Piekne Zdrowie - Blog o zdrowiu i urodzie

2 kwietnia 2013

Święta, Święta i... PO ŚWIĘTACH czyli CO NOWEGO!

Witajcie ponownie!
Po kolejnym obszernym podsumowaniu miesiąca przyszedł czas na dalszą walkę no i oczywiście na "łykanie" kolejnej wiedzy na temat zdrowia, odchudzania i fitnessu. Te Święta i poprzedni pechowy tydzień strasznie mnie rozleniwiły, ale po tym obżarstwie zdecydowanie muszę zacząć się znów ruszać. Jak wiecie poprzedni tydzień zaczął się fatalnie, a skończył jeszcze gorzej... ten tydzień zapowiada się na szczęście o wiele lepiej. Spędziłam dziś troszkę czasu na pisaniu kolejnego posta z serii "motywacyjnych", który myślę, że opublikuję już jutro. Wymaga jeszcze dopracowania, bo moje myśli (z resztą jak zawsze) przekazane są niesamowicie chaotycznie. 


Dziś oznajmiłam całemu światu, że KWIECIEŃ będzie moim miesiącem bez względu na wszystko! Dam z siebie 150%, a nie tylko 100 jak do tej pory! Efekty muszą być, BĘDĄ! Robię to wszystko dla siebie... na początku miałam inną motywację, która zagubiła się gdzieś po drodze, a raczej została wyeliminowana z mojego życia jako jeden z elementów, który wprowadzał mnie w taki stan nieużywalności i powodował u mnie całkowity zanik chęci do życia. Czasem trzeba zmienić motywację by osiągnąć swój cel :)

Jeszcze przed Świętami dostałam przesyłkę od Wydawnictwa PWN, w której znalazłam przedpremierowy egzemplarz bestsellera "SIŁA NAWYKU" autorstwa Charlsa Duhigg'a.
Uwielbiam czytać! Gdybym tylko miała na to więcej czasu to chyba przeczytałabym całą zawartość empiku!




"Dlaczego robimy to, co robimy i jak można to zmienić w życiu i w biznesie?"
Mam sporo nawyków... wiele dobrych, ale równie wiele tych złych...
Bardzo chętnie dowiem się jak to zmienić, bo do tej pory wydawało mi się, że takie zmiany są niemożliwe, a jednak! Pewne rzeczy udało mi się zmienić...



Ćwiczenia, eliminacja fast foodów, słodyczy, papierosów czy alkoholu... To wszystko małe, WIELKIE sukcesy i zwycięstwo nad paskudnymi nawykami. Czasem oczywiście sięgam po wszystko z powyższej listy, ale nie jest to już błędne koło... potrafię sobie bez trudu poradzić z takimi "potrzebami".
Mam nadzieję, że będę w stanie oderwać się od tej lektury, bo jest dosyć gruba i przeczytanie jej od deski do deski trochę by mnie wyeliminowało z życia na parę godzin :)



Póki co czytam "Fitness, zdrowie i uroda" - poradnik bez kantów autorstwa Ellen Karpay. To bardzo fajnie napisany poradnik w 100% dotyczący tematyki mojego bloga. Na podstawie tego co się dowiedziałam planuje w najbliższym czasie napisać Wam kilka postów, a wierzcie na słowo... z tej książki można się dowiedzieć bardzo wiele! Choćby jak znaleźć motywacje...

Gdy tylko skończę czytać tą książkę to zabieram się za prezent od PWN... Postanowiłam sobie, że poświęcę trochę więcej czasu na czytanie, bo sprawia mi to niesamowitą przyjemność więc czemu miałabym sobie tego odmawiać?

Może Wy macie do polecenia jakąś ciekawą lekturę od której nie możecie się wręcz odkleić? 

Powiem szczerze, że zastanawiałam się nad kupnem książki Ewy Chodakowskiej, ale nie zdecydowałam się jeszcze. Poczekam chyba, aż usłyszę kilka naprawdę konkretnych opinii od osób, które książkę przeczytają.
Choć nie wykluczam, że przy pierwszej lepszej wizycie w Empiku złapię ją w swoje łapki i już nie wypuszczę. Coś mi się jednak wydaje, że nie będzie to dla mnie już nic nowego...



Kolejną rzeczą, która bardzo poprawiła mi dziś nastrój pomimo bólu karku to zakup jaki dokonała moja mama! Poszła dziś na pocztę i przy okazji zahaczyła o kilka naszych ulubionych sklepów czyli "dziumdziarni" zwanych dalej second-handami czy lumpeksami i w jednej z nich wyszukała piżamkę H&M w moje ukochane Hello Kitty. Wiem, że jestem za stara na Hello Kitty, ale co poradzić ;) Dziecinnieje z wiekiem!

Kupiła ją dosłownie za grosze, ale bała się, że w nią nie wejdę, a tu SURPRISE! Piżama leży idealnie... Nawet gdyby nie pasowała to w końcu to tylko piżama, nie chodzę w niej po mieście :) Taka mała rzecz, a okropnie mnie ucieszyła i tym samym wiedziałam, że ten dzień będzie lepszy! 



Potem zgłosiliśmy z moim Tatą stłuczkę do ubezpieczyciela co oznaczało oczywiście pół godziny wiszenia na telefonie. Normalnie co ja bym mogła zrobić w te 30 minut! Choćby jakiś cały trening! No, ale mus to mus...  Nic na to w końcu nie poradzimy... Mam nadzieję, że nie będzie problemów z naprawą...



Zaczynam odwracać swoje życie do góry nogami... robię dziś rzeczy, które normalnie mogłabym zrobić jutro itd. Dzięki temu mam nadzieję, że moje życie się trochę uporządkuje. Potrzebuje trochę więcej czasu  na inne rzeczy więc nie chcę cały czas odwlekać wszystkiego tego co nie koniecznie jest dla mnie przyjemne...



Krótko mówiąc u mnie nadal ZMIANY, ZMIANY, ZMIANY :)
Zmiany zewnętrzne, wewnętrzne i zmiany w otoczeniu! Gdy wrócę do Krakowa zabieram się za mały remont, który musiałam odwlec przez problemy z szyją. Może wreszcie moje życie się jakoś uspokoi i unormuje? 





A u Was co dobrego po Świętach? 

PAMIĘTAJCIE! Choćby nie wiem co się działo! NIE STAWAJCIE NA WAGĘ!!! :) 
Ona Was omami i będzie kusić, ale nie warto ;)
Po co się denerwować?
Ja ostatnio wagi unikam i stanę na nią dopiero wtedy gdy uznam, że jest mi to potrzebne!
Trzymajcie się ciepło! <3

Treningi - Podsumowanie miesiąca 7

Kochani!
Tak jak obiecywałam, dziś zamieszczam dokładne podsumowanie moich aktywności z poprzedniego miesiąca metamorfozy. Ciało zaczęło nabierać kształtu dzięki temu, że wprowadziłam trening oporowy, ale póki co "walczę" tylko z bardzo małymi obciążeniami. Chcę przyzwyczaić ciało do ciężarów żeby móc trochę intensywniej poćwiczyć na siłowni, na którą planuje się zapisać już w tym miesiącu. 


KWIECIEŃ BĘDZIE MÓJ! 
Zawsze lubiłam ten miesiąc... Może dlatego, że kojarzy mi się z dzieciństwem? Gdy byłam bardzo malutka mówiłam zamiast "kwiecień-plecień" "ecień-ciecień" i to chyba stąd ta sympatia :) Mam zamiar zrobić wszystko co tylko mogę by w te pierwsze, cieplejsze dni móc się zaprezentować z jak najlepszej strony. Dodatkowo chcę mieć świadomość tego, że dałam z siebie 150%, a nie tylko 100%




TYDZIEŃ 25
 05.03 WTOREK - Spacer 6,5 km w 1 godz 15 min + TURBO JAM Fat Blaster + TURBO JAM Ab Jam
06.03 ŚRODA - Jazda na rowerze 15 km w 2 godz 48 min + Spacer 1,3 km w 12 min.
08.03 PIĄTEK - TURBO JAM Fat Blaster

TYDZIEŃ 26
11.03 PONIEDZIAŁEK  ChaLEAN EXTREME Burn Circuit 1 + TURBO JAM Fat Blaster + Spacer 1,3 km w 30 min
13.03 ŚRODA -  Spacer 4,5 km w 1 godz 
14.03 CZWARTEK - ChaLEAN EXTREME Ab Burner + ChaLEAN EXTREME Burn Intervals
16.03 SOBOTA - ChaLEAN EXTREME Recharge + ChaLEAN EXTREME Burn it off + TURBO JAM Fat Blaster

TYDZIEŃ 27
18.03 PONIEDZIAŁEK - ChaLEAN EXTREME Burn Circuit 1 + TURBO JAM Cardio Party vol. 2
20.03 ŚRODA - ChaLEAN EXTREME Burn Circuit 2 
22.03 PIĄTEKChaLEAN EXTREME Ab Burner + ChaLEAN EXTREME Burn Intervals
24.03 NIEDZIELA - ChaLEAN EXTREME Burn Circuit 3 + ChaLEAN EXTREME Burn it Off + ChaLEAN EXTREME Recharge

TYDZIEŃ 28
30.03 SOBOTA  - PŁYWANIE 0,8 km w 45 min


Łącznie SPALIŁAM około 7500 kalorii, a treningi zajęły mi około 15 godzin.
Oczywiście byłoby lepiej gdyby nie ten ostatni pechowy tydzień spędzony w kołnierzu ortopedycznym. Już jednak powracam do gry i co najlepsze? 
NIE MAM ZAMIARU ODPUSZCZAĆ!

Wczoraj odezwało się do mnie kilku znajomych płci męskiej z gratulacjami co było dla mnie sporym, ale też miłym zaskoczeniem. Dla niektórych już osiągnęłam coś wspaniałego, ale mi wciąż mało! Trochę brakuje do tego momentu żebym poczuła się świetnie w swoim ciele, ale zaczynam doceniać to co mam! Muszę zrzucić z brzucha pierzynkę pod którą wygrzewa się mój sześciopak i popracować nad ramionami, barkami i plecami. Planuję również podjąć jakieś wyzwanie, ale jeszcze nie wiem co to będzie... Wiem, że mam straszne ilości niespożytkowanej energii, której wreszcie muszę dać ujście!

Może macie jakieś pomysły na wyzwanie dla mnie? :)



P.S Czasem wystarczy się trochę przeciągnąć by zobaczyć różnice... 

Przyznam, że dopiero teraz zauważyłam, że coraz bardziej widoczne stają się żebra, kości biodrowe, a do tego, że oprócz brzucha zmieniają się także nogi. To chyba one na chwilę obecną pracują najbardziej co widać po aktualnych pomiarach... 

Dla mnie to już coś! 
A w końcu to ja jestem zmuszona żyć w swoim ciele :)

1 kwietnia 2013

MOJA METAMORFOZA - Podsumowanie miesiąca 7

Witajcie Kochani!

Dzisiejszy dzień kończy kolejny miesiąc mojej metamorfozy, no i oczywiście rozpoczyna kolejny... 

Ostatni miesiąc nie należał do łatwych, bo jak wiecie od przeszło tygodnia wisi nade mną jakieś złośliwe fatum, które sprawdza na mnie same nieszczęścia. W zasadzie wszystko trwało tylko 3 tygodnie i zmiany nie są wielkie, ale zawsze to coś! Tym razem największe zmiany, które zaszły nie są widoczne gołym okiem, ale odczuwalne. Mam zdecydowanie więcej siły, moje bicepsy nabrały kształtu, a plecy udaje mi się z łatwością utrzymywać w pozycji prostej, a wszystko za sprawą mięśni...


Moje efekty po 7 miesiącach:





Nie mam pojęcia dlaczego na zdjęciu bokiem, aż tak odstają mi żebra, w każdym razie nie zrobiłam tego celowo!
Dlaczego na zdjęciach porównawczych znalazł się inny biustonosz niż moje dotychczasowe Panache SPORT? Po prostu zbyt odstawał i musiałam go wymienić :) Na zdjęciach z 1.04.2013 biustonosz LA SENZA - Lucy Lace.

Chciałabym jeszcze dodać, że podczas robienia zdjęć złożył mi się statyw i aparat wylądował na podłodze... Efektem jest trochę uszkodzony obiektyw, ale na szczęście udało się wykonać wszystkie potrzebne zdjęcia do porównania. Obiektyw w zasadzie działa, ale nie obejdzie się bez zaniesienia go do naprawy.
Czy to fatum mnie kiedyś opuści, bo powoli mam już dosyć ciągłego pecha!


Aktualne pomiary:




Jak widać waga cały czas stoi w tym samym miejscu. Jednego dnia jest więcej, drugiego mniej, ale mojej wymarzonej 6 z przodu w dalszym ciągu nie widzę... Centymetry też już nie spadają tak samo szybko jak wcześniej, ale myślę, że to kwestia czasu. Zrobi się cieplej (mam nadzieję) to wyjdę na powietrze i aktywności przybędzie, a póki co muszę zadowolić się takimi efektami, a raczej ich brakiem. Lepsze to niż powrót do poprzedniej wagi i wymiarów...

A teraz...
PRIMA APRILISOWA NIESPODZIANKA!
Muszę Wam się do czegoś przyznać... 




Kochane moje! TO BYŁ PRIMA APRILIS! 
Oczywiście nie jestem w ciąży... to jeszcze nie mój czas :) 
Wybaczcie ten żart... mam nadzieję że nikogo nie uraziłam, a jeśli tak to bardzo przepraszam :) ♥
Nie sądziłam, że wywoła to aż taki odzew wśród Was!!!
JESZCZE RAZ WYBACZCIE :)





Tymczasem powracam do treningów... Mam zamiar zacząć jeszcze dziś! 
W najbliższym czasie spodziewajcie się posta z PODSUMOWANIEM TRENINGÓW, bo dziś już nie zdążę go napisać...
Ściskam mocno! Buziaki!

30 marca 2013

Moje "dietetyczne" plany ŚWIĄTECZNE...

Witajcie Kochani!
Jak tam Wasze przygotowania do Świąt Wielkanocnych? Ja w dalszym ciągu nie czuję klimatu Świąt, ale u mnie to całkowicie normalne, bo w zasadzie najchętniej odpuściłabym sobie takie okazje.Jednak jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma :) 

Dziś wieczór znów czeka mnie podróż do mojej rodzinnej miejscowości, ale jeszcze kilka najbliższych godzin spędzę w Krakowie. Obiecałam sobie, że trochę popływam, bo muszę wykorzystać jeszcze jedną wygraną wejściówkę na basen. Wczoraj niestety nie dałam rady, bo po zdjęciu kołnierza ortopedycznego moja szyja była nadal obolała i dość sztywna, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Mimo wszystko spędziłam w Parku Wodnym 3 godziny korzystając z biczy wodnych, hydromasaży, jacuzzi, sauny... Pełen relaks! Zaraz zrobię sobie powtórkę z rozrywki, ale wcześniej zrobię sobie zdjęcia do poniedziałkowego podsumowania miesiąca 7, który niestety nie wyglądał tak jakbym tego chciała. Co się odwlecze to nie uciecze :) Dlaczego zdjęcia zrobię dziś? Nie chcę wozić ze sobą statywu, wężyka i aparatu, a do tego tu mam dokładnie zaznaczone z jakiego miejsca robić zdjęcie by perspektywa była dokładnie ta sama.


Wcześniej jednak postanowiłam odpowiedzieć na jedno z najczęściej zadawanych mi ostatnio pytań, a mianowicie "JAK JA SPĘDZAM ŚWIĘTA". Podejrzewam, że nie takiej odpowiedzi oczekiwaliście, ale muszę stwierdzić, że Święta spędzam całkowicie NORMALNIE, jak zapewne każdy inny człowiek, który nie dba o linię :) Może nie jestem entuzjastką tych wszystkich potraw jak np. żurek i biała kiełbasa, ale zawsze znajdę coś czym będę się zajadać. Na naszym stole zawsze jest dużo jajek zarówno kurzych jak i przepiórczych, a do tego będzie pewnie moja ulubiona sałatka... przynajmniej mam taką nadzieję, że będzie. Mój Tata zapewne też przygotował sporą ilość wędlin domowej roboty. Oczywiście oprócz tego ciasta... Dużo ciasta! Babki, makowiec i zapewne keks. Jeszcze nie wiem co tam ciekawego przygotowali, ale dowiem się już dziś wieczorem.

Do czego zmierzam? 
Chciałabym Wam powiedzieć, że nie mam zamiaru się ograniczać! :) 
Zdecydowanie nie odmówię sobie niektórych pyszności, których do dietetycznych nie można zaliczyć. Raz na jakiś czas przecież mogę! Ty też możesz! Nie dajcie się zwariować i nie odmawiajcie sobie tradycyjnych, świątecznych przysmaków tylko dlatego, że chcecie zgubić parę kilogramów. Jeden czy dwa dni złamania zasad diety nie sprawi, że waga pokaże 10 kg więcej więc koniec z wyrzutami sumienia! Tradycja jest w końcu tradycją, prawda?
Tylko pamiętajcie! Od razu po Świętach wracamy do treningów i do zasad zdrowego odżywiania! Nie ma taryfy ulgowej, bo lato (choć tego nie widać) zbliża się nieubłaganie, a przecież oczekujemy spektakularnych efektów!

U mnie na pewno będzie również aktywnie... Wybieram się na snowboard, a do tego od poniedziałku wracam do treningów, bo coś ostatnio kiepsko z widocznością efektów, ale to szczegół, bo największe zmiany nie są widoczne gołym okiem!
A Wy będziecie aktywnie spędzać Święta czy raczej planujecie tylko odpoczywąć?



Korzystając z okazji chciałabym Wam życzyć 
ZDROWYCH, PIĘKNYCH, POGODNYCH, RODZINNYCH i WESOŁYCH 
ŚWIĄT WIELKANOCNYCH, 
a w LANY PONIEDZIAŁEK UDANEJ BITWY NA ŚNIEŻKI :) 

29 marca 2013

Moje ulubione buty sportowe...

Witajcie Kochani!
Już od jakiegoś czasu planowałam zamieścić posta dotyczącego sportowej części mojej pokaźnej kolekcji obuwia, która chyba wkrótce znów zacznie się powiększać. Kto by pomyślał, że jeszcze parę lat temu w mojej szafie można było znaleźć tylko kilka par płaskiego obuwia i nie były to buty sportowe! :)


Oto moje ulubione buty sportowe:


Od lewej:
Reebok RealFlex TR to mój najnowszy nabytek, o którym pisałam TUTAJ. Kupiłam je z myślą o bieganiu i faktycznie sprawdzają się w swojej roli rewelacyjnie! Nigdy wcześniej nie myślałam, że dobre buty do biegania sprawią mi jakąś różnicę. Dzięki nim zaczynam lubić jogging i planuje zacząć biegać jak tylko zrobi się trochę cieplej. Na chwilę obecną używam je także podczas treningów i jestem zachwycona! Zapewniają stabilność, ale jednocześnie sprawiają wrażenie, że ćwiczy się bez butów. Genialne!
Cena: 199 zł (Promocja)

Reebok EasyTone to idealne buty do chodzenia, które do treningów absolutnie się nie nadają! System EasyTone, który został zastosowany w tym obuwiu powoduje niestabilność jak podczas chodzenia po plaży przez co mięśnie muszą wykonać więcej pracy by zachować równowagę. Słyszałam różne opinie na temat tych butów, ale mnie one służą! Faktycznie po przejściu kilku kilometrów czułam pośladki, uda i łydki jak po dobrym treningu. Wiem co mówię, bo przeszłam w nich już dobre kilkaset kilometrów, a jestem ich posiadaczką od dokładnie 2 lat. Chodzenie w nich do najłatwiejszych nie należy, ale szybko można się do nich przyzwyczaić. Nieprawdą jest również, że buty EasyTone mogą powodować problemy ze stawami, bo gdyby faktycznie tak było to moje stawy odezwałyby się wcześniej, a nie dopiero teraz gdy przestałam już w nich chodzić.
Cena: 299 zł

DC Shoes moje ukochane buty codzienne, w których jeszcze kilka lat temu chodziłam prawie non-stop. W tym momencie są dla mnie trochę za ciężkie no i zostały zastąpione szpilkami, ale jeszcze często do nich wracam.  Do treningów czy biegania zdecydowanie się nie nadają!
Cena: 269 zł

Reebok TrainTone to typowo treningowa wersja butów EasyTone. Ich podeszwa jest tak skonstruowana by zapewniała bardzo minimalną niestabilność, która nie będzie znacząco uniemożliwiała złapanie równowagi podczas treningów. W tych butach można ćwiczyć choć i tak nie polecałabym ich do treningu z obciążeniem. Ja używałam ich na siłowni i na zajęciach fitness. Początkowo ćwiczyłam w nich także treningi Ewy Chodakowskiej, ale mimo wszystko nie odważyłabym się robić w nich ćwiczeń, które wymagają dużej stabilności. Te buty są w moim posiadaniu już prawie 3 lata. Gdybym wcześniej biegała to zapewne zainwestowałabym jeszcze w buty RunTone, które podczas biegania tworzą opór bez niestabilności.
Cena: 399 zł




Ja chciałam jeszcze do swojej kolekcji dołączyć buty Nike, w których się zakochałam, ale niestety i w tym przypadku buty treningowe są do rozmiaru 39, a ja potrzebuje co najmniej 41. Nie mogę zrozumieć dlaczego producenci obuwia sportowego nie przewidują, że osoby z większą stopą też mogłyby ćwiczyć :)

A Wy macie swoje ulubione buty sportowe? 
Może "polujecie" na jakieś konkretne cudeńka? 


P.S Buty z systemem EasyTone są dosyć kontrowersyjne i krążą o nich najróżniejsze opinie w internecie. Jeśli macie jakieś pytania dotyczące tych butów to śmiało możecie pytać :) Postaram się odpowiedzieć, bo w końcu przeszłam w nich już kawał drogi...

28 marca 2013

Trochę PLANOWANIA & NOWE KOSMETYKI...

Witajcie!
Co u Was kochani? Mam nadzieję, że wszystko dobrze, i że nie odpuszczacie treningów mimo przygotowań do Świąt Wielkanocnych. W końcu ćwiczycie za mnie :) U mnie niestety bez zmian, bo szyja w dalszym ciągu unieruchomiona kołnierzem ortopedycznym, ale już jutro rano planuję go zdjąć. Lekarz na pogotowiu powiedział żebym ponosiła go przez 2, 3 dni żeby nie obciążać naciągniętych mięśni bez potrzeby. Do treningów aerobowych wrócę już pewnie w poniedziałek lub nawet w niedzielę, a do treningów z obciążeniem również jakoś w tygodniu. Nie chcę się jeszcze zbyt mocno forsować, ale muszę się ruszać, bo zwariuje! Postanowiłam, że żeby się rozruszać jutro i w sobotę pójdę sobie na basen. Mam do wykorzystania wygrane w konkursie dwie, całodniowe wejściówki do Parku Wodnego. Trochę relaksu po tym wszystkim mi się należy, bo ostatnio naprawdę mam wrażenie, że krąży nade mną jakieś fatum, które naraża mnie na niepotrzebny stres. Posiedzę sobie w saunie i w jacuzzi spróbuję trochę popływać, ale wszystko w granicach rozsądku. Jeszcze chyba jest za wcześnie by się nadmiernie przemęczać...



Dziś zrobiłam sobie mały spacer na pocztę, a przy okazji odwiedziłam Rossmana i jak zawsze nie wyszłam z pustymi rękami. Mimo wszystko mocno się hamowałam, bo nie mogę sobie już pozwolić na kupno kolejnych stosów kosmetyków, których potem najczęściej nie używam. 

Na poczcie odbierałam dziś nagrodę, którą wygrałam w konkursie z okazji Dnia Kobiet na Facebooku Piekniejsza.com. Bardzo cieszyłam się, że coś tego dnia wygrałam, bo jedyna miła rzecz, która mi się tego dnia przytrafiła to wyjątkowo mocno przytulający się kot! Nie dostałam żadnego kwiatka ani nic, no cóż... Czasy się zmieniają... Nagrodę w konkursie ufundowała Magdalena Achtelik z Ori Twój Sukces. Nagrodą był tusz do rzęs firmy Oriflame co akurat idealnie zbiegło się w czasie, bo mój obecny tusz w tym momencie się skończył. Mam nadzieję, że będę zadowolona z tej mascary równie mocno jak z kosmetyków, które otrzymałam od Ori Twój Sukces do testowania jakiś czas temu.


Na punkcie rzęs mam totalną obsesję... Uwielbiam bardzo czarne, mocno wydłużające i pogrubiające tusze! Od jakiegoś czasu trudno też rozstać mi się z niedocenianą do tej pory zalotką. 

A z jakich tuszy do rzęs Wy korzystacie? Macie swój ulubiony?
Ja miałam kilka ulubionych, ale ostatnio nie byłam już jakoś z nich zadowolona...
Uwielbiałam tusze Sephora, Smashbox, Max Factor, ale ostatnio używałam z tańszej Maybeline...
Teraz muszę na nowo poszukać swojej mascary idealnej! :)



Nie wiem czy pamiętacie, ale niedawno rozpoczęłam całkowitą walkę o siebie... Dbam o włosy, paznokcie, a teraz wypowiedziałam wojnę moim rozstępom i pozostałościom po cellulicie. Moja determinacja sięgnęła zenitu! Pora naprawdę zacząć myśleć o tym, że już niedługo założę moje wymarzone krótkie spodenki i mam zamiaru wyglądać w nich jak chuda paróweczka, a nie ociekająca tłuszczem kiełbacha! :) Kupiłam więc nowy krem wyszczuplający z Eveline do skóry wrażliwej, którego jeszcze do tej pory nie stosowałam, a także masującą rękawice do ciała. W zasadzie to poszłam tylko kupić krem do rąk, bo poprzedni już się skończył, ale i tak majątku o dziwo nie wydałam.


W cuda nie wierzę więc wiem, że same kosmetyki wiele nie zdziałają, ale może pojawią się jakieś efekty choćby w minimalnym stopniu. Działam już w końcu ćwiczeniami, zdrowym odżywianiem to teraz czas zacząć działać od zewnątrz - kosmetykami!

Już w poniedziałek zaczynam zupełnie nowy rozdział życia! 
Oprócz tego, że zacznę wtedy mój 8 miesiąc metamorfozy to jednocześnie chcę by ten dzień był pierwszym dniem nowego życia. Planuje remont i wiele innych zmian i wierzę, że podołam! Zapiszę się również na siłownie by trochę urozmaicić swoje treningi, ale oczywiście w domu będę ćwiczyć nadal! 

Planujecie jak ja jakieś zmiany w swoim dotychczasowym trybie życia? 
Ja chcę się w najbliższym czasie przyłączyć do jakiegoś wyzwania i liczę, że nie zostawicie mnie w nim samej! 

Trzymajcie się ciepło! 
Cieplejsze dni już podobno do Nas idą... 



27 marca 2013

Co mnie nie zabije...

Witajcie!
Dziś dla odmiany bardzo krótki post o tym co totalnie mnie dobiło w ciągu ostatnich dni, a doszczętnie położyło na łopatki w dniu wczorajszym. W poniedziałek miałam stłuczkę samochodową, a w zasadzie (jak to wczoraj mówili lekarze) wypadek skoro dzień po zaistniałej sytuacji znalazłam się na szpitalnym oddziale ratunkowym. Niby nic mi się nie stało, ale cały dzień po stłuczce bolała mnie głowa i kark, a do tego byłam strasznie wystraszona i zdołowana całą tą sytuacją, bo od jakiegoś czasu znów muszę liczyć tylko na siebie. Wszyscy znajomi pchali mnie do szpitala, żeby mimo wszystko sprawdzić czy wszystko jest dobrze, ale nie chciałam. Jednak wczoraj rano ból nasilił się, a do tego okropnie bolała mnie głowa. Postanowiłam jednak pojechać na pogotowie choć staram się unikać szpitali i lekarzy.

Po 4 godzinach spędzonych na pogotowiu okazało się, że moje dolegliwości są całkowicie naturalne, bo szarpnięcie podczas wypadku spowodowało naciągnięcie mięśni szyjnych przez co pojawił się ból głowy i szyi. Niestety usłyszałam najgorsze słowa... "NIE FORSOWAĆ SIĘ!". Gdy spytałam lekarza o ćwiczenia to w odpowiedzi usłyszałam: "Chyba Pani zwariowała! Żadnych ćwiczeń!". Brzmi jak wyrok, prawda? W efekcie wczorajszej wizyty jestem uziemiona w kołnierzu. Śmieję się, że kołnierze są teraz modne, a do tego jest mi przynajmniej ciepło w szyję... Mimo wszystko okropnie przybiła mnie cała ta sytuacja.


Mam wrażenie, że krąży nade mną jakieś fatum, bo od kilku dni ciągle coś się wali! Może niedługo los się odwróci... przynajmniej mam taką nadzieję. 

W każdym razie jestem okropnie wściekła, ale próbuje sobie z tym radzić... Akurat w tym tygodniu miałam tyle planów i tyle rzeczy do zrobienia, a teraz? Wszystko legło w gruzach. Do tego byłam bardziej zmotywowana niż kiedykolwiek, miałam wyjątkowe chęci na treningi, a teraz muszę poradzić sobie bez nich.
Być może ta przerwa wyjdzie mi na dobre, ale efektów przy kolejnym podsumowaniu nie mam co się spodziewać. Pech chciał, że to wydarzyło się akurat teraz.

Dziś na poprawienie humoru wybieram się z przyjaciółką do kina, a potem znów zabieram się za czytanie i nadrabianie zaległości. Coś muszę w końcu robić skoro ćwiczenia odpadają. Postaram się też zrobić lekkie porządki, które nie będą wymagać dźwigania, bo w końcu ruszać mi się lekarz nie zabronił! Mam się nie przemęczać, a to już pojęcie względne.

Grunt to się chyba nie załamywać i cieszyć się, że nic mi się nie stało. Efektem tego wypadku w końcu mogły być o wiele większe obrażenia... aż strach pomyśleć! Takie odnajduję szczęście w nieszczęściu... Żeby jednak wynagrodzić sobie tą sytuację to planuje od kwietnia wrócić na siłownie. Moja przyjaciółka znalazła fajną ofertę jednego z klubów fitness więc pewnie z niej skorzystamy. Nie wiem tylko jakie mają wyposażenie, ale dowiem się tego w najbliższym czasie. Mimo, że jakoś nie widzę siebie na siłowni przy podnoszeniu ciężarów to będę próbować. Może nadejdzie taka chwila, że się przemogę? Ważne jest to, że będę mieć z kim zacząć chodzić, a potem będzie z górki.


Tymczasem muszę jednak odpoczywać... 
Mam nadzieję, że Wy będziecie ćwiczyć za mnie, i że nic Was nie zatrzyma!
Ja już nie mogę doczekać się tej chwili gdy będę mogła zdjąć kołnierz... 


26 marca 2013

WIELKANOCNY PRZEPIS na FIT MAJONEZ

Kochani!
Czas nie stoi w miejscu, a my jesteśmy coraz bliżej Świąt Wielkanocnych, choć pogoda jakoś na to nie wskazuje. Już za kilka dni na naszych stołach zagoszczą jajka oraz... MAJONEZ, który wydobywa z nich pełen smak! Jeśli obawiacie się, że będąc na diecie nie powinniście sięgać po zwykły majonez to mam dla Was świetną alternatywę!


FIT MAJONEZ!
Myślę, że warto sobie taki przygotować, bo podobno smakuje jak taki prawdziwy!
Przepis ten dopadłam dziś na stronie programu PnŚ i myślę, że nie odmówię sobie przygotowania go choć odrobina prawdziwego majonezu wcale nie powinna zaszkodzić Nam i Naszej figurze.


SKŁADNIKI:
4 żółtka
sok z połowy cytryny
1 płaska łyżka cukru
1/2 płaskiej łyżeczki soli
pieprz do smaku
100 ml jogurtu naturalnego






Żółtka mieszamy z solą, pieprzem, cukrem i sokiem z cytryny w metalowej misce. W rondlu gotujemy wodę i wkładamy łyżkę tak, aby w chwili gdy miska z żółtkami zetknie się z rondlem była zachowana mała przestrzeń, która zapewni odpowiednią temperaturę robienia sosu majonezowego. Miskę z masą jajeczną układamy na rondlu i mieszając intensywnie "rózgą" do ubijania, wlewamy jogurt, wszystko razem mieszamy do zagęszczenia, obserwując dno miski. W momencie gdy zacznie lekko oklejać się nasza masa do dna, zdejmujemy już zagęszczoną masę na chłodny blat kuchenny. Jeśli chcemy zagęścić go bardziej, podaną czynność powtarzamy kolejny raz. Majonez wykonany w ten sposób jest bardzo lekki, jeśli chcemy aby był bardziej mięsisty możemy dodać 30 ml oleju (ja wykorzystałabym olej rzepakowy lub Floriol). Do gotowej masy cały czas mieszając dodajemy wolnym strumieniem olej, całość mieszamy i odstawiamy do lodówki.


SMACZNEGO!
Dajcie znać jak go zrobicie czy faktycznie smakuje jak prawdziwy :) 

MOTYWACJA - "Nic za wszelką cenę!"

Witajcie!
Od kilku dni wyjątkowo znów oglądam więcej telewizji niż zawsze, choć "oglądam" to za dużo powiedziane... Może bardziej pasowałoby tutaj słucham telewizji, ale nie istotne. Istotne natomiast jest to czego w telewizji jest ostatnio najwięcej. 
Odpowiedź jest prosta, bo chodzi o reklamy, a jakie? 
SUPLEMENTY DIETY, ODCHUDZANIE, BLA BLA BLA!!!



Nie sądziłam, że można jeszcze coś wymyślić... 
Jak nie jakaś Linea, to Figura, jak nie Figura to jakieś Alevo... 
wszędzie tylko CHUDNIJ, CHUDNIJ, CHUDNIJ! 




Wyobraźcie sobie, że jeszcze jakiś czas temu wierzyłam w działanie tych wszystkich kapsułek, tabletek... co najgorsze gdy je brałam faktycznie miałam wrażenie, że działają! Zaczęłam mając chyba 16 lat przy okazji, którychś pierwszych ogólnopolskich wyborów Miss. Pamiętam jak dziś, że codziennie po szkole jeździłam kilka godzin na rowerku treningowym oglądając seriale (wtedy jeszcze leciały brazylijskie), a do tego regularnie stosowałam taki preparat w saszetkach, który nazywał się chyba Slimea czy Slinea?. Faktycznie moje ciało się zmieniło, ale czy tylko za sprawą tego, że stosowałam ten suplement? No nie wiem, może? Kilka lat później próbowałam zwalczyć swój problem z objadaniem się słodyczami i zaczęłam brać Bio-Slim. Coś w tym było, bo przestałam mieć apetyt na słodycze i w sumie do dziś jakoś nie rzucam się na nie tak jak wtedy. Może to tylko siła sugestii, ale najważniejsze, że to zadziałało... Potem sięgałam po różne cuda takie jak Aqua Slim, który bardzo lubiłam brać ze względu na to, że czułam po nim przyrost energii podobnie jak po L-Karnitynie. Brałam również Therm-Line, którego stosowanie okazało się opłakane w skutkach. Zaczęłam miewać przyśpieszone lub nierówne bicie serca, byłam nadpobudliwa, a do tego zaczęłam miewać bóle w mostku. Brałam to świństwo stosunkowo długo, ale nie mam pojęcia dlaczego, a do tego niewiele jadłam! Myślałam chyba , że to działa? 


W tym momencie zaczął się pełen sezon na odchudzanie! Tak samo jak jesienią mamy do czynienia z reklamami leków na przeziębienie, a pełną wiosną leki przeciw alergii... Teraz jest moment gdy wszystkie powoli uświadamiamy sobie, że nie będziemy wyglądać najlepiej po tej zimie gdy założymy kuse spodenki, spódniczki, nie mówiąc o kostiumach kąpielowych! O Matko! Coraz mniej czasu więc łapiemy się wszelkich metod by JAKOŚ wyglądać w lecie, by móc wyjść na ulicę z podniesioną głową myśląc pod nosem "Patrzcie jaka ze mnie laska!". W popłochu biegamy i poszukujemy najszybszej i najmniej inwazyjnej metody czyli suplementów diety jednocześnie dając komuś nieźle zarobić... 


Załóżmy, że mogłyby one faktycznie działać i wspomagać odchudzanie, ale czy jest nam to potrzebne?
Taki suplement może okazać się niczym placebo, ale nasza wątroba odbierze go zupełnie inaczej! Skutki uboczne? A kto by na nie zwracał uwagę, prawda? "Niech wyrośnie mi trzecia noga, ale będę przynajmniej szczupła!" - za wszelką cenę! Faktycznie niektóre suplementy mogą nas wspomóc w walce o upragnioną sylwetkę, ale czy warto wydawać pieniądze? To już kwestia indywidualna. Mnie ostatnio szkoda na to pieniędzy no i zdrowia, ale jak zapewne pamiętacie testowałam na sobie preparat Slimette, który właśnie się kończy. Po 2 miesiącach efekty zerowe! Nic, zero, null! Nawet nie dodawał mi energii, ale oczywiście nie wszystko na każdego działa tak samo, bo wiele innych blogerek zachwalało u siebie ten produkt... 

Wiecie co przeraża mnie najbardziej w tym promowaniu odchudzania za wszelką cenę, stosowania cudownych tabletek? To co można kupić w internecie, a mianowicie czarodziejskich ziółek czy kapsułek z tasiemcem. No świetnie! Genialny pomysł... "w ciągu miesiąca schudnę 10 kg i będę supermodelką!" - myślą dziewczyny, które to dziadostwo stosowały. Tylko co potem? Chcą wyglądać szczupło w trumnie? Wybaczcie, ale do tego to właśnie prowadzi... Bierzesz ten syf ze swoją koleżanką? REWELACJA! Jak się przekręci na drugi świat to i tak będziesz wyglądać pięknie na jej pogrzebie (czerń wyszczupla). Rozumiem desperacje, rozumiem frustracje, rozumiem wszystko, ale taka głupota to szczyt wszystkich głupot świata! To nawet głupsza głupota niż głodzenie się, albo jeszcze lepiej... wymiotowanie po każdym posiłku! Oj wierzcie mi na słowo... wiem o czym mówię, bo też kiedyś byłam nastolatką, która została zwabiona karierą modelki i byłam już o krok od spełnienia swojego marzenia, ale też o krok od utraty tego co najważniejsze - SWOJEGO ZDROWIA, ale OPAMIĘTAŁAM SIĘ!



Moje Drogie Panie! 
Nie ma, że coś szybko działa! Nie ma cudownych diet, a jedzenie 1000 kcal to już nie dieta a samobójstwo podobnie jak przepyszny tasiemiec, który rozgości się w naszym organizmie jak w porządnym hotelu. Nie zagości jednak na długo, bo hotel szybko splajtuje. Uwierzcie, że nigdy, przenigdy nie zobaczycie efektów z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień... Często dostaje od Was wiadomości o treści: "Chcę schudnąć 20 kg w 2 miesiące", a gdy odpowiadam, że to niemożliwe to w odpowiedzi zawsze dostaję ciszę lub... ciszę! Każdy ma swoje tempo i nic na to nie poradzicie!

Czy zastanawiałyście się dlaczego tak w ogóle chcecie chudnąć?
Robicie to dla siebie, dla innych? Patrzycie w lustro i widzicie tłustą babę podczas gdy przed nim stoi mega sexy babka z fajnymi krągłościami? Może chcecie się facetom podobać? 
A wiecie, że "facet nie pies i na kości nie poleci? Ale też nie sikorka by słoninkę wpier... zjadać!" :) 
No są wyjątki, bo i takich znam... 
Ale pamiętajcie! Mówię o mężczyznach, a nie chłoptasiach! A takich chyba Nam potrzeba, prawda?
Zadbana kobitka z krągłościami może być ucieleśnieniem męskich marzeń!


ZRÓB TO DLA ZDROWIA! 
Oczywiście jeśli faktycznie masz z czego chudnąć... jeśli nie masz to ćwicz, ale się nie odchudzaj, bo po co się katować na siłę :) 

Ostatnio znajoma spytała mnie: "Madzior, dlaczego ten Twój blog ma taką dziwną nazwę? Co ma piernik do wiatraka?". Odpowiedziałam jej, że to moje pierwsze skojarzenie o swoim ideale... Nie chcę być jakaś tam "Szczupła za wszelką cenę", "Chuda być"... CHCĘ BYĆ ZDROWA!!! 
A co z PIĘKNEM? 
Przyjdzie samo :) 

Treningi dodały mi bardzo dużo energii, pewności siebie i podniosły moją samoocenę! Nabrałam też siły... siły fizycznej i psychicznej! Powoli zaczynam się czuć PIĘKNA, bo czuję się ZDROWA! 
Oprócz tego, że zrzuciłam nadmiar kilogramów to jeszcze mam siłę by nosić zakupy, realizować swoje wyczerpujące pasje, a także by w razie potrzeby dać komuś bardzo mocnego kopa w tyłek! 
I TAKIEGO KOPA W TYŁEK DAJE WAM! 

Koniec z wspomagaczami!
Koniec z wyrzeczeniami!
Koniec z wyrzutami sumienia!
Koniec z oczekiwaniami! 
I koniec z ludźmi, którzy nie akceptują Nas takimi jacy jesteśmy! 
Jesteśmy wszystkie SUPER! I prędzej czy później dojdziemy do celu :) 


Mimo wszystko nie widzisz efektów? A Twoja waga stoi jak traktor w polu? 
Doceń każdy krok, doceń to, że próbujesz, że walczysz... Są setki osób, które narzekają, a nie robią nic! 




PAMIĘTAJ! 
"Nawet najmniejsze efekty są lepsze niż brak efektów!" 
DOCEŃ TO, a będziesz naprawdę szczęśliwa!

23 marca 2013

NOWE ŻYCIE i... kolejne zmiany!

Witajcie!

Czy u Was też taki piękny dzień jak u mnie? Gdy patrzę za okno to czuję wiosnę, ale gdy tylko przeniosę wzrok na termometr i widzę -7 to od razu robi mi się zimno. Dziś wracam do Krakowa, mam nadzieję, że kaloryfery są ciepłe, bo ten mój na brzuchu jest w uśpieniu i jeszcze nie grzeje :) 

Jak wiecie zaczynam wprowadzać w życie plan, który ma mnie uwolnić od pewnych nawyków i dziwnych zwyczajów. Zaczęłam od trybu życia pod kątem zadbania o zdrowie, o figurę, o dietę i włosy, ale teraz przychodzi czas na kolejne zmiany. Treningi stały się już moim punktem stałym niemal każdego dnia i nie muszę się nawet zastanawiać czy "chce mi się" czy "mi się nie chce". Wiem, że muszę i koniec! Nie ma wymówek, no chyba, że przytrafia mi się taka sytuacja jaką miałam w środę gdzie z trudem nawet chodziłam po domu, a co dopiero wykonywać jakiś intensywniejszy ruch. Odpuściłam, ale wczoraj oczywiście wszystko nadrobiłam!


Kolejną rzeczą, którą wraz z nadejściem "wiosny" postanowiłam zmienić to swoje paznokcie. Ich historia jest dosyć długa więc ją skrócę... Moje paznokcie zawsze były cienkie i łamliwe. Jako dziecko je obgryzałam i nie straszne mi były wszystkie żele i lakiery, które miały mi to utrudniać. Gdzie tam! Wręcz przeciwnie! Po krótkim czasie, gdy miałam 15 lat moja mama przedłużyła mi po raz pierwszy paznokcie i tak zostało. Nie zdejmowałam ich, aż do momentu gdy pojechałam na studia i nie chciało mi się przyjeżdżać co 3 tygodnie do domu na uzupełnienia Co gorsza w życiu nie pozwoliłabym nikomu innemu robić czegokolwiek z moimi paznokciami! Tak przechodziłam rok, bez żelu, z obdartym lakierem i paznokciami równymi z opuszkiem. KOSZMAR! Potem zamieszkałam z dziewczyną, której zaufałam na tyle, że pozwoliłam na grzebanie przy moich paznokciach, a jakiś czas później sama zaczęłam je robić. Założyłam firmę i starałam się zawsze mieć paznokcie, które nadawały się do pokazania klientkom. Na początku dbałam o to, ale już chwilę później nie miałam na to czasu. Paznokcie robiłam na szybko, czasem zrywając żel czy lakierożel na żywca. Ałć! Tak właśnie dorobiłam się ponownie koszmarków, które są cieńsze niż papier! Drogie Panie... NIE RÓBCIE TEGO W DOMU!

Wczoraj powiedziałam sobie dość! Pora na to by zadbać też o swoje paznokcie! Kupiłam odżywkę (Eveline S.O.S Dla kruchych i łamliwych paznokci), którą zachwalały moje znajome i od razu ją nałożyłam. Piekło jak cholera! Trudno się dziwić przy tak zajechanych paznokciach. Mam nadzieję, że wytrwam w tym postanowieniu co najmniej miesiąc, żeby paznokcie zdążyły odżyć. Póki co wyglądają tragicznie! Nie pamiętam kiedy widziałam je takie "gołe". Od razu dłonie są jakieś takie... kostropate! :)



Oprócz tego postanowiłam też regularnie wykonywać im kąpiele w olejku rycynowym, który przyśpiesza wzrost płytki paznokcia, ale działa także regenerująco i antyseptycznie. Używam go już na włosy więc teraz przyszła pora na regularność i w tych zabiegach! Może wreszcie i ja będę mogła pochwalić się naturalnie pięknymi pazurkami? OBY!

Jeśli ta odżywka nie przyniesie zamierzonego celu to postanowiłam już, że zamówię sobie NailTek, albo będę zmuszona wrócić do żelu. Chcę jednak doprowadzić paznokcie do ładu tak by wystarczył im tylko manicure hybrydowy! Trzymajcie kciuki, bo to nie będzie łatwa walka... 

A może Wy znacie jakieś świetne odżywki do paznokci??? 
Stosujecie jakieś preparaty lub domowe metody dbania o dłonie?



Póki co przerażają mnie również moje włosy, które na chwilę obecną oprócz tego, że nie mają żadnego kształtu, bo odrosły to jeszcze zaczynają mnie irytować powiększającym się odrostem! Na tym punkcie mam jakąś manię i to do tego stopnia, że gdy byłam "nosicielką" platynowego blondu to odrosty farbowałam nawet co tydzień! Chciałam dać włosom odsapnąć po ostatnich zabiegach czyli po kilkukrotnym farbowaniu i Ombre Hair, ale teraz już muszę coś zrobić! Lada moment przyjdą dni kiedy przestanę chodzić w czapce i co wtedy? Obawiam się, że jeszcze jakaś zagubiona wrona, albo inne ptaszysko uwije sobie w moich kłakach gniazdo ;)

Nie wiem tylko na co się zdecydować...
Może Wy mi coś doradzicie?
Myślałam o ciemniejszym brązie, takim czekoladowym i o ombre hair, ale nie na całych końcach, tylko na pasmach... Myślałam również żeby wrócić do złotego blondu i ujednolicić kolor moich włosów. No chyba, że będę kontynuować to co zaczęłam i zostanę przy aktualnym kolorze włosów (ciemny, bursztynowy blond) i przy ombre hair, ale farbowanie odrostów w tym przypadku do łatwych należeć nie będzie.
Uwielbiam ombre! Strasznie się do niego przyzwyczaiłam i nie wiem czy chcę się z nim rozstawać, ale...


A Wy co myślicie? 
Wprowadzać większe zmiany czy zostać przy tym co jest? 


Ostatnio mam wrażenie, że potrzebuję zmian!
Zmienia się prawie całe moje życie... Zaczęło się niewinnie od rozmiaru, a potem zmiany dosięgły nawet mojego życia prywatnego. Teraz znów chciałabym coś zmienić w sobie, by móc w pełni zacząć NOWY ROZDZIAŁ W ŻYCIU, bo do starego już nie chcę wracać...


22 marca 2013

Kuchenne Czary-Mary czyli PRZEPIS NA HUMMUS

Witajcie kochani!

Dziś zarówno na moim blogu jak i w kuchni zapanował Hummus, który na chwilę obecną przebił wiele spożywanych do tej pory zdrowych smakołyków. Nie zdziwię się jeśli spora większość z Was o tej potrawie nie słyszała nigdy w swoim życiu. Przyznam się Wam do czegoś... ja do niedawna nie miałam pojęcia co to jest! Moim rodzicom nazwa kojarzyła się z ziemią, a mnie... z niczym! Pustka totalna :) 

Hummus to potrawa pochodząca z Libanu, a nazwa ta oznacza nic innego jak ciecierzycę. Hummusem zawsze zajadali się mieszkańcy Bliskiego Wschodu, gościł on głównie w kuchni arabskiej, żydowskiej, ale także kaukaskiej.

Czym właściwie jest ten Hummus? Pastą z ciecierzycy lub jak kto woli "cieciorki"! 
W mojej kuchennej szafce ciecierzyca przeleżała całe wieki, bo nie bardzo wiedziałam co mogę z niej zrobić, a tu taka niespodzianka... Może przygotowanie jest trochę czasochłonne, ale walory smakowe okazują się być silniejsze :) Z resztą przygotowanie Hummusu można sobie znacznie przyśpieszyć...

Hummus można jeść na różne sposoby, z chlebem, jako pure do obiadu, można w nim maczać warzywa, jakieś placuszki, może też posłużyć jako dip. Ja najbardziej lubię jeść go z macą pełnoziarnistą. Chrupkość macy + aksamitny smak Hummusu... Palce lizać!

Będąc u rodziców i mając do dyspozycji rewelacyjnego robota kuchennego postanowiłam zrobić swój własny, domowy Hummus i choć nie jadłam go wcześniej to mam wrażenie, że wyszedł mi całkiem przyzwoicie :) może to kwestia tego, że nie mam porównania, ale to co otrzymałam bardzo mi smakuje!

A dlaczego warto jeść Hummus? 
Pamiętacie co było moim największym problemem w jadłospisie? Za mała ilość białka! Hummus okazuje się być świetnym rozwiązaniem na te kłopoty. Teraz dostarczam organizmowi tyle białka ile powinnam, choć jeszcze nie panuję nad tłuszczami, ale to się jeszcze poprawi...


Pasta jest bardzo niepozorna, ale zawiera wiele cennych dla zdrowia składników odżywczych takich jak:
Źródło: ehummus.pl
- żelazo
- witamina C
- kwas foliowy
- witamina B6
- mangan
- błonnik pokarmowy
- białko
- kwasy tłuszczowe jednonasycone
- metionina


Eksplozja smaku, a do tego BOMBA ZDROWOTNA!
A ta informacja zapewne przyda się wszystkim , którzy ograniczają kaloryczność swoich potraw... Hummus jest także niskokaloryczny ponieważ 100 g pasty przyrządzonej w domu to około 177 kcal.
Możecie wierzyć mi na słowo! Można się tym naprawdę nasycić.


MÓJ PRZEPIS NA HUMMUS
Swój Hummus jest delikatną kuchenną wariacją, ale usiłowałam trzymać się TEGO przepisu.

Składniki:
  • 5 łyżek ziaren sezamu (można też zastosować gotową pastę sezamową tahina)
  • 2 łyżki oliwy extra vergine
  • mały ząbek czosnku
  • sok z połówki cytryny
  • 250 g wystudzonej gotowanej ciecierzycy
  • 70 - 80 ml chłodnej wody
  • odrobinę sody oczyszczonej

Przygotowanie:

Jeśli korzystasz z gotowej pasty sezamowej Tahina to możesz przeskoczyć o jeden krok dalej. Ja swoją pastę przygotowywałam sama. Ziarenka sezamu uprażyłam na suchej patelni i małym ogniu. Gdy nabrały brązowego koloru ostudziłam je i korzystając z blendera zmieliłam je na gładką pastę. Dodałam też odrobinę oliwy z oliwek by łatwiej było mi mielić. 

Ciecierzycę należy odpowiednio wcześnie przygotować do gotowania, a konkretnie namoczyć. Moja ciecierzyca moczyła się przez cały dzień w wodzie z dodatkiem małej łyżeczki sody oczyszczonej. Soda sprawia, że ciecierzyca robi się mięciutka i dzięki temu możemy ją trochę krócej gotować.

Następnego dnia ugotowałam ciecierzycę w lekko osolonej wodzie, aż do momentu gdy ziarenko stało się miękkie i dało się rozgnieść widelcem (ok. 40 minut). Ciecierzycę odsączyłam z wody i odstawiłam do wystygnięcia. 

Gdy ciecierzyca już wystygła wrzuciłam ją do robota kuchennego wraz z pastą sezamową, oliwą z oliwek i rozgniecionym czosnkiem. Gdy uzyskałam już jednolitą masę dodałam sok z cytryny i sól do smaku, a następnie miksując na małych obrotach powoli dodałam lodowatą wodę. Miksowałam tak długo, aż pasta stała się aksamitnie gładka. 

Tak przygotowany Hummus najlepiej odstawić na kilka minut, a już chwilę później można się nim zajadać ze smakiem! 


Źródło: ehummus.pl
Tak jak pisałam wcześniej ja najbardziej lubię jeść go na chlebie lub macach pełnoziarnistych jako przekąskę. Nałożony na kanapeczkę Hummus skrapiam oliwą i dodaję odrobinę mielonej, pikantnej papryczki, bo lubię ostre smaki - MNIAM! Palce lizać! 


Jestem w wielkim szoku, bo nawet moja Mama spróbowała odrobiny pasty i stwierdziła, że dodałaby do niej np. rzodkieweczkę, albo odrobinę szczypiorku czy zielonej cebulki dla smaku. Nie sądziłam, że mogłoby jej to zasmakować, a jednak! Pozory mylą ;) Wiadomo, że wszystko jest kwestią smaku, ale możliwości związane ze spożywaniem Hummusu są nieograniczone! Wystarczy tak naprawdę dodać co się lubi i zjeść ze smakiem, ponieważ sama pasta może okazać się troszkę zbyt mdła w smaku. 



Co najważniejsze... taki Hummus przygotowany w domu możemy spokojnie przechowywać kilka dni w lodówce. U mnie leży on w szczelnie zamkniętym pojemniczku, ale powoli zaczyna już go ubywać... 


SMACZNEGO! 

Jestem bardzo ciekawa czy jednliście lub robiliście kiedyś Hummus, a jeśli tak to z czym go zjadacie? Macie jakieś ulubione dodatki do niego?


21 marca 2013

WIOSNA i moje wiosenne postanowienie!

Witajcie!
Dziś pierwszy dzień kalendarzowej wiosny tylko szkoda, że jakoś jej nie widać... Mam nadzieję, że nie popsuło Wam to jednak humorów, i że cierpliwie (jak ja) czekacie na ten moment gdy wszystko rozkwitnie! Wraz z nadejściem takiej prawdziwej wiosny mam nadzieję, że i Wy rozkwitniecie... przyjdzie w końcu moment by zrzucić zimowe kurtki i płaszcze i pokazać co udało nam się zrzucić lub też wyhodować przez zimę :) Mam nadzieję, że w związku z tym większość z Was będzie miała więcej powodów do radości niż do smutku! W końcu niezależnie od tego jak będziemy wyglądać to wiosna nadejdzie, a wraz z nią słońce i o wiele więcej możliwości do prowadzenia aktywnego trybu życia. Ja w tym roku stawiam na rower i rolki! W zimie kupiłam ochraniacze żeby nie zrobić sobie krzywdy na łyżwach więc przynajmniej będę mieć ochronę też na asfalt. Bieganie chyba jednak nie jest sportem, który mogłabym pokochać, ale kto wie? Niedawno też kupiłam coś, co również sprawi, że chętniej wyjdę z domu na spacer, ale temu tematowi poświęcę całego posta już wkrótce, bo myślę, że warto!


Rano obudził mnie dziś straszliwy ból pleców i brzucha... Nie muszę chyba mówić czym spowodowany. Krótko mówiąc dzisiejszy dzień jest jednym z tych, które najchętniej wyjęłabym z życiorysu, bo o treningu mogę sobie chyba tylko pomarzyć. Akurat czwartek jest dniem gdzie w ChaLEAN EXTREME trening mnie wykańcza, bo to dzień spalania i... mięśni brzucha! Będę próbować, może się uda choć w połowie wykonać ćwiczenia? Nie chcę odpuszczać...

Póki co jednak "leżę i kwiczę", a do tego myślę... W sobotę wracam na tydzień do siebie do Krakowa (wreszcie Juppiii!) i w sumie nie mam zbyt wielu zajęć biorąc pod uwagę, że jest to tydzień przedświąteczny. Postanowiłam, że zabiorę się za porządki... Nikogo to nie dziwi prawda? No tak, ale ja postanowiłam, że wreszcie wezmę się za SWOJĄ SZAFĘ! Na samą myśl o tym włosy jeżą mi się na głowie! Nienawidzę tego robić, bo do większości ciuchów mam okropny sentyment... Z prawie każdą rzeczą (z tych, które nosiłam) wiąże się jakaś historia, a ja nie lubię pozbywać się pamiątek. Niestety chyba jestem zmuszona, bo ostatnio nie kupiłam nic większego niż rozmiar M, no czasem jakieś L (ze względu na biust).

Ostatnio gdy próbowałam zabrać się za porządki w mojej szafie skończyło się na wyrzuceniu około 180 sztuk ciuchów, które później wystawiłam na Allegro. Myślę, że tym razem będzie tego znacznie więcej, bo moja szafa liczy tak mniej więcej ok. 100 sukienek, 50 par spodni, 150 bluzek... Nie pytajcie jak wygląda moja "garderoba" :) Prawie całe mieszkanie mogłabym nazwać garderobą... Kupowanie odzieży stało się u mnie czynnością kompulsywną. Nie myślałam, a kupowałam, a dlaczego? Bywały dni kiedy ubrałam jedną rzecz i czułam się w niej świetnie. Bywały jednak i takie dni kiedy ubierałam się w tego samego ciucha i czułam się niczym Moby Dic! Musiałam na wypadek takiej sytuacji mieć zapasowe kreacje. Teraz większość z tych rzeczy będzie ZA DUŻA! W końcu w samych biodrach spadło mi 9 cm, a w workach raczej chodzić nie będę. Mam nadzieję, że znajdę w sobie tyle motywacji by posegregować ubrania i sprzedać to w czym chodzić już nie będę...


Moje konto na Allegro (które znajdziecie pod nickiem: EVELLYN) na chwilę obecną świeci pustkami. Sprzedaje tylko to co nie pasuje na moją mamę i resztę rodzinki, no i to co kupuję teraz bez mierzenia... Cieszę się jednak, że ciuchów nie muszę wyrzucać, a będę mogła je sprzedać! Może przydadzą się komuś innemu?

Wiem jednak, że cały ten proces będzie trwał zapewne cały tydzień, bo każdą rzecz będę musiała wyjąć z szafy, zmierzyć, a następnie zdecydować się na to, że zmieni ona właściciela...
Pora zwalczyć też ten nawyk, a raczej kolejne UZALEŻNIENIE!
Widzieliście film WYZNANIA ZAKUPOHOLICZKI? Mam naprawdę bardzo podobnie, ale jeszcze (na szczęście) nie wpadam w długi z tego powodu, no i moje zakupy są raczej tanie...

Ciekawa jestem czy Wy też tak przywiązujecie się do ubrań? :) 
Gdy nie pasują zostawiacie je w szafie czy wyrzucacie? A może sprzedajecie? 

Powiem Wam szczerze, że liczę na jedną rzecz... Może pozbywając się ubrań w rozmiarze XL wreszcie poczuję, że naprawdę schudłam? Może wreszcie poczuję, że pora zacząć nowe życie z daleka od dawnych problemów... Ach, gdyby to było takie proste... 
TRZYMAJCIE ZA MNIE KCIUKI :) 
Może nie zostanę na amen przysypana ciuchami...


P.S Marzy mi się piękna, wielka garderoba... Taka przestronna i jasna, z osobnym miejscem na buty...i z toaletką z prawdziwego zdarzenia! Może kiedyś dostanę taką w prezencie? :) Póki co mieszkając w małym mieszkaniu mogę sobie o takiej pomarzyć...


20 marca 2013

MOTYWACJA - Nic się samo nie wydarzy!

Pewnego, pięknego dnia wskakujesz w swoje ulubione spodnie, które od jakiegoś czasu leżały w szafie i co widzisz? Luz! Dużo luzu! Spodnie niemal spadają Ci z tyłka... "Juhuuu" - myślisz sobie, "Wreszcie schudłam! Moje starania nie poszły na marne!". Cała "w skowronkach" zakładasz je i wybiegasz na spotkanie z koleżankami. Planujesz nic nikomu nie mówić by towarzystwo samo zauważyło zmiany, ale czekasz, czekasz i nic. Wreszcie pytasz "Zauważyłyście jakąś zmianę?", a jedna z Twoich koleżanek odpowiada: "Nie chciałam nic mówić, ale czyżbyś kupiła za duże spodnie?" Bez zastanowienia odpowiadasz, że spodnie kupiłaś kilka lat temu, a koleżanka na to: "Ach, no tak! Kupiłaś te badziewne, które rozciągają się po kilku godzinach noszenia!". Twój entuzjazm mija, został skutecznie zgaszony... Wracasz do domu i... stajesz na wadze powtarzając sobie w myślach "Musiało się coś zmienić! Proszę, proszę, proszę! Pokaż mniej!" Waga pokazuje kilka kilogramów mniej! Twój entuzjazm powraca na wyżyny więc biegniesz podzielić się tą informacją z koleżanką, z którą chwilę wcześniej rozmawiałaś. "Cześć, zważyłam się! Spodnie nie wiszą dlatego, że się rozciągnęły, SCHUDŁAM!", na co dostajesz odpowiedź: "A może waga Ci się popsuła?"...



A może:

Postanowiłaś zrobić sobie imprezę w babskim gronie i zapraszasz do siebie przyjaciółki, które według Ciebie są od Ciebie o połowę chudsze. Wyszukałaś najlepsze ciuchy, w których czujesz się niesamowicie atrakcyjnie, zrobiłaś makijaż i fryzurę spędzając przy tym kilka godzin przed lustrem. Tuż przed samym wyjściem jedna z koleżanek staje przed lustrem (pomijając, że waży jakieś 15 kg mniej od Ciebie przy takim samym wzroście jak Ty) i zaczyna przeglądać się mówiąc: "Boże! Jak ja tłusto wyglądam! Normalnie jak baba w ciąży, popatrzcie tylko!". Po chwili przyłączają się do niej kolejne koleżanki (równie szczupłe) i zaczynają komentować swoje figury. Słyszysz: "Ale mam wielki tyłek!", "A ja tłuste ramiona!", "A ja wyglądam jak wieloryb"....

Znasz ten dziwaczny rytuał? 
Wyobraź sobie co wtedy czujesz... 
A teraz to...

Od kilku miesięcy odżywiasz się zdrowo, ćwiczysz i poświęcasz każdą sekundę na czytanie o dietach, odchudzaniu i zdrowiu. Chcesz zrzucić kilkanaście kilogramów by w lecie czuć się na plaży jak bogini! Kupujesz w sklepie zdrową żywność... zieleninka, owoce, kasza, chude mięso... Podchodzisz do kasy i widzisz minę kasjerki, która patrzy na Ciebie z politowaniem. Masz wrażenie, że chciałaby Cię pogłaskać po głowie i powiedzieć "Biedactwo, warzywkami żyje! A ja zaraz zeżrę sobie tłustego schabowego!".

Czujesz się jak kosmitka z innej planety? 
No właśnie... 
CHYBA WSZYSTKIE SIĘ TAK CZASEM CZUJEMY!
Jedne z nas mniej, drugie więcej...
Przecież wiemy jaki cel chcemy osiągnąć i jaki jest tego koszt, wiemy, że wymaga to wielu wyrzeczeń. Idąc na imprezę do znajomych zadajemy sobie pytanie "Czy będzie tam coś co będę mogła zjeść", stojąc w sklepie myślisz sobie: "Po którym chlebie nie utyję?".


19 marca 2013

MOJE PRZYKŁADOWE JADŁOSPISY

Witajcie!
Ostatnio trochę mniej czasu poświęciłam na zapisywanie tego co jem, a więcej czasu na pewne zmiany żywieniowe. W moim jadłospisie na dobre zagościło kilka produktów, których już chyba sobie nie odmówię. Niestety zauważyłam wzrost wagi, który spowodowany jest chyba głównie tym, że spożywam inne obiady niż do tej pory. Będąc w moim rodzinnym domu na plus wychodzi mi to, że przeważnie jem o tych samych porach, bo obiady czy kolację podajemy o tej samej godzinie każdego dnia. Gorzej jednak z tym "co jem", bo tutaj pojawia się podstawowy problem, a mianowicie "kuchnia mojego Taty". Jakiś czas temu ogarnęła go "mania zdrowego jedzenia" i nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że niektóre obiady, które nam serwuje są odrobinę za ciężkie jak na kobiece żołądki. Pomijam, że mój Tata najchętniej jadłby tylko kapustę i to dosłownie ze wszystkim! :) Ostatnio nawet śmiałyśmy się gdy moja Mama miała smaka na budyń, że mogłaby go oczywiście zjeść, ale rzecz jasna z kapustą ^^. Było to akurat w takim dniu gdzie mój Tata upierał się, że wszystko jest w lodówce i nie musi nic kupować, a szczerze mówiąc w lodówce nie było nic co mogłabym z czystym sumieniem zjeść. Czasem zwracamy na coś uwagę tak "pół żartem, pół serio", ale zazwyczaj to nie dociera, a gdy z kolei odmawiamy zjedzenia jednej ze specjalności mojego Taty nasz "szef kuchni" zazwyczaj się obraża. Lepiej więc w ogóle nie zwracać na nic uwagi...
No i jak w takich warunkach trzymać się diety?

Od zawsze w żywieniu mnie były problemy, bo nie jadłam większości tego co jedzą normalni ludzie. No tak, wygląda na to, że normalna nie byłam, a teraz to już tym bardziej nie jestem. Kiedyś krzywiłam się na kaszę, na warzywa, a teraz? Nie mogę się od nich uwolnić! MNIAM! Jako nastolatka nie chciałam jeść mięsa, ani nic tłustego. Bywały momenty, że żyłam na jogurtach 0%. Oj, były ze mną problemy! Teraz z kolei jest w drugą stronę, bo zamiast tłustego "Big Maca" czy pizzy i paczki chipsów wolałabym zjeść chudego kurczaka czy indyka, który nie będzie ociekał tłuszczem i pływał w sosie... najczęściej pieczarkowym.

Dziś oznajmiłam oficjalnie, że kończę z reżimem kuchni mojego Taty! Muszę wrócić do moich własnych nawyków, bo wyjadę stąd 2 razy szersza...


Tymczasem postanowiłam ponownie przedstawić Wam mój jadłospis z kilku ostatnich dni. Staram się komponować posiłki jak mogę, ale różnie to jeszcze bywa. Moim zdaniem jest jednak coraz lepiej, bo zaczynam myśleć co jem. Mimo wszystko nie chcę traktować jedynie mojego odżywiania tylko jako paliwa dla organizmu, bo za bardzo kocham jeść by nie pozwolić sobie na pewne przyjemności o odstępstwa.



Ponownie przypominam, że godziny posiłków podawane są orientacyjnie! Nie każę nikomu jeść o takich godzinach :) Przypominam również, że chodzę spać bardzo późno w nocy i bardzo późno wstaję (mam nadzieję, że mój tryb życia się zmieni gdy znajdę stałą pracę). 
Na liście żywności w większości wybierałam produkty najbliższe temu co faktycznie jadłam, nie wpisywałam swoich produktów, bo trwałoby to zdecydowanie za długo, a ja jestem na to zbyt leniwa. Wolę ten czas poświęcić na kontakt z Wami lub treningi, które ostatnio znaczą dla mnie bardzo wiele.
WIEM, że powinnam jeść więcej białka i WIEM, że powinnam ograniczyć tłuszcze... 
Staram się po prostu jeść zdrowo, a reszta wierzę, że przyjdzie z czasem!



Oto moje przykładowe jadłospisy:



PONIEDZIAŁEK:




ŚRODA:





CZWARTEK:



PONIEDZIAŁEK:












Mam nadzieję, że uda mi się doprowadzić moją dietę do takiego punktu jak bym chciała i to bez większych wyrzeczeń. Pewne jest jednak to, że żeby dopracować swój jadłospis muszę mieszkać sama, bo tutaj kusi mnie zbyt wiele pyszności :) W końcu chcę żeby ta waga wreszcie ruszyła z miejsca, bo ileż można czekać?



Telewizory też mogą być FIT!



Televisores LED Sony - InfographicKochani!

Dziś post trochę jakby z innej bajki, ale ściśle powiązany z tematyką bloga. Ćwiczycie… Prawda? Zapewne włączacie swój ulubiony program treningowy głównie na laptopach lub komputerach stacjonarnych, a co się stało z poczciwymi telewizorami? Poszły w odstawkę?
Wyobraź sobie, że takie Telewizory Sony przeszły niezwykła wręcz przemianę, prawie jak Ty! Wszak telewizory mają już przeszło 70 lat! Nasze mamy kiedyś ćwiczyły z kasetami VHS, które zostały wprowadzone do sprzedaży ponad 40 lat temu. Nawet moja mama próbowała "podrygiwać" przed telewizorem z kasetami Jane Fondy, która to rozpropagowała aerobik na cały świat i dzięki jej za to! Ja w każdym razie sięgam pamięcią do tamtych lat i co widzę? Stare pudło z półokrągłym kineskopem w brązowej, drewnianej obudowie i z pokrętłami zamiast pilota. No tak, wtedy człowiek musiał wstać z kanapy jeśli chciał zmienić kanał, a dziś w zasadzie mógłby z niej nie schodzić co jest właśnie jednym z czynników, który wpływa na rozwój otyłości. Wyobraźcie sobie, że w dalszym ciągu jestem posiadaczką takiego starego telewizora, który pozostał się po mojej babci, ale już z niego nie korzystam. To dokładnie taki telewizor jaki opisuję, z pokrętłami i bez pilota. Oj, była z nim niesamowita zabawa gdy żadnemu leniuchowi nie chciało się wstać z kanapy by poszukać innego kanału. Do tego cudu techniki nie podłączyłabym zapewne mojego ukochanego DVD, na którym początkowo odtwarzałam ulubione programy treningowe. Na szczęście w tej chwili jestem posiadaczką telewizora LCD dzięki któremu wyraźnie widzę wszystkie szczegóły każdego treningu, bo do tego te płaskie ekrany z obrazem HD zostały chyba stworzone - by widzieć więcej!

Wyjdźmy jednak odrobinę do przodu… Większość z nas w dobie cyfryzacji posiada już nowoczesny, płaski telewizor plazmowy, LCD lub te obecnie najczęściej kupowane LED. Kto by kiedyś mógł się spodziewać, że choćby takie Telewizory Sony mogłyby tworzyć obraz tak realny, że podczas treningów miałybyśmy wrażenie, że faktycznie JESTEŚMY NA SALI i że ćwiczymy z naszą ulubioną trenerką. Być może w najbliższym czasie pojawią się programy treningowe z przeznaczeniem na telewizory 3D i faktycznie zajmiemy najlepsze miejsce na sali? Byłoby naprawdę cudownie! Na chwilę obecną telewizory potrafią jednak jeszcze jedną przydatną sztuczkę... potrafią łączyć się z internetem dzięki czemu możemy odtworzyć filmiki z ulubionych kanałów o tematyce "fit" w naszym telewizorze. Ciekawe co będzie dalej?
A Wy? Korzystacie z telewizorów podczas treningów?
Czy włączony telewizor np. na siłowni potrafi odwrócić Waszą uwagę od zmęczenia i hektolitrów potu?

Artykul Sponsorowany

18 marca 2013

MOJA METAMORFOZA - Co zmieniło się przez 6 miesięcy?

Witajcie Kochani!
Nie wiem jak u Was wygląda sprawa z pogodą, ale u mnie właśnie znów zaczęło sypać. Jak widać zima zwariowała i nie ma zamiaru odpuścić, ale co poradzić. Możemy jedynie zakopać się pod kołderkę z kubkiem gorącej herbatki, albo co lepsze rozgrzać się podczas mega intensywnego treningu. Ja wybieram dziś zarówno opcję 1 jak i opcję 2. Wiosnę póki co mam tylko w sercu!

Już jakiś czas temu postanowiłam opisać Wam co zmieniło się w moim życiu w ciągu tych 6 niepozornych miesięcy walki o "nową siebie". Powiecie mi, że to tylko 6 miesięcy, nędzne pół roku, ale ja mogę zagwarantować niemal każdemu, że wiele w ciągu tego czasu może się zmienić!
Całą historię moich zmagań z nadmiarem kilogramów możecie znaleźć <>
Wszystko od czego zaczynałam, jak wyglądał ten proces i ile mnie kosztował...
WARTO BYŁO!

Na dzień dzisiejszy, małymi kroczkami doszłam w miejsce, z którego już nie mam odwrotu! Teraz nie poddam się, bo nie potrafiłabym chyba żyć bez aktywności fizycznej i zdrowego odżywiania.
A efekty wizualne możecie sami ocenić...

Moje efekty stosowania ćwiczeń i odchudzania przed i po



Co się we mnie zmieniło przez te 6 miesięcy?

... WSZYSTKO!!!!

Po 1. ZDROWIE
Polepszył się mój stan zdrowia i to w zasadzie we wszystkich możliwych aspektach! Mój kręgosłup, który nie raz nie pozwalał mi nawet wstać z łóżka, niemal całkiem przestał mnie boleć. Do tego moje kolana, z kontuzją, których zmagam się od dłuższego czasu już inaczej reagują na ruch. Chrząstki stawowe są lepiej nasmarowane i ból powoli zaczyna ustawać. Oprócz tego widzę poprawę pracy mojego systemu immunologicznego, bo do tej pory łapałam każdego wirusa... gdy chorowała jedna osoba, było bardziej niż pewne, że zaraz i ja się wyłożę. Przez te 6 miesięcy miałam tylko kilka momentów gdy czułam, że "coś mnie bierze", ale szybko to zwalczałam i wracałam do normy. Zniknęły również żylaki, migreny i bóle głowy, skoki ciśnienia i kołatanie serca, które występowało nawet po małym wysiłku fizycznym. Teraz jestem okazem zdrowia, a także lepiej śpię!


Po 2. KONDYCJA
To niesamowite jak w ciągu tak krótkiego okresu czasu można poprawić wydolność swojego organizmu. Jeszcze całkiem niedawno wyjście po schodach na 1 piętro sprawiało mi trudności, a teraz pokonuje o dziesiątki schodów więcej bez najmniejszej zadyszki. Kiedyś z trudem przepływałam kilka metrów na basenie, a teraz kilkaset to dla mnie nie problem. Efekty widzę również podczas ćwiczeń, bo jeszcze niedawno wykonując SKALPEL Ewy Chodakowskiej miałam zadyszkę i padałam ze zmęczenia, a w tej chwili niektóre bardzo intensywne treningi przychodzą mi z łatwością, a żeby tego było mało, to jeszcze mam po nich niedosyt. Blokowała mnie również psychika... Bałam się podnieść ciężkie zakupy czy inne przedmioty w domu ze względu na kręgosłup i kolana, ale teraz mam na to siłę i przestałam się bać! Wyjeżdżam na rowerze pod górę, na której mieszkam i nie oblewam się już potem jak kiedyś... BA! żeby tego było mało to w ogóle WYJEŻDŻAM, bo jeszcze niedawno rower musiałam prowadzić. Kiedyś podczas treningów cardio gdy doprowadzałam swój puls do 180 miałam wrażenie, że zaraz padnę na zawał serca, a do tego miałam trudności z oddychaniem. Przy interwałach w ogóle nie mogłam uspokoić oddechu przez co trening wyglądał całkowicie inaczej. To chyba zmieniło się najbardziej, bo teraz doprowadzając swój puls do takiej wysokości mogę nadal ćwiczyć i oddychać, a wszystko za sprawą regularnych treningów.


Po 3. PSYCHIKA
Bardzo wiele zmieniło się w moim postrzeganiu samej siebie i dopiero teraz widzę z jak zaburzonym obrazem własnej osoby i otaczającego mnie świata miałam wcześniej do czynienia. Od jakiegoś czasu ogarnęło mnie bardzo pozytywne i optymistyczne myślenie na niemal każdy temat. Jestem w stanie uwierzyć, że wszystko jest możliwe jeśli tylko czegoś się naprawdę chce. Zmiany, które zachodzą w moim wyglądzie zewnętrznym również podbudowały moją pewność siebie, teraz już nic mnie chyba nie zatrzyma. Wiele mi jeszcze brakuje do tego by móc w 100% zaakceptować siebie, ale prędzej czy później ten moment nadejdzie. Zauważyłam również, że ludzie zaczęli dostrzegać we mnie cechy, które wcześniej chyba były przykryte pod grubą warstwą tłuszczyku. Czułam się jak stara, zgorzkniała baba, a teraz odzyskałam lekkość i młodość umysłu, pozytywne myślenie i wierzę, że jeszcze może spotkać mnie w życiu coś miłego. Częściej się uśmiecham i potrafię się nawet wygłupiać jak za starych, dobrych czasów, które myślałam, że już nigdy nie wrócą. Krótko mówiąc... Emanuje radością! Te zmiany nie są jednak tylko związane z tym jak się czuję i jak się teraz postrzegam. Najbardziej umocniła mnie sama walka, ta konsekwentność i przezwyciężanie własnych słabości, przekraczanie barier, dążenie do celu... To niesamowicie umacnia charakter!


Po 4. WYGLĄD
Oczywiście największe zmiany już mieliście okazję zobaczyć i porównać ze stanem pierwotnym na zdjęciach porównawczych, bo utrata 10 kg i 77 cm w obwodach to raczej widoczna zmiana. Zauważyłam jednak, że także stan mojej skóry znacznie się poprawił. Stała się bardziej elastyczna , promienna, a do tego wreszcie nabrała ładnego koloru. Zniknął cellulit, rozstępy stały się mniej widoczne, a skóra jest jędrna. Spory wpływ ma na to to, że teraz regularnie stosuje choćby peelingi i kosmetyki ujędrniające. Oczywiście jednak największy wpływ ma na to zdrowe odżywianie i aktywność fizyczna, która przynosi niewiarygodne efekty!


Powiedzcie mi zatem, że nie warto próbować... 
WARTO WALCZYĆ! 
Nawet wtedy gdy nie widzimy efektów, bo one na pewno będą lub nawet już są!
Największe zmiany, które zachodzą w nas nie są widoczne gołym okiem, ale wyczuwalne... 
Ja nie pamiętam już kiedy czułam się tak dobrze w swoim ciele! 

Chyba nigdy nie pożałuję tego, że zaczęłam, że zmotywowałam się do tego stopnia żeby wstać z kanapy i przestać obżerać się świństwami. Cieszę się, że z moich oczu wreszcie "spadły klapki" i widzę wszystko jasno i wyraźnie, a do tego w pięknych barwach!
Wiem, że stać mnie na więcej, wiem, że mogę osiągnąć to czego pragnę...
Muszę jeszcze tylko trochę powalczyć. 
Czasem mam wrażenie, że umiejętność prawidłowego osądu sytuacji została wcześniej przysłonięta u mnie przez te zwały tłuszczu! We wszystkim działałam tak trochę "po omacku".
Wreszcie jednak mam odwagę by zmienić swoje życie, by w ogóle żyć!
Znajdź ją i Ty! 

Naprawdę nie musicie szukać powodów, dla których warto zacząć. Jeżeli nie wierzycie, że uda Wam się stracić na wadze to zróbcie to chociaż dla swojego samopoczucia, dla zdrowia, a zobaczycie jaką różnicę odczujecie. Znajdź sobie odpowiedni program, taki, z którym treningi będą dla Ciebie czystą przyjemnością i WALCZ! Ja trzymam kciuki bardzo, bardzo mocno za każdą metamorfozę!