Piekne Zdrowie - Blog o zdrowiu i urodzie

29 grudnia 2012

MOJE GRZECHY ŻYWIENIOWE

Obiecywałam już kilkukrotnie, że ten wpis się pojawi więc postanowiłam go dodać jeszcze przed Nowym Rokiem jako swoisty rachunek sumienia i jednocześnie "żal za grzechy", które popełniłam w ciągu mojej 3 miesięcznej metamorfozy z Ewą Chodakowską. Mogłoby się wydawać, że trzymałam się bardzo rygorystycznej diety, ale nie do końca tak było... W zasadzie przez pierwszy miesiąc odżywiałam się całkowicie normalnie, tak jak wcześniej. Nie jadłam śniadań, czasem sięgałam po fast foody, pizze itd, a żeby tego było mało to miałam nieodparty smak na słodycze!



GRZECH 1. SŁODYCZE

Przez bardzo długie lata prawie w ogóle nie jadłam słodyczy i nie miałam nawet na nie ochoty. Kilka lat temu zażywałam chrom na zmianę z suplementem diety "Bio Slim" i nie wiem czy działało to bardziej na moją psychikę czy faktycznie wpływało na organizm, ale fakt faktem... PRZESTAŁAM SIĘ OBŻERAĆ SŁODYCZAMI! Jednak to wróciło... Zaczęło się niewinnie na uczelni od przegryzania batoników, wafelków, żelków... Potem dochodziły ciasta i inne własnoręczne wypieki. Nie da się ukryć, że jestem okropnym łasuchem i czasem nie mogę się powstrzymać, a co najdziwniejsze? Chwilami w ogóle nie mogę patrzyć na słodycze!

GRZECH 2. NAPOJE GAZOWANE


Muszę przyznać, że dużym sukcesem było wyeliminowanie ich z mojej diety, bo kiedyś wypijałam hektolitry napojów gazowanych. Głównie była to Coca-Cola lub Pepsi, choć najczęściej wybierałam wersję Light lub Zero słodzoną słodzikami, a nie cukrem. Wbrew pozorom okazało się to jeszcze gorsze! Podczas mojej metamorfozy Colę piłam tylko przy okazji wyjść do kina, a z czasem przestałam pić ją całkowicie.

GRZECH 3. POPCORN


Podobnie jak w przypadku Coca-Coli, popcornem zajadałam się głównie w kinie, ale nie tylko! Bardzo często oglądając jakiś nocny film nagle pojawiała się ochota na skrzypiącą, prażoną kukurydzę więc ją przygotowywałam. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie duża ilość soli i... masło, które koło masła nigdy nie leżało.

GRZECH 4. PIZZA

Przez ostatnie 3 miesiące byłam w Pizza Hut 3 razy i dokładnie pamiętam co jadłam. Owszem, miałam wyrzuty sumienia, ale wychodzę z założenia, że wszystko jest dla ludzi. Pozwoliłam sobie zatem na tą niewątpliwą przyjemność. Przez pierwszy miesiąc zamawiałam także pizze z mojej ulubionej pizzerii, ale zrezygnowałam i teraz mam wrażenie, że pizzeria ma baaaaardzo niskie obroty :)

GRZECH 5. FAST FOODY (KFC & Mc Donald's)

Żyję dosyć szybko i intensywnie, a do tego zawsze się gdzieś śpieszę, a w domu czasem spędzam czas tylko śpiąc co powodowało u mnie duże ilości spożywanego "śmieciowego jedzenia". Do tego jestem okropnie leniwa i swojego czasu nie chciało mi się w ogóle wychodzić z samochodu, nawet na zakupy spożywcze! Podjeżdżałam wówczas do knajp "drive" i brałam co chciałam zjadając wszystko najczęściej w trakcie jazdy. Zmusiłam się do wyeliminowania tego paskudztwa z mojej diety i prawie się udało! Przestałam jeść ociekające tłuszczem kurczaki i burgery niewiadomego pochodzenia, a także sałatki z sosami na bazie majonezu. Przez te 3 miesiące miałam takie 3 momenty kiedy skusiłam się na fast food, głównie z powodu tego, że bardzo się śpieszyłam i nie miałabym czasu na zjedzenie czegoś normalnego.

GRZECH 6. ALKOHOL

Alkohol to chyba najczęściej spożywane przez ludzi, puste kalorie! Ja jakoś też nie umiałam odmówić sobie kilkukrotnie piwa czy drinków, ale zaczęłam unikać okazji do picia i udało się! Nie mogłam powstrzymać się przed piciem moich ulubionych drinków więc ograniczyłam imprezy. Przez te 3 miesiące zdarzyło mi się pić dosłownie 3 razy i to w niewielkiej ilości. 




Myślę, że to byłoby na tyle! To wszystkie grzechy, które popełniłam w ciągu mojej 3 miesięcznej przemiany. Więcej grzechów nie pamiętam i za wszystkie serdecznie żałuje! Udało mi się pohamować mój głód, ograniczyć porcję i zacząć spożywać minimum 3 posiłki dziennie, a nie jeden zapychający. Faktycznie, mogłam osiągnąć lepsze efekty, ale odmawiając sobie wszystkiego? I tak czuje się o niebo lepiej! Mój organizm zaczął funkcjonować normalnie, przestałam miewać problemy ze snem, skończyły się mocne bóle brzucha, ale także inne dolegliwości zaczęły znikać. W styczniu pójdę zrobić sobie badania krwi żeby zobaczyć jak w przeciągu ostatniego roku zmienił się mój poziom cholesterolu i trójglicerydów. To będzie MOJA CHWILA PRAWDY! 

Moi drodzy! Pamiętajcie jednak, że dieta nie powinna być tymczasowa! Postawmy na stałą zmianę swojego żywienia nie dla swojego ciała i sylwetki, ale DLA ZDROWIA! Nie wszystko co ZDROWE wpływa dobrze na naszą sylwetkę, ale w naszej diecie nie może zabraknąć niczego! Przynajmniej ja wychodzę z takiego założenia. NIGDY, PRZENIGDY NIE STOSUJCIE GŁODÓWKI!

JA POSTAWIŁAM NA ZDROWIE, a efekty zdrowego trybu życia będą tylko skutkiem ubocznym. 





28 grudnia 2012

"SŁAWA" MOICH DZIAŁAŃ MOTYWACYJNYCH

Doczekałam się i JA! Moje 5 minut "sławy" na osławionym FP Ewy Chodakowskiej właśnie się rozpoczęło... Okazało się, że moje zdjęcia "zaginęły w akcji" między setkami innych wiadomości, które organizatorka KONKURSU METAMORFOZY otrzymuje.

Od razu uśmiechnęłam się od ucha do ucha i nie mogę przestać się uśmiechać, bo to był mój cel! Żeby ta metamorfoza była doceniona i dostrzeżona przez innych. Każdy z nas jest gdzieś w głębi duszy takim małym Narcyzem, który chce być podziwiany i komplementowany i nawet nie wiecie jak mi tego brakowało przez ten czas gdy wyglądałam jak kula do kręgli. Odzyskałam swoje życie i chęci do niego! Wcześniej pomimo, że nie pokazywałam jak bardzo źle czuję się sama ze sobą czułam się bardzo źle. Nie czułam się sobą! Byłam ociężała, smutna, osowiała, a do tego zmagałam się z potężnymi objawami depresji. Wszystko odbierało mi chęci do życia, a nawet jedzenie przestało mi sprawiać przyjemność mimo, że kiedyś kochałam jeść. Jako nastolatka miewałam różne problemy i w pewnym momencie pojawiły się także zaburzenia łaknienia i jadłowstręt, a ja ze wszystkim zmagałam się przez lata sama. Dopiero gdy zaczęłam ćwiczyć poczułam, że właśnie to ma sens! Teraz po 3 miesiącach chcę motywować innych do działania! Dosłownie niedawno nie wiedziałam w jaką stronę psychologii chcę się udać, ale teraz zaczyna mi się nakreślać taka prosta droga w stronę psychologii zdrowia.

Dlaczego czułam się pominięta i nieszczęśliwa przez to, że moje zdjęcia nie znalazły się w konkursie? Kiedy komuś na czymś zależy to nie zwraca uwagi na szczegóły. Jestem wbrew pozorom bardzo delikatną osobą, która wymaga wyjątkowego traktowania, bo inaczej rozpada się na kawałki. Oczywiście ćwiczenia doprowadziły do tego, że jestem silniejsza nie tylko fizycznie, ale i psychicznie! Wiem, że wywalczyłam NOWĄ SIEBIE i powinnam być z tego powodu szczęśliwa, ale niektórzy ludzie nie potrafią cieszyć się małymi rzeczami i oczekują czegoś więcej... I właśnie ja zaliczam się do takich ludzi! Nikt nie lubi czuć się pominięty i niedocenionym po takiej ilości poświęceń. Chciałam poczuć się jak pies, którego nagradzamy po dobrze wykonanej sztuczce smakołykiem. Dla mnie tym smakołykiem był udział w Konkursie Metamorfozy, który jednocześnie jest także zachętą na dalsze zmagania się ze swoim "wewnętrznym leniem"!

Bardzo dziękuje Ewie za wyjaśnienie tego dlaczego zdjęcia nie trafiły do konkursu od razu! Jest mi o wiele lżej na serduchu wiedząc, że to tylko zamieszanie. Wiem jak dużo pracy kosztuje prowadzenie swojego FP na Facebooku, a także wszystkie inne zajęcia związane z zawodem i obowiązkami rodzinnymi. Sama czasem nie wiem kiedy mija mi cały dzień... Gdyby doba mogła być dłuższa byłabym WNIEBOWZIĘTA!
Muszę przyznać, że po raz kolejny EWA CHODAKOWSKA SPRAWIŁA, ŻE MÓJ DZIEŃ STAŁ SIĘ LEPSZY i tym razem nie za sprawą wylania siódmych potów!


Nie przestanę walczyć, nie poddam się... Moje kolana powoli się regenerują, a skierowanie do lekarza z powodu kręgosłupa nabiera mocy urzędowej w szufladzie z papierami... Nie ma rzeczy niemożliwych i JA TEGO DOWIODĘ!!!


Oto pierwszy przystanek mojej "sławy" :) 
i

DOSYĆ MARUDZENIA I WYMÓWEK!! 
DO ROBOTY!!! <3

CAŁKOWITY SPADEK WIARY W SIEBIE...

Kochane moje! Tym razem muszę się wam pożalić, bo czuję się okropnie przez co chyba nigdy w życiu nie byłam tak zdemotywowana do jakiegokolwiek działania...


Przez przeszło 3 miesiące dbałam o to żeby ćwiczyć jak najczęściej, żeby zachowywać zdrową dietę i unikać pewnych potraw, które nie zawsze udawało mi się wyeliminować, ale teraz mam wrażenie, że to wszystko... te starania, wylewanie siódmych potów itd. poszło na marne! Przyjęłam we wrześniu wezwanie do udziału w Konkursie Metamorfozy organizowanego przez Ewę Chodakowską i to była jedyna rzecz, o której myślałam. Nie miałam wówczas w ogóle pomysłu, że kiedyś będę prowadzić własnego bloga, i że moje efekty ćwiczeń będę pokazywała Wam w takiej formie. Wcześniej efekty pokazywałam co miesiąc na FP Ewy Chodakowskiej na Facebooku i cieszyło mnie to, że wiele osób zaczynało wierzyć w wyszczuplające działanie SKALPELA! Gdy wrzuciłam już ostatnie swoje efekty po 3 miesiącach Ewa poprosiła mnie bym wysłała je jej na maila co zrobiłam prawie natychmiast... i co? Ani widu, ani słychu! W dniu wczorajszym do Konkursu METAMORFOZY zostały wstawione zdjęcia efektów różnych dziewczyn za wyjątkiem moich efektów. Postanowiłam więc przesłać je jeszcze raz na FB i w dalszym ciągu nic... cisza!

Jest mi okropnie przykro i to do tego stopnia, że od wczoraj nie mogę zebrać myśli do kupy. Przez taką "głupotę" czuję się całkowicie rozbita. Zaprezentowanie się w tym konkursie było dla mnie celem do którego dążyłam! Chciałam udowodnić jak ćwiczenia wpływają na osoby "grubsze", bo w konkursie najwięcej jest zdjęć bardzo szczupłych dziewczyn. Gdyby nie fakt, że teraz prowadzę własnego bloga, i że zdjęciami mogę się bezpośrednio Wam "pochwalić", to chyba bym się całkiem załamała. Szczególnie czytając przy jednym ze zdjęć dodanych do konkursu "Moja faworytka". Szczerze? Uważam, że osoba, która jest organizatorem konkursu powinna swój wybór zachować tylko i wyłącznie dla siebie, bo w taki sposób sugeruje wszystkim swoim fanom, którzy ślepo są wpatrzeni w nią jak w obrazek i będą podążać za jej słowem, żeby głosowali na tą konkretną osobę. No i oczywiście efekt głosowania się potwierdza, bo ta Pani, o której mówię ma kilka razy więcej głosów niż pozostałe uczestniczki. Nie mam pojęcia dlaczego mnie to tak zabolało, może dlatego, że również chciałabym się poczuć wyjątkowa? czy też zauważona? Doceniona? Pomijam fakt, że co miesiąc dokładałam wszelkich starań by zdjęcia były zrobione z tej samej wysokości, w tym samym ubraniu oraz w tej samej pozycji, żeby łatwiej można było dostrzegać efekty. Oczywiście, że ćwiczyłam głównie dla siebie, ale ja potrzebuję przysłowiowej "marchewki" na zachętę i pokazanie (co dla mnie jest równe docenieniu) moich efektów innym byłoby spełnieniem moich marzeń! Nigdy nie czułam się bardzo źle przez to jak wyglądam, ważne było dla mnie tylko moje zdrowie, a teraz już nie wiem co jest dla mnie ważne...

Nie jestem zła, ale czuje się fatalnie! Chce mi się płakać i zaczynam odczuwać zazdrość, że efekty szczupłych dziewczyn, które "przed" miały piękną sylwetkę zostały docenione przez organizatorkę konkursu, a moje nie. Widocznie zmiany u mnie nie są aż tak wielkie jakbym się tego spodziewała, ale czego można się było spodziewać u osoby, która miała konkretną nadwagę i predyspozycje do otyłości brzusznej? Zmieniłam swoje życie... prowadzę zdrowy tryb życia, rzuciłam palenie i unikam stresujących sytuacji, ale wygląda na to, że to dla mnie nie wszystko. Marzyłam by moje efekty pomogły osobom takim jak ja, które frustruje fakt, że większość dziewczyn ćwiczących z Ewą Chodakowską to "chudzinki", które chcą tylko uformować swoje ciało jeszcze bardziej. Mam tylko nadzieję, że nie wrócę do punktu wyjścia, i że znajdę w sobie tyle siły by znów zacząć walczyć o lepszą siebie... nie tylko dla siebie, ale także dla Was, byście mogły zobaczyć, że dla chcącego nic trudnego!




Jednego jestem teraz pewna!!! Żeby osiągnąć SUKCES trzeba zmienić myślenie i robić to tylko i wyłącznie dla siebie, a nie z innych pobudek! Nie zacznę już czegoś robić w określonym celu, bo to mija się z nim... Od dziś wszystko co będę robić, będę robić SAMA DLA SIEBIE!!! Będę "IDEAŁEM" w swoim własnym mniemaniu, a nie "IDEAŁEM" za który ktoś miałby mnie uważać! Może nie widać efektów, które  kwalifikowałyby mnie do Konkursu METAMORFOZY, ale sama wiem jak się teraz czuję i muszę zacząć to doceniać!




27 grudnia 2012

Zakup za małej spódnicy - MOTYWACJA?!

Znalazłam dziś dobry sposób by motywować się do dalszych treningów oraz trzymać się mojej diety. Kupiłam sobie piękną spódniczkę BERSHKA w rozmiarze S. Podejrzewam, że mój tyłek się w nią za chiny nie zmieści, ale i tak postanowiłam ją kupić. Mam motywację żeby schudnąć.



Stwierdzam, że to na co "cierpię" (bo w cale mnie to nie boli, ale boli moje konto bankowe) to czysty zakupoholizm. Mam takie ilości sukienek, dodatków, bolerek, bluzeczek... no dosłownie WSZYSTKO, że nic więcej nie potrzebuję, a i tak kupuję. Teraz jest jeszcze gorzej, bo każdy ciuch leży na mnie zdecydowanie lepiej niż wcześniej, no może z wyjątkiem tych, które miały większy rozmiar, bo w nich czuję się jak w worku mimo, że aż tak dużo nie schudłam. Pewnie w najbliższym czasie będę zmuszona pozbyć się tych rzeczy, które na mnie wiszą i choć zapewne będzie mi ich szkoda to nie będę mieć chyba wyjścia. Od czego w końcu jest allegro :) Bardzo dużo ubrań udało mi się sprzedać właśnie na aukcjach internetowych, a w najbliższym czasie planuje założyć sobie konto na "SZAFIE". Internet to największa "DZIUMDZIARNIA", mówiąc moim językiem czyli największy rynek odzieży używanej, a jak widać na powyższym zdjęciu można upolować czasem takie perełki o jakich nam się nie śni... Postaram się w najbliższym czasie pokazać wam co ostatnio udało mi się upolować w stacjonarnych second-handach, a tymczasem pora się troszkę poruszać robiąc "remanent odzieżowy" z moją mamą. 

METAMORFOZY Z EWĄ CHODAKOWSKĄ

Wielokrotnie zastanawiałam się dlaczego tak w ogóle zaczęłam ćwiczyć z Ewą Chodakowską skoro do tej pory nie wierzyłam, że w jakikolwiek sposób można uzyskać zadowalające efekty. Nie trwało to długo, bo decyzję o rozpoczęciu ćwiczeń podjęłam w ciągu 24 godzin. Dosłownie chwilę wcześniej nazwisko "Chodakowska" nic mi nie mówiło. Jestem strasznym niedowiarkiem i wszystkie "diety cud" wyeliminowałam ze względu na to, że nie były skuteczne, ale w związku z tym zaciekawiła mnie ta metoda. Dopiero po trafieniu na "fanpejdż" Ewy uwierzyłam, że i ja mogę osiągnąć spektakularne efekty więc wzięłam się za sobie.

Jednak gdy zobaczyłam efekty dziewczyn, których zdjęcia Ewa Chodakowska wrzuca na swojego facebooka postanowiłam spróbować... miesiąc później już to kochałam i nie wyobrażałam sobie, że efekty się nie pojawią. Oczywiście pojawiły się... głównie w postaci minus 46 cm w obwodach. 
Efekty mojej metamorfozy już widziałyście, ale pomyślałam, że może chciałybyście zobaczyć efekty innych osób, które tak jak ja ćwiczyły z Ewą Chodakowską!

A OTO ONE!

 KAŚKA - efekt po 3 miesiącach ćwiczeń!
Źródło: www.facebook.com/chodakowskaewa


 DOMI - ZWYCIĘŻCZYNI POPRZEDNIEJ EDYCJI KONKURSU METAMORFOZY




OLA - chyba najbardziej motywujący efekt!!!



ALA - która również brała udział w poprzedniej edycji KONKURSU METAMORFOZY, a oto jej 3 miesiące z Ewą Chodakowską!


Prawda, że efekty motywują? 
Nie przyglądaj się biernie! I Ty możesz być wśród tych dziewczyn! 
OD NOWEGO ROKU RUSZA KOLEJNA EDYCJA KONKURSU METAMORFOZY! 
W obecnej edycji łączna pula nagród to około 4000 zł, a podczas każdej edycji znajdują się kolejni sponsorzy, którzy z radością przekażą nagrodę zwyciężczyni, która przejdzie najbardziej spektakularną przemianę! 
Pamiętajcie, że nie ważny jest tylko nasz wygląd zewnętrzny i to jak zmienia się nasze ciało, a także to co mamy "w głowie"! Grunt to nasze podejście i samopoczucie!
Więcej motywatorów w postaci efektów METAMORFOZ na www.facebook.com/chodakowskaewa
Czy to wystarczy by wziąć się za siebie? 

26 grudnia 2012

Święta, Święta i... po Świętach!

Święta, Święta i po Świętach... Jak co roku, tyle przygotowań, a same Święta trwają tak krótko! Pomijam oczywiście debet na koncie jak w moim przypadku, ale warto było! Wszyscy moi bliscy byli chyba zadowoleni z podarunków, które dla nich kupiłam co mnie niezmiernie cieszy. W rezultacie tych 3 dni biegania po sklepach udało mi się wypatrzyć kilka idealnych prezentów, które nawet mi przypadły do gustu. Najciekawiej miała moja mama, która zamówiła prezenty na aukcji internetowej i od razu za zakupy zapłaciła, a prezenty nie dotarły! My wysyłałyśmy list polecony priorytetowy w czwartek, a w piątek już miałyśmy za transakcję komentarz na allegro. Zaczynam się cieszyć, że zostawiłam wszystko na ostatnią chwilę, bo przynajmniej wiedziałam, że nie mam innego wyjścia i muszę się na coś konkretnego zdecydować.




Mojej drugiej, brzydszej połówce kupiłam 20kg pudełko, które zawierało hantle ze zmiennym ciężarem. Nakombinowałam się "jak koń pod górę", bo nie mogę dźwigać ciężarów, a ten prezent do lekkich nie należał. Początkowo z resztą mój facet też ledwo sobie z nim poradził ;) Jako, że moja rodzina lubi praktyczne prezenty to mój brat dostał duży zestaw kosmetyków NIVEA, a mój tata długopis Parkera, bo cały czas uważa, że mu podbieram lepsze długopisy więc wreszcie mam nadzieję, że będzie używał swojego.  Mojej mamie kupiłam śliczną, nakrapianą myszkę komputerową, bo ta, której używała już się prawie rozpadała :) Do tego wszystkiego dostałam zlecenie od domowego "Świętego Mikołaja" na kupienie kolejnego prezentu dla mojej mamy no i dla taty również. W moje ręce wpadła przecudna torebka Camaieu w kolorze toffi! Sama się w niej zakochałam i wcale nie miałam ochoty przekazywać jej innemu właścicielowi, ale musiałam. Do tego tata dostał jeszcze książkę "Kuchenne rewolucje" Magdy Gessler i jedwabny krawat.


A co dostałam ja? W sumie wyjątkowo dużo w tym roku, bo mój brat z dziewczyną także sprezentowali nam mały drobiazg. Jak przystało na mężczyznę, mój wyjątkowo nie wiedział znowu co kupić choć muszę przyznać, że jestem wyjątkowo uniwersalną osobą. Lubię nietuzinkową biżuterię, jestem "butoholiczką", a do tego uwielbiam wszystko z hello kitty i niczym bym nie pogardziła. Do tego wszystko co związane z treningami i sportem, bo przecież weszło mi to w krew do tego stopnia, że nie mogę doczekać się kolejnych treningów. Mam także kilka innych pasji i zamiłowań, a do tego wiele ulubionych kosmetyków i perfum. Chociaż nawet moja mama miała w tym roku problem dylemat. W każdym razie po podpowiedzi dostałam paletę cieni i pomadek SEPHORA! Zakochałam się w niej mimo, że cienie są bardzo malutkie i pewnie moich ulubionych kolorów lada moment nie będzie, ale co mi tam! Będą inne :) Od rodziców dostałam kardigan w kobaltowym kolorze MOHITO i koronkowe legginsy w niezidentyfikowanym przeze mnie odcieniem niebieskiego, a może fioletu? Coś pomiędzy... Do tego wszystkie srebrna, gruba bransoleta i perfumy z rozlewni od mojego brata i jego dziewczyny. Wszystko się udało, nie było żadnych problemów, zgrzytów, ani kłótni, takie prawdziwe Święta! 


A co wy znaleźliście pod choinką???

I choć nie jestem jedną z tych, które wyczekuje kolejnych Świąt to miło czasem się oderwać i nie przejmować się niczym, a szczególnie tym co się zjada. Tego chyba mi brakowało!
Jeśli macie jakieś wyrzuty sumienia to porzućcie je! Od jutra zaczynamy motywować się i wspierać nawzajem! Teraz powoli nadchodzi pora na POSTANOWIENIA NOWOROCZNE i tym razem wyjątkowo liczę na tym, że wytrwam w nich do końca, ale o tym szczegółowo opowiem wam już następnym razem! Mam wielką nadzieję, że wszyscy spędziliście CUDOWNE ŚWIĘTA i że chętniej teraz przystąpicie do spalania tego co się nagromadziło!





Na zakończenie dodam jeszcze, że nie mogę już doczekać się NOWEJ PŁYTY EWY CHODAKOWSKIEJ, a mianowicie płyty nr. 5, która do kupienia będzie już w styczniu! Póki co musimy się nacieszyć filmikiem "MAKING OF". Ewa na swoim "fanpejdżu" podzieliła się z nami informacją, że już pod koniec stycznia płyta będzie dostępna w wybranych sklepach internetowych oraz na allegro. Na płycie znajdą się dwa treningi: 30 min SKALPEL II, 30 min SZOK TRENING czyli ulubiony Ewy Chodakowskiej. Mnie szczególnie zżera ciekawość czy polubię nowy SKALPELIK, bo ten pierwszy trochę mi się jednak przejadł.


W każdym razie "MAKING OF" jest bardzo zachęcające... Ahhh ta babska ciekawość^^

25 grudnia 2012

WESOŁYCH ŚWIĄT!

W ten ŚWIĄTECZNY poranek na początku chciałabym wam z całego serca życzyć Wam:

WESOŁYCH, POGODNYCH, RADOSNYCH, RODZINNYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA!
ŻYCZĘ WAM TAKŻE DUŻEJ DAWKI MOTYWACJI I WIARY W SIEBIE NA CAŁY KOLEJNY ROK, A DO TEGO DUŻO PEWNOŚCI SIEBIE! 



Mam nadzieję, że bez wyrzutów sumienia spałaszowałyście wczorajszą Kolacje Wigilijną, bo ja zakończyłam ją z całkowicie czystym sumieniem! Stanęłam nawet na wagę i prawie z niej spadłam... 2,5 kg więcej w kilka godzin ;) Będzie co spalać po Świętach, ale i tak w końcu miałam powrócić do treningów więc to dla mnie żadna kara, a wręcz nagroda. Muszę przyznać, że moja waga nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia mimo, że była dokładnie taka jak 3 miesiące temu zanim rozpoczęłam swoją metamorfozę. Zmieniło się moje podejście, bo to głównie ono potrzebowało zmiany! 


Wszystkie prezenty zdążyłam kupić na czas i ku zdziwieniu moich bliskich, nie wszystkie były sportowe, a konkretnie tylko jeden z nich był, ale o tym mam nadzieję, że napiszę wkrótce. Zakupom w każdym razie oddałam się do reszty, aż do tego stopnia, że wczoraj w drodze w moje rodzinne strony moja karta została odrzucona z powodu "braku środków", a w portfelu znalazło się tylko 1000 paragonów i jedno, jedyne 50 zł! No i jak tu zapłacić 98 zł za zatankowane paliwo? Na szczęście transakcje w moim banku przechodzą natychmiast i przelew od mojego taty przeszedł na konto w sekundę, bo inaczej Wigilię spędziłabym chyba przygotowując hot dogi na stacji benzynowej przy Zakopiance. Nie wiem co mnie podkusiło, żeby tankować, bo w zasadzie mogłam jechać dalej. Teraz mam nauczkę! Sprawdzać stan konto przed przystąpieniem do tankowania ;) Jednym słowem "nie róbcie tego w domu". W każdym razie dojechałam szczęśliwie, przywiozłam stos prezentów, najadłam się do syta, a dziś jak się uda pojadę wreszcie na ukochaną deseczkę o ile warunku na stoku na to pozwolą. 

A tymczasem nie zanudzam i jeszcze raz życzę wam Wszystkiego NAJ, NAJ, NAJ! 

23 grudnia 2012

"Dzikie" kombinacje z włosami czyli L'OREAL WILD OMBRES

Witajcie!
Po moich ostatnich (niekoniecznie udanych) kombinacjach z włosami postanowiłam zrobić coś jeszcze. Wiedziałam, że najprawdopodobniej załatwię tym sposobem moje kudełki na amen, ale cóż... przecież to tylko włosy. Teraz będę je musiała zregenerować i doprowadzić do stanu używalności. Ważne jest to, że wreszcie efekt mi się podoba i mogę śmiało pokazać się na ulicy bez czapki. Mogło być oczywiście lepiej, ale dobre i to! W każdym razie postanawiam całkowite zawieszenie broni, którą to ostatnio wymierzam w kierunku moich włosów. Mam bardzo cienkie włosy, które od przeszło 12 lat są maltretowane wszelkiej maści farbami, rozjaśniaczami oraz środkami do stylizacji. W czerwcu zostały też potraktowane bardzo ciężką bronią czyli trwałą ondulacją, która krótko mówić w ogóle nie wyszła mojej fryzjerce i z pięknego marzenia o hollywodzkim looku pozostało tylko siano na głowie, które sukcesywnie podcinam. Jakiś czas nie eksperymentowałam z włosami więc nagle naszło mnie na zmianę jak typową kobietę. Mój naturalny blond zmienił się w miedziany blond, który wyszedł jak kasztan. Potem kolor ten został potraktowany złocistym blondem, ale ten spotkał się z całkowitym brakiem reakcji moich włosów. No cóż, złośliwce są wybitnie wybredne...

A oto cały ten żmudny, nieudany proces i mój efekt końcowy...




Na tym zdjęciu nie widać dokładnie efektu, ale postaram się w najbliższym czasie wstawić zdjęcia, które choćby w minimalnym stopniu zobrazują efekty moich kombinacji. Muszę stwierdzić jednak, że nie jest najgorzej, a przynajmniej dzięki temu znów mogę się cieszyć częściowo jasnymi włosami.


UWIELBIAM OMBRE HAIR!!!


Od jakiegoś czasu w naszych drogeriach możemy znaleźć farby L'OREAL Wild Ombres Preference. To nowa linia Preference przeznaczona do stworzenia OMBRE HAIR we własnym domu! Farba od razu zwróciła moją uwagę, bo uwielbiam ten look w każdej postaci, czy to włosy, czy paznokcie, czy ciuchy, UWIELBIAM! Nie mogłam się więc powstrzymać i nie byłabym sobą gdybym nie wypróbowała produktu na swoich włosach. Po krótkim namyśle zdecydowałam się na kolor nr. 2 przeznaczony do włosów od ciemnego blondu do jasnego brązu. Wiedziałam, że efekt wyjdzie trochę pomarańczowy i nie będzie przypominał tego co na zdjęciu z opakowania (doświadczenie już mnie nauczyło), ale do odważnych świat należy.

Moja opinia na temat tego produktu?

Piękne opakowanie przez co farba od razu wpada nam w oku nawet gdy umieszczona jest wysoko na półce, to jedno. Do tego zdjęcia modelek są naprawdę zachęcające, bo która z nas nie marzy o takim pięknym cieniowaniu koloru jak przedstawia producent na opakowaniu, to drugie.

 Farba to w zasadzie rozjaśniacz, który na włosy nakładamy specjalną szczoteczką dołączoną do zestawu. Faktycznie, nakładanie produktu jest bardzo proste i bez problemu każda z nas poradzi sobie z aplikacją w domu. Rozjaśniacz jest jednak na tyle mocny, że zaczęły mi łzawić oczy, a do tego po kilku minutach od nałożenia wpadłam w panikę, że włosy są już takie jasne. Ze względu na to, że nie chciałam przesadzić, a także dlatego, że mam resztki trwałej ondulacji na końcach włosów postanowiłam rozjaśniacz trzymać trochę krócej, bo około 25min (w instrukcji jest to 25-45min w zależności od pożądanego efektu). Oczywiście po tym jak umyłam włosy stwierdziłam, że spokojnie mogłam mieszankę zostawić jeszcze na kolejne 10 minut. Muszę przyznać, że moje włosy kiepsko przetrwały to rozjaśnianie, ale były już dosyć mocno katowane wcześniej. Jeśli masz zdrowe włosy to na pewno Ci to nie zaszkodzi! Końce nadają się do ścięcia, a włosy do mocnego odżywienia, ale nie po takich zabiegach wracały już do siebie. L'OREAL PREFERENCE Wild Ombres przypomina mi farbę, z którą miałam styczność lata temu, a mianowicie L'OREAL FERIA CONTRAST (zdjęcie powyżej). W farbie o której mówię również była dołączona specjalna szczoteczka, która z kolei miała stworzyć efekt baleyage.


Myślę, że kupiłabym ten produkt jeszcze raz, ale nie wiem czy warto... Mam już szczoteczkę i wystarczy, że kupię sobie profesjonalny rozjaśniacz i delikatną wodę np. 6% i uzyskam porównywalny efekt za podobną cenę nie niszcząc przy tym włosów, aż do takiego stopnia.



Wydaje mi się, że nie ustąpię póki nie osiągnę wymarzonego efektu OMBRE! Kolejny etap? Farbowanie włosów na brąz, a potem udanie się do fryzjera, może on coś zaradzi?