Szczęście…
Do tego stanu wszyscy dążymy nie raz myśląc, że żeby je odczuć to musimy spełnić się na wielu płaszczyznach, bo jeden komponent nie przyniesie nam powodu do radości. W życiu dzieje się tak wiele pięknych sytuacji, których najzwyczajniej nie doceniamy czekając na coś co powinno się według nas wydarzyć, czekamy na osiągnięcie niemożliwego. Pogłębiamy w ten sposób tylko naszą frustrację i wpadamy w błędne koło. Frustracja powoduje stany depresyjne, a te nie pomagają nam cieszyć się najprostszymi rzeczami, najmniejszymi…
Myślisz, że niezależnie od tego co zrobisz zawsze przegrasz w bitwie o szczęście?
Ile razy w życiu spotkało Cię coś przyjemnego? Nawet ta najmniejsza radość… Ktoś idąc ulicą się do Ciebie uśmiechnął… Ktoś znajomy powiedział Ci coś miłego, skomplementował… Ile razy w takiej sytuacji nie reagujemy?
Dlaczego myślimy, że musimy w życiu mieć wszystko czego sami chcemy? Być może przegapimy właśnie to co pojawia się na naszej drodze by dawać nam szczęście?
Na bycie szczęśliwą mam jedną receptę… Zaakceptować siebie z pełnym pakietem zalet i wad nawet w momencie gdy trudno nam się z nimi pogodzić. Łatwiej jest wtedy odnaleźć choćby przyjemność w zmianach i kształtowaniu naszego charakteru. Jestem już na świecie prawie 27 lat i rzadko doceniałam te małe rzeczy, które u innych ludzi spowodowały by uśmiech. Całe życie chciałam mieć wszystko na raz i początkowo mi się to udawało. Kiedyś miałam wszystko czego pragnęłam, a w pewnym momencie moje pragnienia wzrosły do tego stopnia, że w życiu bym ich nie zaspokoiła. Chyba jeszcze nikt taki się nie urodził by dać nam wszystko czego chcemy. Gdy miałam wszystko nie doceniałam tych najmniejszych elementów, które powinnam zaliczać do mojego szczęścia co czyniło mnie szczęśliwą tylko pozornie. Brakowało mi najważniejszych rzeczy! Jeszcze niedawno użalałam się nad sobą i nie miałam ochoty wstać z łóżka, a moje życie wyglądało jak jakiś nierealny film. Jak można nic nie robić? Wyobraźcie sobie, że można. To nie lenistwo, ale całkowite załamanie… Teraz zaczęłam doceniać inne rzeczy w życiu.
Zauważyłam, że nie żyłam dla siebie, a dla innych, a do tego zaczęłam bać się wszelkich zmian! W ten sposób popadłam w absolutną stagnację, aż do momentu gdy zaczęłam robić coś tylko dla siebie – ĆWICZYĆ! Pozwoliło mi to na wyzwolenie złych emocji i na zmienienie tego w jaki sposób widziałam siebie… A co najważniejsze? Ta walka O COŚ sprawiła, że jeszcze bardziej cieszę się z każdego osiągnięcia. Być może to dziwne, ale ta lekkość po zmianie wizerunku sprawiła, że lżej podchodzę do życia. Nie oczekuje już cudów, bo wiem, że nic się samo nie wydarzy i żeby być szczęśliwym trzeba walczyć. Walka może z początku przypominać bitwę Dawida z Goliatem, ale z czasem role zaczynają się zmieniać i szanse się wyrównują.
Faktycznie… przegrywasz zanim osiągniesz cel, bo się poddajesz!
Cała metamorfoza nie zmieniła tylko mojego ciała, sylwetki, ale zmieniła o wiele więcej. Dostałam potężnego kopa od życia i teraz wiem, że odrobina samozaparcia potrafi czynić cuda. Efektem jest większa pewność siebie i radość z nawet najmniejszych rzeczy. Gdy ostatnio kilku moich znajomych, którzy nie widzieli mnie jakiś czas powiedziało mi komplement poczułam się wyjątkowo. Taka mała rzecz, a cieszy!
Wcześniej? Wcześniej bym nawet nie zareagowała tylko bym się zawstydziła…
Czuję się szczęśliwa choć do pełni szczęścia brakuje mi niemal wszystkiego! Teraz jednak jestem zdolna do odczuwania tych nawet najmniejszych radości!
Tak niewiele trzeba by wreszcie odmienić swoje życie. Mam niesamowite chęci do życia! Włączyło mi sie ADHD i nie mogę usiedzieć na miejscu. Wychodzę z domu o 10-12, a wracam po całej nocy spędzonej w pracy około 4. Nigdy jednak nie czułam się taka szczęśliwa! Nie mam wszystkiego i nie oczekuję tego. Wystarczy mi to co już mam i to właśnie sprawia, że się uśmiecham.
Doceniam wszystko… Doceń i TY!
Wszystko zależy od Ciebie…