Piekne Zdrowie - Blog o zdrowiu i urodzie

23 marca 2013

NOWE ŻYCIE i... kolejne zmiany!

Witajcie!

Czy u Was też taki piękny dzień jak u mnie? Gdy patrzę za okno to czuję wiosnę, ale gdy tylko przeniosę wzrok na termometr i widzę -7 to od razu robi mi się zimno. Dziś wracam do Krakowa, mam nadzieję, że kaloryfery są ciepłe, bo ten mój na brzuchu jest w uśpieniu i jeszcze nie grzeje :) 

Jak wiecie zaczynam wprowadzać w życie plan, który ma mnie uwolnić od pewnych nawyków i dziwnych zwyczajów. Zaczęłam od trybu życia pod kątem zadbania o zdrowie, o figurę, o dietę i włosy, ale teraz przychodzi czas na kolejne zmiany. Treningi stały się już moim punktem stałym niemal każdego dnia i nie muszę się nawet zastanawiać czy "chce mi się" czy "mi się nie chce". Wiem, że muszę i koniec! Nie ma wymówek, no chyba, że przytrafia mi się taka sytuacja jaką miałam w środę gdzie z trudem nawet chodziłam po domu, a co dopiero wykonywać jakiś intensywniejszy ruch. Odpuściłam, ale wczoraj oczywiście wszystko nadrobiłam!


Kolejną rzeczą, którą wraz z nadejściem "wiosny" postanowiłam zmienić to swoje paznokcie. Ich historia jest dosyć długa więc ją skrócę... Moje paznokcie zawsze były cienkie i łamliwe. Jako dziecko je obgryzałam i nie straszne mi były wszystkie żele i lakiery, które miały mi to utrudniać. Gdzie tam! Wręcz przeciwnie! Po krótkim czasie, gdy miałam 15 lat moja mama przedłużyła mi po raz pierwszy paznokcie i tak zostało. Nie zdejmowałam ich, aż do momentu gdy pojechałam na studia i nie chciało mi się przyjeżdżać co 3 tygodnie do domu na uzupełnienia Co gorsza w życiu nie pozwoliłabym nikomu innemu robić czegokolwiek z moimi paznokciami! Tak przechodziłam rok, bez żelu, z obdartym lakierem i paznokciami równymi z opuszkiem. KOSZMAR! Potem zamieszkałam z dziewczyną, której zaufałam na tyle, że pozwoliłam na grzebanie przy moich paznokciach, a jakiś czas później sama zaczęłam je robić. Założyłam firmę i starałam się zawsze mieć paznokcie, które nadawały się do pokazania klientkom. Na początku dbałam o to, ale już chwilę później nie miałam na to czasu. Paznokcie robiłam na szybko, czasem zrywając żel czy lakierożel na żywca. Ałć! Tak właśnie dorobiłam się ponownie koszmarków, które są cieńsze niż papier! Drogie Panie... NIE RÓBCIE TEGO W DOMU!

Wczoraj powiedziałam sobie dość! Pora na to by zadbać też o swoje paznokcie! Kupiłam odżywkę (Eveline S.O.S Dla kruchych i łamliwych paznokci), którą zachwalały moje znajome i od razu ją nałożyłam. Piekło jak cholera! Trudno się dziwić przy tak zajechanych paznokciach. Mam nadzieję, że wytrwam w tym postanowieniu co najmniej miesiąc, żeby paznokcie zdążyły odżyć. Póki co wyglądają tragicznie! Nie pamiętam kiedy widziałam je takie "gołe". Od razu dłonie są jakieś takie... kostropate! :)



Oprócz tego postanowiłam też regularnie wykonywać im kąpiele w olejku rycynowym, który przyśpiesza wzrost płytki paznokcia, ale działa także regenerująco i antyseptycznie. Używam go już na włosy więc teraz przyszła pora na regularność i w tych zabiegach! Może wreszcie i ja będę mogła pochwalić się naturalnie pięknymi pazurkami? OBY!

Jeśli ta odżywka nie przyniesie zamierzonego celu to postanowiłam już, że zamówię sobie NailTek, albo będę zmuszona wrócić do żelu. Chcę jednak doprowadzić paznokcie do ładu tak by wystarczył im tylko manicure hybrydowy! Trzymajcie kciuki, bo to nie będzie łatwa walka... 

A może Wy znacie jakieś świetne odżywki do paznokci??? 
Stosujecie jakieś preparaty lub domowe metody dbania o dłonie?



Póki co przerażają mnie również moje włosy, które na chwilę obecną oprócz tego, że nie mają żadnego kształtu, bo odrosły to jeszcze zaczynają mnie irytować powiększającym się odrostem! Na tym punkcie mam jakąś manię i to do tego stopnia, że gdy byłam "nosicielką" platynowego blondu to odrosty farbowałam nawet co tydzień! Chciałam dać włosom odsapnąć po ostatnich zabiegach czyli po kilkukrotnym farbowaniu i Ombre Hair, ale teraz już muszę coś zrobić! Lada moment przyjdą dni kiedy przestanę chodzić w czapce i co wtedy? Obawiam się, że jeszcze jakaś zagubiona wrona, albo inne ptaszysko uwije sobie w moich kłakach gniazdo ;)

Nie wiem tylko na co się zdecydować...
Może Wy mi coś doradzicie?
Myślałam o ciemniejszym brązie, takim czekoladowym i o ombre hair, ale nie na całych końcach, tylko na pasmach... Myślałam również żeby wrócić do złotego blondu i ujednolicić kolor moich włosów. No chyba, że będę kontynuować to co zaczęłam i zostanę przy aktualnym kolorze włosów (ciemny, bursztynowy blond) i przy ombre hair, ale farbowanie odrostów w tym przypadku do łatwych należeć nie będzie.
Uwielbiam ombre! Strasznie się do niego przyzwyczaiłam i nie wiem czy chcę się z nim rozstawać, ale...


A Wy co myślicie? 
Wprowadzać większe zmiany czy zostać przy tym co jest? 


Ostatnio mam wrażenie, że potrzebuję zmian!
Zmienia się prawie całe moje życie... Zaczęło się niewinnie od rozmiaru, a potem zmiany dosięgły nawet mojego życia prywatnego. Teraz znów chciałabym coś zmienić w sobie, by móc w pełni zacząć NOWY ROZDZIAŁ W ŻYCIU, bo do starego już nie chcę wracać...


22 marca 2013

Kuchenne Czary-Mary czyli PRZEPIS NA HUMMUS

Witajcie kochani!

Dziś zarówno na moim blogu jak i w kuchni zapanował Hummus, który na chwilę obecną przebił wiele spożywanych do tej pory zdrowych smakołyków. Nie zdziwię się jeśli spora większość z Was o tej potrawie nie słyszała nigdy w swoim życiu. Przyznam się Wam do czegoś... ja do niedawna nie miałam pojęcia co to jest! Moim rodzicom nazwa kojarzyła się z ziemią, a mnie... z niczym! Pustka totalna :) 

Hummus to potrawa pochodząca z Libanu, a nazwa ta oznacza nic innego jak ciecierzycę. Hummusem zawsze zajadali się mieszkańcy Bliskiego Wschodu, gościł on głównie w kuchni arabskiej, żydowskiej, ale także kaukaskiej.

Czym właściwie jest ten Hummus? Pastą z ciecierzycy lub jak kto woli "cieciorki"! 
W mojej kuchennej szafce ciecierzyca przeleżała całe wieki, bo nie bardzo wiedziałam co mogę z niej zrobić, a tu taka niespodzianka... Może przygotowanie jest trochę czasochłonne, ale walory smakowe okazują się być silniejsze :) Z resztą przygotowanie Hummusu można sobie znacznie przyśpieszyć...

Hummus można jeść na różne sposoby, z chlebem, jako pure do obiadu, można w nim maczać warzywa, jakieś placuszki, może też posłużyć jako dip. Ja najbardziej lubię jeść go z macą pełnoziarnistą. Chrupkość macy + aksamitny smak Hummusu... Palce lizać!

Będąc u rodziców i mając do dyspozycji rewelacyjnego robota kuchennego postanowiłam zrobić swój własny, domowy Hummus i choć nie jadłam go wcześniej to mam wrażenie, że wyszedł mi całkiem przyzwoicie :) może to kwestia tego, że nie mam porównania, ale to co otrzymałam bardzo mi smakuje!

A dlaczego warto jeść Hummus? 
Pamiętacie co było moim największym problemem w jadłospisie? Za mała ilość białka! Hummus okazuje się być świetnym rozwiązaniem na te kłopoty. Teraz dostarczam organizmowi tyle białka ile powinnam, choć jeszcze nie panuję nad tłuszczami, ale to się jeszcze poprawi...


Pasta jest bardzo niepozorna, ale zawiera wiele cennych dla zdrowia składników odżywczych takich jak:
Źródło: ehummus.pl
- żelazo
- witamina C
- kwas foliowy
- witamina B6
- mangan
- błonnik pokarmowy
- białko
- kwasy tłuszczowe jednonasycone
- metionina


Eksplozja smaku, a do tego BOMBA ZDROWOTNA!
A ta informacja zapewne przyda się wszystkim , którzy ograniczają kaloryczność swoich potraw... Hummus jest także niskokaloryczny ponieważ 100 g pasty przyrządzonej w domu to około 177 kcal.
Możecie wierzyć mi na słowo! Można się tym naprawdę nasycić.


MÓJ PRZEPIS NA HUMMUS
Swój Hummus jest delikatną kuchenną wariacją, ale usiłowałam trzymać się TEGO przepisu.

Składniki:
  • 5 łyżek ziaren sezamu (można też zastosować gotową pastę sezamową tahina)
  • 2 łyżki oliwy extra vergine
  • mały ząbek czosnku
  • sok z połówki cytryny
  • 250 g wystudzonej gotowanej ciecierzycy
  • 70 - 80 ml chłodnej wody
  • odrobinę sody oczyszczonej

Przygotowanie:

Jeśli korzystasz z gotowej pasty sezamowej Tahina to możesz przeskoczyć o jeden krok dalej. Ja swoją pastę przygotowywałam sama. Ziarenka sezamu uprażyłam na suchej patelni i małym ogniu. Gdy nabrały brązowego koloru ostudziłam je i korzystając z blendera zmieliłam je na gładką pastę. Dodałam też odrobinę oliwy z oliwek by łatwiej było mi mielić. 

Ciecierzycę należy odpowiednio wcześnie przygotować do gotowania, a konkretnie namoczyć. Moja ciecierzyca moczyła się przez cały dzień w wodzie z dodatkiem małej łyżeczki sody oczyszczonej. Soda sprawia, że ciecierzyca robi się mięciutka i dzięki temu możemy ją trochę krócej gotować.

Następnego dnia ugotowałam ciecierzycę w lekko osolonej wodzie, aż do momentu gdy ziarenko stało się miękkie i dało się rozgnieść widelcem (ok. 40 minut). Ciecierzycę odsączyłam z wody i odstawiłam do wystygnięcia. 

Gdy ciecierzyca już wystygła wrzuciłam ją do robota kuchennego wraz z pastą sezamową, oliwą z oliwek i rozgniecionym czosnkiem. Gdy uzyskałam już jednolitą masę dodałam sok z cytryny i sól do smaku, a następnie miksując na małych obrotach powoli dodałam lodowatą wodę. Miksowałam tak długo, aż pasta stała się aksamitnie gładka. 

Tak przygotowany Hummus najlepiej odstawić na kilka minut, a już chwilę później można się nim zajadać ze smakiem! 


Źródło: ehummus.pl
Tak jak pisałam wcześniej ja najbardziej lubię jeść go na chlebie lub macach pełnoziarnistych jako przekąskę. Nałożony na kanapeczkę Hummus skrapiam oliwą i dodaję odrobinę mielonej, pikantnej papryczki, bo lubię ostre smaki - MNIAM! Palce lizać! 


Jestem w wielkim szoku, bo nawet moja Mama spróbowała odrobiny pasty i stwierdziła, że dodałaby do niej np. rzodkieweczkę, albo odrobinę szczypiorku czy zielonej cebulki dla smaku. Nie sądziłam, że mogłoby jej to zasmakować, a jednak! Pozory mylą ;) Wiadomo, że wszystko jest kwestią smaku, ale możliwości związane ze spożywaniem Hummusu są nieograniczone! Wystarczy tak naprawdę dodać co się lubi i zjeść ze smakiem, ponieważ sama pasta może okazać się troszkę zbyt mdła w smaku. 



Co najważniejsze... taki Hummus przygotowany w domu możemy spokojnie przechowywać kilka dni w lodówce. U mnie leży on w szczelnie zamkniętym pojemniczku, ale powoli zaczyna już go ubywać... 


SMACZNEGO! 

Jestem bardzo ciekawa czy jednliście lub robiliście kiedyś Hummus, a jeśli tak to z czym go zjadacie? Macie jakieś ulubione dodatki do niego?


21 marca 2013

WIOSNA i moje wiosenne postanowienie!

Witajcie!
Dziś pierwszy dzień kalendarzowej wiosny tylko szkoda, że jakoś jej nie widać... Mam nadzieję, że nie popsuło Wam to jednak humorów, i że cierpliwie (jak ja) czekacie na ten moment gdy wszystko rozkwitnie! Wraz z nadejściem takiej prawdziwej wiosny mam nadzieję, że i Wy rozkwitniecie... przyjdzie w końcu moment by zrzucić zimowe kurtki i płaszcze i pokazać co udało nam się zrzucić lub też wyhodować przez zimę :) Mam nadzieję, że w związku z tym większość z Was będzie miała więcej powodów do radości niż do smutku! W końcu niezależnie od tego jak będziemy wyglądać to wiosna nadejdzie, a wraz z nią słońce i o wiele więcej możliwości do prowadzenia aktywnego trybu życia. Ja w tym roku stawiam na rower i rolki! W zimie kupiłam ochraniacze żeby nie zrobić sobie krzywdy na łyżwach więc przynajmniej będę mieć ochronę też na asfalt. Bieganie chyba jednak nie jest sportem, który mogłabym pokochać, ale kto wie? Niedawno też kupiłam coś, co również sprawi, że chętniej wyjdę z domu na spacer, ale temu tematowi poświęcę całego posta już wkrótce, bo myślę, że warto!


Rano obudził mnie dziś straszliwy ból pleców i brzucha... Nie muszę chyba mówić czym spowodowany. Krótko mówiąc dzisiejszy dzień jest jednym z tych, które najchętniej wyjęłabym z życiorysu, bo o treningu mogę sobie chyba tylko pomarzyć. Akurat czwartek jest dniem gdzie w ChaLEAN EXTREME trening mnie wykańcza, bo to dzień spalania i... mięśni brzucha! Będę próbować, może się uda choć w połowie wykonać ćwiczenia? Nie chcę odpuszczać...

Póki co jednak "leżę i kwiczę", a do tego myślę... W sobotę wracam na tydzień do siebie do Krakowa (wreszcie Juppiii!) i w sumie nie mam zbyt wielu zajęć biorąc pod uwagę, że jest to tydzień przedświąteczny. Postanowiłam, że zabiorę się za porządki... Nikogo to nie dziwi prawda? No tak, ale ja postanowiłam, że wreszcie wezmę się za SWOJĄ SZAFĘ! Na samą myśl o tym włosy jeżą mi się na głowie! Nienawidzę tego robić, bo do większości ciuchów mam okropny sentyment... Z prawie każdą rzeczą (z tych, które nosiłam) wiąże się jakaś historia, a ja nie lubię pozbywać się pamiątek. Niestety chyba jestem zmuszona, bo ostatnio nie kupiłam nic większego niż rozmiar M, no czasem jakieś L (ze względu na biust).

Ostatnio gdy próbowałam zabrać się za porządki w mojej szafie skończyło się na wyrzuceniu około 180 sztuk ciuchów, które później wystawiłam na Allegro. Myślę, że tym razem będzie tego znacznie więcej, bo moja szafa liczy tak mniej więcej ok. 100 sukienek, 50 par spodni, 150 bluzek... Nie pytajcie jak wygląda moja "garderoba" :) Prawie całe mieszkanie mogłabym nazwać garderobą... Kupowanie odzieży stało się u mnie czynnością kompulsywną. Nie myślałam, a kupowałam, a dlaczego? Bywały dni kiedy ubrałam jedną rzecz i czułam się w niej świetnie. Bywały jednak i takie dni kiedy ubierałam się w tego samego ciucha i czułam się niczym Moby Dic! Musiałam na wypadek takiej sytuacji mieć zapasowe kreacje. Teraz większość z tych rzeczy będzie ZA DUŻA! W końcu w samych biodrach spadło mi 9 cm, a w workach raczej chodzić nie będę. Mam nadzieję, że znajdę w sobie tyle motywacji by posegregować ubrania i sprzedać to w czym chodzić już nie będę...


Moje konto na Allegro (które znajdziecie pod nickiem: EVELLYN) na chwilę obecną świeci pustkami. Sprzedaje tylko to co nie pasuje na moją mamę i resztę rodzinki, no i to co kupuję teraz bez mierzenia... Cieszę się jednak, że ciuchów nie muszę wyrzucać, a będę mogła je sprzedać! Może przydadzą się komuś innemu?

Wiem jednak, że cały ten proces będzie trwał zapewne cały tydzień, bo każdą rzecz będę musiała wyjąć z szafy, zmierzyć, a następnie zdecydować się na to, że zmieni ona właściciela...
Pora zwalczyć też ten nawyk, a raczej kolejne UZALEŻNIENIE!
Widzieliście film WYZNANIA ZAKUPOHOLICZKI? Mam naprawdę bardzo podobnie, ale jeszcze (na szczęście) nie wpadam w długi z tego powodu, no i moje zakupy są raczej tanie...

Ciekawa jestem czy Wy też tak przywiązujecie się do ubrań? :) 
Gdy nie pasują zostawiacie je w szafie czy wyrzucacie? A może sprzedajecie? 

Powiem Wam szczerze, że liczę na jedną rzecz... Może pozbywając się ubrań w rozmiarze XL wreszcie poczuję, że naprawdę schudłam? Może wreszcie poczuję, że pora zacząć nowe życie z daleka od dawnych problemów... Ach, gdyby to było takie proste... 
TRZYMAJCIE ZA MNIE KCIUKI :) 
Może nie zostanę na amen przysypana ciuchami...


P.S Marzy mi się piękna, wielka garderoba... Taka przestronna i jasna, z osobnym miejscem na buty...i z toaletką z prawdziwego zdarzenia! Może kiedyś dostanę taką w prezencie? :) Póki co mieszkając w małym mieszkaniu mogę sobie o takiej pomarzyć...


20 marca 2013

MOTYWACJA - Nic się samo nie wydarzy!

Pewnego, pięknego dnia wskakujesz w swoje ulubione spodnie, które od jakiegoś czasu leżały w szafie i co widzisz? Luz! Dużo luzu! Spodnie niemal spadają Ci z tyłka... "Juhuuu" - myślisz sobie, "Wreszcie schudłam! Moje starania nie poszły na marne!". Cała "w skowronkach" zakładasz je i wybiegasz na spotkanie z koleżankami. Planujesz nic nikomu nie mówić by towarzystwo samo zauważyło zmiany, ale czekasz, czekasz i nic. Wreszcie pytasz "Zauważyłyście jakąś zmianę?", a jedna z Twoich koleżanek odpowiada: "Nie chciałam nic mówić, ale czyżbyś kupiła za duże spodnie?" Bez zastanowienia odpowiadasz, że spodnie kupiłaś kilka lat temu, a koleżanka na to: "Ach, no tak! Kupiłaś te badziewne, które rozciągają się po kilku godzinach noszenia!". Twój entuzjazm mija, został skutecznie zgaszony... Wracasz do domu i... stajesz na wadze powtarzając sobie w myślach "Musiało się coś zmienić! Proszę, proszę, proszę! Pokaż mniej!" Waga pokazuje kilka kilogramów mniej! Twój entuzjazm powraca na wyżyny więc biegniesz podzielić się tą informacją z koleżanką, z którą chwilę wcześniej rozmawiałaś. "Cześć, zważyłam się! Spodnie nie wiszą dlatego, że się rozciągnęły, SCHUDŁAM!", na co dostajesz odpowiedź: "A może waga Ci się popsuła?"...



A może:

Postanowiłaś zrobić sobie imprezę w babskim gronie i zapraszasz do siebie przyjaciółki, które według Ciebie są od Ciebie o połowę chudsze. Wyszukałaś najlepsze ciuchy, w których czujesz się niesamowicie atrakcyjnie, zrobiłaś makijaż i fryzurę spędzając przy tym kilka godzin przed lustrem. Tuż przed samym wyjściem jedna z koleżanek staje przed lustrem (pomijając, że waży jakieś 15 kg mniej od Ciebie przy takim samym wzroście jak Ty) i zaczyna przeglądać się mówiąc: "Boże! Jak ja tłusto wyglądam! Normalnie jak baba w ciąży, popatrzcie tylko!". Po chwili przyłączają się do niej kolejne koleżanki (równie szczupłe) i zaczynają komentować swoje figury. Słyszysz: "Ale mam wielki tyłek!", "A ja tłuste ramiona!", "A ja wyglądam jak wieloryb"....

Znasz ten dziwaczny rytuał? 
Wyobraź sobie co wtedy czujesz... 
A teraz to...

Od kilku miesięcy odżywiasz się zdrowo, ćwiczysz i poświęcasz każdą sekundę na czytanie o dietach, odchudzaniu i zdrowiu. Chcesz zrzucić kilkanaście kilogramów by w lecie czuć się na plaży jak bogini! Kupujesz w sklepie zdrową żywność... zieleninka, owoce, kasza, chude mięso... Podchodzisz do kasy i widzisz minę kasjerki, która patrzy na Ciebie z politowaniem. Masz wrażenie, że chciałaby Cię pogłaskać po głowie i powiedzieć "Biedactwo, warzywkami żyje! A ja zaraz zeżrę sobie tłustego schabowego!".

Czujesz się jak kosmitka z innej planety? 
No właśnie... 
CHYBA WSZYSTKIE SIĘ TAK CZASEM CZUJEMY!
Jedne z nas mniej, drugie więcej...
Przecież wiemy jaki cel chcemy osiągnąć i jaki jest tego koszt, wiemy, że wymaga to wielu wyrzeczeń. Idąc na imprezę do znajomych zadajemy sobie pytanie "Czy będzie tam coś co będę mogła zjeść", stojąc w sklepie myślisz sobie: "Po którym chlebie nie utyję?".


19 marca 2013

MOJE PRZYKŁADOWE JADŁOSPISY

Witajcie!
Ostatnio trochę mniej czasu poświęciłam na zapisywanie tego co jem, a więcej czasu na pewne zmiany żywieniowe. W moim jadłospisie na dobre zagościło kilka produktów, których już chyba sobie nie odmówię. Niestety zauważyłam wzrost wagi, który spowodowany jest chyba głównie tym, że spożywam inne obiady niż do tej pory. Będąc w moim rodzinnym domu na plus wychodzi mi to, że przeważnie jem o tych samych porach, bo obiady czy kolację podajemy o tej samej godzinie każdego dnia. Gorzej jednak z tym "co jem", bo tutaj pojawia się podstawowy problem, a mianowicie "kuchnia mojego Taty". Jakiś czas temu ogarnęła go "mania zdrowego jedzenia" i nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że niektóre obiady, które nam serwuje są odrobinę za ciężkie jak na kobiece żołądki. Pomijam, że mój Tata najchętniej jadłby tylko kapustę i to dosłownie ze wszystkim! :) Ostatnio nawet śmiałyśmy się gdy moja Mama miała smaka na budyń, że mogłaby go oczywiście zjeść, ale rzecz jasna z kapustą ^^. Było to akurat w takim dniu gdzie mój Tata upierał się, że wszystko jest w lodówce i nie musi nic kupować, a szczerze mówiąc w lodówce nie było nic co mogłabym z czystym sumieniem zjeść. Czasem zwracamy na coś uwagę tak "pół żartem, pół serio", ale zazwyczaj to nie dociera, a gdy z kolei odmawiamy zjedzenia jednej ze specjalności mojego Taty nasz "szef kuchni" zazwyczaj się obraża. Lepiej więc w ogóle nie zwracać na nic uwagi...
No i jak w takich warunkach trzymać się diety?

Od zawsze w żywieniu mnie były problemy, bo nie jadłam większości tego co jedzą normalni ludzie. No tak, wygląda na to, że normalna nie byłam, a teraz to już tym bardziej nie jestem. Kiedyś krzywiłam się na kaszę, na warzywa, a teraz? Nie mogę się od nich uwolnić! MNIAM! Jako nastolatka nie chciałam jeść mięsa, ani nic tłustego. Bywały momenty, że żyłam na jogurtach 0%. Oj, były ze mną problemy! Teraz z kolei jest w drugą stronę, bo zamiast tłustego "Big Maca" czy pizzy i paczki chipsów wolałabym zjeść chudego kurczaka czy indyka, który nie będzie ociekał tłuszczem i pływał w sosie... najczęściej pieczarkowym.

Dziś oznajmiłam oficjalnie, że kończę z reżimem kuchni mojego Taty! Muszę wrócić do moich własnych nawyków, bo wyjadę stąd 2 razy szersza...


Tymczasem postanowiłam ponownie przedstawić Wam mój jadłospis z kilku ostatnich dni. Staram się komponować posiłki jak mogę, ale różnie to jeszcze bywa. Moim zdaniem jest jednak coraz lepiej, bo zaczynam myśleć co jem. Mimo wszystko nie chcę traktować jedynie mojego odżywiania tylko jako paliwa dla organizmu, bo za bardzo kocham jeść by nie pozwolić sobie na pewne przyjemności o odstępstwa.



Ponownie przypominam, że godziny posiłków podawane są orientacyjnie! Nie każę nikomu jeść o takich godzinach :) Przypominam również, że chodzę spać bardzo późno w nocy i bardzo późno wstaję (mam nadzieję, że mój tryb życia się zmieni gdy znajdę stałą pracę). 
Na liście żywności w większości wybierałam produkty najbliższe temu co faktycznie jadłam, nie wpisywałam swoich produktów, bo trwałoby to zdecydowanie za długo, a ja jestem na to zbyt leniwa. Wolę ten czas poświęcić na kontakt z Wami lub treningi, które ostatnio znaczą dla mnie bardzo wiele.
WIEM, że powinnam jeść więcej białka i WIEM, że powinnam ograniczyć tłuszcze... 
Staram się po prostu jeść zdrowo, a reszta wierzę, że przyjdzie z czasem!



Oto moje przykładowe jadłospisy:



PONIEDZIAŁEK:




ŚRODA:





CZWARTEK:



PONIEDZIAŁEK:












Mam nadzieję, że uda mi się doprowadzić moją dietę do takiego punktu jak bym chciała i to bez większych wyrzeczeń. Pewne jest jednak to, że żeby dopracować swój jadłospis muszę mieszkać sama, bo tutaj kusi mnie zbyt wiele pyszności :) W końcu chcę żeby ta waga wreszcie ruszyła z miejsca, bo ileż można czekać?



Telewizory też mogą być FIT!



Televisores LED Sony - InfographicKochani!

Dziś post trochę jakby z innej bajki, ale ściśle powiązany z tematyką bloga. Ćwiczycie… Prawda? Zapewne włączacie swój ulubiony program treningowy głównie na laptopach lub komputerach stacjonarnych, a co się stało z poczciwymi telewizorami? Poszły w odstawkę?
Wyobraź sobie, że takie Telewizory Sony przeszły niezwykła wręcz przemianę, prawie jak Ty! Wszak telewizory mają już przeszło 70 lat! Nasze mamy kiedyś ćwiczyły z kasetami VHS, które zostały wprowadzone do sprzedaży ponad 40 lat temu. Nawet moja mama próbowała "podrygiwać" przed telewizorem z kasetami Jane Fondy, która to rozpropagowała aerobik na cały świat i dzięki jej za to! Ja w każdym razie sięgam pamięcią do tamtych lat i co widzę? Stare pudło z półokrągłym kineskopem w brązowej, drewnianej obudowie i z pokrętłami zamiast pilota. No tak, wtedy człowiek musiał wstać z kanapy jeśli chciał zmienić kanał, a dziś w zasadzie mógłby z niej nie schodzić co jest właśnie jednym z czynników, który wpływa na rozwój otyłości. Wyobraźcie sobie, że w dalszym ciągu jestem posiadaczką takiego starego telewizora, który pozostał się po mojej babci, ale już z niego nie korzystam. To dokładnie taki telewizor jaki opisuję, z pokrętłami i bez pilota. Oj, była z nim niesamowita zabawa gdy żadnemu leniuchowi nie chciało się wstać z kanapy by poszukać innego kanału. Do tego cudu techniki nie podłączyłabym zapewne mojego ukochanego DVD, na którym początkowo odtwarzałam ulubione programy treningowe. Na szczęście w tej chwili jestem posiadaczką telewizora LCD dzięki któremu wyraźnie widzę wszystkie szczegóły każdego treningu, bo do tego te płaskie ekrany z obrazem HD zostały chyba stworzone - by widzieć więcej!

Wyjdźmy jednak odrobinę do przodu… Większość z nas w dobie cyfryzacji posiada już nowoczesny, płaski telewizor plazmowy, LCD lub te obecnie najczęściej kupowane LED. Kto by kiedyś mógł się spodziewać, że choćby takie Telewizory Sony mogłyby tworzyć obraz tak realny, że podczas treningów miałybyśmy wrażenie, że faktycznie JESTEŚMY NA SALI i że ćwiczymy z naszą ulubioną trenerką. Być może w najbliższym czasie pojawią się programy treningowe z przeznaczeniem na telewizory 3D i faktycznie zajmiemy najlepsze miejsce na sali? Byłoby naprawdę cudownie! Na chwilę obecną telewizory potrafią jednak jeszcze jedną przydatną sztuczkę... potrafią łączyć się z internetem dzięki czemu możemy odtworzyć filmiki z ulubionych kanałów o tematyce "fit" w naszym telewizorze. Ciekawe co będzie dalej?
A Wy? Korzystacie z telewizorów podczas treningów?
Czy włączony telewizor np. na siłowni potrafi odwrócić Waszą uwagę od zmęczenia i hektolitrów potu?

Artykul Sponsorowany

18 marca 2013

MOJA METAMORFOZA - Co zmieniło się przez 6 miesięcy?

Witajcie Kochani!
Nie wiem jak u Was wygląda sprawa z pogodą, ale u mnie właśnie znów zaczęło sypać. Jak widać zima zwariowała i nie ma zamiaru odpuścić, ale co poradzić. Możemy jedynie zakopać się pod kołderkę z kubkiem gorącej herbatki, albo co lepsze rozgrzać się podczas mega intensywnego treningu. Ja wybieram dziś zarówno opcję 1 jak i opcję 2. Wiosnę póki co mam tylko w sercu!

Już jakiś czas temu postanowiłam opisać Wam co zmieniło się w moim życiu w ciągu tych 6 niepozornych miesięcy walki o "nową siebie". Powiecie mi, że to tylko 6 miesięcy, nędzne pół roku, ale ja mogę zagwarantować niemal każdemu, że wiele w ciągu tego czasu może się zmienić!
Całą historię moich zmagań z nadmiarem kilogramów możecie znaleźć <>
Wszystko od czego zaczynałam, jak wyglądał ten proces i ile mnie kosztował...
WARTO BYŁO!

Na dzień dzisiejszy, małymi kroczkami doszłam w miejsce, z którego już nie mam odwrotu! Teraz nie poddam się, bo nie potrafiłabym chyba żyć bez aktywności fizycznej i zdrowego odżywiania.
A efekty wizualne możecie sami ocenić...

Moje efekty stosowania ćwiczeń i odchudzania przed i po



Co się we mnie zmieniło przez te 6 miesięcy?

... WSZYSTKO!!!!

Po 1. ZDROWIE
Polepszył się mój stan zdrowia i to w zasadzie we wszystkich możliwych aspektach! Mój kręgosłup, który nie raz nie pozwalał mi nawet wstać z łóżka, niemal całkiem przestał mnie boleć. Do tego moje kolana, z kontuzją, których zmagam się od dłuższego czasu już inaczej reagują na ruch. Chrząstki stawowe są lepiej nasmarowane i ból powoli zaczyna ustawać. Oprócz tego widzę poprawę pracy mojego systemu immunologicznego, bo do tej pory łapałam każdego wirusa... gdy chorowała jedna osoba, było bardziej niż pewne, że zaraz i ja się wyłożę. Przez te 6 miesięcy miałam tylko kilka momentów gdy czułam, że "coś mnie bierze", ale szybko to zwalczałam i wracałam do normy. Zniknęły również żylaki, migreny i bóle głowy, skoki ciśnienia i kołatanie serca, które występowało nawet po małym wysiłku fizycznym. Teraz jestem okazem zdrowia, a także lepiej śpię!


Po 2. KONDYCJA
To niesamowite jak w ciągu tak krótkiego okresu czasu można poprawić wydolność swojego organizmu. Jeszcze całkiem niedawno wyjście po schodach na 1 piętro sprawiało mi trudności, a teraz pokonuje o dziesiątki schodów więcej bez najmniejszej zadyszki. Kiedyś z trudem przepływałam kilka metrów na basenie, a teraz kilkaset to dla mnie nie problem. Efekty widzę również podczas ćwiczeń, bo jeszcze niedawno wykonując SKALPEL Ewy Chodakowskiej miałam zadyszkę i padałam ze zmęczenia, a w tej chwili niektóre bardzo intensywne treningi przychodzą mi z łatwością, a żeby tego było mało, to jeszcze mam po nich niedosyt. Blokowała mnie również psychika... Bałam się podnieść ciężkie zakupy czy inne przedmioty w domu ze względu na kręgosłup i kolana, ale teraz mam na to siłę i przestałam się bać! Wyjeżdżam na rowerze pod górę, na której mieszkam i nie oblewam się już potem jak kiedyś... BA! żeby tego było mało to w ogóle WYJEŻDŻAM, bo jeszcze niedawno rower musiałam prowadzić. Kiedyś podczas treningów cardio gdy doprowadzałam swój puls do 180 miałam wrażenie, że zaraz padnę na zawał serca, a do tego miałam trudności z oddychaniem. Przy interwałach w ogóle nie mogłam uspokoić oddechu przez co trening wyglądał całkowicie inaczej. To chyba zmieniło się najbardziej, bo teraz doprowadzając swój puls do takiej wysokości mogę nadal ćwiczyć i oddychać, a wszystko za sprawą regularnych treningów.


Po 3. PSYCHIKA
Bardzo wiele zmieniło się w moim postrzeganiu samej siebie i dopiero teraz widzę z jak zaburzonym obrazem własnej osoby i otaczającego mnie świata miałam wcześniej do czynienia. Od jakiegoś czasu ogarnęło mnie bardzo pozytywne i optymistyczne myślenie na niemal każdy temat. Jestem w stanie uwierzyć, że wszystko jest możliwe jeśli tylko czegoś się naprawdę chce. Zmiany, które zachodzą w moim wyglądzie zewnętrznym również podbudowały moją pewność siebie, teraz już nic mnie chyba nie zatrzyma. Wiele mi jeszcze brakuje do tego by móc w 100% zaakceptować siebie, ale prędzej czy później ten moment nadejdzie. Zauważyłam również, że ludzie zaczęli dostrzegać we mnie cechy, które wcześniej chyba były przykryte pod grubą warstwą tłuszczyku. Czułam się jak stara, zgorzkniała baba, a teraz odzyskałam lekkość i młodość umysłu, pozytywne myślenie i wierzę, że jeszcze może spotkać mnie w życiu coś miłego. Częściej się uśmiecham i potrafię się nawet wygłupiać jak za starych, dobrych czasów, które myślałam, że już nigdy nie wrócą. Krótko mówiąc... Emanuje radością! Te zmiany nie są jednak tylko związane z tym jak się czuję i jak się teraz postrzegam. Najbardziej umocniła mnie sama walka, ta konsekwentność i przezwyciężanie własnych słabości, przekraczanie barier, dążenie do celu... To niesamowicie umacnia charakter!


Po 4. WYGLĄD
Oczywiście największe zmiany już mieliście okazję zobaczyć i porównać ze stanem pierwotnym na zdjęciach porównawczych, bo utrata 10 kg i 77 cm w obwodach to raczej widoczna zmiana. Zauważyłam jednak, że także stan mojej skóry znacznie się poprawił. Stała się bardziej elastyczna , promienna, a do tego wreszcie nabrała ładnego koloru. Zniknął cellulit, rozstępy stały się mniej widoczne, a skóra jest jędrna. Spory wpływ ma na to to, że teraz regularnie stosuje choćby peelingi i kosmetyki ujędrniające. Oczywiście jednak największy wpływ ma na to zdrowe odżywianie i aktywność fizyczna, która przynosi niewiarygodne efekty!


Powiedzcie mi zatem, że nie warto próbować... 
WARTO WALCZYĆ! 
Nawet wtedy gdy nie widzimy efektów, bo one na pewno będą lub nawet już są!
Największe zmiany, które zachodzą w nas nie są widoczne gołym okiem, ale wyczuwalne... 
Ja nie pamiętam już kiedy czułam się tak dobrze w swoim ciele! 

Chyba nigdy nie pożałuję tego, że zaczęłam, że zmotywowałam się do tego stopnia żeby wstać z kanapy i przestać obżerać się świństwami. Cieszę się, że z moich oczu wreszcie "spadły klapki" i widzę wszystko jasno i wyraźnie, a do tego w pięknych barwach!
Wiem, że stać mnie na więcej, wiem, że mogę osiągnąć to czego pragnę...
Muszę jeszcze tylko trochę powalczyć. 
Czasem mam wrażenie, że umiejętność prawidłowego osądu sytuacji została wcześniej przysłonięta u mnie przez te zwały tłuszczu! We wszystkim działałam tak trochę "po omacku".
Wreszcie jednak mam odwagę by zmienić swoje życie, by w ogóle żyć!
Znajdź ją i Ty! 

Naprawdę nie musicie szukać powodów, dla których warto zacząć. Jeżeli nie wierzycie, że uda Wam się stracić na wadze to zróbcie to chociaż dla swojego samopoczucia, dla zdrowia, a zobaczycie jaką różnicę odczujecie. Znajdź sobie odpowiedni program, taki, z którym treningi będą dla Ciebie czystą przyjemnością i WALCZ! Ja trzymam kciuki bardzo, bardzo mocno za każdą metamorfozę!