Piekne Zdrowie - Blog o zdrowiu i urodzie

14 lutego 2013

FIT WALENTYNKI na talerzu!

Witajcie Kochani!

Wreszcie wróciłam do swojego krakowskiego życia po ostatnich dwóch dniach przerwy. We wtorek trochę się wyjeździłam na snowboardzie i stwierdzam, że właśnie tego mi brakowało. Niestety pofolgowałam sobie również z dietą, ale po tym weekendzie biorę się ostro za siebie. Dlaczego po weekendzie? Okazało się, że w ten weekend mam 3 egzaminy, a do tego muszę poprawić swoją ostatnią pracę i napisać trzy kolejne. Nie wiem czy będę mieć w ogóle czas na sen, a co dopiero ćwiczenia... Po weekendzie będzie już trochę luźniej.

Dziś w każdym razie spędziłam pół dnia w kuchni i to ze względu na określony cel, ale okazało się jednak, że nie miało to najmniejszego sensu. Miało być wyjątkowo, pysznie i co najważniejsze... Walentynkowo...


A oto moje dzieło czyli pierwsze w życiu DIETETYCZNE ciasteczka owsiane! :)

Do upieczenia ciasteczek wykorzystałam musli, które otrzymałam od sklepu "Musli - Tak Jak Chcesz".
Pomyślałam, że najlepsza do nich będzie mieszanka, którą nazwałam "Smakuska" czyli płatki 6 zbóż, pestki dyni, żurawina, truskawki liofilizowane krusz, maliny liofilizowane, rodzynki królewskie, migdały, kulki ciastkowe w czekoladzie, ciemna czekolada z Belgii.

SKŁADNIKI:
2 szklanki mojej mieszanki "Musli - Tak Jak Chcesz". 
2 dojrzałe banany

PRZYGOTOWANIE:
Banany rozgniotłam na gładko widelcem, a następnie dodałam do nich 2 szklanki mojego ulubionego musli. Mogą to być również płatki owsiane np. z rodzynkami lub żurawiną. Można stworzyć najróżniejsze smaki, a jedynym ograniczeniem jest wasza wyobraźnia. Płatki dokładnie wymieszałam z bananami i odstawiłam na 15 minut. 

Silikonową foremkę wypełniłam dosyć grubą warstwą powstałej masy. Ponieważ moje ciasteczka są dosyć grube piekłam je w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni Celsjusza przez 20 minut. Dla cieńszych ciasteczek wystarczy 10-15 minut. 


Palce lizać! <3
Kto wie... jak tak dalej pójdzie może polubię Walentynki? :) 

Oprócz ciasteczek owsianych chciałam również upiec ciasto marchewkowe jednak pierwsza wersja się nie udała... W tym momencie w piekarniku jest wersja druga z lekko zmodyfikowanego przepisu i jestem bardzo ciekawa co z tego wyjdzie. Ciasto to jest trochę mniej dietetyczne niż ciastka, ale w dni takie jak ten nawet i ja potrzebuję osłodzić sobie życie!

Zarówno ciastka jak i ciasto miały być prezentem, ale chyba nic z tego nie wyjdzie :(
Nie ma jednak tego złego co na dobre by nie wyszło... Sama wszystko spałaszuje ze smakiem! 
To na pewno nie będą moje ostatnie wypieki!!!

A Wy?
Jak spędziliście lub spędzacie Walentynki (lub jak kto woli WalęDrinki czy też WalęTynki z Dynki)? :)
Mam nadzieję, że chociaż Wy miałyście udany dzień...

Ja w tym dniu z całego, mojego, zdrowego serducha życzę Wam dużo, dużo i jeszcze więcej miłości... szczególnie tej do samych siebie! 
Kochajcie siebie, swoje ciało i dopieszczajcie je sporą dawką zdrowia! 
Dlaczego? BO NA TO ZASŁUGUJECIE <3




12 lutego 2013

10 najczęściej popełnianych błędów podczas diety - cz. 2

Witajcie Kochani!

Dziś specjalnie dla Was przygotowałam drugą część wpisu  "10 najczęściej popełnianych błędów podczas diety". Wiem, że trochę się na niego wyczekaliście, ale już rozwijam temat. Dostaję od Was tyle próśb, propozycji tematów i wiadomości, że w połączeniu z moją pracą, nauką i leniwym trybem życia, który próbuję przekształcić w aktywny - NIE MAM NA NIC CZASU! :) 
Ja po prostu wstaje i potrafię wsiąknąć odpisując na wiadomości czy wyszukując nowe inspiracje, a także czytając, bo przecież nie chcę sprzedać Wam nie sprawdzonych informacji! Już wkrótce napiszę Wam o kilku bzdurach, które mnie rozbawiły, a zostały znalezione na stronach o tematyce FIT. Może nie znam się jeszcze aż tak bardzo na ćwiczeniach, ale wiem coraz więcej, a tematyka odchudzania i zdrowia często też pojawia się u mnie na uczelni. Przecież wszystko zależy od naszego podejścia... 

No, ale wracając do tematu... 
10 najczęściej popełnianych błędów podczas diety poznaliście już w poprzednim poście.
Tym razem postanowiłam Wam wyjaśnić dlaczego te błędy mogą zaważyć o skuteczności naszego odchudzania, a także jak je zmienić! W dzisiejszym poście przybliżę Wam pierwsze 3...

1. Nie jedzenie po treningu.

weight-lifting-complete.com

To chyba jeden z najczęściej popełnianych błędów podczas odchudzania i to on ma spory wpływ na nieskuteczność naszej metody na idealną sylwetkę. Też kiedyś nie jadłam po treningu, bo myślałam, że kalorie trzeba spalić, a potem ich nie uzupełniać. BZDURA! To jeden z mitów, w które nie warto wierzyć. Przyznam, że dowiedziałam się o tym w przeciągu ostatnich 6 miesięcy więc nie przejmujcie się! Wszystkie nawyki można zmienić! 

Postaram się przedstawić to najbardziej obrazowo jak potrafię. Podczas treningu wyzbywamy się energii, czyli inaczej mówiąc spalamy kalorie, które spożyliśmy w ciągu dnia, ale absolutnie nie oznacza to, że nie powinniśmy ich potem uzupełnić. Jeżeli po treningu nie uzupełnimy energii nasz organizm zacznie się bronić przed jej utratą jednocześnie spowalniając nasz metabolizm lub też spalając mięśnie zamiast znienawidzonego tłuszczyku. 

Jak sobie z tym poradzić?
Jeśli ćwiczysz rano lub w ciągu dnia to i tak uzupełniasz spaloną energię. Jeśli jednak jesteś "nocną marą" i najbardziej lubisz trenować wieczorem lub w nocy to po treningu (choćby był tuż przed snem) powinnaś uzupełnić kalorię. Ja trenuje w godzinach 23-02 więc uzupełniam energię jogurtem lub serkiem wiejskim, białym. Czasem zdarzało mi się również wypić szklankę mleka. W zasadzie wszystko co zawiera białko będzie dobrym rozwiązaniem. 


2. Nie jedzenie po godzinie 18.

singlemindedwomen.com

Wybaczcie, że bardzo często Was za to ochrzaniam, ale to największy i najgłupszy błąd jaki możecie popełnić! Jeżeli chodzicie spać o godzinie 20 to akurat ten punkt Was nie dotyczy! Możecie wówczas śmiało spożywać ostatni posiłek o godzinie 18. Jeśli jednak jesteś osobą, która chodzi późno spać to próbujesz tym sposobem zagłodzić swój organizm!

Oczywiście, ja również popełniałam ten błąd gdy byłam nastolatką, a także kilka lat temu. Jednak ostatnio nie potrafiłabym już zasnąć z pustym żołądkiem i burczeniem w brzuchu. Często nawet potrafiłam obudzić się w nocy żeby tylko zjeść. 

Powiedzmy, że chodzisz spać o północy, i że wstajesz o godzinie 8 rano czyli po pełnych 8 zalecanych godzinach snu. Ostatni posiłek zjadasz o 18 więc przez jeszcze 6 godzin Twój organizm nie otrzymuje energii ani wartości odżywczych w postaci pokarmu. Do tego doliczmy te 8 godzin snu, co daje nam już 14 godzin bez jedzenia! DOBA MA 24 GODZINY! Powinniśmy jeść minimum 5 razy dziennie... Mam rozumieć, że jesz przez 10 godzin co 2 godziny, a potem przez 14 nic? Myślisz, że tak jest lepiej, bo chudniesz? OK! WSPANIALE! Chudniesz, bo robisz pierwszy krok w stronę głodówki, która jak wiesz zapewni Ci utratę kilku kilogramów, które jednak bardzo szybko i jak bumerang do Ciebie powrócą ze zdwojoną siłą! Podobnie jak w punkcie 1... Organizm musi otrzymywać pokarm regularnie, bo w innym przypadku zatrzyma nasz metabolizm i o efektach będziemy mogli pomarzyć. 

Nie chodzi tutaj o same efekty, prawda? Najważniejsze jest zdrowie! Musimy zatem jeść... 
Jak sobie z tym problemem poradzić? To proste! Wystarczy jeść ostatni posiłek na około 2 godzin przed snem! Czyli powiedzmy około 22 korzystając z powyższego przykładu. Wówczas głodzimy się tylko przez 10 godzin, a przez 14 mamy czas na rozłożenie 5 zbilansowanych posiłków. 

Co warto zjeść na kolację? U mnie najczęściej jest to sałatka lub jogurt. W każdym razie sięgam zawsze po coś co ma niską zawartość węglowodanów. W końcu cukry są pokarmem dla mózgu, a mózg o 22 już nie musi pracować ;) 


3. Nie jedzenie śniadań.

123rf.com
Oj tak! To chyba mój "ulubiony" błąd, który popełniałam odkąd tylko sięgnę pamięcią! Nigdy nie byłam entuzjastką śniadań więc moja Mama wmuszała mi je przed szkołą na siłę! Wolałam rano pospać o te 5 minut dłużej, więc przygotowane śniadania najczęściej przeżuwałam jeszcze będąc na wpół nieprzytomna. Gdy zamieszkałam sama obiecywałam sobie, że będę zjadać śniadania, ale w efekcie nigdy nie starczyło mi czasu! Zawsze się spieszyłam... to do pracy, to na uczelnię... Nie miałam nawet czasu kupić drożdżówki w piekarni obok. Do tej pory walczę z tym koszmarnym nawykiem, ale udaje mi się wygrywać. Może nie jem tuż po przebudzeniu, ale staram się najpóźniej do 2 godzin. 

Doskonale rozumiem wszystkich, którzy śniadań nie jedzą ze względu na lenistwo i brak czasu, ale wygląda na to, że śniadanie wcale nie zajmie nam tak dużo czasu jak myślimy. Skrytykowaliście wielokrotnie, że rano często sięgam po owsianki błyskawiczne, ale czasem to jedyna możliwość zjedzenia czegoś rano. Oczywiście sięgam po nie gdy się śpieszę i nie mam czasu. W innych przypadkach warto spróbować np. musli z jogurtem lub mlekiem, własnoręcznie przygotowanej owsianki, kaszy jaglanej z rodzynkami lub jabłkami i cynamonem, jajecznicy, omleta z warzywami, jajka na miękko, a do tego pełnoziarnistego pieczywa np. z miodem, masłem orzechowym, białym serem, twarożkiem. Możliwości jest wiele! Ważne by dostarczyć rano organizmowi energii na następne kilka godzin. Ja lubię śniadania na słodko, bo dodają mi energii i sprawiają, że od razu się budzę! 

Niektóre z Was mają także poranny rytuał, w którym zjadają ciastko i popijają kawę. Zamiast ciastka można sięgnąć po inne substytuty słodkości, albo choćby ciastka owsiane, które własnoręcznie możecie przyrządzić w kilka chwil. Już wkrótce pochwalę się Wam moimi pierwszymi próbami upieczenia takich ciasteczek. Oczywiście możecie pozostać przy tym nawyku o ile nie przekraczacie zbyt dużej ilości słodkości na dzień :) Jedno ciastko do kawy jest lepsze niż kilogram słodkości później. 

Śniadania warto jeść również dlatego, że choćby w zimie dogrzewamy od środka nasz organizm. Z tego też powodu bardzo lubię ciepłe, zimowe śniadanka i świeżo wyciskany sok z pomarańczy, który z kolei dostarczy mi witaminy C, która wspomagać będzie odporność. Do tego zawsze rano staram się wypić herbatę! Nauczyłam się nie wychodzić bez tego z domu. Jedni piją kawę, inni herbatę, ale WSZYSCY POWINNI JEŚĆ ŚNIADANIA! Usprawni to także działanie naszego metabolizmu!


Na dziś to tyle! Kolejne BŁĘDY opiszę Wam w kolejnych postach więc zaglądajcie do mnie na bieżąco! 
Pamiętajcie, że nie warto odchudzać się za wszelką cenę, a poczuć przyjemność z całego procesu. Nawet nie wiecie jak czuję się wspaniale w momencie gdy przestałam traktować swoje ciało jak śmietnik. Chyba nigdy już do tego nie doprowadzę... 
Wierzymy, działamy i WALCZYMY! 
Musi się udać, PRAWDA?
C.D.N <3

Miłego dnia kochani! Ja swój spędzam na śnieżnym szaleństwie ze znajomymi <3 


11 lutego 2013

KONKURS z firmą SYS "DANIA BABCI ZOSI"

Witajcie ponownie!
Tak jak obiecałam i zapowiadałam, wraz z firmą SYS przygotowałam dla Was specjalny KONKURS! O produktach firmy SYS pisałam niedawno w poście "Szybko, a zdrowo" - jak to możliwe?" Oczywiście jest to możliwe dzięki linii produktów DANIA BABCI ZOSI z którymi związany jest KONKURS!








ZADANIE KONKURSOWE:
Chciałabym abyście napisali:
"Co Waszym zdaniem ukrywa się pod nazwą SYS?"
Chodzi oczywiście o Waszą, indywidualną interpretację i skojarzenia :)


Nagrodzone zostaną 3 najciekawsze, najbardziej kreatywne odpowiedzi!

KONKURS JEST DLA WSZYSTKICH OBSERWATORÓW BLOGA!
Wpisz w komentarzu pod tym postem:
- swoją odpowiedź, 
- adres maila 
NAZWĘ pod jaką obserwujesz BLOGA
(na facebooku: facebook.pl/PiekneZdrowie lub tutaj na bloggerze)
Jeśli obserwujesz na Facebooku wpisz "imię i nazwisko" lub "nazwę swojej strony".
Jeśli obserwujesz tutaj na blogu wpisz swój "pseudonim".


Ze zwycięzcami skontaktuję się mailowo!
(najpóźniej w ciągu 7 dniu)

KONKURS TRWA od dnia dzisiejszego tj. 11.02.2013 do 25.02.2013 do godz. 23:59


Zapraszam również na stronę firmy SYS:
oraz 


Nagrodą będą 3 wybrane przez Ciebie produkty SYS. 


ZUPY:

SUSZONE WARZYWA:



Serdecznie zapraszam WSZYSTKICH do udziału!!!
Życzę Wam POWODZENIA!

PIĘKNY PONIEDZIAŁEK & mój jadłospis + paczuszka

Dzień dobry!

Dziś zapowiada się PIĘKNY PONIEDZIAŁEK, który w żadnym stopniu nie przypomina tych szaro-burych, paskudnych dni, z którymi mieliśmy do czynienia przez ostatnie kilka tygodni. Nie wiem jak u Was, ale u mnie świeci cudowne słoneczko, a świat wygląda od razu lepiej. Chyba zaraz znów wybiorę się na spacer, bo myślę, że warto. Zawsze to jakieś spalone kalorie, a szkoda siedzieć w domu i nie wykorzystać takiej wspaniałej aury jaka panuje na zewnątrz. Jutro wybywamy na zimowe szaleństwo i mam nadzieję, że wrócimy w całości :) Przyjaciółka mnie namawia, żebym ubrała narty, ale jest jeden problem... Narty miałam na sobie raz w życiu i nie skończyło się to dla mnie (dla nart też) dobrze :) Może pod koniec zimy spróbuję gdzieś na oślej łączce...


Tymczasem nie ma co myśleć o odległej przyszłości. Nadchodzi pora na to żeby przeżyć kolejny tydzień no i weekend, w którym jak się okazało znów mam trochę egzaminów i zaliczeń. Sesja zaczęła się na dobre! Strach się bać, ale mam nadzieję, że wszystko się uda. Zazdroszczę wszystkim, którzy już są po sesji. U mnie na uczelni jakoś zawsze zaczynamy tak późno.


Dzisiejszy dzień jest jeszcze piękniejszy, bo otrzymałam kolejną paczuszkę od kuriera, na którą czekałam i od razu się obudziłam :)

Oto paczuszka:


A oto jej PYSZNA zawartość: 



Wygląda smakowicie prawda? :)
"Musli - Tak Jak Chcesz" to sklep internetowy, w którym sami możemy skomponować sobie zawartość. Uważam, że to świetny pomysł! Zawsze w kupnych płatkach musli znajdował się taki składnik, który w ogóle mi nie pasował, a teraz? Wybrałam smaki sama i jestem zachwycona! MNIAM! 

Moje smaki to:
Mieszanka egzotyczna - płatki 6 zbóż, jagody goji, ananas kandyzowany, papaja kandyzowana, chia, aloes kandyzowany, płatki lniane, pyłek kwiatowy, mango kandyzowane.
Wartości odżywcze (dla porcji 100g):
energia: 367 kcal
białko: 10,4g
węglowodany: 62,7g
tłuszcz: 6,7g

Mieszanka "smakuska" - płatki 6 zbóż, pestki dyni, żurawina, truskawki liofilizowane krusz, maliny liofilizowane, rodzynki królewskie, migdały, kulki ciastkowe w czekoladzie, ciemna czekolada z Belgii.
Wartości odżywcze (dla porcji 100g)
energia: 426,7 kcal
białko: 10,7g
węglowodany: 62,5g
tłuszcz: 13,9g

Teraz będę miała przepyszne śniadanka <3



A jeśli już jestem w tematyce odżywiania to podzielę się z Wami WCZORAJSZYM JADŁOSPISEM.

ŚNIADANIE:
- świeżo wyciskany sok z pomarańczy
- pełnoziarnista bułka z serkiem Arla Buko Provance + wędliną z kurczaka z warzywami + serek Brie (Sekret Mnicha).
- herbata zielona Silver Moon

II ŚNIADANIE:
- smoothie z mango + 2 wafle ryżowe

OBIAD:
- zupa pieczarkowa firmy SYS
- herbata zielona Silver Moon

PODWIECZOREK:
- batonik migdałowy

KOLACJA:
- bułka z serkiem Arla Buko Provance + wędlina z kurczaka z warzywami + rzodkiewka + ogórek
- herbata zielona Sencha

UWAGA! Herbatą nie popijam posiłku! Wypijam ją po około 15-20 minutach po zjedzeniu. 
Do tego muszę się Wam przyznać, że wypiłam jeszcze jedno piwo... Wiedziałam, że tak będzie gdy zamiast jechać do kumpeli samochodem to postanowiłam iść na nogach. Przeszłam jednak około 9 km po śniegu i spaliłam 700kcal więc i tak wyszłam na plus.


Chyba pierwszy raz od dawna nie czułam obcierających się o siebie ud podczas chodzenia. Tak mocno się dotleniłam, że w nocy od razu zasnęłam. Nie miałam już nawet siły ćwiczyć. Dziś chyba zrobię sobie powtórkę z rozrywki i pójdę na spacer, bo myślę, że warto. Zawsze dodatkowa porcja ruchu.

A tak wyglądało moje drugie śniadanko:



A oto mój obiadek: 



Pamiętajcie, że już dziś wieczorem na moim Blogu rozpocznie się KONKURS, który przygotowałam specjalnie dla Was z firmą SYS. Jeśli chcecie wygrać trochę pyszności to serdecznie zapraszam do udziału! 

W KONKURSIE może wziąć udział każdy kto jest obserwatorem bloga zarówno tutaj na bloggerze jak i na facebooku. 

Konkurs będzie trwać 2 tygodnie od 11.02 - 25.02

Serdecznie zapraszam wszystkich do udziału :)

10 lutego 2013

#1 W niedzielę... KOSMETYCZNIE!

Witajcie :)
Jak mija Wam niedziela tuż po ostatniej karnawałowej sobocie? Ja grzecznie siedziałam w domu, ale mimo wszystko coś brakuje mi dziś energii. Za oknem biało, a śnieg nie przestaje sypać. Mieliśmy dziś z moją drugą połówką zorganizować zimową sesję zdjęciową ze mną w roli głównej, ale zabrakło mi motywacji. W końcu nie miałam jeszcze żadnej sesji zdjęciowej od momentu gdy straciłam te 10 kg :) No może ostatnią miałam 5 kg temu. Mam nadzieję, że co się odwlecze to nie uciecze :)

Jutro jadę w swoje rodzinne strony tym razem na 100%! Jedziemy we dwie więc na pewno odwiedzimy wyciąg i troszkę się odstresujemy białym szaleństwem z moją przyjaciółką. Mam nadzieję, że nie zmieni zdania, bo ja bardzo potrzebuję jakiejś odskoczni. Wczoraj przeglądałam zdjęcia z moich pobytów w Italii i poczułam niewiarygodną tęsknotę. Nie żebym nie lubiła śniegu, ale jakoś popadłam w rutynę i ta stagnacja zaczyna mnie przybijać. Tak! Zdecydowanie potrzebuje jakiejś odskoczni od rzeczywistości! Pocieszam się tym, że już w sierpniu spędzę czas w moim ukochanym miejscu na ziemi <3



Korzystając z chwili wolnej postanowiłam zrobić porządek w moich kosmetykach, bo zauważyłam, że trochę mi się ich uzbierało, a większość kupiona była dosyć dawno z dotacji na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Wygląda na to, że będę musiała bardzo dużo kosmetyków wyrzucić. W związku z tymi kosmetycznymi porządkami pomyślałam, że dziś napiszę taki bardziej kosmetyczny post, a być może stanie się to moim nawykiem i co tydzień będę dodawać jakieś kosmetyczne ciekawostki? My, osoby ćwiczące mamy przeważnie ładną, promienną cerę jednak skłonną do wyprysków, często szorstką i wrażliwą.

Ja u siebie zauważyłam wielką poprawę skóry, szczególnie zapewne związaną z tym, że przestałam wypalać paczkę papierosów dziennie. Oprócz tego zaczęłam stosować regularnie kosmetyki, które przeznaczone są do mojego typu cery, a nie tak jak kiedyś jakiekolwiek, byle były. Niestety moja skóra jeszcze mocniej się uwrażliwiła i teraz bardzo muszę uważać na to co stosuję. Myślę, że młodsze dziewczyny nie mają z tym problemów, ale cóż... jak to mawia o mnie mój Tata, pocieszając mnie - niedługo skończę 30stkę :)

PŁYN MICELARNY - BeBeauty


Ostatnio uzależniłam się od stosowania płynów micelarnych, bo te bardzo dobrze usuwają makijaż i nie podrażniają mojej, i tak wrażliwej już skóry. 

Na wielu blogach z niedowierzaniem czytałam bardzo pozytywne opinie o tym produkcie więc postanowiłam go kupić i wypróbować.
BeBeauty Face Expertiv to kosmetyki dostępne w sieci tanich marketów Biedronka więc normalnie chyba nie dokonałabym zakupu tego produktu, ale musiałam przekonać się na własnej skórze dlaczego jest on tak zachwalany.

Na pierwszy ogień zawsze idzie u mnie sprawdzenie składu danego kosmetyku, który wcale mnie nie zaskoczył. Na początku wszystko pięknie, ładnie, aż tu nagle czytam i co widzę? PARABENY!!! Konkretnie Methylparaben i Propylparaben. Co już dla mnie na wstępnie dyskwalifikowało ten kosmetyk. Mimo wszystko postanowiłam go wypróbować.

Nie ukrywam, że trochę się bałam, że dostanę uczulenia, ale w razie czego mam pół apteczki maści i leków antyalergicznych. Muszę przyznać, że płyn świetnie usuwa makijaż, zużyłam tylko 2 waciki, a normalnie jest ich trochę więcej. To akurat spory plus, ale moje zadowolenie nie trwało długo. Kosmetyk niby jest przeznaczony do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu. Mało tego! Producent piszę, że nadaje się on do SKÓRY WRAŻLIWEJ i że jest HYPOALERGICZNY! Z zawartością parabenów? Ciekawe... Po zmyciu makijażu, oczy zaczęły mnie strasznie piec.Fakt, że mam bardzo wrażliwe oczy, które szybko się męczą, ale w tym przypadku nawet krople mi nie pomogły. Musiałam je po prostu przepłukać wodą.

To jednak w dalszym ciągu nie wszystko! Chwilę po tym jak zmyłam makijaż moja skóra zrobiła się lepka, a do tego poczułam dyskomfort związany z jej ściągnięciem. Efekt lepkości zniknął po kilku minutach, ale skóra w dalszym ciągu była nieprzyjemnie sucha w dotyku. Musiałam posmarować ją kremem i dopiero wtedy efekt ściągnięcia zniknął i skóra odzyskała swoją elastyczność.

Rozbroił mnie także tekst z etykiety: "Ewentualna zmiany w wyglądzie produktu wynikają z zastosowania naturalnych składników aktywnych." Powinni do tego dopisać... I PARABENÓW!

Podsumowując... obietnica producenta dotycząca odświeżenia skóry to bzdura! Może u młodych dziewczyn, które mają cerę normalną kosmetyk zadziała, ale ja nie kupiłabym tego po raz drugi. Wiadomo, że to czy kosmetyki nam służą to kwestia indywidualna, ale mimo wszystko nie mogę zrozumieć tych wszystkich "ochów" i "achów".

Testowałam już na sobie kilka  płynów micelarnych, bo bardzo lubię ich działanie. Do tej pory na ostatnim miejscu był u mnie płyn micelarny firmy AA, który przynajmniej był pozbawiony parabenów. Teraz zdecydowanie zastąpi go ten! Wszystkim tym, którzy nie lubią efektu ściągniętej skóry polecam Lirene DERMOPROGRAM. Jego skład jest o połowę krótszy, a działanie rewelacyjne! To zdecydowanie mój nr. 1! Na drugim miejscu jest płyn micelarny VICHY.


W tym momencie jednak postanowiłam przerzucić się na mleczko do demakijażu, bo moja skóra potrzebuje dodatkowego nawilżenia. Podrażniają ją zarówno ćwiczenia jak i warunki atmosferyczne. I tutaj ponownie pojawia się marka Lirene.

Obecnie używam mleczka do demakijażu Lirene DERMOPROGRAM. Mleczko zawiera ekstrakt z lipy, arniki górskiej i olejek migdałowy i ma działanie nawilżające, wygładzające i łagodzące podrażnienia. Nadaje się do demakijażu twarzy i oczu i co najważniejsze... nie pozostawia tłustej warstwy i nie zawiera parabenów!

Być może te kosmetyki Lirene są trochę droższe od tych, które można kupić w Biedronce, ale zdecydowanie ich działanie rekompensuje wyższą cenę. Póki co bardzo dobrze służą mojej skórze, ale i tak zapewne za jakiś czas postanowię je zmienić na inne.

Ostatnio powoli zaczynam przestawiać się na dermokosmetyki i jestem na etapie testowania różnych rodzajów by wreszcie wybrać te najlepsze dla mojej cery. W aptekach nazbierałam kilkadziesiąt próbek i dzięki temu teraz już od ponad 2 miesięcy nie stosowałam innych kremów. Ja akurat mam zazwyczaj pecha i dostaję jedną lub dwie próbki, ale zawsze wysyłam mojego chłopaka i jemu Panie farmaceutki jakoś nie potrafią odmówić. Dzięki niemu właśnie uzbierałam sporą "kolekcję" i już powoli zaczynam mieć swoje typy. Pamiętajcie! Każda apteka, która prowadzi sprzedaż dermokosmetyków powinna posiadać próbki i wydawać je potencjalnym klientkom! Oczywiście nie każda tak robi, bo lepiej zachować próbki dla siebie. Ja kiedyś w aptece w swoim rodzinnym mieście usłyszałam, że próbkę dostanę przy zakupie kosmetyków, no rewelacja! Szczególnie, że wtedy już bym próbek nie potrzebowała! Dermokosmetyki również są różne i warto je przetestować czy nie uczulają itd. U mnie to niestety konieczność, bo niewiele trzeba żeby dopadła mnie jakaś wysypka. Raz pytając o próbki usłyszałam, że kosmetyki, które sprzedaje ta apteka są hypoalergiczne i nie mają prawa mnie uczulić, a gdy wzięłam do ręki jeden z wielu dostępnych kremów w jego składzie znalazłam chyba trzy parabeny. Faktycznie hypoalergiczny :) Na szczęście większość aptek próbki wydaje bez problemu, bo taki mają obowiązek. Jeśli zatem myślałyście kiedyś o wymianie swoich kosmetyków na dermokosmetyki to udajcie się do apteki i poproście o próbki! Nie będziemy w końcu kupować "kota w worku"!



Jestem bardzo ciekawa Waszych typów kosmetycznych... 
Macie jakieś ulubione płyny micelarne lub dermokosmetyki? 

Życzę Wam udanego niedzielnego popołudnia, a ja wracam do swojego dzisiejszego zajęcia :)