zimie) cierpiałam na problem suchej skóry. Już po kilku użyciach kremu mój problem zaczął znikać. Plusem jest również bardzo ładny zapach, który utrzymuje się na skórze. Skóra po użyciu jest odżywiona, nawilżona, ale troszkę lepka bowiem kosmetyk pozostawia na skórze lekką warstwę, która po krótkim czasie również się wchłania. Nie jest to kosmetyk dla tych, którzy lubią szybko wchłaniające się balsamy i kremy. Dużą zaletą jest to, że krem jest bardzo ekonomiczny, bo wystarczy odrobina by nasmarować całe ciało. Niestety bardzo dużym minusem jest zawartość parabenów, których staram się unikać. Podsumowując wszystkie "za" i "przeciw" odżywczy krem do skóry bardzo suchej oceniam na 6/10.


SOOTHE & EXFOLIATE Foot Scrub - Oriflame


Ten kosmetyk również otrzymałam od mojej imienniczki - Magdaleny z Ori Twój Sukces. To kolejny bardzo trafiony kosmetyk, bo od momentu gdy zaczęłam ćwiczyć moje stopy "obrastają" w odciski choć im mniej ważę tym mniej ich się pojawia. Wcześniej nie mogłam ubrać żadnych butów, bo od razu bolały mnie stopy. Peeling funduje stopom regularnie choć najczęściej używam w tym celu zwykłej, gruboziarnistej soli. Akurat ten kosmetyk dodatkowo, oprócz tego, że oczywiście z grubsza złuszcza zrogowaciały naskórek, również bardzo przyjemnie odświeża stopy. Plusem jest też bardzo przyjemny, owocowy zapach. Oczywiście przy większych odciskach żaden peeling nie pomoże, ale regularne stosowanie może nas przed takimi problemami uchronić. Kosmetyk niestety również zawiera sporo parabenów co jest jedyną wadą jaką udało mi się znaleźć. Peeling oceniam na 7/10.


Bardzo długo nie stosowałam żadnych kosmetyków firmy Oriflame i cieszę się, że teraz miałam okazję je przetestować. Z tego co pamiętam Oriflame zawsze konkurowało z Avonem i na chwilę obecną mogę z czystym sumieniem potwierdzić, że kosmetyki Oriflame są jednak trochę lepsze. Od dłuższego czasu nie miałam jednak do czynienia z Avonem, ale opieram się na swoich obserwacjach z przed lat.

Ja jednak wolę stosować kosmetyki bez zawartości parabenów, barwników i zapachu ze względu na to, że moja skóra jest bardzo wrażliwa i niewiele trzeba bym się na coś uczuliła. Nie mniej jednak często kupuje zwykłe kosmetyki z drogeriach, a nie w aptekach, ale tylko te, które stosuję od dłuższego czasu i znam ich działanie. 

A Wy znacie i używacie kosmetyków Oriflame? 
Jeśli chciałybyście je wypróbować lub zapoznać się z aktualnym katalogiem zapraszam Was na fanpage: Ori Twój Sukces


9 maja 2013

"Jak schudnąć i nie stracić cycków?"

Witajcie!
Dziś postanowiłam wreszcie odpowiedzieć na pytanie, które ostatnio króluje w wiadomościach od Was. Wiele osób zastanawia stan mojego, dosyć sporego biustu, który troszkę "dostał w kość" podczas mojej metamorfozy. Najczęściej pytacie jak zadbać o biust i co zrobić by go nie stracić... 


Moja odpowiedź będzie krótka i być może nie do końca Was zadowoli, ale... 
NIE DA SIĘ SCHUDNĄĆ NIE GUBIĄC BIUSTU!
No... chyba, że stać Was na dobrego chirurga plastycznego, który wszczepi tu i ówdzie to lub tamto :)

Teraz pewnie myślicie sobie, że opowiadam bzdury, bo u mnie biust pozostał na swoim miejscu... no tak, ale to już kwestia pewnych predyspozycji genetycznych, budowy no i oczywiście stanu wcześniejszego.

Biust od zawsze był moim przekleństwem, bo jak pisałam Wam kiedyś w temacie o brafittingu już w gimnazjum byłam posiadaczką pokaźnego DD, które z czasem zaczęło puchnąć. Niestety z mojego DD zrobiło się JJ, bo taki rozmiar miałam na początku swojej metamorfozy. To nie jest tak, że mój biust nie ucierpiał podczas gubienia zbędnych kilogramów, bo niestety dało mu się to we znaki. Zgubiłam około 11 cm w samym biuście, a także sporo centymetrów w obwodzie przez co mój rozmiar z 65JJ zmniejszył się do 65HH.

Jeszcze w październiku gdy kupowałam mój pierwszy sportowy biustonosz - Panache Sport, mój rozmiar był znacznie większy niż teraz, a mianowicie 70HH. Biustonosz był bardzo ścisły i opięty dzięki czemu rewelacyjnie trzymał biust! Niestety teraz nadszedł moment gdy będę musiała wymienić mój ukochany, niezastąpiony biustonosz sportowy na rozmiar 65HH czyli dwa rozmiary mniejszy w kilka miesięcy!

Teraz wybieram biustonosze o 3, a nawet 4 rozmiary mniejsze w zależności od tego jaki fason kupuję, a zatem jednak mojego biustu proces odchudzania również nie ominął jak wszystkim się wydawało. Ubolewam jednak nad tym, że biust nie może spaść o kolejne kilka centymetrów, bo po tylu latach noszenia takiego balastu chciałabym wreszcie móc się wyprostować!


Dlaczego tracimy biust wprost proporcjonalnie do utraty kilogramów?
Biust zbudowany jest z tkanek: tłuszczowej i gruczołowej w różnych proporcjach, a chudniemy w końcu z tkanki tłuszczowej. To od budowy naszych piersi zależy jak będziemy wyglądać "po" i nic na to niestety nie możemy poradzić. Nie można schudnąć tylko z jednej partii ciała, a szkoda, bo wtedy po świecie chodziłyby same ideały! U mnie tkanka tłuszczowa najbardziej lubi odkładać się na ramionach, biuście i brzuchu, a u innych będą to np. biodra i nogi. Nie możemy zapanować nad tym procesem, a więc możemy się z nim tylko pogodzić!

Szczerze mówiąc nie warto się tym przejmować, bo mamy o wiele więcej atrybutów kobiecości niż sama klatka piersiowa!

Często pytacie mnie również o to w jakim stanie są teraz moje piersi, bo niektóre z Was boją się schudnąć myśląc, że pozostaną im takie "sflaczałe baloniki". Skóra na biuście niestety bardzo powoli wraca do normy, albo nie wraca wcale! Naszym wrogiem nr. 1 nie powinny być jednak ćwiczenia i diety, a GRAWITACJA, bo to jej sprawka. Oczywiście istnieją metody by biust prezentował się dobrze nawet w głębokich dekoltach. Ja w tym celu stosuję serum do delikatnej skóry na piersiach z firmy Eveline.

Regularne stosowanie minimalizuje ryzyko powstania rozstępów, a do tego wygładza i lekko napina skórę. Niestety samo serum cudów nie zdziała! Do tego warto dołączyć ćwiczenia, które angażują (bardzo słabe zazwyczaj) mięśnie klatki piersiowej np. klasyczne pompki. Ja wykonuje ich sporo, a do tego stosuję również inne treningi, które angażują tą partię ciała, bo warto! Podobna sytuacja dotyczy Pań z małym biustem, bo ćwiczenia klatki piersiowej mogą sprawić, że biust będzie bardziej kształtny i widoczny. Wystarczy kilka minut dziennie, a zachowamy piękny, młody dekolt jednocześnie gubiąc te nadprogramowe kilogramy.

Czego chcieć więcej?
Jeśli biust pozostałby w tym samym rozmiarze to wierzcie mi na słowo... grawitacja zadziałałaby na niego szybciej niż myślicie, a nie chciałybyście chyba przerzucać sobie cycków na plecy podczas aktywności fizycznej? Ja zawsze tłumaczyłam sobie brak ruchu tym, że chciałabym zachować swój piękny uśmiech i nie wybić sobie zębów np. podczas biegania :) Teraz na szczęście ten problem powoli zaczyna znikać... Znika wraz ze znienawidzonymi kilogramami i naprawdę nie mam powodów do narzekania!


Moje drogie Panie! Coś za coś, ale tak czy inaczej uwierzcie... 
WARTO WZIĄĆ SIĘ ZA SIEBIE!
W końcu mamy do dyspozycji jeszcze biustonosze Push-Up ;)


P.S Moje drogie! Pamiętajcie, że nie samym odchudzaniem człowiek żyje... W tym miejscu chciałabym ponownie zwrócić uwagę na samokontrolę piersi! Chudnąc ubędzie Nam z nich kilka centymetrów, może rozmiarów - nie ważne, a i tak tak bardzo się tego boicie... Gdy jednak nie będziemy się badać może ubyć Nam znacznie więcej... Wybór należy do Was! Problem raka piersi dotyka coraz młodszych kobiet więc nie warto sobie wmawiać, że "mnie to nie dotyczy". Jesteś kobietą? Ten problem dotyczy również Ciebie! 


Jak poprawnie przeprowadzić samokontrolę piersi:


8 maja 2013

Zaczynam biegać!

Witajcie!
Czy u Was też był dziś taki piękny, letni dzień? Ja nie mogłam się dziś powstrzymać przed wyjściem z domu i to (UWAGA) w krótkich jeansowych szortach! Początkowo czułam się trochę dziwnie, bo nie pamiętam kiedy ostatnio pokazywałam nogi w całej okazałości, ale myślę, że zdałam ten test śpiewająco, a w zasadzie moje nogi go zdały. Nikt się na mnie krzywo nie patrzył, a nawet przeciwnie więc wydaje mi się, że jestem już prawie gotowa na nadejście lata!

Wczoraj przeżyłam mój drugi dzień z INSANITY czyli Plyometric Cardio Circuit i byłam w szoku, że wykonałam prawie cały trening. Potrzebowałam przerwy tylko przy ostatnich 15 minutach, bo jednak wykonanie 4 pompek w otoczeniu innych ćwiczeń było dla mnie mordęgą, ale dałam radę!
+100 punktów do pewności siebie! Już za chwilę kolejny trening... Ciekawe jak długo uda mi się wytrwać?

Oprócz tego, że wczoraj ćwiczyłam to poszłam jeszcze pobiegać, ale tylko w okolicach domu, bo bałam się, że dopadnie mnie burza, która przez cały dzień krążyła nad Podhalem. Pobiegałabym dłużej, ale nie chciałam się forsować przed szaleńczym treningu cardio. Jestem zadowolona, bo musiałam zwolnić dopiero po 1,5 km. Jednak moja kondycja znacznie się poprawiła od zimy...



Nie śpieszyłam się, bo nie miałam po co... Chciałam przebiec minimum 3 km i udało się! Z czasem zacznę zwiększać ten dystans, ale jeszcze wolę się trochę oszczędzać.


Bardzo się cieszę, że wreszcie się przełamałam i chyba bieganie dołączy do moich aktywności już na dobre. Moje Reebok RealFlex są wprost stworzone do takiej formy ruchu więc nie mogę pozwolić by się marnowały. Do tego kupiłam sobie bardzo ładne i wygodne spodenki firmy Adidas, w których świetnie się ćwiczy i biega, a do tego bardzo dobrze wygląda, a to jest bardzo ważne przy aktywnościach outdoorowych, które wręcz uwielbiam!


Dziś sobie troszkę "pogrzeszyłam", bo nie mogłam powstrzymać się przed najpyszniejszymi lodami na świecie! Mniam! Były pyszne :) Zaraz te pyszności przecież spalę! Lody kupiłam z pełną świadomością tej decyzji i wcale nie czuję się przez to źle. Warto było :)


A teraz trzymajcie za mnie kciuki, bo przystępuje do kolejnego treningu... Mam tylko nadzieję, że moje kolana wytrzymają kolejną dawkę Insanity! Już jutro wrócę do Was z kolejną porcją postów o ile tylko przeżyję dzisiejszy trening... 

7 maja 2013

This is... INSANITY!

Kochani... stało się! Wreszcie i ja poddałam się morderczemu wyzwaniu jakim jest INSANITY! Nie znam chyba nikogo kto odważyłby się powiedzieć, że ten trening jest dla niego zbyt łatwy. Jak wiecie od dłuższego czasu przymierzałam się do tego by wreszcie przetestować ten katorżniczy program na sobie, ale (powiem szczerze) brakowało mi odwagi! Byłam pewna, że już po kilku dniach stracę swój entuzjazm i cały proces szlag trafi, a tego nie chciałam...

ODWAŻYŁAM SIĘ JEDNAK SPRÓBOWAĆ!
... ale zacznę od początku! 

Jestem posiadaczką tego programu od lipca zeszłego roku, ale ani razu w tym czasie nie spróbowałam nawet zacząć. Mimo wszystko jednak, sugerując się opinią znajomego, który przez ponad miesiąc ćwiczył z INSANITY polecałam program wszystkim wokoło i ze znajomych, którzy wytrwali nie było nikogo niezadowolonego z efektów jakie uzyskał. Całkiem niedawno rozmawiałam na ten temat ze znajomym, który poddał się wyzwaniu i faktycznie (jak twierdzi) trochę się wymodelował mimo, że nie ćwiczył codziennie, zgodnie z rozpiską.

Myślę, że ten trening jest Wam wszystkim na tyle znany, że nie muszę go już bardziej przybliżać...
Gdy oznajmiłam wczoraj koledze, że właśnie jestem po pierwszy dniu INSANITY powiedział mi, że jestem (cytuję) "NIENORMALNA"!
Dokładnie brzmiało to tak:
- "Piszesz, że odkrywasz kobiecość, a teraz będziesz pakować i pocić się jak świnia? Nienormalna jesteś?".
- "Kochany... świnie się nie pocą!"
... i pogadali :)

Doskonale wiem, że moja kondycja nie należy do najlepszych, ale w związku z tym, że stan moich kolan się poprawił to dlaczego miałabym nie spróbować? Ćwiczenia będę wykonywać na miarę moich możliwości, czasem pewnie dużo wolniej niż pokazuje Shaun-T, ale spróbuję dać z siebie wszystko!
Dlaczego? Bo potrzebuję wyzwania, które faktycznie będzie dla mnie WYZWANIEM przez duże "W", bo z całym szacunkiem do Ewy Chodakowskiej i innych trenerów, ich programy nie mogą się równać z tym SZALEŃSTWEM! Pewnie i teraz będę mieć dni słabości kiedy to trening będzie ostatnią rzeczą o jakiej pomyśle, ale spróbuję! Nic przecież nie ryzykuje, a może być interesująco...

Wczoraj zrobiłam FIT TEST i aż wstyd opublikować jego wyniki...
Jednak zrobię to, bo uważam, że każdy od czegoś musi zacząć! Doskonale zdaję sobie sprawę, że sporo mi jeszcze brakuje do wejścia na poziom zaawansowany, na którym są niektóre blogerki, do których często zaglądam, ale cały czas biorę pod uwagę to gdzie byłam rok temu! Zaczynałam od absolutnego zera, a teraz postanowiłam zrealizować jeden ze swoich wielkich celów "wytrwać choćby miesiąc ćwicząc INSANITY!"


Cóż mogę powiedzieć... Trzymajcie kciuki, bo na pewno się przydadzą! 

Gdy zaczynałam FIT TEST czułam się jakbym szła na wojnę, bo byłam nastawiona do walki w pocie czoła i nie myliłam się! Próbowałam różnych treningów i myślałam, że już wiele widziałam, ale coś takiego jeszcze mi się nie przytrafiło. Pot z mojego czoła kapał z prędkością światła i lądował na podłodze aż w pewnym momencie zrobiła się niewielka kałuża przez, którą niemal wybiłam sobie zęby, bo poślizgnęłam się na niej. Na szczęście odbyło się bez upadku...

Oglądałam co mnie dziś czeka i przyznam szczerze, że nie wiem jak to zrobię, ale DAM Z SIEBIE WSZYSTKO! Do wakacji zostały 2 miesiące więc muszę się mocno postarać by osiągnąć efekty przez, które opadnie mi szczęka gdy tylko założę kostium kąpielowy. Prawdopodobnie w złym momencie rozpoczęłam swoją przygodę z INSANITY, bo nie wykluczone, że wyjadę jeszcze w maju na 2 tygodnie do Włoch, a kiepsko to widzę żeby kontynuować trening będąc na kempingu :) Chociaż z drugiej strony dostarczyłabym ludziom na pewno sporej dawki rozrywki, bo chyba nigdy nikt nie widział tam baby wykonującej jakieś dziwne podskoki co najmniej jakby ją stado pszczół zaatakowało, już to sobie wyobrażam! :D Najwyżej po powrocie z urlopu zacznę jeszcze raz, bo dla chcącego nic trudnego!


Może przyłączycie się do mnie? 
Czy nie warto trochę pocierpieć dla osiągnięcia takich efektów? 
W końcu INSANITY zostało przetestowane przez tysiące osób...

Ja wierzę, że warto i będę próbować!
W końcu "żeby wygrać trzeba grać!"

A na koniec "kawał", który kiedyś usłyszałam będąc na basenie... 
"Jak poznać kogoś kto ćwiczy z INSANITY?
NORMALNIE...
... bo ciągle o tym gada!"
 Chyba coś w tym jest ;)