MÓJ PIERWSZY PÓŁMARATON czyli od grubasa do biegacza!

Na dzień przed PÓŁMARATONEM MARZANNY…
22 marca 2014
MOJA METAMORFOZA PO PÓŁTORA ROKU
28 marca 2014
Wróć do bloga

Witajcie kochani!
Jak już zapewne wiecie w dniu wczorajszym tj. 23.03.2014 biegłam w swoim pierwszym w życiu (i zapewne nie ostatnim) półmaratonie, a konkretnie w XI Krakowskim Półmaratonie Marzanny. Ten post miał się ukazać już wczoraj, ale kompletnie nie miałam kiedy więc chwalę się Wam dziś, że… 

UKOŃCZYŁAM PÓŁMARATON!!!

 
Nie było łatwo, oj nie było, ale UDAŁO SIĘ!!! Gdy dobiegłam do mety miałam ochotę skakać mimo, że nie czułam już nóg po tych 21,097 km ciągłego biegu. 

W sobotę odebrałam swój pakiet startowy i przygotowałam się psychicznie na ten nieziemski wysiłek podczas mojej wizyty w Parku Wodnym. Byłam zdziwiona, że wystarczyła godzina spędzona w jakuzzi solankowym by zszedł ze mnie cały stres. Stres niestety powrócił w dniu startu…

Na szczęście dzięki moim znajomym, strach ustał tuż przed startem!!! :) 

Zamówiliśmy pogodę na ten dzień! Było ciepło i temperatura w słońcu zaczynała mnie przerażać. Na szczęście trochę później na niebie pokazały się chmury, a w pewnym momencie nawet zaczęło kropić. Najgorsze było to, że pod sam koniec mojego biegu zerwał się wiatr pod który musiałam biec ostatnie 2 km! Mówię Wam… KOSZMAR!

Wystartowaliśmy punkt 11:00 tak jak było zaplanowane. My czyli ja i dwóch kolegów ustawiliśmy się za fioletowym pacemakerem z czasem 2:09:00 mimo, iż byłam pewna, że nie mam szans na dobiegnięcie do mety w takim krótkim (jak dla mnie) czasie. Z kolei wiedziałam też, że chłopaki na pewno pobiegną szybciej.

Pierwsze 5 km było dla mnie koszmarem… muszę przyznać, że przez głowę przewijały mi się myśli o tym, że będę musiała zejść z trasy, i że nie dobiegnę. Starałam się biec równym tempem, nie myśleć za wiele i nie zatrzymywać się w żadnej sytuacji. Gdy już w ciągu pierwszych 30 minut minęła mnie karetka zaczęłam uświadamiać sobie, że to nie przelewki… to półmaraton!!! Sporego kopa dała mi obecność znajomej, która specjalnie po to by zrobić zdjęcia i pokibicować przyszła w okolice trasy – DZIĘKUJĘ PAULINA! Biegaczy wspierały także inne grupy wsparcia, które dopingowały nas w wielu miejscach na trasie. Gdy wybiegłam na bulwary, po około 7 km wiedziałam, że nie mam już odwrotu, i że wiele par oczu skierowana jest właśnie na mnie. Więc co? Nie poddałam się ani przez chwilę. Niesamowitego kopa dawało mi także mijanie wielu zmęczonych już biegaczy na kilku podbiegach. To były efekty tego, że podczas moich 3 miesięcznych przygotowań sporo biegałam po wzniesieniach, bo mieszkam na górce. Krótko mówiąc – przywykłam do treningów z górką w tle 😉 Pod Wawelem wiedziałam, że dam radę chociaż biegłam już wolniejszym tempem i cały czas walczyłam z bólem kolana. Na szczęście kontuzja pozwoliła mi dobiec do celu.

 Kryzys pojawił się u mnie zgodnie z tym co przewidywałam czyli na ok. 19 km gdy robiłam drugie okrążenie wokół Błoń. To był już tylko sprawdzian mojej psychiki i woli walki. Bolało mnie dosłownie wszystko, a nogi zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa. Chciałam biec jak najszybciej, ale próbowałam zachowywać siły na ostatnią prostą przed metą czyli od około 20 km. Muszę przyznać, że pod koniec okropnie pomogli mi ludzie, ich doping i wsparcie, a najbardziej mój kolega, który czekał na mnie przed samą metą (bo sam ukończył bieg pół godziny wcześniej). To dokładnie ten sam kolega, który namówił mnie do startu i od początku był przekonany, że wystarczą mi 3 miesiące by się przygotować do tej imprezy, gdy ja byłam nastawiona sceptycznie. Jego pomoc okazała się nieoceniona, bo zaczął biec przy mnie krzycząc „Biegnij, biegnij, większe kroki, szybciej, dajesz!” (DZIĘKUJE PAWEŁ!) W taki oto sposób wbiegłam na metę z tempem około 5:30 z łzami w oczach!!!
Moja radość była niesamowita! Miałam ochotę skakać choć tak mocno bolały mnie nogi. Gdy przekroczyłam linię mety zapomniałam nawet o tym, że muszę jeszcze przecież odebrać medal 😉
Półmaraton ukończyłam w czasie 2:27:06 
Biegłam ze średnim tempem 6:58,
a na mecie pojawiłam się jako 2383 osoba.
 
W swojej kategorii wiekowej zajęłam 164 miejsce, a w kategorii kobiet byłam 460 – w każdym razie nie byłam ostatnia!!! Jupppiii!
Moje pomiary czasu ze wszystkich check pointów wyglądały tak:
0:31:59 / 1:06:37 / 1:42:34 / 2:01:28Jeszcze wczoraj myślałam, że półmaraton to mordercze wyzwanie, a dziś już myślę o kolejnym…
Wszyscy pytają mnie kiedy MARATON, a ja odpowiadam… za rok, może dwa 😉 Czas pokaże!

Wczoraj nie czułam się zmęczona jednak dziś poruszam się po mieszkaniu dosłownie niczym paralityk! Najgorszym wyzwaniem okazało się oczywiście korzystanie z toalety i próby kucania. Nie poszłam dziś na lekcje włoskiego, bo najzwyczajniej w świecie nie dałabym rady! Bolą mnie uda, boli mnie tyłek, a do tego także barki i mięśnie brzucha.

Mimo wszystko czuję się niesamowicie, bo udowodniłam sobie i wszystkim, że nie ważne ile masz lat, jak wyglądasz… liczy się siła walki i mocna psychika!!! Od razu po zakończeniu biegu nasunął mi się taki wniosek… Naprawdę nie istotne czy ktoś jest gruby czy chudy, młody czy starty… w obliczu takiego wyzwania jakim jest półmaraton każdy jest równy!

Nie wszystkim udało się ukończyć bieg… Niektórzy zeszli z trasy, inni krótko mówiąc „padli” i wylądowali w szpitalu. Wiele osób także tuż po ukończeniu półmaratonu zgłosiło się prosto do punktu medycznego. Mnie na szczęście to ominęło, a wieczorem miałam jeszcze energię na spotkanie z przyjaciółkami, które także wspierały mnie na trasie – DZIĘKUJĘ ALDONA I OLA. Wyobraźcie sobie, że jedna z nich na mecie czekała nawet z pysznymi ciachami 😉

Niewiarygodne jest to, że przez ostatnie 3 miesiące przygotowywałam się do tej imprezy biegowej i naprawdę mi się udało!!! W dalszym ciągu to do mnie nie dociera…

Już za trzy tygodnie startuję w kolejnej imprezie biegowej, a mianowicie w PERŁACH MAŁOPOLSKI czyli biegu po Ojcowskim Parku Narodowym. Ten bieg jest zdecydowanie krótszy, bo na 10 km. W późniejszym terminie, bo już pod koniec kwietnia planuję także start w Biegu po Puszczy Niepołomickiej także na 10 km. Póki co nie przewiduję startów na dłuższych dystansach, ale ze mną nigdy nic nie wiadomo… Sezon dopiero się zaczął 😉

Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie, trzymane kciuki i pomoc w treningach!!! 
Myślę, że nie był to mój ostatni półmaraton w życiu 😉 
Buziaki!!!
P.S Nie wiem jak to się stało, ale wcale mocno się nie spociłam podczas tego półmaratonu i zapewne gdyby nie to, że okropnie bolały mnie mięśnie biegłabym szybciej. Mimo wszystko dałam z siebie wszystko!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *