Czy u Was też taki piękny dzień jak u mnie? Gdy patrzę za okno to czuję wiosnę, ale gdy tylko przeniosę wzrok na termometr i widzę -7 to od razu robi mi się zimno. Dziś wracam do Krakowa, mam nadzieję, że kaloryfery są ciepłe, bo ten mój na brzuchu jest w uśpieniu i jeszcze nie grzeje :)
Jak wiecie zaczynam wprowadzać w życie plan, który ma mnie uwolnić od pewnych nawyków i dziwnych zwyczajów. Zaczęłam od trybu życia pod kątem zadbania o zdrowie, o figurę, o dietę i włosy, ale teraz przychodzi czas na kolejne zmiany. Treningi stały się już moim punktem stałym niemal każdego dnia i nie muszę się nawet zastanawiać czy "chce mi się" czy "mi się nie chce". Wiem, że muszę i koniec! Nie ma wymówek, no chyba, że przytrafia mi się taka sytuacja jaką miałam w środę gdzie z trudem nawet chodziłam po domu, a co dopiero wykonywać jakiś intensywniejszy ruch. Odpuściłam, ale wczoraj oczywiście wszystko nadrobiłam!
Kolejną rzeczą, którą wraz z nadejściem "wiosny" postanowiłam zmienić to swoje paznokcie. Ich historia jest dosyć długa więc ją skrócę... Moje paznokcie zawsze były cienkie i łamliwe. Jako dziecko je obgryzałam i nie straszne mi były wszystkie żele i lakiery, które miały mi to utrudniać. Gdzie tam! Wręcz przeciwnie! Po krótkim czasie, gdy miałam 15 lat moja mama przedłużyła mi po raz pierwszy paznokcie i tak zostało. Nie zdejmowałam ich, aż do momentu gdy pojechałam na studia i nie chciało mi się przyjeżdżać co 3 tygodnie do domu na uzupełnienia Co gorsza w życiu nie pozwoliłabym nikomu innemu robić czegokolwiek z moimi paznokciami! Tak przechodziłam rok, bez żelu, z obdartym lakierem i paznokciami równymi z opuszkiem. KOSZMAR! Potem zamieszkałam z dziewczyną, której zaufałam na tyle, że pozwoliłam na grzebanie przy moich paznokciach, a jakiś czas później sama zaczęłam je robić. Założyłam firmę i starałam się zawsze mieć paznokcie, które nadawały się do pokazania klientkom. Na początku dbałam o to, ale już chwilę później nie miałam na to czasu. Paznokcie robiłam na szybko, czasem zrywając żel czy lakierożel na żywca. Ałć! Tak właśnie dorobiłam się ponownie koszmarków, które są cieńsze niż papier! Drogie Panie... NIE RÓBCIE TEGO W DOMU!
Wczoraj powiedziałam sobie dość! Pora na to by zadbać też o swoje paznokcie! Kupiłam odżywkę (Eveline S.O.S Dla kruchych i łamliwych paznokci), którą zachwalały moje znajome i od razu ją nałożyłam. Piekło jak cholera! Trudno się dziwić przy tak zajechanych paznokciach. Mam nadzieję, że wytrwam w tym postanowieniu co najmniej miesiąc, żeby paznokcie zdążyły odżyć. Póki co wyglądają tragicznie! Nie pamiętam kiedy widziałam je takie "gołe". Od razu dłonie są jakieś takie... kostropate! :)
Oprócz tego postanowiłam też regularnie wykonywać im kąpiele w olejku rycynowym, który przyśpiesza wzrost płytki paznokcia, ale działa także regenerująco i antyseptycznie. Używam go już na włosy więc teraz przyszła pora na regularność i w tych zabiegach! Może wreszcie i ja będę mogła pochwalić się naturalnie pięknymi pazurkami? OBY!
Jeśli ta odżywka nie przyniesie zamierzonego celu to postanowiłam już, że zamówię sobie NailTek, albo będę zmuszona wrócić do żelu. Chcę jednak doprowadzić paznokcie do ładu tak by wystarczył im tylko manicure hybrydowy! Trzymajcie kciuki, bo to nie będzie łatwa walka...
A może Wy znacie jakieś świetne odżywki do paznokci???
Stosujecie jakieś preparaty lub domowe metody dbania o dłonie?
Póki co przerażają mnie również moje włosy, które na chwilę obecną oprócz tego, że nie mają żadnego kształtu, bo odrosły to jeszcze zaczynają mnie irytować powiększającym się odrostem! Na tym punkcie mam jakąś manię i to do tego stopnia, że gdy byłam "nosicielką" platynowego blondu to odrosty farbowałam nawet co tydzień! Chciałam dać włosom odsapnąć po ostatnich zabiegach czyli po kilkukrotnym farbowaniu i Ombre Hair, ale teraz już muszę coś zrobić! Lada moment przyjdą dni kiedy przestanę chodzić w czapce i co wtedy? Obawiam się, że jeszcze jakaś zagubiona wrona, albo inne ptaszysko uwije sobie w moich kłakach gniazdo ;)
Nie wiem tylko na co się zdecydować...
Może Wy mi coś doradzicie?
Myślałam o ciemniejszym brązie, takim czekoladowym i o ombre hair, ale nie na całych końcach, tylko na pasmach... Myślałam również żeby wrócić do złotego blondu i ujednolicić kolor moich włosów. No chyba, że będę kontynuować to co zaczęłam i zostanę przy aktualnym kolorze włosów (ciemny, bursztynowy blond) i przy ombre hair, ale farbowanie odrostów w tym przypadku do łatwych należeć nie będzie.
Uwielbiam ombre! Strasznie się do niego przyzwyczaiłam i nie wiem czy chcę się z nim rozstawać, ale...
A Wy co myślicie? Wprowadzać większe zmiany czy zostać przy tym co jest?
Ostatnio mam wrażenie, że potrzebuję zmian!
Zmienia się prawie całe moje życie... Zaczęło się niewinnie od rozmiaru, a potem zmiany dosięgły nawet mojego życia prywatnego. Teraz znów chciałabym coś zmienić w sobie, by móc w pełni zacząć NOWY ROZDZIAŁ W ŻYCIU, bo do starego już nie chcę wracać...











.png)




