16 kwietnia 2013

MOTYWACJA - Do czego dążę? czyli 100% samozadowolenia, a nie tylko samoakceptacji!

Witajcie!
Tak sobie wczoraj siedziałam i wspominałam dawne czasy, który wbrew pozorom wcale  nie są aż tak "dawne", bo to było raptem kilkanaście miesięcy temu. Przeglądałam zdjęcia, których nie ma dużo. Jakoś podświadomie nie pozwalałam robić sobie zdjęć, ale mimo wszystko wmawiałam sobie i innym, że czuję się ze sobą dobrze pomimo tego ile ważę. Miałam wrażenie, że 1 kg w tą czy w tamtą to żadna różnica, ale te kilogramy zaczęły się kumulować i 1+1+1+1.. już nie był taki niezauważalny. Nie mogę uwierzyć jak wiele się teraz zmieniło...


Faktycznie nie czułam się źle w swoim ciele, bo pozowałam do zdjęć, brałam udział w pokazach no i nosiłam naprawdę różne ciuchy. Może nie czułam się wyjątkowo dobrze np. w kostiumie kąpielowym, ale wychodziłam z założenia, że nie zawsze muszę wyglądać idealnie. Kiedyś w końcu byłam szczupła, a i tak wszyscy wyzywali mnie od grubasów. Nie ważne więc czy ważyłam 60 kg czy 80, bo zawsze czułam się kiepsko w swoim ciele choć nie było tego po mnie widać. Tak naprawdę to jak wyglądamy zależy tylko od nas i nie mówię tutaj o trybie życia, diecie czy treningach. Czasem wystarczy zaakceptować to, że się nie jest idealnym, bo co to w ogóle znaczy? Każdy z nas ma wizję ideału, celu do którego dąży. Inspirujemy się zdjęciami gwiazd, modelek czy choćby pięknych fit dziewczyn, ale jedno jest pewne!
NIGDY nie będziemy nimi, bo każda z Nas jest SOBĄ... Jesteśmy inne! Nawet gdy mamy takie same wymiary jak osoba, która stoi obok to zawsze będziemy wyglądać inaczej. Nasz wygląd zewnętrzny to nie tylko zasługa perfekcyjnego ciała, idealnych wymiarów, ale głównie samopoczucia! Pisałam już kiedyś o tym jak pozytywne myślenie zmieniło moje życie i to się dzieje nadal. Gubiąc kilogramy odzyskałam optymizm i siebie. Wcześniej byłam przykryta tą warstwą tłuszczu i to do tego stopnia, że nie mogłam pokazać jaka jestem naprawdę. Byłam wycofana i w zasadzie przestałam się udzielać społecznie, bo nie miałam odwagi. Oczywiście nikomu nie pokazywałam tego, że czuję się źle, bo... wcale się źle nie czułam! Zaakceptowałam to jak wyglądam, bo przecież nie będę rwać sobie włosów z głowy z powodu tego, że wyglądam jak wyglądam.

Ok, mogę schudnąć, 
Ok, mogę wyrzeźbić ciało, 
OK, mogę wyglądać BOSKO! 
... ale i tak nie będę chyba w pełni zadowolona, bo jestem kobietą!
Mimo, że akceptuję to jak wyglądam i polubiłam swoje wady, które dla niektórych byłyby zaletami. Myślę tutaj o mojej budowie anatomicznej czyli choćby o moim monstrualnym biuście, który wcale nie wynika z nadmiaru kilogramów. Gdy ważyłam 59 kg nosiłam biustonosz w rozmiarze 75E, a wcześniej, w gimnazjum gdy ważyłam 54-56 kg nosiłam 75DD przy trochę niższym wzroście, bo ok. 168 cm. Zawsze był ten biust, ale gdy brafiterka dopasowała mi biustonosz w rozmiarze JJ to znienawidziłam tą cechę u siebie jeszcze bardziej. Nie wszystko w swoim ciele lubię, ale nie nazwałabym tego kompleksami... Po prostu tego nie lubię i już! Potrafię podkreślić niektóre cechy zewnętrzne tak by z kompleksów stały się moimi atutami.


Gdybym miała zbudować model idealnego ciała to nie wiem co bym wybrała... Czy wolałabym wyższy wzrost czy niższy? Mniejszy czy większy biust? Dłuższe czy krótsze nogi? Nie wiem! Czasem irytuje mnie to, że jestem wysoka, bo lubię nosić mega wysokie obcasy (czasem nawet 14cm) i w takich butach jestem normalną żyrafą! Niemal każdy facet wchodzi mi wtedy na stojąco pod pachę, a to - uwierzcie - bywa bardzo irytujące... Bywają jednak dni kiedy ten wzrost zupełnie mi nie przeszkadza, bo wtedy z kolei mówię sobie jak źle czułabym się mając 150 cm wzrostu. Podobnie jest z biustem czyli moim największym kompleksem... Chciałabym by był mniejszy, ale jednocześnie uważam go za mój atut. Ja mogę go nie lubić, ale wiem, że to cecha, która lubią inni, np. faceci (z oczywistych względów).
Cóż, czasem trzeba zaakceptować u siebie pewne cechy fizyczne i nie próbować ich za wszelką cenę zmienić. OCZYWIŚCIE! Zmienić możemy wszystko choćby skalpelem, ale po co? Czy aby wtedy poczujemy się dobrze? A co jeśli wtedy będzie jeszcze gorzej? Ja byłam bardzo bliska wpakowania się pod skalpel, ale w dalszym ciągu coś mnie powstrzymuje...

Najważniejsze jest jednak to jak się czujemy ze sobą, bo gdy ktoś zauważy nasze starania w np. ukrywaniu pewnych cech fizycznych to od razu rośnie nasza samoocena! Bywa, że ciuchy, które uwielbiam wyglądają na mnie koszmarnie, ale są dni gdy czuję się w nich jak supermodelka. To nie waga ma tutaj największe znaczenie, bo przecież nie chudnę z godziny na godzinę.

Wyznaczyłam sobie cel, ale nie osiągnę go... Mogę się tylko do niego zbliżyć, bo wiem, że ciało samo będzie się zachowywać tak jak tego chce. Nie mam na to wpływu. Mogę chudnąć i gubić kilogramy, centymetry, ale nie zagwarantuje sobie, że np. zrobi mi się piękne wcięcie w talii, a brzuch się ładnie wymodeluje.

Ja nadal nie lubię siebie, mimo, że zrzuciłam 10 kg i wchodzę w spodnie, w których dokładnie rok temu nie mogłam przeciągnąć przez biodra, a jeszcze 2 miesiące temu się nie zapinały... Cieszę się, ale jednocześnie dołuje, że to jeszcze nie ten ideał do którego chcę się upodobnić. Błędne koło! Powoli jednak uświadamiam sobie, że cieszę się, że przytyłam i podjęłam walkę. Kiedyś traktowałam się jak śmietnik i prowadziłam bardzo niezdrowy tryb życia, a ważyłam 60 kg. Tą walką wzmocniłam swój charakter! Wreszcie zaczynam doceniać siebie i cieszyć się z drobiazgów typu wejście w stare jeansy! Wcześniej gdy wchodziłam w te spodnie to i tak czułam się źle... miałam setki powodów, dla których mogłam i tak nienawidzić tego jak wyglądam, a teraz wszystko się zmieniło. To naprawdę dziwnie brzmi, ale cieszę się, że przytyłam, że się obudziłam, i że teraz mogę docenić każdą utratę kilograma... To taka forma celebracji nowego trybu życia! Pełna akceptacja mimo, że chciałabym wyglądać jeszcze lepiej, doskonalej... Nawet gdybym wyglądała jak te moje FITspiracje to i tak nie będę się cieszyć. Znajdę zawsze setki powodów, dla których miałabym być niby gorsza od innych.


Dokładnie rok temu, w KWIETNIU postanowiłam zadbać o siebie i wtedy ostatni raz zobaczyłam na wadze 8 z przodu! Właśnie w kwietniu rozpoczęłam cały proces i stopniowo gubiłam kilogramy. Dzięki temu bardzo powolnemu postępowi moja skóra nie wisi, a rozstępów prawie w ogóle nie widać, a 10 kg zniknęło ot tak! Nie osiądę na laurach, bo wierzę, że gdzieś w środku jest we mnie taka kobieta, która pewnego dnia stanie przed lustrem i powie "zajebista ze mnie laska" i będzie to całkowicie szczere i niewynikające tylko z czystej samoakceptacji. 

Rok temu byłam tam gdzie niektóre z Was są w tym momencie... NA STARCIE, a teraz jestem o wiele kroków dalej! Czy META w ogóle istnieje? Walczę, bo chcę sobie udowodnić, że tak!

Czego życzę sobie na kolejne miesiące? Tej 6 z przodu i wierzę, że prędzej czy później się ona pojawi i już nie zniknie :) (no chyba, że na rzecz 5, ale nie wiem czy bym tego chciała). 

A czego Wy sobie życzycie na kolejne miesiące?
Zróbmy wszystko by w 100% móc kochać siebie, a nie tylko akceptować... 
Ściskam 

18 komentarzy:

  1. Super walcz i działaj dzielnie :) Motywujesz innych :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny blog. Życzę powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniała wykonałaś pracę, ogromnie zmotywowałaś mnie do dalszej walki, o swoją własną wymarzoną sylwetkę! Pozrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytam Twój post i bardzo odnajduję się w tych słowach. Może nawet bardziej niż bym chciała. Swoją "walkę" rozpoczęłam przeszło 2 miesiące temu. Jakoś dużo znajomych rozpoczęło też wtedy swoje "walki". Efekty widzę, czuję się lepiej, ale przychodzą dni, kiedy jestem wściekła, że komuś innemu coś wychodzi dużo lepiej, że to nie ja schudłam 8 kg i to nie ja zgubiłam 10 cm w talii. Mało kto pochwala moje teraźniejsze życie (zdrowie odżywianie często wyklucza z towarzystwa, które lubi co kilka dni wyjść sobie na pizzę), mało kto pochwala moje efekty. Innymi mogą się zachwycać, ale nie mną. Są takie dni, kiedy robię sobie zdjęcie i nie mogę się nadziwić jak wiele już zrobiłam, to daje strasznego kopa do działania. Są niestety też takie dni, kiedy chce mi się płakać, bo mogłam dać z siebie więcej. Wiem, że nie mogę się poddawać. Twoje posty, zdjęcia i fanpage są genialną motywacją.
    Serdecznie życzę wymarzonych efektów i zrealizowania wszystkich celów.
    Pozdrawiam
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie przejmuj sie...ludzie sa podli i ZAZDROSNI!
      NIE RAZ W SERCU Ci zazdroszcza i chwala...
      rob to dla siebie i nie czekaj na pochwaly...wowczas sie milo zaskoczysz :)
      Renata

      Usuń
  5. Samoakceptacja to klucz do... wszystkiego :) Sukcesu, dobrego samopoczucia, szczęścia.

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie to samo 175 cm i przynajmniej 10 cm buty :) dobrze ze mam męża 190 cm :)

    OdpowiedzUsuń
  7. U Ciebie zawsze taka motywacyjnie! :D Sądzę, że to zupełnie normalna rzecz, jednego dnia mogę podziwiać siebie w lustrze, a drugiego wolę je omijać szerokim łukiem. Jednak w takie dni przypominam sobie jak fajnie wglądałam na ostatniej imprezie i od razu jakoś wraca samozadowolenie. Są rzeczy które może i bym chciała w sobie zmienić, ale na dłuższą metę to nawet i te "wady" we mnie lubię i mogę je odwrócić w atuty :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluje jak nie wiem co i życzę Ci kolejnych sukcesów i 5 z przodu!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Grunt, że zadbałaś o siebie i dalej do tego dążysz! ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciągle nie mogę się nadziwić jaką przeszłaś drogę. Podziwiam Cię strasznie i mam nadzieję, że ja też kiedyś stanę przed lustrem i stwierdzę to samo co Ty :) Stanie się tak na pewno, bo przecież jesteśmy naturalnie piękne, a możemy być tylko piękniejsze :) Wtedy stwierdzimy, że jest idealnie :) chociaż czy dla siebie można być idealnym? :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytam twojego bloga już od ok. 2 - 3 tygodni. Wchodzę tu regularnie - bo często pojawiają się nowe posty. Mam nawet adres zapisany w zakładkach. Nigdy nie komentowałam chociaż czytałam wszystko od deski do deski. Nie wiem czemu. Całkiem możliwe, że wolałam taką anonimowość, bo mogłam traktować Twojego bloga jak czasopismo o zdrowym trybie życia - nie wchodzić z Tobą w bliższą interakcję. Jednak dzisiejszy post niejako zmusił mnie do zostawienia po sobie tutaj pamiątki - ot w formie 'małego' komentarza ;) A to wszystko dlatego, że to co napisałaś w tej notce (choć nieco zagmatwane i poplątane) odzwierciedla dokładnie jak ja się czuję w tym momencie! Też kiedyś myślałam, że kilogram w tą czy w tą to żadna różnica - dopóki nie pojawiło się +10 kg. Potem zaczęłam się odchudzać i wierzyć, że muszę być 'idealna', co ciągle wpędzało mnie w depresję, bo niektórych rzeczy po prostu nie da się zmienić. Aż w końcu doszłam do wniosku, że moje łydki nigdy nie będą wyglądały szczupło, moje policzki zawsze będą miały pyzy - taka budowa, geny. Ale za to wiem, że niektóre rzeczy mogę osiągnąć i będę do nich dążyć. Wiem, że warto - trzeba tylko uwierzyć we własne możliwości i NAPRAWDĘ zaakceptować samą siebie. Przede wszystkim zdrowie! W zdrowym ciele - zdrowy duch!
    Dzięki za ten post ;*
    Pozdrawiam, buziaki
    Lena eS

    OdpowiedzUsuń
  12. Super, moje gratulacje i powodzenia życzę!:)

    OdpowiedzUsuń
  13. ja życzę sobie mojej wymarzonej 5 z przodu! <3
    gratuluję, świetnie wyglądasz :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Witam.; ) Czytam Twojego bloga od dłuższego czasu i jestem pod ogromnym wrażeniem.; ) Oby tak dalej! Sama staram się ćwiczyć, ale ze względu na kontuzję łąkotki nie mogę wykonywać cięższych treningów i nie mogę przeciążać nóg. Może mogłabyś polecić jakieś ćwiczenia, które nie obciążają aż tak mocno stawów?
    Pozdrawiam serdecznie
    N.

    OdpowiedzUsuń
  15. Witam :) Z Twoich postów dowiedziałam się że masz problemy ze stawami. Mam takie pytanie: czy kiedyś po Turbo Ewy Chodakowskiej bolały cię dłuższy czas kolana? Bo ja przez pierwszy miesiąc robiłam Skalpel a później zrobiłam Turbo 2 razy i ok dwóch tygodni bolały mnie kolana. Nie wiem czy to jest normalne tym bardziej że nigdy nie miałam problemów z kolanami.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Gratuluje Ci takiej motywacji Kochana. Obserwuje bo wierze ze i jak sie zmotywuje :)
    Zapraszam do nas:*

    pierwiasteksmaku.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Podziwiam Twoją determinację i upór z jakim dążysz do celu. Widząc Twoje wcześniejsze efekty byłam zachwycona, ale kiedy zobaczyłam ostatnie zdjęcie odebrało mi mowę. Przemiana jaką przeszłaś jest niewiarygodna. Widząc to do czego doszłaś ciężką pracą wierzę, że mój zapał będzie trwał dłużej niż do wieczora. Gratuluję Ci i proszę, abyś dalej mnie tak motywowała. Pozdrawiam. Magdalena

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz dodaje mi skrzydeł i motywuje mnie do dalszego pisania... Napisz, zmotywuj mnie oraz innych! Dziękuję <3