WITAJCIE PONOWNIE!
Tym razem postanowiłam wylać z siebie swoją dzisiejszą frustrację i liczę na to, że ten zabieg całkowicie uwolni mnie od paskudnego samopoczucia. W ciągu tych niemal 6 miesięcy miałam dopiero dwie, poważne chwile zwątpienia kiedy to miałam ochotę tym wszystkim rzucić i wrócić do dawnego trybu życia. Dziś jest trzeci taki przypadek... Początkowo potrafiłam się zniechęcić byle czym, ale teraz już było lepiej... Cieszyłam się każdym zrzuconym kilogramem i ubytkiem centymetrów, choćby tym najmniejszym, ale w czwartek zwariowałam ze szczęścia! Obiecywałam sobie, że nie będę się ważyć częściej niż raz na miesiąc, ale coś mnie podkusiło i stanęłam na wagę... Mówię Wam! Ona, ta wredna waga się do mnie uśmiechała i zapraszała mnie do ważenia... ;) Absolutnie nie żałuję, że wtedy uległam, bo moja waga pokazała...
...68,9 kg!!!
Cieszyłam się jak wariatka i od razu z piskiem pobiegłam do komputera żeby pochwalić się tym wynikiem na moim Fan Page'u na Facebooku! Oj uwierzcie mi, to dla mnie nie lada wyczyn, bo taką wagą mogłam się pochwalić ostatnio gdy byłam jeszcze nastolatką, a nie jestem już nią od prawie 7 lat ;) Dodatkowo tego samego dnia dowiedziałam się, że zdałam ostatni egzamin w mojej sesji, którego baaaardzo się bałam! Jak tu się więc było nie cieszyć?
Obawiałam się jednak cały czas tego, że moja waga do PONIEDZIAŁKOWEGO PODSUMOWANIA się zmieni i znów wróci do stanu poprzedniego i co? Wygląda na to, że miałam rację! Dziś znów mnie coś podkusiło i stanęłam na wadze i wierzcie na słowo... nie chciałam na to patrzyć! Okazało się, że nagle moja waga wzrosła o 2 kg. Nie załamuje się, bo wiem, że to może być kwestia zatrzymania wody w organizmie.
Wróciłam do punktu wyjścia i jestem wściekła! Nie lubię, albo nawet nienawidzę swojej wagi! Wezmę ją i wyrzucę przez okno, co Wy na to? :) Może lepiej nie, bo to wredne, złośliwe urządzenie jeszcze by pewnie spadło komuś na głowę! Oczywiście doskonale wiem, że powinnam się mierzyć, a nie ważyć, bo sama bardzo często w swoich postach na to naciskam, ale same wiecie jak to czasem jest. Trzeba się kilka razy sparzyć, żeby przestać wkładać łapę w ogień... TO SAMO TYCZY SIĘ WAGI!
Oficjalnie zatem obiecuję, że nie będę się ważyć codziennie, a co najwyżej RAZ NA TYDZIEŃ! Mierzyć będę się jak zawsze raz w miesiącu i ten moment nastąpi już w PONIEDZIAŁEK! Trochę zaczęłam się bać, choć jeszcze wczoraj byłam pewna swoich efektów. Im bliżej "godziny zero" tym bardziej moje myśli obsesyjnie krążą tylko wokół mojego odchudzania. Na szczęście w poniedziałek będzie już "PO KRZYKU" i okaże się jak się zmieniłam w przeciągu 6 miesięcy :)
Teraz tym bardziej nie mogę odpuścić, a nawet NIE MAM ZAMIARU ODPUSZCZAĆ!
Waga płata mi figle, a lustra bardzo często nie chcą ze mną współpracować pokazując mi całkowicie inny obraz niż bym chciała, ale NIE PODDAM SIĘ!
Właśnie do tego zmierzam tym postem...
![]() |
Nie poddawaj się nawet gdy tracisz nadzieję, gdy coś Cię mocno frustruje! Jeżeli tylko robisz wszystko tak jak należy - stosujesz się do zasad zdrowego odżywiania, a do tego ćwiczysz to niemożliwe byłoby gdyby Twoje ciało na to nie reagowało! Wszystko jest tylko kwestią podejścia! Ja mogłam tym rzucić już kilka razy, ale wierzę, że efekty są i że to tylko ja ich nie widzę! Robię to dla siebie, dla lepszego samopoczucia, dla zdrowia, a nie tylko dla sylwetki... Ale ja też jestem tylko kobietą, która chciałaby widzieć efekty już po jednym treningu.
UZBROIŁAM SIĘ JEDNAK W CIERPLIWOŚĆ!
TY TEŻ MUSISZ!
PAMIĘTAJCIE!
Gdy jesteście bliskie temu by się poddać pomyślcie, że nie jesteście w tym same! Każda z nas mierzy się z takimi problemami co najmniej raz w miesiącu! Jestem z Wami całym serduchem i mam nadzieję, że kiedyś wszystkie dojdziemy do tego co sobie wymarzyłyśmy <3
Żeby jednak dojść tam gdzie chcemy trzymajmy się jednak kilku zasad:
Żeby jednak dojść tam gdzie chcemy trzymajmy się jednak kilku zasad:
- JEDZ ZDROWO!
- PIJ DUŻO WODY!
- INTENSYWNIE TRENUJ!
- ŚPIJ DOBRZE!
...i powtarzaj to każdego dnia!
Na koniec zdradzę Wam w tajemnicy, że ja dziś nie popełniłam żadnego błędu, nawet tego najmniejszego... Na obiad miałam pyszną i zdrową kremową zupkę z brokułów, którą wprost uwielbiam, a teraz mam tyle energii, że nie mogę doczekać się treningu...
Na koniec zdradzę Wam w tajemnicy, że ja dziś nie popełniłam żadnego błędu, nawet tego najmniejszego... Na obiad miałam pyszną i zdrową kremową zupkę z brokułów, którą wprost uwielbiam, a teraz mam tyle energii, że nie mogę doczekać się treningu...
Tymczasem idę się rozgrzewać, bo dziś planuję trochę bardziej intensywny, domowy trening... Moje ukochane butki "zawdziane"...
Kto się przyłączy?
READY? LET'S GO!!!



























