Piekne Zdrowie - Blog o zdrowiu i urodzie

4 kwietnia 2013

Doładowanie pozytywną energią!

Witajcie!
Miałam rację mówiąc, że ten tydzień będzie wyjątkowy, bo mamy dopiero czwartek, a już wydarzyło się kilka zaskakujących sytuacji, które niesamowicie dodały mi energii do działania. Wczoraj miałam wrażenie, że ściągam całą energię z okolicy, bo chodziłam jak króliczek Duracela, a uśmiech nie opuścił mnie chyba nawet przez sen. Dziś już siły trochę opadły, ale w dalszym ciągu nie mogę uwierzyć, że takie drobiazgi tak mocno mnie uszczęśliwiają. 

Postanowiłam zmienić swoje życie w całości więc również dałam szansę nowym znajomościom i ludziom, z którymi do tej pory trudno się dogadywałam. Przeanalizowałam również dokładnie niektóre toksyczne znajomości z "wysysaczami energii" i utwierdziłam się w przekonaniu, że odkąd trzymam się od takich osób z daleka to moje życie wygląda zdecydowanie lepiej! Wreszcie czuję się naprawdę szczęśliwa i nikt mi tego nie odbiera!


Wczoraj dowiedziałam się, że moja bardzo dobra kumpelka jest w ciąży, a żeby tego było mało zaprosiła mnie na swoje weselicho i wieczór panieński. Teraz będziemy mieć dylemat żeby zorganizować coś naprawdę niezapomnianego! Nigdy wcześniej nie byłam na wieczorze panieńskim! Na ślubach raczej też jakoś nie miałam okazji bywać. Wychodzi na to, że w tym roku czekają mnie dwie takie uroczystości i to jeszcze u osób, które bardzo lubię i życzę im jak najlepiej. Cieszę się niesamowicie ich szczęściem i to doładowało mnie kolejną porcją pozytywnej energii!

W rezultacie musiałam wczoraj dać ujście tej energii więc przystąpiłam oczywiście do treningu cardio, który wyjątkowo mnie zmęczył. W sumie był to pierwszy tak intensywny trening od ponad tygodnia... Nie myślałam o tym, że coś mnie boli, że pot spływa mi po czole, po prostu ćwiczyłam! Zrobiłam 45 minutowy program z TURBO JAM, a mianowicie Cardio Party vol. 2, a do tego oczywiście 2 dzień mojego pośladkowego wyzwania z Mel B. Dodam, że dziś ledwo siedzę na tyłku, bo mam takie zakwasy.

Niestety dziś już nie miałam tyle energii i najchętniej przespałabym cały dzień, szczególnie z tego powodu, że za oknem znowu sypie śnieg, ale co poradzić? Trzeba się pogodzić, że taka pogoda jeszcze nie ma zamiaru nas opuścić i znaleźć jakieś pozytywne strony tej długiej zimy... o ile takie w ogóle są.


Wczoraj również dotarła do mnie kolejna lektura, która muszę przyznać niesamowicie zaciekawiła mnie i moich rodziców, bo dotyczy nowej diety, która już zrobiła furorę na świecie! To "DIETA 5:2 dr. Mosleya". Książka na temat tej diety właśnie weszła do sprzedaży, a ja otrzymałam egzemplarz przedpremierowy. Muszę przyznać, że na początku dieta ta wydawała mi się dosyć dziwaczna i nie do końca zdrowa, ale... gdy moja Mama zaczęła czytać podstawowe jej zasady to okazuje się, że może to wcale nie być takie złe! Mimo wszystko jestem do niej nastawiona sceptycznie. Troszkę więcej napiszę Wam jednak gdy tylko znajdę czas by zapoznać się z całą książką, a jak wiecie z poprzednich postów ostatnio troszkę lektur mi przybyło. Nie wykluczam takiej możliwości, że dietę przetestuję na sobie, bo ostatnio strasznie irytuje mnie to, że moja waga stanęła i stoi! No kurde! Ileż można w końcu czekać na wymarzone 6 z przodu? Niech to będzie nawet 69,9! Ostatnio sobie troszkę pofolgowałam, ale dzięki temu nie będzie mi tęskno do słodkości i innych pyszności gdy znów wrócę do racjonalnego odżywiania. Oj tam! Przecież każdy kiedyś musi sobie pozwolić na słodkości nawet ja :)



Od przyszłego poniedziałku lub jeszcze kolejnego postanowiłam zacząć INSANITY... Pewnie nie dam rady, ale myślę, że spróbować mogę! W końcu najważniejsze są chęci! Ostatnio zauważyłam, że czasem sama jestem zaskoczona tym do czego zdolne jest moje ciało w momencie gdy umysł podpowiada mi, że powinnam przestać! Póki co jednak stopniowo i ostrożnie znów wprowadzam aktywność fizyczną w swoje życie tylko tak by mi nie zaszkodziła.

Czy któraś z Was próbowała ćwiczyć z Insanity? 

O INSANITY dowiedziałam się przypadkiem przez mojego kolegę, który rozpoczął wyzwanie i jego ciało po miesiącu naprawdę mocno się zmieniło. Swoje zdjęcia porównawcze wrzucił na facebooka i niesamowicie mnie zaskoczył. Chwilę później postanowiłam, że zacznę ćwiczyć, a jego metamorfoza była do tego takim zapalnikiem. Teraz mam nadzieję, że sama wytrwam w postanowieniu, że zrobię Insanity, bo wiem, że po tym treningu efekty są niemal murowane, a mnie zostało jeszcze sporo pracy nad swoim ciałem.
Chyba się jednak zdecyduję!


Cieszę się, że wreszcie pech mnie opuścił, i że zaczynam mieć coraz więcej powodów do radości!
W końcu po każdej burzy kiedyś wychodzi słońce... 
NIC MNIE TERAZ NIE ZATRZYMA! :) 
Mam nadzieję, że u Was też wszystko dobrze! 
Buziaki!


P.S Teraz mam jeszcze większą motywację do działania, bo na takim letnim weselichu muszę przecież odpowiednio wyglądać! Mam 2 miesiące więc faktycznie pora spiąć poślady i działać :)



3 kwietnia 2013

MOTYWACJA - "Czy ten trening jest skuteczny?"

Kochane moje!
Często piszecie do mnie wiadomości prywatne na Facebooku oraz maile co bardzo mnie cieszy. Staram się odpowiedzieć na wszystkie choć ostatnio niektóre zaczynają mi umykać. Uwierzcie mi, że nie robię tego specjalnie, po prostu coś czasem przeoczę. Obiecuję, że jednak będę się starać na bieżąco odpisywać! 

Ostatnio moje korzystanie z komputera kończy się jednak szybciej niż zaczyna :)
Jak to możliwe? A tak! Gdy siadam do komputera, bo wiem, że mam coś do zrobienia to zaraz słyszę dzwonek do drzwi, telefon, albo patrze na zegarek i w popłochu zaczynam gonić po mieszkaniu, bo okazuje się, że jestem spóźniona na jakieś spotkanie. Dziś usiadłam do komputera, żeby zredagować kilka artykułów, bo miałam wenę twórczą, ale oczywiście się nie udało. Nagle wszedł mój Tata oznajmiając mi, że za godzinę przyjedzie rzeczoznawca w sprawie stłuczki, a chwilę później przyszła Mama żeby pochwalić się zakupami...
Normalnie DOM WARIATÓW! :)
Ledwo skończyłam pisać poprzedni post, a już znalazłam inne zajęcie i tak w kółko! Cieszy mnie to jednak, bo wreszcie spędzam czas na innych rzeczach niż przesiadywanie na FB. Musicie mi tylko wybaczyć, że czasem trochę Was zaniedbuję, ale mam nadzieję, że to się zmieni.


Chciałabym Wam jednak odpowiedzieć na chyba najczęściej zadawane pytanie, które dostaje w co drugiej wiadomości... 

"CZY TEN TRENING JEST SKUTECZNY?"

Oj! Nawet nie wiecie jak Was rozumiem! Ja przez wiele miesięcy zastanawiałam się jaki jest sens robienia czegoś i nie osiągania efektów. Zawsze zanim kupiłam kosmetyk sprawdzałam opinie i jego możliwe działanie, a także efekty "przed" i "po". Podobnie było w przypadku treningów, diet... no dosłownie wszystkiego! To taka trochę oznaka słomianego zapału...

Kiedyś zaczęłam chodzić na pilates, ale nie widziałam efektów po miesiącu. Byłam pewna, że się poddam, ale ćwiczyłam dalej, aż pewnego dnia usłyszałam, że powinnam przejść do grupy dla zaawansowanych, bo moja sprawność fizyczna się poprawiła. Kto by pomyślał skoro zanim zaczęłam chodzić na pilates z trudem podnosiłam się z łóżka ze względu na kręgosłup? Normalnie mogłam się poddać, ale tego nie zrobiłam, bo wiedziałam, że efekty nie muszą być widoczne od zaraz!

Gdy zaczynałam swoją metamorfozę z Ewą Chodakowską byłam pewna, że to kolejny "trening cud" i takie tam pitu pitu, że efekty, że samopoczucie, że bla bla bla... Nigdy nie wierzyłam, że jakieś ćwiczenia czy dieta potrafią czynić cuda, a jednak! Do ćwiczeń Chodakowskiej nie musiałam się długo zmuszać, bo dosłownie 2 dni po tym jak o niej usłyszałam zaczęłam swoją przemianę. Byłam pewna, że udowodnię światu, że to "pic na wodę, fotomontaż", ale jak zapewne wiecie tak się nie stało. Stało się z kolei coś nieuniknionego, bo polubiłam ćwiczenia! Zaczęło mi to sprawiać przyjemność i teraz już nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez aktywności. Do wymarzonej sylwetki wiele mi jeszcze brakuje, ale już przestałam ćwiczyć interesownie. Treningi stały się nieodłączną częścią mojego dnia, jak mycie zębów czy karmienie kota :) O efektach nie myślę, bo co ma być to będzie!

Zaczęło się niewinnie, a teraz wciągnęłam się w to wyjątkowo mocno! 


Zacznij ćwiczyć bezinteresownie!!!
Zacznij coś robić "O tak, po prostu!". Przestań się zastanawiać czy będziesz miała efekty jak ja czy inne dziewczyny! Nie porównuj się z innymi, bo to nie ma sensu! Każdy organizm jest inny, każde efekty pojawiać się będą w swoim tempie. Potraktuj to jako wyzwanie, wyzwanie dla Twojego organizmu, dla zdrowia i WALCZ! Efekty się pojawią jeśli będziesz ćwiczyć regularnie i gdy konsekwentnie podejdziesz do sprawy.

Prawda jest taka, że nie ma treningów gorszych i lepszych... Każda z nas jest inna i każda lubi co innego. Ja zawsze uwielbiałam sztuki walki więc wszystkie treningi opierające się na nich są dla mnie idealne. Nie zastanawiam się jakie będę mieć po nich efekty, a ćwiczę... Ważny jest sam ruch i podejście. Nie ma nieskutecznych treningów. Wiadomo, że jedne są intensywniejsze, a inne mniej! Aktywność fizyczna prędzej czy później wejdzie Ci w krew.

Ja jeszcze niedawno pisałam, że treningi sprawiają mi ból, że czasem są ponad moje siły, a teraz? Same spójrzcie jak wiele się zmieniło w tak krótkim czasie. Wykonuję więc różne ćwiczenia, nawet takie, których skuteczności nikt mi nie potwierdził, bo wiem, że dla mnie będą idealne! Są dni kiedy mam ochotę na coś intensywnego, są dni kiedy chcę trochę podźwigać ciężarów więc sięgam po programy opierające się na treningu oporowym, a gdy mam nadmiar energii chcę ją absolutnie spożytkować i wtedy kopie i skaczę. Bywają jednak i takie dni kiedy nie mam ochoty na nic, nie mam siły, nic mi się nie chce... Wtedy łapie za lekkie ćwiczenia, stateczne, które działają ładnie modelują ciało. Skąd wiem, że trening, który wykonuje działa? Czuje mięśnie, męczę się, pocę, mam podwyższone tętno, po treningu trzęsą mi się mięśnie, a na następny dzień odczuwam zakwasy. Nie zawsze tak jest i wtedy wiem, że nie dałam z siebie wszystkiego, ale i taki ruch jest mi potrzebny.

Nawet najmniejsze efekty są lepsze, niż brak efektów!!!
Lepiej robić coś co przyniesie mniejsze efekty, a sprawi nam przyjemność niż coś co przynosi cudowne efekty, a będzie nas doprowadzać do szału przed, podczas i po treningu.

A co najważniejsze?
Lepsza jest taka aktywność, która nie przynosi cudownych efektów niż BRAK AKTYWNOŚCI i siedzenie tyłkiem na kanapie z pilotem w jednej ręce i z paczką chipsów w drugiej! 

Wszystko zależy tylko od Ciebie...

Ostatnio rozmawiałam z osobą, która uznała, że treningi za bardzo ją męczą, i że szuka czegoś przyjemnego i łatwego, ale bardzo skutecznego. Gdy powiedziałam jej, że każda aktywność nawet spokojny pilates przynosi efekty to stwierdziła, że nie o takie efekty jej chodzi...
Wiecie jak skończyła się ta rozmowa? 
Osoba o której mówię postanowiła, że czas będzie jednak spędzać na kanapie, bo nie osiągnie szybkich efektów w taki sposób jak ja jej doradzałam... Uznała, że lepiej się więc nie męczyć!


Aktywność fizyczna to taka praca, za która zawsze otrzymujesz wynagrodzenie... 
Wynagrodzenie w postaci efektów... mniejszych czy większych, ale ZAWSZE EFEKTÓW!
Daję Wam zatem mocnego kopa w tyłek i do dzieła!
Koniec z wymówkami!

Moje efekty wszyscy widzieli, ale nie są one rezultatem jednego treningu, a kilku! Warto więc też wprowadzać pewne modyfikacje i urozmaicać swoją aktywność fizyczną żeby się najzwyczajniej nie znudzić! A zatem... DO DZIEŁA!

WYZWANIE - Brazylijskie pośladki - 30 dni z MEL B

Witajcie!
Mam dla Was dziś kilka świeżutkich niczym cieplutkie bułeczki informacji... 
Zacznę może od tego, że wczorajszy dzień faktycznie okazał się dobrym dniem! Niestety nie do ćwiczeń, bo kolano i bolący bark (nie wiem czemu) utrudniły mi ćwiczenia. Planowałam intensywne cardio, ale zabrakło mi sił i nie potrafiłam przez całą rozgrzewkę odnaleźć w ćwiczeniach przyjemności. Nie myślcie sobie, że odpuściłam! Absolutnie nie! Poszukałam treningu, który nie będzie aż tak intensywnie angażował wszystkich partii ciała i w rezultacie spędziłam trochę czasu z ćwiczeniami Mel B. 


Przyznam, że miałam je od jakiegoś czasu w swoim posiadaniu, nawet kilka razy je przeglądałam, ale jakoś nigdy nie miałam ochoty na ich wykonanie. Oglądając cały program myślałam sobie, że to łatwizna, a ja przecież szukam czegoś co będzie dla mnie wyzwaniem. Oj byłam w mega błędzie! Gdy wczoraj odpaliłam sobie rozgrzewkę, trening na pośladki i trening na brzuch, a na końcu rozciąganie to zmieniłam zdanie! Odwołuje wszystko co mówiłam i myślałam wcześniej...

Podczas ćwiczeń na pośladki uświadomiłam sobie, że nie są one u mnie za grosz wyćwiczone! Mięśnie paliły mnie tak, że myślałam, że zejdę na tej podłodze, ale udało się! Zrobiłam to! Wygląda na to, że wszystko co z pozoru wydaje się być proste, to wcale proste nie musi być.

W związku z tym postanowiłam postawić sobie wyzwanie, bo to jest mi potrzebne na ten miesiąc!
Ostatnio na blogu jah-stiny pojawiło się wyzwanie z 30 dni z Tiff "STOP MUFFIN TOP". To świetna inicjatywa blogerek, że wpadają na pomysły takich wyzwań i do tego sama bym się przyłączyła gdyby nie ten wypadek. Uznałam też, że nie cierpię aż tak z powodu "muffina" więc nie koniecznie jest to wyzwanie dla mnie!

Wczoraj jednak wymyśliłam wyzwanie idealne - szczególnie dla mnie!
Jak zapewne wiecie moim największym problemem jest "płaskodupie". Nigdy, ale to nigdy nie miałam odpowiednich kształtów z tyłu, a posiadając duży biust wyglądałam zawsze dosyć nieproporcjonalnie. Pomyślałam, że warto byłoby przed wskoczeniem w krótkie spodenki (bo na to się póki co nie zanosi) popracować nad kształtem tyłeczka więc ogłaszam swoje WYZWANIE! 

BRAZYLIJSKIE POŚLADKI czyli 30 dni z MEL B! 
Mam nadzieję, że nie zostawicie mnie w tym samej i przyłączycie się... 

Zasada jest prosta... Wyzwanie ma polegać na wykonywaniu codziennie przez 30 dni krótkich treningów z Mel B! Ja zaczęłam wczoraj i dziś bardzo mocno czuję wczorajsze ćwiczenia. Myślę, że dołożenie do swoich codziennych treningów 10 minut z Mel B nikogo nie zabije, a może zmienić bardzo wiele!



Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ćwiczenie jednej partii ciała nie wyszczupli jej, ale nie o to nam przecież chodzi! Na pewno regularne wykonywanie takiego treningu pomoże w likwidacji uporczywego cellulitu i w podniesieniu pośladków. Ćwiczenia są stricte modelujące więc nadają się świetnie jako uzupełnienie naszego codziennego treningu!

To kto się podejmie wyzwania razem ze mną? 
Ciekawa jestem czy osiągniemy jakiś efekt :)


Dziś robię sobie zdjęcie pośladków i zobaczymy czy coś się zmieni w ciągu tych 30 dni :)
Jeśli macie ochotę to zróbcie sobie anonimowe zdjęcie pośladków "przed" i "po" i wyślijcie je potem do mnie na adres: [email protected]
Może zrobimy wybory na najpiękniejszą metamorfozę pośladków? :)



Podejmę się chyba także SQUAT CHALLENGE skoro jestem już w tematyce pośladków, ale jeszcze się nad tym dobrze zastanowię.


A dlaczego wczorajszy dzień okazał się być bardzo pozytywny??? 



Serdecznie zapraszam Was na mój Fan Page na FACEBOOKA po codzienną dawkę motywacji. 
Przyłączcie się do ponad 2000 moich czytelników, którzy motywują się ze mną codziennie! 



2 kwietnia 2013

Święta, Święta i... PO ŚWIĘTACH czyli CO NOWEGO!

Witajcie ponownie!
Po kolejnym obszernym podsumowaniu miesiąca przyszedł czas na dalszą walkę no i oczywiście na "łykanie" kolejnej wiedzy na temat zdrowia, odchudzania i fitnessu. Te Święta i poprzedni pechowy tydzień strasznie mnie rozleniwiły, ale po tym obżarstwie zdecydowanie muszę zacząć się znów ruszać. Jak wiecie poprzedni tydzień zaczął się fatalnie, a skończył jeszcze gorzej... ten tydzień zapowiada się na szczęście o wiele lepiej. Spędziłam dziś troszkę czasu na pisaniu kolejnego posta z serii "motywacyjnych", który myślę, że opublikuję już jutro. Wymaga jeszcze dopracowania, bo moje myśli (z resztą jak zawsze) przekazane są niesamowicie chaotycznie. 


Dziś oznajmiłam całemu światu, że KWIECIEŃ będzie moim miesiącem bez względu na wszystko! Dam z siebie 150%, a nie tylko 100 jak do tej pory! Efekty muszą być, BĘDĄ! Robię to wszystko dla siebie... na początku miałam inną motywację, która zagubiła się gdzieś po drodze, a raczej została wyeliminowana z mojego życia jako jeden z elementów, który wprowadzał mnie w taki stan nieużywalności i powodował u mnie całkowity zanik chęci do życia. Czasem trzeba zmienić motywację by osiągnąć swój cel :)

Jeszcze przed Świętami dostałam przesyłkę od Wydawnictwa PWN, w której znalazłam przedpremierowy egzemplarz bestsellera "SIŁA NAWYKU" autorstwa Charlsa Duhigg'a.
Uwielbiam czytać! Gdybym tylko miała na to więcej czasu to chyba przeczytałabym całą zawartość empiku!




"Dlaczego robimy to, co robimy i jak można to zmienić w życiu i w biznesie?"
Mam sporo nawyków... wiele dobrych, ale równie wiele tych złych...
Bardzo chętnie dowiem się jak to zmienić, bo do tej pory wydawało mi się, że takie zmiany są niemożliwe, a jednak! Pewne rzeczy udało mi się zmienić...



Ćwiczenia, eliminacja fast foodów, słodyczy, papierosów czy alkoholu... To wszystko małe, WIELKIE sukcesy i zwycięstwo nad paskudnymi nawykami. Czasem oczywiście sięgam po wszystko z powyższej listy, ale nie jest to już błędne koło... potrafię sobie bez trudu poradzić z takimi "potrzebami".
Mam nadzieję, że będę w stanie oderwać się od tej lektury, bo jest dosyć gruba i przeczytanie jej od deski do deski trochę by mnie wyeliminowało z życia na parę godzin :)



Póki co czytam "Fitness, zdrowie i uroda" - poradnik bez kantów autorstwa Ellen Karpay. To bardzo fajnie napisany poradnik w 100% dotyczący tematyki mojego bloga. Na podstawie tego co się dowiedziałam planuje w najbliższym czasie napisać Wam kilka postów, a wierzcie na słowo... z tej książki można się dowiedzieć bardzo wiele! Choćby jak znaleźć motywacje...

Gdy tylko skończę czytać tą książkę to zabieram się za prezent od PWN... Postanowiłam sobie, że poświęcę trochę więcej czasu na czytanie, bo sprawia mi to niesamowitą przyjemność więc czemu miałabym sobie tego odmawiać?

Może Wy macie do polecenia jakąś ciekawą lekturę od której nie możecie się wręcz odkleić? 

Powiem szczerze, że zastanawiałam się nad kupnem książki Ewy Chodakowskiej, ale nie zdecydowałam się jeszcze. Poczekam chyba, aż usłyszę kilka naprawdę konkretnych opinii od osób, które książkę przeczytają.
Choć nie wykluczam, że przy pierwszej lepszej wizycie w Empiku złapię ją w swoje łapki i już nie wypuszczę. Coś mi się jednak wydaje, że nie będzie to dla mnie już nic nowego...



Kolejną rzeczą, która bardzo poprawiła mi dziś nastrój pomimo bólu karku to zakup jaki dokonała moja mama! Poszła dziś na pocztę i przy okazji zahaczyła o kilka naszych ulubionych sklepów czyli "dziumdziarni" zwanych dalej second-handami czy lumpeksami i w jednej z nich wyszukała piżamkę H&M w moje ukochane Hello Kitty. Wiem, że jestem za stara na Hello Kitty, ale co poradzić ;) Dziecinnieje z wiekiem!

Kupiła ją dosłownie za grosze, ale bała się, że w nią nie wejdę, a tu SURPRISE! Piżama leży idealnie... Nawet gdyby nie pasowała to w końcu to tylko piżama, nie chodzę w niej po mieście :) Taka mała rzecz, a okropnie mnie ucieszyła i tym samym wiedziałam, że ten dzień będzie lepszy! 



Potem zgłosiliśmy z moim Tatą stłuczkę do ubezpieczyciela co oznaczało oczywiście pół godziny wiszenia na telefonie. Normalnie co ja bym mogła zrobić w te 30 minut! Choćby jakiś cały trening! No, ale mus to mus...  Nic na to w końcu nie poradzimy... Mam nadzieję, że nie będzie problemów z naprawą...



Zaczynam odwracać swoje życie do góry nogami... robię dziś rzeczy, które normalnie mogłabym zrobić jutro itd. Dzięki temu mam nadzieję, że moje życie się trochę uporządkuje. Potrzebuje trochę więcej czasu  na inne rzeczy więc nie chcę cały czas odwlekać wszystkiego tego co nie koniecznie jest dla mnie przyjemne...



Krótko mówiąc u mnie nadal ZMIANY, ZMIANY, ZMIANY :)
Zmiany zewnętrzne, wewnętrzne i zmiany w otoczeniu! Gdy wrócę do Krakowa zabieram się za mały remont, który musiałam odwlec przez problemy z szyją. Może wreszcie moje życie się jakoś uspokoi i unormuje? 





A u Was co dobrego po Świętach? 

PAMIĘTAJCIE! Choćby nie wiem co się działo! NIE STAWAJCIE NA WAGĘ!!! :) 
Ona Was omami i będzie kusić, ale nie warto ;)
Po co się denerwować?
Ja ostatnio wagi unikam i stanę na nią dopiero wtedy gdy uznam, że jest mi to potrzebne!
Trzymajcie się ciepło! <3

Treningi - Podsumowanie miesiąca 7

Kochani!
Tak jak obiecywałam, dziś zamieszczam dokładne podsumowanie moich aktywności z poprzedniego miesiąca metamorfozy. Ciało zaczęło nabierać kształtu dzięki temu, że wprowadziłam trening oporowy, ale póki co "walczę" tylko z bardzo małymi obciążeniami. Chcę przyzwyczaić ciało do ciężarów żeby móc trochę intensywniej poćwiczyć na siłowni, na którą planuje się zapisać już w tym miesiącu. 


KWIECIEŃ BĘDZIE MÓJ! 
Zawsze lubiłam ten miesiąc... Może dlatego, że kojarzy mi się z dzieciństwem? Gdy byłam bardzo malutka mówiłam zamiast "kwiecień-plecień" "ecień-ciecień" i to chyba stąd ta sympatia :) Mam zamiar zrobić wszystko co tylko mogę by w te pierwsze, cieplejsze dni móc się zaprezentować z jak najlepszej strony. Dodatkowo chcę mieć świadomość tego, że dałam z siebie 150%, a nie tylko 100%




TYDZIEŃ 25
 05.03 WTOREK - Spacer 6,5 km w 1 godz 15 min + TURBO JAM Fat Blaster + TURBO JAM Ab Jam
06.03 ŚRODA - Jazda na rowerze 15 km w 2 godz 48 min + Spacer 1,3 km w 12 min.
08.03 PIĄTEK - TURBO JAM Fat Blaster

TYDZIEŃ 26
11.03 PONIEDZIAŁEK  ChaLEAN EXTREME Burn Circuit 1 + TURBO JAM Fat Blaster + Spacer 1,3 km w 30 min
13.03 ŚRODA -  Spacer 4,5 km w 1 godz 
14.03 CZWARTEK - ChaLEAN EXTREME Ab Burner + ChaLEAN EXTREME Burn Intervals
16.03 SOBOTA - ChaLEAN EXTREME Recharge + ChaLEAN EXTREME Burn it off + TURBO JAM Fat Blaster

TYDZIEŃ 27
18.03 PONIEDZIAŁEK - ChaLEAN EXTREME Burn Circuit 1 + TURBO JAM Cardio Party vol. 2
20.03 ŚRODA - ChaLEAN EXTREME Burn Circuit 2 
22.03 PIĄTEKChaLEAN EXTREME Ab Burner + ChaLEAN EXTREME Burn Intervals
24.03 NIEDZIELA - ChaLEAN EXTREME Burn Circuit 3 + ChaLEAN EXTREME Burn it Off + ChaLEAN EXTREME Recharge

TYDZIEŃ 28
30.03 SOBOTA  - PŁYWANIE 0,8 km w 45 min


Łącznie SPALIŁAM około 7500 kalorii, a treningi zajęły mi około 15 godzin.
Oczywiście byłoby lepiej gdyby nie ten ostatni pechowy tydzień spędzony w kołnierzu ortopedycznym. Już jednak powracam do gry i co najlepsze? 
NIE MAM ZAMIARU ODPUSZCZAĆ!

Wczoraj odezwało się do mnie kilku znajomych płci męskiej z gratulacjami co było dla mnie sporym, ale też miłym zaskoczeniem. Dla niektórych już osiągnęłam coś wspaniałego, ale mi wciąż mało! Trochę brakuje do tego momentu żebym poczuła się świetnie w swoim ciele, ale zaczynam doceniać to co mam! Muszę zrzucić z brzucha pierzynkę pod którą wygrzewa się mój sześciopak i popracować nad ramionami, barkami i plecami. Planuję również podjąć jakieś wyzwanie, ale jeszcze nie wiem co to będzie... Wiem, że mam straszne ilości niespożytkowanej energii, której wreszcie muszę dać ujście!

Może macie jakieś pomysły na wyzwanie dla mnie? :)



P.S Czasem wystarczy się trochę przeciągnąć by zobaczyć różnice... 

Przyznam, że dopiero teraz zauważyłam, że coraz bardziej widoczne stają się żebra, kości biodrowe, a do tego, że oprócz brzucha zmieniają się także nogi. To chyba one na chwilę obecną pracują najbardziej co widać po aktualnych pomiarach... 

Dla mnie to już coś! 
A w końcu to ja jestem zmuszona żyć w swoim ciele :)

1 kwietnia 2013

MOJA METAMORFOZA - Podsumowanie miesiąca 7

Witajcie Kochani!

Dzisiejszy dzień kończy kolejny miesiąc mojej metamorfozy, no i oczywiście rozpoczyna kolejny... 

Ostatni miesiąc nie należał do łatwych, bo jak wiecie od przeszło tygodnia wisi nade mną jakieś złośliwe fatum, które sprawdza na mnie same nieszczęścia. W zasadzie wszystko trwało tylko 3 tygodnie i zmiany nie są wielkie, ale zawsze to coś! Tym razem największe zmiany, które zaszły nie są widoczne gołym okiem, ale odczuwalne. Mam zdecydowanie więcej siły, moje bicepsy nabrały kształtu, a plecy udaje mi się z łatwością utrzymywać w pozycji prostej, a wszystko za sprawą mięśni...


Moje efekty po 7 miesiącach:





Nie mam pojęcia dlaczego na zdjęciu bokiem, aż tak odstają mi żebra, w każdym razie nie zrobiłam tego celowo!
Dlaczego na zdjęciach porównawczych znalazł się inny biustonosz niż moje dotychczasowe Panache SPORT? Po prostu zbyt odstawał i musiałam go wymienić :) Na zdjęciach z 1.04.2013 biustonosz LA SENZA - Lucy Lace.

Chciałabym jeszcze dodać, że podczas robienia zdjęć złożył mi się statyw i aparat wylądował na podłodze... Efektem jest trochę uszkodzony obiektyw, ale na szczęście udało się wykonać wszystkie potrzebne zdjęcia do porównania. Obiektyw w zasadzie działa, ale nie obejdzie się bez zaniesienia go do naprawy.
Czy to fatum mnie kiedyś opuści, bo powoli mam już dosyć ciągłego pecha!


Aktualne pomiary:




Jak widać waga cały czas stoi w tym samym miejscu. Jednego dnia jest więcej, drugiego mniej, ale mojej wymarzonej 6 z przodu w dalszym ciągu nie widzę... Centymetry też już nie spadają tak samo szybko jak wcześniej, ale myślę, że to kwestia czasu. Zrobi się cieplej (mam nadzieję) to wyjdę na powietrze i aktywności przybędzie, a póki co muszę zadowolić się takimi efektami, a raczej ich brakiem. Lepsze to niż powrót do poprzedniej wagi i wymiarów...

A teraz...
PRIMA APRILISOWA NIESPODZIANKA!
Muszę Wam się do czegoś przyznać... 




Kochane moje! TO BYŁ PRIMA APRILIS! 
Oczywiście nie jestem w ciąży... to jeszcze nie mój czas :) 
Wybaczcie ten żart... mam nadzieję że nikogo nie uraziłam, a jeśli tak to bardzo przepraszam :) ♥
Nie sądziłam, że wywoła to aż taki odzew wśród Was!!!
JESZCZE RAZ WYBACZCIE :)





Tymczasem powracam do treningów... Mam zamiar zacząć jeszcze dziś! 
W najbliższym czasie spodziewajcie się posta z PODSUMOWANIEM TRENINGÓW, bo dziś już nie zdążę go napisać...
Ściskam mocno! Buziaki!