Piekne Zdrowie - blog o zdrowym trybie życia odchudzaniu i mojej metamorfozie

14 grudnia 2012

GRUDNIOWY SPADEK FORMY - nie poddam się!

Dziś był ciężki dzień, zarówno pod kątem mojej formy fizycznej, która z niewiadomych powodów spada z dnia na dzień, jak i formy psychicznej, która to też nie ma się najlepiej. Pomyślałam, że skorzystam wreszcie z siłowni, bo nie pamiętam kiedy na niej byłam, ale w sumie chwilę później zdecydowałam się jednak na spacer z przyjaciółką, a potem basen... 


W sumie wszystko byłoby zapewne całkowitą normą, bo przepłynęłam prawie tyle co wczoraj, gdyby nie to jak się fatalnie czułam pływając! Już nie pamiętam kiedy tak źle mi się pływało i chyba po raz pierwszy nie sprawiało mi to przyjemności. Irytowali mnie ludzie, dźwięki i dosłownie wszystko co było dookoła mnie. Dziwne, bo od wczoraj nic się przecież nie zmieniło. Pomijam, że było dziś wyjątkowo zimno i jakoś odechciewa mi się pływania kiedy chwilę później muszę marznąć i szczękać zębami. Nawet w gorącym, solankowym jakuzzi nie było mi ciepło. W każdym razie przepłynęłam tyle ile chciałam, trochę się zrelaksowałam i choć wściekłam się na mój czepek przez który włosy miałam i tak mokre to swój cel osiągnęłam.

Chwilę później ogarnął mnie wielki GŁÓD! Smaki na wszystko! Postanowiłam iść do sklepu kupić coś na kolację, bo przecież coś musiałam zjeść, a tutaj idąc przez supermarket z jednej strony pączki, z drugiej strony ciastka... NO KOSZMAR! W każdym razie jestem z siebie dumna, bo udało mi się wytrwać! Nie pokusiłam się na żadne słodkości, no z małym, zdrowym wyjątkiem. Kupiłam kilogram suszonych owoców, a konkretnie daktyle i morele. Postanowiłam więc, że już wkrótce napiszę wam kilka ciekawostek o suszonych owocach tym bardziej, że na Święta chyba każdy robi kompot z suszonych owoców. Ciekawe czy wiecie, że to samo zdrowie, ale to już nie dzisiaj :)

Mam tyle pomysłów na posty, tyle rzeczy którymi bym się chciała z wami podzielić, ale wiem, że co się odwlecze to nie uciecze, a Wy przynajmniej będziecie mieć co czytać w długie, mroźne wieczory. Dziś jestem wam wdzięczna, bo to myśl o Was - moich czytelniczkach sprawiła, że nie połakomiłam się na te pięknie wyglądające pączki i inne słodkości! Nie wiem co mnie dzisiaj napadło, ale sama nie wierzyłam jak żarłoczna się stałam. Nie zawiodłam was, choć tak jak wszyscy i ja czasem popełniam błędy i grzeszę... ale o tym już wkrótce ;)

13 grudnia 2012

PRZEPISY - Łosoś ze szpinakiem

Myślałam, myślałam i myślałam co bym zjadła dziś na obiad, aż wreszcie wymyśliłam! Niektórzy jedzą ryby tylko w piątki, a ja jem je wtedy gdy tylko mam na to ochotę! 

Oto pierwszy przepis, którym postanowiłam się z wami podzielić!
Uwielbiam go!

Łosoś ze szpinakiem

Składniki:
0,5 kg filetu z łososia
4 ząbki czosnku
250g świeżego lub mrożonego szpinaku (ja wolę świeży)
3 łyżki jogurtu 0%
pieprz
sos sojowy lub sól morska
cytryna
20dag utartego sera typu mozzarella
masło do wysmarowania naczynia żaroodpornego 


Przygotowanie:
Fileta z łososia myjemy, a następnie osuszamy i skraplamy sokiem z cytryny. Oczywiście wcześniej usuwamy ewentualnie ości! Oprószamy solą i pieprzem (ja zamiast soli stosuje sos sojowy), zawijamy w folię aluminiową i wkładamy do lodówki na 1-2h. W między czasie przygotowujemy szpinak. Jeśli używamy mrożonego szpinaku to wrzucamy go na patelnię by się rozmroził. Szpinak świeży myjemy, osuszamy i wrzucamy na patelnie z łyżką oliwy z oliwek. Dodajemy czosnek przeciśnięty przez praskę oraz jogurt, doprawiamy wg. uznania. Łososia układamy w naczyniu żaroodpornym wysmarowanym masłem. Na łososia wykładamy szpinak i przykrywamy. Zapiekamy w piekarniku - 20 minut, temperatura 180 stopni C. Posypujemy utartą mozzarellą i trzymamy w piekarniku aż ser się rozpuści. 

SMACZNEGO :)





NATURALNE "WSPOMAGACZE" DIETY - Imbir

Długo zastanawiałam się o czym tym razem chciałabym napisać i nie mogłam odgonić się od pomysłów. Po długich przemyśleniach postanowiłam jednak napisać o zdrowiu! Za oknami mamy zimę, piękne słońce i mróz, a my boimy się wyjść na zewnątrz by się nie przeziębić? Wystarczy kilka prostych metod by odgonić od siebie wszystkie zarazki, a do tego przyśpieszyć sobie metabolizm i wspomóc odchudzanie i to bez zbędnych poświęceń!

Ja te metody stosuję już od dawna i nie pamiętam kiedy byłam chora, a do tego mam tyle energii, że nie sposób jest jej rozładować!
Za każdym razem będę opisywać jedną z moich metod na zdrowie i przyśpieszenie metabolizmu, a dzisiaj moim bohaterem będzie...

IMBIR, a konkretnie jego korzeń! 

Imbir to chyba jedna z najstarszych roślin, które stosuje się w ziołolecznictwie. Zawiera wapń, magnez, potas i fosfor. Żeby tego było mało to poprawia on krążenie, a do tego ułatwia trawienie, a do tego potrafi zdziałać jeszcze inne cuda! 
  • działa na nasz układ odpornościowy
  • jest naturalnym antybiotykiem - niszczy wirusy i bakterie
  • jest idealny na bóle gardła, działa przeciwzapalnie
  • pomaga także na zapalenie stawów
  • reguluje pracę woreczka żółciowego
  • przeciwdziała wzdęciom 
  • pomaga przy zgadze lub przy innych problemach z żołądkiem
  • niweluje poranne nudności (zalecany dla kobiet w ciąży)
  • pomaga usuwać toksyny z organizmu - działa moczopędnie i napotnie
  • a do tego przyśpiesza metabolizm
Kosztuje o wiele mniej niż antybiotyki i suplementy wzmacniające odporność, a wystarczy jego odrobina by poprawić swoje samopoczucie. 

Jak stosować imbir?

Ja polecam szczyptę imbiru dodawać do herbaty i wypijać ciepłą! Niesamowicie rozgrzewa i od razu dodaje energii - sama tak robię i w zupełności mi to wystarczy. Imbir można również wykorzystywać w kuchni jako przyprawę do potraw azjatyckich, ale nie tylko! Bardzo dobrą metodą jest też zrobienie naparu z imbiru (o ile lubimy jego specyficzny i intensywny smak). Wystarczy kawałek obranego i utartego imbiru zalać wrzątkiem i parzyć pod przykryciem przez 10 minut! Dla lepszego smaku do naparu można dodać łyżkę miodu. Pić powoli, małymi łyczkami! 

Ja wczoraj tak zmarzłam na koszmarnym, mroźnym wietrze, że gdyby nie gorąca herbata z imbirem to nie wiem czy bym się w ogóle rozgrzała :) Z czystym sumieniem polecam, chociaż sama nie przepadam za specyficznym smakiem imbiru... 




MOTYWACJA - NIE BÓJ SIĘ POPEŁNIAĆ BŁĘDÓW!

Postanowiłam zmienić trochę taktykę mojej walki z tłuszczem z racji tego, że ostatnio sobie pofolgowałam. Muszę mocno wziąć się w garść i nie spocząć na laurach, bo w końcu nie interesuje mnie połowiczny efekt, a same konkrety! W związku z tym postanowiłam, że będę ćwiczyć wg. grafiku, który sobie ustalę i nie będzie możliwości żebym czegoś nie zrobiła! Nie chcę jednocześnie wymuszać na sobie wykonywania pewnych czynności ze względu na to, że nie chciałabym by stały się przymusem. Wszystko co robię chcę robić z uśmiechem na ustach tylko i wyłącznie dla własnej satysfakcji i dobrego samopoczucia! I właśnie to mogę robić, bo każdy komentarz czy obserwująca osoba motywuje mnie jeszcze bardziej, przecież nie mogę się poddać gdy ktoś liczy na moją motywację, prawda?



Dziś popływałam i wreszcie po tak długim czasie przetestowałam swój czepek, który dał mi porządnie w kość, a raczej w czoło! No dokładnie, w czoło - tak mi się odcisnął, że przez 3 godziny walczyłam z poziomymi, wyglądającymi jak zmarszczki pasami na moim czole. Na szczęście zimą noszę czapkę i nie było tego widać. Niestety godzina pływania to nie wiele w stosunku do moich ostatnich grzechów żywieniowych, ale nie robię sobie wyrzutów. Wiecie dlaczego? Nie chcę się obwiniać za każde niepowodzenie, za każdy mniejszy lub większy grzeszek, bo wystarczy już, że często miewam spadki formy fizycznej, a do tego miałabym dołożyć sobie spadek formy psychicznej? Nie, dziękuję! Odchudzasz się, albo dopiero chcesz zacząć? ŚWIETNIE! Nie poddawaj się nawet gdy zgrzeszysz! Ucz się na własnych błędach! Oczywiście to nie oznacza, że możesz je popełniać.... Znajdź złoty środek i poczuj się dobrze z tym co robisz. Jest tyle możliwości ćwiczeń, aktywności fizycznych, że każda z nas znajdzie coś dla siebie, coś co pokocha i będzie ćwiczyć nie z poczucia obowiązku, a dla własnej przyjemności. Jeśli potrafisz się obżerać słodkościami i wchłaniać wszystko co pomieściła Twoja lodówka to oznacza jednoznacznie, że nie jesteś gotowa na zmianę i biorąc się za siebie chcesz zrobić zbyt duży skok nad przepaścią! Do wszystkiego musimy dążyć małymi kroczkami o czym piszę w prawie każdym poście! Nie rzucaj się od razu "z motyką na słońce".

Pogoń depresję, zimową chandrę! A kysz! Poczuj się dobrze ze sobą! Nie wyznaczaj sobie odległych celów i nie dąż do ideałów! Czasem mam wrażenie, że tak jak Thinspiracje napędzają psychikę anorektyczek, tak samo Fitspiracje napędzają ludzi dążących do innego rodzaju ideału. Popadanie ze skrajności w skrajność! Ja dziś przeczytałam, że moje osiągnięcie w metamorfozie jest faktycznie godne podziwu, ale że komuś nie podoba się moja figura. No cóż, pogodziłam się z tym już jako nastolatka, że nie będę mieć sylwetki jak moje rówieśniczki, że zawsze będę mieć figurę "starej baby", którą w tej chwili wg tego już jestem. Gdy miałam naście lat myślałam, że świat się kończy w wieku 25 lat, a tu niespodzianka! Dalej tu jestem i bawię się świetnie, czasem nawet mam wrażenie że "cofam się w rozwoju" i z każdym dniem dziecinnieje coraz bardziej :) Teraz mam przynajmniej sylwetkę odpowiednią do mojego wieku i choćbym bardzo tego chciała, wylewała siódme poty na siłowni i przepływała basen setki razy, nie mówiąc o tym że mogłabym odmówić sobie wszystkich żywnościowych przyjemności TO I TAK FIGURY NIE ZMIENIĘ i jednocześnie nie upodobnię się nawet w minimalnym stopniu do tych fit-zdjęć! Ja już to zrozumiałam, mimo, że jeszcze 2 miesiące temu dołowałam się faktem, że nie widzę w lustrze oczekiwanych efektów.

Możemy zbliżyć się do naszych ideałów, ale nigdy się nimi nie staniemy - przynajmniej w naszych oczach! Zawsze znajdziemy coś do czego się przyczepimy, bo nie możemy być bez skazy, byłoby wówczas trochę nudno, nie sądzisz? :)

Pomyśl... oglądasz zdjęcie długonogiej piękności, z idealnym brzuchem, wcięciem w talii - myślisz "Też chcę tak wyglądać!" Walczysz, walczysz, robisz wszystko i nic! Mięśnie brzucha się budują, smuklejesz, ale brakuje Ci długich nóg i wcięcia w talii... Poddajesz się, bo nie osiągasz takiego efektu jaki sobie wymarzyłaś? Może nie, ale zadowolona z efektów przez dłuższy okres czasu też nie będziesz. Są różne typy sylwetek... Panie z dużymi pupami i płaskim brzuchem, Panie z małymi pupami i odstającym brzuchem, a także te z dużym biustem i małą pupą - jak ja, a do tego wiele, wiele innych. Ja jestem zadowolona z tego jak wyglądam i ćwiczę dla siebie, dla zdrowia, samopoczucia, DLA SIEBIE! Nie dam się zwariować kolorowym magazynom, fitspiracjom i złośliwym komentarzom znajomych. Jestem jaka jestem, a każdy krok do doskonałości czyni mnie jeszcze lepszą! Jestem indywidualnością i nigdy nikt mi nie powie, że jestem czyimś klonem - i to chyba właśnie jest zdrowe podejście! Popatrz ile w mediach jest tych "idealnych" lalek Barbie, jedna podobna do drugiej do tego stopnia, że już ich nie odróżniasz... Możemy je podziwiać, ale czy chciałybyśmy wtopić się w tło jednakowych "piękności"? Wady często dodają nam charakteru i dzięki temu jesteśmy indywidualnościami.

Uwierz mi! Nie ma co się poddawać tylko z tego powodu, że nie osiągasz takich efektów jak ktoś inny, że Twoja figura nie przypomina figury Twojej fitspiracji! Bądź sobą i zachowaj siebie! Znajdź przyjemność w tym co robisz, pokochaj to, a osiągniesz sukces! Nigdy nie rób nic na siłę...






12 grudnia 2012

MOJA METAMORFOZA - DIETA cz. 2 - OBIAD

No dobrze Kochane! Jeszcze jeden post dotyczący mojej diety, bo wiem, że wiele z was właśnie na to czekało. W komentarzach i wiadomościach zaczęłyście pytać mnie o moje nawyki żywieniowe co nie ukrywam niezmiernie mnie cieszy! Jestem szczęśliwa, że mogę być czyjąś motywacją i pomóc choćby częściowo, w minimalnym stopniu. Doceniam to, że jesteście i że motywujecie mnie swoją obecnością, komentarzami, wiadomościami, obserwacjami i w ogóle tym wszystkim co daje mi znać, że chcecie mnie czytać :) Prowadzę bloga o zdrowiu, wszystko pięknie, ładnie, ale ani na chwilę nie zapominam, że to jest MÓJ BLOG i że piszę go dla siebie i dla was. A zatem tym razem chciałabym się z wami podzielić tym...

Jak wyglądały moje obiady?

Lubię różnorodność więc nie byłam w stanie trzymać się tylko kilku konkretnych potraw. Nie odmawiałam sobie również potraw, które najbardziej lubię mimo, że nie koniecznie są niskokaloryczne i bez tłuszczowe. Starałam się wykluczyć większość węglowodanów i tłuszczu, a także zminimalizować jedzenie ziemniaków. Nawet w restauracjach starałam się wybierać potrawy jak najlżejsze, lekkostrawne. 



Moje obiady to np:



  • WARZYWA w różnej postaci: fritata z warzywami, risotto, warzywa na parze, surówki, naleśniki ze szpinakiem
  • MIĘSA: cielęcina, kurczak, indyk - gotowane na parze, pieczone lub duszone np: kurczak z warzywami po chińsku, kurczak smażony bez tłuszczu, cielęcina pieczona, pieczone podudzia z kurczaka itd.
  • RYBY i OWOCE MORZA: łososia, pstrąga łososiowego, dorsza, krewetki, surimi itd.
  • ZUPY: zupa z zielonej lub czerwonej soczewicy, zupa krem brokułowa itd.
  • INNE: spaghetti z tuńczykiem, spaghetti ze szpinakiem, domowe hamburgery, berner rosti, placki ziemniaczane itd.
  • NA SZYBKO: tortilla, jajecznica, omlet, grzanki czosnkowe z mozzarellą, jajko sadzone itd.

Gdy zdarza mi się jeść poza domem to wybieram:


  • panierowany kotlet z piersi kurczaka zamiast schabowego
  • naleśniki ze szpinakiem
  • gołąbki
  • placki ziemniaczane
  • grillowana pierś z kurczaka z oscypkiem i żurawiną (to jadłam ostatnio)

Jako dodatki do obiadu wybieram:

  • ryż brązowy lub jaśminowy
  • brokuły, kalafior lub brukselka
  • inne warzywa gotowane na parze

Całkowicie (lub prawie całkowicie) zrezygnowałam z:



  • frytki
  • pizza
  • fast foody - kebab, Mc Donald, KFC
  • napoje gazowane
  • smażone ziemniaki
  • mięso wieprzowe
  • potrawy smażone



Czasem zdarzało się, że nie miałam możliwości zjedzenia obiadu więc wtedy sięgałam po coś co mogłam przegryźć na szybko: kanapkę, jogurt - cokolwiek, ale wtedy nadrabiałam kolacją i starałam się zjeść coś ciepłego, przynajmniej jeden posiłek! 

Wydawać by się mogło, że jadłam to co wszyscy, którzy nie są na diecie i owszem! Nie ograniczałam się w różnorodności czy kaloryczności potraw, ale zwracałam uwagę na to ILE ZJADAM! Wydaje mi się, że mój sukces polegał na tym, że ograniczyłam wielkość porcji i nigdy, przenigdy nie robiłam dokładek. Oprócz tego ograniczyłam większość tłuszczu i zrezygnowałam ze smażonych, ciężkich potraw. Muszę przyznać, że po miesiącu miałam wrażenie, że mój żołądek się skurczył, bo nie mogłam już zjeść normalnej porcji jaką spożywałam do tej pory. Zapewne zasługą tego było to, że jadłam kilka razy dziennie i nigdy nie byłam aż tak głodna żeby rzucić się na jedzenie. Najśmieszniejsze jest to, że coraz częściej nie dojadam obiadów, bo jestem pełna i gdybym zjadła chociaż kęs więcej to chyba bym pękła. 


NAJWAŻNIEJSZE W MOJEJ DIECIE:

  • jem produkty naturalne, bez chemii spożywczej!
  • używam tylko oleju ryżowego, rzepakowego lub dobrej oliwy z oliwek
  • jem małe porcje
  • 30 minut po posiłku wypijam zieloną herbatę
  • 30 minut przed posiłkiem wypijam szklankę wody lub soku warzywnego/marchewkowego
  • przestaję jeść gdy czuje, że jestem najedzona
  • jem powoli i dokładnie przeżuwam każdy kęs (żeby informacja o sytości zdążyła dotrzeć do mózgu)
  • przestałam jeść na kanapie lub siedząc na łóżku przed telewizorem - jem przy stole
  • nie jem na stojąco!
  • śmietanę w potrawach zastąpiłam jogurtem greckim
  • dużą patelnię zastąpiłam małą ceramiczną
  • nie używam frytkownicy ani mikrofali (bo nie posiadam)
  • jem produkty bogate w błonnik


To chyba wszystkie moje tajemnice... 
W następnych postach postaram się wam opisać moje kolacje, a także grzeszki, które mi się przytrafiły podczas ostatnich 3 miesięcy, a były i takie! 


Tutaj możecie poczytać część I o moich śniadaniach:

C.D.N...




11 grudnia 2012

ZIMOWA MOTYWACJA - Ćwiczyć można wszędzie!

W dniu dzisiejszym postanowiłam trochę poszaleć i w związku z nowym, motywującym konkursem u Ewy Chodakowskiej na Facebooku i udałam się na ćwiczenia w bardzo nietypowe miejsce. Oczywiście trening w tym przypadku to za dużo powiedziane, bo najważniejsze (i najtrudniejsze) w tym wszystkim było wdrapanie się na szczyt Kopca Krakusa czyli jednego z wyższych punktów Krakowa. Niestety jedyne co było widać z góry to smog, który zawiesił się nad miastem i zatruwa nas od środka, taki O! Paskudny, cichy i śmierdzący zabójca...

W każdym razie nie straszny mi był mróz, wiatr, a nawet sypiący śnieg!


Side Plank na szczycie Kopca Krakusa


A tutaj już schodzenie, a raczej staczanie się z Kopca Krakusa i lawina!

Nie muszę wam chyba mówić jakie miny mieli ludzie, którzy pod Kopiec przyszli na spacer ;)

Mój spacer w każdym razie zaliczony i byłby bardzo pozytywny gdyby tylko powietrze było świeże...

MOJA METAMORFOZA - DIETA cz. 1 - ŚNIADANIE

Moje drogie! Tak jak obiecałam wczoraj podzielę się z wami moimi nawykami żywieniowymi i tym jak sukcesywnie udawało mi się je zmienić podczas trwania mojej metamorfozy. Nie wierzę, że w ciągu tak krótkiego czasu można porzucić tak wiele destrukcyjnych nawyków, które to do tej pory odpowiadały za przyrost mojej wagi.

Tytułem wstępu, z góry chciałabym nadmienić, że NIE JESTEM DIETETYKIEM, a osobą, która w ciągu swojego życia przetestowała już chyba wszystkie możliwe diety i oczywiście każdą bezskutecznie. Każdy organizm jest inny więc nie możemy mieć pewności, że Twój organizm zareaguje podobnie jak mój. Łatwo mi to wszystko mówić? Pamiętajcie, że ja też kiedyś zaczynałam, też byłam w tym miejscu gdzie Ty i nie poddałam się żeby osiągnąć sukces. Zdaje sobie jednocześnie sprawę, że gdyby moja dieta była bardziej restrykcyjna to efekty były by jeszcze bardziej spektakularne, ale nie lubię odmawiać sobie pewnych rzeczy, bo po co? Żeby czuć się nieszczęśliwie? Zawsze współczułam moim koleżankom gdy były na diecie i nie mogły pozwolić sobie na wszystko więc opracowałam taki system żywienia, żebym nie musiała sobie niczego odmawiać :)

Jestem jedną z tych osób, które "jedzą oczami" i czasem samo przygotowanie posiłku sprawia, że czuje się najedzona i w cale nie muszę próbować tego co ugotowałam. Uwielbiam gotować i kocham jeść, próbować nowe potrawy, testować przepisy! Niestety mieszkam sama więc nie mam dla kogo gotować przez co zaniedbałam też sama siebie i żywiłam się głównie "śmieciowym żarciem", ale był też moment kiedy np. w KFC wybierałam sałatkę, której wartość odżywcza jest oczywiście niewielka. Dopiero teraz mogę powiedzieć, że żywię się dużo lepiej, choć moich nawyków nie nazywałabym "dietą", bo to słowo kojarzy mi się tylko z wyrzeczeniami. W zasadzie kiedyś stosowałam się do tego, żeby jeść jak najmniej kalorii czyli maksymalnie 1000 albo 1500, ale teraz kiedy dużo ćwiczę zdaje sobie sprawę, że muszę jeść trochę inaczej no i zwiększyć wartość energetyczną, a do tego dołożyć białko.

Co się zmieniło w moich nawykach żywieniowych?


Po 1. Wprowadziłam do swojej diety ŚNIADANIE! Do tej pory nigdy nie miałam na nie czasu ani nawet ochoty. Potrafiłam nic nie jeść przez 6-8 godzin po rozpoczęciu dnia, a potem "wchłaniałam" bardzo duże ilości jedzenia i to nie koniecznie zdrowego! Moje śniadanie to np:

  • nieduża miseczka płatków musli z 2% mlekiem + otręby
  • owsianka
  • bułka pełnoziarnista (np. z pestkami dynii lub słonecznikiem) lub grahamka z chudą wędliną, listkiem sałaty, pomidorem, rzodkiewką, szczypiorkiem, serkiem topionym lub żółtym serem (nie lubię masła więc nie używam go do smarowania). 
  • bułka pełnoziarnista lub grahamka z własnoręcznie przygotowanym chudym twarożkiem
  • bułka pełnoziarnista lub grahamka z prawdziwym miodem (kupuje miód tylko u pszczelarzy! Nigdy w sklepach!)
  • jajka w każdej postaci - jajko na miękko, jajecznica (gotowana na parze lub czasem na maśle, solo lub ze szczypiorkiem), omlet itd.(Kupuje świeże jajka na bazarze lub wybieram jajka kur Zielononóżek)
  • parówki (wybieram takie, które nie zawierają wzmacniaczy smaku np. glutaminianu sodu oraz są zrobione z prawdziwego mięsa, a nie z "mięsa oddzielonego mechanicznie")
Do śniadania najczęściej wypijam szklankę soku pomarańczowego BEZ CUKRU! Najlepiej świeżo wyciskanego lub jednodniowego np. Marwit. 


Po 2. Po około 2 godzinach od śniadania jem "DRUGIE ŚNIADANIE", a przynajmniej staram się je jeść! Najczęściej jest to coś co mogę mieć zawsze ze sobą, na zakupach czy na uczelni np:

  • mały jogurt (ja wybieram BAKOMA Twist 0%, który jest słodzony stewią i nie zawiera sztucznych barwników)
  • owoc np. banan, mandarynki, jabłko itd. 
  • batonik musli 
  • szklanka przecierowego soku marchewkowego BEZ CUKRU np. Karotka lub Vitaminka.
  • ciastko pełnoziarniste
  • koktajl owocowy z jogurtem

Dzięki tym dwóm posiłkom przestałam rzucać się na jedzenie i zjadam dużo mniejsze porcje dzięki czemu mój brzuch przestał być wydęty. Polecam śniadania bogate w błonnik pokarmowy! Śniadanie może być też syte i całkiem spore (szczególnie zimą!). Ja stawiam głównie na to by było ZDROWE, a nie niskokaloryczne. Następnie po około 30 minutach, tak samo jak i po innych posiłkach, wypijam filiżankę zielonej herbaty na przyśpieszenie metabolizmu, a już dosłowną chwilę później dostaję takiego zastrzyku energii jak króliczek Duracela, która utrzymuje się przez cały dzień! 

Kiedyś wydawało mi się, że nie mam czasu na śniadanie, wolałam pospać sobie kilka minut dłużej, ale teraz z ochotą wstaję rano i ledwo przytomna udaję się do kuchni żeby przyrządzić sobie coś dobrego. Śniadań nie jadłam także, bo nigdy rano nie byłam głodna! Wypijałam wodę mineralną i wypalałam pierwszego papierosa i to było moje śniadanie (od września przestałam palić). W efekcie nie miałam energii na resztę dnia, napychałam się obiadem lub kolacją dodając sobie energii dopiero późnym popołudniem lub wieczorem, a w konsekwencji tego cierpiałam na bezsenność. Do moich grzechów zaliczałam również nocne podjadanie, bo z kolei nie mogłam zasnąć jak burczało mi w brzuchu. Całość była błędnym kołem, aż wreszcie znalazłam z niego wyjście... 

Tak więc pierwszym krokiem do osiągnięcia upragnionej sylwetki są właśnie te niedoceniane przez wszystkich ŚNIADANIA! 

A co dalej? 
C.D.N...






10 grudnia 2012

PODSUMOWANIE TRENINGÓW - MOJA METAMORFOZA - 3 MIESIAC

Tak jak obiecałam postanowiłam podsumować moje dokonania z ostatnich 3 miesięcy. Dziękuje serdecznie wszystkim za miłe komentarze, gratulacje i trzymanie kciuków! Teraz będziecie jeszcze bardziej potrzebni, bo moja metamorfoza dotarła do punktu zwrotnego... albo się poddam, albo dam z siebie 200% żeby osiągnąć swój cel i zadziwić was za kolejne 3 miesiące! Muszę przyznać, że nie wierzyłam, że tego dokonam, że będę w tym miejscu, w którym jestem w tej chwili. Może nie straciłam 30kg jak niektóre dziewczyny, ale i tak cieszę się, że podjęłam wyzwanie i że nie poddałam się gdy pojawiały się kolejne przeciwności na mojej drodze w dążeniu do ideału, którego w dalszym ciągu nie potrafię zdefiniować, ale wiem, że on gdzieś tam jest i prędzej czy później go odnajdę!

A teraz przychodzi pora na konkrety...
Całe moje wakacje był aktywne, dużo chodziłam, pływałam i jeździłam na rowerze - także na urlopie we Włoszech nie próżnowałam, ale efekty były znikome.
Po powrocie się zaczęło pomimo bólu kolan oraz kręgosłupa...

PODSUMOWANIE TRENINGÓW:

TYDZIEN I
17.09.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL
18.09.2012 - "Leśna wycieczka na TURBACZ" - około 12 km wędrowania
19.09.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL
21.09.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL + I podejście do KILLERA (15 minut)
22.09.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL
23.09.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL + 36 km ROWER (3,5h)

TYDZIEŃ II
25.09.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL + II podejście do KILLERA (25 minut)
26.09.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL
27.09.2012 - BASEN 1,75km (1godz i 25 minut)
28.09.2012 - "Krakowska Masa Krytyczna" - ROWER 45 km (4h)
30.09.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL

TYDZIEŃ III 
04.10.2012 - ROWER - 12 km (45min) + BASEN 1,75km (1godz i 25 min)

TYDZIEŃ IV
08.10.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL
11.10.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL
12.10.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL

TYDZIEŃ V
15.10.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL
16.10.2012 - "Wycieczka do Ojcowa" - ROWER 75km (5,5h)
18.10.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL
19.10.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL + BASEN 1,12 km (1h)
20.10.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL + ROWER 20km (1,5h)

TYDZIEŃ VI
23.10.2012 - ROWER TRENINGOWY (1 godz i 45 min)
24.10.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL + ROWER TRENINGOWY (25min)
25.10.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL + BASEN 1,24 km (1h)
26.10.2012 - "Krakowska Masa Krytyczna" - ROWER 36 km (2,5h)

TYDZIEŃ VII
1.11.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL + ćwiczenia na brzuch (15 min)
2.11.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL + ćwiczenia na brzuch (15 min)
4.11.2012 - ćwiczenia na brzuch (20 min)

TYDZIEŃ VIII
5.11.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL + ćwiczenia na brzuch (15 min) + SPACER 4,6km (45 min)
6.11.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL
7.11.2012 - BASEN 1,28 km (1,5h)
8.11.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL + ćwiczenia na brzuch (15 min) + I podejście TURBO (25 min)
9.11.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL + ćwiczenia na brzuch (15 min) + PILATES (1h) + BASEN 1.09 km (45min)
10.11.2012 - SPACER 5,5km (1,5h)

TYDZIEŃ IX
12.11.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL + ćwiczenia na brzuch (15 min)
13.11.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL + ćwiczenia na brzuch (15 min)
14.11.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL + ćwiczenia na brzuch (15 min) + BASEN 1,28km (1,5h)
16.11.2012 - BASEN 1,29 km (50min)
17.11.2012 - NOCNY SPACER 5,17 km (55min)

TYDZIEŃ X
19.11.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL + ćwiczenia na brzuch (15 min)
21.11.2012 - JAZDA NA ŁYŻWACH 12km (1,5h)
22.11.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL + ćwiczenia na brzuch (15 min) + BODY BALL (45min) + HULA HOP (5min)
23.11.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL + ćwiczenia na brzuch (15 min) + BODY BALL (45min)
24.11.2012 - HULA HOP (5min)
25.11.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL + ćwiczenia na brzuch (15 min) + BODY BALL (30min) + HULA HOP (5min)

TYDZIEŃ XI
26.11.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL + ćwiczenia na brzuch (15 min) + HULA HOP (20 min)
27.11.2012 - Ewa Chodakowska - SKALPEL + ćwiczenia na brzuch (15 min)
28.11.2012 - ORBITREK (55min)
29.11.2012 - SPACER 4,3km (1,5h) + Ewa Chodakowska SKALPEL (30 min)

TYDZIEŃ XII
7.11.2012 - Ewa Chodakowska - TRENING Z GWIAZDAMI (DUETY)
9.11.2012 - Ewa Chodakowska - BALANCE TRENING + SUPERSET + ćwiczenia na brzuch (15 min)


Kiedyś na FACEBOOK'u u Ewy Chodakowskiej wyczytałam teorię jednej z dziewczyn, że SKALPEL nie ma działania spalającego tłuszcz, a jedynie formuje mięśnie - ciekawe prawda? Ja trenowałam prawie sam SKALPEL i trochę tłuszczu jednak mi zniknęło :) Jak widzicie miałam też swoje gorsze tygodnie jak każda z nas, bo mamy do tego prawo! Generalnie mogłam więcej ćwiczyć, nie robić przerw i żywić się lepiej, a wówczas osiągnęłabym więcej, ale czy wtedy bym wytrwała do końca? Nie sądzę... Wolałam wszystko wprowadzać metodą małych kroczków i dopiero w II miesiącu zaczęłam się odżywiać lepiej... Niczego nie żałuję! Niczego co zjadłam, albo co przeleżałam na kanapie, życie na tym polega żeby niczego w nim nie żałować!



Mój brzuch nie jest jeszcze płaski, ale jego nadmiar nie wylewa się na kolana podczas siedzenia! Wierzę, że uda się spełnić wszystkie moje cele...

W następnym poście opiszę wam co jadłam, jakie triki stosowałam i jakie nawyki nabyłam. Cieszę się, że jesteście, że czytacie, obserwujecie, komentujecie! To wszystko dodaje mi skrzydeł i dzięki temu motywujecie mnie jeszcze bardziej, bo chcę wam udowodnić, że NIE MA RZECZY NIE MOŻLIWYCH.

Na chwilę obecną chcę osiągnąć wagę 65 kg, ale do wszystkiego dojdę powoli i małymi kroczkami... Obiecałam sobie NAGRODĘ za wykonanie tego zadania i bardzo długo myślałam co to może być. Widziałam, że niektóre dziewczyny obiecały sobie torebki, buty itd, ale tego to akurat mam na pęczki. Pomyślałam "Może bransoletka, o której marzę?" Nie, jednak nie... Bransoletkę kupie sobie bez okazji, albo wyegzekwuje ją jako prezent ;) Pomyślałam, że osiągnięcie tego celu będzie dla mnie swoistym "odrodzeniem", nowym życiem. Jeden już taki moment zwrotny nastąpił w moim życiu i wówczas na moim ciele pojawił się pierwszy tatuaż. Przyświecała mu wyjątkowa idea! Miał być czymś co zostanie ze mną do końca życia, co nie odejdzie tak jak ludzie, którzy są tylko wtedy gdy czegoś potrzebują. Cały czas mówię, że dodajecie mi skrzydeł, że czytając bloga motywujecie więc postanowiłam... ZROBIĘ KOLEJNY TATUAŻ! Myślałam o skrzydłach lub powiększeniu tego co już posiadam, ale to się zapewne okaże późną wiosną. Póki co muszę skupić się na osiąganiu najbliższych sukcesów czyli na początek waga z cyferką 6 z przodu! Uda się? Oczywiście, że tak!



MOJA METAMORFOZA - 3 MIESIĄCE Z EWA CHODAKOWSKA - EFEKTY

Dziś nadszedł ten dzień by podsumować moje dotychczasowe osiągnięcia po moich 3 pierwszych miesiącach z Ewą Chodakowską! Byłam przerażona zarówno stając na wadze jak i biorąc centymetr do ręki, nie mówiąc już o zdjęciu, ale i tak efekty mnie zaskoczyły.

W tym miesiącu ćwiczyłam bardzo mało, a ostatnie 2 tygodnie to już prawie w ogóle. Niestety przyczyniły się do tego zakwasy i przebywanie u rodziców, ale i tak osiągnęłam swój cel! WYTRWAŁAM 3 PEŁNE MIESIĄCE - całe 12 tygodni! Nie mogę uwierzyć, że dałam radę i że c
zas tak szybko minął. Teraz wiem, że mogę osiągnąć wszystko bez zbędnych poświęceń i odmawiania sobie wszystkiego. Wystarczy kilka treningów w tygodniu przed telewizorem zamiast leżenia na kanapie.

A oto porównanie moich efektów w postaci kilogramów i centymetrów:

efekty ewa chodakowska przed i po metamorfoza efekty ćwiczeń motywacja odchudzanie tabela wymiarów
W sumie przez 3 miesiące naliczyłam, że łącznie ubyło mi -46 cm!!! 
Jeszcze w poniedziałek 3.12 zawartość tłuszczu w moim organizmie to było 29,8, ale jak widać wzrosło.

Nie wierzę, że to się dzieje! Że tak niewiele potrzebowałam żeby poczuć się dużo lepiej i zacząć wyglądać dużo lepiej. Uwielbiam te komentarze znajomych gdy mówią: "WOW, ale schudłaś!" lub "Nie chudnij tyle, bo znikniesz!". To dodaje mi jeszcze więcej energii i daje niesamowitą MOTYWACJĘ do działania! Nikt chyba nie wierzył, że uda mi się schudnąć, a jednak! Sama w to nie wierzyłam, ale nie poddawałam się. Początkowo nie widziałam efektów, załamywałam się i miałam wyrzuty sumienia po każdym zjedzonym posiłku, ale okazuje się, że efekty były tylko ja ich nie dostrzegałam. Udowodniłam sobie i innym, że nie trzeba się głodzić i odmawiać sobie wszystkiego by osiągnąć sukces i by efekty były widoczne! Jestem szczęśliwa, że udało mi się znaleźć motywację w postaci ciekawości i niedowierzania w działaniu metod, które przedstawia Ewa Chodakowska. Teraz pozostaje mi uwierzyć, bo mam w końcu namacalny dowód na skuteczność ćwiczeń Ewy Chodakowskiej!

A oto moje efekty po 3 miesiącach ćwiczeń:

metamorfoza EWA CHODAKOWSKA efekty ćwiczeń z ewa chodakowska przed i po efekty treningów odchudzanie przed i po motywacja do odchudzania

metamorfoza EWA CHODAKOWSKA efekty ćwiczeń z ewa chodakowska przed i po efekty treningów odchudzanie przed i po motywacja do odchudzania

metamorfoza EWA CHODAKOWSKA efekty ćwiczeń z ewa chodakowska przed i po efekty treningów odchudzanie przed i po motywacja do odchudzania


Moje ciało się wysmukliło, a 5% tłuszczu zostało zamienione na 4% mięśni! Poprawiła się moja koordynacja ruchowa o kondycji i wytrzymałości już nie wspominając. Moje mięśnie grzbietowe zostały wzmocnione i bóle kręgosłupa powoli zaczynają znikać, a do tego przestałam się garbić! Niedawno weszłam też w spodnie, w których od 3 lat nie mogłam chodzić, bo nie chciały mi przejść przez biodra. Nic mi się nie wylewa, nie marszczy...

CZUJE SIĘ REWELACYJNIE! 
Jestem o wiele bardziej pewna siebie i wierzę, że to co robię ma sens i ani mi się śni przestać w takim momencie! Już od dziś ustalam sobie cele na kolejne 3 miesiące i nie zawaham się je zrealizować w 100%
Wymarzona sylwetka czeka już na mnie za zakrętem i co? Niby teraz miałabym się poddać? O NIE! NIGDY! Jestem o wiele szczęśliwsza, częściej się uśmiecham i wstaje z radością! Coraz częściej patrze na siebie w lustrze i podoba mi się to co widzę.

Warto rozpocząć walkę o "NOWĄ SIEBIE"! 
Ja nie żałuję żadnej swojej decyzji... no może tylko tego, że czasem nie chciało mi się ćwiczyć, ale teraz to się skończy! Koniec wymówek... jestem gotowa na kolejne wyzwanie!
A TY?



9 grudnia 2012

Metamorfozy z Ewa Chodakowska ciąg dalszy...

Wczoraj był kolejny dzień bez ćwiczeń i w cale nie czuję się z tym dobrze, ale nie miałam nawet siły. Do tego wszystkiego wstałam wcześnie co dla mnie jest mordęgą, podobnie jak spędzenie kilku godzin na siłowni, a na efekty tego dnia nie trzeba było długo czekać, bo po przyjściu praktycznie od razu padłam! Do tego wszystkiego muszę wam powiedzieć, że mam straszne zakwasy na nogach i ramionach po ostatnich ćwiczeniach z płytą "Trening z Gwiazdami". Ewa Chodakowska dała mi po raz kolejny taki wycisk, że ledwo się ruszałam, a oto i efekty! Do dziś czuję zakwasy, ale zaraz mimo wszystko pójdę ćwiczyć. Muszę przyznać, że spodobały mi się ćwiczenia z tą płytą! Myślę, że każdemu przypadły by do gustu gdyby znów po dłuższym czasie zaczęli "cierpieć" po treningu. Możecie nazywać mnie wariatką, ale to właśnie lubię!


Dziś koleżanka ciągnie mnie na łyżwy, ale jest tak zimno, że nie mam ochoty się ruszać z domu. Siedzę pod kołderką z ciepłą herbatką i kotem na kolanach. Może jednak się wybiorę? Mam jeszcze godzinę na przemyślenia, ale chyba nic z tego jednak nie wyjdzie...

Tak spędzamy dzisiaj dzień.
Muszę przyznać, że moja metamorfoza zaczyna wchodzić mi w krew, bo ostatnio nawet nie mam ochoty na słodycze, natomiast pochłaniam kilogramy mandarynek. Słodycze zastąpiłam sobie chyba moim ostatnim świetnym zakupem, a mianowicie "słodkimi bokserkami".



Uwielbiam je! Mogę napatrzyć się na słodkości nie tyjąc od nich :) Czasem dobrze gdy ciacha idą mi w tyłek, a raczej w tym przypadku - na tyłek.


No dobrze, koniec tego pisania... przystępuję do działania! Czas coś zjeść, a potem intensywnie dać sobie wycisk - w końcu dziś mój ostatni dzień do dopełnienia pełnych 12 tygodni z Ewą Chodakowską. Oczywiście to jeszcze nie koniec metamorfozy, a dopiero jej początek! Jutro rozpoczynam kolejny etap zmian... zmian na lepsze! Tymczasem jednak jutro czekają mnie dokładne pomiary i zdjęcia pokazujące moje efekty ćwiczeń i wycisku jaki dała mi przez ostatnie 3 miesiące Ewa Chodakowska. Trzymajcie kciuki!!!