13 listopada 2019

Czasem trzeba coś napisać... czyli SURPRISE

Witajcie kochane!!!
Naprawdę, wierzcie mi! Cały czas próbuję wrócić do pisania choć od jakiegoś czasu widzę większe zainteresowanie youtuberami, instagramowymi influencerami (czy jak to się tam mówi) niż blogerami, a na te w/w przeze mnie rzeczy chyba jestem już za stara :) Czytanie blogów już chyba nie jest modne, ale w sumie może tylko mi się tak wydaje, bo też rzadko to robiłam. 

No, ale nic... obiecałam Wam, że dziś napiszę więc to robię, choć przyznam, że ciężko było mi znaleźć czas i siły...

Od ostatniego posta trochę się zawzięłam i postanowiłam schudnąć. W najlepszym momencie czyli około wakacji ważyłam ok. 74kg i zaczęłam się mieścić w stare ciuchy, nawet te z czasów gdy pisałam bloga regularnie, biegałam, ćwiczyłam i dbałam o zdrowie. Każdy zauważył różnicę! Nawet mój facet, który raczej przepada za szczypiorami i bezcycnymi i bezdupnymi pannami ;) Cóż...

Schudłam, bo po traumatycznych wydarzeniach z maja związanych w poronieniem nie miałam zbytnio apetytu, a i samoocena była nienajlepsza. Wszystko zaczęło się rozpadać, a ja wpadłam w mega pracoholizm i nawet nie było kiedy jeść. Do tego moja tarczyca zaczęła produkować nadmiary hormonu przez co z niedoczynności tarczycy miałam jej nadczynność. Cały organizm zwariował!

Ogólnie nie było źle, wszak schudłam i wagę udało mi się utrzymywać... Brak efektu jojo niezmiernie mnie cieszył.

I tak powoli, powolutku wszystko zaczęło się jako tako układać...

No niestety musiało wydarzyć się coś przez co moja waga znów zaczęła rosnąć i w tej chwili jest to 81kg, ale będzie jeszcze więcej...






.... ale to nic NEGATYWNEGO, a wręcz przeciwnie!
Moje kochane czytelniczki przedstawiam Wam już 33letnią siebie i...



Liliannę lub Oliwiera w pakiecie <3<3<3
Wybaczcie jakość zdjęcia, ale robiłam na szybko między gotowaniem, a sprzątaniem.


No i tak... tym razem ciąża rozwija się prawidłowo, a mój brzuch jest widoczny już gdzieś od 9tc. Trudno mi się przestawić na tryb CIĄŻA, bo jak pewnie pamiętacie to raczej miałam dość ambiwalentne podejście do posiadania potomstwa. Tak po prostu ponownie wyszło... Po poronieniu na prawdę nie sądziłam, że do tego dojdzie, aż tu nagle taka wiadomość.

Aktualnie jestem w 13 tygodniu. Minął najtrudniejszy i najbardziej ryzykowany okres ciąży i wszystko jest ok, ale ja nadal panikuje. Nie wspomnę już o tym w jakim stanie są moje hormony, bo jeżeli uda mi się nikogo nie ukatrupić przez najbliższe pół roku to będzie to cud.

No i teraz kochane musicie mi wybaczyć, że zamiast chudnąć zmienię się w wieloryba, ale za to będę mieć o czym pisać po porodzie ;) 

1 komentarz:

Każdy komentarz dodaje mi skrzydeł i motywuje mnie do dalszego pisania... Napisz, zmotywuj mnie oraz innych! Dziękuję <3