31 stycznia 2013

MOTYWACJA - Małymi kroczkami do celu!

Kochani! Mam tyle pomysłów na posty, ale przy tym całkowity brak czasu by je napisać. Podobnie jest u mnie niestety z treningami, bo sesja czyli "system eliminacji studentów jest aktywny". Ostatnio odzwyczaiłam się od zbyt dużej ilości zajęć, a teraz błyskawicznie muszę przestawić się na tryb aktywności nie tylko fizycznej. Żeby tego oczywiście było mało to cierpię dziś na okropną migrenę, a na jutro powinnam napisać jeszcze esej z tematyki, której nie znoszę. Chciałam również zrobić wreszcie SKALPEL II z nowej płyty Ewy Chodakowskiej, a póki co się na to nie zapowiada. Nie udało mi się również pójść na deskę mimo, że bardzo tego chciałam. Niestety ból głowy mi to utrudnił, a do tego bardzo zimny i porywisty wiatr. Dziś wieje halny więc oczywiste jest to, że nie mogę czuć się normalnie. Mimo wszystko postaram się dziś poćwiczyć, bo ileż można się "lenić"!


Już za 3 dni kolejne pomiary i zdjęcie do porównania wówczas oficjalnie zakończę 5 miesiąc... Oczywiście na blogu pojawi się również dokładne podsumowanie treningów, wymiarów i wagi, choć póki co ta ostatnia mi wzrosła i ani drgnie. Powoli zaczynam wątpić, że kiedykolwiek osiągnę upragniony efekt szczególnie, że ostatnio bardzo kiepsko u mnie z trzymaniem diety. Może nie chodzi nawet o to, że objadam się słodyczami, ale zdecydowanie nie jem tak jak powinnam i to w drugą stronę, bo za mało. Walczę i walczę więc może wreszcie uda mi się zwalczyć te moje destrukcyjne nawyki. Mimo wszystko jest w tym jeden wielki pozytyw... kilka dni temu kupiłam sukienkę, klasyczną "małą czarną", która leży na mnie wprost idealnie! Postanowiłam ją trochę przerobić, ale nie to jest najważniejsze! Najważniejsze jest to, że sukienka ma rozmiar 10 czyli 38! Mam wrażenie, że jest stworzona dla mnie, a do tego w mniejszym rozmiarze. Póki co z 42 na 38, a co będzie dalej? Czas pokaże!

Wiem, że wiele osób twierdzi, że mogłabym osiągnąć wymarzoną sylwetkę dużo szybciej gdybym odpowiednio się odżywiała oraz trenowała z większą częstotliwością. Ja jednak nie chcę popadać ze skrajności w skrajność i oszaleć. Wyznaję zasadę "małych kroczków" i dzięki temu jestem szczęśliwa. Powoli opuszczają mnie negatywne emocje, ale mimo wszystko staram się unikać stresogennych sytuacji żeby tylko nie powróciły. Ostatnio zauważyłam u siebie znaczne powiększenie mojego największego kompleksu, ale liczę na to, że za te dwa lub trzy miesiące wszystko wróci już do normy, bo nie ukrywam, że póki co jestem przerażona. O co konkretnie chodzi? O znaczne powiększenie się mojej asymetrii piersi. Mam nadzieję, że to tylko chwilowe.

Póki co cieszę się, że mam w Was ogromne wsparcie w dążeniu do doskonałości widzianej moimi oczami. no i oczywiście, że sama jestem motywacją dla Was! Zaczynam wątpić, że bez pisania tego bloga zaszłabym tak daleko jak teraz. Nie mam już odwrotu... przeszłam taki kawał drogi i nie poddam się bez walki. Potrzebuję trochę cierpliwości i samozaparcia. Mimo wszystko jak nigdy wierzę, że mi się uda!

16 komentarzy:

  1. a ja z kolei chciałabym szybko widzieć efekty i czasami ćwiczę więcej niż powinnam ;c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to samo, ćwiczę miesiąc a już wymagam nie wiadomo czego... ;/

      Usuń
    2. Ćwicząc więcej wcale nie jest powiedziane, że efekty zobaczysz szybciej... wręcz przeciwnie...

      Usuń
  2. Trzymam kciuki żebyś osiągnęła swój cel: tylko w szczęściu i zdrowiu!!
    Powodzenia w sesji :))

    Zapraszam do mnie: podsumowanie miesiąca + KONKURS!

    http://ladyindefinite.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. coś mi się wydaje, że wszystkie mamy już dość tej męczącej zimy. Zauważyłam, że to jakaś fala gdzie dziewczyny piszą, że mają dośc. Sama niedawno taki kryzys przechodziłam. To tylko brak słońca. Jeszcze chwilę i będzie fajnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze zimę lubię, ale ostatnio wyjątkowo brakuje mi energii...

      Usuń
  4. Ja również stawiam na małe kroczki. Kiedyś się głodziłam, schudłam 30 kg...ale dziś jestem w tym samym miejscu co wtedy zaczynałam. Teraz jestem ja, Ewa, biegi, jako taka dieta...musi działać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak często się mierzysz i ważysz?:) Bo ja dzisiaj zmierzyłam się pierwszy raz i nie wiem kiedy powinnam się zmierzyć następny raz. Po miesiącu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mierzę się co miesiąc, a wagę kontroluję średnio 2 razy w tygodniu, ale bardziej pod kątem pomiarów tłuszczu i mięśni. Chcę wiedzieć jak moje ciało reaguje na treningi. Normalnie najlepiej jest ważyć i mierzyć się równo co 4 tygodnie, podobnie jak robić zdjęcia porównawcze.

      Usuń
  6. Ostatnio żadna metoda nie daje u mnie skutku.
    Ani małe kroczki ani te siedmiomilowe :<
    Ale jestem pod ogromnym wrażeniem Twoich prawie 5 miesięcy i trzymam kciuki :)
    Pink Cigarette

    OdpowiedzUsuń
  7. Sama bym bardzo chciała zajść tak daleko jak Ty, ale ja dopiero zaczynam, więc nie oczekuję efektów już, teraz, zaraz.
    TRZYMAM KCIUKI! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak trzymaj! Nie warto oczekiwać efektów, bo łatwo można się zniechęcić... ważne by pokochać taki styl życia :)

      Usuń
  8. Metoda małych kroczków jest OK. W końcu to ma być zmiana trybu życia, a nie krótkotrwała dieta czy okres treningów. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja mam skłonność do popadania w skrajności. Ćwiczyłam z Ewą parę miesięcy i jak doszłam do regularności i jak kiler zaczął mi sprawiać przyjemność, to tyle się naczytałam na różnych blogach o diecie, że zaczęłam obsesyjnie kontrolować to co jem. I przestało mi to sprawiać przyjemność i się podłamałam. Teraz od dwóch tygodni nie ćwiczę wcale, bo chcę wrócić do tego, po co to zaczęłam i jak się wyciszyć i spokojnie robić sobie "dobrze", a nie na maksa, na szybko.. Szczerze mówiąc, wiem że kogoś to może motywować, ale jak widzę jak Ewa wrzuca na swoją tablicę teksty pt. "już za 4 miesiące odsłaniamy nogi", to mnie to nie pomaga. Mam wtedy poczucie, że uczestniczę w jakimś chorym wyścigu. Cenię ją za to, jak pracuje i jak motywuje, ale każdy jest inny i bardzo ważne jest poznanie, co komu pasuje.. Mnie pasuje bycie szczęśliwą, a bardzo ścisłe trzymanie diety i bardzo regularne ćwiczenia sprawiają, paradoksalnie, ze nie jestem szczęśliwa, bo mi odbierają radość zarówno z jedzenia jak i z ćwiczeń.
    Chyba te Twoje małe kroki mnie przekonują.. ale dążenie do celu - to już nie dla mnie. Wolę patrzeć na to jak na drogę a nie jak na drogę do celu, sama widzisz różnicę. A jak to zrobić aby utrzymać harmonię, jeszcze nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie cel jest bliżej nieokreślony i to jedyne co motywuje mnie do działania... Wolę mieć jakiekolwiek efekty, niż nie mieć żadnych. Żadnej rygorystycznej diety też nie stosuję i nic sobie nie narzucam...

      Też nieraz podłamywałam się widząc jakie diety stosują niektóre dziewczyny i zaczęłam o tym myśleć, ale postawiłam na zdrowe odżywianie. Nie ograniczam tego co jem, ani nie liczę kalorii, a moje efekty jakie są takie są... Nic za wszelką cenę! :)

      Usuń
    2. U mnie z jakiegoś powodu też działa działanie bez konkretnego celu:) Wtedy nie czuję presji i idzie mi wszystko jakoś tak lżej. Nie wiedziałam, że ktoś jeszcze tak ma:)

      Usuń

Każdy komentarz dodaje mi skrzydeł i motywuje mnie do dalszego pisania... Napisz, zmotywuj mnie oraz innych! Dziękuję <3