3 kwietnia 2013

MOTYWACJA - "Czy ten trening jest skuteczny?"

Kochane moje!
Często piszecie do mnie wiadomości prywatne na Facebooku oraz maile co bardzo mnie cieszy. Staram się odpowiedzieć na wszystkie choć ostatnio niektóre zaczynają mi umykać. Uwierzcie mi, że nie robię tego specjalnie, po prostu coś czasem przeoczę. Obiecuję, że jednak będę się starać na bieżąco odpisywać! 

Ostatnio moje korzystanie z komputera kończy się jednak szybciej niż zaczyna :)
Jak to możliwe? A tak! Gdy siadam do komputera, bo wiem, że mam coś do zrobienia to zaraz słyszę dzwonek do drzwi, telefon, albo patrze na zegarek i w popłochu zaczynam gonić po mieszkaniu, bo okazuje się, że jestem spóźniona na jakieś spotkanie. Dziś usiadłam do komputera, żeby zredagować kilka artykułów, bo miałam wenę twórczą, ale oczywiście się nie udało. Nagle wszedł mój Tata oznajmiając mi, że za godzinę przyjedzie rzeczoznawca w sprawie stłuczki, a chwilę później przyszła Mama żeby pochwalić się zakupami...
Normalnie DOM WARIATÓW! :)
Ledwo skończyłam pisać poprzedni post, a już znalazłam inne zajęcie i tak w kółko! Cieszy mnie to jednak, bo wreszcie spędzam czas na innych rzeczach niż przesiadywanie na FB. Musicie mi tylko wybaczyć, że czasem trochę Was zaniedbuję, ale mam nadzieję, że to się zmieni.


Chciałabym Wam jednak odpowiedzieć na chyba najczęściej zadawane pytanie, które dostaje w co drugiej wiadomości... 

"CZY TEN TRENING JEST SKUTECZNY?"

Oj! Nawet nie wiecie jak Was rozumiem! Ja przez wiele miesięcy zastanawiałam się jaki jest sens robienia czegoś i nie osiągania efektów. Zawsze zanim kupiłam kosmetyk sprawdzałam opinie i jego możliwe działanie, a także efekty "przed" i "po". Podobnie było w przypadku treningów, diet... no dosłownie wszystkiego! To taka trochę oznaka słomianego zapału...

Kiedyś zaczęłam chodzić na pilates, ale nie widziałam efektów po miesiącu. Byłam pewna, że się poddam, ale ćwiczyłam dalej, aż pewnego dnia usłyszałam, że powinnam przejść do grupy dla zaawansowanych, bo moja sprawność fizyczna się poprawiła. Kto by pomyślał skoro zanim zaczęłam chodzić na pilates z trudem podnosiłam się z łóżka ze względu na kręgosłup? Normalnie mogłam się poddać, ale tego nie zrobiłam, bo wiedziałam, że efekty nie muszą być widoczne od zaraz!

Gdy zaczynałam swoją metamorfozę z Ewą Chodakowską byłam pewna, że to kolejny "trening cud" i takie tam pitu pitu, że efekty, że samopoczucie, że bla bla bla... Nigdy nie wierzyłam, że jakieś ćwiczenia czy dieta potrafią czynić cuda, a jednak! Do ćwiczeń Chodakowskiej nie musiałam się długo zmuszać, bo dosłownie 2 dni po tym jak o niej usłyszałam zaczęłam swoją przemianę. Byłam pewna, że udowodnię światu, że to "pic na wodę, fotomontaż", ale jak zapewne wiecie tak się nie stało. Stało się z kolei coś nieuniknionego, bo polubiłam ćwiczenia! Zaczęło mi to sprawiać przyjemność i teraz już nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez aktywności. Do wymarzonej sylwetki wiele mi jeszcze brakuje, ale już przestałam ćwiczyć interesownie. Treningi stały się nieodłączną częścią mojego dnia, jak mycie zębów czy karmienie kota :) O efektach nie myślę, bo co ma być to będzie!

Zaczęło się niewinnie, a teraz wciągnęłam się w to wyjątkowo mocno! 


Zacznij ćwiczyć bezinteresownie!!!
Zacznij coś robić "O tak, po prostu!". Przestań się zastanawiać czy będziesz miała efekty jak ja czy inne dziewczyny! Nie porównuj się z innymi, bo to nie ma sensu! Każdy organizm jest inny, każde efekty pojawiać się będą w swoim tempie. Potraktuj to jako wyzwanie, wyzwanie dla Twojego organizmu, dla zdrowia i WALCZ! Efekty się pojawią jeśli będziesz ćwiczyć regularnie i gdy konsekwentnie podejdziesz do sprawy.

Prawda jest taka, że nie ma treningów gorszych i lepszych... Każda z nas jest inna i każda lubi co innego. Ja zawsze uwielbiałam sztuki walki więc wszystkie treningi opierające się na nich są dla mnie idealne. Nie zastanawiam się jakie będę mieć po nich efekty, a ćwiczę... Ważny jest sam ruch i podejście. Nie ma nieskutecznych treningów. Wiadomo, że jedne są intensywniejsze, a inne mniej! Aktywność fizyczna prędzej czy później wejdzie Ci w krew.

Ja jeszcze niedawno pisałam, że treningi sprawiają mi ból, że czasem są ponad moje siły, a teraz? Same spójrzcie jak wiele się zmieniło w tak krótkim czasie. Wykonuję więc różne ćwiczenia, nawet takie, których skuteczności nikt mi nie potwierdził, bo wiem, że dla mnie będą idealne! Są dni kiedy mam ochotę na coś intensywnego, są dni kiedy chcę trochę podźwigać ciężarów więc sięgam po programy opierające się na treningu oporowym, a gdy mam nadmiar energii chcę ją absolutnie spożytkować i wtedy kopie i skaczę. Bywają jednak i takie dni kiedy nie mam ochoty na nic, nie mam siły, nic mi się nie chce... Wtedy łapie za lekkie ćwiczenia, stateczne, które działają ładnie modelują ciało. Skąd wiem, że trening, który wykonuje działa? Czuje mięśnie, męczę się, pocę, mam podwyższone tętno, po treningu trzęsą mi się mięśnie, a na następny dzień odczuwam zakwasy. Nie zawsze tak jest i wtedy wiem, że nie dałam z siebie wszystkiego, ale i taki ruch jest mi potrzebny.

Nawet najmniejsze efekty są lepsze, niż brak efektów!!!
Lepiej robić coś co przyniesie mniejsze efekty, a sprawi nam przyjemność niż coś co przynosi cudowne efekty, a będzie nas doprowadzać do szału przed, podczas i po treningu.

A co najważniejsze?
Lepsza jest taka aktywność, która nie przynosi cudownych efektów niż BRAK AKTYWNOŚCI i siedzenie tyłkiem na kanapie z pilotem w jednej ręce i z paczką chipsów w drugiej! 

Wszystko zależy tylko od Ciebie...

Ostatnio rozmawiałam z osobą, która uznała, że treningi za bardzo ją męczą, i że szuka czegoś przyjemnego i łatwego, ale bardzo skutecznego. Gdy powiedziałam jej, że każda aktywność nawet spokojny pilates przynosi efekty to stwierdziła, że nie o takie efekty jej chodzi...
Wiecie jak skończyła się ta rozmowa? 
Osoba o której mówię postanowiła, że czas będzie jednak spędzać na kanapie, bo nie osiągnie szybkich efektów w taki sposób jak ja jej doradzałam... Uznała, że lepiej się więc nie męczyć!


Aktywność fizyczna to taka praca, za która zawsze otrzymujesz wynagrodzenie... 
Wynagrodzenie w postaci efektów... mniejszych czy większych, ale ZAWSZE EFEKTÓW!
Daję Wam zatem mocnego kopa w tyłek i do dzieła!
Koniec z wymówkami!

Moje efekty wszyscy widzieli, ale nie są one rezultatem jednego treningu, a kilku! Warto więc też wprowadzać pewne modyfikacje i urozmaicać swoją aktywność fizyczną żeby się najzwyczajniej nie znudzić! A zatem... DO DZIEŁA!

17 komentarzy:

  1. Z Ewką ćwiczyłam od października 2012 do lutego 2013...w międzyczasie zaczęłam biegać i było fantastycznie. W marcu natomiast chyba osiągnęłam apogeum zmęczenia i odstawiłam Ewkę...w ciągu miesiąca czułam się coraz gorzej, poirytowana, nawet biegało mi się gorzej ciężej niż wcześniej. Zrozumiałam swój błąd, nie będę miała efektów jeśli nie będzie ogólnorozwojówki...

    dziś po raz pierwszy (jak pisałam ci na fb) od miesiąca zrobiłam skalpel...nogi drżą mi jak nie powiem co, ale jestem z siebie zadowolona:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to krótko mówiąc... WITAMY Z POWROTEM :)

      Usuń
  2. Najlepiej ćwiczyć dla samego siebie i dla własnej satysfakcji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ba! Na pewno nie dlatego, że ktoś nam każę, bo i takie przypadki znam :)

      Usuń
  3. A to nie jest tak, że zakwasy mogą się nie pojawić gdy mięśnie są już przyzwyczajone do wysiłku? Bo ja je miałam tylko na początku. Czy to oznacza, że źle ćwiczę? Dziękuję za odp i strasznie podziwiam Twoje samozaparcie;) chciałabym być kiedyś taka jak Ty (oczywiście nie chodzi mi tu tylko o wygląd fizyczny, ale przede wszystkim stan psychiczny) pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że tak jest! Po dłuższym wykonywaniu tych samych ćwiczeń ciało nie reaguje już w taki sam sposób i zakwasy się nie pojawiają... niestety! Dlatego ja staram się mieszać, zmieniać, by za każdym razem czuć to palenie w mięśniach no i następnego dnia zakwasy :)

      Usuń
  4. Dobrze napisane. Niektórzy ludzie mają właśnie takie dziwne podejście do ćwiczeń. Po 2 treningach chcą być o rozmiar szczuplejsi, a jak nie - to po co ćwiczyć.. albo np. za 2 tygodnie jadą na urlop i biorą się za odchudzanie, żeby zdążyć do wyjazdu .. Czasem nie mam już cierpliwości tłumaczyć. Sama ćwiczę regularnie od 7 m-cy, i świetnie się z tym czuję,kilogramy spadają, centymetrów ubywa, mięśnie coraz bardziej się uwidaczniają, jestem silniejsza, bardziej wytrzymała, cera mi się poprawiła... jak widać - dużo plusów, ale wszytko przychodzi z czasem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak samo jak u mnie... Dopiero teraz odczuwam takie naprawdę istotne zmiany, które zaszły :) Nie można mieć nic od razu, ale za to jak te efekty cieszą... W końcu włożyło się w nie tyle pracy. Cieszę się, że to tyle zajęło, bo przynajmniej to doceniam, a tak to by po prostu było...

      Usuń
  5. Otóż to, nic się samo nie wydarzy i nic się samo nie zrobi - czas i tak minie na marudzeniu i samych chęciach, które często nie są poparte żadnym zaangażowaniem. Kiedyś miałam z tym problemy, ale te czasy już na szczęście za mną! Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyznam szczerze, że efektów jak na razie super nie osiągnęłam, ale podejście mam podobne. Mam kalendarz tortur i wpisuję codziennie każdą aktywność. Pod koniec dnia np o 22;00 przypominam sobie o że nadal nie zrobiłam treningu i go robię bo muszę. Teraz tak się tym nakręciłam, ćwiczyłam dziś o 22;00 bo żal mi wpisać że nic nie robił:) Na szczęście organizuje się i staram się trening zrobić rano. Prawda jest taka, że ciężko jest zacząć.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, czasem tak niestety mam, że po np. 2 tygodniach danego treningu nie widzę większych (tiaa, ŻADNYCH) zmian i deneruję się i rzucam wszystko w diabły. Ale teraz już tak nie będzie, nie z nową MNĄ, która podjęła wyzwanie walki o zdrową sylwetkę! I tylko czekam tego etapu, kiedy wreszcie będę cieszyła się z aktywności fizycznej i traktowała ją bardziej jako przyjemność niż obowiązek. Mam nadzieję że to już niedługo.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dokładnie mycha! Ćwiczenia bezinteresowne są najlepsze! A nie ciągłe myślenie, że jeszcze godzina tego i buu i nie chce mi się. A tak, wstajemy i ruszamy się, tak O, dla samego ruchu :) Świetny post :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Dokładnie :)
    Dzisiaj nie wyobrażam sobie dnia bez treningu, a kilka lat temu nigdy nie pomyślałabym, że w ogóle się ruszę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dużo prawdy jest w tym co piszesz, masz bardzo fajny sposób przekazywania myśli i coś co wciąga nie tylko w czytanie, ale też w dbanie o zdrowie. Ja też jestem jedną z tych dziewczyn, które dbają o siebie,a raczej starają się dbać, od roku ćwiczę, szukam nowych inspiracji, próbuje walczyć ze złymi nawykami żywieniowymi, a wprowadzać nowe, lepsze... bo kto by pomyślał jeszcze jakiś czas temu, że będę latać z ciężarkami..;) weszłam tu dzisiaj bo szukałam kopniaka, tak, kopniaka, bo o to dzisiejszej nocy ja, która stara się ciągle zmienić, wstałam o 2 w nocy bo moje ciało zapragneło czekolady;/ i tak oto dzisiaj spędzam dzień z wyrzutami sumienia i czytam twoje notki w poszukiwaniu dalszej inspiracji. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. faktycznie, lepsze małe efekty niż żadne!
    szczerze, zazdroszczę, że mało czasu spędzasz na kompie!

    świetny blog, Twoje słowa motywują, jeszcze trochę i zacznę ćwiczyć!

    zapraszam też do mnie ; kropkapeel.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja mam takie pytanie, co z hula hopem z wypustkami? Nadal z nim ćwiczysz? Jest godne polecenia?

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz dodaje mi skrzydeł i motywuje mnie do dalszego pisania... Napisz, zmotywuj mnie oraz innych! Dziękuję <3