5 maja 2013

MOTYWACJA - "No i gdzie te efekty?"

Pewnego, pięknego dnia spojrzałaś w lustro lub stanęłaś na wadze i przeraziło Cię to co zobaczyłaś? Ha! Witaj w klubie... Każdy dzień jest dobry by zacząć coś zmieniać w swoim życiu i wcale nie musisz z tym czekać do "jutra" lub do "poniedziałku", albo nawet do pierwszego dnia kolejnego miesiąca! Możesz zacząć w każdej chwili, w której tylko masz na to ochotę...

Czasem pytacie mnie kiedy jest najlepszy moment by zacząć! Odpowiadam... nie ma najlepszego momentu! Najlepiej zacząć TU i TERAZ! Odkładanie tego momentu na pewno nie pomoże Ci w realizacji swoich marzeń!




Ostatnio dostałam wiadomość od jednej czytelniczki, która napisała mi, że kupiła ostatnią płytę Ewy Chodakowskiej i zamówiła książkę, ale nadal nic się nie zmieniło, bo efektów brak! Spokojnie! Od samego kupienia płyty i książki jeszcze nikt nie schudnął, no chyba, że biegłaś po nią do Empiku oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów :)

Sama Ewa często powtarza, że "nic się samo nie wydarzy" i ja podpisuję się pod tymi słowami nogami i rękami, bo po prostu trzeba zacząć! Jeśli macie trudności z trzymaniem diety to zacznijcie od ćwiczeń i nie wmawiajcie sobie, że ćwiczenia nie przyniosą efektów bez odpowiedniej diety. Efekty pojawią się, ale nie będą aż tak spektakularne, bo 70% to zdrowe odżywianie, a tylko 30% to treningi.

Pamiętacie jak pisałam Wam o tym jak to się u mnie zaczęło?
Zaczęłam ćwiczyć, ale moja dieta pozostawiała wiele do życzenia... Jadłam za mało, albo za dużo, a do tego trudno było nazwać moje odżywianie "zdrowym". Po miesiącu już wiele zaczęło się zmieniać, bo zaczęłam uświadamiać sobie jak dużo energii wkładam w swoją metamorfozę i największą głupotą jest po prostu obżeranie się czym popadnie, bo ta ciężka praca nad swoim ciałem może okazać się daremna. Zaczęłam próbować odżywiać się zdrowo, czytać na ten temat, konsultować swoją wiedzę z dietetykami i dowiedziałam się, że to nie jest nic trudnego!

W swoich wiadomościach chyba najczęściej pytacie mnie skąd biorę tyle samozaparcia i motywacji. Nie wiecie jak zacząć i frustruje Was brak efektów przez co łapiecie doła i żeby poprawić sobie humor zaglądacie do lodówki! To nie tak powinno działać... Wiele z Was potrafi się zmusić do ćwiczeń, ale gorzej z trzymaniem diety...
Oto rozwiązanie tej sytuacji... 
ZDROWE ODŻYWIANIE PRZYJDZIE SAMO Z CZASEM!
Zacznij od tego co jest dla Ciebie łatwiejsze! Nie wszystko na raz!
Nie musimy zmieniać całego dotychczasowego trybu życia od zaraz, bo przecież nigdzie Nam się nie spieszy, prawda? Ja wszystko rozumiem... Już niedługo wakacje, plaża, słońce, bikini, ale nie oszukujmy się, efektów nie da się nagle przyśpieszyć! Kluczem do sukcesu jest CIERPLIWOŚĆ i metoda małych kroczków...
Źródło: superlinia.pl
Każda z Nas miewa gorszy dzień, chwilę zwątpienia... ja też! To nie świadczy o tym, że jestem słabsza od setek innych osób, które walczą o to samo, to nie świadczy o tym, że przegrywam, bo wiecie co? W tej grze nie ma przegranych! Każdy kto walczy jest zwycięzcą! Przegrywa tylko ten kto nigdy nie wstał z kanapy i nie spróbował, bo albo twierdził, że nie musiał, albo uważa, że nic to nie da. Takie tak głupie gadanie! Wszystko przynosi efekty! Mój poprzedni miesiąc nie był zbytnio udany, ale nie poddaje się, bo mimo, że nie zobaczyłam efektów od razu to wiem, że one się pojawiły. To, że Twoja waga wskazuje nadal to samo, albo to, że nadal widzisz się w lustrze tak samo jak wcześniej nie oznacza, że efekty się nie pojawiły. U mnie pozornie nie zmieniło się nic od poprzedniego miesiąca, a jednak! Mam o wiele mocniejsze ręce, ramiona się wyrzeźbiły, a brzuch robi się coraz bardziej płaski. Podniosła się również moja pupa i cellulit zaczął błyskawicznie znikać. Niektórzy nie widzą efektów, ale ja je czuje!

Ostatnie 8 miesięcy żyłam z przeświadczeniem, że nic się nie zmieniłam, i że nadal noszę ten sam rozmiar, a okazuje się, że w grudniu 2011 roku nie mieściłam się (głównie w biuście) w sukienki w rozmiarze 42, a teraz (dokładnie wczoraj) dotarło do mnie, że na wesele kumpeli muszę kupić sukienkę w rozmiarze 38! Ja nie ukrywam, że nie raz się przez to załamywałam i zdarzało mi się mieć całkowity brak motywacji do dalszej walki, ale nie poddawałam się. Może moje postępy nie są najszybsze i najbardziej spektakularne na świecie, ale wiele się zmieniło nawet w mojej głowie, bo to w niej siedział największy problem. To moja psychika mnie ograniczała, a nie moje ciało! Zrozumiałam to dopiero po takim długim czasie.

PAMIĘTAJCIE! 
Efekty są najbardziej widoczne u osób, które zawsze stroniły od aktywności fizycznej i u osób, które mają spory "nadbagaż" kilogramów, bo każdy nawet najmniejszy wysiłek fizyczny podnosi u takiej osoby puls. Tak było u mnie, bo największe efekty były widoczne w ciągu 3 pierwszych miesięcy. Najtrudniej było zwlec się z kanapy i zacząć! Teraz efekty nie pojawiają się z miesiąca na miesiąc, waga stoi, ale wiecie co? Dzięki temu doceniam te wszystkie najmniejsze zmiany, które we mnie zachodzą. Doceniam cały proces i nie wyobrażam sobie żebym miała go kiedyś przerwać, bo po co?


Treningi dają mi gwarancję na to, że nie przytyję z dnia na dzień, i że nie pojawi się u mnie efekt "jojo". Pozwalają mi również sięgnąć po coś niezdrowego lub tuczącego raz na jakiś czas i to bez większych wyrzutów sumienia! Po prostu podchodzę do tego procesu ze zdrowym rozsądkiem i wiem, że prędzej czy później efekty osiągnę. Staram się również nie popadać ze skrajności w skrajność! W końcu ja na pewno jestem bliżej celu niż osoby, które wybrały leżenie na kanapie nawet jeśli mój tryb życia nie jest idealny! Jestem tylko człowiekiem... Człowiekiem, który całkowicie odmienił swoje życie. Jeśli ja mogłam to i Ty możesz! Śmiało, do dzieła... 

Nie ważne ile to zajmie czasu... ważne, że zaczniesz już teraz!
Oszczędzisz sobie sporo czasu... 
Podejmujesz wyzwanie? 

32 komentarze:

  1. Ja podjełam :) i staram się cały czas przeć do przodu :) na tyle ile mi sił wystarcza ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Siedzę właśnie na kanapie... kolejne 5 dni odchudzania zmarnowane w weekend... a nie.. tym razem na odwrót - w końcu mamy długi weekend, więc - 2 dni odchudzania a całe 5 dni marnowania efektów. Uwielbiam te Twoje zdjęcia porównawcze, wiem, że w moim przypadku jest to możliwe bo już udało mi się kiedyś tego dokonać, ale pech chce, że kilogramy po woli wracają... nie będę się dłużej użalać, stwierdzę tylko, że zmianę trybu życia (ćwiczenia+dieta) należy zacząć nie od poniedziałku, nie od jutra i nawet nie za godzinę, tylko teraz... jeżeli leży przed nami ostatni kawałek czekolady to nie dojadamy, bo w końcu co ta jedna kostka zmieni, a zmieni, odkładamy i zaczynamy ZMIANY... trzymaj za mnie kciuki! Ja Tobie kibicuję i jesteś niesamowitą inspiracją! Pozdrawiam - Twoja imienniczka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym nie zmarnowała tej kostki czekolady, ale potem zrobiłabym intensywniejszy trening :) Ale racja... nie ma co sobie mówić, że od jutra i tego dnia się napchać wszystkim na najbliższe parę miesięcy, bo to nie o to chodzi :) Trzeba zacząć od razu i pewne przyjemności sobie dozować w małych ilościach by się na nie nie rzucić przy najbliższej okazji.

      Usuń
  3. chyba czytasz w moich myślach, dziękuje za ten post, dziękuje za to że walczysz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Walczę nie tylko o siebie, ale i o wszystkich tych, którzy czytają :)

      Usuń
  4. Świetny post! Bardzo motywujący. Ja swoją walkę zaczełam już 1,5 miesiąca temu i aż sie sama sobie dziwię ze daję radę i ze sprawia mi to mega przyjemność! Chcę zmienic całe swoje życie, już zawsze cwiczyc i odzywiac się zdrowo i wierzę że to osiągnę. Efekty juz zauważyłam ja i moi znajomi więc to daje mi jeszcze większą motywację! Oczywiscie bywają chwilę ze się nie chce bo z natury jestem strasznym leniem ale jakoś to pokonuję bo nie chcę byc dalej taka leniwa! A jeszcze 2 miesiące temu nie wierzyłam ,że mi się to uda. A jednak udaje się i chyba jestem na dobrej drodze do wymarzonej siebie :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi na początku nic nie sprawiało przyjemności... Nie ukrywałam tego, że była to katorga, ale teraz wiem, że było warto, bo szybko tą katorgę pokochałam :)

      Usuń
  5. ja zawsze mam motywacje na początku , potem niestety przychodzi moment że odpadam... i generalnie kiedy się czymś stresuję to mija mi chęć na ćwiczenia a przychodzi czas obżarstw i zajadania zmartwień. przykre to jest

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma nic gorszego niż właśnie duży entuzjazm na początku, a potem całkowity spadek motywacji i powrót do wcześniejszych przyzwyczajeń... Trzeba umieć sobie z tym poradzić i przeć do przodu :)

      Usuń
  6. najważniejsza jest wiara w siebie - możesz WSZYSTKO ! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie... bez tego się nie obejdzie! :)

      Usuń
  7. ja się poryczałam .. bo cały czas gdzieś siebie obwiniam , że zrezygnowałam z treningu .. że pożarłam lodówke .. że znowu jestem w punkcie wyjścia .. że co sie polepszy to marnuje to powracajac do tego wszystkiego co było przed metamorfozą .. kurde .. nie mam siły na to wszystko nieraz tak bardzo .. jakby były wemnie 2 różne osoby .. czasami się zastanawiam ile tak jeszcze będe siebie katować psychicznie .. ukrywać przed światem .. zamykać sie w kokonie by nikt nie widział , że znowu urósł mi brzuch po obżarstwie .. brak mi słów na siebie nieraz..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana! Nie pożeraj lodówek! Lodówki są ciężkostrawne :) A tak serio.. Nie obwiniaj się, że coś Ci nie wychodzi, ale doceniaj to, że próbowałaś i spróbuj znów. Nie osiągnie się żadnych zadowalających efektów jeśli nie zaakceptuje się siebie i nie przestanie się zadręczać każdą porażką, bo to nawet nie jest porażka. Każde przyjęcie kolejnego wyzwania umacnia więc i Ciebie zmienia, doceń to i pędź dalej, a dojdziesz tam gdzie chcesz szybciej niż myślisz <3

      Usuń
  8. dobrze napisane. szkoda, że w moim wypadku ćwiczę regularnie od stycznia, codziennie (bez niedzieli, bo regeneracja) i totalnie nic. NIC. nie oszukując powiem, że po 3 miesiącach z Ewą, kiedy nic się nie zmieniło zaczynałam trochę 'grzeszyć', bo po prostu opadłam z sił, kontynuuje wszystko dalej, ale ileż można czekać, starać się, rezygnować z czegoś, bo przecież kiedyś się uda.. robiłam badania i jestem zdrowa, więc tarczyca czy coś innego nie wchodzi w grę. to jest naprawdę przykre, płakać mi się chce, przegrałam w 50%, bo przecież nadal walczę, ale po prostu nie ma po co.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli ćwiczysz regularnie to problemem może być jedna z 3 rzeczy...
      - sama nie widzisz efektów, które się pojawiają
      - za mało jesz lub nieodpowiednio się odżywiasz
      - powinnaś zmienić trening, bo ten najzwyczajniej Ci nie służy

      Zazwyczaj gdy z kimś rozmawiam to jedna z tych trzech rzeczy okazuje się być podstawowym problemem :) Zwróć na to uwagę i pamiętaj... NIGDY NIE MÓW, ŻE COŚ NIE MA SENSU! Na pewno poprawiła Ci się kondycja, na pewno poprawiło się zdrowie więc efekty są, ale Ty ich nie widzisz.

      Usuń
    2. Dziewczyny, rzeczywiscie nie zawsze efekt jest od razu. Ja ćwiczę od stycznia, pierwszym efektem było przybranie na wadze, wiecie jak sie czułam? dopiero po 2,5 miesiąca, zaczeła spadać waga, której nabrałam. Dużo nie spadła, minimalnie dosłownie, ale różnica jest-w gęstosci ciała, tego że nie trzęsie się kiedy idę, moje obwody sa nadal takie same, ale wiem, że z przodu w biodrach jest mnie mniej, natomiast moja pupa się ujędrniła i wypełnia ten obwód. Moje ramiona są zgrabniejsze, choć nie są szczupłe, ale wygladaja ładniej-na pewno nie bedę załamana w koszulce bez rekawów, i ogólnie jest lepiej, a wszystko dlatego, ze nie rzuciłam tego w cholerę, kiedy zamiast fajnego efektu pojawiła się zwiększona waga i ...nic więcej.A nie rzuciłam, bo szkoda było mi tej pracy, jaką wkładam w ćwiczenia, to dla mnie nie jest relaks-jak mówi Ewa, do wszystkiego się zbieram na siłę, ale jadę dalej tym wózkiem :)Ćwiczę 3-5 razy w tygodniu, nie mam diety, ale staram się wprowadzać zmiany na lepsze. Na pewno nigdy nie zacznę czegoś, czego nie mogłabym robić do końca, bo wtedy pojawia się efekt jojo, bez sensu jest wprowadzić diete i rozkład ćwiczeń, których nie będziemy w stanie utrzymać .Nie poddawajcie się, bo robicie to tylko i wyłącznie dla siebie :)Napisze tez o tym Ewie, może ktos przeczyta i pocieszy się, że nie każdemu się udaje zmienić się całkowiecie w 1 miesiąc.
      Magda-Twoja zmiana jest cudowna i motywująca:)

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Często brak efektów jest skutkiem złej diety lub nieodpowiedniego treningu... Pomyśl o tym :)

      Usuń
  10. gdyby nie ty ja nawet bym nie zaczęła :) ja walcze dopiero 3miesiac i tez mam problemy z dietą i czesto weekendy sa moja katorga ale wierzę, że z czasem będzie lepiej :) właśnie wróciłam z biegania dałam soebie niezły wycisk ! buzka katarz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie dla takich słów nadal piszę bloga :) To właśnie to motywuje mnie najbardziej, bo wiem, że to co robię ma sens... Zobaczysz po roku, że te 3 miesiące były tylko wstępem do całego procesu :)

      Usuń
  11. dziewczyny ja tez po 3miesiacach z Ewką nie widze wieeeeelkich rezultatów cos robie zle tylko co

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak napisałam... brak efektów wcale nie musi oznaczać, że robisz coś źle...

      Usuń
  12. Tak się cieszę, że trafiłam na ten post. U mnie właśnie nadeszła ta chwila! Biorę się do roboty i dziękuje Ci za dawkę inspiracji :) Nie raz się załamywałam spoglądając w lustro, pewnie i dzisiaj ze trzy razy. Trzeba coś z tym zrobić! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy patrząc w lustro ma takie chwile... grunt to się nie poddawać, bo żeby wygrać trzeba próbować :)

      Usuń
  13. Naprawdę świetny post. Życiowy i realistyczny. Sama przyznam, że zaczęłam dietę bez większych przemyśleń. Jedynie chciałam (i to nawet bardzo) zmian w moim życiu i w samej sobie. Zrobiłam, to i chyba jestem z siebie zadowolona (a było to wtorkowe popołudnie :])

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja właśnie to przeszłam i bardzo się cieszę, że ten czas minął. Było mi bardzo ciężko, ale jakoś dałam rady:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Dzięki Ci dobra kobieto za tą notkę! Tego mi było dzisiaj trzeba, bo nadeszła chwila zwątpienia :) . Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  16. Całkowicie się z Tobą zgadzam! Tak naprawdę nie ćwiczymy przecież po to żeby być najpiękniejszymi, najzgrabniejszymi i najdoskonalszymi. Podobnie jest z dietą. Żadna z nas nie jest przecież doskonała, ale najważniejsze, że zmienia się sposób myślenia i postrzeganie siebie. Poza tym praca nad sobą i walka ze słabościami przynosi mnóstwo satysfakcji. A upadamy po to, żeby się podnosić!

    OdpowiedzUsuń
  17. Pragnę zmian! Mam nadzieję, że tym razem brak cierpliwości i słaba wola nie przeszkodzą mi w osiągnięciu sukcesu! Chodzi przecież o całe moje życie-zdrowe życie;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ach zamiany, zmiany, walczmy z przeciętnością, pokazmy na co nas kobietki stać ! :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Hej. Ja zaczęłam ćwiczyć z Ewą Chodakowską pod koniec stycznia tego roku. 5-6 razy w tygodniu był skalpel. Po ponad dwóch miesiącach dołączył Skalpel-wyzwanie. Niestety efektów nie było. Motywacja upadła na początku kwietnia. Problemy w domu,dwoje dzieci jakoś nie dawały chęci do działania. Dziś znowu zaczęłam ćwiczyć. Nie wiem ile wytrwam, czy dam radę. Czuję w sobie taką niechęć do życia, do wyjścia do ludzi. Nie wiem może to ta pogoda.Wiem też że jeśli nie wezmę się za siebie to będzie tylko gorzej,że nic się nie zmieni na lepsze.Ale trudno czasami sie podnieść jak się wszystko sypie...

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz dodaje mi skrzydeł i motywuje mnie do dalszego pisania... Napisz, zmotywuj mnie oraz innych! Dziękuję <3